Drodzy Przyjaciele!

W Ewangelii Zbawiciel poucza nas o czasach, kiedy to ujrzymy ohydę spustoszenia, zalegającą miejsce święte (Mt 24, 15), kiedy to powstaną fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych (Mt 24, 24), kiedy to nadejdzie wielki ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd, ani nie będzie (Mt 24, 21). Czy widząc otaczającą nas ohydę spustoszenia, jawną i milczącą apostazję całych społeczeństw, duchownych którzy mienią się być pasterzami, a w rzeczywistości współpracują z nieprzyjaciółmi Chrystusa w szatańskim dziele niszczenia katolickiej wiary, rodziny i cywilizacji, powinniśmy zrezygnowani poddać się i nic nie robić?

Nie, wręcz przeciwnie – powinniśmy podwoić starania o zbawienie naszych dusz, o zachowanie katolickiej wiary i liturgii. Dlaczego? Dlatego, że sam Pan obiecał, że dni ucisku i apostazji zostaną skrócone z powodu wybranych (por. Mt 24, 22), tj. tych, którzy nie zgodzą się na ohydę spustoszenia w miejscu świętym i pozostaną wierni Najświętszej Ofierze Mszy Świętej, którzy oprą się pokusie pójścia na kompromis z ubranymi w mitry i purpury heretykami, pokusie zaakceptowania modernistycznych dwuznaczności, mieszaniny prawdy i błędu. Siła diabła wypływa z bezmyślności tych, którzy mienią się być katolikami, a którzy poprzez swą bierność umożliwiają wilkom przebranym w owcze skóry wtargnięcie do Kościoła Bożego, zniszczenie katolickiej doktryny, moralności i liturgii.


1-1

Oscar Eduardo Miñarro, biskup pomocniczy Merlo-Moreno w Argentynie, odprawia Novus Ordo na plaży podczas Światowych Dni Młodzieży


Wsłuchajmy się w słowa jednego ze znanych na całym świecie świadków posoborowej rewolucji: Z obecnego kryzysu wyłoni się Kościół jutra – Kościół, który stracił wiele. Będzie niewielki i będzie musiał zacząć od nowa, mniej więcej od początku. Nie będzie już w stanie zajmować wielu budowli, które wzniósł w czasach pomyślności. Ponieważ liczba jego zwolenników maleje, więc straci wiele ze swoich przywilejów społecznych. W przeciwieństwie do wcześniejszych czasów będzie postrzegany dużo bardziej jako dobrowolne stowarzyszenie, do którego przystępuje się tylko na podstawie samodzielnej decyzji. Jako mała wspólnota, będzie kładł dużo większy nacisk na inicjatywę swoich poszczególnych członków. Niewątpliwie odkryje nowe formy posługi kapłańskiej i będzie wyświęcał do kapłaństwa wypróbowanych chrześcijan, którzy wykonują już jakiś zawód. (…) wydaje mi się pewne, że przed Kościołem bardzo trudne czasy. Prawdziwy kryzys ledwo się zaczął. Będziemy musieli liczyć się z tym, że nastąpią straszliwe wstrząsy. W totalnie zaplanowanym świecie ludzie będą strasznie samotni. Jeśli całkowicie stracą z oczu Boga, odczują całą grozę swojej nędzy. Następnie odkryją małą trzódkę wyznawców jako coś całkowicie nowego. Odkryją ją jako nadzieję, która jest im przeznaczona, odpowiedź, której zawsze potajemnie szukali (Wypowiedź z 24 grudnia 1969 roku na zakończenie cyklu wykładów radiowych w rozgłośni Hessian Rundfunk).

Kto w 1969 roku wypowiedział te słowa, które zdają się wypełniać na naszych oczach? Nie był to kto inny, jak ksiądz Józef Ratzinger, jeden z ekspertów teologicznych podczas Soboru Watykańskiego II. Obserwując tempo zmian w latach 60. XX wieku, był on już w stanie przewidzieć skutki rewolucji ogarniającej świat i Kościół. Nie można jednak ugasić pożaru benzyną. Lekarstwem na posoborowy antropocentryzm, na detronizację Chrystusa nie jest teologia hermeneutyczna, próba udowodnienia, iż nie ma żadnej sprzeczności między czasami przed i posoborowymi. Taka intelektualna akrobacja musi skończyć się upadkiem.

