KAZANIE NA IV NIEDZIELĘ PO ZESŁANIU DUCHA ŚWIĘTEGO – Ks.Pius

 

Umiłowani w Chrystusie Panu!

Słuchając słów dzisiejszej Ewangelii spróbujmy sobie wyobrazić, jak bardzo musiał być zdziwiony Szymon Piotr, gdy Chrystus, skończywszy nauczanie tłumu zebranego nad brzegiem Jeziora Galilejskiego, zwrócił się do niego słowami:Wypłyń na głębię i zapuśćcie sieci wasze na połów (Łk 5, 4). Być może Szymon Piotr, zmęczony po całej nocy spędzonej na jeziorze w łodzi, jeszcze przed chwilą nie słuchał tego o czym Zbawiciel mówił do tłumu. Ale w chwili, gdy Pan wzywa go, by wypłynął na głębie, wszystko się zmienia.

Oto oczyma duszy widzimy pewnego siebie, twardo stąpającego po ziemi mężczyznę, która nagle staje przed koniecznością dokonania wyboru. Z jednej strony jest z pewnością rozczarowany tym, że pomimo wysiłku nic ze swoimi towarzyszami przez całą noc nie złowili. Jako rybak z doświadczeniem wie, że połów w czasie, w którym usłyszał Chrystusowe wezwanie nie ma sensu. Dlatego też mówi: Nauczycielu, całą noc pracując niceśmy nie złowili (Łk 5, 5). Z drugiej jednak strony, patrząc w oczy Pana czuje się tak bardzo poruszony tym wezwaniem, że porzuca ludzkie kalkulacje, przełamuje lęk przed klęską i ośmieszeniem, podejmuje ryzyko zaufania Bogu. Dlatego też niezwłocznie dodaje:wszakże na słowo Twoje zarzucę sieć (Łk 5, 5).

Szymon Piotr uwierzył słowom Zbawiciela i dlatego stajemy się świadkami podwójnego cudu. Pierwszy jest bardzo spektakularny przekracza wszelkie ludzkie kalkulacje, oto bowiem rybacy nieoczekiwanie zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać (Łk 5, 6). Tłum z pewnością jest poruszony na widok cudownego połowu, na widok ryb wypełniających dwie łodzie tak, że prawie się zanurzały. Z kolei drugi cud dla wielu pozostaje niewidoczny, nie daje się zmierzyć ani w kilogramach ani w denarach, nie budzi tak wielkiego zainteresowania tłumu, a rozgrywa się w sercu Szymona Piotra. Chrystus przemienia jego serce, czyni go pokornym, świadomym swych niedoskonałości i słabości. Cud ten był tak wielki, że Szymon Piotr osłupiał i wołał, by Pan Jezus od niego odszedł, bo jest niegodnym grzesznikiem.

Jednak Zbawiciel nie pojawił się dziś przypadkiem łodzi Szymona Piotra. Przybył tam, by go powołać. W odpowiedzi na jego wiarę, zaufanie i pokorę mówi mu: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił (Łk 5, 10). Czy Szymon Piotr i jego towarzysze Jakub i Jan mogli pozostać obojętni na kolejne wezwanie Pana? Czy wypłynąwszy na Bożą głębie mogli się oni zadowolić nadbrzeżną płycizną? Ich odpowiedź jest oczywista: zostawiwszy wszystko, poszli za Nim (Łk 5, 11). Zostawiają swe rybackie sieci, a otrzymują Bożą sieć do łowienia dusz z morza grzechu, ignorancji i błędu, stają się Apostołami Naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Kochani moi! Wspominając dziś powołanie pierwszych Apostołów módlmy się, abyśmy potrafili oderwać się od trosk doczesnych i wypłynąć na głębię, odbyć wymagającą wysiłku wędrówkę od narcystycznego słuchania siebie, do słuchania głosu Boga. W sposób szczególny módlmy się za następców Apostołów, by wiernie i odważnie nauczali doktryny Kościoła w całej jej pełni. Tak wiele dusz idzie bowiem na zatracenie, ponieważ przestaliśmy zarzucać Boże sieci do łowienia dusz!

