Komentarze Eleison


biskup williamson

Komentarze Eleison Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ryszarda Williamsona


Komentarz Eleison nr DCCLXXIX (779)

18 czerwca 2022

RÓŻAŃCOWE ŚWIADECTWO

Urodziłem się w 1958 roku i do 1988 roku mieszkałem w mojej rodzinnej Polsce.  W 1988 roku wyemigrowałem do USA i od tego czasu tam zamieszkałem. Początek mojej codziennej modlitwy różańcowej przypadł na dzień 5 stycznia 2009 roku w kościele Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X w Phoenix, kiedy to po raz pierwszy od 38 lat wysłuchałem Mszy Świętej Wszechczasów. Od tego dnia Msza Święta trydencka jest jedyną, w której uczestniczę. Kapłanem, który odprawił tę Mszę, był ks. Burfitt należący do FSSPX, bardzo oddany kapłan, który znacząco pomógł mi w moim powrocie do Boga.

Tak oto mój codzienny Różaniec rozpoczął się wraz z moim powrotem do Mszy Świętej trydenckiej i do Katolickiej Tradycji. Był to czas krucjaty różańcowej, którą biskup Fellay ogłosił w intencji poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, a ja chętnie wziąłem w niej udział. Po zakończeniu krucjaty po prostu kontynuowałem mój codzienny Różaniec, który dzięki łasce Bożej stał się dla mnie niczym druga natura. Ponadto, intensywnie analizując sytuację w Kościele, rolę Soboru Watykańskiego II, niektóre z ostatnich objawień Matki Bożej (La Salette, Fatima, Akita i inne), a zwłaszcza słuchając Jej tak usilnych próśb o codzienne odmawianie Różańca i odprawianie nabożeństwa pierwszych pięciu sobót, zrozumiałem, że jako katolik muszę na nie odpowiedzieć.

W dniu 30 czerwca 1877 roku w Gietrzwałdzie, w czasie jedynych zatwierdzonych objawień maryjnych w Polsce, pierwsze pytanie zadane Matce Bożej przez Justynę, dziewczynkę w wieku trzynastu lat, brzmiało: „Czego żądasz Matko Boża?” Padła odpowiedź: „Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali Różaniec”. Co więcej dla nas, Polaków, Matka Boża ma zaszczytny tytuł Królowej Polski, Ona jest naszą Królową! Zawsze nią była! Jak więc mógłbyć odmówić prośbie swojej Królowej? To po prostu niemożliwe!

Jak zatem codzienny Różaniec zmienił moje życie? Znacząco. Powiedziałbym nawet, że zmienił dosłownie wszystko: mój plan dnia, mój sposób myślenia, moje życie duchowe. Zmieniły się moje priorytety i moje zachowanie. Teraz Różaniec Święty jest nieodłączną częścią mojego życia i wpływa na nie w sposób, o którym wcześniej nawet bym nie pomyślał. Daje mi wewnętrzny spokój, dystans do spraw doczesnych. Wierzę, że pomaga mi lepiej panować nad moimi wadami i słabościami. Kieruje moje myśli, moje pragnienia, moje zainteresowania ku rzeczom niebieskim, ku naszemu ostatecznemu katolickiemu celowi, którym jest ni mniej, ni więcej tylko niebo. Szczególnie zauważam, że odmawianie Różańca dodaje mi sił w codziennej duchowej walce z pokusami, z tym wszystkim złem, które nas otacza w naszym coraz bardziej bezbożnym świecie. Jestem pewien, że to Matka Boża, Pośredniczka Wszystkich Łask, tak hojnie wspiera mnie łaskami, których potrzebuję.

W moim życiu zaszły też dość bolesne zmiany spowodowane moim powrotem do prawdziwej Mszy Świętej i do Tradycji, w tym do tradycyjnego Różańca Świętego. Chodzi o to, że niektórzy z moich najbliższych katolickich przyjaciół i członków rodziny nie zaakceptowali tego powrotu. Niektórzy z nich nazywają mnie nawet „schizmatykiem”. Na początku było to dla mnie sporym zaskoczeniem, ale teraz już się do tego przyzwyczaiłem. Cały czas staram się jak najlepiej wpływać na nich osobiście, przekazując im prawdę katolicką, ale o wiele bardziej polegam na środkach nadprzyrodzonych, takich jak modlitwa i ofiary, mając nadzieję, że pewnego dnia opamiętają się i powrócą do Prawdy.

Trzy miesiące temu mój starszy syn powiedział mi, że po latach oddalania się od Kościoła, powrócił do Wiary i teraz regularnie uczestniczy we Mszy Świętej Wszechczasów. Jaka była moja radość, gdy to usłyszałem!

Módl się dalej, powtarzam sobie, to tylko kwestia czasu… Królowo Różańca Świętego, módl się za nami!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXXVIII (778)

11 czerwca 2022

RERUM NOVARUM – II

Ponieważ w Rerum Novarum, swojej słynnej encyklice z 1891 roku, papież Leon XIII potępił socjalizm jako fundamentalnie sprzeczny z daną człowiekowi przez Boga naturą (patrz „Komentarz” z ubiegłego tygodnia), można by pomyśleć, że nie był on przyjacielem klasy robotniczej, o której interesy socjalizm rzekomo się troszczył. Wręcz przeciwnie. Cała druga część encykliki opisuje prawdziwe rozwiązanie rzeczywistych problemów końca XIX wieku, dla których socjalizm stanowił rozwiązanie fałszywe. Ponieważ w XXI wieku nasz bezbożny świat nadal jest kuszony przez socjalizm i komunizm globalistów w ich tej samej wojnie przeciwko Bogu, przyjrzyjmy się, choć pobieżnie, prawdziwemu rozwiązaniu przedstawionemu przez Leona XIII.

Jego zdaniem powinno ono pochodzić z trzech źródeł. Po pierwsze i najważniejsze, od Kościoła katolickiego. Po drugie, od państwa, które papież wezwał do odegrania szczególnej roli w ochronie pracowników. I po trzecie, od prywatnych stowarzyszeń pracodawców i pracowników, które, jak stwierdził, również mają istotną rolę do odegrania. Leon XIII rozpoczął jednak od odrzucenia wszelkich nierealnych rozwiązań problemów społecznych, które zmierzają bądź to do wyeliminowania naturalnych nierówności właściwych wszystkim ludziom, bądź to nienaturalnych trudów, które ludzie muszą znosić w tej „dolinie łez”, a które są konsekwencją grzechu. Katolicy rozumieją, że nierówności są czymś naturalnym wsród stworzenia i mają na celu okazanie nieskończonej różnorodności Stwórcy, zaś cierpienie, śmierć i pożądliwości pojawiły się wśród stworzenia dopiero na skutek grzechu pierworodnego.

Promowane przez komunizm walki klasowe i rewolucja przeciwko wszelkiej władzy nie są naturalne, lecz sprzeczne z ludzką naturą. Z kolei Kościół odgrywa pierwszorzędną rolę w tworzeniu harmonii klasowej i szacunku dla władzy w oparciu o naturalną sprawiedliwość i nadprzyrodzoną miłość. Zgodnie z zasadami sprawiedliwości pracownicy powinni pracować i szanować swoich pracodawców, pracodawcy zaś powinni szanować swoich pracowników i troszczyć się o ich dobro duchowe i fizyczne, w tym poprzez wypłacanie sprawiedliwej płacy, która nie powinna być określana jedynie na podstawie interesów pracodawcy. Z punktu widzenia nadprzyrodzonej miłości bogactwo jest raczej przeszkodą niż pomocą w drodze do zbawienia, dlatego bogaci powinni dzielić się z ubogimi, a ubodzy nie powinni zazdrościć bogatym. Wiara katolicka odrzuca oba przeciwstawne sobie błędy – socjalizm i dziki kapitalizm – poprzez łagodzenie nadmiernego pożądania bogactw przez ludzi.

Jeśli chodzi o państwo, to jego podstawową funkcją jest ochrona wspólnego dobra wszystkich członków społeczeństwa, a nie tylko osób zamożnych. W rzeczywistości, ponieważ bogaci często potrafią wystarczająco o sobie zadbać, podczas gdy ubodzy mogą szczególnie potrzebować ochrony ze strony rządu, ciężka sytuacja klas pracujących w 1891 roku oznaczała, że państwo powinno interweniować w ich imieniu. Prawo państwowe musi chronić moralność, godność i warunki pracy, w sposób szczególny troszczyć się o kobiety i dzieci, a jednocześnie chronić własność prywatną. W ten sposób Kościół katolicki właściwie doprowadził do powstania nowożytnego modelu państwa troszczącego się o dobrobyt wszystkich mieszkańców. Leon XIII był w swoich czasach powszechnie niezrozumiany, ale 40 lat później Pius XI pochwalił dobro wynikające z Rerum Novarum.

Po trzecie wreszcie, papież Leon XIII wzywał do tworzenia i popierania wszelkiego rodzaju stowarzyszeń prywatnych, na wzór średniowiecznych cechów, w których ludzie mogliby nawiązywać więzi nie tyle horyzontalnie w ramach tej samej klasy, ile wertykalnie, tj. z udziałem przedstawicieli różnych klasy zajmujących się tym samym, co przyczyniać się będzie do zapobieganie konfliktom klasowym. Tego rodzaju chrześcijańskie stowarzyszenia przynoszą społeczeństwu szczególne korzyści, ale zamiast im pomagać, państwa antyreligijne im przeszkadzają. Troszczmy się szczególnie o dobro religijne robotników, ale zapewnijmy im także ochronę w razie bezrobocia, choroby, starości czy nieszczęść. Niech przykład katolików nawróci socjalistów.

Poprzez wezwanie do współpracy Kościoła, państwa i stowarzyszeń w zakresie troski o robotników Leon XIII wskazał, że potępia nie tylko socjalizm, ale także dziki kapitalizm który stawiając pogoń za pieniądzem ponad troską o człowieka, doprowadził pracowników do wielkiej nędzy. Jednak globaliści powracają do tego samego poważnego błędu. Czy potrafią uczyć się od papieża Leona? Można w to wątpić.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXXVII (777)

4 czerwca 2022

RERUM NOVARUM I

Czyż Karol Marks nie powiedział kiedyś, że ideę komunizmu można streścić w jednym prostym zdaniu – „zniesienie własności prywatnej”?  A czyż czołowy globalista, Klaus Schwab, nie obiecał niedawno wszystkim żyjącym ludziom, że pod rządami globalizmu „nie będą posiadać niczego, ale będą całkowicie szczęśliwi”?  I czyż nie oznacza to właśnie, że globalizm będzie w istocie kontynuacją komunizmu?  Ale skąd ta niechęć do własności prywatnej ?  Ponieważ ci bezbożnicy chcą położyć kres wszelkim ludzkim społecznościom, które jeszcze wierzą czy też mają respekt dla Boga Dziesięciu Przykazań. Siódme – nie kradnij, Dziesiąte – nie pożądaj cudzej rzeczy.  Dwa całe przykazania spośród dziesięciu mają na celu ustanowienie między ludźmi prawa do własności prywatnej. Współczesna wojna o własność prywatną jest, między innymi, wojną współczesnego człowieka z Bogiem.

Zatem broniąc spraw Bożych, Kościół katolicki broni własności prywatnej przed wszelkimi socjalistami, komunistami, globalistami i innymi wrogami społeczności ludzkiej, którzy chcą ją zniszczyć. Jednym z wybitnych obrońców własności prywatnej był papież Leon XIII (1878-1903), autor słynnej encykliki Rerum Novarum z 1891 roku. Ponieważ właśnie teraz bezbożni globaliści próbują obrócić w ruinę całe ludzkie społeczeństwo za pomocą swojego „Resetu”, przyjrzyjmy się tej papieskiej obronie prawa własności prywatnej.

Własność prywatna, pisze Leon XIII, jest naturalnym prawem człowieka, którego zniesienie jest niesprawiedliwe, szkodzi zarówno pracownikom, jak i właścicielom, państwom i rządom. Wynika to z faktu, że tylko człowiek jest zwierzęciem rozumnym wśród pozostałych zwierząt. Wszystkie zwierzęta muszą się żywić. Pan Bóg z troską zapewnia pożywienie zwierzętom bezrozumnym, a ludziom daje rozum, aby mogli sami zadbać o swoją przyszłość. Oznacza to, że podczas gdy brutalne zwierzęta jedynie używają rzeczy, człowiek będzie ich nie tylko używał, ale także brał je w posiadanie. Jednak tylko ziemia może zaspokoić jego powtarzające się przyszłe potrzeby. Dlatego człowiek ma taką naturę, że bierze ziemię w swoje posiadanie, innymi słowy, ma naturalne prawo do własności.

Na zarzut, że państwo może zapewnić byt wszystkim ludziom w nim żyjącym, Leon XIII odpowiada inną podstawową regułą, że jednostka jest pierwotna w stosunku do państwa (ponieważ, aby powstało państwo, muszą się zjednoczyć już istniejące jednostki). Na zarzut, że Bóg daje ziemię ludzkości we wspólnocie, czyli daje całą ziemię wszystkim ludziom, a nie tylko temu czy innemu właścicielowi, Leon XIII odpowiada, że choć prawdą jest, że Bóg ofiarowuje ziemię, aby służyła wszystkim i aby każdy mógł ją posiadać, to jednak każdy jej kawałek ma być przez kogoś posiadany. W przeciwnym razie spory nie będą miały końca, tak że – jak dobrze rozumie to Karol Schwab – państwo będzie musiało interweniować, aby sprawować ostateczną i najwyższą kontrolę.

Ponadto papież zauważa, że człowiek ma zdecydowanie większą motywację do pracy przy tym, co stanowi jego własność, a pot z jego czoła tak odciska piętno na jego własności i w nią wnika, że pozbawienie człowieka własności jest równoznaczne z pozbawieniem go motywacji do pracy i ograbieniem go z owoców jego pracy. Człowiek w naturalny sposób przywiązuje się do swojej ziemi. Z kolei zarówno socjalizm, jak i globalizm wykorzeniają człowieka, aby móc go dzięki temu bardziej kontrolować.

Naturalne prawo człowieka do własności jest dodatkowo potwierdzone przez jego naturalne obowiązki rodzinne. Tak jak ojcostwo jest naturalnym prawem, które sprawia, że jednostka staje się głową rodziny, tak rodzina z natury rzeczy zwiększa zakres prawa własności, czy to w celu wyżywienia całej rodziny w teraźniejszości, czy też jako spadek dla dzieci na przyszłość. Państwo nie może i nie powinno tego robić (z wyjątkiem sytuacji, w których rodzina znajduje się w szczególnej potrzebie), ponieważ dzieci wchodzą do społeczeństwa czy też państwa tylko poprzez rodzinę, a zatem uprzednio istniejąca rodzina ma uprzednie prawa i obowiązki w stosunku do praw i obowiązków państwa.

Zdroworozsądkowo myślący papież stwierdza, że socjalizm spustoszy społeczeństwo chaosem, zazdrością, ubóstwem, powszechną nędzą i zniewoleniem. W przyszłym tygodniu zobaczymy, co według Leona XIII powinno robić państwo.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXXVI (776)

28 maja 2022

MOC RÓŻAŃCA

Kiedy siostra Łucja z Fatimy była wciąż prawdziwą Siostrą Łucją (do 1957 r.), a nie podstawioną “siostrą” (od 1967 r.), powiedziała między innymi, że Niebo udzielało w naszych trudnych czasach szczególnie nadzwyczajnej mocy różańcowi, aby dać możliwość rozwiązania wszystkich problemów. Doprawdy ma to sens. Pan Bóg jest Dobrym Pasterzem i nie opuszcza swych owiec tak długo, jak one nie chcą opuścić Jego, co już setki lat temu wyraził św. Augustyn w swoim słynnym powiedzeniu. Oto potwierdzenie tej prawdy w wiadomości e-mail, która dotarła na skrzynkę e-mailową niniejszych “Komentarzy” (“Nie nam, Panie, nie nam; ale Imieniowi Twemu daj chwałę”).

Mam na imię …….., I niedługo po ukończeniu studiów bardzo zawiodłem się na wspólnocie luterańskiej, od której oczekiwałem, że będzie mi w stanie udzielać życiowych wskazówek. Ten brak adekwatnej rady doprowadził mnie do całkowitego porzucenia życia religijnego. Potem natknąłem się na wywiad z autorem Komentarzy Eleison dla kanału “Caribbean Rhythms”. Wkrótce potem obejrzałem w internecie wszystko co mogłem znaleźć na jego temat. Będąc pod wrażeniem jego nauczania i zaangażowania w sprawy Wiary oraz tego co się dzieje na świecie, nabyłem różaniec.

Nie wiedziałem jak odmawiać różaniec i szczerze mówiąc tylko raz widziałem jeden w filmie lub telewizji. Modliłem się na tym różańcu każdego dnia od kiedy go zdobyłem. Odmawiałem co najmniej pięć tajemnic dziennie. Skutki mojej modlitwy były cudowne. Moje życie, a także życie tych, za których się modliłem poprawiało się na każdym kroku. Wszystko to stało się tylko po trzech miesiącach gorliwej modlitwy. Jestem i będę zawsze wdzięczny za to, że została mi wskazana modlitwa różańcowa.

Po raz pierwszy od dwudziestu lat, czuję, że mam prawdziwą opokę Wiary, na której mogę się oprzeć. Aktualnie pomagam mojemu ojcu, który sześć miesięcy temu został zdiagnozowany w czwartym stadium raka prostaty. Dzisiaj odkryliśmy, że jego organizm jest prawie całkowicie wolny od nowotworu po jednej chemioterapii. Jestem przekonany, że to jest możliwe tylko ze względu na zasługi Matki Bożej. Nie mogę tego udowodnić ale wiem że taka jest prawda. Dziękuję, za wskazanie mi prawdy co sprawiło, że mogłem rozpocząć wszystko od nowa.

Z tego budującego świadectwa można wyciągnąć wiele lekcji.

Przede wszystkim, jak wielka jest moc Matki Bożej, działająca szczególnie przez różaniec. Jeżeli dziś Niebo objawiło by, że możemy zdobywać łaskę Bożą poprzez chodzenie na rękach, to z pewnością wszyscy chodzilibyśmy na rękach wokół domów. Jeżeli Niepokalana mówi, tak jak w Akicie w 1973 r., że w obliczu zagrażających nam katastrof powinniśmy wszyscy modlić się na różańcu za Papieża, za biskupów i za kapłanów, to możemy tego nie rozumieć, ale to jest dokładnie to co musimy czynić. Nawet jeśli pojawiają się rozproszenia, to dalsze odmawianie jest dokładnie tym co mam robić.

Po drugie, Boża łaska nie przestaje działać i to nawet poprzez zagnojony internet.  On nie zrezygnował. On nigdy nie opuszcza tych, którzy Go poszukują (Psalm 9, 11). Nawet jeśli dusza widzi siebie tonącą w grzechach, duszącą się w nowoczesnym życiu, w desperackim poszukiwaniu gdziekolwiek choćby resztek rozsądku, niech nigdy nie wątpi, że może znaleźć Boga jeśli Go poszukuje.  Niech chwyci za różaniec i przekona się, co on może zdziałać.

Po trzecie, jeśli ktokolwiek chce walczyć za Boga, za rodzinę, za kraj, za zdrowy rozum przeciwko dzisiejszym siłom zła spuszczonym z łańcucha, niech zapomni o polityce, uniwersytetach, ekonomii lub też całej różnorodności innych marionetek mających nas zwieść, o wszystkich mniej lub bardziej pustych wydmuszkach i niech składa w ręce Matki Bożej jeden różaniec za drugim, a w ten sposób stanie w pierwszej linii frontu wojny, której stawką jest dziś przetrwanie rodzaju ludzkiego. Spróbujcie tylko modlitwy różańcowej, a zobaczycie. Zanotujcie już dziś w kalendarzu, że od dnia 27 do 30 października odbędzie się kolejna Pielgrzymka Różańcowa do Walsingham.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXXV (775)

21 maja 2022

REZERWA FEDERALNA – II

W bezbożnym społeczeństwie, takim jak nasze dzisiejsze za Zachodzie, ludzie nie chcą dostrzec, że religia kieruje polityką, ponieważ nawet jeśli „Bóg” istnieje, to ludzie nie chcą mu przypisać żadnego znaczenia.To prawda, że jeszcze niedawno odgrywał On dużą rolę w życiu człowieka, ale dziś uważa się, że „ludzkość dorosła, osiągnęła pełnoletność, ludzie już Go nie potrzebują, a Jego miejsce zajął człowiek”. Cała chwała, która kiedyś oddawana była Bogu, teraz musi należeć do człowieka, a wszystko, co On musi zrobić, jeśli w ogóle istnieje, to wycofać się łaskawie i zostawić nas, ludzi, w spokoju. W każdym razie, możemy się bez Niego obejść”.

Biada współczesnemu człowiekowi! Wszak na każdym kroku życie potwierdza, że nie możemy się bez Niego obejść! Dwa miesiące temu na łamach niniejszych „Komentarzy” przedstawiliśmy krótką historię trzech pierwszych banków centralnych w USA, z których wszystkie zostały odrzucone przez Amerykanów, aż wreszcie w 1913 roku na mocy głosowania Kongresu powołano do życia Rezerwę Federalną. Od tego czasu „Fed” zyskiwał coraz większą władzę, do tego stopnia, że obecnie jest niekwestionowanym panem życia gospodarczego i politycznego Stanów Zjednoczonych. W 1913 roku grupa czołowych bankierów dążących do realizacji wspólnego celu zebrała się, by przekonać Kongres, że w interesie kraju leży przekazanie im, jako ekspertom w dziedzinie bankowości, niezależnym od polityki i polityków, podaży pieniądza w USA.

To przekazanie budziło wówczas pewne wątpliwości i od tamtej pory jest kwestionowane ze względu na słuszność cytatu przypisywanego członkowi najbardziej znanej rodziny bankierskiej w Europie, Rothschildom, który powiedział: „Dajcie mi kontrolę nad podażą pieniądza w kraju, a nie obchodzi mnie, kto stanowi prawo”. Tak więc w 2022 roku amerykański Fed wykupuje nie tylko całe Stany Zjednoczone, ale można powiedzieć, że kupuje cały świat. Dzieje się tak dlatego, że dolar amerykański jest de facto walutą światową, a więc Fed może wykorzystywać swoją władzę nad dolarem do wykupienia całego świata, zanim dolar stanie się bezwartościowy. (Stukając w klawiaturę komputera, Fed może dziś wyczarować biliony dolarów).

Bogactwa całego świata w zamian za elektroniczne impulsy na kilku komputerach? To jest po prostu niemożliwe! Przeciwnie. To dzieje się wokół nas, właśnie teraz. Ale jak to jest możliwe? Problem tkwi w głębi ludzkich dusz. Bowiem zachłyśnięci materializmem ludzie na całym globie czczą materię, pieniądze i pokładają całą swoją nadzieję w mistrzach finansów. Był kiedyś taki czas, kiedy ufali Temu, który powiedział, że łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do Królestwa Niebieskiego (Mt 19, 24), którego Słowo przestrzega, że „korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy” (1 Tm 6, 10), który powiedział nam, abyśmy szukali naprzód Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a to wszystko będzie nam przydane  (Mt 6, 33). Ale kto dziś jeszcze wierzy w Boga, Jego Królestwo i Jego sprawiedliwość?

Czyż nie jest więc jasne, że prawdziwe problemy społeczeństwa tkwią w sercach ludzi, w tym, w co wierzą i co kochają? Czy gdyby ludzie nie kochali pieniędzy, Fed miałby choć odrobinę tej władzy, którą ma? Słynna książka o Fed, „Stworzenie z Wyspy Jekylla” (The Creature from Jekyll Island) G. Edwarda Griffina, poświęca ponad 500 stron na rozerwanie Fedu na strzępy, ale kiedy przychodzi do zaproponowania alternatyw, autor musi przyznać (s. 571), że istnieje problem „ze wszystkimi systemami zakładającymi kontrolę pieniądza przez ludzi”. Tak, rzeczywiście! A tym problemem jest grzech pierworodny, którego nie rozwiąże najlepsza polityka ani ekonomia. Czyż Napoleon, pod którego dowództwem walczyły armie w całej Europie, nie przyznał kiedyś, że jego własna moc nie dorównuje mocy kapłana?

Drodzy Czytelnicy, zapomnijcie o Fed i jego nieprawościach Gdyby Abraham był w stanie znaleźć w Sodomie nie więcej niż dziesięciu sprawiedliwych, Pan Bóg oszczędziłby całe to niegodziwe miasto (Rdz 18). Jeśli ty i ja będziemy czerpać z naszej wiary i starać się z Jego łaską o to, by stać się sprawiedliwymi ludźmi, jak wiele dusz w naszym nikczemnym świecie mogłoby jeszcze zostać uratowanych?

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXXIV (774)

14 maja 2022

KLAROWNY VIGANO

Oh, gdyby tylko Matka Kościół miała więcej takich hierarchów jak Arcybiskup Viganò! Swego czasu miała ich wielu, jednak głębia i jasność jego umysłu oraz odwaga w wyznawaniu wiary stały się wyjątkowym i niespotykanym połączeniem wśród katolickich dostojników, odkąd na Soborze Watykańskim II (1962-1965) pozwolili oni, by zaraziło ich zepsute myślenie współczesnego świata. Poniżej znajduje się streszczenie wywiadu, którego w kwietniu tego roku Arcybiskup Viganò udzielił włoskiemu kanałowi telewizyjnemu Canale Italia. Angielskie tłumaczenie całego wywiadu można znaleźć na stronie lifesitenews.com . Niech Bóg ma w opiece LifeSite News!

Z pewnością. Abp Lefebvre był jednym z niewielu, bardzo niewielu prałatów, którzy chcieli potępić rewolucję soborową, rozumiejąc jej wywrotową naturę. Wśród tych, którzy widzieli niebezpieczeństwo, prawie nikt nie wiedział, jak je otwarcie potępić. Dziś rozumiemy historyczną zasługę arcybiskupa Lefebvre’a, który zbuntował się przeciwko linii dyktowanej przez soborowe politbiuro i stworzył warunki do powrotu Kościoła do doktryny i Mszy Świętej Wszechczasów. Mamy do czynienia z globalnym zamachem stanu, który obejmuje zarówno społeczeństwo obywatelskie, jak i Kościół. Oba te środowiska są infiltrowane i kontrolowane przez osoby, które wykorzystują swoją władzę i wynikający z niej autorytet nie dla dobra instytucji, którymi kierują, ale po to, by je zniszczyć. Ten kryzys autorytetu należy potępić, ponieważ działanie tych, którzy osiągnęli najwyższe szczeble kierownictwa zarówno narodów, jak i Kościoła, jest aktem wywrotowym i przestępczym.

Z jednej strony skorumpowana część hierarchii – którą dla zwięzłości nazywam głębokim Kościołem – ponieważ jest podporządkowana szatanowi, nienawidzi Kościoła jako Mistycznego Ciała Chrystusa i zamierza go zabić.  Ci, którzy służą diabłu, przeprowadzają morderczą akcję, choć szaloną i skazaną na niepowodzenie. Bowiem tak jak Chrystus zmartwychwstał, tak i Jego Mistyczne Ciało zmartwychwstanie po swojej męce. 

Z drugiej strony, zdrowa część hierarchii składa się w większości z biskupów i duchownych, którzy jednak akceptują ideologiczne założenia obecnej apostazji, ponieważ akceptują Sobór i nową liturgię, która przekazuje jego błędy masom. Nie chcą, aby Kościół uległ, ale łudzą się, wbrew wszelkim dowodom i po sześćdziesięciu latach niepowodzeń, że Sobór został tylko źle zinterpretowany, że nowa Msza jest źle odprawiana, ale że można powrócić do pewnej godności liturgii, że ekumenizm jest dobry, o ile jest tylko z prawosławnymi, a nie z bałwochwalcami. Jeśli nie rozumieją, że to właśnie Sobór spowodował tę katastrofę i że aby jej zaradzić, należy powrócić do wiary, moralności i liturgii, jakie istniały przed Soborem, nieświadomie stają się częścią problemu. 

Dziś, za sprawą Bergoglio, ich zdrada – świadoma czy też nieświadoma – została dopełniona  poparciem dla ideologii globalistycznej, migracji, neomaltuzjanizmu, Nowego Porządku Świata i religii humanistycznej. Głęboki Kościół był nawet współwinny oszustwom pandemicznym i masowym szczepieniom, które promował, pomimo wykorzystywania w tych preparatach linii komórkowych pochodzących z aborcji i wywoływania przez nie nieodwracalnego osłabienia systemu odpornościowego. Dziś z hipokryzją stoi po stronie systemu, popierając na Ukrainie marionetkę Schwaba prezydenta Zelenskiego, przeciwko prezydentowi Putinowi, który jest jedyną głową państwa stawiającą opór bezbożnej globalizacji i zbrodniczym ideom, które ją inspirują.

Pan pomoże nam swoją łaską, ale prosi nas, abyśmy zrobili to, co do nas należy. Jeśli będziemy walczyć razem z Chrystusem, z Chrystusem będziemy świętować zwycięstwo. Jeśli nadal nie staniemy po żadnej ze stron lub, co gorsza, staniemy po stronie szatana, to z szatanem wpadniemy w otchłań.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXXIII (773)

6 maja 2022

TZW. RASIZM

Załóżmy, podobnie jak w dwóch poprzednich edycjach niniejszych Komentarzy (23 i 30 kwietnia), że „rasizmowi” przypisuje się dziś tak ogromne znaczenie, że aż przekracza to granice zdrowego rozsądku, ponieważ marksizm to substytut religii, a walka z „rasizmem” jest kolejną odsłoną marksizmu. Jednak ta „kolejna odsłona” zachowuje się na ulicach niczym prawdziwa krucjata, wystarczy wskazać na ruch „Black Lives Matter”. Dlaczego rozpaleni komuniści zachowują się zawsze jak krzyżowcy? Bo mamy tu do czynienia właśnie z kwestiami religijnymi, zasługującymi, dla ich dobra, na naszą uwagę. (W rzeczywistości tylko dusze, które mają jakieś poczucie prawdziwego Boga, mogą właściwie zrozumieć nasz bezbożny współczesny świat).

Człowiek jest istotą duchową i cielesną. Bóg Wszechmogący i aniołowie, którzy są ponad człowiekiem, są czysto duchowi. Trzy klasy istot, które są pod człowiekiem, tj. zwierzęta, rośliny i minerały, są czysto materialne. Tylko człowiek jest jednocześnie istotą duchową ze względu na swoją duszę i materialną ze względu na swoje ciało. Człowiek, będąc istotą duchową ze względu na swoją duszę, jako jedyny spośród wszystkich zwierząt materialnych posiada inteligencję i rozum, a dzięki rozumowi – wolną wolę. Gdyby nie posiadał inteligencji, nie mógłby panować nad wszystkimi innymi stworzeniami, co zostało mu nakazane przez Boga (Rdz 1, 26), i co oczywiście może czynić, gdyż w przeciwnym razie rozmaite zwierzęta bardziej wytrzymałe i silniejsze od człowieka już dawno by go pożarły. Tymczasem podstawą marksizmu i komunizmu jest ateistyczny materializm, tzn. zaprzeczenie, że istnieje coś takiego jak Bóg, duch ponad materią czy wolna wola. Spójrzcie na pierwszy błąd naszej materialistycznej epoki, wytknięty w 1864 roku przez papieża Piusa IX w jego „Syllabusie”, w którym potępił 80 współczesnych błędów.

Skoro „Pan sam jest Bóg: on nas uczynił, a nie my sami siebie” (Ps 99, 3), to czy nam się to podoba czy nie jesteśmy istotami duchowymi, pochodzącymi od Boga i przez Niego powołanymi, by iść do Boga, z naszymi duchowymi i nieśmiertelnymi duszami, zdolnymi, przez właściwe użycie naszej wolnej woli, by w górze cieszyć się Jego duchowym Niebem na wieki, podczas gdy tu na ziemi jesteśmy złączeni z naszymi materialnymi ciałami. Stąd prawdziwa godność człowieka tkwi nie tyle w samym posiadaniu przez niego wolnej woli, ile w jej właściwym używaniu. Jednak pycha człowieka sprawia, że odrzuca on swoje duchowe powołanie do nieba, gdzie będzie musiał być poddany Bogu, i dlatego udaje, że jest istotą czysto materialną, która nie musi przestrzegać żadnego z dziesięciu Bożych przykazań.

Jednak żaden człowiek, który kiedykolwiek żył, nie stworzył swojej własnej ludzkiej natury (Ps 99,3) i dlatego, choćby udawał, że jest czysto materialny, to jednak pozostaje duchowy, z danym mu przez Boga instynktem tego, jak będzie wyglądało życie w niebie, bez małżeństwa (Mk 12, 25), rasy (Ga 3, 28) czy jakiejkolwiek innej krzywdzącej nierówności, gdzie „Chrystus będzie wszystkim we wszystkich” (Kol 3, 11), a wszystkie krzywdzące nierówności życia ziemskiego pozostaną daleko w tyle za chwałą nieskończonej różnorodności błogosławionych istot ludzkich żyjących w Jego doskonałej harmonii.

Ale oto pojawia się nierozwiązywalny problem dla bezbożnych ludzi, takich jak my dzisiaj. Odwracamy się od Boga, ale nie możemy oprzeć się tęsknocie za tą Jego wolnością, równością, braterstwem i nieśmiertelnością, która jest wpisana w duchową naturę naszych dusz. Dlatego musimy pomieścić w naszym krótkim życiu doczesnym zaspokojenie naszych nieśmiertelnych tęsknot, które mogą się spełnić jedynie w Jego życiu wiecznym. Ale to jest tak, jakbyśmy chcieli zmieścić wiadro wody w kubku. To po prostu nie ma sensu. Jednak we współczesnym świecie mamy tylu ludzi usiłujących odnaleźć szczęście za pomocą środków, które nie są w stanie do dać. „Stworzyłeś nas dla siebie, Panie, i niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie” (św. Augustyn).

Były czasy, kiedy pracodawcy ogłaszali, że „Żydzi, czarni i kobiety nie muszą ubiegać się o tę pracę”. Żydzi mają pretensje, że biali przewodzili światu. Murzyni mają pretensje, że wielu ludzi patrzy na nich z góry. Kobiety mają pretensje, że to mężczyzna jest głową rodziny. I kogo dziś za wszystko się obwinia? Głównie białych, którzy zostali obdarowani przez Boga talentami, aby nauczać Żydów Nowego Testamentu, czarnych – ich godności przed Bogiem, a kobiety – ich prawdziwej roli w rodzinie. Jednak porzucając Boga, biali sami się judaizują, widzą, jak czarni demolują ich bezbożne miasta i sami depczą swoje powołanie. Prawdziwe rozwiązanie tych i niezliczonych innych problemów jest uczywiste – biali muszą sami zwrócić się ku Bogu.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXXII (772)

30 kwietnia 2022

RASA A MARKSIZM

Dobry Boże, ratuj tych, którzy byli Twoimi wiernymi,
Przebacz nam, supermaterialistycznym owcom!

Próbując wyjaśnić, w jaki sposób słowa „rasista” i „rasizm” stały się ostatnio niemal tak samo obraźliwe jak słowa „antysemita” i „antysemityzm”, na łamach niniejszych Komentarzy przedstawione zostały w zeszłym tygodniu argumenty wykazujące, że marksizm można by przemianować na „marksijaństwo”, ponieważ został on zaprojektowany jako substytut chrześcijaństwa. Skoro zatem współczesny antyrasizm jest po prostu kolejną odsłoną marksizmu, to wyjaśniałoby, dlaczego „rasizm” budzi niemal religijną grozę u liberałów, którzy prowadzą quasi-krucjatę, aby go wyeliminować. Krucjata? Tak, ponieważ liberałowie walczą, aby zastąpić Boży porządek w świecie porządkiem człowieka, Boga zastąpić człowiekiem. Dziewiętnastowieczni papieże nauczali, że to właśnie kult fałszywej wolności, liberalizm, utorował drogę marksizmowi.

W jaki sposób przedstawiony w zeszłym tygodniu amerykański pisarz i krytyk kultury, James Lindsay, wykazuje, że antyrasizm jest po prostu kolejną odsłoną marksistowskiego komunizmu? (zob. theepochtimes.com/James Lindsay). Podstawą marksizmu jest ateistyczny materializm, innymi słowy, Bóg nie istnieje, a człowiek musi zająć miejsce, które zajmował w chrześcijaństwie. Religia jest tylko „opium dla ludu”. Grzechem, który jest odpowiedzialny za tak wiele nieszczęść w społeczeństwie, nie jest już grzech pierworodny Adama i Ewy, ale własność prywatna, ponieważ ustanawiając podział pracy, jednocześnie tworzy się nierówność między ludźmi poprzez społeczne stosunki dominacji, wyzysku i alienacji. Dlatego komunizm odtworzy raj, ale na ziemi, a nie w niebie, poprzez zniesienie własności prywatnej i przywrócenie równości wszystkich ludzi. „Robotnicy świata, łączcie się”, a razem zniesiemy różne klasy ludzkie. Stąd wojna klasowa, która jest następstwem komunizmu.

W XIX wieku taka wizja społeczeństwa miała pewne uzasadnienie w rzeczywistości, ponieważ kapitał i praca były zbyt mocno rozdzielone, a kapitaliści, szukając jedynie zysku, wyzyskiwali robotników. Jednak papieże, zwłaszcza Leon XIII w encyklice Rerum Novarum z 1891 roku, uświadomili kapitalistom, że w ich własnym interesie leży troska o robotników, i w ten sposób zaczęło przeważać rozsądne podejście. Na Zachodzie zadbano o klasę robotniczą lepiej, dzięki czemu dobrze żyjący robotnicy nie mogli już być dźwignią, za pomocą której można było wywołać rewolucję. Oczywiście dobrobyt robotników nigdy nie był prawdziwym celem komunizmu, lecz jedynie środkiem do obalenia tego, co pozostało z porządku chrześcijańskiego, aby umożliwić triumf porządku ludzkiego. Trzeba było znaleźć nową dźwignię.

Jej odkrywcą był niemiecko-amerykański filozof Herbert Marcuse (1898-1979), najbardziej wpływowy marksista XX wieku, który miał w sobie ten sam instynkt antychrześcijańskiej rewolucji, co Karol Marks, syn rabina. Marcuse czuł się zdradzony przez klasę robotniczą, ponieważ robotnicy stawali się klasą średnią. Gdzie mógł zatem znaleźć nową nierówność z głęboko zakorzenionym poczuciem niesprawiedliwości, za pomocą której można by rozpalić ludzi w entuzjazmie dla rewolucji i uczynić dźwignią do obalenia obecnego porządku społecznego oraz otwarcia drogi dla Nowego Porządku Świata? Uderzył w rasę i zwrócił się, według jego własnych słów, do „ludności gett”, której przewodzić mieli studenci, duchowo niedokarmieni materializmem zachodnich „uniwersytetów” i dlatego spragnieni nowej religii, Nowego Porządku Świata – komunizmu.

Stąd reż wziął się marksizm kulturowy, polityka antydyskryminacyjna, lewicowa mobilizacja białych studentów, „Black Lives Matter”, aby zniszczyć miasta białych ludzi, a przy tym wzbudzać w nich poczucie winy. Stąd pogarda dla tych wszystkich, którzy zdradzili komunizm, stąd polityczna poprawność i uświęcenie cenzury, aby zamknąć możliwość prawicowego myślenia. Stąd pogarda dla tych wszystkich, którzy zdradzili komunizm, stąd polityczna poprawność i uświęcenie cenzury, której celem jest wykluczenie możliwości myślenia opartego na prawicowych wartościach. Stąd też współczesna „cancel culture” [kultura unieważniania], ponieważ demokratyczna tolerancja nie może być stosowana wobec tych, którzy stawiają choćby najmniejszy opór lewactwu, ponieważ taki opór po prostu nie ma prawa istnieć. I tak dalej, i tak dalej. Oto korzenie dzisiejszego Nowego Wspaniałego Świata!

A wszystko dlatego, że ludzkość odwraca się od prawdziwego Mesjasza i zwraca się ku ekspertom, fabrykującym jeden fałszywy mesjanizm za drugim. Ludzkość będzie musiała nauczyć się na własnej skórze, że Prawda ma znaczenie.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXXI (771)

23 kwietnia 2022

MARKSIZM = RELIGIA

Istotą marksizmu jest odrzucenie Boga.
Kiedy biedni ludzie to zrozumieją?

Stare powiedzenie mówi, że „kije i kamienie połamią mi kości, ale słowa nigdy mnie nie skrzywdzą”, ale nie zawsze jest ono prawdziwe. Słowa mogą bowiem mieć w sobie siłę niszczenia oponenta. Pierwszą nagrodę w tym względzie należy przyznać słowu „antysemita”, ale w ostatnim czasie słowo „rasista” mu dorównuje. Skąd wzięła się ta obsesja na punkcie „rasy” i dlaczego bycie „rasistą” stało się tak złe? James Lindsay to 43-letni amerykański pisarz i krytyk kultury, o którym można by powiedzieć, że należy do pokolenia, które wprawdzie urodziło się i zostało wychowane w lewicowym sposobie myślenia, ale które zaczyna przechylać się na drugą stronę, podobnie jak w swoim czasie Dostojewski i Sołżenicyn. Lindsay tłumaczy w dwóch etapach, jak doszło do tego, że „rasa” nabrała nieproporcjonalnie dużego znaczenia, które nadaje się jej obecnie.

W pierwszym etapie Lindsay dowodzi, że marksizm powinien być raczej nazywany marksijaństwem, ponieważ jest on jednym z najprostszych substytutów chrześcijaństwa. Lindsay twierdzi, że jest to bardzo wyraźne w „Rękopisach ekonomiczno-filozoficznych” z 1844 roku, które nie są tak znane jak „Kapitał” Marksa z 1867 roku, ale które mogą okazać się ważniejsze i ciekawsze. W drugim etapie Lindsay pokazuje, jak system filozoficzny Marksa, jako następcy subiektywistycznego Kanta i ewolucyjnego Hegla, podlega ciągłej ewolucji, tak że rewolucja komunistyczna nie tylko może, ale – jak powiedział Lenin – musi podlegać zmianom stosownie do okoliczności epoki. A to właśnie inny żydowski myśliciel, Herbert Marcuse (1898-1979), w połowie XX wieku z sukcesem dowodził, że klasa robotnicza jako dźwignia rewolucji jest przestarzała i musi zostać zastąpiona przez rasę! Stąd quasi-religijne znaczenie rasy, jako środka do dalszego wywracania świata do góry nogami.

Religia, która wywraca świat do góry nogami? Tak, to właśnie jest komunizm, uznany przez Winstona Churchilla za „chrześcijaństwo z tomahawkiem”, a przez Piusa XI za „mesjanizm materializmu”. Około 1851 roku angielski poeta Matthew Arnold (1822-1888) usłyszał w falach na plaży w Dover „melancholijny, długo zanikający krzyk wiary na całym świecie”. W miarę jak chrześcijaństwo wycofywało się, niczym woda w czasie odpływu, w umysłach i życiu ludzi pozostawała ogromna pustka, którą trzeba było czymś, czy też – jak powiedział Chesterton – czymkolwiek, wypełnić, ale najlepiej czymś, co przynajmniej sprawiałoby wrażenie, że jest w stanie zaspokoić te potrzeby człowieka, na które dotychczas odpowiadało chrześcijaństwo. I to właśnie, zdaniem Lindsaya, czynił i nadal czyni marksizm. Bowiem Marks przedstawiał coś więcej niż tylko teorię polityczną i społeczną. Stworzył teologię, kompletną teorię człowieka i natury ludzkiej. Przedstawmy poszczególne elementy chrześcijaństwa i zobaczmy, jak Marks je zastępuje.

Chrześcijaństwo ma Boga, który określił cel i kierunek, w którym powinien podążać świat, Boga, którego byt jest realny i niezmienny (ontologia) oraz możliwy do poznania (epistemologia). Królestwo Boże możemy osiągnąć w niebie, natomiast na ziemi rajski ogród został utracony na skutek grzechu pierworodnego i wszystkich wynikających z niego grzechów. Niemniej jednak mamy nadprzyrodzoną drogę odkupienia od grzechu, zarówno pierworodnego, jak i osobistego, dzięki Jezusowi Chrystusowi, naszemu Zbawicielowi i Odkupicielowi.

A teraz spójrzmy na teorie Marksa. Pozbywa się on jakiegokolwiek prawdziwego Boga i zastępuje go człowiekiem. Religia jest tylko „opium dla ludu”. W ontologii marksistowskiej byt może być realny, ale z pewnością nie jest niezmienny, ponieważ nieustannie ewoluuje (Hegel) i nie jest obiektywny, lecz tylko subiektywnie poznawalny (Kant). Niemniej życie człowieka na ziemi ma swój kres i cel, którym jest triumf rewolucji socjalistycznej, dzięki której wszyscy ludzie będą żyli w komunistycznej harmonii, odtwarzając na ziemi królestwo Boże i rajski ogród. Nowym grzechem pierworodnym, który skaził wszystkie niesocjalistyczne społeczeństwa na ziemi, jest własność prywatna, ponieważ tworzy ona podział pracy, a to z kolei prowadzi do powstania społecznych stosunków dominacji, wyzysku i alienacji. Komunizm znosi więc własność prywatną (Karl Schwab) i wszelkie rozróżnienia klasowe. Nastąpi powszechne odkupienie, gdy tylko mechanizm państwa przestanie być potrzebny do ustanowienia powszechnej równości. W międzyczasie wszyscy ludzie muszą stanąć po stronie rewolucji, pracować z nią i dla niej, aby stworzyć raj na ziemi, gdzie człowiek będzie Bogiem.

Jeśli macie czas, obejrzyjcie sami wykłady Lindsay w internecie. Drugi etap jego wywodu na temat korzeni dzisiejszego „rasizmu” znajdziecie w przyszłotygodniowej edycji niniejszych „Komentarzy”.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXX (770)

16 kwietnia 2022

ZMARTWYCHWSTANIE W CYTATACH

Wiara jest jak tarcza, która zatrzymuje mnóstwo kłamstw.
Z wiarą w Zmartwychwstanie nasza dusza unosi się ku niebu.

W czterech Ewangeliach Nowego Testamentu jest o wiele mniej fragmentów poświęconych Zmartwychwstaniu Naszego Pana niż Jego Męce, a to dlatego, że Męka była celem i punktem kulminacyjnym Jego Wcielenia. „Lecz mam być chrztem ochrzczon: a jakom jest ściśnion, aż się wykona!” (Łk 12, 50) – słowa te odnoszą się do Męki Pańskiej, bez której nie byłoby Zmartwychwstania. Przez swoje konanie Chrystus odniósł zwycięstwo nad śmiercią, a przez zmartwychwstanie ukazał to zwycięstwo. Przez swoje cierpienie pokonał zło i dokonał naszego Odkupienia. Przez swe Zmartwychwstanie ukazał ludziom dobro, które dla nich zdobył, i dopełnił naszego zbawienia. Tymczasem my, upadli ludzie, staramy się za wszelką cenę unikać cierpienia, choć chcielibyśmy korzystać z jego owoców. Dlatego Neo-Kościół zastępuje krucyfiksy nowymi wyobrażeniami ze Zmartwychwstałym. Ale przecież Ewangelie kładą nacisk na korzenie, bo bez nich nie możemy spodziewać się osiągnięcia owoców. Tym niemniej poniżej przedstawiam po jednym cytacie z każdej z czterech Ewangelii na temat Zmartwychwstania Naszego Pana.

Mt 28, 18, jedne z ostatnich słów Zbawiciela zapisanych przez św. Mateusza, które wypowiedział przed Wniebowstąpieniem: : Dana mi jest wszystka władza na niebie i na ziemi. Nie Mojżeszowi, Buddzie, Mahometowi, Marksowi czy jakiemukolwiek innemu przywódcy którejś z wielu fałszywych ludzkich religii. Chrystus w swej boskiej naturze ma już pełnię tej władzy. Skoro zaś ta władza została Mu „dana”, to mogła być dana w ludzkiej naturze.  Tak zdumiewające twierdzenie może być albo nonsensem, albo prawdą. Gdyby jednak Chrystus tego nie oznajmił, byłby kłamcą, tak jak Jego wrogowie (por. J 8, 55). To właśnie ten Autorytet odróżnia prawdziwy Kościół katolicki od Neo-Kościoła i od wszystkich innych fałszywych wspólnot i religii na ziemi. Ten unikalny Autorytet pochodzi od samego Boga poprzez Jego Wikariusza na ziemi, Papieża Rzymskiego. Bóg musi przywrócić Papieża, aby odnowić Autorytet Kościoła.

Mk 16, 16, także słowa wypowiedziane przez Pana Jezusa tuż przed Wniebowstąpieniem: Kto uwierzy i ochrzci się, zbawion będzie, a kto nie uwierzy, będzie potępion. Oto kolejne zdumiewające twierdzenie, które byłoby nonsensem, gdyby nie było prawdą. A skoro jest prawdziwe, to cały ekumenizm po Soborze Watykańskim II, który opiera się na założeniu, że dusze mogą być zbawione poza Kościołem katolickim, jest nonsensem. Dusze mogą być zbawione przez Odkupiciela POMIMO fałszywych religii, ale nigdy PRZEZ religie niekatolickie. Twarde słowa? Pytanie nie brzmi jednak, czy są to twarde słowa, ale czy są one prawdziwe. Nigdy nie zbawię swojej duszy dzięki myśleniu życzeniowemu. A tym właśnie jest przekonywanie się, że mogę osiągnąć Chrystusowe niebo, ignorując Chrystusa i jedyny Kościół, który On założył, aby kontynuować swoje dzieło na ziemi po tym, kiedy sam wstąpi do nieba.