Moderniści dokonali bowiem widocznego gołym okiem zerwania z tym wszystkim, co stanowiło przekazywany starannie od czasów apostolskich depozyt i trzeba być ślepcem lub nie używać rozumu, by tego nie dostrzec. Czy można odmówić słuszności kardynałowi Ratzingerowi, gdy stwierdza, że: Wspólnota, która ogłasza nagle jako ściśle zabronione to, co dotąd było dla niej czymś najświętszym i najwznioślejszym, oraz której przedstawia się jako coś niestosownego żal, odczuwany przez nią z tego powodu, sama stawia się pod znakiem zapytania. Jak można jej jeszcze wierzyć? Czy jutro nie zakaże ona tego, co dzisiaj nakazuje? (Bóg i świat. Rozmowa Petera Seewald z kard. Józefem Ratzingerem).

W obliczu kryzysu, w którym pogrążony jest Kościół katolicki, powtórzmy z mocą słowa wielkiego syna Kościoła Świętego abp. Marcela Lefebvre z jego deklaracji  podpisanej w dniu 21 listopada 1974 roku:


Marcel Lefebvre

Jego Ekscelencja Arcybiskup Marcel Lefebvre (1905-1991)


Całym sercem i całą duszą należymy do Rzymu katolickiego, stróża wiary katolickiej oraz tradycji niezbędnych do jej zachowania, do wiecznego Rzymu, nauczyciela mądrości i prawdy.

Odrzucamy natomiast i zawsze odrzucaliśmy pójście za Rzymem o tendencji neo-modernistycznej i neo-protestanckiej, która wyraźnie zaznaczyła się podczas Soboru Watykańskiego II, a po soborze we wszystkich z niego wynikających reformach.

Wszystkie one przyczyniły się, i wciąż się przyczyniają, do zniszczenia Kościoła, zrujnowania kapłaństwa, unicestwienia Najświętszej Ofiary i sakramentów, zaniku życia zakonnego, nauczania na uniwersytetach, w seminariach i w katechizmach naturalizmu i teilhardyzmu, które to prądy wywodzą się z liberalizmu i protestantyzmu, wielokrotnie potępianych przez uroczyste magisterium Kościoła.

Żadna władza, nawet najwyższa w hierarchii, nie może zmusić nas do porzucenia lub umniejszenia wiary katolickiej, którą to magisterium Kościoła jasno wykłada i wyznaje od ponad dziewiętnastu stuleci.

„Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty” (Gal 1, 8).

Czyż nie to powtarza nam dzisiaj Ojciec Święty? A jeżeli w jego słowach lub czynach, albo też w aktach dykasteriów dałoby się dostrzec jakieś sprzeczności, to wybieramy wówczas to, czego zawsze nauczano i zamykamy uszy na niszczące Kościół nowinki.

Nie można poważnie zmienić lex orandi nie zmieniając jednocześnie lex credendi. „Nowej Mszy” odpowiada nowy katechizm, nowe kapłaństwo, nowe seminaria i uniwersytety, charyzmatyczny Kościół Odnowy w Duchu, wszystko to, co sprzeczne z katolicką prawowiernością i odwiecznym magisterium.

Reforma ta, tkwiąca korzeniami w liberalizmie i protestantyzmie, jest całkowicie zatruta; z herezji się wywodzi i do herezji prowadzi, nawet jeżeli nie wszystkie jej czyny są formalnie heretyckie. Jest zatem niemożliwe, by świadomy i wierny katolik miał tę reformę przyjąć lub poddać się jej w jakikolwiek sposób.

Jedyna droga wierności Kościołowi i doktrynie katolickiej, dla dobra naszych dusz, to kategoryczne odrzucenie reformy.

Dlatego też bez buntu, goryczy ni urazy kontynuujemy nasze dzieło formacji kapłańskiej w świetle odwiecznego magisterium w przekonaniu, że jest to największa przysługa jaką możemy oddać Kościołowi, Papieżowi i przyszłym pokoleniom.

Z tej to przyczyny, w oczekiwaniu na chwilę, kiedy prawdziwe światło Tradycji rozproszy ciemności, zakrywające niebo nad wiecznym Rzymem, trzymamy się mocno tego, w co zawsze wierzono i praktykowano w Kościele w zakresie wiary, moralności, liturgii, katechizmu, formacji kapłanów, struktury Kościoła, a co zostało skodyfikowane w księgach sprzed okresu modernistycznych wpływów Soboru.

Jesteśmy przekonani, że postępując w ten sposób, z pomocą łaski Bożej, Najświętszej Maryi Panny, św. Józefa i św. Piusa X zachowujemy wierność Kościołowi Rzymsko-katolickiemu, wszystkim następcom św. Piotra i pozostajemy fideles dispensatores mysteriorum Domini Nostri Jesu Christi in Spiritu Sancto – wiernymi szafarzami tajemnic naszego Pana Jezusa Chrystusa w Duchu świętym.

Amen.


Pius XII i abp. Lefebvre

Ojciec Święty Pius XII i Abp. Marcel Lefebvre


Reklamy