Serce Jezusa, odwiecznie upragnienie świata, zmiłuj się nad nami!

Amen.

Reklamy

KAZANIE NA III NIEDZIELĘ PO ZESŁANIU DUCHA ŚWIĘTEGO – Ks. Pius

Umiłowani w Chrystusie Panu!
Ewangelia dzisiejsza przedstawia nam niezwykłą miłość Boga do grzesznika. Serce Jezusa, cierpliwe i wielkiego miłosierdzia, pragnie bowiem objąć płomieniem swej bezinteresownej i ofiarnej miłości każdego człowieka, także i zagubionego grzesznika.
Wprawdzie ta jedna zagubiona owca wobec pozostałych dziewięćdziesięciu dziewięciu nie przedstawia aż takiej wartości, aby opuszczać całe stado i jej szukać. Jednak Dobry Pasterz nie kalkuluje, nie oblicza, co mu się opłaca, tylko idzie za porywem serca, za porywem miłości i porzuca całe stado, by znaleźć zgubioną owieczkę. Wprawdzie poszukiwanie zagubionej owieczki jest uciążliwe, a niekiedy nawet niebezpieczne i wymaga wielkiego wysiłku. Jednak Dobry Pasterz nie baczy na trud, a znalazłszy owce nie waha się włożyć swych dłoni w ciernie, by wydostać zaplątaną owcę. Oto prawdziwa miłość, która nie szuka swego, nie unosi się gniewem i nie pamięta złego (por. 1 Kor 13, 5).
Drodzy wierni! Ewangelia dzisiejsza mówi: Zbliżali się do Jezusa celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać (Łk 15, 1). Przychodzą oni słuchać, zatem potrafią oderwać się od spraw życia codziennego, poświęcić swój czas i wysiłek aby poznać i zrozumieć naukę Jezusa z Nazaretu. Ich rozum i serce poszukuje Boga, zaś ich usta zdają się powtarzać wołanie Psalmisty: jak jeleń spragniony dąży do strumieni wody, tak dusza ma tęskni za Tobą, Boże!  (Ps 41, 2). Cóż za niezwykły obraz, oto pogardzani przez Żydów grzesznicy i celnicy gotowi są zmienić swoje życie, nawrócić się, unikać zła i czynić dobro. Co czyni Pan Nasz Jezus Chrystus na widok tych zagubionych owiec? Czy odrzuca je? Wręcz przeciwnie, Serce Jezusa, dobroci i miłości pełne, nie odtrąca nikogo, lecz obejmuje ogniem swej miłości każdego, kto Go szuka.
Jednak nie wszyscy chcą zrozumieć bezinteresowną i ofiarną miłość Boga. Zwróćmy uwagę, iż Ewangelia nie wspomina o faryzeuszach słuchających Pana Jezusa. Choć pojawiają się oni wszędzie tam, gdzie Chrystus głosi Ewangelię, to pozostają ślepi na światło Bożej dobroci i głusi na głos Bożego wołania. Usiłują nieustannie znaleźć jakiś błąd w Tym, który jest Prawdą, jakieś zło w Tym, który jest Dobrem, jakąś zmazę w Tym, który jest Pięknem.  Słyszymy także i dziś, że faryzeusze i uczeni szemrzą, sprzeciwiają się Chrystusowi, zarzucają Mu, iż przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Faryzeusze są zaślepieni przez swą pychę, uważają się za doskonałych, gardzą tymi, którzy w ich mniemaniu nie zasługują na uwagę wszechmogącego Boga. W ich zimnych, kamiennych sercach łatwo rodzą się bezwzględne sądy o bliźnich: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik (Łk 18, 11).
Kochani moi! Jeśli chcemy usłyszeć, co Bóg sądzi o czyniących pokutę grzesznikach, musimy odwrócić uszy od sądu ludzkiego, który nie zna ani litości ani wyrozumiałości, a wsłuchać się w bicie Serca Jezusa, krwawej ofiary grzeszników. We współczesnych czasach, w których Kościół zdaje się być tonącą łodzią szarganą przez szatańskie wichry, a której sternik jest obojętny na los powierzonych mu dusz, większość zagubionych katolików potrzebuje raczej słowa zachęty i rady, niż potępienia. Dawajmy więc bliźnim dobry przykład i w ten sposób przyciągajmy ich do Serca Jezusa, źródła życia i świętości. Wskazujmy zagubionym katolikom drogę Tradycji katolickiej, Mszę Świętą Wszechczasów, katolickich kapłanów i biskupów, wiernych temu, czego Kościół nauczał przez dwadzieścia wieków.
Powtórzmy dziś słowa abp. Marcela Lefebvre: Chcemy zachować królewską władzę  Naszego Pana Jezusa Chrystusa w społeczeństwie. Chcemy głosić, że Kościół katolicki stanowi prawdziwą religię i wszyscy są powołani do tego, aby się nawrócić do Kościoła katolickiego. I dlatego będziemy się modlić, będziemy czynić pokutę, będziemy próbować za pomocą wszystkich środków, jakie mamy do dyspozycji, czynić wokół nas dobro, aby nawracać dusze (Kazanie J. E. Abp. Marcela Lefebvre’a wygłoszone 21 marca 1982 r. w Martigny).
Serce Jezusa, zbawienie ufających w Tobie, zmiłuj się nad nami!
Amen.