Łk 24, 25 słowa upomnienia skierowane przez Zmartwychwstałego Pana do uczniów zmierzających do Emaus:  O głupi, a leniwego serca ku wierzeniu temu wszystkiemu, co powiedzieli prorocy. Izaż nie było potrzeba, aby to był cierpiał Chrystus i tak wszedł do chwały swojej?  Mu ludzie nie chcemy zrozumieć, że cierpienie jest potrzebne. Tymczasem św. Tomasz z Akwinu wskazuje (III, Q. 69, art. 3) na trzy powody, dlaczego chrzest nie usuwa cierpienia z naszego ziemskiego życia: po pierwsze, aby chrześcijanie mogli włączyć się w Pasję Chrystusa; po drugie, aby musieli walczyć o zasłużenie na życie wieczne; po trzecie, aby życie chrześcijańskie nie okazało się jedynie metodą unikania ziemskich cierpień.  Cierpienie ma swoją wartość.

J 20, 29 słowa wypowiedziane przez Zmartwychwstałego Pana, kiedy uleczył wątpiącego Apostoła Tomasza z jego niedowiarstwa pozwalając mu dotknąć ran po ukrzyżowaniu: Iżeś mię ujrzał, Tomaszu, uwierzyłeś: błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.  Bardzo często – dwa tysiące lat po tym, gdy Chrystus chodził po ziemi – jesteśmy kuszeni przez myśl, że gdybyśmy tylko mogli zobaczyć Go w ciele i żyć z Nim na co dzień, tak jak Jego Apostołowie, to o ileż łatwiej byłoby nam w Niego uwierzyć. Ale wtedy nasza wiara nie miałaby takiej samej wartości. Wiara w Niego pomimo tego, że nie mamy takich codziennych dowodów na wyciągnięcie ręki, jest o wiele bardziej zasługująca dla nieba, o czym przypomina św. Tomasz. Wierzyć w Boga to nie znaczy wierzyć w bzdury, wręcz przeciwnie, ale wierzyć w Niego tylko za pomocą „dowodów naukowych” oznacz pozbawienie naszej wiary tej ufności wobec Pana Boga, z której wynika znaczna część zasług i wartości naszej wiary. Kiedy zaś cierpimy, a pomimo to wierzymy, wówczas nasza wiara ma jeszcze większą wartość.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXIX (769)

9 kwietnia 2022

NAUKA Z OGRODU OLIWNEGO

Sprawiedliwy żyje z wiary, a dzięki wierze widzi,
że Bóg czyni wszystko dla wiecznej szczęśliwości ludzi.

Wielu katolików porównuje Mękę Pana Naszego Jezusa Chrystusa, prowadzącą do Jego ukrzyżowania i śmierci, z dzisiejszym przedapokaliptycznym cierpieniem Jego Mistycznego Ciała, Kościoła, prowadzącym do ostatecznej Apokalipsy i końca świata. Z pewnością prawdziwe jest przysłowie, które mówi, że „młyny Boże mielą powoli, ale za to bardzo dokładnie”. To oznacza, że Boża sprawiedliwość wymierzana jest pomału, ale z największą precyzją, zatem koniec świata nie nastąpi jutro ani nawet pojutrze. Świat ma przed sobą jeszcze dziesiątki lat istnienia. Niemniej jednak dzisiejsze zagrożenia, na przykład ogólnoświatowym głodem i wojną, już teraz rzucają jasne światło na ewangeliczne opisy cierpień Naszego Pana, które najowocniej jest rozważać w okresie Męki Pańskiej. Oto cytaty z rozdziału 14 Ewangelii św. Marka, wersy 26-38.

26-27 Po odśpiewaniu hymnu wyszli w stronę Góry Oliwnej.  Wtedy Jezus im rzekł: «Wszyscy zwątpicie we Mnie. Jest bowiem napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce>>  Czy jakikolwiek inny cytat mógłby rzucić więcej światła na obecny stan Kościoła katolickiego?  Czy świat mógłby być pogrążony w tak wielkim chaosie, gdyby katolicy nie stracili rozumu? Czy katolicy straciliby rozum, gdyby ich pasterze nie zostali porażeni przez Pachamę i niezrozumienie, by nie powiedzieć nienawiść, do Tradycji katolickiej? Jezus może pozwolić, aby Jego papieże, tak jak On sam, zostali porażeni.

29 Na to rzekł Mu Piotr: «Choćby wszyscy zwątpili, ale nie ja!» Piotr jest dobrym człowiekiem, całkowicie oddanym Naszemu Panu, odważnym jak mało kto, ufającym w pełni samemu sobie, i w tym tkwi jego problem.  Ilu katolików od czasu Soboru Watykańskiego II miało pełne zaufanie do własnej wierności Naszemu Panu, a jednak stracili swój katolicki rozum, gdyż kryzys w Kościele wciąż się pogłębiał?  Następcy Arcybiskupa Lefebvre na czele FSSPX zapewniają, że nie zbłądzili – a tymczasem?  Tak zwany „Ruch Oporu” też nie ma żadnej gwarancji, że nie upadnie – taka obietnica dotyczy tylko Kościoła Naszego Pana. Współbracia w kapłaństwie, miejmy zawsze choć odrobinę pokory.

35-36 I odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się, żeby – jeśli to możliwe – ominęła Go ta godzina. I mówił: «Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty niech się stanie!»  Wielu katolików w dzisiejszym świecie jest już pod taką presją, że trzymają się swojej wiary jedynie opuszkami palców, a ponieważ presja jest coraz silniejsza, liczba takich katolików ciągle rośnie. Niech czerpią oni pociechę z przykładu Boskiego Mistrza. Mają oni pełne prawo prosić Boga Wszechmogącego o złagodzenie ucisku, co oczywiście zawsze może On uczynić, ale tylko pod warunkiem, że zaakceptują Jego boską wolę wobec nich. Nie zapominajmy, że być może Pan Bóg uzależnił wiarę i wytrwałość wielu innych dusz od naszego przykładu wytrwałości w czasie ucisku. Pan Bóg pozostawia mi możliwość zrezygnowania z podążania za Nim, jeśli stwierdzę, że chaos panujący w świecie, czy to dziś, czy jutro, jest dla mnie zbyt wielki, ale gdzie bylibyśmy, Ty i ja, gdyby Jezus nie podjął ogromnego wysiłku w czasie swojej męki?  Bez szansy na wejście do nieba.  Tylko Jego ofiarnicza śmierć otworzyła bramy nieba, zamknięte przez grzech pierworodny. Trzeba mi nieść każdy krzyż, który Pan Bóg mi zsyła.

37-38 Potem wrócił i zastał ich śpiących. Rzekł do Piotra: «Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe».  Jak słusznie zauważył pewien komentator, nasz Pan nie powiedział po prostu ” módlcie się”, ani nawet ” módlcie się i czuwajcie”, ale ” czuwajcie i módlcie się”.  Jak to możliwe, że czuwanie ma poprzedzać modlitwę? Bowiem jeśli nie będę czuwał, czyli innymi słowy, nie będę się mieć na baczności, to zasnę i nie będę się modlił, tak jak trzej Apostołowie w Ogrodzie Oliwnym. Jak wiele dusz dzisiaj, „wygodnie odrętwiałych”, pogrążonych jest we śnie!  Musimy czuwać i uważnie obserwować wydarzenia na świecie, przez które przemawia Pan Bóg, ponieważ wszystkie one są pod Jego kontrolą. Tak jak wiele innych wydarzeń, które On wkrótce dopuści, aby obudzić jak największą liczbę dusz…

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXVIII (768)

2 kwietnia 2022

POŚWIĘCENIE ROSJI?

Ludzie nie rozumieją, jak bardzo obrażają Boga,
Nadchodząca kara wstrząśnie naszymi rozumami!

Odkąd na początku XX wieku Matka Boża kilkakrotnie objawiła się trojgu portugalskim dzieciom, w tym Siostrze Łucji, aby obiecać Kościołowi i światu okres pokoju, jeśli papież i biskupi katoliccy poświęcą Rosję Jej Niepokalanemu Sercu, katolicy z utęsknieniem wyczekują tego poświęcenia. Kilku papieży próbowało tego dokonać, aby spełnić prośbę Matki Bożej: Pius XII w 1942 roku, gdy szalała II wojna światowa; Paweł VI pod koniec Soboru Watykańskiego II; Jan Paweł II aż trzy razy, w 1981, 1982 i 1984 roku, gdy podstawiony sobowtór Siostry Łucji oświadczył, że poświęcenie zostało wreszcie ważnie dokonane. Jednak któż mógłby powiedzieć, że po 1984 roku nastąpił okres pokoju? Dlatego też otwarta wojna z Rosją na Ukrainie skłoniła Franciszka do dokonania kilka dni temu kolejnej próby poświęcenia Rosji. Czy tym razem poświęcenie było ważne?

Przynajmniej dwa ważne argumenty przemawiają za tym, że to, co uczynił Franciszek w dniu 25 marca 2022 roku, nie odpowiadało w większym stopniu prośbom Matki Bożej z Fatimy niż to, czego dokonał któryś z jego trzech poprzedników. Nie musimy przy tym twierdzić, że te sześć poświęceń było całkowicie bezwartościowych, bowiem jak uczy stare przysłowie „lepiej mieć pół bochenka, niż w ogóle nie mieć chleba”. Matka Boża znalazła sposób, aby nagrodzić, przynajmniej za dobrą wolę, papieży, którzy próbowali poświęcić Rosję. Na przykład poświęcenie dokonane przez Piusa XII w 1942 roku wprawdzie nie doprowadziło do natychmiastowego zakończenia II wojny światowej, jednak dzięki bitwom pod El Alamein i Stalingradem nastąpił wojenny przełom i zwrot w kierunku „pokoju” zimnej wojny. To, czego świat teraz najbardziej potrzebuje, to papież, który ma prawdziwą wiarę i zaufanie do Matki Bożej, aby uczynić dokładnie to, o co Ona prosi, i pozostawić Jej rozwiązanie wszelkich problemów politycznych.

Tymczasem w swoich aktach poświęceń, wszyscy wystrzegają się wymienienia Rosji z nazwy, bo boją się politycznej nagonki. Dlatego tekst Franciszka na Święto Zwiastowania Pańskiego był skierowany przede wszystkim do całej ludzkości, a dopiero w dalszej kolejności do Rosji i Ukrainy. Ale nie o to prosiła Matka Boża. Należy pamiętać, że to Rosja oddała się w ręce demonów komunizmu i to ona w latach czterdziestych XX wieku szerzyła jego błędy na całym świecie. Teraz, w 2022 roku, może wydawać się, że Rosja nie jest już krajem komunistycznym oraz że w odpowiedzi na komunizm nastąpiło tam odrodzenie religijne – wystarczyły 72 lata (1917-1989)! Jednak według wielu obserwatorów jest to pod wieloma względami cały czas kraj pogański, więc nadal wymaga szczególnego poświęcenia, zwłaszcza jeśli ma do odegrania szczególną rolę w zbliżającym się dziele odbudowy chrześcijańskiej cywilizacji, jak sądzą inni obserwatorzy. Krótko mówiąc, kiedy Matka Boża prosiła o poświęcenie „Rosji”, wiedziała, co ma na myśli, i nie chodziło jej o poświęcenie „ludzkości”.

Drugim zasadniczym powodem, dla którego Franciszkowy akt poświęcenia był bezskuteczny, jest fakt, że pochodzi on od herszta skoncentrowanego na człowieku Neo-Kościoła, który niczym kukułka buszuje w gnieździe prawdziwego Kościoła, ukierunkowanego ku Bogu. Należy podkreślić, że prawdziwe poświęcenie winno być skupione na Panu Bogu, na tym, jak bardzo Go obraziliśmy, jak tego żałujemy i jak mocno postanawiamy wynagradzać Mu za to, że zgrzeszyliśmy. Spójrzcie na przykład takiej modlitwy, w której centrum jest Pan Bóg, w Piśmie Świętym, a mianowicie na wspaniałą modlitwę proroka Daniela (Dn 9, 3- 19). Następnie zaś porównajcie te modlitwę z jakże lekkim tonem tekstu Franciszka, w którym kładzie się główny nacisk na cierpienia ludzi, tak jakby pokój był dobrem absolutnym, a wojna złem najwyższym. Takie spojrzenie na sytuację ludzkości jest dziś powszechne, „poprawne politycznie”, typowe dla współczesnego człowieka, ale zdecydowanie nieodpowiednie, ponieważ w swej istocie nie stawia Boga na pierwszym miejscu. Franciszkowi nie można wprawdzie zarzucić, że nie odwołał się do Matki Bożej, ale to jego odwołanie jest głęboko humanistyczne.

Niewątpliwie Matka Najświętsza jest dla wszystkich wyrozumiała, ale jak bardzo musi być rozczarowana. Ona doskonale wie, jakie nieszczęścia wiszą nad ludzkością i jak łatwo można byłoby ich uniknąć, gdyby na przestrzeni ostatnich 90 lat Jej prośba została właściwie spełniona. Od dziesięcioleci Jej obrazy i posągi płaczą łzami z wody i krwi. Dlatego dalej będziemy się modlić o poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXVII (767)

26 marca 2022

ROZPOCZĘTA WOJNA – II

Jeśli w dalszych „Komentarzach” poświęconych wojnie, która w chwili pisania niniejszego tekstu toczy się w granicach Ukrainy, zejdziemy z wyżyn Wszechmogącego Boga do poziomu bardziej ludzkich rozważań, to po pierwsze przypomnijmy Czytelnikom, że powinni nie zwracać zbytniej uwagi na wiadomości i komentarze prezentowane w nikczemnych zachodnich mediach, ponieważ praktycznie wszystkie one, z winy zachodnich narodów, dostały się pod kontrolę wrogów Boga i ludzkości, którzy pragną bezbożnego i komunistycznego Nowego Porządku Świata.

Media te nie są absolutnie bezstronne w tym starciu między Rosją a Ukrainą, które celowo prowokowały od 2014 roku, kiedy to Wiktoria Nuland z i dla USA zorganizowała obalenie demokratycznie wybranego prezydenta Ukrainy, ponieważ nie był on wystarczająco przychylny Nowemu Porządkowi Świata. Te wszystkie media kłamią i kłamią i jeszcze raz kłamią. Wyrzućcie telewizor z domu, czytajcie gazety palcami, a potem umyjcie sobie ręce !

W rzeczywistości prawda zawsze była jedną z pierwszych ofiar w każdej wojnie między ludźmi, a jeśli kochamy prawdę, to musimy uważać, aby nasze namiętności nie wymknęły się nam spod kontroli. Jest czymś zupełnie naturalnym, że kocham swój kraj, nakazuje mi to zresztą Czwarte Przykazanie, ponieważ moi rodacy tak wiele mi dali, wraz z moimi rodzicami, od moich narodzin, dzięki nim stałem się tym, kim jestem dzisiaj, a więc mam wobec mojego kraju dług wdzięczności i oddania.  Jednak postawa „Mój kraj jest dobry, nawet wówczas, gdy czyni źle” jest błędem uczuciowym, w który tak łatwo nam popaść. Przecież to Pan Bóg wskazuje, co jest dobre, a co złe, a nie mój kraj. Nie wolno mi zapomnieć o Bogu ani Go zdradzić do takiego stopnia, by stawiać mój kraj ponad Nim. Tak właśnie postąpiła Anglia w czasie reformacji, co od tamtej pory ma katastrofalne skutki dla narodu angielskiego. Ileż to dusz zostało na zawsze utraconych z powodu braku znajomości wiary katolickiej i braku zainteresowania nią!  Król Henryk VIII i królowa Elżbieta I cieszyli się wprawdzie popularnością, ale prawdziwymi przyjaciółmi Anglików byli angielscy męczennicy, którzy postawili Boga ponad krajem i oddali życie za zachowanie wiary w Anglii. Nie zostaną oni nigdy zapomniani.

Jak więc mam oceniać narody, które walczą ze sobą?  Po ich owocach (Mt 7, 17-19). Które z walczących państw dbają o sprawy Boga Wszechmogącego, Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła katolickiego, a które z nich zaniedbują te sprawy lub prześladują je?  I tu pojawia się kolejny błąd, w który łatwo wpadają ludzie Zachodu: „Ameryka jest dobra, Rosja jest zła”. Być może było tak w dużej mierze do lat pięćdziesiątych XX wieku, kiedy Ameryka była wciąż chrześcijańska przynajmniej nominalnie, podczas gdy Rosja była jeszcze na wskroś komunistyczna, ale od czasu wypatroszenia chrześcijaństwa w latach sześćdziesiątych przez Sobór Watykański II, Ameryka była coraz mniej powściągliwa w swoim ateistycznym materializmie, podczas gdy od upadku muru berlińskiego w 1989 roku Rosjanie odbudowują tysiące kościołów zniszczonych w czasach komunizmu, w tym, kamień po kamieniu, także te najbardziej znaczące i najważniejsze. A to odrodzenie religijne w Rosji jest aktywnie wspierane przez prezydenta Putina. Czy nie należałoby zatem dziś powiedzieć: „Rosja jest dobra, Ameryka jest zła”?

Oczywiście, w Ameryce można odnaleźć nadal wiele dobra, a w Rosji wiele zła, ale według słów Matki Bożej Fatimskiej to właśnie Rosja się liczy a Jej słowa nie mogą nas mylić. W latach dwudziestych ubiegłego wieku to właśnie Rosję, a nie Anglię, Amerykę czy inne narody Zachodu, Matka Boża chciała poświęcić swojemu Niepokalanemu Sercu, aby w ten sposób odwrócić przerażającą dekadencję świata i Kościoła. Prezydent Putin przyjechał niegdyś do Rzymu, by rozmawiać z papieżem o tym poświęceniu, ale usłyszał od wiadomego od najwybitniejszego przywódcy religijnego Zachodu: „Nie mówimy tu o Fatimie”! Kilka lat później Putin wysłał do Rzymu swoich przedstawicieli, aby dogłębnie poznali orędzie fatimskie pod kierownictwem księdza Grunera, który powiedział potem, że przekazywanie wiedzy o Fatimie tym Rosjanom było jedną z najważniejszych rzeczy, jakie zrobił w ciągu wszystkich lat swojej Krucjaty Fatimskiej.

Papieżu Franciszku, poświęć Rosję!  Biskupi katoliccy całego świata, wywierajcie na niego nacisk, by poświęcił Rosję!  Czytelnicy, praktykujcie nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca, aby wyprosić to poświęcenie!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXVI (766)

19 marca 2022

ROZPOCZĘTA WOJNA I

Cały świat potrzebuje poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu,

Które rozpocznie epokę pokoju i pobożności.

I tak oto pomiędzy Rosją a Ukrainą wybuchła wojna. Liczni mniej lub bardziej bezbożni komentatorzy już teraz wylewają potok różnych mniej lub bardziej trafnych komentarzy natury politycznej i strategicznej, ale wyznawcy Naszego Pana Jezusa Chrystusa powinni spojrzeć na te wydarzenia z perspektywy Wszechmogącego Boga, ponieważ tylko On mógł dopuścić do tego, że zwaśnione strony znalazły się w tym punkcie. Poniższy tekst jest próbą – daleką od nieomylności – przedstawienia w największym skrócie tego, co Pan Bóg mógł mieć na myśli, gdy dopuścił do wybuchu tej wojny.

Kiedy Bóg wspaniałomyślnie tworzył świat, najważniejszym celem Jego łaskawości było zaludnienie stworzonego przez Niego nieba istotami zdolnymi do uczestniczenia w Jego nieskończonej szczęśliwości. Spośród różnych rodzajów istot na świecie, które Bóg stworzył – aniołów, ludzi, zwierząt, roślin i skał – tylko dwa obdarzył wolną wolą, konieczną do tego, by mogły uczestniczyć w tej szczęśliwości. Aniołowie, jako istoty niematerialne, zaraz po swym stworzeniu użyli albo nadużyli swej wolnej woli, by swobodnie zdecydować, czy chcą dzielić tę szczęśliwość, czy nie. Nie mieli oni materialnego ciała, tak jak ludzie, które umożliwiałoby im zmianę decyzji w przyszłości, a więc już w pierwszej chwili swego istnienia przypieczętowali swój wieczny los.

Z kolei ludzie mieli żyć na ziemi z duszą i ciałem, przeciętnie około 70 lat, aby dokonać wyboru, zawsze w pełnej wolności, między piekłem a niebem, między pokusami świata, ciała i diabła a wezwaniem Bożej łaski. Adam i Ewa upadli, ciężko raniąc wszystkie kolejne istoty ludzkie skutkami grzechu pierworodnego. Bóg przyjął raz ludzką naturę, w osobie Jezusa Chrystusa, aby pokonać te skutki grzechu za pomocą jednego i jedynego Kościoła, który założył, umierając w ludzkiej naturze na krzyżu. Od tego Kościoła, i tylko od niego, zależy odpowiednie wypełnienie się Bożego zamysłu towarzyszącego stworzeniu świata.

Ludzie grzeszą i wzniecają nienawiść, na przykład poprzez wojnę, ale Bóg jest miłością, dlatego karci nienawiść i rozpala miłość, aby utrzymać ludzi na dobrej drodze do nieba. On nie chce wojny, ale dopuszcza ją, aby ludzie się otrząsnęli. Stąd też Pismo Święte stwierdza, że wojna jest karą za nasze grzechy (Jk 4, 1 i dalej). Tak więc w czasie II wojny światowej Pan Bóg posłużył się – zwłaszcza w tytanicznym starciu między Niemcami a Rosją – nazistami, aby ukarać komunistów, a komunistami, aby ukarać nazistów. A na Zachodzie, w latach czterdziestych, bezpośrednio po zakończeniu wojny, należycie ukarani ludzie zwrócili się ku Bogu, który dopuścił cuda np. w postaci gołębi składających hołd u stóp figur Matki Bożej Fatimskiej. Ale już w latach pięćdziesiątych grzechy znowu przybrały na sile, a w latach sześćdziesiątych Zachód poprowadził świat do zdrady Kościoła przez Sobór Watykański II.

Natomiast od czasów Soboru Watykańskiego II cała ludzkość popełniła tak wiele zbrodni w swojej wojnie przeciwko Bogu, że aż dreszcz przechodzi na myśl o tym, jaką karę musi na nas wszystkich sprowadzić III wojna światowa, gdy do niej dojdzie. W chwili pisania niniejszego Komentarza walki toczą się na Ukrainie, ale Zachód już od wieków, a zwłaszcza od 1809 roku, znajduje się pod kontrolą rasy ludzi, którzy zdecydowanie pragną III wojny światowej. Liczą oni na to, że wojna ta przyniesie im panowanie nad całym światem, które według nich należy im się bezwzględnie, jako istotom znacznie przewyższającym resztę ludzkości, która w ich oczach jest tylko zwykłym bydłem.  Ludzie ci zrobią wszystko, co tylko w ich mocy, aby walki na Ukrainie przerodziły się w III wojnę światową. To, czy tym razem im się to uda, czy nie, zależy wyłącznie od planów Pana Boga dotyczących oczyszczenia Jego Kościoła. Oni Go nie znają, ale On ich zna i „śmieje się z nich i szydzi z nich”, i będzie „mówił do nich w swoim gniewie i trwożył w swej zapalczywości” (por. Ps 2, 4-5).  Zachód jest równie winny, jeśli nie bardziej, ze względu na to, że tych ludzi wspiera.

Pozostaje nam tylko modlić się do Matki Bożej Fatimskiej – „Tylko ja mogę wam teraz pomóc” – aby wyprosiła nam złagodzenie nieuniknionego już Oczyszczenia. Ma Ona wspaniałe plany dotyczące przyszłych losów Rosji, gdy tylko katolicki papież i biskupi dokonają długo oczekiwanego poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Matki Bożej.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXV (765)

12 marca 2022

POWOŁANIOWE WSKAZÓWKI?

Nawet w naszych czasach młodzi ludzie mogą odczuwać, że mają powołanie i mogą wtedy zwracać się po radę do starszych. Ale Matka Kościół jest obecnie w wielkiej niedoli, więc niełatwo jest doradzać młodym. To, co napisano poniżej, może wydawać się raczej negatywne, ale jest to właśnie jedna z takich prób udzielenia rady.

Drodzy Młodzi!

Waszym szlachetnym pragnieniem jest służyć Bogu, ale w dobie dzisiejszego kryzysu Kościoła nie bądźcie zbytnio zaskoczeni ani rozczarowani, jeśli na waszej drodze pojawią się szczególne przeszkody. Od lat sześćdziesiątych XX wieku, kiedy to na Soborze Watykańskim II kościelni dostojnicy rozmyślnie oddzielili Autorytet od Prawdy Naszego Pana, wszyscy katolicy zmuszeni są wybierać pomiędzy trzymaniem się Autorytetu kosztem Prawdy a trzymaniem się Prawdy kosztem nieposłuszeństwa temu, co wydaje się być Autorytetem. Teraz wy sami, niech Bóg was błogosławi, realizujecie swoje powołanie w Tradycji katolickiej, innymi słowy, trzymacie się raczej niezmiennej Prawdy niż pozornego Autorytetu. Jednak to oznacza, że narażacie się na to, iż nie będziecie mieli nad sobą wyraźnego przedstawiciela Autorytetu samego Boga.

To oznacza, że zetkniecie się z rozmaitymi sługami Tradycji katolickiej zaangażowanymi w gorzkie i mniej lub bardziej skandaliczne walki między sobą, ponieważ nie ma już nad nimi Autorytetu, do którego mogliby się zwrócić, aby rozstrzygnąć spór. Niezależnie od tego, czy spór miał charakter osobisty, czy – co ważniejsze – doktrynalny, w każdym przypadku istniał Autorytet hierarchiczny, który był w stanie orzec o istniejących między nimi rozbieżnościach i narzucić, w razie potrzeby, stosowne porozumienie. Brak takiego Autorytetu jest ceną, jaką katoliccy tradycjonaliści płacą za trwanie przy niezmiennej katolickiej Prawdzie. To jest stan Kościoła, który musi trwać dopóty, dopóki Bóg nie zainterweniuje, co z pewnością uczyni, aby postawić Papieża na nogi, przywrócić Autorytet i ponownie zjednoczyć Katolicki Autorytet i Katolicką Prawdę.

Co to wszystko oznacza dla Was? Kontynuujcie dążenie do realizacji waszego powołania, nie rezygnujcie z niego, ale bądźcie z góry pogodzeni, jeśli okaże się ono niemożliwym do osiągnięcia dobrem. Kościół maszeruje teraz przez pustynię na żołnierskich racjach żywieniowych. Ludzkość nie ma już prawa, jak kiedyś, do obfitości dobrych przełożonych, którzy wiedzą, jak stworzyć i zachować równowagę we wspólnotach kościelnych. Bóg mógłby z ludzkich zgliszcz wykrzesać takich przełożonych, ale nie zechce tego uczynić, jeśli nasz końcowy stan byłby tylko gorszy od pierwotnego, niestety! Dzisiaj my wszyscy jesteśmy w mniejszym lub większym stopniu zdezintegrowanymi istotami, które stanowią owoc długiej epoki liberalizmu. Jak z rozbitych członków stworzyć spójną wspólnotę? I to jeszcze pod władzą papieża, który jest człowiekiem wewnętrznie rozpadającym się? Po ludzku, to nie lada wyzwanie!

Dlatego miejcie bezgraniczną ufność w Boga, któremu chcecie służyć, ufajcie Najświętszemu Sercu Jezusa, ale nigdy nie pozwólcie się rozczarować ludziom i nie bądźcie zaskoczeni, jeśli On oczekuje, że dacie Mu coś innego, niż tego oczekiwaliście. Na ile to możliwe, unikajcie krytykowania duchownych, którzy borykają się z różnymi trudnościami w Kościele pozbawionym w istocie swej głowy. Wprost przeciwnie, miejcie wielkie współczucie dla wszystkich ofiar bezbożnego XXI wieku, zarówno duchownych, jak i świeckich, ponieważ jeszcze nigdy świat nie był tak bardzo „doliną łez”. Podążajcie za Opatrznością, bo być może Pan Bóg przygotował dla Was jakiś dom zakonny, w którym będziecie mogli realizować powołanie, które sam Bóg w Was zaszczepił. Tylko Niebo wie, jak bardzo nasz świat potrzebuje Waszych modlitw i oddania Bogu, którym wzgardził!

Miejcie zatem odwagę, odmawiajcie codziennie Różaniec Święty, przynajmniej pięć Tajemnic, a najlepiej piętnaście, jeśli to tylko możliwe, a Matka Boża zatroszczy się o Was i przyprowadzi Was, niezależnie od drogi, do swego Boskiego Syna.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXIV (764)

5 marca 2022

REZERWA FEDERALNA – I

Pan Jezus mówił, że musimy wybrać między Bogiem a Mamoną,

Bankierzy wybrali Mamonę więc musieli stracić Boga.

Powiedzenie mówi: „poznaj swojego wroga”. Zaiste, czy bez tego ktokolwiek mógłby wygrać wojnę? Zatem katolicy, czy to im się podoba, czy nie, stoją w pierwszej linii frontu bezwzględnej wojny pomiędzy Bogiem a szatanem, której stawką jest zbawienie bądź potępienie nieśmiertelnych dusz. W tej wojnie pieniądz jest głównym narzędziem, za pomocą którego diabeł zwodzi i psuje ludzi. Niech katolicy wyciągną lekcję z krótkiej historii banku centralnego USA: „Wpływ bankowej oligarchii na USA” autorstwa J.P. le Perlier (https://jeune-nation.com/).

Wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych nie dotyczyła opodatkowania herbaty. Była to wojna przeciwko bezpaństwowym bankierom rządzącym w Londynie, którzy dążyli do tego, by w taki sam sposób zdominować i podporządkować sobie amerykańskie kolonie. Bankierzy doprowadzili do tego, że angielski parlament przyjął ustawę zobowiązującą mieszkańców kolonii do zastąpienia swobodnego emitowania pieniędzy oprocentowanymi pożyczkami w bankach. Jak powiedział Beniamin Franklin: „W ciągu roku era dobrobytu została zastąpiona przez tak wielki kryzys, że ulice kolonii wypełniły się bezrobotnymi”. To z kolei doprowadziło do ogłoszenia w 1776 roku Deklaracji Niepodległości, a następnie wojny.

Dlatego też pierwszą troską amerykańskich legislatorów było zapisanie w konstytucji, iż: „Kongres zastrzega sobie prawo do emitowania pieniędzy i regulowania ich wartości”. Jednak bankierzy nie dali za wygraną i w 1791 roku udało im się uzyskać od Kongresu utworzenie banku centralnego na wzór angielski tymczasowo na okres 20 lat. Prezydent James Madison w 1811 roku odmówił zgody na przedłużenie działalności tego banku. Ale już w 1816 roku został on ponownie uruchomiony. W 1837 roku prezydent Andrew Jackson, który podobnie jak jego poprzednicy, był wrogo nastawiony do wpływów międzynarodowej finansjery w USA, nie przedłużył zgody na działalność banku.

Niemal pół wieku później Abraham Lincoln posunął się jeszcze dalej i stworzył poza kontrolą bakowej oligarchii narodową „zieloną walutę”. Po reelekcji w 1864 roku Lincoln oświadczył, że jego pierwszym celem po zakończeniu wojny secesyjnej będzie zakończenie wpływów oligarchii finansowej w USA. Wojna zakończyła się 9 kwietnia 1865 roku. Lincoln został zamordowany 14 kwietnia. Jego następca Andrew Johnson nakazał usunięcie „zielonych pieniędzy” z obiegu, co zostało dokonane w ciągu kilku lat.

Kolejne kroki w stronę scentralizowanej bakowości były podejmowane stopniowo i potajemnie. Unikano określenia „bank centralny”, a w 1913 roku uchwalono ustawę o Rezerwie Federalnej. Charles A. Lindbergh oświadczył: „Najgorsze przestępstwo legislacyjne w historii zostało dokonane poprzez przyjęcie tej ustawy: kiedy prezydent ją podpisze, niewidoczny rząd sił pieniądza zostanie zalegalizowany”. Wojna o niepodległość USA miała uwolnić Amerykę od finansowych oligarchów, którzy podporządkowali sobie już Anglię. Teraz, po 137 latach, intrygi pozwoliły londyńskim bankierom na nowo odzyskać władzę nad amerykańskimi koloniami. Wraz z utworzeniem w 1913 roku Rezerwy Federalnej nastąpiło definitywne podporządkowanie Amerykanów dyktatowi finansjery, przeciwko której zbuntowali się w 1776 roku.

Podobnie jak wiek wcześniej Lincoln, prezydent John F. Kennedy zaryzykował i sprzeciwił się tej samej władzy finansowej, gdy zarządził emisję pieniędzy gwarantowanych przez amerykańskie państwo z pominięciem Rezerwy Federalnej. Zarządzenie było datowane na 4 czerwca 1963 roku. Sześć miesięcy później Kennedy został zamordowany. Co mają wspólnego Lincoln i Kennedy? W obu przypadkach ich następcy natychmiast zatrzymali emisję pieniądza przez Departament Skarbu i przywróciły ten przywilej finansowej oligarchii.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXIII (763)

26 lutego 2022

PRZEJRZANI ZŁOCZYŃCY

Biedni architekci wielkiego bezbożnego świata,

Zostaną strąceni w same głębiny piekła!

Jeden ze współbraci w kapłaństwie napisał wartościową analizę całej kwestii koronawirusowej czy też covidowej, aby pomóc duszom w jasnym widzeniu o co w tym wszystkim chodzi, w przeciwieństwie do tego, co mówią nam ci, którzy kłamali w przeszłości, kłamią w teraźniejszości i kłamać będą w przyszłości. Wyjaśnia on, w jaki sposób chora pycha malutkiej grupki ludzi pragnie stworzyć Wieżę Babel czasów ostatecznych, raz na zawsze pozbyć się Boga i zająć Jego miejsce. Ich cel jest zatem potrójny: zdziesiątkować ludzkość, wprowadzić globalny Nowy Porządek Świata i stworzyć całkowicie nowy rodzaj człowieka, kontrolowany przez satanistyczne elity, czyli przez nich samych. Zaiste pracują oni nad tym projektem już od wieków, ale ostatecznym przełomem jest ta nowa rzeczywistość nazywaną światową „pandemią”, którą zapoczątkował „koronawirus” z chińskiego Wuhan.

Jednak niskie statystyki śmierci zadały kłam „pandemii”. Najpierw rzuciła na nią cień powszechna i rygorystyczna cenzura w światowych mediach dotycząca wszelkich dowodów ukazujących, że jest inaczej, niż przedstawia to oficjalna wersja wydarzeń. Taka cenzura może pochodzić jedynie z bardzo skutecznych i niezwykle wpływowych ośrodków władzy. Następnie ośmieszyli ją służalczy politycy, gotowi do tego, by narzucać społeczeństwom największe farsy zgodnie z poleceniami swoich ukrytych panów, w tym niedorzeczną narrację, iż jedyną odpowiedzią na „pandemię” są ich „szczepionki”.

Musimy pochylić się na moment nad diabolicznymi „szczepionkami” pochodzącymi od satanistycznych elit. To nieukończony produkt, ze swej istoty stworzony na bazie licznych morderstw dokonywanych przez „medyczny” przemysł aborcyjny, dokonujący manipulacji genetycznych, sterylizujący kobiety, wypełniony metalowymi nanocząsteczkami, które mają doprowadzić do połączenia człowieka z maszynami, do tego umiłowanego przez ludzi pokroju Karola Schwaba „trans-humanizmu”, który ma stworzyć całkowicie nowy rodzaj człowieka, nie będący już dziełem Boga. Taki rodzaj satanistycznego chrztu, który zaplanowany jest dla całej ludzkości, jest dla katolików absolutnie nieakceptowalny.

Wróćmy teraz do potrójnego celu, który poprzez tzw. „pandemię” i „szczepionki” pragną osiągnąć globaliści.

Po pierwsze, wybicie światowej populacji. Na kamiennym monumencie Georgia Guidestones [tzw. Kamienne Wskazania w stanie Georgia] wzniesionym w 1980 roku nieopodal Atlanty w USA jako pierwszą wskazówkę wyryto: „Utrzymuj liczbę ludzi na świecie poniżej 500 milionów”, tj. znacznie poniżej obecnie żyjących 8 miliardów. Bowiem im bardziej zredukowana zostanie liczba istot poddanych trans-humanizacji, tym łatwiej nieliczne elity Nowego Światowego Porządku będą mogły je kontrolować jako swoich niewolników. Liczba zgonów musi nieustannie rosnąć, w miarę jak powtarzane „szczepionki” i tzw. boostery cały czas niszczą układ odpornościowy.

Po drugie, upadające pozostałości dawnego Rzymskiego Porządku Świata prowadzone są ku katastrofie w związku z celowo wywoływanym krachem finansowym oraz planowaną trzecią wojną światową. Na całkowitych ruinach będzie możliwe wprowadzenie Nowego Światowego Porządku. Kiedy chrześcijaństwo rzekomo zawiedzie, wówczas ludzie zwrócą się do antychrześcijańskiego wyrazu ich ateistycznego materializmu, a mianowicie do komunizmu i to w modelu chińskim, w którym „wolność” zastąpi totalny nadzór i kontrola populacji za pomocą wstrzykniętych „chipów”.

Po trzecie, dzięki skutecznemu połączeniu człowieka z maszynami za pomocą implantów wszczepianych w mózg i ciało, nad którymi w licznych państwach prowadzi się intensywne badania już od zakończenia drugiej wojny światowej, nastąpi wielki ewolucyjny skok, zostanie zrodzony Nowy Człowiek, „oczyszczony z błędów niedoskonałości człowieka (takiego, jakim jest)” jak mówi Schwab. Oto ostateczna chwała człowieka zastępującego Boga – Wieża Babel czasów ostatecznych.

Czy ten satanistyczny program jest skazany na sukces? Czy już nic nie możemy zrobić? Nie całkiem, jak wskazuje współbrat! Po pierwsze, nikt nie może obrabować nas wbrew naszej woli z naszej wiary i z Bożej łaski. Po drugie, potrzeba nam wielkiego zaufania wobec Pana Boga. Może on poddawać nas próbom, tak jak Hioba, ale jeśli je przetrwamy, otrzymamy od Boga wielką nagrodę. Po trzecie, jak pokazuje historia ludzkości nie udał się nigdy stworzyć Wieży Babel. Bóg jest Bogiem. Nie powinniśmy się bać!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXII (762)

19 lutego 2022

INTERESUJĄCY PROTOKÓŁ

Panie Boże, pozwól nam dobrze zrozumieć,

Covid pochodzi od człowieka, ale jest karą!

Protokoły Mędrców Syjonu to książeczka, która zasługuje na to, by dobrze ją poznać, nim jej posiadanie stanie się – po powrocie komunistycznego reżimu – przestępstwem karanym śmiercią. Wynika to z tego, że zawierają one projekt współczesnego świata i jeśli ktoś zadaje sobie pytanie, jak to się stało, że świat wokół wygląda tak, jak wygląda, ta książeczka dostarcza odpowiedzi, choć na pierwszy rzut oka mogą się one wydawać dziwne. Na łamach niniejszych Komentarzy (5 grudnia 2020 roku) przedstawiono przydatne streszczenie wszystkich 24 protokołów. Tydzień temu wskazano na zakończenie protokołu, który bardzo prawdopodobnie odnosi się do covidowego nonsensu, „pandemii oszustwa”. Oto zakończenie dziesiątego protokołu:

„Stosowanie powyższych środków da nam możność niszczenia stopniowego, krok za krokiem, wszystkiego, co początkowo przy przyjęciu przez nas praw naszych musieliśmy wprowadzić do konstytucji państwowych, jako środki przejściowe do niepostrzeżonego zniesienia wszystkich konstytucji, kiedy nastanie czas zastąpienia wszelkiego rządu przez nasz despotyzm.

Uznanie naszego despoty może nastąpić również przed zniesieniem konstytucji. Chwila ta nastanie wówczas, kiedy narody, zmęczone nieprawidłowościami i niekompetencją swoich rządzących, zorganizowanymi przez nas, zawołają: ,,zabierzcie ich, a dajcie nam natomiast jednego władcę wszechświatowego, który by zjednoczył nas i zniósł przyczyny waśni, a mianowicie: granice, narodowości, religie, długi, który by dał nam pokój i ciszę, niemożliwe do osiągnięcia przy naszych obecnych rządzących i przedstawicielach.

Wy [Mędrcy Syjonu obecni na spotkaniu] wiecie doskonale, że dla stworzenia możności wyrażenia takich samych pragnień przez wszystkie narody, niezbędne jest mącić we wszystkich krajach stosunki narodowe i rządy, aby przemęczyć ogół waśniami, nieładem, nienawiścią, walką, a nawet torturami, głodem, szczepieniami wywołującymi choroby, nędzą. Wówczas goje nie będą widzieli innego wyjścia, jak tylko oddanie się zupełnie i ostateczne pod naszą władzę.

Ale gdybyśmy tylko dali narodom świata wytchnienie, wówczas nie wiadomo, czy kiedykolwiek nastąpiłaby chwila upragniona”.

Ci, którzy nigdy wcześniej nie zetknęli się z Protokołami, być może będą musieli przeczytać kilka razy zamieszczone powyżej akapity, aby zrozumieć istotę ich przesłania. Jednak warto, by uświadomić sobie w pełni, jakie umysły, jakie siły stoją za „pandemią oszustwa”, „plandemią”, „covidowym nonsensem” czy jakkolwiek to nazwać. W ostatnim czasie pojawiają się informację o kolejnym z jego prawdziwych horrorów: niespotykanych wcześniej długich zakrzepach wyciąganych z żył ciał „zaszczepionych” przez osoby zajmujące się balsamowaniem zwłok, którzy przygotowują je do pogrzebu. Protokół dziesiąty powinien dać nam nauczkę, że dla twórców covidu, im więcej przyniesie on okropieństw, tym lepiej przygotuje gojów do wołania o nadejście ich dyktatury – Mędrców Syjonu.

Mędrcy Syjonu zawsze gorąco zaprzeczali autentyczności Protokołów twierdząc, iż są one bądź częściową kompilacją z dzieł pochodzących z poprzednich stuleci, bądź też całkowitym fałszerstwem. Jednak jak mówił Henryk Ford, słynny amerykański przemysłowiec z branży motoryzacyjnej: „Jeśli chcesz wiedzieć, czy Protokołu są autentyczne, po prostu rozejrzyj się wokół siebie”. Zaiste cały współczesny świat koresponduje z planem Mędrców zawartym w Protokołach.

W 1899 papież Leon XIII napisał Akt poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu, w którym odnajdujemy następujące słowa, które dziś są zazwyczaj pomijane z obawy przez Mędrcami Syjonu. Módlmy się nimi, by pokonać covid: „Wejrzyj wreszcie okiem miłosierdzia Swego na synów tego narodu, który był niegdyś narodem szczególnie umiłowanym. Niechaj spłynie i na nich, jako zdrój odkupienia i życia, ta Krew, którą oni niegdyś wzywali na siebie”.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLXI (761)

12 lutego 2022

BŁĘDNE PRZYWÓDZTWO – II

„Jesteśmy ludźmi powinniśmy się smucić, gdy nawet cień
tego, co kiedyś było wielkie, przemija”

(William Wordsworth, “On the extinction of the Venetian Republic”)

Czytelnicy niniejszych Komentarzy z pewnością zauważyli, że w zeszłym tygodniu brakło miejsca na obiecaną analizę trzech porównań użytych przez Przełożonego Generalnego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X (w skrócie PG) w celu obrony stanowiska Bractwa, zgodnie z którym katolicy mogą zgodzić się na przyjęcie “szczepionki”. Poniżej krytyka zastosowanych porównań, która broń Boże nie wynika z przyjemności krytykowania Bractwa, ale z tego, że we dzisiejszym wszechogarniającym zamieszaniu bardzo ważne jest to, by myśleć tak jasno, jak tylko możemy. Tylko prawda może być solidnym fundamentem dla dobrego działania.

Odpowiadając na pytania po przemówieniu na temat “Misja Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X” w czasie konferencji Tradycji Katolickiej, która miała miejsce w USA w grudniu 2021 roku, PG rozpoczął od przytoczenia zasad opisanych przez św. Tomasza z Akwinu (Summa Theologica, II-II, 78, 4), zgodnie z którą dopuszczalne jest korzystanie z cudzego grzechu tak długo, dopóki nie uczestniczy się w tym grzechu. Następnie PG przytacza trzy porównania, by zilustrować zastosowanie tej zasady do przypadku przyjęcia covidowych zastrzyków splugawionych grzechem aborcji od samego początku, bo w ramach badania, testowania i wytwarzania, wykorzystywano tkanki dziecka zabitego poprzez aborcję. Zwróćmy uwagę, że porównania zawsze coś ilustrują, ale także “zawsze kuleją” (jak mówi łacińskie przysłowie), ponieważ zawsze mają dobrą nogę, czyli część, która coś unaocznia oraz złą nogę, czyli część, która nie pasuje. Jak zatem pasują porównania użyte przez PG?

Pierwsze porównanie: tak, jak każdy zgodzi się, że pobranie rogówki z ciała zamordowanego kilka godzin wcześniej człowieka, tak długo jak nie ma się nic wspólnego z tym morderstwem, jest dopuszczalne, tak też każdy powinien zgodzić się, że pobranie tkanki z ciała abortowanego dziecka jest dopuszczalne, tak długo, jak nie ma się nic wspólnego z tą aborcją. Jednakże, jak można porównać pojedynczego mordercę, kompletnie niezwiązanego z pobraniem rogówki, porównywać z dzisiejszym przemysłem aborcyjnym, celowo wyrywającym Bóg jeden wie ile dzieci z łon ich matek, bo rozszarpać je, gdy jeszcze będą żyły, bez żadnego znieczulenia, by pozyskać całą różnorodność tkanek, które mają na różne sposoby służyć współczesnej medycynie? Prawdą jest, że nie mam bezpośrednio nic wspólnego z tymi wszystkimi aborcjami, a wielu pacjentów z nich skorzystało. Ale kiedy Boży gniew spadnie na cały przemysł aborcyjny, to czy ktoś zasłuży sobie na to, by uchronić się przed karą?

Drugie porównanie: katolicka organizacja nie może przekazać pieniędzy, które zostały przekazane w katolickim celu, dla islamu, choć może przyjąć datek od muzułmanów na realizację katolickiego celu. Podobnie katolik nie może zaakceptować zastrzyku podawanego dla złego celu, ale może dla dobrego celu. Jednakże, cel dającego nie jest jedynym kryterium przyjęcia bądź odmowy przyjęcia daru. Na przykład, jeśli wiadomo, że datek pochodzi z ukradzionego majątku, Kościół może go nie przyjąć niezależnie od tego, na jak pobożny cel chciałby go przekazać darczyńca, ponieważ dar jest sam w sobie skażony. Covidowe zastrzyki są całkowicie skażone same w sobie: pod względem medycznym są zabójcze, pod względem moralnym pochodzą od przemysłu aborcyjnego a pod względem politycznym są elementem Nowego Światowego Porządku i komunizmu. Trudno sobie wyobrazić cel, który miałby usprawiedliwiać ich przyjęcie, skoro ta potrójna skaza jest oczywista dla każdego, kto choć kilka godzin poświęcił na zbadanie sprawy w Internecie.

Trzecie porównanie: tak, jak mięso ofiarowane pogańskim bożkom może zostać zjedzone (o ile nie ma zagrożenia skandalem) przez katolików, ponieważ wiedzą oni, że żadnych bożków nie ma (1 Kor 8), tak też katolicy mogą przyjmować covidowe zastrzyki bo wierzą, że nie mają one wymiaru religijnego. Jednakże, państwa na całym świecie kontynuują narzucanie tyrańskich restrykcji po to, by zmusić obywateli do przyjęcia zastrzyku, nie zważając przy tym na katastrofalne konsekwencje zdrowotne oraz zgony wywołane przez “szczepionki”. To potwierdza jednoznacznie, że nie chodzi w tym wszystkim o zdrowie. Wszystkie dowody wskazują, że to nie zastrzyk jest dla “wirusa”, ale “wirus” (nadal niewyizolowany) jest dla zastrzyku. “Szczepienia” mają wymiar religijny, bowiem są częścią judeomasońskiej wojny przeciwko Bogu. Przeczytajcie zakończenie dziesiątego z dwudziestu czterech Protokołów Mędrców Syjonu.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLX (760)

5 lutego 2022

BŁĘDNE PRZYWÓDZTWO – I

PG przestań odwracać uwagę i spójrz na istotę,

Czym jest „szczepionka” i jakie są jej owoce.

W czasie konferencji Tradycji Katolickiej zorganizowanej przez Angelus Press w USA w dniu 11 grudnia 2021 roku Przełożony Generalny Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X (w skrócie PG) zajął oficjalnie stanowisko w dwóch różnych. kwestiach dotyczących covid, obu kontrowersyjnych, ale w swej istocie odrębnych. Po pierwsze, w czasie swojego krótkiego przemówienia przedstawił trzy argumenty uzasadniające, dlaczego Bractwo nie zajmuje publicznie stanowiska w sprawie tzw. „szczepionek” covidowych. Po drugie, w trakcie dyskusji posłużył się trzema porównaniami, by z ich pomocą wytłumaczyć, dlaczego Bractwo mówi katolikom, że mogą oni zgodzić się na przyjęcie „szczepionki”. Zarówno przedstawione przez niego argumenty jak i zastosowane porównania zasługują na zbadanie. Proszę pamiętać, że PG był nie raz życzliwie cytowany na łamach niniejszych Komentarzy. Problem nie ma absolutnie wymiaru osobistego. Kto ma chęć, może zapoznać się z nagraniem w Internecie: https://youtu.be/OYuqVdzr6Ew.

Pierwszym argumentem mającym uzasadniać to, że Bractwo trzyma dystans wobec wszelkich covidowych kontrowersji jest to, że ma to być zagadnienie medyczne, które nie mieści się w religijnej misji Bractwa. Jak mówi PG ten argument jest głównym powodem, dla którego Bractwo nie opowiada się oficjalnie w ten czy inny sposób. Jednak, czy obalanie Boga, Chrystusa i Kościoła katolickiego nie jest zagadnieniem religijnym? Niezależna grupa badawcza kierowana przez niemieckiego adwokata Reiner Fuellmich przeprowadziła rozmowy z setkami lekarzy i polityków od czasu, kiedy covid wkroczył na światową scenę w marcu 2020 roku, a ich całkiem poważnym wnioskiem jest to, że covidowa zawierucha „jest największą zbrodnią przeciwko całej ludzkości, jaka kiedykolwiek została popełniona”. Fuellmich jest przekonany, że zastrzyk czy „szczepionka” nie zostały wynalezione, by walczyć z wirusem, ale wirus został wyprodukowany, by móc narzucić kłucie, którego celem jest doprowadzenie do depopulacji, tj. do zgłady milionów ludzi, oraz do zmiany ich genomu w ten sposób, by uczynić ich posłusznymi niewolnikami elit. Z tego wynika, że tak wiele osób formułuje takie same zarzuty, tj. że covid jest oszustwem, pozornie ma charakter medyczny, ale w rzeczywistości jest całkowicie polityczny, jest częścią masowego i niewyobrażalnie podłego spisku, który ma doprowadzić do przejęcie władzy nad całym światem.

Zarzut: kapłani nie powinni się angażować, bo kto może z całą pewnością stwierdzić, że ludzie tacy jak Fuellmich nie są po prostu „zwolennikami teorii spiskowych”? Odpowiedź: Jeśli covid nie byłby spiskiem, to czy potrzebowałby takiej masy nieustannie zmieniających się kłamstw, by utrwalać i chronić oszustwo? Czy uczciwy rozum jest aż tak niezdolny, to poznania obiektywnej prawdy?

PG w swoim drugim argumencie przyznaje nawet, że 300 lat temu wraz z powstaniem masonerii rozpoczął się globalny spisek, którego celem jest zastąpienie Kościoła katolickiego i Bożego porządku naturalnego światowym rządem stworzonym przez człowieka. Kościół od dawna wie wszystko o masonerii, więc nie musimy martwić się o covid. Ale jeśli covid został zorganizowany przez judeomasonerię, najpotężniejszego zorganizowanego wroga Kościoła, co uznawali papieże począwszy od XVIII wieku, to czy możemy sobie usiąść i się relaksować? Czyż covidowe kłamstwo nie powinno zainteresować przede wszystkim kapłanów? A może FSSPX zostało zinfiltrowane przez masonerię? Aż strach usłyszeć odpowiedź na to pytanie, gdy PG posługuje się takimi argumentami.

Jego trzeci argument, dotyczący „antyszczepionkowego” sojuszu, jest w równym stopniu przewrotny. PG twierdzi, że Bractwo nie może przyłączyć się do takiego sojuszu, ponieważ należą do niego także lewicowcy sprzeciwiający się „szczepionce” w imię ludzkiej godności i praw człowieka, a zatem argumentujący podobnie jak zwolennicy aborcji, którzy mówią, że aborcja stanowi część ludzkiej godności i praw człowieka. Jednakże nie ma żadnego porównania między tymi „prawami człowieka”. Prawo każdego mężczyzny i kobiety do odmowy wstrzyknięcia do ciała czegoś, czego w swoim ciele nie chcą , jest prawdziwym prawem człowieka do swojego ciała. Aborcja nie jest w ogóle prawem człowieka, nawet matki, ponieważ dziecko w jej łonie nie jest częścią ciała, która do niej należy. Dziecko istotnie różni się od matki, choćby grupą krwi, odciskami palców czy też genotypem. Dlatego też każdy, czy to prawicowiec czy lewicowiec,  kto usiłuje porównywać te rzeczy, plecie bzdury. Wyrażając swój sprzeciw wobec „szczepionki”, FSSPX nie musi się bać, że będzie kojarzone z lewicą. Zadaniem PG jest mówić po katolicku i nie przejmować się nawet tłumami, które mówią bzdury.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLIX (759)

29 stycznia 2022

SUPERINFLACJA NADCHODZI

Człowiek bez Boga tworzy finansowe piekło na ziemi.

Naszą jedyną nadzieją to odnowić świat w Chrystusie.

Streszczamy i skracamy poniżej cenny artykuł ze strony internetowej Douga Casey http://internationalman.com pt. „Dlaczego nie zatrzyma się drukowania pieniędzy”.

Pytanie: Amerykańskie władze wydrukowały ostatnio więcej pieniędzy niż przez niemal 250 lat istnienia USA. Czy władze mają jakąś alternatywę dla ciągłego drukowania pieniędzy?

Odpowiedź: Pojawia się pytanie, co zrobi Fed, kiedy nie będzie już mógł dalej udawać, że inflacja jest pod kontrolą? Fed wydrukował już biliony dolarów, zatem znacznie wyższa inflacja nieuchronnie nadchodzi. Nie wiadomo, w jako sposób Fed odpowie na inflację, która wymknie się spod kontroli. Albo 1) będzie dalej drukować biliony napędzając inflacyjną rakietę, a ten sposób doprowadzi do tego, że dolar straci całkowicie swoją wartość albo 2) dokręci śrubę polityki monetarnej tnąc wydatki rządowe i obserwując krach na rynku, w tym na giełdzie.

W obliczu takiego wybory politycy zwykle wybierają łatwiejszą opcję, a zatem w tym przypadku dalsze drukowanie pieniędzy. Decyzja o cięciu wydatków staje się bowiem z politycznego punktu widzenia niemożliwa, zatem amerykańskie władze mają już przed sobą pewną perspektywę wielobilionowego deficytu, który może sfinansować wyłącznie nieustannie rosnący dodruk pieniądza. Ostrożne szacunki wskazują, że deficyt zwiększy się do 2031 roku do 20 bilionów dolarów i pokryć go będą mogły tylko maszyny drukarskie Fedu.

Co więcej, nie było w historii świata większego dłużnika, niż rząd USA, a inflacja pozwala każdemu dłużnikowi zmniejszyć ciężar długu, gdyż to, co pożyczył w dolarach, może spłacić w dziesięciocentówkach. Stąd też rząd ma potężny bodziec, by kontynuować napędzanie ogromnej inflacji.

Ponadto już nawet rzut oka na to, w jaki sposób amerykański rząd finansuje swoje wydatki zdradza, bez cienia wątpliwości, że działa on zgodnie ze schematem Ponziego, czyli jak piramida finansowa. To oznacza, że jeżeli przestaną nieustannie dopompowywać coraz więcej i więcej świeżych pieniędzy, to cały system się zawali. W przeciwieństwie do prywatnego schematu Ponziego, amerykański rząd może cały czas pompować nowe pieniądze w swoje oszustwo poprzez dodruk potrzebnych pieniędzy – wracamy zatem do maszyn drukarskich Fedu. Zatem Fed może robić gesty sugerujące ograniczanie wydatków, ale gdy tylko rynki zaczną się walić i instytucje bankrutować, natychmiast skończy z cięciami i znowu zacznie produkcję banknotów. Mówiąc krótko: rząd USA nie ma innego wyboru, jak tylko dalej drukować pieniądze, by pokrywać wydatki.

Pytanie: Ale przecież ostatnio rząd stwierdził, iż „inflacja jest dobra”.

Odpowiedź: To nonsens! Korzysta na niej rząd w ten sposób, iż zmniejsza ciężar swoich długów, ale dzieje się to poprzez pozbawianie wartości dolarów w portfelach każdego obywatela. W rzeczywistości rząd kradnie je obywatelom, ale w taki sposób, że jedynie nieliczni orientują się, co się dzieje. Fakt jest taki, że amerykańska Rezerwa Federalna i inne banki centralne istnieją wyłącznie po to, by kraść nam pieniądze poprzez inflację, a następnie przekierować je do ludzi o odpowiednich politycznych koneksjach. To jest i zawsze był ich główny cel. Stąd też potok fałszywych informacji dotyczących finansów i ekonomii w szczególności w podłych mediach i na „uniwersytetach”.

Pytanie: Jakie jeszcze triki może zastosować rząd USA w tym momencie gry?

Odpowiedź: Bez względu na to, jak je nazwą i skąd je wezmą, możecie być pewni, że wynikiem będzie transfer coraz większych pieniędzy i władzy do rządzących. Niedające się kontrolować inflacja jest powszechną wymówką stosowaną przez władze, by wprowadzić kontrolę kapitału, cen, konfiskatę dóbr i całą gamę różnych paskudnych środków. Ale chyba najbardziej przerażającymi spośród nich jest cyfrowa waluta banku centralnego (CBDC), która umożliwi stworzenie iście orwellowskiego systemu nadzoru, który będzie monitorować i kontrolować każdy grosz, który zarabiasz, oszczędzasz i wydajesz. Cyfrowe waluty banku centralnego są ważnym tematem, któremu powinniśmy się jeszcze przyjrzeć.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLVIII (758)

22 stycznia 2022

ZDROWY ROZSĄDEK PUTINA – I

Komuniści sprzed lat byli szaleńcami,

Dziś dalej chorobliwie nienawidzą Boga.

Zdrowy rozsądek staje się dziś tak rzadki, że trzeba go powitać bez względu na to, skąd przychodzi. Niektórzy ludzie uważają, że prezydent Włodzimierz Putin jest jedynie pionkiem w rękach możnych tego świata, którzy obecnie wykorzystują Covid do wprowadzenia na całym globie antyludzkiej dyktatury. Mogą oni mieć częściowo rację o tyle, że ci możni mają taką kontrolę nad sytuacją, iż Putin raczej nie mógłby zostać światowym przywódcą bez ich zgody. Z drugiej strony inni ludzie uważają, że jest on jedynym prawdziwym mężem stanu na światowej scenie, a to dlatego, że ma on zdrowy rozsądek w zakresie prawdziwych interesów całego świata, a nie tylko Rosji. W każdym razie potrafi on mówić rozsądnie, jak zaledwie kilku współczesnych polityków. Poniżej przykład w postaci streszczenia fragmentu jego przemówienia wygłoszonego w dniu 21 października 2021 roku w Soczi podczas dorocznego spotkania międzynarodowego klubu dyskusyjnego „Wałdaj”. Anglojęzyczni Czytelnicy mogą zapoznać się z tekstem przemówienia pod adresem: Putin´s speech at the plenary session of the 18th Valdai Club  https://www.global-review.info/2021/10/24/putins-speech-at-the-plenary-session-of-the-18th-valdai-club/

Niektórzy ludzie na Zachodzie wierzą, że agresywne usuwanie całych stron z ich własnej historii, „odwrócona dyskryminacja” skierowania wobec większości w imię realizacji partykularnych interesów mniejszości, żądanie odrzucenia tradycyjnego pojęcia matki, ojca rodziny czy nawet płci, stanowią kamienie milowe na drodze ku społecznej odnowie.

Zwolennicy tzw. „postępu społecznego” wierzą, że wprowadzają wśród ludzi rodzaj nowej i lepszej świadomości. Jednakże ich pomysły wcale nie są nowe. Rosja ma je już sobą. Po rewolucji w 1917 roku bolszewicy, opierając się na dogmatach Marxa i Engelsa, także głosili, że zmienią istniejące tradycje i zwyczaje, czy wręcz samo pojęcie ludzkiej moralności i fundamenty zdrowego społeczeństwa. Niszczenie odwiecznych wartości, religii i więzów między ludźmi, aż do całkowitego odrzucenia rodziny i donoszenia władzom przez najbliższych krewnych, nazywano wówczas postępem. Był on, podobnie jak dziś, szeroko wspierany na całym świecie.

Walka o równość oraz przeciwko dyskryminacji w krajach zachodnich zamieniła się w agresywny dogmatyzm sięgający granic absurdu. Dzieła wielkich twórców z przeszłości takich jak Szekspir nie są już dłużej wykładane w szkołach i na uniwersytetach. Ogłasza się, iż klasycy byli zacofanymi ignorantami, jeśli chodzi o płeć i rasę. W Hollywood wręcza się notatki, ile postaci o danym kolorze skóry i płci ma wystąpić w powstających filmach. To co się dzieje, jest jeszcze gorsze niż działalność Wydziału Agitacji i Propagandy Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego.

Fanatycy tego nowego podejścia posuwają się nawet tak daleko, że chcieliby zlikwidować wszystkie pojęcia: ten, kto waży się wspomnieć, że mężczyzna i kobieta rzeczywiście istnieją, co jest faktem biologicznym, są atakowani za pomocą nowomowy, która zaprzecza temu faktowi. To nic nowego. W 1920 roku tzw. sowieccy “krzewiciele kultury” także korzystali z nowomowy, bo wierzyli, że za jej pomocą tworzą nową świadomość i w ten sposób zmieniają wartości. Doprowadzili do takiego bałaganu, że do dziś przyprawia on o dreszcze.

Dziś jest czymś potwornym, kiedy dzieci są od małego uczone, że chłopiec może łatwo stać się dziewczynką i na odwrót. To ociera się o zbrodnię przeciwko ludzkości, a jest robione w imię i pod sztandarem postępu. Koszty takich złych eksperymentów społecznych są często nie do oszacowania. Takie działania mogą bowiem zniszczyć nie tylko materialne, ale także duchowe fundamenty ludzkiej egzystencji, zastawiając za sobą moralne ruiny, na których przez długi czas nic nie będzie można zbudować, by je zastąpić.

Kyrie eleison


Komentarz Eleison nr DCCLVII (757)

15 stycznia 2022

WOJNA KULTUROWA

Dobrzy ludzie, w tej wojnie chodzi o sprawy Boże,

Walczcie dla Niego, a On będzie Wam błogosławił!

Na łamach niniejszych Komentarzy przynajmniej raz zachęcano gorąco Czytelników do lektury często publikowanych na stronie internetowej TFP (http://tfp.org) artykułów Pana Jana Horvata, a to dlatego, że dla niezliczonej rzeszy ludzi Pan Bóg jest dziś wielkim nieobecnym. Nie można o nim nawet wspominać w kulturalnym towarzystwie. Tymczasem kiedy Horvat komentuje amerykańską politykę, to idąc pod prąd czyni to zawsze z katolickiej perspektywy, której fundamentem jest Bóg Wszechmogący. Mając przed oczyma słowa jednego z wielkich katolickich myślicieli z XIX wieku, Horvat rozumie i mówi o tym, że jeśli Pan Bóg nie rządzi dziś swym stworzeniem poprzez swoją obecność, to czyni to poprzez swoją nieobecność.

Wynika to z tego, że Pan Bóg stworzył świat dobrowolnie, z miłości, a w sposób szczególny umiłował istotę, które przeznaczył do zarządzania dziełem stworzenia w Bożym imieniu. Tą istotą jest człowiek, którego wyjątkowość wynika z tego, że jako jedyny z Bożych stworzeń cielesnych posiada rozum i wolną wolą. Jeśli człowiek korzysta ze swojej wolnej woli po to, by odwrócić się plecami do Boga, a Bóg, który obdarza człowieka wolną wolą, może na to pozwolić, wówczas Bóg doskonale zdaje sobie sprawę z tego, czego człowiek nie pojmuje, a mianowicie ze straszliwej wieczności, na jaką zasługuje sobie człowiek, który odrzuca wielką miłość Boga do niego. Bóg nie chce pozostawić swojego umiłowanego stworzenia samotnym na tej drodze ku zagładzie. Współczesny człowiek, uciekając przez Bogiem, nie chce uznać, że mu pomóc zwrócenie się ku Bożej miłości, która go ściga, a wręcz myśl o Bogu powoduje, że ucieka jeszcze bardziej: „Przestać mnie miłować! Nie chcę Twojej miłości!”

W artykule z dnia 11 listopada 2021 roku Horvat analizuje ostatnie, zaskakujące wybory w amerykańskim stanie Wirginia, w których zwyciężyli prawicowi republikanie i nieoczekiwanie przejęli od lewicowych demokratów kontrolę nad stanową Izbą Delegatów. Horvat stwierdza, że podczas gdy „umiarkowani republikanie obiecują wszystko, ale nie realizują prawie niczego”, to moralni konserwatyści („ze swoim potężnym ruchem pro-life”) wygrali te zaskakujące wybory, które w swej istocie były głosowaniem w sprawach moralnych tzw. „wojny kulturowej”: krytycznej teorii rasy, edukacji seksualnej, ideologii gender i aborcji.  Zwróćcie uwagę, jak bardzo te kwestie moralne dotyczą i obrażają Wszechmogącego Boga. Horvat pisze, że to właśnie głosowanie nad tymi kwestiami zdecydowało o wygranych wyborach, bo jeśli tylko są one dobrze przedstawione, wówczas „dotykają głębokich problemów w duszach niezliczonych mieszkańców USA”. Innymi słowy, „wojna kulturowa” wyznacza dziś pole starcia odnośnie tego, co w nas ludziach jest najgłębsze i najprawdziwsze, Bożego prawa naturalnego, nawet jeśli Bóg jest rzadko wspominany, choć powtarzamy wciąż: „Boże, chroń Amerykę”.

Jednak lewicowcy zamierzają wypędzić Boga z Jego stworzenia. W związku z tym nienawidzą dziś „wojny kulturowej”, nie chcą o niej wspominać, ani roztrząsać kwestii moralnych. Ci, którzy nie dają się uciszyć i walczą, są „żałośni” (jak powiedziała Hilary Clinton), nie mają żadnych praw wewnątrz przytłaczającej kultury liberalnej. Oczywistym jest, że podłe media robią wszystko, co tylko mogą, by stłumić konserwatystów i powstrzymać ich przed poruszaniem kwestii kulturalnych i moralnych, to jest wskazujących na Pana Boga. Media absolutnie nie chcą zajmować się Bogiem, czy choćby Jego cieniem. Człowiek zajął miejsce Boga, zatem nic i nikt nie może zostać postawiony ponad człowiekiem, gdyż podporządkowanie go jakiemuś obiektywnemu prawu jest niedopuszczalne. Dlatego każdy, kto będzie się starał tak uczynić, będzie dyskredytowany jako „rasista” bądź „seksista”, „faszysta” bądź „antysemita” albo dostanie jeszcze inną łatkę mającą budzić nienawiść. Tymczasem liberałowie nie znają siebie, skoro sami są fanatycznymi wyznawcami przepisów „antydyskryminacyjnych”!

Wnioski Horvata są w pełni logiczne, a gdyby na poważnie je uwzględnić, mogłyby ocalić Amerykę przez ruiną: „Nade wszystko konserwatyści muszą zaufać Panu Bogu, by przybył im z pomocą. Za fasadą tysięcy potyczek ukryta jest otwarta wojna przeciwko Bogu i Jego porządkowi. Ci, którzy walczą dla Boga, mogą oczekiwać Bożej pomocy”. Arcybiskup Viganò zwraca uwagę dokładnie na to samo.

Matko Najświętsza, ilekroć odmawiam Twój Święty Rżaniec, pozwól mi rozumieć, że nie „tylko” się modlę, ale czynię to, co mogę czynić najlepszego, by asystować Ci w tej straszliwej walce o zbawienie ludzi i narodów przez Twojego Syna, Naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLVI (756)

8 stycznia 2022

PSYCHOLOGIA TŁUMU

Wszechmogący Bóg jest wielki!

Jeśli go się usuwa, to zostaje olbrzymia luka!

Zdecydowanie nie można liczyć na to, że “profesorowie” psychologii na współczesnych “uniwersytetach” będą o czymkolwiek mówić rozsądnie, jednak doktor Maciej Desmet, profesor psychologii klinicznej Uniwersytetu Gandawskiego, może być wyjątkiem potwierdzającym tę regułę. Nie odnosi się on do Pana Boga, jednak w internetowym wywiadzie (https://youtu.be/uLDpZ8daIVM) mówi on wiele ludzkich prawd na temat: „Dlaczego tak wiele osób wierzy ślepo w covidową narrację?” To nie jest problem prawdy. Jest to, jak wyjaśnia doktor Desmet, problem pustych i strwożonych ludzi czepiających się wypełniacza oferowanego im przez media. Poniżej przeczytacie (częściowo dostosowane) podsumowanie tego wywiadu.

Znaczna część światowej populacji znalazła się pod wpływem swego rodzaju zaklęcia „formacji masowej” czy zbiorowej hipnozy. Formacja masowa jest specjalnym rodzajem grupowego formowania, które może się pojawić w społeczeństwie, jeśli zaistnieją pewne warunki:

  1. Ludzie odczują brak więzi społecznych, brak więzi z innymi ludźmi.
  2. Większa część społeczeństwa przeżywać będzie poczucie bezsensu w świecie.
  3. W społeczeństwie istnieć będzie powszechnie poczucie lęku, przy czym będzie to niepokój bez konkretnego powodu. Na przykład w Belgii, w której żyje około 11 milionów osób, rocznie zużywanych jest około 300 milionów dawek antydepresantów.
  4. Wśród ludzi rodzi się frustracja i agresja, które jednak nie mają konkretnego celu ani przyczyny.

Gdy spełnione są te warunki, wówczas ludzie łączą swój nieokreślony lęk z konkretnym obiektem prezentowanym przez media, który ma podtrzymywać lęk. Media nie tyko skupiają nieokreślony lęk np. na covidzie, ale także przedstawiają strategię, jak sobie z nim poradzić (lockdown itd.). Ludzie zaczynają realizować wskazaną strategię, by poradzić sobie z lękiem. Pojawia się nowy sposób uczestniczenia w życiu społecznym. Na przykład w Anglii obserwować można było niedawno zwyczaj uderzania w garnki we wtorki o godzinie 20, by oddać cześć „bohaterom” służby zdrowia „walczącym” z rzekomym „przytłaczającym zagrożeniem” covidowym. Każdy człowiek mógł się poczuć dobrze na tych nowych społecznych spotkaniach, każdy mógł przeżyć przyjemne uczucie solidarności w wymownej akcji: „Zachowaj nasze NHS[system służby zdrowia w Wielkiej Brytanii].

Wszyscy ludzie w ramach formacji masowej (grupowej hipnozy) muszą uczestniczyć w lockdownach, noszeniu maseczek i akcji szczepień. Jeśli się wyłamujesz, wówczas nie okazujesz solidarności z nową grupą. Środki związane z covidem są przeznaczone tylko i wyłącznie do tego, by stwierdzić, kto jest uczestnikiem nowych grup mających swój pseudo-kult. Nie mają one żadnego oparcia w prawdziwej nauce ani nie są zdolne, by pokonać „pandemię”. Covid jest kryzysem psychologicznym, a nie biologicznym. Sztuczne koncentrowanie lęku prowadzi przy tym do tego, że bardzo zawęża się zakres uwagi ludzi. Skupiają oni całą uwagę na małym wycinku rzeczywistości, na który nakierowywani są przez medialną narrację. Wszelkie argumenty przeciwko covidowej narracji, które nie mieszczą się w zakresie, na którym skupiona jest uwaga ludzi, nie budzą w zasadzie żadnego zainteresowania, bo ludzie są w stanie patrzeć na „pandemię” jedynie przez małą soczewkę, jakby nic innego się nie liczyło. Sztuczna narracja ponownie umożliwia pozbawionym osobowości politykom kreowanie się na przywódców. Przed covidem tracili oni grunt pod nogami. Ale teraz mogą oni na nowo zaistnieć poprzez media, które umożliwiają im hipnotyzowanie całej masy populacji.

A co z prawdą? Zapomnijcie o niej! Ona zakłóca narrację. Taka sztuczna narracja potrzebuje jednak wroga. W przypadku covidu stają się nim osoby niezaszczepione, które będą obwiniane za wszystkie zakażenia i zgony. Muszą one być marginalizowane, odczłowieczane i wreszcie szczepione siłą, jeśli wszystko inne zawiedzie. Drodzy Czytelnicy, gdy wszystko się wali, odmawiajcie różaniec, a w ten sposób umożliwicie Matce Bożej zatrzymanie tych słych diabła! Ona może to uczynić.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLV (755)

1 stycznia 2022

RUCH OPORU W ROKU 2022

Rozumna wiara jest większa, niż ślepe posłuszeństwo.

Czas na posłuszeństwo wróci w przyszłości.

Rozumiejąc pod pojęciem „Ruchu Oporu” luźno powiązane grupki katolickich kapłanów i świeckich pragnących zachować i żyć zgodnie z wiarą oraz moralnością tradycyjnego katolicyzmu sprzed  czasu ich istotnej zmiany przez świat współczesny dokonanej poprzez Sobór Watykański II, zastanawiamy się nad perspektywami w nowym roku, który właśnie rozpoczynamy. Na pierwszy rzut oka przyszłość nie jawi się w jasnych barwach, ponieważ diabeł wykorzystując covidowy nonsens zdaje się wygrywać walkę o przejęcie kontroli nas światem. Jednak w rzeczywistości perspektywy są dobre, bo skoro Ruch Oporu przetrwał do dziś, to wynikać to może tylko z tego, że Pan Bóg udziela mu choćby tych minimalnych łask niezbędnych do trwania zgodnie z obietnicą, że nie opuści swojego Kościoła aż do końca świata, a której do obietnicy z pewnością dotrzyma (Mt 28, 20).

Jakie zasady uformowały i dalej formują ruch zwany „Ruchem Oporu”? Większość kapłanów, którzy uznają swoją przynależność do tego ruchu to byli członkowie Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, którzy nie zgodzili się z polityką jego władz, która została oficjalnie przyjęta po Kapitule Generalnej w 2012 roku. Jej charakterystycznym znamieniem jest życzliwość wobec rzymskich hierarchów i wobec Soboru Watykańskiego II, który tych hierarchów uformował, która to życzliwość nigdy była okazywana ani hierarchom, ani Soborowi przez założyciela Bractwa, Arcybiskupa Marcela Lefebvre.

Ale co złego jest w tym, że katolicy okazują życzliwość wobec kościelnych hierarchów?  Czy nie jest świętym obowiązkiem katolików podchodzenie do duchownych, a zwłaszcza do papieża, z respektem oraz podążanie za nimi? Zaiste, jest to zasada w normalnych okolicznościach, ale jest od niej jeden wyjątek, a mianowicie sytuacja, w której zagrożona jest katolicka Wiara. Niestety jest ona zagrożona przez sztandarowe dokumenty Soboru Watykańskiego II (1962-65), a więc między innymi Lumen Gentium, Unitatis Redintegratio, Gaudium et Spes oraz Dignitatis Humanae. A jak pod koniec swojego życia mawiał Arcybiskup Lefebvre jeszcze gorszy od poważnych błędów w poszczególnych soborowych dokumentach jest przenikający je wszystkie subiektywizm, który prowadzi do zmiażdżenia rozumu poprzez przedkładanie subiektywnych uczuć nad obiektywną prawdę. Bo skoro nie ma obiektywnej prawdy, to jak miałby istnieć jeden prawdziwy Bóg? To Sobór Watykański II już w XX wieku otworzył szeroko drzwi dla Pachamamy.

Jednak czy nie jest tak, że  papież (albo przynajmniej pozorny papież) Bergoglio okazuje szczególną życzliwość wobec Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X? Jak mówi Arcybiskup Viganò (niegdyś numer 11 w strukturach watykańskich) jest tylko sprytna gra, którą prowadzi, by zwabić Bractwo do porzucenia jurydycznego statusu niezależności od oficjalnej hierarchii, który to stan Arcybiskup Lefebvre zapewnił Bractwu. Jego obecni przełożeni cały czas chcieliby zamienić ten status na pełne uznanie ze strony pozornej kościelnej władzy. W tym momencie muszą jednak oni przyznać, że wyłącznie brak oficjalnego statusu kanonicznego chroni Bractwo przed młotem Traditionis Custodes, który miażdży teraz wszystkie tradycjonalistyczne wspólnoty, które chciałyby zachować prawdziwą Mszę Świętą, ale jednocześnie chcą pozostać podporządkowane rzymskiej władzy, która oderwana jest od prawdy.

Ochrona Prawdy, którą jest katolicka Wiara, bez której nikt nie może zostać zbawiony (Hbr 11,6), była misją, źródłem siły i chwały Arcybiskupa Lefebvre oraz założonego przez niego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Jednak w ciągu ostatnich 10 lat – poprzez rzucenie choćby cienia kompromisu z niewiernymi duchownymi – siły zostały podkopane, a chwała przygasła, ale przecież misja pozostała i powinna być wypełniana także przez cały nowy rok i tak długo, aż Pan Bóg postawi papieża na swoim miejscu. W tym czasie tzw. Ruch Oporu, podobnie jak każda grupa zachowująca wierność w czasie kryzysów na przestrzeni wieków, nie wymaga ani wielkich liczb, ani prestiżu, ani oficjalnego uznania, ale – by nie musiały wołać kamienie (Łk 19, 40) – potrzebuje od swoich zwolenników wierności wobec prawdziwej Wiary, a na pewnym etapie pewnie także i męczenników.

Jeśli tylko katolicy wpatrywać się będą w niebo i będą się na poważnie, w ciszy, nieustannie modlić – jeśli to tylko możliwe rozważać każdego dnia 15 tajemnic Różańca Świętego – to dobrze wykorzystają czas dany im w Roku Pańskim 2022. Błogosławionego Nowego Roku!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLIV (754)

25 grudnia 2021

ROZWIĄZANIE HIOBA

Miliony muszą zginąć, by uratować dusze,

Tak zdeprawowana jest covidowa ludzkość.

Po trzech pierwszych rozdziałach Księgi Hioba przedstawiających problem cierpienia niewinnego człowieka, w kolejnych trzydziestu czterech rozdziałach wyłaniają się z dyskusji prowadzonych między Hiobem a jego czterema przyjaciółmi trzy rozwiązania: Elifaz, Bildad i Sofar twierdzą, że cierpienie jest zawsze karą, Elihu wskazuje, że może być ono także ostrzeżeniem, a sam Hiob mówi, że jest ono niedostępną tajemnicą. Jednak w trakcie dyskusji Hiob nie jeden raz stawia pod znakiem zapytania sprawiedliwość Stwórcy, który, na co wskazuje mu wiara, dopuścił spadające na niego cierpienia. Z jednej strony cierpliwość Hioba jest godna podziwu – Pan dał, Pan zabrał: jako się Panu podobało, tak się stało: niech będzie imię Pańskie błogosławione (H 1, 21) – z drugiej zaś strony, nie była doskonała. Hiob zadaje Wszechmogącemu Bogu pytania.

Oto one: dlaczego Pan Bóg daje życie duszom gorzko tęskniącym za śmiercią (Hi 3, 20-21)? Dlaczego wybrał on Hioba, by tak bardzo go doświadczyć cierpieniem (Hi 10, 2-3)? Czemu Boży przyjaciele nie znają jego planów (Hi 24, 1-2)? I wreszcie: kto zechce mnie wysłuchać? Oto podpis: „Wszechmocny odpowie” (Hi 31, 35). Hiob jest człowiekiem nienagannym i uczciwym (Hi 1, 1), ale w swych straszliwych cierpieniach nie potrafi powstrzymać się od żądania wyjaśnień od Wszechmogącego. Hiob z pewnością nie jest gipsowym świętym, ale człowiekiem z krwi i kości, który ma ludzkie reakcje.

Jednak Wszechmogący Bóg dobrze zna cnoty Hioba i to właśnie jego cnotliwość sprawiła, że został poddany próbom przez szatana. I choć Bóg nie musi odpowiadać na ludzkie żądania, zatem nie musi udzielać odpowiedzi na pytania Hioba, jednak czyni to (rozdziały 38-41) tuż po tym, gdy tylko Hiob i jego czterej przyjaciele wypowiedzieli wszystko, co mieli do powiedzenia. Jest to odpowiedź, której ani Hiob, ani my sami się nie spodziewamy, bo oto Pan Bóg nie odnosi się bezpośrednio do żadnego z pytań Hioba. Zamiast tego Bóg odwołuje się do swego niezmierzonego majestatu – który jest nieskończenie powyżej wszelkich czysto ludzkich kalkulacji – i to w najwznioślejszy sposób w całym Piśmie Świętym, a który to majestat powinniśmy mieć nieustannie w pamięci, aż Boże Oczyszczenie zakończy covidowy nonsens oraz ogrom cierpienia, który z niego wynika.

Dobrze, Hiobie, skoro chciałeś mnie odpytywać, to teraz ja zadam kilka pytań (Hi 38, 2)! Gdzieś był, gdym zakładał fundamenty ziemi? Czyś w życiu rozkazał rankowi, wyznaczył miejsce jutrzence,? Czy będziesz mógł złączyć jasne gwiazdy albo okrąg Oriona będziesz mógł rozerwać? Czy znane ci prawa niebios? Czy dałeś koniowi siłę? Czy na twój rozkaz orzeł się wzbije? Czy ramię masz mocne jak Bóg? Czy głos twój rozbrzmiewa jak Jego? Jeśli nikt nie waży się prowokować krokodyla, to któż odważyłby się czynić do wobec Boga?

Pod gradem takich i wielu podobnych pytań Hiob musi pójść za mądrością (Hi 40, 4-5). Jestem nikim, cóż mogę powiedzieć? Nie mam już nic do powiedzenia. Ale przecież Hiob dostał odpowiedź – Pan Bóg jest nieskończenie ponad wszelkimi czysto ludzkimi myślami – bo myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami (Iz 55, 8-9). Hiob nie otrzymał bezpośrednich odpowiedzi na swoje pytania, ale pragnienie Hioba, by je otrzymać, stopiło się w obliczu nieprzeniknionego majestatu Bożego. Pan Bóg przechodzi zatem do ostrzeżenia Hioba przed pychą, którą obrazują dwa najwynioślejsze stworzenia spośród zwierząt: hipopotam, Behemot (Hi 40, 15-24) oraz krokodyl, Lewiatan (Hi 41). Hiob pokornieje i przyznaje, że jego pytania były nie na miejscu. O rzeczach wzniosłych mówiłem. To zbyt cudowne. Ja nie rozumiem… stąd odwołuję, co powiedziałem kajam się w prochu i w popiele (Hi 42, 2-5).

Na zakończenie historii cierpień Hioba Pan Bóg zapłonął gniewem wobec czterech jego przyjaciół ze względu na ich ignorancję i szorstkość wobec Hioba. Hiobowi zaś przywrócił rodzinę oraz bogactwo i to jeszcze większe, niż dotychczas (Hi 42, 7-17). Błogosławione dusze, które nigdy nie zakwestionują Bożych planów poprzez cały chaos i cierpienie wynikające w najbliższych latach z covidowego nonsensu. My możemy nie rozumieć, co robimy, ale Pan Bóg wie od wieczności, co chce osiągnąć – zaprowadzić nas do nieba!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLIII (753)

18 grudnia 2021

ELMER GANTRY

Płaczcie narody zjednoczone w bólu,

Komentarz po raz kolejny ukaże wasze winy!

Elmer Gantry to klasyczny amerykański film z lat sześćdziesiątych XX wieku ukazujący historię oszusta podążającego za atrakcyjną głosicielką odnowy religijnej siostrą Sharon Falconer. Napotyka on byłą ofiarę swojego uroku osobistego, która nadal go kocha, ale jest oburzona tym, że ugania się on teraz za inną kobietą, dlatego mówi mu: „Powiedz mi jakieś mocne kłamstwo, w które będę mogła uwierzyć, ale obejmij mnie mocno”. Ten cytat jest tak życiowy, że został zamieszczony na łamach Komentarzy niemal dziesięć lat temu, 13 października 2012 roku w wydaniu numer 274, skąd jedna z Czytelniczek go zapamiętała i odniosła teraz do covidowego świata.

To co uderzyło ją w 2021 roku to fakt, iż kiedy znane osoby zostają pokrzywdzone przez covidowe ukłucie i zaczynają o tym głośno mówić, wówczas ich dotychczasowi fani po prostu się od nich odwracają! Przykładem jest choćby piosenkarz Eric Clapton. Ostatnio poważnych konsekwencji zdrowotnych po ukłuciu doświadczył Kyle Werner, znany kolaż z Idaho w USA, który – jak wskazywały na to jego nagrania wideo – zdawał się radzić sobie dobrze ze swoim nieszczęściem. Jednak ma ostatnich nagraniach można zobaczyć, jak wybucha płaczem. Nie tyle z powodu poszczepiennych obrażeń, co raczej fali nienawiści wylewającej się na niego z każdej strony z powodu tego, że opowiada o swojej historii, a tym samym pokazuje szczepionki w złym świetle. Co tu się wyprawia? Czytelniczka obserwując te wydarzenia przypomniała sobie o Elmerze Gantry, wyobraziła sobie ludzi wołających do władców marionetek w postaci polityków, lekarzy i mediów, którzy wszyscy odpowiadają za covidowe oszustwo: „Prosimy, zwódźcie nas dalej! Uwielbiamy zepsuty styl życia, który nam dajecie! Stwarzajcie dalej pozory, a my też będziemy dalej je stwarzać!”.

Właśnie na to stale zwraca się uwagę na łamach niniejszych Komentarzy. Od czasów, w których Luter stwarzał pozory, iż reformuje, a nie niszczy Kościół katolicki, znamieniem niekatolickiej „cywilizacji zachodniej” stała się hipokryzja. Ponieważ protestanci stwarzali pozory, iż chcą czynić to, czego pragnie Pan Bóg, ale w rzeczywistości zarówno oni, jak i ich latorośle, jak purytanie, liberałowie, socjaliści, komuniści itd. pragnęli realizować swoje plany. Cały czas za zasłoną pozorów cnoty kryła się ta sama rzeczywistość, tj. postępujące gnicie, które nie mogło już zostać powstrzymane przez jeden prawdziwy Kościół. W końcu ta zgnilizna wsiąknęła nawet do wnętrza Kościoła, a jej owocem był Sobór Watykański II. W rzeczywistości największymi hipokrytami są modernistyczni biskupi.

Jednak nie możemy pozwolić na to, by w imię demokracji ludzie twierdzili teraz, że są niewinni, czy też, że zepsucie, czy przeszłe czy obecne, jest winą ich przywódców, bądź to polityków, bądź lekarzy, bądź mediów. To ludzie chcieli od swoich polityków obiadu za darmo, antykoncepcji i aborcji od swoich lekarzy oraz całego scenariusza kłamstw od swoich mediów. Z tego właśnie wzięło się covidowe zepsucie, któremu nikt nie stawia oporu, ale które jest promowane przez masę marionetkowych polityków, zbrodniczych lekarzy i podłe media, którzy kłamią na każdym kroku. Dlatego jest to wina ludzi, że ich świat został wywrócony do góry nogami, kiedy z doktora Fauci robi się bohatera, a Kyle Warnera łotra. Oto zakończenie Komentarze Eleison sprzed dekady:

„Powiedz mi jakieś mocne kłamstwo, w które będę mogła uwierzyć, ale obejmij mnie mocnopowiedziała kochanka, którą opuścił Elmer Gantry. Kochała go cały czas i jedyne, czego pragnęła to to, by znowu ją zwiódł. Taki jest świat wokół nas. Pragnie on jedynie tego, by zostać zwiedzionym. Dlatego właśnie żyjemy w świecie szatańskich kłamstw. Nie chcemy Boga. Ale przecież bez Niego nie można żyć spójrzcie do psalmu 126 i na świat wokół nas. Pomimo tego desperacko pragniemy wierzyć, że żyłoby nam się najlepiej bez Niego. W rezultacie mówimy do naszych przywódców: „Wybraliśmy was, abyście mówili nam dobre, mocne kłamstwa i trzymali nas mocno w naszej bezbożności. Prosimy róbcie 11 września, 7 lipca (brytyjski 11 września) czy cokolwiek jeszcze chcecie, abyśmy tylko mogli wierzyć w was jako substytut Boga, który się nami zajmuje. Im większe kłamstwo, tym mocniej będziemy w nie wierzyć, ale musicie objąć nas mocno. Dokręcajcie nam jak tylko chcecie śrubę policyjnego państwa, ale musicie trzymać z dala od nas Boga.

Czy można się zatem dziwić, że mamy satanistyczny świat?

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLII (752)

11 grudnia 2021

CIERPLIWOŚĆ HIOBA

Cierpienie, które czeka na niedługo, może przerażać,

Ale pamiętajmy, że ponad wszystkim jest Bóg!

Jeśli określilibyśmy drugą i najdłuższą cześć Księgi Hioba słowem “cierpliwość”, ze względu na którą jest ona znana, to właśnie dlatego, że rozdziały od 4 do 37 zawierają dialog między Hiobem a jego czterema przyjaciółmi, którzy chcieliby go pocieszyć, ale w efekcie posypują jego rany solą. Jak mówi Hiob: Zlitujcie się, przyjaciele, zlitujcie!

W trzeciej części, tj w rozdziałach od 38 do 42, sam Pan Bóg zainterweniuje, aby wskazać prawdziwe rozwiązanie, które może pochodzić tylko od Niego. Takiego rozwiązania z pewnością potrzebujemy także i my, by naszym umysłem ogarnąć covidowy nonsens, zbliżające się coraz bardziej oczyszczenie, a także koniec świata.

Hiob jest cierpliwy wobec swoich przyjaciół, z których trzech upiera się, że musiał zgrzeszyć, skoro zasłużył sobie na tak zatrważające cierpienie wynikające z utraty wszystkiego, co posiadał, a także zdrowia. Jedynie czwarty spośród przyjaciół jest bliższy prawdziwemu wytłumaczeniu. Niemniej jednak trzej starsi przyjaciele Hioba, a mianowicie Elifaz, Bildad i Sofar, dążąc do wyjaśnienia przyczyn cierpienia Hioba, formułują wiele wartościowych prawd dotyczących związku między grzechem a cierpieniem. Jednak niewłaściwie stosują oni prawidłowe zasady do konkretnego przypadku Hioba, co on rozumie i o czym im mówi.

Bóg jeden wie, jak bardzo grzech współczesnej powszechnej apostazji woła o ukaranie światowego komunizmu budowanego przez covidowych kryminalistów takich jak Schwab, Gates, Fauci i ich ukrytych treserów, ale przecież kara oznacza także niewinne cierpienie.

Zazwyczaj cierpienie jest blisko związane z grzechem, ponieważ cierpienie pojawiło się na świecie na skutek grzechu. Adam i Ewa przed upadkiem nie cierpieli, bowiem byli chronieni przed cierpieniem jakiegokolwiek rodzaju poprzez nadnaturalny stan pierwotnej sprawiedliwości. Kiedy jednak popełnili grzech pierworodny, ich natura utraciła swoją doskonałą równowagę i od tego czasu jest zraniona. Stąd też ludzka natura, choć poważnie zraniona, nadal pochodzi od Boga i jest dobra, a zranienie jest skutkiem grzechu Adama i Ewy. Stan ten jest tak poważny, że może zostać naprawiony jedynie przez łaskę Naszego Pana Jezusa Chrystusa. Jednak nawet wtedy Bóg pozostawia naszą naturę z konsekwencjami grzechu pierworodnego, abyśmy walczyli aż do śmierci ze zranioną naturą i zasłużyli sobie w ten sposób na Niebo. Jeśli zatem covidowa zbrodnia w najbliższych latach wywoła tak olbrzymie cierpienie, jak to zostało zaplanowane, nigdy nie obwiniajmy za to Boga, ale raczej Jego ludzkich nieprzyjaciół, którzy prowadzą wojnę przeciwko Niemu i chcieliby Go usunąć ze stworzenia.

Zatem w rozdziałach od 4 do 31 obserwujemy, jak trzech przyjaciół Hioba próbuję na zmianę przekonać go, że zgrzeszył – poprzez niecierpliwość, zarozumiałość, rozpacz, zaprzeczanie Bożej sprawiedliwości, odmowę skruchy, próżność, arogancję itd. Jednak Hiob cierpliwie odrzuca po kolei ich argumenty ponieważ jest człowiekiem nienagannym i uczciwym, który wie, że nie jest bezgrzeszny, ale nie jest winien tego, o co jest oskarżany. Odpowiadając Bildadowi w rozdziale 19 Hiob składa słynną deklarację wiary w Odkupienie i zmartwychwstanie, co jest tym bardziej godne uwagi, że będąc poganinem nie ma dostępu do tego, co my wiemy z Objawienia zawartego w Starym Testamencie: “Lecz ja wiem, wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje, i ciałem swym Boga zobaczę”. Nie dziwi zatem, że skoro ma on tak wielką wiarę w umyśle i sercu, to odrzuca oskarżenia swoich “pocieszycieli”.

Taka wiara nie jest ani bajką ani oszukiwaniem samego siebie, ale czystą prawdą. Ta katolicką prawdą w naszych umysłach i sercach może i przeprowadzi nas pogodnie przez całą masę prób i cierpień w najbliższym czasie. Panie, wierzę, zaradź niedowiarstwu memu! (Mk 9, 24). Panie, pozwól nam katolickim ofiarom współczesnej narastającej apostazji tak korzystać teraz ze względnego spokoju, by nasza siła była wystarczająco silna, by przeprowadziła nas przez każdy stopień oczyszczających turbulencji, które dopuścisz na naszej drodze ku niebu.

Elihu, przedstawiony w rozdziałach od 32 do 37, to czwarty przyjaciel Hioba. Młodszy od poprzednich trzech i oburzony, że nie są oni w stanie przekonać Hioba. Mówi on słuszne rzeczy o Bożej sprawiedliwości, którą Hiob błędnie kwestionuje, wskazuje także, że Bóg posługuje się cierpieniem, by zachować dusze od piekła, ale nie ma on bezpośredniej odpowiedzi na problem niewinnego cierpienia. Taka odpowiedz musi przyjść od samego Boga (rozdziały od 38 do 42).

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCLI (751)

4 grudnia 2021

ŚWIĘTOKRADCZY POLITYCY

To, co potępia Bóg, popierają politycy,

Ale nie mogą oni zmienić prawa naturalnego.

Na jesiennym zgromadzeniu plenarnym Konferencji Episkopatu USA, które miało miejsce w dniach 15-18 listopada 2021 roku w Baltimore, rozważano, jak należy stosować kanon 915 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 toku, który stanowi, iż: Do Komunii świętej nie należy dopuszczać ekskomunikowanych lub podlegających interdyktowi, po wymierzeniu lub deklaracji kary, jak również innych osób trwających z uporem w jawnym grzechu ciężkim. Przed tym zgromadzeniem amerykański kardynał Raymond Burke ogłosił deklarację, której najważniejsze punkty zostały streszczone poniżej:

Biskupi zajmą się w szczególności długotrwałą i niezwykle gorszącą postawa katolickich polityków, którzy uporczywie popierają i promują m. in. aborcję, która stanowi poważne pogwałcenie najbardziej podstawowych nakazów prawa moralnego, a jednocześnie podają się za pobożnych katolików, wyrażając to zwłaszcza poprzez przystępowanie do Komunii Świętej. Jest to sprawa najwyższej wagi, dotyczy bowiem życia i śmierci nienarodzonych dzieci oraz wiecznego zbawienia katolickich polityków, którzy tą kwestią się zajmują.

Powtarza się jak refren, że potrzeba więcej „dialogu” z katolickimi politykami i ustawodawcami. Jednak nauczanie prawa naturalnego, które z natury rzeczy jest również nauczaniem Kościoła, nie podlega żadnej dyskusji. Aborcja jest najpoważniejszym pogwałceniem pierwszego przykazania prawa naturalnego, które chroni nienaruszalność niewinnego i bezbronnego życia ludzkiego. Nie ma tu niczego. o czym można by dyskutować. Przedmiotem dialogu musi być to, jak najlepiej zapobiegać takiemu złu w społeczeństwie. Owo zapobieganie nigdy nie może polegać na faktycznym promowaniu zła.

Działania pasterskie podjęte przeciwko politykom nie mają nic wspólnego z mieszaniem się do polityki. Mają ona na celu ochronę czci Najświętszego Sakramentu, zbawienie dusz polityków katolickich oraz zapobieżenie poważnemu, wywoływanemu przez nich zgorszeniu. Nie tylko grzeszą oni ciężko przeciwko piątemu przykazaniu, ale także dopuszczają się świętokradztw, przyjmując niegodnie Komunię Świętą

Straszliwe zgorszenie wywoływane przez takich polityków przyczyniło się w znaczący sposób do utrwalenia w Stanach Zjednoczonych kultury śmierci, w której aborcja dokonywana na życzenie jest po prostu codziennością. Świadectwo Kościoła katolickiego o pięknie i dobru ludzkiego życia, od pierwszej chwili jego istnienia, oraz prawda o jego nienaruszalności zostały skompromitowane. Amerykańscy biskupi zajmowali się tą kwestią już w czerwcu 2004 roku. Niektórzy spośród najbardziej wpływowych biskupów naciskali na to, by uniknąć jakiejkolwiek interwencji w sprawie polityków, którzy zgodnie z kanonem 915 nie powinni być dopuszczani do przyjmowana Komunii Świętej. Sprawę przekazano grupie ds. katolickich biskupów i polityków, ma czele której stał ówczesny kardynał Teodor McCarrick. Z czasem zapomniano o tej grupie, a konferencja episkopatu nie zajęła się tą bardzo istotną kwestią.

Podczas gdy prawdziwy Kościół Chrystusowy jest całkowicie przeciwny atakowi na niewinne i bezbronne życie ludzkie, Kościół w Stanach Zjednoczonych zdaje się akceptować tę odrażającą praktykę, wpisując się w całkowicie zsekularyzowany pogląd na życie ludzkie i płciowość. Módlmy się za Kościół w Stanach Zjednoczonych Ameryki i w każdym kraju, aby bezkompromisowo stosował kanon 915 i w ten sposób bronił czci Najświętszego Sakramentu, chronił dusze katolickich polityków, którzy popierają aborcję oraz przystępują do Komunii Świętej i tym samym dopuszczają się świętokradztwa i wywołują zgorszenie.

Kyrie eleison


Komentarz Eleison nr DCCL (750)

27 listopada 2021

PROBLEM HIOBA

Pan Bóg istnieje i pragnie naszego szczęścia,

Jednak nasze występki zasłużyły sobie na Jego gniew.