Kazanie na II Niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego – Ks.Pius

Umiłowani w Chrystusie Panu!

W oktawie Bożego Ciała kontemplujemy oblicze Chrystusa obecnego w Najświętszym Sakramencie, a w naszych uszach rozbrzmiewają słowa Pisma Świętego: gustate et videte quoniam suavis est Dominus, skosztujcie i zobaczcie jak słodki jest Pan (Ps 33, 9). Miłość Boga do człowieka jest tak wielka, że postanowił On pozostać z ludźmi – nie w nieodstępnej świątyni z marmuru i złota, ale choćby w małej kapliczce, w której kapłan składa Bogu Ofiarę Mszy Świętej, uobecniając Ofiarę Kalwarii. Bóg chce być bowiem blisko każdego człowieka, biednego i bogatego, zdrowego i chorego, radosnego i pogrążonego w smutku.

O res mirabilis: manducat Dominum pauper, servus et humilis. / O, rzecz zadziwiająca! Spożywa Pana ubogi, sługa i pokorny. Chrystus zaprasza dziś każdego z nas na gody, wieczne wesele w niebie. Niestety jakże wielu to zaproszenie odrzuca, odmawia uczestniczenia w życiu Boga. Ku naszej przestrodze Pan Jezus wskazuje w dzisiejszej Ewangelii trzy rodzaje pokus, które mogą sprawić, iż zejdziemy z drogi prowadzącej do nieba, a wejdziemy na drogę prowadzącą do piekła.

Po pierwsze jest to przywiązanie do dóbr doczesnych. Ludzie przywiązani do władzy i posiadania, opętani przez pychę, chęć wywyższenia się odpowiadają na zaproszenie Pana z pogardą: Kupiłem wieś i koniecznie muszę pójść, a obejrzeć ją; proszę cię, miej mnie za wymówionego! Trzeba zauważyć, iż zaproszony na gody nie twierdzi, że musi ciężko pracować na utrzymanie swoje i swojej rodziny, ale raczej, iż musi pójść i zobaczyć nową posiadłość. To zaś oznacza, iż wprawdzie wszystkie jego doczesne potrzeby są zaspokojone, bez problemu mógłby znaleźć czas, by opowiedzieć na Boże zaproszenie. Jednak jego serce pokochało rzeczy materialne i woli on zaspokoić swoją próżność, niż poświęcić czas Panu Jezusowi.

Po drugie jest to zmysłowość. Ludzie zniewoleni przez zmysły odpowiadają na zaproszenie Pana ze zdenerwowaniem: Kupiłem pięć par wołów i idę ich próbować; proszę cię, miej mnie za wymówionego! Pięć par wołów oznacza pięć zmysłów. Wprawdzie powinny one zostać wykorzystane przez człowieka jako narzędzia pomagające poznać prawdę i czynić dobro. Jednak często człowiek staje się ich niewolnikiem. Zamiast kierować oczy i serce ku górze, do Boga, niczym pochylony wół patrzy tępo w ziemię. Taki człowiek nie karmi swych zmysłów tym co piękne i prawdziwe, ale próżną ziemską przyjemnością, w jego sercu nie ma zatem miejsca dla Pana Jezusa.