Stary Testament to prawdziwy skabiec, wszak każda z jego 46 ksiąg, zgodnie z nauczaniem Soboru Trydenckiego, stanowi Słowo Boże. Próbując określić związek między Starym a Nowym Testamentem można by powiedzieć, że Nowy jest ukryty w Starym, zaś Stary staje się zrozumiały poprzez Nowy. Nie ma żadnej sprzeczności między dwoma Testamentami, ani między Bogiem Starego Testamententu a Bogiem Nowego Testamentu (jak niektórzy ludzie mają skłonność myśleć), ani między doktryną Starego i Nowego Testamentu, poprostu Stary wypełnił się w Nowym.

Dlatego też Stary Testament może dać nam wiele w czasie kryzysu Kościoła Nowego Testamentu, który zbliża się do końca wraz z nadchodzącym końcem świata. Zaiste jednak temu końcowi towarzyszyć będzie wiele cierpienia niewinnych ludzi, co z kolei stawia przed oczyma problem cierpienia w jego najdramatyczniejszym wymiarze, a który z kolei stanowi główny temat 20 księgi Starego Testamentu, tj. Księgi Hioba. Na łamach niniejszych Komentarzy przedstawione zostaną w trzech osobnych częściach: problem Hioba, cierpliwość Hioba i rozwiązanie. Zacznijmy zatem od problemu.

Problemem jest to, że Hiob jest całkowicie nienagannym i uczciwym człowiekiem, zdolnym właścicielem ziemskim posiadającym dużą rodzinę z dziesięciorgiem dzieci i znaczny majątkiem z tysiącami zwierząt gospodarskich. Co więcej, cechuje go wielka pobożność i oddanie Panu Bogu. Oto zaś ma on bardzo cierpieć i to nie wiedząc czemu. Pierwsze ataki na jego majątek i dzieci prowadzą do tego, że traci jedno I drugie. Ale jego jedyną reakcją jest, by błogosławić Boga. Wypowiada wzniosłe słowa: “Nagom wyszedł z żywota matki mojej i nago się tam wrócę: Pan dał, Pan zabrał: jako się Panu podobało, tak się stało: niech będzie imię Pańskie błogosławione.” Ale potem, jakby nie nacierpiał się już wystarczająco, zostaje zaatakowany osobiście, a mianowicie odrażające wrzody pokrywają jego ciało od stóp po głowę, tak iż mógł on jedynie drapać się kawałkiem skorupy. Jego własna żona kusi go, by szukał ulgi w przeklinaniu Boga, ale ponownie reaguje on z wyjątkową bogobojnością: “Jako jedna z niewiast szalonych rzekłaś. Jeźliśmy przyjęli dobra z ręki Bożéj, złego czemubyśmy przyjmować nie mieli?”. Przypomnijmy sobie godny podziwu przykład Hioba i jego szlachetne słowa, kiedy w ciągu najbliższych kilku lat świat wokół nas legnie całkowicie w gruzach.

To, czego nie wiedział Hiob, a o czym mówi nam narrator jego historii w dwóch pierwszych rozdziałach Księgi Hioba, to że jego zatrważające cierpienie, najwyraźniej niezasłużone, pochodziło od samego Boga, zwiążane było ze starciem między Bogiem a szatanem. Zdarzyło się pewnego dnia, gdy aniołowie udawali się, by stanąć przed Panem, że i szatan też poszedł z nimi. Bóg zapytał go, czy widział kiedykolwiek taką bogobojność, jak u Bożego sługi Hioba. Diabeł odpowiedział, że wynika ona z tego, że Pan Bóg w szczególny sposób chroni Hioba, a jeśli tylko przestałby go ochraniać, w cierpieniu Hiob przeklinałby Boga jak każdy inny. Bóg dopuścił wówczas, by zły duch wyrządził szkodę wszystkiemu, co należało do Hioba, ale nie atakował go samego. Wówczas Hiob stracił swoją rodzinę i cały majątek, ale nie wypowiedział żadnego słowa przeciwko Bogu. Widzisz?  zapytał Bóg, kiedy ponownie stawił się szatan. Ah  odpowiedział zły duch  dozwól tylko, by dotknęło go osobiście cierpienie a wówczas zobaczysz, że będzie przeklinał. Bóg dopuścił, aby diabeł zaatakował Hioba w najgorszy sposób, ale nie tak, by pozbawił go życia. Wówczas Hiob został rażony nieznośnymi wrzodami od stop aż po głowę i stał się wrakiem człowieka siedzącym na kupie popiołu i rozpamiętującym, cóż takiego mógł uczynić, że zasłużył sobie na taką nędzę. Historia znajdzie ciąg dalszy w części poświęconej cierpliwości Hioba.

Tymczasem w naszej covidowej nędzy wielką mądrością jest, by pamiętać o tym, że nasze życia są zawieszone między dwiema niewidzialnymi mocami w ich walce o niewidzialne dusze, tj. między szatanem, który ze wszystkich sił stara się, by ściągnąć nas do piekła, a Bogiem, który czyni co tylko może, z wyjątkiem pozbawiania nas wolnej woli, by przyprowadzić nas do siebie, byśmy mogli na zawsze radować się wizją uszczęśliwiającą w niebie. Wszechmogący Bóg mógłby bez trudu udaremnić wszystkie wysiłki szatana, ale wówczas niebo wypełnione zostałoby robotami, a przecież nie w tym celu dokonał dzieła stworzenia. Zatem nauczmy się czytać między liniami covidowego nonsensu i ujrzyjmy sprawiedliwego i kochającego Boga, który pracuje and tym, by zaprowadzić nas do nieba. W przeciwieństwie do Hioba, poprzez naszą ogólnoświatową pogardę dla Jego istnienia, w pełni zasłużyliśmy sobie na nasz ogólnoświatowy nonsens.

Kyrie eleison


Komentarz Eleison nr DCCIV (749)

20 listopada 2021

NASI WŁADCY

Katolicy, pobudka! Jesteśmy na krawędzi,

Kto wie, może zakażą nam jeść i pić.

Włoski arcybiskup Karol Maria Viganò, który żyje w ukryciu, gdyż zagraża mu śmiertelne niebezpieczeństwo, po raz kolejny opublikował godne podziwu słowa, które powinien mówić każdy hierarcha, bronić i chronić owce Naszego Pana przez gangiem morderców, rozkoszujących się teraz skutecznym paraliżem tych, którzy powinni być pasterzami. A jeśli ci “pasterze” faktycznie wierzą i gloszą w pełnej zgodzie z wilkami, to czy naprawdę nie mogą zobaczyć dyktatorskiego uścisku tych wilków? Co za zaślepienie! Zaiste: “Tylko ja mogę wam teraz pomóc!” – powiedziała Matka Boża w 1973 roku. Poniżej jak zwykle streszczenie jasnych i prawdziwych słów Arcybiskupa, które przekazał za pomocą Internetu, do uczestników protestu, który miał miejsce w Turynie w dniu 18 października, przeciwko narzuceniu Włochom tzw. paszportu covidowego.

Globalistyczne elity zadeklarowały bez ogródek, jakie chcą stworzyć społeczeństwo. W dokumenach Światowego Forum Ekonomicznego poświęconych Agendzie 2030 czytamy: „Nie mam nic, nie mam prywatności, a życie nigdy nie było lepsze”. Własność prywatna zgodnie z planem globalistów musi zostać zniesiona i zastępiona przez dochód podstawowy, który pozwoli ludziom tylko to, co elity będą chciały im sprzedać. Agenda 2030 obejmuje oczywiście także pieniądz elektroniczny, z obowiązkiem kupowania i sprzedawania za pomocą karty powiązanej z paszportem covidowym i tzw. systemem zaufania społecznego.

Dyktatura sanitarna i nadciągająca dyktatura ekologiczna skutecznie legitymizują tworzenie systemu, który ma oceniać nasze postępowanie, a który już działa w Chinach i Australii. Każdej osobie zostanie przyznana ustalona liczba punktów, a gdy ktoś się nie zaszczepi albo będzie jadł za dużo mięsa, to będzie tracił punkty, a w konsekwencji straci dostęp do określonych towarów i usług. Ci tyrani chcą pozbawić nas własnych środków do życia, zmuszając nas do bycia tym, kim nie chcemy być, do życia tak, jak nie chcemy żyć, do wiary w rzeczy, które uważamy za bluźnierczą herezję.

“Nie możesz wykluczać innych” mówią nam, a jednocześnie pomiatają nami, dyskryminują nas, ponieważ chcemy zachować zdrowy rozsądek, ponieważ uważamy, że normą jest rodzina składająca się z mężczyny i kobiety, ponieważ chcemy chronic niewinność naszych dzieci, ponieważ nie chcemy zabijać dzieci w łonach matek, a ludzi starych w szpitalnych łóżkach. Twierdzą: „Szanujemy wszystkie kultury i tradycje religijne. Zaiste jest prawdą, że wszystkie bożki i przesądy znajdują swoje miejsce w ekumenicznym panteonie nowej powszechnej religii, której pragnie masoneria i bergoglianie. Ale jest jedna zakazana religia: prawdziwa Religia, której Pan Jezus nauczał Apostołów, a którą podaje do wierzenia Kościół katolicki. Kłamstwo króluje i nie ma miejsca dla prawdy.

Podkreslić trzeba, że nasz protest przeciwko paszportom covidowym nie może się ograniczać do rozważania jedynie tego jednego zagadnienia, jakkolwiek byłoby ono bezprawne i dyskryminujące, ale musi objąć całość sytuacji. Musimy wiedzieć, w jaki sposób rozpoznawać cele ideologii globalistycznej i tych, którzy są odpowiedzialni za tę zbrodnię przeciwko ludzkości i Panu Bogu. Jeśli nie zrozumiemy grożącego nam wszystkim zagrożenia, ograniczając się do zaprotestowania tylko do jednego, choć widocznego, szczegółu całego projektu, nie będziemy w stanie stawić silnego i odważnego oporu.

Jednakże mamy coś, czego globaliści nie mają. Mamy Wiarę, pewność, iż prawdziwa jest obietnica naszego Pana: „ Bramy piekielne nigdy go nie przemogą”. Wzywamy pomocy Najświętszej Maryi Panny, Janua Coeli, Bramy Niebios. Niech ta, która w Apokalipsie miażdży głowę starożytnego Węża, będzie naszą Królową i naszym Wodzem w bitwie, którą toczymy ufając w triumf Jej Niepokalanego Serca.

Kyrie eleison


Komentarz Eleison nr DCCXLVIII (748)

13 listopada 2021

NASI WŁADCY

Znakomity inwestor wie, jak działa prawdziwy świat,

Powie nam, co czai się na nas w przyszłości.

Doug Casey o kolejnym „kryzysie” zaplanowanym przez globalne elity (internationalman.com):

Każdego roku najbardziej wpływowi światowi przywódcy spotykają się w Davos w Szwajcarii, gdzie reprezentują najbardziej widoczny element międzynarodowej kasty rządzącej. Osoby te należą jednocześnie także do wielu innych grup forsujących ten sam program, takich jak Grupa Bilderberg, Council of Foreign Relation czy też Bohemian Grove. Ci wszyscy ludzie są częścią tego, co moglibyśmy nazwać „światowym głębokim państwem”. Wszyscy się znają. Biorą udział w tych samych konferencjach i mają ten sam światopogląd. Żyją oni w swoim własnym świecie, w którym pozostałe 7,9 miliarda ludzi to obcy.

W 2019 roku, długo przed zgłoszeniem pierwszego przypadku COVID, Światowe Forum Ekonomiczne, które jest gospodarzem corocznych konferencji w Davos, zorganizowało warsztaty poświęcone możliwości wybuchu światowej pandemii – Event 201. Przeprowadzono wówczas symulację tego, w jaki sposób rozwija się pandemia oraz jak rządy, wielkie korporacje i media powinny w związku z nią postępować. To właśnie ta elita od lat planowała wirusa i jest zdolna, by zrobić z nim różne rzeczy. Przedstawiając się za przyjaciół ludzkości, usprawiedliwiają swój plan oczyszczenia puli genowej poprzez zredukowanie światowej populacji o 80 czy 90 %. Być może szczepionka zostanie wykorzystana, by doprowadzić po pewnym czasie do śmierci wielu ludzi i do pozbawienia płodności pozostałych. Być może zostanie ona wykorzystana jako środek dla wyszczepionego motłochu, posłusznych 80 %, by umieścić niezależne 20 % w obozach internowania dla niezaszczepionych. A być może aktualny wirus jest jedynie pierwszym ruchem szachowym, tj. po Delcie i Mu zaatakuje szalenie niebezpieczny „wariant” Zeta.

Jedno jest pewne, kontrolę nad całym aparatem państwowym sprawują dziś prawdziwie szaleni ludzie. Mają oni dokładnie taki sam profil psychologiczny jak rewolucjoniści francuscy (1789) czy komunistyczni (1917). Oni nie oddadzą władzy dobrowolnie. Przekształcają teraz kraj za krajem w państwa policyjne. To dzieje się dokładnie na naszych oczach w Australii – cały kraj jest odizolowany i zamknięty. Nakaz zamaskowania obowiązuje cały czas, ludzie nie mogą oddalić się od swojego domu dalej niż na klika mil, a w przeciwnym razie narażeni są na drakońskie kary. Nikt nie może wjechać do Australii, ani stamtąd wjechać!

Tutaj w USA paszporty covidowe są już w drodze. W jednym z ostatnich przemówień Biden wskazał na osoby niezaszczepione jako potencjalnego wroga – zagrożenie wewnętrzne. Za pomocą covidowego nonsensu elity grają kartą zdrowia. Grają one także kartą rasową i kartą wewnętrznego terroru. Z powodzeniem deprecjonują amerykańskie wartości i historię, jak również męskość jako taką, a w szczególności wśród białych. Za chwilę ponownie wrócą do oszustwa globalnego ocieplenia. „Plebs” nie będzie mógł nic zrobić, a zresztą większość popłynie z prądem, ponieważ od kilku pokoleń była indoktrynowana. Elity robią wszystko, co tylko mogą, by wzbudzać lęk. Lęk o nasze zdrowie, lęk wobec krajowego terroru, lęk wobec nieodpowiadania wymogom, lęk o klimat niszczący planetę. Strach to najpotężniejsza broń za pomocą której rządy kontrolują ludzi. Dzięki niemu elity kwitną. Strach to zdrowie współczesnego państwa.

W ten oto sposób dochodzimy do krawędzi wielkiego kryzysu, stanu podobnego do tego z 1914 czy 1939 roku. Jednak trzecia wojna światowa nie oprze się o broń nuklearną czy też konwencjonalną armię. Będzie ona przede wszystkim wojną cybernetyczną i biologiczną. Aspekt cybernetyczny będzie miał wielkie znaczenie, ponieważ cały świat funkcjonuje dziś dzięki komputerom i zaczyna coraz częściej sięgać po sztuczną inteligencję. Na początku tego roku Światowe Forum Ekonomiczne poświęciło wiele uwagi kwestii cyberataków zakłócających globalne łańcuchy logistyczne. Cyberpandemia i zamknięcie Internetu to niemal pewność, ponieważ dla elit, które chcą poddać wszystko swojej kontroli, istotne jest powstrzymanie ludzi przed organizowaniem się i stawianiem oporu, więc trzeba uniemożliwić ludziom możliwość porozumiewania się.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXLVII (747)

6 listopada 2021

DROGA NAPRZÓD – II

Bóg jest miłością i chciałby wszystkich w niebie,

My katolicy musimy być jego zaczynem!

W zeszłotygodniowym wydaniu niniejszych Komentarzy pochwalony został Czytelnik, który prawidłowo, tj. z perspektywy nadprzyrodzonej, patrzy na przerażający problem współczesnego świata, którym jest nieustanne obrażanie Wszechmogącego Boga. Z tego powodu cała powaga sytuacji nie może w żadnej mierze zostać zrozumiana na czysto ludzkim poziomie. Ludzie rozwiązania, jedno po drogim, przez wieki kończyły się porażką. Skoro bojaźń Pańska jest początkiem miłości (Ps 110, 10), to ateizm, pogarda wobec Pana Boga, jest samobójczym szaleństwem: Zazdrosnym i mszczącym się Bogiem jest Pan, mścicielem jest Pan i Władcą pełnym gniewu; Pan mści się nad swymi wrogami i długo się gniewa na swoich nieprzyjaciół. Pan jest cierpliwy, ale i potężny siłą; a oczyszczając – nikogo nie zostawia bez kary [Na 1, 2-3].

Przeczytajcie ponownie opis problemu zaprezentowany przez Czytelnika, a następnie proponowane przez niego rozwiązanie:

Myślę, że to wszystko, co powiedziałem, ukazuje rzeczywisty stan rzeczy, a jednocześnie wskazuje rozwiązanie: wzmożony wysiłek duchowy, aby otrzymać pomoc od Jedynego, który może pokonać naszego nieprzyjaciela, a który w tej chwili wstrzymuje się, ponieważ nie zabiegamy wystarczająco o Jego pomoc. Zatem wynagrodzenie, pokuta, modlitwa i nadprzyrodzone akty wiary, nadziei i miłości, poprzez które otrzymamy Jego ratunek.

Podobnie to będzie stopa Najświętszej Maryi Panny, która zmiażdży diabła i jego Nowy Światowy Porządek, a nie tylko nasze ludzkie wysiłki. My zaś winniśmy skupić się na wierności i wytrwaniu w łasce uświęcającej i wierze aż do ostatniego tchnienia, nic innego nie jest konieczne ani potrzebne. Co się tyczy w szczególności nadchodzących prześladowań, dość głęboki list Przełożonego Generalnego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X z lutego zdaje się wskazywać na sekret wytrwałości wśród krwawych prześladowań:

„Ostrzegani o tym od dawna, musimy się na to spokojnie przygotować, oddając się bez zastrzeżeń w ręce Bożej opatrzności, a nie szukając rozpaczliwie dróg ucieczki. Pomyślmy o pierwszym wieku chrześcijaństwa, chrześcijaństwa prześladowanego: ci, którzy zbytnio sku-piali się na swych prześladowcach, narzędziach tortur czy dzikich zwierzętach, zapominając o Bogu miłości, który wzywał ich do swej chwały, widzieli jedynie niebezpieczeństwo, ból i strach… i ostatecznie zapierali się wiary. Nie brakowało im jasnego nauczania, jednak ich wiara była zbyt słaba i w niewystarczającym stopniu podtrzymywana żarliwą modlitwą” (https://news.fsspx.pl/2021/02/list-do-przyjaciol-i-dobroczyncow-nr-90/).

Innymi słowy, nasze spojrzenia powinny skierować się na Pana Boga, a nie na nasze nosy. Jeśli tylko będziemy żarliwie modlić się o wierność, wiarę i wytrwanie w łasce aż do końca życia, dobry Bóg, który z pewnością właśnie tego dla nas pragnie, udzieli nam tych łask. Można jednak poważnie wątpić w to, czy udzieli swoich darów tym, którzy o nie nie proszą.

Atleci Boga przygotowują się teraz do walki, która nadchodzi.

Nie można przed nią uciec.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXLVI (746)

30 października 2021

DROGA NAPRZÓD – I

W dzisiejszym szaleństwie jest coś dobrego,

Skłania ono Bożych przyjaciół do modlitwy.

Jesienią 2021 roku presja krajowych i międzynarodowych wydarzeń jest tak wielka, że Czytelnicy niniejszych „Komentarzy” mogą się pytać, czy dla ludzi żyjących dziś jest jakaś inna droga naprzód niż ta, która wytyczona została przez wrogów Pana Boga, a mianowicie kompletne poddanie się światowej dyktaturze ustanawianej właśnie dookoła nas, wśród rozmaitych brutalności, za pomocą „covidowych zastrzyków”. Skoro Wszechmogący Bóg dozwala swoim nieprzyjaciołom, by tak dalece zdominowali ludzkość na tym świecie, to co zamierza uczynić z nami, którzy nie chcemy Go opuścić, ale pragniemy dostać się w przyszłym życiu do nieba? Jeden z Czytelników niniejszych Komentarzy zaprezentuje nam w niniejszej oraz kolejnej edycji wartościową ocenę problemu nadprzyrodzonego, z którym się zmagamy, oraz jego rozwiązanie. Można mu pogratulować. Czytajcie z uwagą:

Myślę, że jesteśmy teraz świadkami realizowania na światowej scenie planu tak wyszukanego, szczegółowego i obszernego, dotyczącego każdego aspektu naszego życia społecznego, politycznego, duchowego/religijnego, zawodowego i ekonomicznego, że tylko ateista mógłby nie dostrzec wyższej, anielskiej inteligencji kierującej i inspirującej to wszystko. Z tego też względu, niestety, nie wierzę, że moglibyśmy wymyślić czy skorzystać z jakiejś drogi ucieczki przed rozpoczynającym się oczyszczeniem.

Będziemy musieli okupić krwią naszą drogę ratunku.

Bóg, który „nie dozwoli z siebie szydzić” jest w straszliwy sposób obrażany. Niestety, tak mało jest skruchy, nawrócenia i przebłagania, nawet pośrodku tego oczyszczenia, które może tylko i wyłącznie się pogłębiać (tzn. Pan Bóg będzie dalej dozwalał, by szatan ustanawiał swój Nowy Porządek Świata). A jeśli tak będzie, to całkowicie rozsądnie można przewidywać, że sytuacja dla prawdziwych katolików będzie się pogarszać najbardziej, nie tylko dlatego, że życie dla nas będzie coraz cięższe, skoro musimy coraz bardziej i bardziej wycofywać się z życia społecznego (a jesteśmy przy tym przedstawiani i uważani za „wrogów (bezbożnego) państwa”, czy wręcz terrorystów, których trzeba odizolować, bo nie są „zaszczepieni”), ale także dlatego, że będziemy – dokładnie z tego powodu, że przyjęliśmy pokutę niepodążania z nurtem – jedynymi osobami zdolnymi do czynienia pokuty, której oczekuje Boża sprawiedliwość.

Ostatecznie zgadzam się z Romano Amerio, który napisał w Iota Unum: Zstępuje na nas bezkształtna ciemność, z której nie ma ucieczki, a która uczyni aktywny opór bezowocnym (na poziomie naturalnym, ale nie nadprzyrodzonym). Dopiero ostatnio zrozumiałem istotę tej ciemności: to niezrozumienie i upadek zdolności krytycznego myślenia, które czynią jakąkolwiek polemikę daremną. To „diaboliczna dezorientacja”, która sprawia, że jakikolwiek rodzaj zjednoczenia czy wspólnego oporu jest niemożliwy. To zdeformowana ludzka natura, także tych, którzy określają się sami mianem katolików, staje się przeszkodą dla łaski, uniemożliwiając łasce skuteczne działanie w tak wielu duszach, zostawiając je bez nadprzyrodzonej pomocy. Skoro łaska buduje na naturze, a natura jest niszczona przez transhumanizm, homoseksualizm, chemiczne zmienianie DNA itp., to łaska prawie nie może jej przeniknąć.

Mówiąc krótko: ciemność to inteligentny atak.

Kyrie eleison


Komentarz Eleison nr DCCXLV (745)

23 października 2021

„NOWA NORMALNOŚĆ?”

Polityka zastępuje religię, gardząc Panem Bogiem.

Dopóki tego nie pojmiemy, będziemy chłostani.

Dzielny kapłan ks. Ed MacDonald, niegdyś członek FSSPX, dziś działający w Ruchu Oporu na drugim końcu świata (Australia i Nowa Zelandia), wydaje własne tradycjonalistyczne czasopismo zatytułowane The Broken Wheel [Złamane koło]. W jego trzecim wydaniu, które ukazało się w zeszłym miesiącu, kiedy to dążenie do podporządkowania wszystkiego covidowi doprowadziło do licznych dyskusji o „nowym porządku” i „nowej moralności”, ks. McDonald zamieścił interesujące słowo wstępne poświęcone temu, co jest „normalne” i udzielił odpowiedzi, która, jeśli tylko się ją rozważy, jest dogłębnie katolicka, ale która obecnie jest całkowicie nienormalna dla wielu współczesnych katolików. Oni – my – wszyscy z nas – musimy więcej myśleć! Oto streszczenie, długości mniej więcej jednej czwartej tekstu ks. MacDonalda (https://tradidi.com/resources/the-broken-wheel-issue-3.12/).

Rządzący współczesnym światem mówią nam, że będziemy mieć „nową” normalność. Z pewnością będzie to coś sztucznego i wymyślonego. Co zatem jest „normalne”? Dla nas ludzi normą czy zasadą jest poznać, kochać i służyć Panu Bogu. Wynika to z tego, że Pan Bóg nas stworzył. Jeżeli nie znam Boga, odchylam się od normy. Jeżeli nie kocham Boga czy też odmawiam służenia mu, zachowuje się w nienormalny sposób. Żyjąc w 2021 roku ani my, ani nasi rodzice nie mogli doświadczyć za wiele normalnego społeczeństwa. Na przykład, jedynie nieliczni z nas mieli to szczęście, by wieść normalne życie rodzinne, a jeszcze mniejsza jest liczba tych, którzy żyli zgodnie z normą świętości, jaką wyznaczył dla nas Pan Bóg. On stworzył nad dla nieba. Tylko święci mogą się tam dostać. Tylko święci żyją zgodnie z Bożą normą. Tylko święci są i byli naprawdę normalni.

Od ponad stu lat dewiacje przedstawia się jako coś normalnego. Przyzwyczailiśmy się do tego, dlatego nie nienawidzimy i nie brzydzimy się nią tak, jak powinniśmy. Publiczne praktykowanie fałszywych religii jest wielkim złem. Antykoncepcja, aborcja, eutanazja i rozwody są czymś nienormalnym. Dom, w którym nie szanuje się rodziców jest nienormalny. Żyjąc na Zachodzi tolerowaliśmy i żyliśmy z takim wynaturzonym postępowaniem tak długo, że trudno jest nam sobie dziś wyobrazić, jak powinno wyglądać katolickie społeczeństwo. Wszyscy pokochaliśmy „życie takim życiem, jakie sobie wybraliśmy”. Covidowe oszustwo położyło kres tym czasom. One minęły bezpowrotnie. Nigdy nie były normalne. Usychamy teraz z tęsknoty za czasami nieokiełznanej wolności, która w rzeczywistości była przyzwoleniem na czynienie zła. To był domek z kart zbudowany na piasku. Nie ma prawdziwej wolności, jeśli jej fundamentem nie jest prawda. Powinniśmy się radować, że te dni wraz z ich licznymi grzechami dobiegły końca. Żyjemy teraz w jawnie totalitarnym, komunistycznym systemie, w którym garstka ludzi, bezpośrednich sług szatana, podporządkowała sobie wszystkie zachodnie rządy. Mamy dziś na ziemi królestwo szatana. To nie jest problem polityczny i nie można go rozwiązać za pomocą polityki. Głupotą byłoby, gdyby katolicy walczyli teraz o przywrócenie nienormalnego społeczeństwa, które właśnie przeżywa swój koniec, społeczeństwa, w którym nie ma miejsca dla Chrystusa Króla.

Dlatego każdy z nas musi zapytać samego siebie: czy mój dom jest normalny? Czy Chrystus jest prawdziwie Królem w tym małym kąciku, podlegającym mojej władzy? Jeśli nie, musimy zrobić co tylko możemy, aby podporządkować nasze rodziny Chrystusowi Królowi, zaczynając od codziennego, rodzinnego różańca. Musimy być posłuszni Matce Bożej, odprawiać nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca ze świadomą intencją zadośćuczynienia za bluźnierstwa przeciwko Niej. Musimy intensywnie modlić się za papieża i wszystkich biskupów, aby dokonali poświecenia Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. Musimy pokutować za nasze grzechy, za zatwardziałych grzeszników, za publiczne grzechy papieża i hierarchów, a także za publiczne grzechy naszych przywódców politycznych. Powinniśmy błagać Naszego Pana, aby zesłał nam przywódców, którzy poprowadzą chrześcijańska armię, aby pobić nieprzyjaciół Boga i zaprowadzić katolicki ład społeczny.

Bóg wszystkim kieruje. Dopuszcza on te złe dni, abyśmy zostali sprawiedliwie ukarani na nasze grzechy. Jeżeli będziemy czynić pokutę i zmienimy nasze życie, cały świat stanie się szczęśliwy. Dążcie do osiągnięcia tej doskonałości, której Pan Bóg od was pragnie. Jedna święta dusza przynosi Kościołowi i światu więcej korzyści, niż niezliczona rzesza przeciętnych katolików.                                               

Kyrie eleison


Komentarz Eleison nr DCCXLIV (744)

16 października 2021

COVID = ZBRODNIA

Ten prawnik doskonale rozumie covidowe zło,

Oby otworzył swój rozum na sprawy Boże.

Niniejsze „Komentarze” nie wstydzą się tego, że tak często wracają do kwestii covidowej, czy raczej covidowego przestępstwa, ponieważ zapowiada się na to, że jeszcze przez pewien czas stanowić będzie ono główne pole bitwy pomiędzy szatanem a Bogiem o ludzkie dusze. Doktor Reiner Fuellmich jest prawnikiem pochodzącym z Niemiec, ale prowadzącym działalność międzynarodową, który z sukcesami pozywał, na zlecenie ofiar oszustw, wielkie niemieckie korporacje, takie jak Volkswagen czy Deutsche Bank. Zaprzecza on temu, że jest człowiekiem religijnym, ale wyraźnie nie lubi on oszustw. Kiedy tylko wyczuł wielkie kłamstwo covidowego nonsensu, wraz z grupą pomocników ruszył do boju. Po przeprowadzeniu rozmów z ponad setką polityków o lekarzy, przygotował podsumowanie wniosków, do których doszła jego ekipa, które w lipcu opublikował na swojej stronie internetowej w formie wywiadu pt. Stop Kontroli Świata. Poniżej streszczenie tych wniosków:

Tzw. covidowa „pandemia” jest zaplanowaną operacją przestępczą, bezprecedensową zbrodnią przeciwko ludzkości. Około 0,000001 % światowej populacji – grupa około 3.000 bardzo bogatych ludzi, do której należy klika Klausa Schwaba z Davos – próbuje zdobyć kontrolą nad resztą świata. Będzie konieczne przeprowadzenie drugiego procesu norymberskiego, by ukarać wszystkich odpowiedzialnych za to przestępców. W rzeczy samej grupa ponad 1.000 prawników oraz  ponad 10.000 ekspertów medycznych pod przewodnictwem doktora Fuellmich rozpoczęła postępowania w sprawie zbrodni przeciwko ludzkości przeciwko amerykańskiemu Centrum dla Kontroli Chorób i Profilaktyki (Centers for Disease Control and Prevention), Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i grupie z Davos.

Nigdy nie chodziło w tym wszystkim o wirusa czy zdrowie. Istotą problemu są elity, które odbierają ludzią wszelką wolność, by całkowicie od siebie uzależnić. Pragną one zmniejszyć liczbę ludzi poprzez depopulację, by ułatwić sobie kontrolowanie tych, którzy przeżyją. W covidzie nie chodzi o pieniądze, wszak najbogatsi ludzie mają już dużo więcej, niż potrzebują. Niemniej samozwańcze elity polityczne i społeczne wykorzystują pieniądze, aby korumpować lekarzy, pracowników medycznych i polityków. Na przykład prezydent Białorusi ujawnił, że oferowano mu niemal miliard dolarów w zamian za wprowadzenie lock downu w jego państwie. Elity używają także wszelkich możliwych technik psychologicznych, aby manipulować ludzi oraz całej rozmaitości gróźb, by ustawić w szeregu każdego, kto śmie stawiać im opór.

Tzw. „szczepionka” nie jest żadną szczepionką, ale kilka lat temu tzw. Światowa Organizacja Zdrowia zmieniła definicję „szczepionki”, aby ukryć swoją dzisiejszą złowieszczą terapię genową. Podobnie w 2009 roku zmieniono definicję „pandemii”, aby móc wywoływać wśród ludzi paniczny lęk przed wielką plagą, która w rzeczywistości wcale nie jest takich rozmiarów.

Covidowa „pandemia” została stworzona w oparciu o dwa kłamstwa. Po pierwsze, testy PCR, z których znaczna część jest fałszywie pozytywna. Za pomocą tego oszustwa uzasadnia się lock downy, obowiązkowe maseczki czy „szczepionki”. Po drugie, „infekcje bezobjawowe”, które sprawiają, że w pełni zdrowe osoby mogą rzekomo rozprzestrzeniać chorobę i zarażać innych. Służyło to sprawieniu, że człowiek zacznie się bać innego człowieka.

Winnowajcą jest globalizm – prywatne, międzynarodowe organizacje takie jak WHO czy Światowe Forum Ekonomiczne w Davos przejęły kontrolę nad całym światem. W 2019 roku rzeczy dojrzały do wybuchu – covid miał odwócić od tego uwagę. Europa jest głównym polem walk tej wojny. Europa jest bankrutem. Fundusze emerytalne zostały całkowicie okradzione. Dlatego właśnie elity pragną przejąć kontrolę nad Europą – nim ludzie pojmą, co się dzieje. W czasie tej wojny nie możemy uratować każdego. Ludzie stracą nie tylko swoje źródła utrzymania, bardzo wiele osób straci życie. Z punktu widzenia duchowego, jeśli przegramy te wojną, będzie do koniec ludzkości.

Kyrie eleison


Komentarz Eleison nr DCCXLIII (743)

9 października 2021

ABP VIGANO O „WIELKIM RESECIE”

Ludzie chcą wolności, swobody grzeszenia,

By dostać się do nieba trzeba mieć dużo samodyscypliny!

Opatrznościowym jest fakt, iż oficjalny Kościół nie może już korzystać z pracy byłego nuncjusza apostolskiego w USA abp. Karola Marii Viganò. To pozwala mu poświęcić się robieniu tego, czym powinien zająć się każdy wysoko postawiony hierarcha, a mianowicie chronieniem katolickiej trzody, a także całego rodzaju ludzkiego, który winien słuchać prawdy, całej prawdy i tylko prawdy. Szczególnie dotyczącej tego, jak Kościół i współczesny świat są dziś rządzone, czy raczej źle rządzone, gdyż odwrócili się swoimi plecami do Pana Boga. Kolejna z jego znakomitych deklaracji z końca sierpnia tego roku została streszczona poniżej:

„Wielki Reset” to przestępczy pan, kolosalny podstęp, oparty na kłamstwie i oszustwie, obmyślany przez dziesięciolecia i mający na celu ustanowienie powszechnej dyktatury, w której mniejszość niezmiernie bogatych i potężnych ludzi zamierza zniewolić i podporządkować całą ludzkość ideologii globalistycznej. Stany Zjednoczone Europy, niekontrolowana imigracja, zrzeczenie się suwerenności narodowej, wspólna waluta, kontrola obywateli pod pretekstem pandemii oraz redukcja populacji poprzez stosowanie szczepionek przy użyciu nowych technologii nie są niedawnymi wynalazkami, ale wynikiem zaplanowanej, zorganizowanej i skoordynowanej akcji – która perfekcyjnie trzyma się jednego scenariusza pod jednym kierownictwem.

Musimy stawić czoła przestępczej mentalności autorów tego planu. To, co działo się przez ostatnie półtora roku, było szeroko zapowiadane, aż do najdrobniejszych szczegółów, przez samych twórców Wielkiego Resetu. W 1991 r. David Rockefeller napisał: „Świat jest gotowy na rząd światowy. Ponadnarodowa suwerenność intelektualnej elity i światowych bankierów jest z pewnością lepsza od narodowego samostanowienia praktykowanego w minionych stuleciach.” I dodał: „Jesteśmy na skraju globalnej transformacji. Wszystko czego potrzebujemy to ‘właściwy’ globalny kryzys, a narody zaakceptują Nowy Porządek Świata.” Dziś możemy potwierdzić, że ten „właściwy kryzys” zbiega się z pandemicznym stanem wyjątkowym i z planem „lock-step” nakreślonym od 2010 roku przez dokument Fundacji Rockefellera „Scenariusze dla przyszłości technologii i rozwoju międzynarodowego”, w którym przewidziano wszystkie wydarzenia, których jesteśmy obecnie świadkami. To przestępcze przedsięwzięcie, by zniewolić rodzaj ludzki, jest kierowane nie tyle przez rządy państw, ale przez sekretnych władców tych marionetek, „Głębokie Państwo”, przebrane i ukryte w tamach tych rządów, ale tworzących prawdziwy ośrodek zarządzania.

Katolicy muszą z kolei stawić czoła analogicznemu faktowi, a mianowicie temu, że oficjalny Kościół jest podobnie zarządzany przez „Głęboki Kościół”, ukryty w ramach oficjalnego Kościoła, a poprzez który upadli duchowni udzielają kluczowego wsparcia „Głębokiemu Państwu” poprzez deprawowanie dusz na płaszczyźnie duchowej. To jest pełen wymiar, prawdziwy sens covidowego non-sensu, jego nieustannych kłamstw i celowej tyranii. To po prostu ostatni epizod w wojnie między szatanem i Bogiem, która zbliża się do swojego finału wraz z końcem świata. To dlatego siły ciemności są obecnie tak dzikie, tak niecierpliwe, aby usunąć imię naszego Pana z ziemi, aby nie tylko zniszczyć Jego namacalną obecność w naszych miastach przez burzenie kościołów, ale także przez eliminowanie chrześcijańskiej cywilizacji i upokarzanie jej kultu. W rzeczywistości „Głęboki Kościół” jest podporządkowany „Głębokiemu Państwu”, a Bergoglio jest przecennym współpracownikiem globalistów, likwidującym Kościół katolicki, by zastąpić go filantropijną i ekumeniczną sektą o inspiracji masońskiej, czyli Neo-Kościołem, który ma ustanowić Uniwersalną Religię wspierającą Nowy Porządek.

W tej wielkiej wojnie Istnieją dwie strony, strona Boga i strona szatana. Nie jest możliwe pogodzenie się z nieprzyjacielami Pana Boga, ani służenie dwóm panom. Chrystus musi królować i będzie królować. Gdzie On króluje, tam panuje pokój i harmonia. Gdzie rządzi szatan, tam jest nienawiść i tyrania.

Kyrie eleison


Komentarz Eleison nr DCCXLII (742)

2 października 2021

RÓŻAŃCOWY WYBUCH

Codzienny różaniec to za dużo?

Niedługo każdy go będzie odmawiał!

W wielkich bitwach morskich II wojny światowej (1939-1940), z dzisiejszego punktu widzenia przestarzałych z powodu naszych samolotów i pocisków, wielkie statki wojenne ścierały się jeszcze bezpośrednio ze sobą, ale decydujące znaczenie miał kaliber ich dział. Co do zasady tylko wielki okręt wojenny może pokonać inny wielki okręt wojenny, na przykład w 1941 roku najwspanialszy niemiecki okręt „Bismarck” zatopił dumę brytyjskiej marynarki „HMS Hood”, ale dwa brytyjskie okręty wagi ciężkiej, tj. „Rodney” i „George V” były potrzebne do zatopienia „Bismarcka”.

Ale nawet największa ze znanych ludzkości wojen, czyli II wojna światowa blaknie w porównaniu z duchową wojną toczącą się od czasów upadku Adama i Ewy aż do końca świata pomiędzy siłami Dobra a siłami Zła, a której stawką jest wieczne zbawienie bądź potępienie dusz. Przywódcą po stronie Zła jest książę upadłych aniołów, sam szatan, któremu ze względu na którego diabelską inteligencję i spryt niemal nikt nie stawia oporu, co uwidoczniło się poprzez covidowy nonsens. Uczciwi ludzie, politycy, lekarze i inni próbują ze wszystkich sił walczyć z satanistami, ale zazwyczaj są oni przytłoczeni, ponieważ wrogowie Boga pod przywództwem szatana, knuli ten atak na rodzaj ludzki od stuleci i staje się on tym bardziej zajadły, im bardziej zbliżamy się do końca świata. Cały ten covidowy nonsens zatryumfuje, chyba że przyjaciele Boga wezwą na pomoc swój okręt wojenny, to jest Matkę Boga: „Tylko ja mogę wam teraz pomóc”, powiedziała w Japonii w 1973 roku.

Dlaczego jest ona największą bronią w armii Boga? Ponieważ ona podeptała szatana, ponieważ poprzez swoją głęboką pokorę pokonała szatańskie podszepty i pokusy w czasie męki, śmierci i zmartwychwstania jej Syna, by pozostać całkowicie podporządkowaną woli Bożej. Jej Boski Syn nagrodził ją królowaniem nad niebem i ziemią, a więc również nad wszystkimi aniołami, wiernymi i upadłymi, a więc także nad szatanem. Żadne inne stworzenie na ziemi nigdy nie służyło Bogu na ziemi tak wiernie jak Ona. Żadna inna istota nie została przez Niego nagrodzona porównywalną władzą nad całym stworzeniem. Z tego też powodu przez całą historię Kościoła była Ona zawsze czczona przez katolików, ale zwłaszcza w czasach współczesnych, kiedy to papież Leon XIII miał słynną wizję szatana, który został wypuszczony z piekła, aby karać rodzaj ludzki, który stał się grzeszny jak nigdy wcześniej ze względu na liberalizm.

W XX wieku Nasz Pan powiedział nam, że ostatnim nabożeństwem, które da coraz bardziej tonącemu światu będzie nabożeństwo do Bolesnego i Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Mógł On przewidzieć, że ludzie odrzucą Go jako Wcielonego Boga, ale z pewnością będzie im o wiele trudniej odrzucić najdelikatniejszą i najłagodniejszą ze wszystkich matek. Dlatego właśnie w ostatnich czasach objawia się Ona w różnych miejscach na świecie, błagając ludzi by nie gardzili Jej Synem, by nie wrzucali swoich dusz w nieugaszony ogień piekielny, który trwa na wieki wieków. Za każdym razem kiedy Ona wię objawia błaga nas o to, abyśmy odmawiali różaniec, w szczególności za papieża, biskupów i kapłanów. Matka Boża doskonale wie jak bardzo rodzaj ludzki potrzebuje jedynego prawdziwego Kościoła Jej Syna, a także, że stan tego Kościoła zależy od ułomnych, ale nieodzownych ludzkich sług, tj. osób duchownych.

Dlatego właśnie w ubiegłym roku została zorganizowana w najważniejszym angielskim sanktuarium maryjnym w Walsingham w hrabstwie Norfolk, modlitwa różańcowa. Była ona wielkim sukcesem, dlatego zostanie ona w tym roku powtórzona, a nawet przedłużona o jeden dzień. W zeszłym roku odmówiliśmy i złożyliśmy w ręce Najświętszej Maryi Panny 105 tajemnic różańcowych, a w tym roku, jeśli Bóg pozwoli, planujemy 150. Dla wszystkich dusz, które będą wprawdzie daleko od Walsingham, ale pragną uczestniczyć duchowo w naszej modlitwie różańcowej, podajemy godziny zgodnie z czasem londyńskim plus jedna godzina z uwagi na angielski czas letni (GMT +1). Całe różańce zaplanowane są: 7 października o godz. 20.00, 8 i 9 października o godzinach 9:30, 11:30, 15:00 i 20:00; a w niedzielę 10 października o godzinie 9:30. Dlaczego aż tyle różańców? Ponieważ sytuacja jest tak zła, że tylko Ona może nam teraz pomóc. Pamiętajmy, że Ona może!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXLI (741)

25 września 2021

WIARYGODNY SCENARIUSZ

Czy covidowe „szczepionki” naprawdę są zagrożeniem?

Niestety mogą być śmiercionośne!

Amerykański zakonnik brat Aleksy Bugnolo nakreśla w nagraniu wideo, które wielu Czytelników być może już widziało, z którym warto się zapoznań, dramatyczny obraz naszej najbliższej przyszłości. Niekoniecznie wydarzy się dokładnie to, co on przewiduje, ale ale coś podobnego musi się wydarzyć, jeśli tylko spojrzy się na siły, które grają dziś wokół nas. W minionym wieku grzechy ludzkości były tak wielkie, że „spuściły ze smyczy psy wojny” w czasie dwóch wojen światowych. Od 1945 roku te psy głośno ujadają, ale nie gryzły tak, jak to miało miejsce w latach 1914-1918 oraz 1939-1945. Nie ulega jednak wątpliwości, że od rewolucyjnych lat sześćdziesiątych XX wieku ludzkość jako całość odwracając się plecami do Pana Boga z pewnością grzeszyła o wiele ciężej, niż kiedykolwiek wcześniej. Zatem o ileż surowsza niż kiedykolwiek wcześniej musi ją spotkać kara? Brat Bugnolo daje nam wyobrażenie o tym poprzez umieszczone poniżej streszczenie jego nagrania:

Twórcy różnych covidowych „szczepionek” znają naukę i nie są głupi, więc doskonale zdają sobie sprawę z tego, że „szczepionki” mogą doprowadzić do śmierci. Faktycznie – stawmy czoła rzeczywistości – zostały one zaprojektowane, aby zabijać, nie natychmiast, ale w perspektywie kilku lat, aby nadal żyjących ludzi można było coraz łatwiej zniewalać i kontrolować. Do chwili obecnej około 40 % światowej populacji otrzymało już co najmniej jedną dawkę covidowej „szczepionki” Prawdziwy ekspert (a nie jeden z wykreowanych przez media) francuski wirusolog i laureat Nagrody Nobla Luc Montagnier nazwał masowe szczepienia przeciwko koronawirusowi „czymś nie do pomyślenia” i historyczną pomyłką, która doprowadzi do „tworzenia nowych wariantów” i zwiększy śmiertelność z powodu choroby. Stwierdził on, że mutacje wirusa mogą pojawiać się naturalnie, ale obecnie to sztuczne szczepienia kierują tym procesem: „Nowe warianty są produktem, rezultatem <<szczepienia>>. W każdym państwie widzimy to samo i w każdym państwie wzrost krzywej szczepień prowadzi do wzrostu krzywej zgonów”. 

W ciągu najbliższych dwóch lat spodziewać się możemy znacznej liczby zgonów wśród osób zaszczepionych, więc lepiej już dziś zacząć się na to przygotowywać duchowo. Wielu ludzi może być bowiem zszokowanych skalą śmierci i może wręcz oszaleć. Inni, dziś wierzący, utracą swoją wiarę. Będą pytać: „Gdzie jest Bóg?” oraz „Dlaczego Bóg temu nie zapobiegł?”. Ale czy jeśli człowiek skacze z klifu, to czy Pan Bóg jest zobowiązany, by zawiesić prawo grawitacji, by zapobiec jego śmierci? Człowiek sam decyduje, by się zabić. Pan Bóg normalnie nie ingeruje w to, w jaki sposób człowiek korzysta z wolnej woli, którą ma od Boga. W rzeczy samej, Pan Bóg dozwalając na covidowy nonsens jedynie odpowiada na samobójcze pragnienie śmierci nieodłącznie związane z postchrześcijańskim odrzuceniem Chrystusa. Każdy, to ma rozum, miał wystarczająco dużo czasu, by zbadać kwestię plandemii i przekonać się, że to wszystko jest fałszem. Jako chrześcijanie jesteśmy zobowiązani, by wszystko badać, by stwierdzić, czy mamy do czynienia z prawdą czy nie i by zachowywać tylko to, co jest dobre (1 Tes 5, 21). Jeśli ignorujemy ten obowiązek i jeśli decydujemy się na zaszczepienie po to, by móc jechać na urlop, wówczas jesteśmy idiotami i tchórzami – nie żyjemy zgodnie z prawdą.

Zatem fałszywy pokój, w którym teraz żyjemy, przypomina lato 1914 roku, tuż przed wybuchem I wojny światowej. Nikt wówczas nie przypuszczał, ze w ciągu kolejnych trzech czy czterech lat zostanie zabitych 20 milionów ludzi. To było lato, kiedy ludzie cieszyli się podróżowaniem po żyjącej w pokoju Europie. Kiedy faktycznie niemal wszystkie covidowe kontrole na razie znikają, przynajmniej na północnej półkuli, to niejako zostało nam dane lato, które ma nas zwieść. Oni chcą, żebyśmy myśleli, że nic złego się nie dzieje. Wiedzą, że niedługo zacznie sie fala zgonów wynikająca z wykonanych zastrzyków. Dla nas, którzy nie dali się zaszczepić, będzie to oznaczać poważne zakłócenia jeśli chodzi o gospodarkę oraz narodowe i lokalne bezpieczeństwo. Zabraknie sanitariuszy i grabarzy, by wynosić ciała zmarłych – wielu z nich się zaszczepiło i sami umrą. Jako chrześcijanie będziemy musieli iść naprzód i wypełnić tę lukę. Każdy powinien kupić kombinezon ochronny – jest bowiem bardzo prawdopodobne, że zostaniemy poproszeniu o pomoc w noszeniu ciał do grobów.

Można się nie zgadzać z bratem Bugnolo jeśli chodzi o zakup kombinezonu, ale o wiele trudniej jest nie zgadzać się z jego ogólną wizją.

Kyrie eleison


Komentarz Eleison nr DCCXL (740)

18 września 2021

BECZĄCE OWIECZKI

Arcybiskup Lefebvre miał rację – wilki okupują Rzym,

Dlatego nie jest on pod żadnym względem domem katolików.