Po trzecie jest to przyzwyczajenie się do grzechu. Człowiek, który przywiązał się do grzechu nawet nie usiłuje znaleźć wymówki, nie prosi o usprawiedliwienie swojej nieobecności, ale oznajmia Panu: Nie mogę przyjść! Człowiek żyjący w grzechu nie chce nawet chwili zastanawiać się nad swoim życiem, odrzuca wszystko, co mogłoby mu przypomnieć o konieczności nawrócenia czy też o wiecznej karze w piekle. Nie bez przyczyny wśród grzechów przeciwko Duchowi Świętemu, przed których wyjątkowym niebezpieczeństwem przestrzegał Chrystus (Mk 3, 28-29), są m.in. zatwardziałość serca wobec zbawiennych natchnień oraz odkładanie pokuty aż do śmierci. Bóg daje każdemu człowiekowi szansę na nawrócenie i zbawienie, ale nikogo na siłę, wbrew woli człowieka, do nieba nie zaprowadzi.

Kochani moi! Nie odrzucajmy Chrystusowego zaproszenia na wieczne gody w niebie, których zapowiedzią jest Komunia Święta. Gdy już za kilka chwil ujrzymy Pana w białej Hostii zwróćmy ku niemu nasze oczy i serca, powtarzając z miłością słowa św. Tomasza z Akwinu:

Pod zasłoną teraz, Jezu, widzę Cię,

Niech pragnienie serca kiedyś spełni się,

Bym oblicze Twoje tam oglądać mógł,

Gdzie wybranym miejsce przygotował Bóg.

Amen.

KAZANIE NA BOŻE CIAŁO – Ks. Pius

KAZANIE NA BOŻE CIAŁO – Ks. Pius

Umiłowani w Chrystusie Panu!

Gromadzimy się dziś, w święto Bożego Ciała, wokół Chrystusowego ołtarza i słyszymy z ust Pana słowa, które mogą budzić nasze zdziwienie, których nie pojmujemy: Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim(J 6, 56). Po chwili jednak uświadamiamy sobie, iż miłość Boga do człowieka jest tak wielka, że choć zasiada w niebie po prawicy Ojca, mieszka również między nami. Ukryty, cichy, bezbronny niczym dziecko, Więzień miłości obecny w Najświętszym Sakramencie, który przychodzi na ołtarz, ilekroć kapłan składa Bogu Ofiarę Mszy Świętej, uobecniając Ofiarę Kalwarii.
Zaiste Najświętszy Sakrament jest największym spośród siedmiu sakramentów, gdyż nie tylko obdarza nas łaską, ale zawiera w sobie samego Dawcę łaski, Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Zbawiciel jest w nim prawdziwie obecny w sposób fizyczny i substancjalny, Jego Ciało, Krew, Dusza i Bóstwo, choć ukryty pod postaciami Chleba i Wina. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki (J 6, 58). Gdy spożywamy pokarm doczesny w pewnym sensie uszlachetniamy go, gdy zostaje on przeobrażony, staje się częścią nas. W przypadku Najświętszego Sakramentu jest jednak zupełnie odwrotnie. To my zostajemy uszlachetnieni, upodabniamy się do Boskiego Pokarmu. Poprzez Komunie Świętą to my mamy zostać przeobrażeni, stajemy się bowiem uczestnikami życia samego Boga. Z jakąż czcią powinniśmy zatem zbliżać się do Najświętszej Hostii, w której ukryty jest nasz Zbawiciel! Czy moglibyśmy nie zgiąć kolan przed tym, przed którym w betlejemskiej grocie klękały nierozumne zwierzęta?
Drodzy wierni! Odnówmy dziś wiarę w Rzeczywistą Obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, abyśmy dzięki silnej wierze mogli widzieć to, czego oczy nasze przeniknąć nie potrafią. Wiara ta jest nam potrzebna szczególnie dziś, gdy jest ona niszczona nawet przez pasterzy Kościoła, gdy papież i biskupi nie słuchają Chrystusowego ostrzeżenia, by nie dawać psom tego, co święte i nie rzucać pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami (Mt 7, 6), gdy poprzez dopuszczenie do Najświętszego Sakramentu osób żyjących trwale w grzechu ciężkim czy też protestantów, pozwalają na świętokradztwa, na profanowanie Najświętszego Sakramentu. Czy zapomnieli oni o ostrzeżeniu św. Pawła, iż: kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej (1 Kor 11, 27)?
Kochani moi! Pewnie wielu z nas uczestnicząc od lat w uroczystych procesjach Bożego Ciała zadaje sobie pytanie, dlaczego wychodzimy z Panem Jezusem na ulice? Ale czy nie powinniśmy zapytać zupełnie odwrotnie, a mianowicie dlaczego to Nasz Pan wychodzi na nasze ulice? Moglibyśmy powtórzyć pytanie św. Piotra:
Quo vadis, Domine?
Dokąd idziesz, Panie?
Piotrze,
gdy ty opuszczasz lud mój, do Rzymu idę, by tam mnie ukrzyżowano po raz wtóry.
Wówczas Chrystus szedł do pogańskiego Rzymu, z którego uciekał św. Piotr. Dziś Chrystus idzie do naszych miast i wsi, w których coraz mniej katolickiej wiary, a coraz więcej liberalizmu, modernizmu i materialistycznego ateizmu, czyli współczesnego pogaństwa. Wprawdzie dziś tak wielu ludzi wyjdzie na ulice naszych miast i wsi, po których będzie nieść się echo eucharystycznych pieśni i świątecznej muzyki orkiestr dętych. Jednak już niedługo wiatr zdmuchnie płatki kwiatów, którymi dzieci zdobiły drogę Pana Jezusa, a wraz z nimi zniknie wiara i cześć wobec Boga obecnego w Najświętszym Sakramencie, przed którym już jutro niemal nikt nie zegnie swych kolan.
Dusz Pasterzu! Prawy Chlebie!
Dobry Jezu, prosim Ciebie:
Ty nas karm i broń w potrzebie,
Ty nam dobra okaż w niebie,
Kędy jest żyjących raj.
Amen.

KAZANIE NA NIEDZIELĘ TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ – Ks. Pius

KAZANIE NA NIEDZIELĘ TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ – Ks. Pius