Pod koniec sierpnia w Courtalain we Francji piętnastu przełożonych tradycjonalistycznych wspólnot oficjalnie uznanych przez Rzym wydało  – jako element przygotowania do spotkania z Franciszkiem – wspólne oświadczenie. Źródłem ich działania były w pełni uzasadnione obawy przed utratą tego słono opłaconego rzymskiego uznania. Wszak w dniu 16 lipca 2021 roku Franciszek wydał motu proprio Traditionis Custodes i użył całego swego pozornego autorytetu, by zakazać dalszego korzystania w Kościele z tradycyjnego ryty Mszy Świętej. Czy następnym krokiem będzie wezwanie przełożonych do Rzymu, by pozbawić ich rzymskiego uznania? Po tym, jak surowo skazał na banicję Mszę trydencką, całkiem logicznym byłoby dla Franciszka, gdyby ograniczył jej odprawianie nawet przez te wspólnoty. Dlatego przez spotkaniem z papieżem przełożeni wspólnot spotkali się, aby rozważać zagrożenie, a na koniec spotkania wydali wspólne oświadczenie dotyczące ich stanowiska, do którego najlepszy komentarz pochodzi od pewnego autora bajek sprzed 2600 lat. Najpierw krótkie streszczenie stanowiska:

My niżej podpisani przełożeni piętnastu wspólnot pragniemy przede wszystkim wyrazić naszą miłość do Kościoła i wierność wobec papieża. Jednak od czasu potępienia przez niego Mszy trydenckiej czujemy się podejrzani, odsunięci na bok, wygnani. Jesteśmy dalecy od tego, by jako tradycjonaliści uważać się za prawdziwy Kościół, dla zbawienia naszych dusz podlegamy papieżowi w Rzymie i naszym diecezjalnym biskupom. Lojalnie podporządkowujemy się ich władzy i ich nauczaniu, włącznie z Magisterium Soboru Watykańskiego II i tego, co po nim następuje. Prosimy o wybaczenie, jeśli pojawił się wśród nas duch podziału lub pycha. Błagamy o ludzki, osobisty, pełen zaufania dialog, abyśmy mogli opowiedzieć o naszych dramatach, w szczególności jak liczyliśmy na obietnice Rzymy tworząc nasze wspólnoty. Nade wszystko błagamy o prawdziwie ludzki i miłosierny dialog. Pragniemy wnieść nasz wkład w różnorodność litrugii, która jest sercem Kościoła. A sam papież Franciszek mówił, że trzeba pomóc każdemu w znalezieniu jego sposobu przynależności do Matki Kościoła.

A oto bajka Ezopa (620-564 przed Chrystusem) pt. „Wilk i owca”:

Pewnego ranka zabłąkana owca stała na brzegu leśnego strumienia i piła wodę. Tego samego poranka głodny wilk szedł wzdłuż strumienia, by coś upolować. Szybko spostrzegł owcę. Zwykle wilk chapał takie smakowite kąski bez żadnych ceregieli, ale ta owieczka wyglądała na tak bezradną i niewinną, że wilk poczuł, iż powinien mieć jakieś usprawiedliwienie dla jej pożarcia.

Zawołał groźnie: „Jak śmiesz brodzić w moim strumyku i robić błoto! Zasługujesz na surową karę za swoją lekkomyślność!”

Drżąca owca odpowiedziała: „Ale Wasza Wysokość, nie gniewaj się! Przecież nie mącę wody, którą pijesz. Spójrz, jesteś w górze strumienia, a ja w dole”.

Wilk stwierdził ostro: „Mącisz ją! A poza tym słyszałem, że przed rokiem opowiadałaś o mnie kłamstwa!”

Błagalnym tonem owca odparła: „Jak mogłam to zrobić? Urodziłam się dopiero w tym roku.”

Jeśli to nie byłaś ty, to był to twój brat!”

„Ale ja nie mam braci.”

Wilk warknął: „Dobrze. W takim razie to pewnie był ktoś z twojej rodziny. Nieważne kto to był, nie mam zamiaru dyskutować z moim śniadaniem”

Bez słowa wilk złapał owce i porwał ją do lasu.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXXIX (739)

11 września 2021

WYZNANIA CZŁOWIEKA PIENIĄDZA

Kiedy wzgardzi się Bogiem, przychodzi potop kłamstw,

To, że covid rządzi, nie powinno być zaskoczeniem.

Doug Casey to amerykański inwestor, który odniósł szereg sukcesów i który ma wieloletnie doświadczenie w zarabianiu pieniędzy. Nie tylko zna się na sprawach finansowych, co pozwala mu stąpać twardo po ziemi, ale także wszechstronną znajomość kultury, którą musi zawdzięczać edukacji w dziedzinach humanistycznych. W tym co pisze niewiele wspomina o religii, ale z pewnością łączy on najlepszy realizm inwestora ze znajomością ludzkiej natury. W żadnym stopniu nie jest on nieomylny, ale jego sposób patrzenia na świat jest interesujący. Oto jeden z jego interesujących tekstów z dnia 7 lipca 2021 roku, zaadaptowany i streszczony, a zatytułowany: Dlaczego większość ludzi przekazuje swoje myślenie „ekspertom”?

Dzięki Internetowi i nowoczesnej technologii ludzie mają teraz łatwy dostęp do całej masy informacji w zasadzie na każdy temat, a zdaje się, że ludzkie myślenie nigdy nie było w takim stopniu bezkrytyczne. Związane jest to z pewnością z tym, że technologia, jak na przykład Internet, jest w swej istocie mechaniczna i całkowicie przewidywalna, tymczasem ludzie nie są maszynami, ale istotami duchowymi obdarzonymi wolną wolą, które nie działają automatycznie, ale potrzebują mądrości w celu ukierunkowania swoich czynów. Dla wolnej woli technologia jest czymś całkowicie obcym, jednak mądrość wymaga osobistego myślenia, które może wiązać się z bolesnym wysiłkiem, a wyniki z Google są dostępne bez wysiłku i w mgnieniu oka. Dlatego też, skoro myślenie wiąże się dla mnie z zaangażowaniem, mogę mieć pokusę, by zwrócić się po odpowiedź do mojego nieludzkiego komputera.

Podczas gdy mądrość wszystko przesiewa, komputer może mi zaoferować wyłącznie całą masę nieprzesianych informacji, a wtedy, czy to dotyczy kwestii finansów, ekonomii, polityki czy innych dziedzin, a zatem staje się zmuszony, by zwrócić się do „ekspertów”, żeby mi powiedzieli, co myślę. Jednak niemal wszyscy współcześni specjaliści mają jedynie wąską techniczną formację, a nie dawną szeroką ludzką edukację. W konsekwencji zamiast filozoficznego spojrzenia na mój problem z perspektywy lotu ptaka, spotykam się z technicznym spojrzeniem z perspektywy żaby. Im bardziej techniczne i skomplikowane stają się dane niezbędne do funkcjonowania dzisiejszego społeczeństwa, tym mniejsza liczba filozofów, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, a uniwersyteckie dyplomy stają się coraz bardziej bezużyteczne. Ukończenie studiów oznacza dziś często ni mniej, ni więcej jak to, że w młodości zaciągnąłem na nie kredyt, który będę spłacać przez kolejne lata, a w zamian otrzymałem nie więcej, jak tylko kamuflaż dla mojej przeciętności. W poszukiwaniu rozwiązania mogę zwrócić się w stronę celebrytów, bo zakładam, że słynni ludzie coś wiedzą, jednak podczas gdy dobrze wyglądają i dobrze się prezentują, w rzeczywistości o niczym nie mają pojęcia. Znowu natrafiamy na produkcję fałszywych „ekspertów”.

Covidowy nonsens tylko przyśpieszył te trendy. Poprzez histerię zdecydowana większość społeczeństwa uwierzyła niczym roboty w „ekspertów zdrowotnych” i rzuciła się z furią na mądrych ludzi, którzy korzystają ze swoich umysłów, by poznać i wskazać logiczne informacje i dane, na podstawie których można zakwestionować oficjalną narrację. Media i grupy sprawujące władzę wybrali zestaw powiązanych ekspertów zdrowotnych, wypromowali ich i wmówili opinii publicznej, że oni wiedzą, o czym mówią, jak np. Antoni Fauci, który został wyniesiony znikąd, a stał się człowiekiem sprawującym niemal dyktatorską kontrolę. Z kolei ludzie, którzy napisali liczne recenzowane prace naukowe i mają za sobą poważną pracę w laboratoriach, w ogóle się nie liczą się, bo nie zgadzają się z carem Fauci. W ten oto sposób „eksperci zdrowotni” mają dziś bardzo wysoką pozycję wśród naszych rządzących, ponieważ straszenie ludzi śmiercią, niebezpieczeństwem dla ich bliskich, jest potężnym narzędziem, za pomocą którego można sprawić, że będą oni tańczyć tak, jak im się zagra.

To wszystko prowadzi nas w stronę państwa policyjnego o wielu mackach. Ludzie rządzący państwami mają kontrolę nad zapasami pieniędzy, ekonomią, systemem edukacji, mediami i systemem służby zdrowia. Ci sami ludzie wykastrowali prawdziwą religię. Została ona zastąpiona zaktualizowanymi wersjami marksizmu (który był od zawsze świecką religią, chociaż mówi się, że jest on „naukowy”), takimi jak ekologizm czy wokeizm (oba zastępują religię). Rządzący rozpoczęli wojny na wielu frontach – a odpowiedzialność za załamanie gospodarcze przerzucą na covid, a jako że kryzys się ciągnie, to mogą jeszcze obwiniać globalne ocieplenie. Covid i globalne ocieplenie to dwa olbrzymie kłamstwa zaprojektowane po to, by uniknąć odpowiedzialności za nadchodzący chaos i ustanowić globalistyczną ogólnoświatową tyranie. To dzięki „ekspertom”!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXXVIII (738)

4 września 2021

MIŁOSIERNE OCZYSZCZENIE?

Wielki Boże pozwól mi zawsze rozumieć,

Że covidowy nonsens jest w Twych planach,

Nie Ty powodujesz to zło, ale pozwalasz

Najgorszym ludziom wybierać je tu i teraz.

Niniejsze Komentarze odnoszą się często do nadchodzącego Oczyszczenia, wręcz „deszczu ognia”, który rozgniewany Bóg ześle na grzeszną ludzkość. Tymczasem katolicy słyszeli zawsze od Kościoła o ogromnym miłosierdziu wszechmogącego Boga, niezgłębionej litości Najświętszego Serca Pana Jezusa. Wspomnieć można choćby cudowne objawienia ukazujące Jego miłosierdzie, które otrzymała w latach dwudziestych XX wieku w pewnym francuskim klasztorze siostra Józefa Menendez, a które opisała w książce „Droga Bożej Miłości”. Powiedz światu, mówił Nasz Pan do tej zakonnicy, że pragnę wybaczyć każdemu człowiekowi każdy grzech, który kiedykolwiek popełnił, jeśli tylko zwróci się do mnie ufając w moje miłosierdzie. W pewnym momencie uznała Jego miłosierdzie za tak skrajne, że Pan Jezus musiał jej powiedzieć: „Tak, Siostro, zapisz to, co właśnie powiedziałem, zapisz to!” Pojawiać się zatem może pytanie, jak zatem tak miłosierny Bóg może myśleć o zesłaniu na ludzkość „deszczu ognia”, przed czym przestrzegała nas Matka Boża w Akicie w Japonii w 1973 roku?

Dla katolickich liberałów, którzy stracili wszelkie zrozumienie wielkich prawd Wiary, ten problem jest nierozwiązywalny. Dla nich Pan Bóg jest łagodnym słodkim lowelasem (wybacz mi to określenie, mój Boski Panie!), który nie może nigdy nikogo za nic ukarać, więc jeśli piekło istnieje, to jest niemal puste, no może z wyjątkiem Kaina i Judasza Iskarioty (i Adolfa Hitlera). Z drugiej strony, dla katolików, którzy pilnie strzegą swojego katechizmu i jego odwiecznych prawd, rozwiązanie jest oczywiste – jeśli tylko będę żył w zgodzie z tymi odwiecznymi prawdami, wówczas zrozumiem, dlaczego jest czymś całkowicie normalnym dla miłosiernego Boga, by karać grzesznych ludzi, nawet w surowy sposób.

Pan Bóg istnieje i od Niego pochodzi każde ludzkie istnienie, poprzez Jego indywidualne dzieło stworzenia naszych dusz, które dają życie naszym materialnym ciałom. Wszyscy zostaliśmy stworzeni, by po śmierci pójść do Pana Boga, do jego pełnego chwały nieba, ale w tym celu musimy wierzyć w Niego, kochać, służyć i być Mu posłusznym w trakcie naszego krótkiego życia na ziemi. Nie jest to ani nierozsądne, ani niesprawiedliwe z Jego strony, biorąc pod uwagę rozmaitość łask, które zsyła nam podczas naszego krótkiego życia. Bezpośrednio po nim zaczyna się życie wieczne w niebie albo w piekle, w zależności od tego, w jaki sposób korzystaliśmy z Jego łask.

Zatem jeśli kochamy Pana Boga tutaj na ziemi, to będziemy się radować w niebie wiecznym szczęściem z Nim. Jeśli odrzucamy Go tutaj na ziemi, będziemy znosić wieczne męki bez Niego w piekle, które stworzył dla uporczywych grzeszników i upadłych aniołów (Mt 25, 41). Czy w niebie, czy w piekle, przyszłe życie po śmierci każdego człowieka trwa na wieki. Dlatego życie człowieka na świecie, nawet jeśli trwa 80 czy 100 lat jest krótkie niczym podmuch wiatru, podczas gdy życie po śmierci jest wieczne, w pewien sposób, jak życie samego Boga. O szczęście w którym życiu powinniśmy zatem zabiegać? Oczywiste jest, że w przyszłym. Czyż św. Augustyn nie modlił się słowami: „Panie, każ mnie ile tylko chcesz w tym życiu, jeśli tylko nie będziesz musiał mnie karać w przyszłym!”

Problem w tym, że przez upadek Adama i Ewy na samym początku historii rodzaju ludzkiego, pokusa odrzucenia Boga w życiu doczesnym, zwłaszcza z uwagi na ludzką pychę i zmysłowość, może by tak nęcąca, że człowiek łatwiej wybiera drogę do piekła, niż drogę do nieba (Mt 7, 13-14). Co zatem Pan Bóg musi czynić, by pomóc ludziom w wybieraniu nieba, skoro Jego miłość pragnie, by wszyscy bez wyjątku to ucznili (1 Tm 2, 4)? Ma on moc, by zmusić wszystkich do wybrania Jego drogi, ale to zniweczyłoby cały cel ich stworzenia, ponieważ w efekcie niebo zostałoby wówczas wypełnione robotami. W tej sytuacji Pan Bóg woli przedstawić sumieniu każdego człowieka Dziesięć Przykazań, a jeśli człowiek nadal sięga po zakazany owoc, ukarać go w ten czy inny sposób, by znów wybrał niebo.

Ale czy nawet najsurowsza kara w tym życiu jest porównywalna z wiecznymi mękami w piekle? W najmniejszym stopniu! Czy zatem rzeczywiście bezlitosne są nawet najsurowsze kary w życiu doczesnym, jeśli dzięki nim kroczę drogą prowadzącą mnie do wiecznego szczęścia w przyszłym życiu? Jeśli tylko zdecyduje się znosić je w tym celu, rozumiejąc, że pochodzą one z Bożej miłości, wówczas w żadnym stopniu nie okażą się ona być bezlitosne.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXXVII (737)

28 sierpnia 2021

MĄDROŚĆ ABP. LEFEBVRE – II

Mój Boże, wierzę, ale proszę umocnij moją wiarę.

Świat wokół mnie potrafi zwodzić!

Poza wyważeniem między stanowiskiem liberalnym, a sedewakantystycznym (co przedstawiono w Komentarzu w zeszłym tygodniu), jest jeszcze inny punkt, z którego dobrze widać mądrość Arcybiskupa Lefebvre stawiającego twarzą w twarz opór Pawłowi VI i Janowi Pawłowi II, a mianowicie to, jak bardzo był wyjątkowy, kiedy w tamtym czasie rozumiał, jak konieczny dla Kościoła jest taki opór. Kiedy w 1974 roku ogłosił swoją listopadową Deklarację, która była niczym statut całego ruchu tradycjonalistycznego, i kiedy w 1975 roku został za to ukarany przez Rzym poprzez oficjalne „rozwiązanie” Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, a w 1975 roku nałożoną na niego osobiście suspensą, olbrzymia większość jego współbraci w biskupstwie stanęła po stronie Rzymu, a wielu z nich wywierało presję na Arcybiskupa, by ustąpił Pawłowi VI i przestał „być nieposłuszny”.

Przez cały czas, aż do wyświęcenia w 1988 roku czterech biskupów dla katolickiej Tradycji, miał on nadzieję, że uda mu się zorganizować małą grupę czterech czy pięciu tradycjonalistycznych biskupów, gdyż wiedział, że to mogłoby w pewnym stopniu zatamować postępujące neomodernistyczne rozkładanie Kościoła. Jednak pomimo tego, że odwiedził wielu współbraci, nie znalazł żadnego, który dołączyłby do niego w jego publicznym przeciwstawianiu się rzymskim niszczycielom. Dopiero w 1981 roku jeden poparł go otwarcie, a mianowicie Biskup Antoni de Castro Mayer, który po ukończeniu 75 roku życia musiał zrezygnować jako biskup diecezjalny Campos w Brazylii. Publicznie trwał on wiernie u boku Arcybiskupa, a szczególnie podkreślić trzeba jego udział w święceniach biskupich w 1988 roku. Był to gest, który Arcybiskup bardzo doceniał, ponieważ potwierdzał on, że Arcybiskup nie był osamotniony w ocenie, że ten kryzys Kościoła usprawiedliwia tak zdecydowane działania jak sakry biskupie bez papieskiego mandatu.

Dwóch biskupów, którzy jasno widzieli i oceniali sytuację, współpracowało ze sobą aż do śmierci w 1991 roku. Jednak żaden z nich nie był przez długi czas naśladowany przez swoich zwolenników, co tylko uwydatnia, jak wyjątkowa była ich jasność spojrzenia. W Brazylii grupa księży z Campos wkrótce podzieliła Biskupa de Castro Mayera na dwie postaci: posłusznego pasterza przed rebelią „przeciwko Rzymowi” oraz „nieposłusznego buntownika”. Ogłosili oni, że są wierni „pierwszemu” de Castro Mayerowi i zbiorowo zwiali pod rzymską spódnicę. Co się tyczy działającego na całym świecie Bractwa, które pozostawił Arcybiskup Lefebvre, już po kilku latach jego przełożeni zaczęli nawiązywać prywatne kontakty z przedstawicielami oficjalnego Kościoła na spotkaniach organizowanych przez GREC. Po upływie kilku kolejnych lat, Przełożony Generalny FSSPX ogłaszał publicznie, że brakuje tylko ostatecznej pieczęci na oficjalnym porozumieniu między Bractwem a Rzymem. Całe szczęście dla przełożonych Bractwa, to sfinalizowanie porozumienia jeszcze nie nastąpiło. Ich hańbą jest zaś to, że nie doszło do tego nie ze względu na to, że oni się o to nie starali.

Ale jak można tak ostro oceniać przełożonych FSSPX za ich szlachetne wysiłki zmierzające do tego, by Bractwo odzyskało swój pełnoprawny status jako zgromadzenie uznane przez oficjalny Kościół? Odpowiedź: wystarczy spojrzeć na owoce tych wysiłków. Czy można porównać owoce działania Bractwa, kiedy pod przewodem Arcybiskupa Lefebvre zdecydowanie odrzucało kontakty ze zdrajcami Wiary w Rzymie, z tymi, kiedy pod przewodnictwem jego następców, usiłuje dojść do porozumienia dokładnie z tymi zdrajcami? Zgadza się, że nie jest tak, że Bractwo nie wydaje żadnych owoców po tym, gdy zaczęło traktować rzymskich zdrajców tak, jak gdyby byli oni katolikami. Jakie jednak konkretne owoce w czasie pogłębiającego się – a nie łagodniejącego! – kryzysu Kościoła, mogłoby wydać Bractwo, jeśli tylko dusze nie byłby zbywane przez przewrotny przekaz: „Tak, Rzymianie są źli, ale przecież wszyscy nie mogą być aż tacy źli! Otrzymamy ich uznanie, jeśli tylko nie będziemy ich traktować zbyt ostro!”

Nie, oni naprawdę są tak źli. To oni są głownie odpowiedzialni za niszczenie Kościoła, od którego zależy zbawienie albo potępienie milionów i milionów dusz. Oni cały czas biorą w tym udział, co potwierdza ostatnie motu proprio Franciszka. Oni robią to nieustannie od ostatnich 60 lat. Jak to możliwe, że Arcybiskup Lefebvre widział to tak jasno, a nie widzieli tego ani jego współbracia ani następcy? Dzięki sile i czystości swojej wiary.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXXVI (736)

21 sierpnia 2021

MĄDROŚĆ ABP. LEFEBVRE – I

Arcybiskupowi nie oddajemy czci,

Dziękujmy Bogu za tego wojownika!

Cóż można napisać w Komentarzach Eleison o ostatnim miażdżącym skandalu Franciszka, a mianowicie o jego motu proprio “Traditionis Custodes”, poprzez które robi wszystko, co tylko może, aby stłumić odwieczny, tradycyjny ryt łacińskiej Mszy Świętej i zapewnić, że zniknie on na zawsze? Po pierwsze i najważniejsze autor niniejszych Komentarzy pragnie oddać chwałę Panu Bogu za to, że dał nam jako wzór, który prowadzi nas przez koniec tego ogólnoświatowego kryzysu Kościoła, Arcybiskupa Marcela Lefebvre. Zakończył on swój ziemski żywot jako niby „ekskomunikowany” przez oficjalną hierarchię. Przełożeni Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, które sam założył, nie podążali wiernie za jego przykładem. Ale częścią historii pozostanie na zawsze to, co robił i mówił, a jego mądrość i trafność prognoz dotyczących przyszłości Kościoła staj się z każdym dniem coraz bardziej widoczna.

Na podstawie tego co mówił i działał, możemy wskazać, w jaki sposób zareagowałby na „Traditionis Custodes”. W pierwszej kolejności całkowicie odrzuciłby po raz kolejny fałszywą doktrynę Soboru Watykańskiego II, stanowiącą fundament Novus Ordo Missae. Doktryna ta zmierza za wszelką cenę do zniszczenia jakichkolwiek śladów starego rytu Mszy Świętej, który od 1969 roku nieustannie udowadnia, że jest niezniszczalny i obrzędy Pawła VI nie mogą z nim konkurować. Rytu trydenckiego, który będzie dalej trwać, podczas gdy nowa Msza już dawno zalegać będzie na śmietniku historii. Z drugiej strony, w obliczu tak dramatycznego problemu papieży walczących przeciwko Katolickiej Tradycji, co potwierdza przykład Franciszka i jego motu proprio, wydaje się mało prawdopodobne, że Arcybiskup ogłosiłby, że Franciszek nie jest papieżem. Przez wzgląd na strukturę Kościoła nalegałby on raczej na zachowanie respektu i kurtuazji w stosunku do pozornych papieży Soboru Watykańskiego II, pozostawiając samemu Kościołowi w spokojniejszym czasie w przyszłości oficjalne ogłoszenie, jaki status należy przyznać tym Wikariuszom Chrystusa, którzy tak mało rozumieli Katolicką Tradycję.

To wyważenie Arcybiskupa pomiędzy potępieniem doktryny posoborowych papieży, a okazywaniem szacunku urzędowi, zostało określone terminem “Recognise and Resist” [uznanie i opór] – uznanie dla urzędu i opór wobec doktryny. Jako wskazówka działania dla katolików, postawa ta spotyka się z krytyką z obu stron. Liberałowie powiedzieliby, jeśli słusznie uznajecie urząd, to nie macie prawa stawiać oporu wydawanym poleceniom. Z kolei antyliberalni „sedewakantyści” odwróciliby sprawę i powiedzieliby, jeśli słusznie odrzucanie podążanie za fałszywymi poleceniami, wówczas nie możecie nadal uznawać urzędu, który wydaje takie polecenia, tj. nie możecie jednocześnie uznawać i stawać oporu, albo jedno, albo drugie. Arcybiskup Lefebvre mówił nie: potępiam nauczanie, ale niekoniecznie nauczyciela. Papieże nienawidzący Tradycji są tajemnicą, którą w przyszłej epoce będzie chciał i mógł rozwiązać Kościół. Od tamtego czasu za stanowiskiem Arcybiskupa podążało wielu katolików. Nie ze względu na jego oficjalny autorytet, którego nie miał wiele albo i wcale, ale dlatego, że zostali oni skonfrontowani z tymi samymi problemami w Kościele i doszli do tych samych wniosków, jak on. Dlatego podążali za nim, zaś Arcybiskup stał się pionierem zachowywania równowagi i zdrowego rozsądku w czasie narastającego kryzysu Kościoła.

Co umożliwiało Arcybiskupowi Lefebvre zachowanie tej równowagi i spokoju, kiedy w następstwie Soboru tak wielu wierzących katolików albo straciło wiarę albo zwątpiło w Kościół? Niewątpliwie była to jego niezachwiana wiara w Boga i Prawdę, będących daleko ponad wszelkimi ludzkimi zmianami, wpływami, polityką czy czymkolwiek. Bóg i Prawda znajdujący się dla dobra człowieka w centrum Katolickiej Tradycji, ale przecież w żadnej mierze nie podlegający czy będący zależni od ludzi. Oto wyżyny, na których żył duchowo i z których schodził do codziennego życia, ani nie dopuszczając bezprawnych zmian w tym, co Boże, ani nie wymagając przesadnej doskonałości w tym, co ludzkie. Tymczasem liberałowie oszaleli w swym pragnieniu dostosowania jedynego Kościoła Boga do naszych bezbożnych czasów, a wstrząśnięci katolicy zaczęli wątpić w to, że Boża Opatrzność czuwa nad Kościołem.

Biedny papież Franciszek jest szaleńcem, ale Jezus Chrystus jest ze swoim Kościołem aż do końca czasów (Mt 28, 20).

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXXV (735)

14 sierpnia 2021

BEZBOŻNE RZĄDY – II

Czytelnicy z pewnością pamiętają, iż w zeszłotygodniowej edycji niniejszych Komentarzy przedstawiony został artykuł brytyjskiego patrioty Dennisa Whitinga, w którym potępił on brytyjski rząd za organizowanie kłamstw w celu zarządzania krajem, w szczególności, ale nie jedynie, w związku z fenomenem covidowym. Mówienie o „covidowym nonsensie” nie oznacza całkowitego zanegowania, że jest on rzeczywisty (choć dotychczas nie został jeszcze poprawnie wyizolowany). Oznacza to, że zjawisko covidowe, kiedy jest nam przedstawiane jako problem medyczny przez polityków i media, jest całkowitym nonsensem. Kiedy jednak spojrzy się na nie jako główny instrument polityczny służący zniewoleniu ludzkości, wówczas ma to wszystko pełen sens i można zrozumieć, że pochodzi ono nie tyle od naszych laleczek teatralnych w postaci polityków i mediów, ale od ich znacznie potężniejszych mistrzów, judeomasońskiej władzy, która tworzy współczesny świat walczący z Panem Bogiem. Tę kwestię porusza obiecana tydzień temu druga część artykułu Whitinga.

Zarządzający „pandemią, jak się wydaje, przejęli kontrolę nad Wielką Brytania i niemal cały światem. Jakkolwiek Covid-19 jest paskudnym rodzajem wirusa grypy, to nie jest pandemią. Ciała nie leżą na ulicach. Zakłady pogrzebowe nie pracują bez przerwy. Roczna liczba zgonów nie wzrosła w znaczący sposób, o ile w ogóle. Ponad 99 % chorych przeżywa, a przeciętny wiek tych, którzy umierają to 82 lata. 

Masowe szczepienie, rzekomy środek zaradczy na kryzys, nie są żadnym remedium, ale wielką zbrodnią. Ludzie traktowani są jak króliki doświadczalne, na których eksperymentuje się ze „szczepionkami”, które mają działania niepożądane na przerażającą skalę. Lockdown wykorzystywany jest nie po to, by wyhamować „pandemię”, ale by niszczyć małe firmy i doprowadzić do uzależnienia całego społeczeństwa od potężnych władz i miliarderów.

To, co dzieje się dzisiaj, nie wzięło się z niczego. Plan globalnego zarządzania dojrzewał od ponad stulecia. Po I wojnie światowej centrum zarządzania przeniesiono z Imperium Brytyjskiego do Stanów Zjednoczonych. Finansiści w Nowym Yorku wspierali zarówno rewolucję bolszewicką, jak i karierę Hitlera, mając na celu doprowadzenie do konfliktów zbrojnych i rozłamów, które miałby zostać zażegnane poprzez utworzenie jednego światowego rządu.

Cały zorganizowany system pracuje teraz nad tym, aby podzielić i rozbić społeczeństwo. Ci, których celem jest „build back better” [plan ekonomiczny Bidena], chcą najpierw wszystko powalić na kolana. Na Zachodzie atak neomarksistów i neokonserwatystów na chrześcijańską religię i sposób życia stał się zaciekły. Ich celem jest stworzenie nowego rodzaju człowiekai dlatego muszą oni zniszczyć staromodne wzorce tego, jak powinniśmy postępować. (dokładnie tak! podkreślenia od autora Komentarzy).

Musimy robić, co tylko możliwe, aby przeciwstawiać się Nowemu Porządkowi Świata, który grozi nam wepchnięciem w niewolę. Hamlet – uosabiająca każdego człowieka postać stworzona przez Shakespeare’a u zarania nowożytności – nie był chętny, by stawić czoła wyzwaniu, ale wiedział, że ich nie uniknie:

Świat wyszedł z formy
I mnież to trzeba wracać go do normy! (Hamlet, akt 1 scena 5)      

Kiedy Whiting pisał o fenomenie covidowym jako o „wielkiej zbrodni” oraz o „działaniach niepożądanych na przerażającą skalę”, w żadnej mierze nie przesadzał. Potwierdza to cała masa różnych materiałów dostępnych w Internecie, jak na przykład godna pochwały praca niemieckiego adwokata Reinera Fuellmich i jego współpracowników. Jest on optymistą, ale musimy liczyć się z tym, że nieunikniona jest Boża kara, bez której znowu wrócilibyśmy do naszych bezbożnych wymiocin.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXXIV (734)

7 sierpnia 2021

BEZBOŻNE RZĄDY – I

Nie bez powodu ósme przykazanie zakazuje kłamstw.

Wszak one rozpraszają ludzkie życie.

Bez prawdziwego Boga albo lęku przed sądem szczegółowym w godzinie śmierci, cóż mogłoby powstrzymać rządzących czy elity rządzące przed wykorzystywaniem swojej uprzywilejowanej pozycji dla własnych korzyści, a nie dla korzyści ludzi, którymi rządzą? Współczesny polityk nie odpowiada przed nikim, oprócz mediów. Media zaś odpowiadają przed niewielkim gronem osób, które należą do rasy pragnącej światowej dominacji poprzez ustanowienie Nowego Porządku Świata. Ten NWO musi być wprowadzany w sekrecie, ponieważ ma on na celu eliminacje ostatnich śladów chrześcijaństwa, w tym wszystkie wolności, które z chrześcijaństwa się wywodzą. Z powodu grzechu pierworodnego to nie wolność daje prawdę. To prawda daje wolność (J, 8, 32). Ta chrześcijańska prawda dała Zachodowi jego wolność polityczną i życie, podczas gdy celem NWO jest zabicie miliardów ludzi na świecie (jak zaczynają to już robić covidowe „szczepionki”).

Dlatego dzisiejsi bezbożni władcy świata są zobowiązani udawać, że promują życie i wolność narodów, podczas gdy w rzeczywistości przygotowują ich śmierć i zniewolenie. To dlatego politycy są takimi kłamcami, zwłaszcza czadów rewolucji francuskiej w 1789 roku, kiedy Zachód przechylił się na lewo, z dala od Boga.

Niech te poważne oskarżenia zostaną poparte przykładem wziętym z życia. Spójrzmy na działania rządu Jej Królewskiej Mości w Wielkiej Brytanii. Na stronie internetowej brytyjskiej partii nacjonalistycznej (patria-uk.org), Brytyjski patriota napisał artykuł, w którym popiera twierdzenia Arcybiskupa Vigano przedstawione w Komentarzu Eleison w zeszłym tygodniu, a mianowicie to, że ludzie na całym świecie muszą przestać myśleć, że ich rządy działają dla ich dobra. Jest dokładnie odwrotnie. Oto streszczenie pierwszej połowy artykułu Dennisa Whitinga:

Dzisiaj nie rządzimy już naszym krajem – mamy rząd okupacyjny, który tworzy swoją własną „prawdę” i przedstawia wydarzenia zgodnie z przyjętą z góry narracją. Od 2000 roku wydarzyły się różne katastrofy, których oficjalne rządowe wyjaśnienia są niewiarygodne. W szczególności 11 września 2001, 7 lipca 2005 w Londynie czy też niedawno otrucie w Salisbury. Narracja tych i podobnych wydarzeń przedstawiana przez kolejne rządy i wiernie relacjonowana przez media jest niespójna i niekonsekwentna.

W 2014 roku w czasie przemówienia w ONZ premier Wielkiej Brytanii David Cameron scharakteryzował kwestionowanie oficjalnej narracji przez „spiskowych teoretyków” jako formę „prawicowego terroryzmu” z którymi trzeba się uporać. Od początku tzw. Covid-19 rząd brytyjski fanatycznie zwalcza alternatywne narracje, powołując takie organy jak Integrity Initiative (Inicjatywa Integralności), a teraz grozi kryminalizacją wszelkich poważnych poszukiwań prawdy poprzez tzw. ustawę o szkodach w Internecie. W 2010 roku został utworzony jako oficjalny organ podlegający rządowi Behavioural Insights Team (Zespół Wglądu w Zachowanie). Jego zadaniem jest zarządzanie percepcją rzeczywistości przez społeczeństwo. SAGE (Naukowa Grupa Doradcza ds. Sytuacji Kryzysowych) jest podobnym ciałem ustawionym po to, żeby doradzać Biuru Rządu razem z podgrupą SPI-B (Naukowa Grupa Pandemiczna ds. Informacji na temat Zachowań). W 2020 roku SPI-B stwierdziła, że „znaczna liczba osób nadal nie czuje się wystarczająco zagrożona [przez Covid-19]” oraz „poziom osobistego zagrożenia musi być zwiększony wśród tych, którzy są beztroscy, przy użyciu silnie uderzającego przekazu emocjonalnego”. Innymi słowy strach musi być napędzany, aby zapewnić akceptowanie przez większość społeczeństwa rządowej narracji na temat Covid-19.

Kiedy po tajemniczym otruciu Skripalów w Salisbury w marcu 2018 roku rząd miał pewne trudności z utrzymaniem oficjalnej narracji, wówczas na spotkaniu G7 w czerwcu tego samego roku premier Theresa May ogłosiła, że „przywódcy G7 zgodzili się na utworzenie nowego Mechanizmu Szybkiego Reagowania”. Oznaczało to, że wszystkie państwa G7 automatycznie przyjmą wersję wydarzeń podaną przez jednego ze swoich członków i odpowiednio zareagują…”

Innymi słowy, siedem wiodących rządów świata obiecało zjednoczyć się w organizowaniu kłamstw!  Za tydzień na łamach Komentarzy pozostała część artykułu Denisa Whitinga.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXXIII (733)

31 lipca 2021

WIELKI RESET?

Módlmy się, by prawda katolicka była głoszona,

Przez wielu Arcybiskupów bożej owczarni!

Z okazji konferencji filozoficznej, która miała miejsce dwa miesiące temu w Wenecji, Arcybiskup Vigano napisał kolejną ze swoich znakomitych analiz obecnych wydarzeń, przedstawiającą prawdziwie katolicki punkt widzenia, który powinni reprezentować wszyscy hierarchowie. Jednak przez soborowe szaleństwo zdecydowana większość cały czas temu zapobiega. Dla Kościoła, który w tej bezprecedensowej niedoli zbliża się do końca świata (por. Mt 24), Pan Bóg zachował tego Arcybiskupa jako promień światła, by szedł i głosił pełnię Bożej Prawdy, którą większość jego współbraci usiłuje w mniejszym czy większym stopniu zdusić od czasów czakończenia pół wieku temu nikczemnego Soboru Watykańskiego II. Oto streszczenie listu Arcybiskupa Vigano pt. „Wielki Reset, ostatnie z wielkich kłamstw”.

Brak „zdrowego rozsądku” u ludzi, w dużej mierze umożliwił ten atak przeciwko Bogu, przeciwko Kościołowi i przeciwko ludzkości; atak który jest reprezentowany przez Wielki Reset. Irracjonalność, abdykacja rozumu, unicestwienie krytycznego osądu i zaprzeczanie dowodom, to prawdziwy wirus pandemii naszych czasów. Powinniśmy wyrzec się uspokajającego założenia, które mówi nam, że nasi przywódcy działają dla naszego dobra, a ogólniej mówiąc, że nasi interlokutorzy są uczciwi, szczerzy i kierują się dobrymi intencjami. Rzeczywistość jest nie tylko inna, ale diametralnie odmienna od tego, co nam się mówi.

Twórcy Wielkiego Resetu uważają, że zniewolili masy ludzi do tego stopnia, iż nie muszą się już bać żadnego buntu. Masy wierzą teraz, że ich ocalenie zależy od szczepionek, a wkrótce wyciągną ręce, aby wszczepić sobie podskórny chip. Nawet jeśli ta „pandemiczna” farsa nie przyniesie pożądanych efektów, gotowe jest już kolejne oszustwo: kryzys klimatyczny jako pretekst do narzucenia „przemiany ekologicznej” i „zrównoważonego rozwoju”.

Kłamstwo jest więc stałą cechą architektów różnych Wielkich Resetów ostatnich kilku stuleci: protestancka pseudo-reformacja, rewolucja przemysłowa, rewolucja francuska, rewolucja październikowa, dwie wojny światowe, rewolucja 1968 roku czy upadek muru berlińskiego. Od tej długiej serii Wielkich Resetów organizowanych przez tę samą elitę spiskowców, nie udało się uciec nawet Kościołowi katolickiemu. Lepsze zrozumienie liturgii przez lud, było pretekstem Soboru Watykańskiego II do zniszczenia Mszy Apostolskiej, zniesienia świętego języka i profanacji obrzędów. Ten ostatni Wielki Reset wywodzi się z ataków, poprzez które w ciągu historii próbowano obalić dzieło Odkupienia i ustanowić tyranię Antychrysta. To, co się teraz dzieje, odpowiada diabolicznemu planowi, który od stuleci zmierza do osiągnięcia jednego celu – Nowego Porządku Świata. Ostatnim krokiem jest ustanowienie światowego rządu, w którym dowództwo przejmuje kilku anonimowych tyranów, którzy oddają się kultowi śmierci i grzechu.

Królowanie Chrystusa stało na drodze? Sobór Watykański II przesunął je gdzieś na koniec świata i doprowadził do tego, że Kościół stał się ofiarą tego samego demokratycznego oszustwa, w które społeczeństwa wpadły prawie dwa wieki wcześniej w wyniku Rewolucji Francuskiej. Uznając prawowitość błędu i fałszywych religii, Kościół zdetronizował się własnymi rękami, zmusił się do żebrania o aprobatę od możnych tego świata, których rozkazom się podporządkował.

Dziś każdy z nas musi dokonać wyboru i opowiedzieć się za Chrystusem albo przeciwko Chrystusowi. Oddajcie się Mu z odnowioną gorliwością, aby ta korona, którą strącili Jego wrogowie, została przywrócona Temu, który jest naszym Królem. Sprawmy, aby Pan Jezus królował w waszych duszach i we wszystkich obszarach życia prywatnego i publicznego. Tylko tam, gdzie króluje Chrystus, istnieje prawdziwy pokój i zgoda: pokój Chrystusa w królestwie Chrystusa.

Niech Pan Bóg ma w opiece tego wyjątkowego pasterza dusz, Arcybiskupa Vigano.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXXII (732)

24 lipca 2021

DROGOCENNE ŻYCIE

Kiedy się urodziłem, nie chciałem iść do piekła!

Pan Bóg dał Ci wszystko, co konieczne, abyś żył dobrze.

A tedy objawion będzie on złośnik [Antychryst], którego Pan Jezus zabije duchem ust swoich i zatraci objawieniem przyjścia swego tego,  Którego przyjście jest wedle skuteczności szatańskiej, z wszelaką mocą i znaki i cudami kłamliwemi, I z wszelkiem zwiedzieniem nieprawości w tych, którzy giną, przeto, iż miłości prawdy nie przyjęli, aby byli zbawieni. Dlatego pośle im Bóg skuteczność oszukania, aby wierzyli kłamstwu, iżby byli osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, ale przyzwolili na nieprawość (2 Tes 2, 8-11).

Jeśli wielu poważnych profesjonalistów badających zawartość covidowych wszczepień na rację, to już tysiące ludzi, którzy dali się wyszczepić, zmarło na skutek przyjętego zastrzyku. Ale to co najgorsze, jak mówią, dopiero przed nami, ponieważ wszczepienia okaleczają naturalny system odpornościowy organizmu w taki sposób, iż w przyszłości jakiekolwiek narażenie na wirusy może mieć tragiczne konsekwencje, szczególnie począwszy od najbliższej jesieni i rozpoczęcia sezonu grypowego. Czy te straszliwe prognozy się ziszczą, dopiero się okaże. Jednak mając na uwadze, jak wiele śmierci i chorób już spowodowały tzw. „szczepionki”, przewidywania te wydają się być wysoce możliwe, o ile nawet nie prawdopodobne. A jeśli okaże się to być prawdą, wówczas rosnąć będzie liczba wściekłych osób.

Nie ulega wątpliwości, że ludzie będą rozwścieczeni na propagandzistów, którzy okłamywali ich, że „szczepionka” jest bezpieczna i skuteczna, polityków, dziennikarzy, lekarzy itp. Jednak mogą oni ulec pokusie obwiniania Pana Boga, przy czym mogą w celu udowodnienia swojego punktu widzenia uciekać się do takich cytatów, jak powyższy. Zatem w czasie ciszy przed możliwą burzą spójrzmy na powyższy cytat, który jest jednym z wielu tego rodzaju. Czy Bóg może zesłać błąd i co uprawnia Go do narzucania Jego idei „Prawości”?

Po pierwsze, Bóg jest absolutną Dobrocią ponieważ jest bytem absolutnym, a tylko jakiś brak istnienia może być zły. Czymś kompletnie niemożliwym dla Boga jest, by powodował bezpośrednio coś moralnie złego. Ale może On powodować to pośrednio, nie udzielając łaski czy łask, które mogłyby zapobiec wystąpieniu tego moralnego zła. W takim jednak wypadku On nie działa, ale powstrzymuje się od działania czy zapobieżenia czemuś, a w ten sposób dopuszcza, by to nastąpiło. Co się tyczy łask, które mogą zapobiec złu, Pan Bóg jest całkowicie wolny jeśli chodzi o ich udzielanie bądź nie, a zawsze, gdy ich udziela, w rezultacie zawiesza ludzi w korzystaniu z ich wolnej woli i zdobywaniu zasług dla nieba. A niezasłużone niebo nie może równać się zasłużonemu niebu, z tego też względu żyjemy „na tym łez padole”. Bóg stworzył nas bowiem dla tego, co najlepsze, choć wymaga to także pewnych „strat ubocznych”, bo większość dusz w tej dolinie łez wybierze piekło (Mt 7, 13-14).

Po drugie, kto sprawia, że prawda jest prawdziwa? A fałsz fałszywy? I dlaczego prawda jest prawa? I dlaczego fałsz jest nieprawy? Odpowiedź: Pan Bóg stworzył świat, będący domem dla rodzaju ludzkiego, jako uporządkowaną całość złożoną z wielu elementów. Boży Ład naszego domu jest prawdziwy (odpowiada zamysłowi Bożemu), jest piękny (mieszkańcy miast ciągle uciekają w weekendy ze współczesnych miast, by cieszyć się pięknem Bożej natury/porządku) i jest dobry (ten porządek jest realny, istnieje, jest naturalny i nie jest li tylko wytworem mojej wyobraźni). Zatem Boży Ład jest prawdziwy, piękny i dobry w całym Jego stworzeniu, a Pan Bóg stworzył moją duszę z niczego i dał mi ileś lat życia po to, bym wykorzystując moją wolną wolę wybrał albo uznanie tej dobroci w stworzeniu i umiłowanie Stworzyciela za danie mi szansy dostania się do nieba, gdzie na wieki będą się radować, albo odrzucenie uznania dobroci Stworzyciela stojącego za stworzeniem oraz jego całkowicie zdumiewającej propozycji wiecznego szczęścia w zamian za kilka lat przestrzegania prawdy i prawości Bożego ładu. W skrócie: prawda i prawość nie są samowolne, ale oparte na rzeczywistości, na mojej wierze w dobroć Bożego Ładu i moim podporządkowaniu się jemu.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXXI (731)

17 lipca 2021

CIERPLIWY PAN BÓG

Prawdziwym narodem wybranym jest Kościół, a Bóg da

Papieża i Monarchę, którzy go odbudują.

Człowiek nieustannie się zmienia, co nie wymaga dowodzenia, natomiast Pan Bóg nie może się zmienić w najmniejszym stopniu. Jego istotą jest bycie (a oni mówią, że On nie istnieje!), zatem posiada on pełnię istnienia i nie może posiąść go w większym stopniu, niż już ma. A przecież w przypadku jakiekolwiek zmiany nabyłby On jakieś istnienie, którego wcześniej nie miał. Dlatego On nie może się zmienić. Psalmy zostały napisane przez Pana Boga poprzez ludzkie instrumenty jak król Dawid, ale ostatecznie przez samego Boga. Zatem każdy psalm stanowi swoisty mały samoportret niezmiennego Boga, zawsze prawdziwego, pomimo wszelkiego zamieszania wsród ludzi żyjących w kolejnych wiekach, w tym także i w naszym. Spójrzmy na psalm 77 (według nowoczesnej numeracji 78), aby zobaczyć, co stanowi istotę covidowego zamieszania, trwającego od wiosny zeszłego roku. To nie jest skomplikowane.

1-4 Psalmista rozpoczyna od wezwania swoich słuchaczy do uwagi. Będzie on opowiadać kolejnym pokoleniom o dziełach Bożych w przeszłości, tak, jak opowiadały o nich minione pokolenia <zwróćmy uwagę, że tu jest Tradycja, czyli przekazywanie; dzisiejsza „edukacja” robi coś zupełnie odwrotnego i nawet zabrania „edukatorom” wspominania samego słowa Bóg>.

5 Albowiem nadał On w Jakubie przykazania i ustanowił Prawo w Izraelu, aby to, co zlecił naszym ojcom, podawali swym synom, 6 aby to poznało przyszłe pokolenie, synowie, co się narodzą, 7 że mają pokładać nadzieję w Bogu i nie zapominać dzieł Boga, lecz strzec Jego poleceń. <oczywiście współczesna „edukacja” pragnie odstrzelić Boga>  8 A niech nie będą jak ich ojcowie, pokoleniem opornym, buntowniczym, pokoleniem o chwiejnym usposobieniu, którego duch nie dochowuje Bogu wierności <oto istota naszego pokolenia w roku 2020>.

9-20 Nawet po wszystkich cudach, poprzez które Pan Bóg poprowadził Izraelitów z Egiptu do Ziemi Obiecanej, takich jak to, iż z twardej skały wypłynęła woda wystarczająca dla całego ludu, cały czas byli tam tacy, którzy odmawiali posłuszeństwa Panu Bogu mówiąc, iż nie mógłby On nakarmić ich na środku pustyni.

21-22 Toteż gdy Pan usłyszał, zapalił się gniewem, i ogień rozgorzał przeciw Jakubowi i gniew jeszcze powstał przeciw Izraelowi, że nie uwierzyli w Boga i nie zaufali Jego pomocy. <Bóg jest równie zły na niewierność współczesnego Zachodu, który pokłada ufność w „naukowcach” i politykach, którzy kłamią, w zaślepionych materialistach, a nie w Nim. Covid jest karą>.

23-29 Pan Bóg obficie nasycił Izraelitów manną. 30 Ale oni nadal grzeszyli. 31 Wówczas ponownie uderzył. 32 Ale oni dalej nie wierzyli. 33 On ukarał ich śmiercią. 34-37 Zwrócili się do Niego, ale to nie było szczere. 38-40 Bóg w swojej dobroci, wspomniawszy kruchość człowieka, przebaczył im, ale jak często zasmucali Go na pustkowiu! 41-51 Ileż razy zapominali oni to, czego On dokonał w Egipcie, by ukarać Egipcjan, jak i Izraelitów. <Jak często Pan Bóg chłostał współczesną Europę straszliwymi rewolucjami i wojnami, a dziś covidem (nie tyle nawet rzekomym wirusem, co przerażającą szczepionką). I pomimo tego zdecydowana większość ludzi gardzi Nim>.

52-58 Wreszcie Pan Bóg wprowadził swój lud do Ziemi Obiecanej, ale nawet tam oddali się oni bałwochwalstwu. 59-64 Ponownie Bóg zapłonął gniewem, odrzucił Izrael i wydał Izraelitów w ręcę ich nieprzyjaciół. <dziś covidian i komunistów> 65-66 Bóg złagodniał i rozproszył nieprzyjaciół Izraelitów. <gdyby tylko ludzie na Zachodzie zwrócili się i powrócili do Niego, wóczas zarówno covidianie, jak i komuniści, zniknęliby jak podmuch wiatru> 67-72 Pan Bóg miłuje szczególnie pokolenie Judy i dał mu wielkiego króla Dawida.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXX (730)

10 lipca 2021

PRAWDA I AUTORYTET – III

Struktura Kościoła może się walić,

Jeśli Bóg dopuści, by to się stało.