Umiłowani w Chrystusie Panu!
Każdy katolik już jako małe dziecko staje w obliczu tajemnicy Trójcy Świętej, gdy uczy się czynić znak krzyża. Wówczas to mama czy tata bierze w swoją dojrzałą dłoń drobną, dziecięcą dłoń i powoli, z cierpliwością pokazuje dziecku, jak należy wykonać znak krzyża. Z czasem gest ten wykonujemy coraz sprawniej, niekiedy mechanicznie, a niekiedy wręcz bez szacunku.
Wbrew pozorom, to dziecku łatwiej jest z wiarą się przeżegnać. Oto bowiem pełne ufności oddaje ono swoją  trochę jeszcze niezdarną rękę rodzicom, którzy stają się pierwszymi nauczycielami wiary. Z kolei dorośli wprawdzie nie mają żadnych problemów ze sprawnym wykonaniem tych kilku ruchów, ale jakże ciężko im niekiedy złożyć swoje dłonie, swoje życie w ręku naszego Ojca, który jest w niebie.
Trójca Przenajświętsza to wielka tajemnica naszej wiary, tajemnica życia wewnętrznego Boga. Nie dziwmy się, że wiara zawiera tajemnice. To, co wiemy, jest bowiem zaledwie małą kroplą w porównaniu do oceanu nadprzyrodzonej rzeczywistości, której jeszcze nie znamy. Wielki doktor Kościoła św. Augustyn spędził wiele lat pracując nad traktatem teologicznym o Trójcy. Któregoś dnia, przechadzając się nad morzem, spostrzegł chłopca, który wygrzebał w piasku dołek i niewielką muszelką przelewał wodę z morza do tego dołka. Św. Augustyn zbliżył się do niego i zapytał, co robi. Chłopiec odpowiedział z uśmiechem, iż próbuje przenieść całe morze do tego dołka w piasku. Zdumiony Biskup rzekł, że to przecież niemożliwe, by mały dołek pomieścił całe morze. Chłopiec przerwał swoją pracę, stanął, spojrzał w oczy Świętego i odpowiedział: Nie jest to bardziej niemożliwie niż to co ty próbujesz zrobić usiłując zrozumieć ogrom tajemnicy Trójcy Świętej swoim małym rozumem! Niektórzy mówią, że tym chłopcem był anioł zesłany przez Boga z lekcją pokory, aby przypomnieć Augustynowi o ograniczeniach ludzkiego pojmowania wobec wielkich tajemnic katolickiej wiary.
Drodzy wierni! Stojąc w obliczu misterium Trójcy Przenajświętszej powinniśmy przyjąć postawę adoracji i kontemplacji, powinniśmy zbliżać się do tej niej tak, jak Mojżesz do krzewu gorejącego, który usłyszał tysiące lat temu głos Boga: Nie zbliżaj się tu! Zdejmij sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz jest ziemią świętą (Wj 3,5). Krocząc po świętej ziemi Bożego Objawienia  musimy zatem niejako „zdjąć buty” z naszych serc, pokonać naszą pychę, przekonanie, iż wszystko możemy zmierzyć i wyliczyć, oddać nasz rozum Temu, który się nie myli ani nikogomylić nie może. Obyśmy mieli wiarę i ufność Abrahama, któremu, jak opisuje to Księga Rodzaju, objawił się Pan, zapowiadając w ten sposób objawienie misterium Trójcy Przenajświętszej. Oto Abraham siedząc pod dębami Mamre ujrzał naprzeciw siebie trzech ludzi. Wyszedł im na spotkanie i oddał pokłon, po czym o dziwo zwrócił się do nich w liczbie pojedynczej. Jak skomentowali to Ojcowie Kościoła: Zobaczył trzech i oddał cześć jedynemu.
Kochani moi! Czyniąc znak krzyża róbmy to z szacunkiem. Poprzez ten znak wyznajemy bowiem najważniejsze prawdy wiary katolickiej: Trójcę Przenajświętszą oraz Odkupienie poprzez Krzyżową Ofiarę Naszego Pana Jezusa Chrystusa. Dotykając naszego czoła prośmy o światło dla naszego rozumu, aby szukać zawsze prawdy. Dotykając naszego serca prośmy o siłę dla naszej woli, aby wybierać zawsze dobro. Dotykając naszych barków prośmy o moc do dźwigania każdego dnia ciężarów doczesnego pielgrzymowania na ziemi, aby starczyło nam sił w drodze na spotkanie z Ojcem, Synem i Duchem Świętym.
Amen.

KAZANIE NA NIEDZIELĘ ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO – Ks. Pius

KAZANIE NA NIEDZIELĘ ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO – Ks. Pius