Co się tyczy kryzysu Kościoła, to stwierdzenie, iż wierność wobec katolickiej Prawdy zmaga się od czasów Soboru Watykańskiego II z wiernością wobec katolickiego Autorytetu (Komentarz Eleison nr 726 z dnia 12 czerwca 2021 roku) rzuca wiele światła (Komentarz Eleison nr 728 z dnia 26 czerwca 2021 roku), ale może rzucić jeszcze więcej światła na dręczące pytanie, jak bardzo powinni dziś tworzyć zorganizowane struktury obrońcy prawdziwej katolickiej Wiary. Ci, których ktoś mógłby nazwać normalnymi katolikami będą argumentować, iż Autorytet jest tak wewnętrznie potrzebny dla Kościoła, że obrońcy Prawdy bez żadnej struktury i autorytetu wśród nich nigdzie nie mogą dojść, co najwyżej rozpłyną się w powietrzu. Ci, których ktoś mógłby nazwać nienormalnymi katolikami odpowiedzą, w niniejszym Komentarzu, że skoro katolicka Prawda jest celem katolickiego Autorytetu (Komentarz Eleison nr 726), to ci, którzy prawdziwie posiadają katolicką Prawdę w drodze wyjątku nie potrzebują jakiejś ścisłej struktury, która trzymałaby ich razem. Bo skoro, jak mówi powiedzenie: „Prawda jest potężna i zwycięży”, to ona będzie ich jednoczyć.

Od kiedy Nasz Pan założył swój Kościół, musi on iść swoją drogą poprzez wrogie terytorium, to jest przez świat, którego księciem ze względu na grzech pierworodny jest diabeł (J 14, 30). Pan Jezus wyrzucił szatana precz poprzez swój krzyż (J 12, 31), ale pozostawił człowieka z ranami powstałymi poprzez grzech pierworodny. Dlatego właśnie człowiek potrzebuje całego Autorytetu Kościoła, który strzeże katolickiej Prawdy (Komentarz Eleison nr 726). Jednak po dziewiętnastu stuleciach papież Leon XIII otrzymał wizję, iż Pan Bóg dał szatanowi pełną wolność do atakowania Kościoła. W konsekwencji wiek później na Soborze Watykańskim II w nienormalny sposób szatanowi udało się faktycznie powalić nawet Autorytet Kościoła. W jaki zatem sposób Pan Bóg przewidział, by chronić swoją Prawdę przed anarchią w swoim Kościele? Nie ma żadnej wątpliwości co do tego, że Kościół będzie trwał (Mt 28, 20). Co zrobi Pan Bóg, by ochronić swój Kościół? Celowo dopuścił, by zwyczajny Autorytet się rozsypał. Do czego się zatem w tych nadzwyczajnych okolicznościach będzie się uciekał?

Z całą pewnością możemy obserwować to wszystko wokół nas. Od 1965 roku, kiedy to Sobór oficjalnie się zakończył, katolicy przez pół wieku żyli mając nad sobą Autorytet, który coraz bardziej i bardziej porzucał katolicką Prawdę, której nauczanie winno być jego celem i uzasadnieniem. Czy na skutego tego katolicy odchodzili od Kościoła? Tak, wielu zwróciło się ku fałszywym religiom czy w ogóle porzuciło jakąkolwiek religię, ale nie wszyscy. Owce, które zachowują wiarę, można odnaleźć rozsiane w różnych kierunkach, gdy pasterz został uderzony. Nadal można je odnaleźć w oficjalnym Kościele, w różnych zgromadzeniach określanych niegdyś mianem Ecclesia Dei, np. w Bractwie Kapłańskim Św. Piotra, a także w Bractwie Kapłańskim Św. Piusa X, w tzw. Ruchu Oporu czy u sedewakantystów itd. Wprawdzie są oni zdolni do tego, by nawzajem się wyklinać, ale to nie ma większego znaczenia. To, co istotne, to katolicka Prawda, której wszyscy mniej lub bardziej kurczowo się trzymają, dopóki i o ile jej nie opuszczą. Ta Prawda oznacza przy tym, że wszyscy będą musieli podporządkować się ponownie katolickiemu Autorytetowi, gdy tylko powróci on do katolickiej Prawdy, nie wcześniej. Można się spodziewać, że nie wszystkie z rozproszonych owiec z równą łatwością będą potrafiły podporządkować się Autorytetowi, ale będzie to koniecznie potrzebne, aby wszyscy pozostali katolikami.

W międzyczasie któż mógłby powiedzieć, że Pan Bóg opuścił swoje owce? Złota zasada mówi, iż On nigdy nie opuszcza dusz, które najpierw nie opuściły Jego. W rzeczywistości wielu z nas mogłoby opowiadać o nadzwyczajnych drogach, którymi doprowadził nas do utrzymania się przy Wierze czy też do powrotu do niej, a czyni to także poprzez kryzys Kościoła. Gdyby nie szaleństwo modernistów, to niejeden człowiek pewnie lunatykowałby w Wierze aż do śmierci. Dla wielu ludzi jest teraz czymś trudnym znalezienie grupy, z którą mogliby się związać, aby żyć Wiarą. Ale jeśli ktoś szuka i będzie to robić wytrwale, to znajdzie to, czego potrzebuje. Przez czterdzieści lat Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X było prawdziwą oazą na pustyni i cały czas wiele dusz odnajduje tam schronienie. Dziś jest ono wzywane przez Arcybiskupa Viganò, by kontynuowało przedkładanie Prawdy nad fałszywy Autorytet, Wiary nad „posłuszeństwo”.

W starych podręcznikach do teologii, które można by nazwać sznurami katolickich pereł, słusznie stwierdzano, iż żadna herezja nie może pochodzić od papieża, bo wówczas sytuacja Kościoła byłaby beznadziejna. Zaiste dzisiejsza sytuacja jest po ludzku beznadziejna. W podręcznikach należało zatem dodać „po ludzku”, bowiem nie wolno nam zapominać, że to, co po ludzku jest naprawdę beznadziejne, dla Pana Boga jest dziecinnie proste.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DDCCXXIX (729)

3 lipca 2021

BÓG W CENTRUM

Niech każdego dnia więcej dusz będzie przesłuchiwanych

Z tym, co zaszczepiają ci zbrodniarze !

Jeśli zadam sobie pytanie, jak to możliwe, że miliardy ludzi na świecie mają tak mało zdrowego rozsądku, że leżą bezczynnie i przyjmują ten covidowy nonsens, lawinę kłamstw porywająca ludzki umysł, a następnie despotyczne idiotyzmy określające, jak mają się zachowywać, to mam tylko jedną odpowiedź – ludzie pozwolili, aby „nauka”, potem technologia, a w końcu elektronika tak zdominowały ich życie, że nie pozostało im już prawie nic ze zdrowego rozsądku, aby mogli rozpoznać globalne oszustwo i postawić się globalnym tyranom.

Jest to przedsmak tego, co św. Paweł mówił o nadejściu Antychrysta: A tedy objawion będzie on złośnik, którego Pan Jezus zabije duchem ust swoich i zatraci objawieniem przyjścia swego tego,  Którego przyjście jest wedle skuteczności szatańskiej, z wszelaką mocą i znaki i cudami kłamliwemi, I z wszelkiem zwiedzieniem nieprawości w tych, którzy giną, przeto, iż miłości prawdy nie przyjęli, aby byli zbawieni. Dlatego pośle im Bóg skuteczność oszukania, aby wierzyli kłamstwu, (2 Tes 2, 8-11).

Ten cytat jest prawdziwy w każdym czasie i miejscu, ale ma zastosowanie bardziej niż kiedykolwiek, gdy zbliżamy się do końca świata. Zauważ, że kłopoty zaczynają się od braku umiłowania prawdy. Kochać prawdę i dążyć do niej, jest wielkim darem Boga, ponieważ jeśli ktoś do niej dąży, ten ją znajdzie (Mt 7, 7-8), a jeśli będzie przy niej trwać, wówczas Bóg zaprowadzi go do nieba oraz wiecznej szczęśliwości. Ale jeśli z miłości do świata, ciała czy diabła, trzech wielkich wrogów duszy, ktoś odrzuca prawdę albo dążenia do niej, to nieuniknionej jest, że wobec braku prawdy w umyśle pojawi się błąd i zanik zdrowego rozsądku, a w woli zepsucie i niemoralność. Zdrowy rozsądek jest rzeczywiście naturalnym darem dla umysłu od Boga, daje możliwość analizowania rzeczywistości dookoła, a w ten sposób do odkrywania prawdy, co jest umiejętnością niezbędną do przetrwania. Ale jeśli ukierunkuję moją wolę przeciwko rzeczywistości i prawdzie, do czego jestem zdolny, wtedy Bóg pozwoli dopuści, abym wypaczył mój zdrowy rozsądek tak bardzo, że nie będzie on miał już dla mnie żadnego znaczenia.

To właśnie ma teraz miejsce na globalną skalę, dlatego najbardziej wybitni „intelektualiści” zmieniają się w najgłupsze istoty ludzkie. I tak na przykład, aby narzucić swój własny schemat równości w Bożym stworzeniu oraz zamyśle różnorodności przez nierówność, odmawiają uznania wielorakiej komplementarności pomiędzy kobietą a mężczyzną i dążą do przekształcenia mężczyzn w kobiety i kobiet w mężczyzn, z fatalnymi skutkami dla jednych i drugich, a także z katastrofalnymi operacjami plastycznymi, aby chłopców zamienić w dziewczynki, a dziewczynki w chłopców. Ale dlaczego nie, skoro Boże stworzenie, natura, Adam i Ewa, niebo i piekło nie są prawdziwe? Wtedy cały świat staje się moją zabawką i placem zabaw dla ludzi takich jak Gates, Soros i Schwab.

Oto dlaczego jeden prawdziwy Bóg, od którego pochodzi wszelkie Stworzenie, natura, Adam i Ewa, piekło i niebo, jest w centrum tego globalnego coviodwego-oszustwa. NIE dlatego, że On w jakikolwiek bezpośredni sposób je stworzył, ale ponieważ On je dopuścił, „aby zostali osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdziwie, lecz zgodzili się na nieprawość”. Żadne kłamstwa nie mogą wejść do Jego nieba, nie mówiąc już o lawinie kłamstw. Ale On chce zaludnić Swoje niebo, niezależnie od tego, jak ludzie chcą wyludnić Jego świat!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXVIII (728)

26 czerwca 2021

PRAWDA I AUTORYTET – II

Można zgadzać się lub nie z przedstawionym dwa tygodnie temu na łamach niniejszych Komentarzy stwierdzeniem, iż na Soborze Watykańskim II (1962-1965) katolicka Prawda została oddzielona, mówiąc ogólnie, od katolickiego Autorytetu, ale jest to stanowisko, które umożliwia wyjaśnienie szerokości i głębokości bezprecedensowego zamieszania, które od tamtej pory panuje wewnątrz Kościoła katolickiego. Bowiem katolicy przywiązani do Prawdy trwają przy niej zaciekle, bo rozumieją, że jest ona istotą Kościoła katolickiego. Z kolei katolicy lojalni wobec tego, co wygląda na Autorytet, zaciekle przy nim trwają, ponieważ wiedzą, że Kościół katolicki potrzebuje koniecznie Autorytetu. Jak zwykł mawiać Arcybiskup Lefebvre, było mistrzowskim dziełem szatana, by rzucić katolików przez „posłuszeństwo” (wobec Autorytetu) w nieposłuszeństwo (wobec Prawdy). Z tej diagnozy wynikają ważne wnioski:

1. Skoro istotą katolickiej Prawdy jest to, że jest ona niezmienna, zatem to Autorytet musi wrócić do Tradycji, aby zakończył się kryzys i zamieszanie wynikające z rozłamu między Prawdą i Autorytetem. Zgodnie ze swoją prawdziwą definicją, Autorytet pochodzi tylko z góry: „Jeżeli nie istniałby Bóg, to nie byłoby żadnej przyczyny, bym był oficerem” powiedział bohater „Biesów” Fiodora Dostojewskiego. Dlatego tylko Pan Bóg może postawić papieża na nogi i przez Swoją Matkę przekazał w Fatimie, jak to zrobi, a mianowicie poprzez dokonane przez papieża w łączności z wszystkimi katolickimi biskupami świata poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny. Jednak warunkiem jest, aby wystarczająco dużo katolików modliło się, by to poświęcenie zostało dokonane.

2. Tymczasem w Kościele od góry do dołu trwa nieunikniony stan nieładu, który zgodnie z przysłowiem trzeba przetrwać, skoro nie można go uleczyć. Wszechmogący Bóg nie przestał troszczyć się o swój Kościół, a posługuje się kryzysem, by strząsnąć z drzewa zgniłe owoce. On doskonale wie, co robi, zatem nie powinniśmy przestawać wierzyć Kościołowi katolickiemu, tak jak nie moglibyśmy przestać wierzyć w Bóstwo Naszego Pana, jeśli bylibyśmy gapiami na Jego Drodze Krzyżowej w Jerozolimie widzącymi, jak chwieje się on przed nami pod ciężarem krzyża. Mówiąc po ludzku, jak wiele mielibyśmy powodów, by przestać wierzyć na widok takiego okrucieństwa! Dziś, mówiąc po Bożemu, jak wiele mamy powodów, by wierzyć w przyszłość Kościoła. Przed końcem świata będzie on wstrząsany jeszcze bardziej, niż ma to miejsce dziś, ale przecież pokonanie Antychrysta będzie największym tryumfem w całej historii Kościoła.

3. Dlatego katolicy potrzebują dziś bezgranicznego zaufania w Bożą Mądrość i Wszechmoc, wbrew wszelkim pozorom. Pewnego dnia ci biedni nieszczęśnicy, którzy rządzą dziś światem i chcieliby zdobyć pełną władzę nad całym rodzajem ludzkim za pomocą szczepionek od wewnątrz i promieniowania od zewnątrz, stopnieją, jak mówi Psalmista, niczym wosk przed obliczem Boga. Stali się oni jak maszyny, które otaczają czcią. Kompletnie nie przejmują się Bogiem czy duszą wyższą od tego, co materialne, że chcieliby zaiste zamienić ludzi w roboty. A przecież, jak mówi Psalmista, Bóg śmieje się z nich. Naszym obowiązkiem jest, by oddać Panu Bogu całą cześć, miłość i chwałę, jakiej oni mu nie okazują, zaś Matce Bożej modlitwę różańcową, o którą prosi, by móc orędować u Boga prosząc o ich i nasze nawrócenie oraz zbawienie.

4. Wreszcie, pośród całej obecnej konfuzji i braku autorytetów, katolicy potrzebują takiej miłości bliźniego, zwłaszcza wobec innych katolików, która zakrywa mnóstwo naszych grzechów i przygotowuje jutro odrodzenie Kościoła. Mogę znać Prawdę, ale wiedza nadyma, miłość zaś buduje”, jak mówi św. Paweł. To nawet nie globaliści i banksterzy są dziś moimi prawdziwymi wrogami. Są oni wprawdzie „zwierzchnością i władzą”, „rządcami świata tych ciemności” i „pierwiastkami duchowej niegodziwości” (por. Ef 6, 11). Jednak prawdziwa wojna to wojna duchowa przeciwko upadłym aniołom. A toczy się ona przede wszystkim w każdym z nas.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXVII (727)

19 czerwca 2021

BŁAGANIA VIGANO

Niniejsze Komentarze nie raz cytowały słowa Najświętszej Maryi Panny wypowiedziane w 1973 roku w Japonii: „Tylko ja mogę wam teraz pomóc”. Jest charakterystyczne dla mądrości Arcybiskupa Viganó, że traktuje on Matkę Bożą poważnie. Pewnie nie wszyscy Czytelnicy mieli już okazję, aby zobaczyć, w jaki sposób błagał on Ją w ostatnim miesiącu:

Najwspanialsza Pani i Królowo Nieba, zechciej zwrócić swój wzrok na nas, Twoje dzieci, w tej godzinie ciemności i utrapienia. Nie lekceważ naszej pokornej i ufnej modlitwy w chwili, gdy siły wroga zwielokrotniają swój piekielny atak na Boga, Jego Kościół i rodzinę ludzką.

Ty, Która jesteś wzorem i przykładem pokory i posłuszeństwa woli Bożej, oświeć naszych przywódców, aby pamiętali, że władza, którą sprawują, pochodzi od Boga, przed którym kiedyś odpowiedzą, Sprawiedliwym Sędzią, zarówno za dobro, którego nie uczynili, jak i za zło, które popełnili. Ty, która jesteś Najwierniejszą Dziewicą, naucz tych, którzy zarządzają sprawami publicznymi poszanowania moralnych zobowiązań ich urzędu, aby odrzucili wszelką zgodę na występek i błąd.

Ty, która przez Swoje wstawiennictwo przed tronem Bożym uzdrawiasz zło duszy i ciała i słusznie wzywamy Cię jako Uzdrowienie Chorych, pokieruj lekarzami i pracownikami służby zdrowia w ich pracy. Pomóż im troszczyć się o chorych i nieść pomoc najsłabszym z nich. Daj im odwagę, by przeciwstawili się tym, którzy zmuszaliby ich do powodowania śmierci lub choroby z powodu niewłaściwego leczenia lub szkodliwych leków. Odwołajmy się do Boskiego Lekarza naszych dusz, Pana naszego Jezusa Chrystusa, prosząc Go, aby obudził w ich sumieniach świadomość ich roli i obowiązek dbania o życie i zdrowie ciała.

Ty, który podczas ucieczki do Egiptu uratowałeś Swojego Boskiego Syna przed zemstą Heroda, uwolnij nasze dzieci od moralnych i duchowych zagrożeń, które nad nimi wiszą. Chroń nasze dzieci przed prawdziwą zarazą grzechu i występku oraz przed zbrodniczymi planami ideologicznej dyktatury, która chce  uderzyć w ich ciała i dusze. Daj siły rodzicom i wychowawcom, aby przeciwstawili się eksperymentalnemu stosowaniu na naszych dzieciach niebezpiecznego i moralnie niedozwolonego leku. Udaremnij zamiary tych, którzy atakują ich niewinność, próbując ich wypaczać od najmłodszych lat, psując ich moralność i wykrzywiając ich intelekt.

Ty, która cieszyłaś się obecnością Twojego Syna na drodze do życia wiecznego, bądź blisko chorych, starszych i umierających, zwłaszcza tych, którzy z powodu nieludzkich przepisów umierają w samotności na szpitalnych łóżkach, pozbawieni Sakramentów. Udziel im pocieszenia. Wzbudzaj w nich skruchę za popełnione grzechy i chęć ofiarowania cierpień jako zadośćuczynienia za grzechy, aby zamknęli oczy z pociechą przyjaźni z Bogiem.

Ty, która nazywasz się Matką Kapłaństwa, oświeć naszych Pasterzy. Otwórz ich oczy, aby zobaczyli obecne zagrożenie. Uczyń ich konsekwentnymi świadkami Chrystusa, Twojego Syna, odważnymi obrońcami owczarni, którą powierzył im Pan, i odważnymi przeciwnikami błędu i występku. Uwolnij ich, o Najświętsza Dziewico, od szukania poklasku wśród ludzi i pobłażania grzechowi. Rozpal ich miłość do Boga i bliźniego, oświeć ich umysły i wzmocnij ich wolę.

Ty, przed którą uciekają wszystkie demony piekielne, pokonaj diaboliczne plany tej nienawistnej tyranii, oszustwo pandemii i kłamstwo złoczyńców. Spraw, aby światło Prawdy zajaśniało nad kłamstwem, tak jak prawdziwe światło Chrystusa oświetla ciemność błędu i grzechu. Zawstydź swoich wrogów i upokorz pod swoją stopą dumne głowy tych, którzy ośmielają się rzucić wyzwanie Niebu i chcą ustanowić panowanie Antychrysta.

Ty, która z Boskiego postanowienia jesteś Pośredniczką Wszelkich Łask i Naszą Współodkupicielką, uproś nam łaskę ujrzenia triumfu Twojego Niepokalanego Serca, któremu poświęcamy siebie, nasze rodziny, nasze wspólnoty, Kościół Święty, naszą Ojczyznę i cały świat.

Niech tak się stanie!

+ Carlo Maria Viganò, Arcybiskup

13 Maja 2021

 W dzień Wniebowstąpienia Pańskiego i objawień Niepokalanej N.M.P.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXVI (726)

12 czerwca 2021

PRAWDA I AUTORYTET – I

„Posłuszeństwo” Soborowi czyni ślepym,

Prowadzi bowiem do porzucenia Prawdy.

Jeden z czytelników niniejszych Komentarzy został ostatnio zaskoczony delikatnie mówiąc niedostatecznym wyjaśnieniem przez pewnego tradycjonalistycznego lidera motywów tego, dlaczego po wielu latach podążania drogą Arcybiskupa Lefebvre (1905-1991) zdecydował się uznać autorytet oficjalnego Kościoła i podporządkować swoją małą wspólnotę autorytetowi lokalnej diecezji i Rzymu. Niniejsze Komentarze, aby opisać w takich przypadkach na czym polega błędne rozumowanie, posługują się terminami Prawda i Autorytet. Zostały one bowiem powołane do tego, by sobie towarzyszyć, ale Sobór Watykański II (1962-65) rozdzielił je od siebie. Czytelnik powiedział, że to wyjaśnienie bardzo mu pomogło, więc pozwolę sobie ponownie przypomnieć je wszystkim Czytelnikom.

Prawda jest tak istotna dla Kościoła Katolickiego, jak dla żadnej innej instytucji na ziemi. Jeśli bowiem Kościół naucza, że reprezentuje jedynego prawdziwego Boga, który sam o sobie mówi, że jest „Drogą, Prawdą i Życiem” (J 14, 6), to jeśli Kościół głosiłby jakąkolwiek nieprawdę, wówczas sam siebie całkowicie by zdyskredytował. Żadna inna ludzka instytucja, by pozostać wiarygodną, nie musi tak bardzo wystrzegać się choćby najmniejszej nieprawdy. Jednakże grzech pierworodny, choć w zasadzie powszechnie negowany jest przez współczesnych ludzi, pozostaje straszliwą rzeczywistością, która powoduje, że prawda nie rozkwita naturalnie, gdy pojawia się na placu targowym, jak optymistycznie uważał Thomas Jefferson. Niemniej zbawienie człowieka zależy od Bożej Prawdy (J 18, 37), dlatego też Pan Bóg dał swój Boży Autorytet swemu Bożemu Kościołowi, aby nauczał on Bożej Prawdy krnąbrnych i przekornych ludzi, aż im się poddadzą.

Biorąc pod uwagę grzeszność człowieka, Autorytet Kościoła jest kluczowym obrońcą i strażnikiem Prawdy. Na przykład Łk 22, 32: Piotrze prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. = Prawda; Ty nawróciwszy się = do Prawdy; utwierdzaj twoich braci = wykonuj swój Autorytet. Zwróćmy uwagę, że Prawda jest celem i fundamentem Autorytetu (co w tak wyjątkowy sposób rozumiał Arcybiskup Lefebvre) oraz poprzedza go, ale jednocześnie dla grzesznego człowieka potrzebuje Autorytetu Kościoła. Z punktu widzenia Bożego Prawda (doktryna) i Autorytet (hierarchia) winny być nieodłącznymi towarzyszami.

I tu jest pies pogrzebany. Na Soborze Watykańskim II katolicki Autorytet (papież i ojcowie soborowi) oddzielił się od katolickiej Prawdy, udając, że modernistyczna doktryna jest katolicka, choć tak nie jest, nawet jeśli mogła ona i była za taką przedstawiana.

Od tego czasu, jak mówił Arcybiskup Lefebvre, wszyscy katolicy zostali rozdarci. Bądź podążali za Autorytetem (papież i biskupi) i w mniejszym lub większym stopniu porzucali katolicką Prawdę (którą porzucił Autorytet) bądź też podążali Prawdą i w mniejszym lub większym stopniu porzucali Autorytet. Skoro papież i biskupi zdecydowanie odmówili powrotu do katolickiej Prawdy i Tradycji, wówczas katolicy przywiązani do katolickiej Prawdy musieli w rezultacie mniej lub bardziej wyjść spod władzy prawowitego Autorytetu, czy raczej Autorytetu, który wydawał się być prawowity. Skoro zatem pasterze został powalony doktrynalnie (w szczególności Paweł VI i Jan Paweł II, ponieważ Paweł VI prowadził ten modernistyczny taniec), wówczas nieuniknione było to, że owce zostały rozproszone. Wielu było bowiem uznawało 100 % Autorytetu i 0 % Doktryny. Niektórzy, powiedzmy, 85 % Autorytetu i 15 % Doktryny. Inni 60 % Autorytetu i 40 % Doktryny itd. Arcybiskup Lefebvre to 100 % Doktryny, ale także, jakby to powiedzieć, 15 % Autorytetu. On bowiem zawsze obstawał przy uznawaniu, szanowaniu i byciu posłusznym wobec papieża jako papieża jeśli tylko Prawda (Wiara) mu na to pozwalały.

Od czasów przeklętego Soboru do dziś, kiedy do Autorytet coraz bardziej oddalał się od Prawdy, wewnątrz każdego katolika (traktującego poważnie swoją wiarę) trwa swoiste przeciąganie liny między Prawdą a Autorytetem. Lider, którego wspomnieliśmy na wstępie, a którego postępwanie tak zaskoczyło Czytelnika, był i jest poważnym i oddanym katolikiem, więc można go uznać za rozdartego człowieka, który działał w następujących etapach: najpierw podążał wiernie i był posłuszny swojemu zgromadzeniu, które wyglądało na normalny katolicki Autorytet. Następnie zdał sobie sprawę z tego, że Arcybiskup miał rację przedkładając Prawdę ponad Autorytet i podążył za jego przykładem „nieposłuszeństwa” wobec Rzymu, by pozostać wiernym katolickiej Tradycji. Wreszcie, kiedy Arcybiskup zmarł w 1991 roku i odeszła jego osobista charyzma, wówczas zadziałał potężny magnetyzm Rzymy i pociągnął go z powrotem do pozornego Autorytetu czerwonych guzików od sutanny i mahoniowych biurek „Rzymu”.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXV (725)

5 czerwca 2021

III WOJNA ŚWIATOWA

Synagoga panuje za wszechmądrym przyzwoleniem Boga.

Bez niej niewiele powstrzymałoby nasze samozagładę.

Trzecia Wojna Światowa jest blisko. Właśnie byliśmy świadkami bardzo poważnej konfrontacji zbrojnej na granicy rosyjsko-ukraińskiej pomiędzy armiami tych dwóch państw, które zostały specjalnie zmobilizowane na tę konfrontację. Wydaje się, że na razie udało się uniknąć jawnej wojny, ale wielu obserwatorów twierdzi, że nie można jej unikać w nieskończoność. Bynajmniej nie dlatego, że Rosja pragnie wojny, bo wcale jej ona nie chce, ale dlatego, że istnieje pewien naród, który od tysięcy lat dąży do zdominowania świata, który od setek lat dominuje Europę i Stany Zjednoczone.

Ten naród niedawno opanował po mistrzowsku Ukrainę i wykorzystuje ją, razem z europejskim NATO do tego, by sprowokować Rosję do trzeciej Wojny Światowej. Liczą na to, że w ten sposób uda im się zdobyć światową hegemonię dla Stanów Zjednoczonych, które kontrolują. Niestety, kiedy tylko wybucha wojna, jedną z pierwszych ofiar jest zawsze Prawda. Dlatego pozwólcie powiedzieć kilka rzeczy, póki jeszcze mogą być powiedziane, zanim emocje „patriotyzmu” tak zmącą ludzki rozum, że nie będą oni mogli myśleć jasno. Miłość do własnego kraju jako taka, jest nie tylko uprawniona, ale wręcz nakazana przez czwarte przykazanie. Jednak, jak powiedziała kiedyś słynna pielęgniarka Edith Cavell (1865-1915): „Patriotyzm to za mało. Nie wolno mi żywić do nikogo nienawiści ani goryczy”.

Póki jeszcze można myśleć jasno, niech katolicy uważają, aby ich umysły były wolne od masowej i potężnej propagandy, która od dawna pracuje nad przekonaniem wszystkich, że dążenie Stanów Zjednoczonych do panowania nad światem jest najlepszą drogą dla całego świata. Ta propaganda i ta żądza są zasilane kłamstwami, a przecież Nasz Pan nazywa szatana „kłamcą i ojcem wszystkich kłamstw” (J, 8, 44). Kłamstwa są oczywistymi śladami szatana. Teraz, przy wszystkich swoich poważnych wadach prezydent Trump (2017-2021) wycofał Stany Zjednoczone z angażowania się w wojny, tak jak prezydent Rosji Putin (1999- dziś) odnowił swój kraj przygotowując się do wojny, ale jednocześnie stanowczo powstrzymując swoje wojska przed jakąkolwiek większą wojną i to od początku swojej prezydentury. Dlatego „synagoga szatana” (Ap. 3, 9) musi się pozbyć ich obu.

W przypadku Putina zorganizowano kilka zamachów na jego życie, ale żaden z nich się nie powiódł, dlatego musi być on stale dyskredytowany przez masę kłamstw w podłych zachodnich mediach (w całości kontrolowanych przez tą samą synagogę) jako podżegacz wojenny tęskniący za inwazją na Europę, ingerujący w niespodziewany wybory Trumpa w 2016 roku i tak dalej. Z kolei prezydent Trump niemal od początku prezydentury był obrzucany przez synagogę (Schumer, Schiff, Nadler itd.) tym, co okazało się kolejnym kompletnym stekiem kłamstw (sfabrykowanych przez Anglika), jakoby był w zmowie z Rosją Putina. Ponieważ te kłamstwa nie przyniosły zamierzonego efektu, wówczas wobec ryzyka jego ponownego wyboru przez Amerykanów musiano zapobiec jego reelekcji, nieważne czy uczciwie czy nie. Kiedy pierwsze głosy wskazywały na zwycięstwo Trumpa, wówczas w środku nocy użyto wszelkich możliwych środków do sfabrykowania masy fałszywych głosów, aby rano „wybrać” Bidena. Synagoga w końcu miała w Białym Domu marionetkowego podżegacza wojennego, którego tak pragnęła. Hańba każdemu przyzwoitemu Amerykaninowi, który świadomie zgodził się na masę kłamstw otaczających te „wybory”. Jego szlachetnemu niegdyś krajowi grozi surowa kara ze strony Putina. Strzeżcie się amerykańskiego „patriotyzmu”. Prawdziwymi przyjaciółmi waszego kraju są ci, którzy mówią prawdę, jak Putin. Słuchajcie jego zdrowego rozsądku, a nie mediów.

Jak ostatecznie potoczą się te wydarzenia, tego oczywiście nie wiemy. Matka Boża może powstrzymać jeszcze na jakiś czas karzące ramię jej Syna, ale wygląda na to, że przyjdzie taki czas, kiedy nie będzie mogła już tego dłużej robić. Wygląda bowiem na to, że ludzkość jest tak bardzo pogrążona w grzechu, że nic innego jak tylko okropieństwa wojny nuklearnej są konieczne, by rzucić ją na kolana. To jest właśnie cel Boga: dać pragnącym dobrze duszom szansę, aby mogły się dostać do nieba, której teraz często praktycznie nie mają, dusząc się jak my wszyscy pod rządami synagogi – z dopustu Bożego i z naszej własnej winy. Módlmy się każdego dnia na różańcu Matki Bożej: „Tylko ja mogę wam teraz pomóc” (Akita, 1973).

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXIV (724)

29 maja 2021

KS. PAWEŁ AULAGNIER

Dzięki ks. Pawłowi możemy się dziś cieszyć Wiarą,

Módlmy się wszyscy za jego duszę.

Trzy tygodnie temu zmarł we Francji były kapłan FSSPX, którego wszyscy jesteśmy dłużnikami, ponieważ był on przez lata wsparciem dla Arcybiskupa Lefebvre, kiedy zakładał i tworzył Bractwo Kapłańskie św. Piusa X. Myślę, że ks. Paweł Aulagnier (1943-2021) nigdy nie był tak szczęśliwy, jak w tamtych latach, ponieważ doktryna Arcybiskupa była tak wierna, zaś jego przywództwo tak ludzkie, że inspirowało to ks. Aulagnier do działania w głęboko katolicki sposób, co nie było już tak łatwe dla wielu z nas, kiedy ten wyjątkowy Arcybiskup zmarł w 1991 roku. Choć ks. Aulagnier rozstał się z Bractwem w 2003 roku i starał się potem kontynuować służbę dla katolickiej Tradycji w różnych formach, to z pewnością brakowało mu jego czcigodnego i kochanego Arcybiskupa.

Początki powołania ks. Aulagnier związane są z prestiżowym seminarium francuskim w Rzymie, które właśnie przechodziło przerażające wstrząsy bezpośrednio po zakończeniu katastrofalnego II Soboru Watykańskiego. Kilku kleryków w poszukiwaniu katolickiego schronienia udało się do seminarium, które Arcybiskup starał się zorganizować we Fryburgu w Szwajcarii, a które ze względu na straszliwe czasy miało tak wyboiste początki, że Arcybiskup po pierwszym roku niemal się poddał. Seminarzyści Aulagnier i Tissier zapisali się w historii Kościoła, gdy wspólnie przekonali Arcybiskupa, by wytrwał. Wkrótce przyszły liczne powołania i seminarium rozkwitło, co umożliwiło Arcybiskupowi w tych ciemnych dniach zachowanie na przyszłość katolickiej Tradycji: doktryny, Mszy Świętej, sakramentów, kapłaństwa. Gdzie bylibyśmy dziś, gdyby nie było Écône? Stąd bierze się nasz wielki dług wobec ks. Aulagnier i bp. Tissier.

Po przyjściu do Arcybiskupa w 1969 roku, ks. Aulagnier został przez niego wyświęcony w 1971 roku i był jego prawą ręką jako pierwszy asystent Bractwa od 1973 do 1982 roku oraz jako przełożony dystryktu francuskiego od 1976 do 1994 roku. Przez te 18 lat nieustannie jeździł po Francji, by budować wraz z Arcybiskupem sieć przeoratów, szkół, klasztorów i innych dzieł, które stały się fundamentem obecności i wpływów Bractwa we Francji aż po dzisiejszy dzień. Można by powiedzieć, że były to jego najszczęśliwsze i najbardziej owocne dni, kiedy duszom w różnych stronach niósł zdrowy rozsądek i dobry humor.

Ale ks. Aulagnier nie tylko wiele brał od Arcybiskupa. W 1970 roku zachęcał go do założenia zarówno seminarium kapłańskiego w Écône, jak i Bractwa, aby stworzyć ramy do apostolatu dla kapłanów, którzy będą wyświęcani, ale jak można było się spodziewać nie otrzymają ram dla swojej posługi od oficjalnego Kościoła, który oddał się posoborowej religii. A oto, jak to się ujawniło.

W 1976 roku w przeddzień historycznych święceń pierwszej znacznej grupy księży w Écône, to ks. Aulagnier zapukał do drzwi Arcybiskupa w chwili wahania przed podjęciem decyzji o święceniach. To zachęta ze strony ks. Aulagnier ostatecznie pomogła Arcybiskupowi w podjęciu tej decyzji. Ponownie: gdzie byłoby dziś kapłaństwo i Kościół, gdyby wówczas któryś z nich się złamał?

Pod koniec maja 1988 roku, kiedy Arcybiskup zgromadził w środkowej Francji wielką liczbę czołowych obrońców katolickiej Tradycji, kapłanów i siostry zakonne, aby rozważać, czy powinien dokonać w czerwcu konsekracji biskupów dla Tradycji bez oficjalnego pozwolenia ze strony Rzymu, wówczas siostry były dzielne jak mężczyźni, a tymczasem większość kapłanów doradzała przesunięcie terminu. Wyjątkiem był ks. Aulagnier, który powiedział: „Filozofia i teologia Rzymu nie są już katolickie… Obawiam się porozumienia, które nam oferują… Boję się cwanych Rzymian… ryzykujemy to, że zostaniemy pożarci przez modernistyczny Rzym”. Miał wtedy rację. I cały czas ma rację.

Drogi Księże Aulagnier, wielkie dzięki! Spoczywaj w pokoju i niech wielka będzie Twoja nagroda!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXIII (723)

22 maja 2021

CZTERY KWESTIE

Kościół dziś pełen jest wielkiego zamieszania,

Niech naszą odpowiedzią będzie miłosierdzie.

Jeden z Czytelników napisał: „Wasza Ekscelencjo, czy mogę proszę o wyjaśnienie czterech kwestii, które dotyczą Księdza Biskupa, a które raz po raz pojawiają się w kręgach tradycjonalistycznych”. Nie ma problemu.

1. Mówi się, że Ksiądz Biskup popiera i promuje „Poemat Boga-Człowieka” Marii Valtorty, który zawiera poważne błędy przeciwne Wierze i wiele skandalicznych treści.

Owszem, popieram i promuję to dzieło Marii Valtorty (1897-1961), ponieważ jestem przekonany, ze jest to wielki dar od Naszego Pana dla naszego biednego współczesnego świata, Jego specjalna odpowiedź na elektronikę, kina, telewizję i Internet, które odciągają miliony i miliony dusz od Pana Boga w stronę piekła. Pięć tomów w tłumaczeniu na język angielski czy dziesięć tomów we włoskim oryginale przedstawiają kompletny obraz życia, śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa w tak realistyczny sposób, że możnaby powiedzieć, iż Ewangelia wręcz razi w oczy. Oczywiście Poemat nie wywiera takiego wrażenia na każdym czytelniku, wielu poważnych katolików pozostaje obojętnych. Jednak z drugiej strony, od czasu opublikowania w latach pięćdziesiątych XX wieku Poemat wydał bardzo wiele dobrych owoców, przyczynił się do wzrostu miłości i znajmości Boga oraz wielu poważnych nawróceń na całym świecie. Niezliczone dusze będą zawdzięczać Poematowi swoje ocalenie.

Co się tyczy oskarżeń o błędy doktrynalne i skandaliczne treści, to nie mogą być one traktowane poważnie. Niczym kozica skacząca po szczytach górskich, tak też owa przykłuta do łóżka Włoszka poruszała się po szczytach teologii trynitarnej, co trudno wyjaśnić inaczej, niż Boską inspiracją. A co się tyczy „skandalicznej treści”, to należałoby komuś przypomieć Tt 1, 15:Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane.” Wielu z oskarżających Poemat o skandal, potępi samych siebie. Oby jasno to zobaczyli!

2. Mówi się, że Ksiądz Biskup jest zwolennikiem problematycznych, niezatwierdzonych objawień maryjnych, które wspierają Novus Ordo.

Zauważ najpierw, że nie mogłoby być fałszywych objawień maryjnych, gdyby diabeł nie miał do naśladowania prawdziwych. Istotą jest to: nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga (1 J 4, 1). W normalnych okolicznościach jest tak, że katoliccy pasterze (czyli biskupi) powołani są do tego, by dokonywać tego badania dla swoich katolickich owieczek, ponieważ może to być trudna praca. Co więcej, w związku z badaniem duchów rozsądnym jest zachowanie dużej ostrożności. Ale kiedy czasy są nienormalne jak dziś, kiedy większość biskupów to moderniści, jak mogliby oni zając się katolickim badaniem duchów? Ilu z nich wierzy jeszcze w istnienie diabła? Dlatego też katolickie owce dziś są zobowiązane, by badać duchy, nie w większym zakresie, niż jest to konieczne, ale z pewnością w jakimś. Prawdziwym problemem współczesności są bowiem bardo liczne dusze niepotrafiące już myśleć czy też niechcące uznać obiektywnych dowodów, których Pan Bóg dostarcza w obfitości, kiedy tego chce (np. Garabandal czy Akita).

3. Mówi się, że Ksiądz Biskup zachęca ludzi do uczestniczenia w Nowej Mszy, jeśli czują one, że przynosi im to pożytek.

Co do zasady Nowa Msza jest ochydą spustoszenia, centralnym aktem kultu nowej modernistycznej religii i z tego właśnie powodu Arcybiskup Lefebvre stworzył generalną zasadę całkowitego nieuczestnictwa w niej. Ale nie każda poszczególna Nowa Msza jest automatycznie nieważna i może wydarzyć się tak, że przyniesie duchowy pożytek, ale co do zasady  pozostaje ona koniem trojańskim stworzonym przez dobrze znanych wrogów Pana Boga, by niszczyć Kościół katolicki od wewnątrz. Działa tak ona za każdym razem, kiedy jest odprawiana bądź się w niej uczestniczy, gdyż wstrzykuje każemu uczestnikowi truciznę zafałszowaego rozumienia relacji między Bogiem, a człowiekiem.

Mówi się, że Ksiądz Biskup wierzy, iż Franciszek jest oszustem, który nie powinien być wspominany w czasie Mszy Świętej. 

Jakkolwiek Franciszek nie pasuje do urzędu papieskiego, osobiście wspominam go w kanonie każdej Mszy Świętej, którą odprawiam, ponieważ Kościół katolicki nie może przetrwać bez papieża, za którego dziś generalnie uznawany jest właśnie on. A każda organizacja potrzebuje jakiejś generalnie uznawanej głowy.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXII (722)

15 maja 2021

SYMFONIE BEETHOVENA

To co najlepsze w kulturze białych mężczyzn musimy pielęgnować,

Nie ma ona żadnych konkurentów  i nie może zginąć!

Czytelnicy, którzy znają różnorodne symfonie Beethovena, być może ucieszą się z poświęcenia im niniejszego Komentarza. Zaś ci, którzy ich nie znają, być może zostaną zachęceni do ich poznania.

1.  Do roku 1800 Beethoven napisał wiele dzieł muzycznych, ale oto jego pierwsza Symfonia. Można by powiedzieć, że jest młody, ale uczeń Haydna i Mozarta już jest mistrzem. Melodia, harmonia, rytm, pęd i humor, on ma to wszystko!  Radosny duch przychodzi na pole bitwy, Niosąc obietnicę broni, którą muzycy rzadko władają.

2. Dwa lata później, młody kompozytor (32 lata) jest dotknięty początkiem głuchoty. Jednak jego symfonia nie nosi śladów desperacji. Bardziej ukazuje jak muzyk będzie w radości i triumfie przeżywał cierpnie dla swoich przyszłych słuchaczy.  Mistrz coraz bardziej rozwija swoje skrzydła, Czerpiąc z żalu głuchoty jeszcze większą siłę.

3. Trzecia symfonia w pełni zasługuje na swój przydomek „Eroica”. Zainspirowana przez Napoleona, przedstawia życie i śmierć wielkiego bohatera. Jej muzyczne bogactwo i siła emocji otwiera nowy język, nowy wiek w muzyce, gdzie człowiek od tej pory będzie stał w centrum.  Gotowy do bitwy, naprzód kroczy bohater, Na śmierć, lecz wysoko w górze wznosi się jego duch.

4. “Eroica” z roku 1803 otworzyła całą serię popularnych arcydzieł dojrzałego Beethovena. Czwarta symfonia z roku 1806 jest jednym z nich: bogata, różnorodna, pełna przemyśleń i piękna, życia i radości, a jednocześnie tak dobrze zorganizowana, że może uderzyć.  By królować teraz nad otwierającymi się nieznanymi królestwami, Z pasją, różnorodnością, porządkiem w całości jego własnym.

5. Piąta Symfonia Beethovena jest najpopularniejszą ze wszystkich dziewięciu symfonii, ponieważ w sposób najbardziej dramatyczny ukazuje głęboką walkę w jego duszy, aby zaakceptować swój los. Jest on współczesnym człowiekiem w roku 1807, który w blasku rewolucyjnego triumfu dążący do podporządkowania swojego losu swojej własnej woli.  Ale burze wstrząsają ramą wszechświata, I porządek i nieporządek równe zwycięstwo sobie przypisują.

6. Beethoven kochał wieś, gdzie mógł upajać się pięknem i wielkością Boga. To zainspirowało wszystkie pięć części pięknej Symfonii „Pastoralnej” z roku 1808, szóstej z kolei. Spokojna, pozostaje ona w niesamowitym kontraście do napięcia piątej Symfonii, która ją poprzedzała.  Spacer po wsi, nad strumykiem, Potem chłopi tańczą, burza, pasterski sen.

7. Siódma Symfonia z 1812 roku jest kolejnym popularnym faworytem. Cztery części olimpijskiej wielkości, ale nigdy w najmniejszym stopniu zimne czy nieludzkie. Szalona ostatnia część przypomina nam o wewnętrznej walce Beethovena, lecz w dalszym ciągu jest doskonale zaprojektowana i kontrolowana.  Majestatyczny dyskurs, threnodia duszy, szlachetna w każdej części i jako całość.

8. Ósma Symfonia, także z 1812 roku, również rozładowuje napięcie poprzez powrót do przed-heroicznych symfonii i humoru Haydna, ale Beethoven nie może porzucić bogactwa i organizacji swojego dojrzałego stylu. Druga część to czysta opera komiczna.  W dół z wyżyn, bohater schodzi na ziemię, Wspominając wcześniejsze czasy z rytmicznym śmiechem.

9. Słynna dziewiąta Symfonia, nazwana “Chóralną” z powodu chóru, który Beethoven wprowadził, aby zagrać ukochaną Odę do Radości. Trzy monumentalne części otwierające scenę, ale dla Beethovena to radość musi mieć ostatnie słowo.  Zagłada, przeznaczenie i roztrzaskane nieba otwierają się szeroko? Ciągle rytm, piękno, radość ludzi będzie trwać.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXXI (721)

8 maja 2021

250 LAT BEETHOVENA

Od Boga miał Beethoven potężny zmysł,

Dzięki któremu jego wielka muzyka jest tak mocna.

Dlaczego filmy mają taki wpływ na ludzi? Ponieważ nawet katolicy posiadają ludzką naturę, a ludzka natura potrzebuje muzyki, historii i obrazów, zaś filmy łączą w sobie wszystkie trzy elementy. Stąd też, gdy w XX wieku powstało Hollywood, wrogowie Boga ruszyli do działania, aby zapewnić sobie kontrolę nad Hollywood, ponieważ doskonale rozumieli – o wiele lepiej niż przyjaciele Boga – że będzie ono mieć olbrzymi wpływ na umysły ludzi i ich serca. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że to ci wrogowie stworzyli Hollywood. W każdym razie przynajmniej katoliccy rodzice powinni uświadomić sobie, jak ważne jest, aby wiedzieć i kierować tym, jakiej muzyki słuchają ich dzieci oraz zabronić w domu wszelkiej muzyki rodem z dżungli.

Jest to wielkie wyzwanie, ponieważ od momentu, kiedy dzieci postawią stopę poza domem, spotkają się z pochłaniającą kulturą dżungli, a w szczególności z presją rówieśników z ulicy. Dzieci muszą stanąć twardo na własnych nogach. Rodzice zaś muszą dawać dzieciom dobry przykład i nie powinni sami słuchać muzyki, która jest niechlujna, bez kształtu czy wartości moralnych. Najczęściej pierwszymi drzwiami przez które diabeł wchodzi do dusz dzieci jest zła muzyka, a reszta dekadencji podąża za nią. Czyż katoliccy rodzice, którzy obserwują jak korzysta z dobrej muzyki Matka Kościół podczas Mszy Świętej, nie powinni się domyśleć, jak wielki użytek diabeł zrobi ze złej muzyki, jeśli tylko nikt nie będzie strzegł wejścia do dusz ich dzieci? Muzyka jest wyjątkowym językiem duszy i ma wyjątkowy wpływ na ludzkie życie.

W dniu 16 grudnia 2020 roku przypadła 250 rocznica urodzin Ludwiga van Beethovena. Przypomina ona o wartości i znaczeniu dobrej muzyki. Teraz melomani zapewne od razu zarzucą, że jego muzyka jest często zbyt burzliwa, a oni sami wolą wcześniejszych kompozytorów ze spokojniejszych czasów. W porządku. A jeśli naprawdę się znają na wcześniejszych kompozytorach, to niech dadzą swoim dzieciom to, co sam posiadają. Niemniej wielką przewagą Beethovena (1770-1827) jest to, że przyszło mu się zmierzyć z czasami rewolucji francuskiej (1789-1794), urodził się wprawdzie jeszcze w czasach ancien regime, starego sposobu życia, ale następnie przeżył swoje dorosłe lata w czasach rewolucyjnych, a swoje ostatnie lata po kongresie wiedeńskim (1815), kiedy to Europa próbowała poskromić uwolnione rewolucyjne siły. Tak jak muzyka Beethovena, siły te zostały ledwie poskromione, a w rzeczywistości od tamtego czasu kształtowały one świat coraz bardziej tak, że wielu młodych ludzi dzisiaj nie potrafi wczuć się w muzykę wcześniejszą od Beethovena, bo w muzyce Mistrza z Bonn mogą wyraźnie poczuć, jak powstaje ich własny chaos.

Lecz muzyka Beethovena nie jest bynajmniej tylko, czy przede wszystkim chaotyczna. Stary porządek jest dalej w jej kościach, jak również był w procesie jej tworzenia i pozwalał, aby potężny muzyczny umysł ją kształtował i kontrolował gorące uczucia. Dlatego pasja Beethovena do architektury czy architektura z pasją są tak szczególne. Ogólnie rzecz biorąc, arcydzieła dojrzałego Beethovena wyrażają więcej uczuć, niż którykolwiek ze spokojniejszych kompozytorów, którzy byli przed nim, nawet jeśli wyrażają one więcej porządku, niż którykolwiek z dzikich kompozytorów, którzy przyszli po nim. Można powiedzieć, że Shakespeare, stojąc na pograniczu średniowiecza i czasów nowoczesnych, swoją rangę światowego artysty zawdzięcza połączeniu średniowiecznej teologii z nowoczesną psychologią, tak, ogólnie rzecz biorąc, wielkość Beethovena może zostać przypisana jego połączeniu XVIII-wiecznej głowy z XIX-wiecznym sercem.