Umiłowani w Chrystusie Panu!
Duchowo trwamy dziś wraz z Matką Bożą i Apostołami na wspólnej modlitwie w oczekiwaniu nadejścia obiecanego przez Zbawiciela Pocieszyciela. Zdaje się nam, że słyszymy szum nieba jakby nadchodzącego wichru gwałtownego, a oczyma duszy widzimy ogniste płomienie, które towarzyszyły Zesłaniu Ducha Świętego (por. Dz 2, 2-3). Jednocześnie jednak zaczynamy się zastanawiać, czy Duch Święty działa także i w naszych czasach? Czemu tak często wydaje nam się, że nie, że jego dary są nieskuteczne? Musimy sobie uświadomić, iż Duch Święty może działać w ludzkich duszach na różne sposoby, które wskazuje nam Pismo Święte.
Gdy Pan Jezus przebywał wśród nas na ziemi, wszyscy mogli do Niego przychodzić i słuchać Jego nauki. A jednak, jak różna była postawa tych, którzy zbliżali się do Bożego Syna, jak wielu miało serca zatwardziałe, ślepe na światło Bożej łaski, a jak niewielu uwierzyło Synowi Bożemu! Skąd pochodziła ta różnica? Spójrzmy, jak brzemienna Maryja odwiedza św. Elżbietę, ta zaś woła: Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc Żytowa Twojego! Skąd wzięło się to wewnętrzne światło, które sprawiło, że św. Elżbieta zrozumiała, iż Maryja przychodzi do niej ze swym Synem, który jest obiecanym Odkupicielem ludzkości? Pismo Święte wskazuje nam odpowiedź: napełniona została Duchem Świętym (por. Łk 1, 41). Spójrzmy na starca Symeona, który w Dzieciątku przyniesionym przez Maryję i Józefa do świątyni jerozolimskiej rozpoznaje Mesjasza. Pod czyim natchnieniem działał? Jak czytamy w Ewangelii, przybył on do świątyni wiedziony przez Ducha Świętego (por. 2, 27). To właśnie Duch Święty wzywa człowieka do spotkania z Panem, to Duch Święty rozpala w sercu człowieka płomień Bożego życia.
Jednak płomień ten musi być nieustannie przez człowieka podtrzymywany, w przeciwnym razie zgaśnie. Spójrzmy na apostołów, którzy pobudzeni przez Ducha Świętego porzucili wszystko, by podążyć za Chrystusowym wezwaniem: Pójdź za mną! Jednak pomimo swojego oddania, w obliczu Krzyża uciekają oni, opuszczają swojego Mistrza, a nawet się Go wypierają. Nie wystarczy tylko dać się porwać Bożemu natchnieniu, „czuć” Bożą obecność w sercu, jak chciałyby to przedstawić różne charyzmatyczne ruchy i sekty. Wiara katolicka nie jest sentymentalnym uczuciem. Zbawiciel przypomina nam dziś, że każdy, kto Go miłuje, przestrzega Jego nauki. Człowiek potrzebuje do zbawienia rozumnej i żywej wiary. Dlatego też Chrystus, doskonale zdając sobie sprawę z ułomności człowieka, zapowiada, iż:Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w imię moje, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, cokolwiek wam powiedziałem (J 14, 26). To właśnie Duch Święty podtrzymuje w duszy płomień Bożego życia, umacnia nas swoimi darami. W sposób szczególny poprzez sakrament bierzmowania, w którymna duszy wyciśnięte zostaje niezatarte znamię wojownika Chrystusowego, w którym człowiek ochrzczony otrzymuje od Ducha Świętego umocnienie, aby wiarę swoją mocno wyznawał, i według niej żył, co  wyraża formuła tego sakramentu, która niestety została zniszczona przez posoborowych reformatorów: Znaczę cię znakiem krzyża, i umacniam cię krzyżmem zbawienia w Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Jakże brakuje nam katolikom mocy, męstwa koniecznego do obrony naszej świętej wiary!
Radując się dziś z Kościołem Świętym z Zesłania Ducha Świętego, chcielibyśmy ujrzeć jak najwięcej dusz na drodze prowadzącej tam, gdzie po prawicy Ojca zasiada nasz Zbawiciel. Módlmy się zatem za tych wszystkich, którzy cały czas błąkają się w ciemnościach ateizmu i pogaństwa, aby nie zatwardzali swoich serc na działanie Ducha Świętego, aby nie zachowywali się wobec Jego natchnień biernie ani opornie, lecz uwierzyli w Chrystusową Ewangelię. Módlmy się także za tych wszystkich, którzy wprawdzie przyjęli Chrzest Święty, w których duszach wzniecony został płomień Bożego życia, lecz który zgasł na skutek porzucenia prawdziwej wiary czy też pogrążenia się w grzechu, aby czym prędzej wrócili do domu niebieskiego Ojca i nie zginęli z nędzy i głodu. Wreszcie módlmy się także za tych, którzy pomimo trudności trwają przy Chrystusowym Krzyżu, aby Duch Święty ich umacniał, aby współpracując z Bożą łaską i korzystając z darów Ducha Świętego z odwagą świadczyli swoimi słowami i czynami o wielkich sprawach Bożych (Dz 2, 11).
Przyjdź Duchu Święty, napełnij serca Twoich wiernych i zapal w nich ogień miłości Twojej!
Amen.