Tworzył on wiele gatunków muzycznych, szczególnie jedną operę, dwie Msze, pięć koncertów fortepianowych, dziewięć symfonii, dziesięć sonat skrzypcowych, 17 kwartetów smyczkowych i 32 sonaty fortepianowe, ale najbardziej popularne i najsłynniejsze ze wszystkich jest bez wątpienia dziewięć symfonii, gdzie cała orkiestra oraz swoboda twórcza dała jego geniuszowi najpełniejsze panowanie. Dla niezaznajomionego ucha wszystkie symfonie mogą brzmieć tak samo, ale im bardziej ktoś je poznaje, tym trudniej jest powiedzieć, które dwie są do siebie najbardziej podobne, takie bardzo są one od siebie różne. Słowa pisane nie mogą wyrazić tego, co wyraża muzyka, mogą jedynie próbować ją opisać, ale w następnym wydaniu Komentarzy podejmiemy się próby opisania symfonii. Nie można pozwolić, aby niezrównana kultura białych europejskich mężczyzn zginęła!  Nosi ona w sobie Boga.

Kyrie eleison.

1. Radosny duch przychodzi na pole bitwy,

Niosąc obietnicę broni, którą muzycy rzadko władają.

2. Mistrz coraz bardziej rozwija swoje skrzydła,

Czerpiąc z żalu głuchoty jeszcze większą siłę.

3. Gotowy do bitwy, naprzód kroczy bohater,

Na śmierć, lecz wysoko w górze wznosi się jego duch.

4. By królować teraz nad otwierającymi się nieznanymi królestwami,

Z pasją, różnorodnością, porządkiem w całości jego własnym.

5. Ale burze wstrząsają ramą wszechświata,

I porządek i nieporządek równe zwycięstwo sobie przypisują,

6. Spacer po wsi, nad strumykiem,

Potem chłopi tańczą, burza, pasterski sen.

7. Majestatyczny dyskurs, threnodia duszy,

szlachetna w każdej części i jako całość.

8. W dół z wyżyn, bohater schodzi na ziemię,

Wspominając wcześniejsze czasy z rytmicznym śmiechem.

9. Zagłada, przeznaczenie i roztrzaskane nieba otwierają się szeroko?

Ciągle rytm, piękno, radość ludzi będzie trwać.


Komentarz Eleison nr DCCXX (720)

1 maja 2021

ROZPAD PAPIEŻY – III

Jesli mówią, że polityka nie ma wymiaru religijnego,

Wówczas nikt nie będzie walczył za Chrystusa Króla.

Skoro na łamach niniejszych Komentarzy dwa tygodnie temu pochwalono Przełożonego Generalnego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X księdza Dawida Pagliarani za jego analizę nieprawdopodobnego szaleństwa „myślenia” papieża Franciszka, to nikt nie powinien dojść do wniosku, że tegotygodniowy Komentarz chciałby podkopać to Bractwo, jeśli zostaną przedstawione pewne sugestie pod adresem Przełożonego Generalnego. We wszystkich językach istnieją przysłowia wyrażające rozbieżność między słowami, a działaniami. Ksiądz Pagliarani mówi dobrze. Amerykanie mogliby powiedzieć, że jedyne czego teraz potrzebuje, to pójść w dobrą stronę zgodnie ze swymi słowami.

Zaiste jeśli Przełożony Generalny naprawdę chce dobra Bractwa, którego jest przełożonym, wówczas powinien chcieć działać tak, jak działał Założyciel Bractwa, ponieważ podążanie za Założycielem oznaczałoby służbę dla jego dzieła, podczas gdy odejście od jego słów i czynów oznaczałoby przyczynienie się do niszczenia jego dzieła. Co odróżniało Arcybiskupa Lefebvre od tysięcy innych biskupów podczas i po Soborze Watykańskim II? Arcybiskup zawsze mówił, że na Soborze okazało się, że jedynie kilkuset biskupów byłoby gotowych do obrony prawdziwej katolickiej Wiary, ale w latach siedemdziesiątych XX wieku Pawłowi VI udało się odnieść duży sukces i złamać ich opór, zwłaszcza poprzez nadużycie swojego autorytetu. W ten oto sposób biskupi przedłożyli System ponad Prawdę, podczas gdy Arcybiskup przedkładał Prawdę ponad System.

Zatem Czcigodny Księże Pagliarani, skoro w swojej analizie z 12 marca zadeklarowałeś, że papież Franciszek właściwie porzucił katolicką filozofię i teologię, pokazałeś, że masz prawdziwe zrozumienie Prawdy i tragiczne niebezpieczeństwo, w jakim dziś się ona znalazła. A co robił Arcybiskup w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, kiedy Paweł VI i Jan Paweł II podobnie zagrażali Wierze? Czy ważniejszy od Prawdy był wtedy dla niego System? Czyż nie potwierdził czynami swoich słów dokonując święceń czterech biskupów, nawet poza Systemem, aby zapewnić praktyczne przetrwanie swoich heroicznych słów? Czy mogę zasugerować, Czcigodny Księże, że są dwie rzeczy, które mógłbyś zrobić, jedną dla Kościoła i jedną dla państwa, aby przenieść swoje działania na poziom swoich słów?

Kościołowi pomogłoby ogromnie, jak to robił Arcybiskup (a także i Czcigodny Ksiądz poprzez swoje absolutnie jasne potępienie w lutym 2019 roku wspólnej deklaracji Franciszka oraz wielkiego immama Al-Azhar) nie tylko poprzez swoją wierność katolickiej doktrynie, ale także przez jednoznaczne unikanie kościelnego Systemu, pogrążonego w soborowym nauczaniu, który jest zdolny zatruć każdego kapłana czy przełożonego Bractwa, który nieroztropnie flirtowałby z takimi obiektywnie rzecz ujmując narzędziami Beliala. Wobec tak ciężko błądzących kościelnych dostojników kurtuazja i miłość bliżniego owszem, ale w żadynym wypadku przyjacielskie kontakty! Nie ma większego wyrazu miłości bliźniego wobec takich obiektywnie patrząc zdrajców, ryzykujących straszliwą karą w wieczności, niż uświadamianie im, jak bardzo potrzebują oni nawrócenia. A Czcigodny Ksiądz ma obowiązek, by kierować swoich kapłanów z dala od zdrajców, bo są oni bardzo niebezpieczni!

Podobnie dla państwa. Właściwie wszystkie państwa na świecie są obecnie pod ukrytą kontrolą dwutysiącletnich wrogów Boga i człowieka, których Bóg używa, by wychłostać ludzkość pogrążoną w apostazji. W tej radykalnej religijnej wojnie, którą oni prowadzą, na skutek ślepoty i słabości katolików, którzy przecież powinni stawić im opór, stali się oni panami banków, polityki, uniwersytetów, sztuki, kultury, prawa, medycyny itd. tak, iż wszystkie te dziedziny stanowią dziś jedynie antychrześcijańskie skorupki pozostałe po tym, czym były niegdyś, kiedy stanowiły części chrześcijańskiej cywilizacji. To wszystko jest winą braku wiary wśród chrześcijan. A ostatnio spowodowało okradzenie niegdyś wielkiego narodu z wyborów, czemu towarzyszyły zdecydowanie za małe protesty przeciwko masie kłamstw, która została zaangażowana. Teraz zaś mamy do czynienia z noszącym znamię tych samych antychrześcijańskich wojowników, całkowicie sztucznym kryzysem covidowym. Czcigodny Księże, każde katolickie stowarzyszenie zdradza Chrystusa przestając właściwie rozeznawać i działać z uwzględnieniem tego kto i co jest zagrożone. Covid jest problemem nawet bardziej religijnym niż politycznym i trzeba tak mówić, jeśli lud Boga ma znowu zgiąć swoje kolana. Niech Pan będzie z Tobą!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXIX (719)

24 kwietnia 2021

ROZPAD PAPIEŻY – II

Hipokryzja musi być coraz bardziej subtelna,

W przeciwnym razie ludzie przestaną być ślepi.

Wierszowane strofy na początku lub końcu każdego wydania niniejszych Komentarzy mają co do zasady tylko dwa wersy i muszą przekazać przesłanie, co oznacza, że czasem są tak skompresowane, że czasem są trudne do zrozumienia. Tydzień temu mieliśmy właśnie do czynienia z czymś takim. Ale skoro miały one przekazać przesłanie dotyczące istoty wielkich błędów niszczących prawdziwy Kościół Katolicki od czasów Soboru Watykańskiego II, wróćmy do tej dwuwersowej strofy, by następnie wyjaśnić ją bardziej szczegółowo. Oto ponowie ona:

       Czy Trojanie winni bać się Greków przynoszących dary?

A przecież modernistom Grecy nie dorastają do pięt.

Pierwszy wers odnosi się do słynnego cytatu z drugiej księgi Eneidy Wergiliusza, który w tłumaczeniu z łaciny brzmi: Obawiam się Greków, nawet gdy niosą dary. Wojna trojańska trwała już dziesięć lat, a pomimo ogromnych wysiłków militarnych armia najeźdźców z Grecji nie była cały czas w stanie zdobyć miasta Troi. Grecy postanowili uciec się do podstępu. U bram Troi pozostawili oni wydrążonego drewnianego konia wypełnionego greckimi żołnierzami jako „dar” dla Trojan. Trojanie zastanawiają się, co zrobić z tym pięknym koniem – czy powinien on zostać wprowadzony do miasta Pewien mądry stary Trojanin mówi nie, ponieważ cokolwiek by to było, to nie można ufać Grekom. Niestety jego rada nie zostaje uwzględniona, koń zostaje wprowadzony do miasta, greccy żołnierze wychodzą z niego w nocy, Troja zostaje zdobyta poprzez zaskoczenie i Grecy zwyciężają wojnę trojańską dzięki podstępności, z której byli znani w całym starożytnym świecie. Jednak drugi wers mówi o tym, że nawet podstępność starożytnych Greków nie dorasta do pięt podstępności współczesnych modernistów przenikających aż do serca katolickiej cywilizacji i niszczących ją u samych fundamentów. Jak to możliwe?

Powiedzmy wprost: na skutek stopniowego tracenia przez ludzkość w ciągu wieków poczucia realności Boga i swojej zależności od Niego. Ten proces był przeprowadzony z premedytacją. Aby wprowadzić świat w nową epokę wielkich żniw dusz dla Królestwa Niebieskiego, Wszechmogący Bóg udzielił ludzkości największej łaski, Wcielenia Jego własnego i jedynego Boskiego Syna, który umarł na Krzyżu, by przypieczętować poprzez Jego Krew Nowe i Wieczne Przymierze, a także założył Kościół katolicki, aby umożliwić ludziom korzystanie poprzez sakramenty z owoców śmierci Odkupiciela. W ciągu półtora tysiąclecia Kościołowi udało się stworzyć cywilizację chrześcijańską, nieporównywalnie wyższą od jakiejkolwiek innej.

Ale po upływie 1500 lat ludzka pycha nie mogła już dłużej znieść Boga, ludzie stworzyli całą serię coraz bardziej subtelnych hipokryzji, aby uwolnić się od Bożej prawdy. Protestantyzm i jansenizm próbowały podszywać się pod katolicyzm, liberalizm próbował podszywać się pod chrześcijaństwo, komunizm udawał, że nie jest antyludzki, a wysiłek dla katolików żyjących w coraz bardziej i bardziej głęboko antykatolickim świecie wokół nich stawał się cięższy niż kiedykolwiek wcześniej, zwłaszcza kiedy to współczesny świat uformowany przez obłudników coraz bardziej uznawany był za „normalny”. Wreszcie ten wysiłek, na przykład związany z przyjęciem w wielkim mieście potomstwa danego przez Boga, stał się nieznośny i wówczas nadeszła najwyższa hipokryzja Soboru Watykańskiego II, post-katolików próbujących się podszywać pod katolików z pomocą usłużnych duchownych. Prawdziwy Kościół jest dziś rozsiany, aż do momentu wybranego przez Pana Boga, aby wyczyścić tę stajnię Augiasza.

Ale przecież Bóg nigdy nie opuścił swojego niezmiennego Kościoła ani dusz do niego przynależących. Żadna dusza nie powinna bać się opuszczenia przez Boga, jeśli nie chce opuścić Boga i jego rzeczywistości. Jednak Pan Bóg może chcieć od takich dusz nieco cierpienia, aby czyniły pokutę za wzbierające fale grzechu, które zalewają ludzkość. Oby tylko nie oddały się one tak powszechnej obłudzie, poprzez którą współczesnemu człowiekowi udało zwieść się samego siebie i uwierzyć, że Bóg nie istnieje. Oby tylko nie zaczęły one bardziej cenić sobie swojej rzeczywistości, od rzeczywistości Bożej…

Kyrie eleison


Komentarz Eleison nr DCCXVIII (718)

17 kwietnia 2021

ROZPAD PAPIEŻY – I

Czy Trojanie winni bać się Greków przynoszących dary?

A przecież modernistom Grecy nie dorastają do pięt.

W wywiadzie, który został został opublikowany na początku ubiegłego miesiąca, Przełożony Generalny Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X ksiądz Dawid Pagliarani porusza temat, który zgodnie z jego własnymi słowami ma niezwykle istotne znaczenie dla współczesnego Kościoła i świata, a który nie jest często poruszany, ponieważ jest to coś trudnego do zrozumienia, że naszym problemem jest rozpad myślenia. Próbując zrozumieć myślenie papieża Franciszka, ksiądz Pagliarani dochodzi do wniosku, że papież w swym pragnieniu dotarcia do człowieka bez względu na to, gdzie on jest, porzucił wszelkie logiczne myślenie, całą katolicką filozofię i teologię w klasycznym rozumieniu tych pojęć. To oznacza, że Franciszek, by dostać się do współczesnego człowieka, rezygnuje z katolickiej doktryny. Oto argumenty Przełożonego Generalnego:

Papież Franciszek jest „ponad” systemami myślenia. Podczas gdy dla Jana Pawła II pewne punkty doktryny były nietykalne, podczas gdy Benedykt XVI starał się ukazywać jako wierny Tradycji, papież Franciszek niszczy wszystkie katolickie bastiony z przeszłości. Zaiste było to nieuniknione, skoro Sobór Watykański II (1962-65) wraz ze swoją wolnością religijną i ekumenizmem podkopał dogmaty, by wraz z upływem kolejnych dekad nauczanie moralne Kościoła bez fundamentu dogmatycznego musiało całkowicie się zmienić. Dlatego też w encyklice Amoris Laetitia papież Franciszek przedstawił, jako uroczyste nauczanie Kościoła, całkowicie nowy stosunek do moralności. Oto Matka Kościół musi stawić czoła współczesnej rzeczywistości i przemyśleć swoją rolę jako matki. Nie może ona dłużej narzucać siebie i swoich praw, jak to czyniła dotychczas. Teraz musi słuchać, rozumieć i towarzyszyć swoim dzieciom, biernie dostosowując się do wszystkiego, co one robią. Najwyraźniej zasady moralne muszą się zmieniać wraz ze zmianą praktyki w zmieniających się okolicznościach historycznych.

Franciszek źle rozumie miłość – żadna matka nie okazuje miłości dziecku tonącemu w niebezpiecznej rzece wskakując po prostu do wody, by tonąc razem z nim. On źle rozumie miłosierdzie – nie jest żadnym miłosierdziem wobec człowieka pozostawianie go w stanie grzechu obrażającym Boga. Przez takie zafałszowanie prawdziwej Bożej miłości i miłosierdzia, Kościół nie tylko zrezygnował z całego porządku nadprzyrodzonego, ale także pozostawia człowieka „wolnego” od porządku naturalnego. Nie pozostał już zatem żaden bastion, bo Matka Kościół dostosowała się do grzechów świata, nie upominając już swoich dzieci. Wraz z Soborem Watykańskim II dostosował się do świata. Wraz z papieżem Franciszkiem idzie dalej, dostosowuje się do grzechów świata, zostawiając swoje dzieci, które są głęboko zranione przez grzech pierworodny, bez nadprzyrodzonej łaski, która może ich uleczyć.

Co zatem papież Franciszek proponuje w zamian, jako cel czy cele dla Kościoła i świata? Po pierwsze, powszechne narzucenie utopijnej ekologii integralnej, by troszczyć się o Matkę Ziemię (Pachamama) we wszystkich aspektach materialnych (Laudato Si, 2015). Po drugie, quasi-masońskie powszechne braterstwo, by troszczyć się o bliźnich (Tutti fratelli, 2019). W ten oto sposób Matka Kościół zostaje zredukowana do czysto naturalnego kapłaństwa, pozbawionego jakiegokolwiek wymiaru nadprzyrodzonego, pozostającego w służbie świeckich państw i świeckiego humanizmu.

Przełożony Generalny kończy stwierdzeniem, że prawdziwą odpowiedzią na wszystkie współczesne problemy jest to, by Kościół na nowo zaczął głosić swoją nieomylną doktrynę, a mianowicie nadprzyrodzony wymiar i przeznaczenie człowieka do osiągnięcia wiecznej nagrody w niebie, upadek człowieka i istnienie grzechu pierworodnego oraz jego skutków, absolutną konieczność łaski Chrystusa do pokonania grzechu. Doktryna Chrystusa Króla to właśnie wyraża, wieczność nieba, zwycięstwo Odkupiciela nad grzechem i konieczność wparcia poprzez nadprzyrodzoną łaskę, którą On przyniósł jako Zbawiciel, aby pomóc człowiekowi w dostaniu się do nieba. Zaś Jego Matka odegra bardzo szczególną rolę w ostatecznym zwycięstwie Kościoła nad pasmem tryumfów szkodliwych i zwodniczych błędów.

Przedstawiona przez Przełożonego Generalnego analiza myślenia i działania Franciszka jest spójna i logiczna, za co możemy być wszyscy wdzięczni. Z pewnością jest nieco światła na szczycie Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Mówimy szczerze Bogu dzięki. Ale czy to oznacza, że Bractwo nie jest już w niebezpieczeństwie? To dopiero się okaże. Nauczyciel nie ma cnót męczennika. Módlmy się…

Kyrie eleison


Komentarz Eleison nr DCCXVII (717)

10 kwietnia 2021

8 Z 31 POWODÓW

Drogi Rabinie, proszę przyjąć nasze podziękowania

Za potężną dawkę rzadkiego staroświeckiego rozsądku.

Dwa tygodnie temu na łamach niniejszych Komentarzy zaprezentowano dużą dawkę zdrowego rozsądku od izraelskiego rabina w postaci 31 powodów, dla których nie przyjmie szczepionki przeciwko covidowi. Żeby wszystkie powody zmieścić na potrzeby Komentarza na jednej stronie A4 większość z nich musiała zostać w skróconej wersji. Poniżej wybrane osiem powodów w całej rozciągłości:

1. To nie jest żadna szczepionka. Szczepionka ze swojej definicji daje odporność. To nie daje odporności na nic. W najlepszym przypadku ogranicza jedynie szanse zachorowania na ciężki przypadek wirusa, jeśli ktoś go złapie. Czyli jest to terapia medyczna, a nie szczepionka. Nie chcę stosować terapii medycznej na chorobę, której nie mam

3. Domniemane korzyści z tego leczenia są minimalne i w żadnym wypadku nie trwają długo. Establishment wie o tym i już mówi o dodatkowych zastrzykach i stale rosnącej liczbie nowych „szczepionek”, które będą konsekwentnie wymagane. Odmawiam zamienienia mnie w stałego pacjenta, który otrzymuje regularnie zastrzyki nowych produktów farmaceutycznych po to, aby ograniczyć szansę złapania ciężkiego przypadku wirusa, od której zastrzyk nawet nie chroni.

5. Establishment nie może wiedzieć czy ich „szczepionka” jest bezpieczna. Nie mogą tego wiedzieć, ponieważ długoterminowe skutki uboczne są całkowicie nieznane i nie będą znane przez wiele lat. Mogą spekulować, że jest to bezpieczne, ale jest to obłudne, gdy głoszą jako pewnik coś, czego nie można stwierdzić. Nie ufam im i nie chce być żadną częścią ich procedur leczniczych.

9. Jest udokumentowane, że kadra kierownicza i członkowie zarządu w Pfizer odmówili przyjęcia wyprodukowanej przez nich szczepionki, pomimo tych wszystkich fanfar i zachwalania. Twierdzą oni, że oni uznaliby to za niesprawiedliwe, żeby „przeskakiwać kolejkę”. Jest to niedorzeczne usprawiedliwienie i wymaga niesamowitej hucpy, bezczelności i arogancji, żeby w ogóle mówić takie rzeczy. „Kolejka” jest to tylko wymysł ich wyobraźni, gdyby zgarnęli kilka zastrzyków dla siebie nikt by nie biadolił. Ponadto, miliarderzy z prywatnymi odrzutowcami i prywatnymi wyspami nie są znani z czekania w kolejkach aż setki milionów biedaków na całym świecie pójdą pierwsi, żeby otrzymać to, co ci miliarderzy chcą dla siebie.

21. Rząd USA zamknął wszystkie „szczepionkowe” akta na TRZYDZIEŚCI LAT. To są informacje, do których ludzie mają prawo, a rząd ma odpowiedzialność, żeby się nimi podzielić. Co oni ukrywają? Czy oni naprawdę oczekują, że uwierzę, że wszystko na ten temat jest koszerne i że oni troszczą się przede wszystkim o moje zdrowie? Ostatni raz, kiedy to zrobili, było to w sprawie dzieci jemeńskich. Jeśli nie znacie tej sprawy, sprawdźcie. Teraz robią to samo. Nie oszukali mnie za pierwszy razem i na pewno nie oszukają mnie teraz.

26. Historie jak z horrorów pojawiają się coraz częściej z prędkością światła, ale politycy się nimi nie przejmują, medyczny establishment zamiata je pod dywan jako niepowiązane lub nieistotne, media ignorują je, koncerny farmaceutyczne płyną naprzód z pełną prędkością, a ci, którzy podnoszą czerwoną flagę, nadal są zastraszani, cenzurowani i karani. Jest to jasne, że moje życie i moje dobre samopoczucie nie są ich podstawowym problemem. Nie będę kolejną świnką doświadczalną w ich laboratorium. Nie będę ryzykował byciem kolejnym „przypadkiem”.

30. Widzę wszystkie te kłamstwa, korupcję, propagandę, manipulacje, cenzurę, zastraszanie, łamanie etyki lekarskiej, brak uczciwości w procesach naukowych, tłumienie niewygodnych działań adwersarzy, odrzucenie uzasadnionych obaw, histerię, zachowania przypominające kult, ignorancję, zamkniętość umysłu, strach, medyczną i polityczną tyranię, ukrywanie protokołów, brak prawdziwej troski o ludzkie życie, brak szacunku dla podstawowych praw i wolności człowieka, wypaczenia Pisma i zdrowego rozsądku, demonizację dobrych ludzi, największy eksperyment medyczny wszechczasów przeprowadzony przez chciwych, niegodnych zaufania, bezbożnych ludzi, brak odpowiedzialności tych, którzy żądają ode mnie, abym zaryzykował wszystko… Widzę to wszystko i zdecydowałem że oni wszyscy mogą mieć moje miejsce w kolejce. Zaufam Bogu. Użyję mojego umysłu, którym mnie On obdarzył i zaufam mojemu naturalnemu instynktowi. Co prowadzi do ostatniego powodu, który podsumowuje, dlaczego nie dam się „zaszczepić”.

31. To wszystko śmierdzi.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXVI (716)

3 kwietnia 2021

SOŁŻENICYN PRZEMAWIA

Przez cierpienie w komunizmie Rosjanie nauczyli się,

Co się naprawdę liczy w życiu i powrócili do Boga.

Na Wielkanoc streszczenie słynnego przemówienia Aleksandra Sołżenicyna wygłoszonego po otrzymaniu nagrody Tempeltona w 1983.

Kiedy byłem dzieckiem, ludzie mówili, że do rewolucji rosyjskiej 1917 roku doprowadziło zapominanie o Bogu. Teraz będąc dorosłym człowiekiem w 1983 roku mogę stwierdzić, że to jedno zdanie nadal wyraża wszystko. Podsumowuje cały XX wiek z jego wszystkimi zbrodniami, zaczynając od I wojny światowej, która nie byłaby możliwa (w tym m. in. wykorzystywanie gazu trującego jako broni) bez bezbożnego zgorzknienia przywódców Europy. Podobnie było z II wojną światową. Europejczycy są wypaleni. Pokój zależy od mocnych serc, a nie od bomb atomowych. Zbyt bardzo spowszedniała nam Apokalipsa. Dostojewski powiedział, że wielkie wydarzenia zaskakują nas nieprzygotowanych i dopiero kiedy świat znajdzie się w szponach diabła, będzie można go ponownie uratować.

W między czasie diabeł zatriumfował na całym świecie. Do roku 1917 wiara ginęła wśród rosyjskich elit i była ona zagrożona także w klasie robotniczej. Jednak kiedyś Rosja była przesiąknięta prawosławnym chrześcijaństwem. Pobożność, a nie materializm, kształtowała myślenie ludzi, ich osobowość i organizowała ich życie. Ale schizma w XVII wieku i reformy Piotra Wielkiego osłabiły religię, a sekularyzacja XIX wieku zatruła klasę rządzącą tak, że do roku 1917 religia stawała się coraz bardziej sparaliżowana.

Rewolucja zawsze zaczyna się od ateizmu, mówi Dostojewski, ale nigdy ateizm nie był tak złowrogi, jak ma to miejsce w sercu komunizmu. W latach dwudziestych XX wieku w Rosji zrodziły się całe zastępy chrześcijańskich męczenników, od samych szczytów Kościoła i państwa, aż do ich najniższych partii. W tym samym czasie dzieci były odrywane od ich rodziców i od wszelkiej religii. Stalin sprzyjał religii jedynie po to, aby ożywić rosyjski patriotyzm przeciwko Hitlerowi, a Breżniew udawał, że był osobą religijną, żeby oszukać Zachód, ale Chruszczow pokazał jak głęboko religia jest nienawidzona przez komunizm oraz wszystkich nic niewartych następców oszalałego Lenina. Jednakże żaden z tych oszalałych oprawców Chrystusa nie spodziewał się, co się wydarzyło: pomimo komunistycznego walca rosyjska świadomość Boga jest teraz poważna oraz głęboka. Czołgi i rakiety nigdy nie pokonają chrześcijaństwa.

Na Zachodzie religia jest bardziej zagrożona od wewnątrz niż z zewnątrz. W średniowieczu sekularyzacja wzięła się właśnie z wnętrza, co jest o wiele bardziej niebezpieczne niż czołgi i rakiety. Jej cele nie wnoszą się ponad życie, wolność i poszukiwanie własnego szczęścia. Dobro i zło są przedmiotem drwin. Zapomnij o ludzkim sercu. W rezultacie zło jest wszędzie dookoła. Zachód cały czas się stacza, tracąc swoją młodość. Media bluźnią przeciwko Panu Jezusowi i Maryi. W takim przypadku, jaki mam powód, żeby powstrzymywać się od robienia tego, co tylko chce z moją wolnością? Dlaczego mam nie nienawidzić własnego społeczeństwa, skoro ono mnie tak uczy? Czyż słabości kapitalizmu nie odpowiadają słabościom ludzkiej natury? Na przykład pogoń za pieniądzem nie jest związana z grzechem głównym chciwości? Kapitalizm szczyci się tym, że ustanawia równość. Ale czyż nie jest to równość niewolników, pozbawionych wartości duchowych? I to czyni mnie bardziej wolnym? Czy nie znaczy to, że im bardziej jestem „wolny”, tym bardziej ślepo nienawidzę? Zbawienie nigdy nie może przyjść przez pieniądze czy obfitość dóbr materialnych.

Bez miłości życie i sztuka giną. Na Zachodzie dzieje się to dobrowolnie poprzez ręce ludzi, którzy chcą zająć miejsce Boga. Wschód i Zachód tak samo zapominają Boga. A kluczem do naszej całej egzystencji jest codzienny wybór, jakiego każde ludzkie serce musi dokonywać pomiędzy dobrem i złem. Nowoczesne teorie koncentrujące wszystko na społeczeństwie okazały się bankrutami, ale nie odrzuciliśmy ich kłamstw. Dopóki nie zwrócimy się z powrotem do Boga, nigdy nie znajdziemy wyjścia z naszych problemów. Wróg jest we mnie. My sami wieszamy samych siebie.

Życie ludzkie jest jedynie etapem w drodze do Boga. Życie to coś więcej niż tylko prawa materii, tj. nauki fizyczne. W Bogu żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. „Miłość co wprawia w ruch słońce i gwiazdy”, jak napisał Dante w ostatnim wersie „Boskiej komedii”. Zapomnijmy o XIX i XX wieku. Musimy powrócić do Boga. Tak zwane Oświecenie było całkowitą porażką

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXV (715)

27 marca 2021

31 POWODÓW

Proszę Pana, gdyby było jeszcze kilku ludzi jak Pan,

Nie bylibyśmy w tym odrażającym bagnie.

W Internecie pojawiła się niedawno ciekawa lista pochodząca od izraelskiego rabina, w której tłumaczy, dlaczego nie przyjmie osławionej „szczepionki” przeciwko covidowi. Wielkie gratulacje dla tego rabina!

  1. To nie jest żadna szczepionka, która ze swojej definicji daje odporność, ale metoda lecznicza mająca dać jedynie pewną ochronę przed wirusem. Nie potrzebuję żadnego leczenia, na chorobę, której nie mam.
  2. Big Pharma, polityczny i medyczny establishment oraz media spiskują nazywając to „szczepionką” żeby oszukiwać ludzi. Nie chcę mieć nic do czynienia z tymi podstępnymi manipulatorami.
  3. Domniemane korzyści z tego leczenia są minimalne i w żadnym wypadku nie trwają długo. Już teraz establishment mówi o powtarzaniu i nakazie stosowania różnych zastrzyków. Nie, dziękuję!
  4. Mogę się obronić przed wirusem tylko przez naturalne wzmacnianie mojego systemu odpornościowego, a w razie potrzeby są witaminy oraz sprawdzone lekarstwa takie jak Ivermectin i Hydroxychloroquine.
  5. Establishment nie może wiedzieć czy ich „szczepionka” jest bezpieczna, ponieważ długoterminowe skutki uboczne nie będą znane przez wiele lat. Nie ufam im. Nie chcę brać udziału w ich terapiach.
  6. Big Pharma i politycy stojący za „szczepionką” nie są odpowiedzialni prawnie i nie mogą zostać pozwani, jeśli ze szczepionką będzie coś nie tak. Jeśli oni nie chcą niczym zaryzykować, nie będę ryzykować moim zdrowiem.
  7. Premier Izraela przyznał otwarcie, że Izrael jest światowym laboratorium dla tej eksperymentalnej „szczepionki”. Nie jestem zainteresowany byciem świnią doświadczalną.
  8. Aby otrzymać „szczepionkę” Izraelczycy zgodzili się, aby podzielić się wynikami z zagranicznymi firmami farmaceutycznymi. Ja się nigdy na to nie zgadzałem, nie przyczynie się do szemranych interesów.
  9. Jest udokumentowane, że kadra kierownicza i członkowie zarządu w Pfizer (spółka produkująca „szczepionkę”) odmówili przyjęcia wyprodukowanej przez nich „szczepionki” mówiąc: „nie chcemy przeskakiwać kolejki”. Co za niedorzeczna wymówka!
  10. Media głównego nurtu akceptują te niedorzeczne wymówki bez żadnego problemu. Nawet wychwalali szefów Pfizera za ich poświęcenie. Skoro biorą nas za takich głupców, nie będę im ufał.
  11. Bill Gates twierdzi, że szczepionki są niezbędne do przetrwania rodzaju ludzkiego; on chce wyludnić ziemię; również on się nie „zaszczepił”. Dziękuję za wszystko, co proponuje Bill Gates!
  12. Establishment jest całkowicie jednostronny w promowaniu „szczepionki”. Są oni podstępni i manipulują. Nie będę stawiał mojego osobistego dobrostanu na ich uczciwość.
  13. Do promocji „szczepionki” została zastosowana najbardziej masowa kampania w historii. To jest niestosowne w przypadku jakiejkolwiek terapii medycznej, a co dopiero nowej. To sprawia, że się wzdrygam.
  14. Masy podążają za nimi ulegając presji, by robić to samo. Jest to niepokojące i chore.
  15. Ktokolwiek sprzeciwia się „szczepionce” jest zastraszany, oczerniany, wyśmiewany, cenzurowany, poddawany ostracyzmowi, a nawet zwalniany z pracy. Zaufam tym dzielnym ludziom zamiast establishmentowi.
  16. Jest to największy eksperyment medyczny w historii ludzkości.
  17. Jednak fakt, że jest to eksperyment, jest mocno bagatelizowany.
  18. Gdyby ludzie wiedzieli, co się naprawdę dzieje, bardzo niewiele osób zgodziłoby się na udział w tym projekcie.
  19. Medyczny establishment nie mówi o tym nikomu. Wszyscy oni są skorumpowani. Nie ufam ich specyfikom.
  20. Tak wielka presja na „szczepienia” narusza całą etykę medyczną oraz demokratyczne prawa. Nie liczcie na mnie!
  21. Rząd USA zamknął wszystkie „szczepionkowe” akta na 30 lat. Co oni ukrywają?
  22. Dzielą się tymi aktami z zagranicznymi korporacjami, ale nie z ich własnymi obywatelami. Odpadam!
  23. Establishment angażuje rozmaitych ludzi, aby nękali osoby nieuczestniczące w ich eksperymencie. Jak oni śmią?
  24. Żadna z osób „zaszczepionych”, które znam, nie przestudiował wcześniej tego zagadnienia. Jestem podejrzliwy wobec sekt.
  25. Big Pharma jest znana z tego, że wciska swoje specyfiki nawet wbrew przeciwnym im dowodom.
  26. Historie jak z horrorów pojawiająsię coraz częściej. Nikt nie zwraca na nie uwagi. Nie będę kolejnym „przypadkiem”.
  27. Nikt nie ma prawa sugerować, że jakiekolwiek śmierć była związana z uprzednim „szczepieniem”. Naprawdę?
  28. Religijne, przypominające kult uwielbienie „szczepionki” po prostu mnie odpycha.
  29. Mój lekarz zachęca mnie do „szczepionki”. Ale nie dał mi kompletnych informacji o niej.
  30. Widzę całą tą szemraną scenę. Będę ufać Bogu, umysłowi oraz naturalnym instynktom, które mi dał.
  31. To wszystko śmierdzi.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXIV (714)

20 marca 2021

COVIDOWY NONSENS

Covidowy nonsens ocieka krwią aborcji,

Jeśli to będzie trwało, strzeżcie się ognistego potopu!

Minął już prawie rok od kiedy covidowy nonsens, bazujący na wielkim kłamstwie, zgodnie z którym śmiertelna zaraza miała ogarnąć całą ludzkość, został za jednym zamachem rozsiany wzdłuż i wszerz po całym świecie. Olbrzymie kłamstwo stało się jawne, gdy tylko liczba przypadków śmiertelnych pokazała, że ta tak zwana „pandemia” nie była bardziej niebezpieczna niż przeciętna zimowa grypa. Trwające naiwność ludzi jest haniebnym spektaklem z ich strony, ale mogą oni jak zwykle winić za to jedynie siebie, tym razem za brak zdrowego rozsądku wynikający z braku miłości do prawdy, który to brak sprowadzi prędzej czy później Antychrysta (2 Tes 2, 10). Covid nie ma nic wspólnego ze zdrowiem, natomiast wszystko łączy go z pędem ukrytych sił ku ogólnoświatowej władzy, wykorzystanym przez Boga jako bicz należny nam za tyle niegodziwości społeczeństwa pogrążonego w aborcyjnym szale.

Jednakże są także takie dusze, które robią wszystko co w ich mocy, żeby zatrzymać tych złoczyńców, na przykład Fundacja Corona-Committee założona w Berlinie, która 14 września 2020 roku opublikowała krótki, 28-stronnicowy raport w języku niemieckim. Tłumaczenie fragmentu zatytułowanego „Ustalenia tymczasowe” ze strony 23 tego raportu znajduje się poniżej. Jest to hołd oddany zdrowemu rozsądkowi oraz prawdzie, przygotowany przez czterech prawników z Niemiec w szczególności dla ich rodaków, ale ze wspierającymi podpisami 23 ekspertów, głównie lekarzy, z całego świata. Ich raport można odnaleźć w Internecie na stronie corona-ausschuss.de/wp-content/uploads/209/ 02/.

Zgodnie z tym co wiemy, mamy poważne podstawy podejrzewać, że ryzyko wynikające z covid było w ogromnym stopniu przeszacowane, podczas gdy ryzyko i szkody wynikające z zastosowanych środków zaradczych nie zostały wystarczająco rozważone. Niemiecki rząd już w kwietniu 2020 roku zadeklarował, że nie przeprowadził ani nie planuje przeprowadzić żadnych badań na temat ich konsekwencji. W postępowaniu prowadzonym przez prawnika przed organami landu Bawarii, Kancelaria Stanu Bawarii ujawniła, że do tamtego czasu, wbrew prawu obowiązującemu w landzie, zgodnie z którym wszelkie sprawy publiczne muszą być możliwe do skontrolowania, nie przeprowadzono żadnego dochodzenia ani nie sporządzono pisemnych ekspert dotyczących możliwych konsekwencji restrykcji.  Należy to postrzegać w kategorii co najmniej rażącego niedbalstwa, zwłaszcza w świetle coraz poważniejszych doniesień o szkodach wyrządzonych lock-downem przedsiębiorcom, dzieciom, osobom starszym, itp.

Kiedy dokonuje się uczciwej oceny sytuacji wówczas staje się jasne, że potencjalne ryzyko, które nie jest dla systemu zdrowia jako całości wyższe, niż przy jakimkolwiek innym wirusie grypy, spotkało się wysoce ryzykownym zbiorem środków zaradczych. Ryzyko związane z lock-downem oraz podjęte działania stały się obecnie już nie potencjalnym zagrożeniem, ale rzeczywistością. Środki te nie przyniosły rezultatów, na które liczono, ponieważ liczba nowych infekcji czy raczej pozytywnych wyników testów oraz liczba zgonów, co potwierdzają dziś statystyki, tak naprawę spadały już wtedy, gdy wprowadzano lock-down. Od końca czerwca 2020 roku pozytywne wyniki testów wydają się stanowić część fałszywego hałasu mającego mieć właśnie potwierdzenie w testach. Jeśli chodzi o mające cały czas zastosowanie środki zaradcze (maseczki, dystans społeczny, utrata dochodów, zamykanie sal koncertowych, itp. itd.), dzień po dniu rujnują one gospodarkę, zdrowie, życie kulturalne i społeczne ludzi w Niemczech. Zalety wprowadzenia środków zaradczych są nieproporcjonalne do ich wad. To sprawia, że naruszanie praw człowieka w związku z ich zastosowaniem jest całkowicie bezzasadne, a w konsekwencji niezgodne z prawem.

Władze nie oszacowały w wystarczający sposób konsekwencji środków zaradczych, które narzuciły, co wyraźnie przypominały im najwyższe sądy w landzie. Wręcz przeciwnie, władze z pełną świadomością zrezygnowały z przyznania, że powodują zniszczenia uboczne. Rządzący powinni zostać oskarżeni o zachowania zasługujące na najwyższe potępienie.

Katolicy i nie-katolicy bądźcie mężni. Ten nonsens nie jest w żadnym wypadku zakończony.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXIII (713)

13 marca 2021

PRZYCZYNY KATASTROFY

Wyznawajmy i kochajmy Prawdę aż po kres życia,

Pokornie uginając nasze karki pod jej jarzmem.

Dwa tygodnie temu na łamach niniejszych Komentarzy przedstawiono interesujące uwagi weterana walki o Tradycję dotyczące kwestii infiltratotów, świadomych i nieświadomych, niszczących Kościół katolicki od środka. Czytelnicy mogą wspomnieć, jak na próżno starał się on przywrócić katolicką Tradycję w ramach posoborowych struktur. Zdał on sobie sprawę z tego, że to nie może się udać. Zapytał on potem: „Jak to możliwe, że duchowni przyczyniają się do samobójstwa Kościoła? Przecież to bez sensu!” Oto dalszy framgent jego ciekawych uwag:

Uważam, że wszystko sprowadza się ostatecznie do tego, czy ktoś kocha Prawdę czy ją odrzuca. W moim przekonaniu ci, którzy naprawdę kochają prawdę, znajdą ją czy też będą walczyć tak długo, aż do niej dotrą i będą za nią podążać. Myslę, że wiara załamała się w latach szcześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, ponieważ katolicy stali się tak słabi. Na niedzielnej sumie w mojej parafii w latach pięćdziesiątych XX wieku w zasadzie niemal nikt nie przystępował do Komunii Świętej.  Kapłani pochodzą z ludu, a lud stał się miękki. Kiedy nadeszły zmiany, wówczas połowa ludzi ochoczo je przyjęła, bo „wiara: stała się łatwiejsza, niekatolicy przestali być wrogo nastawieni do katolików, każda religia okazała się być równie dobra, wszyscy wreszcie mogli się do siebie uśmiechać, a duchowni  skwapliwie prowadzili ludzi nową drogą! Z kolei niemal cała druga połowa bądź przyłączyła się do protestanckich sekt bądź też po prostu całkowicie porzuciła religię. Nieliczne odważne dusze, niewielka mniejszość, która nadal żywiła miłość do katolickiej Wiary, zaczęła zakładać własne kaplice. Największą inspiracją dla nich był Arcybiskup Lefebvre, który jako jedyny hierarcha miał wiarę, dzięki której był w stanie zrozumieć, że duchowieństwo pogrąża się w beznadziejnym stanie apostazji.

Jedynie Pan Bóg może sądzić ludzkie serca, ale moim zdaniem nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tych, którzy porzucili Wiarę. Prawdopodobnie niemal wszyscy, którzy się tego dopuścili, zapłacą za to swoją duszą. Moje pokolenie jest najgorsze, ponieważ urodziliśmy się i byliśmy wychowywani w Wierze, a pomimo tego porzuciliśmy ją, bo pomysleliśmy, że dzięki temu nasze życie stanie się prostsze i mniej wymagające. Kolejne pokolenia, choć nieco mniej winne, bo odmówiono im dostępu do ich katolickiego dziedzictwa, nie mogą całkiem się usprawiedliwić, jak każdy człowiek, który ma obowiązek życia w Prawdzie. Tam, gdzie wiara jest miękka, tam katolicy są tchórzami, zwłaszcza jeśli chodzi o zabijanie dzieci poczętych. Biskupi nie chcą wypowiadać się przeciwko ze strachu przed utratą przywilejów podatkowych czy urażaniem kogoś. Senator Timothy Kaine, który mieszka w moim mieście, jest zagorzałym zwolennikiem aborcji i zboczeń, a jednocześnie twierdzi, że katolicyzm jest najważniejszą rzeczą w jego życiu. Powiedział o sobie: „Jestem katolikiem w typie papieża Franciszka”. Wedle mojej wiedzy biskup diecezji Richmond nigdy nie wezwał go do złożenia wyjaśnień dotyczących popierania przez niego zabijania dzieci nienarodzonych, tym bardziej nigdy nie odmówił mu Komunii Świętej, a przecież już dawno powinien był go ekskomunikować.

Weteran przejrzał dogłębi powszechne załamanie się katolicyzmu po Soborze Watykańskim II. Inny Czytelnik niniejszych Komentarzy szuka z kolei przyczyn szczególnego upadku Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, które przecież powstało z inspiracji Bożej, aby stawiać opór temu powszechnemu załamaniu:

Myślę, że przyczyną jest faryzeim. Ten sam faryzeizm, który zabił Naszego Pana dziś zabija Kościół, w tym także i Bractwo. Utracono gdzieś prawdziwą pokorę i miłość bliźniego. Faryzeizm, jak ten „grobów pobielanych” z Ewangelii, prowadzi do duchowej ślepoty: „aby patrzyli oczami, a nie widzieli, słuchali uszami, a nie rozumieli”. Faryzeusze doskonale znali Pismo Święte i Prawo, a przecież to oni zabili Chrystusa. Dziś zabiają Kościół, często tego nie widząc, bo są ślepi…

Jeśli chodzi o Bractwo, to myślę, że są tam kapłani wywrotowi, a na szczycie pewni przywódcy dotknięci całkowitą ślepotą, ale przecież nigdy do tego by nie doszło, gdyby Bractwo nie wpadło w faryzeizm. Jeśli podążaliby pokornie ze swoim świątobliwym Założycielem, nawet nie pomyśleliby o tym, że niby wiedzą lepiej niż on, jak trzeba działać. Nie odsunęliby na bok próśby Matki Bożej o modlitwę różańcową w intencji poświęcenia Rosji Jej Niepokalanemu Sercu, mysląć, że wiedzą co robić lepiej, niż sam Pan Bóg. Taka zniewaga nie może nie spotkać się z Bożą karą. Karą zaś była duchowa ślepota, jak ta faryzejska. Straszna kara! Boże, miej nad nami litość!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXII (712)

6 marca 2021

WĄTPLIWA NAUKA

Natura wskazała wielu ludziom drogę,

Do ich Stwórcy, Wszechmocnego Boga.

Dziś niewiele osób kwestionuje jeszcze pierwszeństwo nauki, jeśli chodzić ma o zapewnienie nam, ludziom, szczęśliwego świata i dobrego życia. Zastąpić religię nauką oraz materializmem – napisano w Protokołach Mędrców Syjonu (Komentarz Eleison nr 699), jakby nauka i materializm miały rozwiązać wszystkie życiowe problemy. Słynny grecki filozof Arystoteles (384-322 przed Chrystusem) używał czterech przyczyn do analizy rzeczywistości: cel, sprawca, forma i materia. Jednak współczesny człowiek ze wszelką cenę wymazuje przyczynę celową i sprawczą, ponieważ obie prowadza w rzeczywistości do Pana Boga. Od czasów Galileusza (1564-1642) „nauka” stawała się coraz bardziej bezbożna.

Jednak mądrość Szekspira (1564-1616) dostrzegła, że jest więcej w niebie i na ziemi niż było w filozofii Horacego (Hamlet I), a największy niemiecki pisarz Goethe (1749-1832), wiedział, że istniała wiedza o naturze wyższa od tej, którą posiada nauka, wiedza, która obejmowała wewnętrzną istotę natury.  Inny współczesny angielski poeta Wiliam Wordsworth (1770-1850) był także świadomy, że na na przełomie XVIII i XIX wieku wraz z rewolucją przemysłową oraz promowaniem nauk fizycznych, ludzkość obrała kierunek, który pod pewnymi względami wcale nie prowadził do postępu, ale do regresu: ludzie stawali się biegli w wykorzystywaniu materii, ale tracili znajomość spraw duchowych. Jednym z uczniów Wordsworth’a był znany katolicki konwertyta i pisarz popularnych książek o tematyce duchowej ojciec William Faber (1814-1863). Wordsworth sam nigdy się nie nawrócił, ale wydał on katolicki owoc. Poniżej jego znany sonet o nowoczesnym świecie, który gardzi sprawami duchowymi (wraz z komentarzami po prawej stronie):

Świat jest czymś zbyt wielkim z nami; poźny i wczesny,  

Branie i wydawanie, marnujemy nasze siły.                                             

Współczesne zakupy!

Mało z tego co widzimy w Naturze jest nasze.                                       

Co mieszkańcy miast wiedzą o naturze?

Oddaliśmy nasze serca, nikczemne dobrodziejstwo!

To morze, które obnaża swoje piersi do księżyca,

Sam Wordsworth spędziłszczęśliwe dzieciństwo otoczony naturą w Lake District w północnej Anglii.      

Ten wiatr, który będzie wył o każdej porze,

I są teraz zebrane w górę, jak śpiące kwiaty;

W tym, w niczym nie jesteśmy zgrani,

To nas nie porusza! O Wielki Boże!  wolałbym być

Poganinem przyssanym do przestarzałego credo,

Woła, że wolałby być raczej osobą żyjącą przed Chrystusem niż teraz,

Żebym mógł stać na tej uroczej polanie,

przynajmniej jego pogańskie wierzenia dałyby mu pewne poczucie zjednoczenia

ze wspaniałym spektaklem natury, który rozgrywa się przed nim.

Mam przebłyski, które czynią mnie mniej opuszczonym;

Zobaczyć Proteusza wynurzającego się z morza;   

Lub usłyszeć Trytona dmącego w swój zawinięty róg.

W tej sytuacji czuje się on „opuszczony” – wypalony.

Z reguły mieszkańcy wielkich miast nie lubią poezji, a ich podłe media będą pisać ją jak prozę, jeśli tylko będą mogły. Poeci, aby wyrazić to, co muszą przekazać, ponoszą dodatkowy trud, żeby powiedzieć to z rymem i rytmem, Już nawet sam ten fakt jest wystarczający żeby zasugerować, że w życiu jest coś więcej niż jedynie materialistyczne życie w mieście. Ale większość mieszkańców miast jest zadowolonych ze swojego materializmu i woli, aby im nie przypominać o ich brakach. Tak wiec miłość do natury zamieniana jest na narciarstwo i motorówki, zaś poezja jest kompromitowana i poniżana, czeka na przywrócenie do życia przez ponowne docenienie spraw duchowych. To nadejdzie, ale zależy to od Kościoła Katolickiego. Człowiek jest wystraczająco sprawny, aby pociągnąć w dół naturę i siebie samego, ale tylko Pan Bóg może podnieść któregokolwiek z nich do góry. Ojciec Faber pokazał taką drogę. Nie skończył jako opuszczony.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXI (711)

27 lutego 2021

NIEŚWIADOMI „INFILTRATORZY”

Jak ktoś może czynić zło i być tego nieświadomy?

Potrzebuję dziś łaski Bożej, by się przed tym ustrzec.

W niniejszych Komentarzach trzy tygodnie temu opisano troski jednego z Czytelników, który szukał wyjaśnienia upadku Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X po śmierci jego założyciela Arcybiskupa Marcela Lefebvre w 1991 roku, a w związku z tym pojawiło się pytanie o możliwą infiltrację FSSPX przez wrogów katolickiej Tradycji. Czy są w nim infiltratorzy? W niniejszych Komentarzach przedstawiono opinię, iż nie został zdemaskowany żaden świadomy czy jednoznaczny infiltrator, ale jest pewna grupa kapłanów na czele Bractwa, którzy wykorzystywali wszelkie swoje wpływy, by zmienić kierunek wyznaczony Bractwu przez Arcybiskupa, choć być może nie zdawali oni sobie sprawy z tego, że w ten sposób działają jak infiltratorzy. W rzeczywistości mogli oni  dokonać infiltracji o wiele efektywniej będąc właśnie nieświadomymi infiltratorami! Tylko Pan Bóg wie, który z nich doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że działa, by okaleczyć Bractwo od środka, ale jednocześnie nie pokazać tego na zewnątrz.