Kazanie na Niedzielę w Oktawie Wniebowstąpienia – Ks.Pius

 

Kazanie na Niedzielę w Oktawie Wniebowstąpienia – Ks.Pius

Umiłowani w Chrystusie Panu!

Niczym zamyśleni Apostołowie wpatrujemy się dziś w niebo, w które w czwartek, czterdziestego dnia po Zmartwychwstaniu, wzniósł się Pan Jezus, by zasiąść po prawicy Ojca. Dusze nasze są pełne tęsknoty za oglądaniem Chrystusowego oblicza, który poprzez swoje życie wśród ludzi, śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie wskazał, że nasze życie ziemskie ma być wędrówką do nieba i że niebo powinno być ostatecznym celem naszego życia. Dlatego też w introicie dzisiejszej Mszy Świętej Kościół woła: Usłysz, Panie, głos mój, którym wołam, alleluja, do Ciebie mówi serce moje, oblicze moje Cię szuka, szukam o Panie Twojego oblicza; oblicza Twego nie kryj przede mną, alleluja, alleluja.

Jak doskonale wiemy, by dostać się do nieba i móc oglądać na wieki Chrystusowe oblicze musimy najpierw uwierzyć, bez wiary bowiem – jak uczy nas Pismo Święte – nie można podobać się Bogu (por. Hbr 11, 6). Wiara jest koniecznym warunkiem zbawienia. I to nie byle jaka wiara, ale szczera wiara w to wszystko, co Bóg nam objawił.

Wiara prawdziwa, którą przekazuje Kościół katolicki w nieprzerwanym łańcuchu, na początku którego znajduje się sam Syn Boży i apostołowie, a którą my mamy obowiązek przekazać niezmienioną kolejnym pokoleniom, choć szatan nieustannie próbuje zwieść ludzi poprzez fałszywe religie i herezje.

Wiara rozumna, bowiem jako stworzenia rozumne pragniemy wiedzieć, dlaczego mamy wierzyć. Wiara czysto uczuciowa, bez dostatecznych racji rozumowych byłaby niegodna istoty rozumnej. Stąd człowiek ma obowiązek poznać prawdy wiary, której podstawą jest prawdziwość i prawdomówność Boga, który sam się nie myli i nikogo w błąd nie wprowadza.

Wiara żywa, gdyż nasze myśli, słowa i uczynki powinny być zgodne z tym, w co wierzymy. Pismo Święte przypomina nam: Jak bowiem ciało bez ducha jest martwe, tak i wiara bez uczynków jest martwa (Jak 2, 26). Nie możemy być tylko biernymi słuchaczami, musimy każdego dnia wybierać dobro, mieć trwałą miłość jedni ku drugim, usługiwać jeden drugiemu, do czego wzywa nas w dzisiejszej lekcji św. Piotr Apostoł (por. 1 P 4, 8).

Drodzy wierni! Gdy uświadomimy sobie, jak istotna jest wiara katolicka dla zbawienia dusz, wówczas zrozumiemy, dlaczego tuż przed swym Wniebowstąpieniem Pan Nasz Jezus Chrystus wydaje swoim Apostołom swoisty rozkaz: Idąc na cały świat, głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, będzie potępiony (Mk 16, 15-16). Celem Kościoła jest misja, głoszenie prawdziwej wiary, tej samej, którą przekazał apostołom Zbawiciel, a poprzez to prowadzenie dusz do nieba i ratowanie ich przed wiecznym potępieniem.

Dlatego też, wznosząc dziś  wzrok i serca ku górze, za wstępującym w niebo Chrystusem, módlmy się za Kościół Święty, duchownych i wiernych, by wiernie realizowali rozkaz Pana Jezusa, nawet jeśli w naszych czasach miałaby się spełnić zapowiedź, iż: każdy, kto Was zabijać będzie, uczyni to mniemając, że Bogu wyświadcza przysługę. A to wam uczynią, bo nie znają Ojca ani Mnie (J 16, 2-3).

Amen.

http://sacerdospius.blogspot.co.uk/2018/05/kazanie-na-niedziele-w-oktawie.html