Stajemy właśnie tuż przed tajemnicą modernizmu, który z pewnością wysłał miliony dusz do piekła. Spójrzmy zatem na cały problem jeszcze raz, z pomocą innego świadka, prawdziwego weterana, który walcząc o katolicką Tradycję spędził dziesiątki lat w tradycjonalistycznych kaplicach w USA. Tekst w kilku miejscach pogrubił  autor niniejszych Komentarzy, ale każde słowo pisane kursywą pochodzi od tego weterana:

Jako człowiek, który był członkiem trzech tradycjonalistycznych parafii, głównym założycielem dwóch z nich, a aktywnym parafianinem we wszystkich trzech, pamiętam, że już wiele lat temu wielokrotnie powtarzałem, że diabeł infiltruje swoimi ludźmi każdą tradycjonalistyczną parafię. Są to zwykle ludzie „uśpieni”, którzy czekają na odpowiedni moment, aby zaatakować. Diabeł, który ma anielską inteligencję i poluje na ludzi już od tysięcy lat, nie jest głupi i wie, że łatwiej jest zniszczyć parafię od wewnątrz, niż od zewnątrz. Spotkałem takich ludzi we wszystkich trzech parafiach. Nie mam wątpliwości, że są oni w FSSPX, choć może nie zdając sobie z tego sprawy, jako pomocnicy diabła. On to wie. Faktycznie, jeśli ich by nie było, to diabeł nie robiłby swojej roboty.

FSSPX powinno uwolnić się od wszelkich kontaktów z posoborowym Neo-Kościołem aż do dnia, w którym to mistrzowskie dzieło szatana się nawróci, co nastąpi najpewniej dopiero po tym, kiedy Pan Bóg ukaże go w jak najsurowszy sposób wraz z jego partnerem: światem. Bractwo usiłuje dziś robić to, co próbowałem kiedyś zrobić w skali lokalnej, kiedy wraz z innymi świeckimi trzykrotnie spotykałem się w latach 1990-91 z dwoma biskupami Richmond, prosząc i negocjując założenie parafii św. Józefa, która, nawiasem mówiąc, była w tamtym czasie pierwszą i jedyną tradycjonalistyczną parafią na świecie w jedności z modernistycznym Rzymem, z Mszą i wszystkimi Sakramentami w tradycyjnym rycie (…).

Moją intencją było, aby poprzez parafię św. Józefa przyciągnąć setki katolików Novus Ordo i z biegiem czasu zrobić z nich wszystkich dobrych tradycjonalistów. Śniłem. Parafia św. Józefa ze swoim parafianami w liczbie ponad tysiąca i koniecznością spłaty 2,5 miliona dolarów za zabudowania na wielu akrach znajduje się dziś w rękach wątpliwie wyświęconych kapłanów Bractwa Kapłańskiego św. Piotra. To taka hybrydowa parafia, w której jest  wprawdzie „Tradycyjna Msza i Sakramenty”, ale pod każdym innym względem jest jak Novus Ordo. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jeśli dziś św. Józef zostałby zamknięty, to niemal każdy parafianin już w następną niedzielę uczestniczyłby w „Mszy” Novus Ordo. Taki los czeka FSSPX, jeśli połączy się z Kościołem Novus Ordo.

Czy zatem dwaj biskupi z Richmond i nasz weteran byli świadomymi „infiltratorami”? Weteran z pewnością nie. Dwaj biskupi być może, ale czy nie jest równie możliwe, że działali w dobrej wierze? Najbardziej prawdopodobne jest to, że cała trójka „śniła”. O czym? Można powiedzieć, że o połączeniu oleju z wodą. Czyli o połączeniu katolickiej Prawdy z posoborowym Autorytetem. Ale tego po prostu nie da się zrobić. Arcybiskup Lefebvre wiedział to od samego początku. Nasz weteran zrozumiał to, bo Pan Bóg dał mu łaskę. Wiele dusz w Bractwie nadal tego nie rozumie. Śnią oni, a efekt jest taki, że wszyscy są nieświadomymi „infiltratorami.”

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCX (710)

20 lutego 2021

BIAŁA TOŻSAMOŚĆ – III

Młody człowieku, postaw Boga na jego właściwym miejscu,

A całe Twoje życie będzie stało na solidnych podstawach!

To, że dzisiaj tożsamość jest tak wielkim problemem dla młodych osób (co opisano w dwóch poprzednich wydania niniejszych Komentarzy) jest tak naprawdę nienaturalnym stanem rzeczy. Czymś, co nie jest prawdą. Jeśli ludzie prowadzą normalne życie, wówczas mają naturalną tożsamość, która koresponduje z tym, kim oni są i mogą oni nawet nigdy o tym nie myśleć. Jednak dziś biali ludzie są pozbawieni prawdy przez innych ludzi, ale winę za to ponoszą tylko oni sami, a wynik jest taki, że mają oni wszelkiego rodzaju problemy, których tak naprawdę wcale mogliby nie mieć. Aby dotrzeć do sedna sprawy, potrzebujemy jeszcze odpowiedzi na kilka pytań:

W ostatnim tygodniu powiedział Biskup, że wszystko kręci się wokół Jezusa Chrystusa i że powrót do Niego rozwiąże wszystkie problem z tożsamością. Ale miliardy nie-chrześcijan nie mają żadnych problemów z tożsamością. Miliardy nie-chrześcijan wiedzie normalne i przyzwoite życie bez Chrystusa? Dlaczego właściwie miałby On być im konieczny?

Chrześcijaństwo oczywiście rozpoczęło się w Ziemi Świętej, ale z apostołami rozprzestrzeniło się szybko na cały znany ówcześnie świat: ze św. Tomaszem do Indii, ze św. Janem i św. Filipem do Azji Mniejszej, św. Tadeuszem do Persji itd. W każdym z tych rejonów nowa religia mogła się rozprzestrzenić tak, jak miało to miejsce w Europie ze św. Piotrem, św. Pawłem, św. Andrzejem i św. Jakubem Większym. Jednak to właśnie Europie Pan Bóg dał specjalny dar natury i łaskę nawrócenia, aby Europejczycy stali się misjonarzami świata. Zwróćmy uwagę, iż po 600 latach Bliski Wschód w dużej mierze porzucił chrześcijaństwo i przyjął islam, zaś Europa przeciwnie, wzrastała i słynęła ze swojej ortodoksji. Rzym wyjątkowo wcześnie (Rz. 1,8), bowiem Pan Bóg już wcześniej przygotowywał całą Europę poprzez Imperium Rzymskie do wspierania katolickiej misji Rzymu. Można odważyć się na stwierdzenie, że dla Boga Europa i Wiara są ściśle ze sobą powiązane, co wskazuje na to, że Jezus Chrystus stanowi zasadniczą część w szczególności europejskiej czy też białej tożsamości.

A jaką rolę w tym wszystkim odgrywali żydzi?

Ma Pan rację zadając to pytanie, ponieważ na dobre i na złe żydzi zawsze mają specjalne miejsce w planach Pana Boga. W istocie jednak walczyli oni zajadle przeciwko Kościołowi od samego początku, jak czytamy w Listach św. Pawła, np. 1 Tes 2, 14-16. I to właśnie żydzi przekonali rzymskiego cesarza Klaudiusza (41-54 r. po Chrystusie) do prześladowania chrześcijan. Jeśli widzą oni w białej rasie ludzi, którym można przypisać odpowiedzialność za wielowiekowy tryumf religii Jezusa Chrystusa w przeszłości, to nie może dziwić, że wykorzystują całą władzę, jaką dziś zdobyli w polityce, mediach, filmach i na uczelniach, aby oczerniać białych do tego stopnia, by wstydzili się tego, że są biali. Stąd też wynika brak tożsamości wśród białych.

Ale dlaczego biali nie bronią się, jeśli są oni Bożymi mistrzami? Dlaczego Bóg ich opuścił?

Odpowiedzią na oba te pytania brzmi: ponieważ Go odrzucili. Któż mógłby zaprzeczyć temu, że dzisiaj wielkie masy białych ludzi albo wcale nie wierzą w Boga albo nie traktują Go poważnie? Myślisz, że On tego nie zauważył? Pomyśl jeszcze raz! Istnieje pewne stare pogańskie powiedzenie, które jednak koresponduje z prawem naturalnym: „Tych, których bogowie chcą zniszczyć, najpierw czynią szalonymi”. Biali są dzisiaj ślepi i popadają w samobójcze szaleństwo, zaś wszyscy ludzie, którzy za nimi podążają, są prowadzeni do tego szaleństwa. Jeśli ludzie są teraz biczowani przez żydów, jest to absolutnie wyłącznie ich własna wina i kara za porzucenie Boga, który troszczy się o swoje dzieci za bardzo, aby pozwolić im stoczyć się do piekła bez wcześniejszych poważnych ostrzeżeń.

Więc jaka jest ostateczna odpowiedź?

Zapomnij o tożsamości! Pomyśl o naszym Panu Jezusie Chrystusie. Pomyśl o jego okrutnej męce i śmierci, którą poniósł za Ciebie i za mnie. Zwróć się do Jego Matki, aby Go błagała za Tobą. Weź jej Święty Różaniec i rozważaj co najmniej pięć tajemnic dziennie. Błagaj Ją, aby uzyskać poświęcenie Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. Tylko Ona może uprosić dla rodzaju ludzkiego zbawienie, które obecnie jest z każdym dniem coraz bardziej problematyczne i niedostępne. Ona zwycięży. I niech Bóg cię błogosławi.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCIX (709)

13 lutego 2021

BIAŁA TOŻSAMOŚĆ – II

Najgłębszy podział ludzi to nie ten na żydów i nie-żydów,

Ale na ludzi wybierających Chrystusa i Go odrzucających.

Kontynuujemy dialog z młodym, białym, współczesnym człowiekiem, który poszukuje odpowiedzi na pytanie, kim jest, swojej tożsamości, ale boi się spojrzeć w kierunku Chrystusa, ponieważ chrześcijaństwo wydaje się mu podległe wobec judaizmu, co czynić ma chrześcijaństwo czymś gorszym. Jednocześnie jednak nie może zgodzić się z tym, że nasz Pan Jezus Chrystus miałby być mniej ważny niż Stary Testament.

Dowiedziałem się, że Noe nie był żydem! Tak więc kiedy nie-żydzi stali się inni niż żydzi?

Stało się to za czasów Abrahama około roku 2000 przed Chrystusem. Adam i Ewa zostali stworzeni około 4000 lat przed Chrystusem. Przez 1000 lat rodzaj ludzki by tak zdegenerowany, że około roku 3000 przed Chrystusem Noe został przez Pana Boga powołany do tego, aby ocalić ludzkość przed wyginięciem w czasie potopu. Było to konieczne, aby dać rodzajowi ludzkiemu nowy początek z jedynie z ośmioma duszami w arce. Po kolejnym tysiącu lat ludzie byli znowu zepsuci, ale tym razem Bóg wybrał Abrahama, ażeby uformować naród (przyszłych żydów), którzy dzięki temu, że zostali oddzieleni od zepsucia reszty ludzkości (przyszłych pogan), będą w stanie 2000 lat później dać ludzkie środowisko dla Zbawiciela czy też Mesjasza wszystkich ludzi, czyli Naszego Pana Jezusa Chrystusa. Dlatego też żydzi byli od czasów Abrahama aż do Chrystusa narodem wybranym przez Boga poprzez swoje pochodzenie, byli narodem powołanym do służby dla dobra całej ludzkości. Jednak kiedy przyszedł na świat Mesjasz, stało się jasne, że naród wybrany przez Boga nie będzie dłużej wyznaczany przez kryterium pochodzenia, ale przez wiarę. Wówczas żydzi ze względu na swoją pychę i urażoną dumę  zbuntowali się przeciwko Bogu, zabili Jego Mesjasza i stali się specjalnym ludem szatana.

Czy zatem żydzi byli początkiem chrześcijaństwa?

Pochodzenie chrześcijaństwa jest częściowo ludzkie, a częściowo boskie. Ta Boża część pochodziła i nieustannie pochodzi całkowicie od Trójcy Przenajświętszej, od Boga i przez Boga-Człowieka, Drugą Osobę Trójcy Przenajświętszej, Jezusa Chrystusa. Jedynie ludzka część, Maryja, Józef, dwunastu apostołów, itp., pochodziła od żydów, wobec których chrześcijanie mają za to dług wdzięczności.

Może zatem chrześcijaństwo jest oszukiwaniem nie-żydów przez żydów?

Absolutnie tak nie jest i nigdy tak nie było. Pan Bóg dał żydom, jako swoim ludzkim narzędziom, swoją Prawdę oraz zbawienie, aby poprzez nich przekazać je nie-żydom. Żydzi wraz z przyjściem na świat Jezusa Chrystusa odrzucili jednak w większości wiarę – tajemnica nieprawości i pychy. Ale nie-żydzi przejęli wówczas piłkę i biegli z nią aż do Soboru Watykańskiego II (1962-1965), kiedy to sami porzucili chrześcijaństwo – tajemnica nieprawości, przepowiedziana w Piśmie Świętym (Łk 21, 24).

W takim razie czy Nowy Testament jest w dalszym ciągu dziełem umysłu żydów?

Tak, ale jedynie w bardzo mało istotnym znaczeniu. Mianowicie Pan Bóg użył ludzkich umysłów żydów, jak w Listach św. Pawła, aby na początku chrześcijaństwa przekazać żydom i nie-żydom nową, wspaniałą prawdę o zbawieniu. Ale wkrótce po tych początkach główną rolę objęli nie-żydzi i od tego czasu już niewielu żydów głosiło te prawdy.

Jakub był ukochanym synem Izaaka, Ezaw zaś synem niemiłowanym. Czy żydzi nazywają chrześcijan Ezawem? Czy mają rację uważając, że chrześcijanie w oczach Boga nie są miłowani tak, jak żydzi?

Absolutnie nie, jest wręcz przeciwnie. Przeczytaj List św. Pawła do Rzymian rozdział 9, 6-9. Ezaw jest figurą niemiłowanych żydów, ponieważ w znacznej części odrzucili oni Syna Bożego, podczas gdy Jakub symbolizuje umiłowanych chrześcijan, którzy przyjęli i przyjmują Chrystusa. Św. Paweł zmagał się z zamieszaniem w umysłach swoich słuchaczy związanym z pytaniami o żydów i nie-żydów w swoich trzech głównych listach: do Galatów, do Rzymian i do Żydów. Jego nauczanie to słowo Boże, Pismo Święte, jasne i absolutnie wiążące. Przeczytaj te listy.

Czy żydzi mają rację nazywając nie-żydów głupimi?

Z pewnością tak, kiedy nie-żydzi porzucają Chrystusa, co z kolei umożliwia żydom łatwe ich zdominowanie, jak to się dzieje dziś. Kiedy jednak nie-żydzi są wierni Chrystusowi, a zatem wierni Bogu i Prawdzie, wówczas ani żydzi, ani komuniści nie są w stanie ich oszukać, wówczas prawdziwa cywilizacja kwitnie i wiele dusz osiąga zbawienie, jak to było w wiekach średnich.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCVIII (708)

6 lutego 2021

BIAŁA TOŻSAMOŚĆ – I

Niech biali ludzie powrócą do Jezusa Chrystusa,

A nigdy więcej nie zabraknie im ich tożsamości.

Pewne młode, białe małżeństwo, które czyta niniejsze Komentarze chce powrócić do Kościoła, ale ma szczególną trudność, która, jak podejrzewa 31-letni mąż, jest wspólna dla wielu jemu współczesnych, a mianowicie obecny brak poczucia tożsamości wśród białych ludzi. Razem ze swoją żoną mają niemieckich przodków, więc w poszukiwaniu swojej tożsamości zostali oni przyciągnięci przez germańskie pogaństwo. Oboje urodzili się jako katolicy, ale podejrzewają, że katolicka szkoła do której uczęszczali nie była taka, jaka być powinna. Pytania, które stawia mężczyzna potwierdzają, że tak właśnie jest. Jednocześnie jednak wskazują one, że szuka on prawdy, zatem jeśli wytrwa on w swoim dążeniu, może być pewny, że Bóg da mu odpowiedzi, których potrzebuje. Pyta on:

Czy pogaństwo germańskie jest naszą prawdziwą tożsamością?

Tak i nie. Prawdziwą tożsamością istoty ludzkiej jest pójście do nieba i bycie szczęśliwym wraz z Bogiem przez całą wieczność. To dlatego tak wielu młodych (i starszych ludzi) jest tak bardzo niezadowolonych ze swojego obecnego materialistycznego stylu życia – wiedzą oni, że są przeznaczeni do czego większego, ale nie wiedzą do czego. Nawet jeśli jest coś szlachetnego w germańskim pogaństwie, na przykład w operach Richarda Wagnera, to jest ono kompletnie bezużyteczne w  prowadzeniu człowieka do nieba, ponieważ nie ma w sobie nadprzyrodzonej łaski. Tylko łaska może otworzyć nam Boże niebo. A Boża łaska jest dostępna dla nas jedynie przez jedyną prawdziwą Bożą religię, którą jest religia katolicka. Jeśli ją odrzucam, odrzucam niebo. Ta religia, co potwierdza przykład Karola Wielkiego, stworzyła Europę i ukształtowała tożsamość wszystkich narodów europejskich. Hilaire Belloc (1870-1953) powiedział: „Europa to (katolicka) Wiara, a Wiara to Europa.”

Ale chrześcijaństwo zostało wymyślone przez żydów?

Religia katolicka nie została wymyślona przez żadnego człowieka czy też ludzi. Została ona „wymyślona” od wieczności przez samego Boga, a objawiona człowiekowi przez Jego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa, który jako człowiek był żydem, synem Maryi, a któremu mała grupka żydów pomogła założyć Kościół katolicki. Stąd też czytamy w Ewangelii Janowej: „Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów” (J 4, 22).  Ale to także żydzi, ich arcykapłani i starsi (Mt 27, 20), są odpowiedzialni za ukrzyżowanie Pana Jezusa, a znaczna część żydów od tamtego czasu nienawidzi Chrystusa i robi wszystko co w ich mocy, aby krzyżować Go i Jego Kościół. Zatem najlepsi spośród żydów byli niezrównanymi przyjaciółmi Boga, lecz talmudyści są Jego niezrównanymi wrogami.  Konieczne jest, aby rozróżnić pomiędzy żydami takimi jak święty Paweł, a takimi jak Kajfasz. Różnica pomiędzy tymi, którzy przyjęli Chrystusa i tymi, którzy Go odrzucili, jest bowiem fundamentalna. Wszystko zależy bowiem od Chrystusa.

Ale czy Nowy Testament nie gra wciąż, że się tak wyrażę, w grę Starego Testamentu? Czy chrześcijanie nie czczą żydów i czy nie podążają za „projektem” i „regułami” żydów?

Chrześcijanie oddają cześć Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu, Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu, jak zostało to objawione przez Boga, Jezusa Chrystusa. To Objawienie przewyższa znacząco to, co otrzymali żydzi. On był Bogiem. Oni byli ludźmi.

Dlaczego Bóg w Starym Testamencie był tak opiekuńczy wobec żydów, a bywał przez nich rozgniewany?

Ponieważ dał im do odegrania ważną rolę w przyjściu na świat Mesjasza, a oni nie zawsze byli  wierni temu zadaniu. Nasze podłe media i samo słowo „antysemityzm” sugerują, że żydzi nigdy nie mogą być źli, ale w rzeczy samej jest odwrotnie. Zasługują oni na karę, jak każdy inny.

Ale dlaczego Bóg wybrał żydów? Dlaczego wybrał akurat żydów?

Bóg musiał wybrać jakieś osoby, aby zapewnić Mesjaszowi ludzką Matkę, rodzinę, wioskę, społeczność i praktyki religijne. Z Maryją, Józefem, świątynią jerozolimską, religią mojżeszową, żydzi zapewnili Mesjaszowi jedynie ramy ziemskiego życia, a potem ukrzyżowali Go przez swoję pychę. Dlaczego akurat żydzi? Jest to Boża tajemnica. Jeszcze raz Belloc: „Jakie to dziwne, że Bóg wybrał żydów!”

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCVII (707)

30 stycznia 2021

DRUGI POTOP

Po pierwszym potopie nadszedł złoty wiek,

Drugi potop zapoczątkuje wielki triumf Kościoła.

Powtórzmy wyraźnie: głównym graczem w ogólnoświatowym covidowym dramacie rozgrywającym się dookoła nas jest Wszechmogący Bóg, nikt więcej. Oczywiście nie ma on nic wspólnego w mnóstwem ludzkich grzechów, ale to On stworzył wszechświat i podtrzymuje w istnieniu wszystko co stworzył w każdym momencie jego istnienia, bez czego wszystko zapadłoby się z powrotem w nicość. A w jakim celu Bóg stworzył świat? Aby zaludnić Jego niebo rozumnymi stworzeniami, aniołami i ludźmi, którzy skorzystają z danego im przez Boga istnienia oraz wolnej woli do dokonywania wyborów zgodnie z wolą Bożą i skorzystają z Jego propozycji wiecznego szczęścia z Nim w Jego niebie. Z Boską mądrością znacząco przewyższającą ludzkie rozumienie Pan Bóg troszczy się o wszelkie życie na ziemi tak, iż każda ludzka dusza, która osiąga wiek używania rozumu staje przed koniecznością przejścia wielu prób, aby udowodnić, że kocha Boga na tyle, by zasłużyć na niebo, ale jednocześnie ma możliwość skorzystania z łaski, z pomocą której można osiągnąć niebo, jeśli tylko tego się pragnie.

Zatem to Pan Bóg ostatecznie kieruje tym, co możemy nazwać upadkiem Zachodu, tak jak kierował powodzią w czasach Noego, ażeby ukarać grzeszny rodzaj ludzki i powstrzymać ludzi od zaludnienia piekła zamiast nieba. W rzeczywistości ta kara była także wielką łaską, ponieważ cały rodzaj ludzki postępował niegodziwie (Rdz VI, 11-12), więc bez wątpienia rzesza ludzi była na drodze do wiecznego potępienia i udawało im się – tak jak dzisiaj – pociągać za sobą praktycznie wszystkich. Takie były to skutki grzechu pierworodnego mniej więcej tysiąc lat po czasach Adama i Ewy. Kiedy jednak ludzie stopniowo uświadamiali sobie, że wzbierające wody potopu nie zostawią im żadnej możliwości ucieczki, wówczas część z nich skorzystała z wolnego podnoszenia się wody, aby wzbudzić akt żalu, wystarczający do tego, aby zachować ich dusze na wieki. Zapytajcie którąkolwiek z tych dusz, które znajdują się w niebie, czy potop nie był wielkim dziełem Bożego miłosierdzia!

Podobnie jest dzisiaj. Na całym świecie ludzkość jest zepsuta przez zachodni materializm. Jest gorzej niż w czasach Noego. Oto bowiem przecież nastąpiło Wcielenie Syna Bożego, z którego zbawiennych owoców ludzkość przez pewien czas obficie korzystała. Jednak nadszedł teraz czas, w którym ludzie odrzucili nie tylko Boga, ale także Wcielonego Boga, który został za nich ukrzyżowany i ustanowił dla nich Kościół Święty, aby pomagać im w ratowaniu dusz. Niestety tym razem nawet niemal wszyscy Jego kapłani od czasów Soboru Watykańskiego II odtrącają Go. Od zakończenia tego soboru mija już 56 lat, a powszechne zepsucie galopuje naprzód. Zatem czy ktoś może zarzucić Panu Bogu, iż jest pośpieszny w karaniu, gdy uderzył w 2020 roku? Raczej nie. Albo czy ktoś może powiedzieć, że Pan Bóg uderzył ciężką ręką? Raczej nie, jeśli weźmie się pod uwagę nieszczęścia takie jak całkowite załamanie gospodarcze, wojny domowe czy głód zapowiadane na najbliższe lata. A kiedy one nadejdą przez ludzkie zepsucie, a jedynie za dopustem Bożym, to któż będzie mógł powiedzieć, że są one niezasłużone?

Pan Bóg jest cierpliwy wobec każdego z nas, a Jego łaska trwa na wieki. Jednak musi On uderzyć i dalej uderzać i to wystarczająco mocno, aż wyciągniemy wreszcie wnioski i zaczniemy znów myśleć o życiu wiecznym. Dla wielu z nas ta lekcja, choć ciężka, może być spóźniona i sprowadzi się jedynie do przekleństw kierowanych przeciwko Bogu, przeciwko bliźnim, przeciwko życiu, przeciwko politykom, przeciwko każdemu, oprócz jedynej osoby, która jest naprawdę odpowiedzialna za moje nieszczęście, czyli mnie samego.

Dlatego we wszystkim, bo nadejdzie, będę widzieć (bezgrzeszną) rękę Boga i upadnę na kolana, żeby modlić się do Niego o zmiłowanie nad nami, biednymi grzesznikami. Ludzie nie są już w stanie posprzątać swojego bałaganu, mogą go jedynie pogorszyć. Z Bożą łaską będę współczuć innym i zrobię co w moje mocy, aby pomóc im uratować ich dusze, ale jedynie od Boga będę oczekiwać prawdziwych rozwiązań. A On przynajmniej będzie miał mądrość i moc żeby kierować wszystko ku temu, co najlepsze. Tego jestem pewien już dziś.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCVI (706)

23 stycznia 2021

REORIENTACJA FSSPX

FSSPX zostało sprytnie oszukane,

Ludzkość utraciła przewodnika.

W listopadzie 2020 roku ks. Pagliarani, Przełożony Generalny FSSPX, napisał list, by upamiętnić pięćdziesiątą rocznicę założenia Bractwa. Ks. Edward MacDonald, kapłan Ruchu Oporu w Australii, przygotował cenne opracowanie dotyczące tego listu, które zostało streszczone poniżej:

1. Ks. Pagliarani pyta: Czy płomień (nieustraszonej miłości) przekazany nam przez naszego Założyciela wciąż mocno płonie? Czy płomieniowi tej drogocennej pochodni, targanej huraganami kryzysu, który wydaje się ciągnąć w nieskończoność, zarówno w Kościele jak i w całym społeczeństwie, nie grozi przygaszenie?” Jednak w swoim liście ks. Paglarani nie odpowiada na swoje własne pytania.

2. W całym swoim liście ks. Pagliarani ledwie wspomina Sobór Watykański II. A przecież jeśli nie byłoby tego soboru, to nie byłoby potrzeby istnienia FSSPX. To Rzym jest źródłem wszystkich błędów dotyczących wiary, doktryny i moralności, przeciw którym walczyło Bractwo. Posoborowi papieże wprowadzali w życie nauczanie Vaticanum II. Apostazja jest skoncentrowana i ma swoją siedzibę w Watykanie. Tymczasem ks. Pagliarani nie pisze o soborowych błędach. Czemu tego nie robi? Bo dla niego ta walka już się skończyła. Dziś FSSPX stoi po stronie Soboru Watykańskiego II I posoborowego Neo-Kościoła, a przeciwko Ruchowi Oporu.

3. Ks. Pagliarani ogranicza walkę do ”życia duchowego”. Dla Arcybiskupa Lefebvre zasadniczym celem było królowanie Naszego Pana Jezusa Chrystusa, zaś dawanie duszom życia duchowego było koniecznym elementem związanym z tym pierwszym i najważniejszym celem. Tymczasem ks. Pagliarani czyni celem zasadniczym życie duchowe, gdy pisze: Na tym więc polega nasza walka: aby pozwolić naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi stać się osią naszego życia duchowego, źródłem wszystkich naszych myśli, wszystkich naszych słów i wszystkich naszych czynów.

4. Zdaniem ks. Pagliarani wszystko zostało już powiedziane. Nie ma już żadnej doktrynalnej bitwy do stoczenia. FSSPX ma mówić, powtarzając stare argumenty, o błędach Soboru Watykańskiego II. Ale w rzeczywistości Bractwo nie zwalcza tych soborowych błędów. A przecież jest tyle nowych rzeczy do powiedzenia, kiedy Franciszek w oparciu o dokumenty Vaticanum II tworzy ciągle nowe błędy. Czy jest kompletna odpowiedź na adhortację Amoris laetitia? Jeśli FSSPX nie ma nic nowego do powiedzenia to dlatego, że przestało walczyć z watykańskimi błędami.

5. Arcybiskup Viganò nieustannie pisze o kolejnych błędach posoborowego Neo-Kościoła. FSSPX nie może jednak mówić tego, co on, ponieważ skapitulowało i zostało uciszone. Nie potrafi już bronić praw Naszego Pana Jezusa Chrystusa. W październiku 2020 roku ks. Daniel Themann, Przełożony Dystryktu FSSPX w Australii, zabronił członkom Bractwa publicznych protestów przeciwko jawnym satanistycznym obrzędom w Queensland. Nabożeństwa wynagradzające odprawili oni po cichu w swoich kaplicach.

6. Znużenie jest powtarzającym się motywem listu ks. Pagliarani. Z pewnością nie jest ono charakterystyczne dla świętych. Oni nigdy nie byli znużeni, nie męczyli się w walce. Arcybiskup Lefebvre nigdy nie poddawał się zniechęceniu z powodu walki. Był już na emeryturze, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że ma obowiązek stanąć do walki przeciwko posoborowemu Neo-Kościołowi. Tymczasem Bractwo jest znużone i zmęczone, rezygnuje z walki. Ks. Pagliarani napisał: Nie pozostało już nic nowego do powiedzenia.

7. Przez ostatnie piętnaście czy więcej lat seminaria FSSPX nie dawały seminarzystom formacji doktrynalnej potrzebnej do zwalczania współczesnych błędów. Modernizm i liberalizm były lansowane w seminariach. Nowo wyświęceni kapłani są gotowi do pójścia na kompromis dotyczący prawdy, do gorliwej pracy z modernistycznymi biskupami diecezjalnymi oraz podporządkowania się im. Ksiądz Jurgen Wegner, były Przełożony Dystryktu FSSPX w USA, przechwalał się kiedyś, że zawarł porozumienia z czterdziestoma amerykańskimi biskupami, z których wszyscy byli modernistycznymi posoborowymi liberałami.

8. Każdy kapłan, który pozostał w Bractwie po jego kapitulacji zdecydował się, aby zaakceptować wprost, albo przynajmniej milcząco, tę nową orientację FSSPX. Nie są oni już walczącymi katolikami. Tylko Kościół katolicki jest nieomylny. Bractwo nie było. I pobłądziło.

9. Nie ma dziś dalszej dużej organizacji przeciwstawiającej się nawałowi sił zła, który następuje w formie podboju społeczeństwa przez ateistyczny komunizm. Uciszenie FSSPX zatamowało ostatnie wielkie źródło łaski i błogosławieństwa dla świata. Grupy stawiające nadal opór nie mogą już powstrzymać, czy choćby utrudnić, komunistycznego zniewolenia świata.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCV (705)

16 stycznia 2021

PYTANIA DOTYCZĄCE FSSPX

Kapłani Bractwa dają się dziś nabierać,

Światowa gadanina jest dziś poteżnie silna!

Czytelnik niniejszych Komentarzy, niewątpliwie zatroskany tym, co widzi i słyszy odnośnie Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, które jest mniej wierne niż było i być powinno, ma kilka możliwych wytłumaczeń zaistniałego stanu rzeczy. Autor niniejszych Komentarzy ma kilka przemyśleń, które przekazuje w postaci odpowiedzi na kilka spośród pytań:

1. Krążą wieści o infiltracji Bractwa. Niektóre pogłoski sugerują, iż od samego początku zawiązany został spisek, by Bractwo zinfiltrować. Inne wskazują, że trzeba było czasu, aby tego dokonać.

Nie ulega wątpliwości, że zatwardziali wrogowie Kościoła, którzy bacznie obserwowali niegdyś Naszego Pana, szybko spostrzegli, jakim zagrożeniem dla ich knowań był Arcybiskup Lefebvre z Bractwem Kapłańskim Św. Piusa X i nowym pokoleniem wiernych kapłanów. Jednak nie mogę powiedzieć, abym kiedyś złapał jasnego i świadomego wrogiego infiltratora. Widziałem natomiast duchowych synów Arcybiskupa, formowanych z jego wielką troską, którzy jednak przestali myśleć tak, jak on myślał, a mianowicie o konieczności niepodporządkowywania się poleceniom płynącym od posoborowych dostojoników w Rzymie i w diecezjach. Ci kapłani przeszli długą drogę, by nie tyle wprost zinfiltrować Bractwo, ale zmienić je od środka. Jeśli dziś Bractwo broniłoby Wiary tak, jak robił to Arcybiskup, mogłoby wyświadczyć olbrzymie dobro dla masy katolików, którzy dziś budzą się na widok posoborowej zdrady, gdyż pokazywałoby, w jaki sposób i gdzie trwa prawdziwy Kościół. Jednak zamiast tego przełożeni Bractwa lojalnie poddali się posoborowym hierarchom z Rzymu, na skutek czego tak wiele dusz, które mogły się nawrócić, teraz raczej gubi się w zamieszaniu, niż nawraca.

2. Czy zatem FSSPX zostało zinfiltrowane, a jeśli tak, to przez kogo?

Mówiąc ściśle, tj. myśląc o formalnej infiltracji, być może nie. Ale mówiąc w szerokim tego słowa znaczaniu, tj. myśląc o często bezwiednym porzuceniu stanowiska Arcybiskupa odnośnie Soboru Watykańskiego II i jego wykonawców, tak. Problem narastał stopniowo wraz z przypływem powszechnego dziś fantazjowania i związanego z nim utracenia rozumienia rzeczywistości, przy czym w większym stopniu dotyczy on przywódców Bractwa w Domu Generalnym niż pokornych kapłanów na dole. Problemem przełożonych jest nie tyle katolicka doktryna, co jej zastosowanie w XXI wieku, gdyż nie pojmują oni całego zła współczesnego świata. Są oni za “milusi”.

3. Niektóre strony internetowe zwracają uwagę na austriacko-żydowską rodzinę von Gutmann, która początkowo otrzymała finansowe wsparcie ze strony Rothschildów. Ta rodzina, zgodnie ze słowami Maximilana Kraha, miała przekazać FSSPX pieniądze za pośrednictwem fundacji. Co to za rodzina i czemu dała pieniądze Bractwo?

To żydowska rodzina z Austrii, ale na ile sobie przypominam, Pani von Gutman była szczerą konwertytką, która pozostawiła dużo pieniędzy FSSPX w Austrii, aby pomóc w rozwoju katolickiej Tradycji w tym państwie.

4. W Interecie krążą pogłoski, iż Arcybiskup Lefebve był sedewakantystą. Czy to prawda?

Arcybiskup od czasów Pawła VI miał zawsze pewną sympatię dla sedewakantyzmu jako możliwego rozwiązania niezmiernie poważnego problem teologicznego jaki stanowią Wikariusze Chrystusa niszczący Kościół. Dwukrotnie – w 1976 oraz w 1985 roku – mówił publicznie o możliwości, iż pozori papieże w Rzymie mogą nie być prawdziwymi papieżami. Jednak nigdy nie zdecydował się on na to rozwiązanie. Choć często się nad nim zastanawiał, to je odrzucał. Uważał on bowiem, że wywołuje ono więcej problemów, niż rozwiązuje.

5. Dlaczego obecni przełożeni FSSPX nie zawierają oficjalnego porozumienia z Rzymem? Co może być przyczyną?

Myślę, że nadal zbyt wielu najlepszych kapłanów Bractwa mysli tak jak Arcybiskup o współczesnym Rzymie i Rzymianach, aby przełożeni FSSPX mogli tak poprostu wskoczyć w rzymskie ramiona. Ale niech ci kapłani mają się lepiej na baczności!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCIV (704)

9 stycznia 2021

MADRIAN – WNIOSKI

Jako karę Pan Bóg zostawił całą ludzkość na lodzie.

Czy katolicy widzą teraz jak ważny jest ich Kościół?

Po siedmiu wydaniach niniejszych Komentarzy omawiających oddzielnie prolog oraz sześć części książki Jeana Madiran (1920-2013) L’hérésie du vingtième siècle (Herezja dwudziestego wieku) warto połączyć razem jeszcze raz wszystkie części, aby podkreślić najważniejsze wynikające z nich lekcje dla nas w obecnej sytuacji Kościoła i świata oraz wskazać odpowiedź na pytanie: w jaki sposób Kościół wpadł w kłopoty?

Już w prologu Madiran podnosi kilka kluczowych kwestii, tj. iż problemem byli czołowi hierarchowie, biskupi, którzy przez co najmniej ostatnie 100 lat w imię postępu chcieli uwolnić się od kotwicy katolicyzmu, a w dwudziestym wieku aktywnie niszczyli chrześcijaństwo poprzez swoje działania prowadzące do komunizmu. Ten dramat zaczął się długo przed Soborem Watykańskim II. U jego korzeni leży utrata wiary przez biskupów. Triumf komunizmu będzie jego efektem końcowym. W 2020 roku covidowe kłamstwo pokazało, jak blisko naszych drzwi jest już komunizm.

W części pierwszej Madiran obnaża – jak zrobił to św. Pius X w 1907 w Encyklice Pascendi – filozoficzne podstawy dorozumianej apostazji biskupów dokonanej na skutek przyjęcia przez nich subiektywizmu nowoczesnej filozofii, poprzez którą prawda w ogóle, w tym dogmat katolicki, stają się opcjonalne. Zapomnij o obiektywnej rzeczywistości. Od teraz przedmiot poznania podporządkowany jest mojemu umysłowi, a nie mój umysł poznawanemu przedmiotowi. Staje się uwolniony od rzeczywistości. Te wariackie zasady są w sercu szaleństwa dzisiejszego Kościoła oraz świata i to we wszystkich dziedzinach.

W części drugiej Madiran wskazuje, że neo-biskupi chcieli nowej religii, zaś ta nowa religia musi być w stanie wojny z religią katolicką. Neo-biskupi nie mają żadnego prawa narzucać komukolwiek swojej fałszywej religii i nawet jako świecki katolik Madiran miał wszelkie prawo, aby się im przeciwstawić.  W 2021 roku cudownie widzieć Arcybiskupa Viganó zajmującego takie samo stanowisko, jakie zajmował Arcybiskup Lefebvre. Obiektywna i niezmienna katolicka Prawda uprawnia katolików do tego, by nie podążali za błądzącymi biskupami.

W częściach trzeciej, czwartej oraz piątej Madiran wykłada treść herezji dwudziestego wieku za pomocą siedmiu twierdzeń zaczerpniętych z pism biskupa Metz, który – jak wskazuje Madiran – w otwarty sposób streszcza nową religię:  1 Wszystko się dziś zmienia, zatem także koncepcja zbawienia przez Chrystusa musi być dzisiaj zmieniona, 2 w kierunku bycia bardziej społeczną, ponieważ 3 wiara dzisiaj słucha współczesnego świata, zaś 4 socjalizowanie się ze współczesnym światem jest łaską. 5 Zaiste żadna epoka nie realizowała idei braterstwa 6 ani nie patrzyła w przyszłość, tj. nie była tak pełna nadziei, jak właśnie nasza. Madiran komentuje, że ta braterska i pełna nadziei socjalizacja jest równoznaczna z nową religią. A tą nową religią jest komunizm. Rzeczywiście od czasu Soboru Watykańskiego II duchowni coraz bardziej i bardziej skręcają w swoich poglądach w lewo, prowadzą krucjatę dla swojej nowej religii, w której człowiek stał się ich nowym bogiem. A Nasz Pan Jezus Chrystus, Jego Najświętsza Matka, Niebo i Piekło stają się coraz bardziej zapomniane w prawdziwym świecie.

W piątej części Madiran przedstawia siódme twierdzenie biskupa Metz: 7 Prawo naturalne pochodzi z wnętrza człowieka, nie ma obiektywnego prawa wiążącego człowieka, które pochodzi z zewnątrz lub z góry. Innymi słowy, mówi Madrian, nie ma żadnej natury, nie ma żadnej nadprzyrodzoności, nie ma Dziesięciu Przykazań, nie ma prawdziwej miłości bliźniego, nie ma szans na stworzenie społeczeństwa, nie mówiąc w ogóle o społeczeństwie chrześcijańskim. Takie wywrócenie wszystkiego do góry nogami prowadzić może tylko do komunizmu. Tu właśnie jesteśmy i to jeszcze bardziej w roku 2021, niż w 1968. W piątej części Madiran dochodzi do prawdziwych korzeni współczesnej dezorientacji i rozbicia ludzi, które sprawiają, że państwo policyjne staje się jedynym możliwym sposobem funkcjonowania społeczeństwa.

W części szóstej Madiran, który skończył swoją książkę krótko po rozruchach studenckich w Paryżu wiosną 1968 roku, dochodzi do doniosłych wniosków. W części o biskupach napisał on, że Neo-Kościoł poprzez nauczanie jedynie modernistycznych prawd zamieniał dzisiejszą młodzież w jutrzejszych barbarzyńców. I tak właśnie było, gdy w 1968 roku ulice Paryża (a w 2020 roku ulice Stanów Zjednoczonych) wypełnił chaos. Madiran uważa, że odpowiedzialność za to ponoszą biskupi. Komunizm jest fałszywym rozwiązaniem. Jedynie Bóg jest prawdziwym rozwiązaniem.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCIII (703)

2 stycznia 2021

POWRÓT KOMUNIZMU

Chcę prawdziwego Credo, krucjaty, a nie słabej herbaty!

Twoja poprawność i fair play są dla mnie zbyt miękkie!

Zeszłoroczne październikowe wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych pokazały, iż nadchodzi decydująca konfrontacja polityczna pomiędzy konserwatywną prawicą a rewolucyjną lewicą. Dzieje się dlatego, iż od dłuższego czasu konserwatyści na Zachodzie, których siłą był kiedyś Pan Bóg, stają się coraz słabsi, zaś rewolucjoniści, których siłą był bunt przeciwko Bogu, rosną w siłę. Konfrontacja musi nadejść, nawet jeśli lewica nie zwycięży w 2020 roku, to bez wątpienia powróci jeszcze silniejsza w 2024 roku, chyba że Amerykanie w tym czasie na poważnie powrócą do Pana Boga.

Tymczasem w listopadzie zeszłego roku został opublikowany w czasopiśmie z Ameryki Południowej Dixie Heritage Letter artykuł opisujący  cztery główne punkty konfrontacji 2020 roku. Poniżej streszczenie tego artykułu, przy czym te cztery główne punkty zostały pogrubione:

1. Sędziowie, którzy będą podejmować decyzje w sprawach skarg Donalda Trumpa dotyczących nieprawidłowości wyborczych są liberałami, którzy nie przejmują się ani prawdą, ani sprawiedliwością.

W związku z oszustwami wyborczymi na masową skalę, które miały miejsce podczas wyborów prezydenckich 3 listopada, zespół prawny prezydenta Trumpa zdobył różnego rodzaju dowody fałszerstw. Ale nie będzie im łatwo zwyciężyć. Wynika to głownie z tego, że wielu sędziów, którzy będą rozpoznawać skargi, nie tylko nigdy nie popierało Trumpa, ale przede wszystkim  nie jest zainteresowanych przedstawionymi dowodami, bez względu na to jak przekonującymi. Ponieważ są oni zwolennikami Deep State, muszą zapewnić, że Trump nie zostanie ponownie wybrany na prezydenta.

2. Nawet „konserwatyści” zasiadający w Sądzie Najwyższym USA są słabeuszami w obliczu stanowczych liberałów.

Prawnicy prezydenta Trumpa będą musieli pokonać drogę aż do Sądu Najwyższego, a następnie modlić się aby jeden lub dwóch „konserwatywnych” sędziów nie zdecydowało się sprzedać, jak zrobił to kiedyś John Roberts, który jako rzekomy konserwatysta zagłosował z liberałami. Roberts by konserwatystą, chyba że akurat był zajęty układaniem się z liberałami, co wydaje się ostatnio dziać coraz częściej. Można by nawet powiedzieć, że „z konserwatystami takimi jak Roberts, kto potrzebuje liberałów?”

3. Przyzwoity liberalizm nie może przeciwstawić się nieprzyzwoitemu komunizmowi, bo do niego po prostu naturalnie prowadzi.

W artykule stwierdzono, iż: „Wielu Amerykanów wierzy, że komunizm jest abstrakcyjną koncepcją, czymś co oddziałuje jedynie na odległe narody, nie zdając sobie sprawy z tego, że puka ona do naszych drzwi. Komunizm rozprzestrzenia się w Ameryce pod takimi nazwami jak socjalizm, progresywizm, liberalizm, neo-marksizm, a także pod innymi nazwami, poprzez wolny proces trwający dekady. Najpierw Związek Radziecki, a teraz Komunistyczna Partia Chin. Wiara w Boga oraz zasady pochodzące z wiary są podstawową przyczyną, dlaczego Stany Zjednoczone mogą cieszyć się wolnością, demokracją, dobrobytem i dlaczego Stany Zjednoczone stały się narodem, którym są dziś. W tym roku demokratyczny proces został zniszczony. Skrajna lewica oraz komunistyczny diabeł stojący za nią, używają kłamstw, oszustw oraz manipulacji próbując pozbawić ludzi ich praw i wolności”.

4. USA są na krawędzi komunizmu, jeśli nasi sędziowie wolą ich anty-religię od rzeczywistości.

Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak blisko jesteśmy stania się krajem komunistycznym. Możemy skończyć jako komuniści, jeśli elity tego kraju zdecydują, że przeciwnicy Trumpa muszą za wszelką cenę zwyciężyć. Wtedy, jak to mówią „Możesz przegłosować swoją drogę do socjalizmu, ale musisz wystrzelać drogę powrotną”. Dlatego lewica chce odebrać waszą broń. Nie możecie być w stanie wystrzelać sobie drogi powrotnej. Wiele zależy od wyników tych wyborów i to dla obu stron.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCII (702)

26 grudnia 2020

MADIRAN – ZDRADA

Od Boga pochodzimy i do Boga mamy wrócić,

Poprzez Chrystusa. Czy można inaczej? Nie.

W maju 1968 roku miały miejsce w Paryżu studenckie rozruchy tak radykalne i długotrwałe, że przykuły one uwagę mediów z całego świata. Mając na uwadze ideową działalność wywrotową oraz praktycznie niszczenie wszystkiego, co do tej pory tworzyło zachodni model życia, przypominają one burdy pustoszące wiele miast w USA latem 2020 roku. W rzeczy samej paryskie rozruchy zainspirowały szósty i ostatni rozdział książki Jeana Madiran L’hérésie du vingtième siècle (Herezja dwudziestego wieku), gdyż stanowiły one niejako ilustrację tego, co próbował on powiedzieć poprzez swoją książkę: katolicka cywilizacja zamienia się w komunizm, jest to wielka zdrada, a zdrajcami są katoliccy biskupi. Dlatego też trzy części ostatniego rozdziału jego książki to: 1) Maj 1968 jako ostateczna zdrada biskupów, 2) Biskupi odrzucili prawdziwych katolików, 3) Biskupi zdradzili prawdziwe chrześcijaństwo.

W części pierwszej Madiran opisuje, iż kiedy wiosną 1968 roku rewolucyjni studenci, podobnie jak uczestnicy letnich zamieszek w USA, grozili zburzeniem zachodniej cywilizacji, oficjalny komentarz francuskich biskupów brzmiał: “Jest to szeroki ruch wzywający do budowy nowego społeczeństwa”. Byli oni gotowi, by powitać rewolucjonistów w imię Soboru Watykańskiego II. Miesiąc później francuscy biskupi ogłosili w oficjalnej deklaracji: “Rewolucja 1968 roku dzieli ludzi na tych, którzy są za i na tych, którzy są przeciw. My biskupi jesteśmy za”. W rzeczywistości, pisze Madiran, dla rewolucjonistów cel uświęcał środki, więc stosowali oni tak wielką przemoc, kłamstwa i oszustwa, że wywołali jeszcze szerszy ruch antyrewolucyjny. Ale czemu modernistyczni biskupi mieliby się przejmować radykalnym atakiem na wszelkie prawo naturalne i chrześcijańską cywilizację. Żaden z nich nie wierzył, że poparcie komunizmu to zdrada. Ale jak można mówić, że to ruch reformatorski? To jest bezczelne kłamstwo i pułapka, pisze Madiran.

W drugiej części opisuje on, iż francuscy biskupi, by zjednoczyć się z lewicowymi rewolucjonistami, musieli przynieść im na tacy głowy najwierniejszych prawicowych katolików, nazywanych “integrystami” czy wyznawcami niezmiennego katolicyzmu. (To wyjaśnia, czemu w latach siedemdziesiątych XX wieku Paweł VI tak zawzięcie starał się zniszczyć Arcybiskupa Lefebvre i nie zauważył, że Pan Bóg ma inne plany. Minęło jednak trochę lat i założone przez Arcybiskupa Bractwo tęskni za zatwierdzeniem ze strony modernistycznego Rzymu). Począwszy od lat sześćdziesiątych XX wieku francuscy biskupi rozpoczęli mówić do obu stron podwójnym językiem. Lewicy mówili: ah, tylko nie uważajcie nas za konserwatywnych integrystów, jesteśmy takimi samymi rewolucjonistami, jak wy! Podczas gdy do prawicy: ah, nie myślcie, że chcemy cokolwiek zmienić! Od tego czasu biskupi jakby usiłują iść w dwóch kierunkach, a to przecież recepta na paraliż oraz unikają atakowania “integrystów” wprost. Biskupi porzucili pole bitwy o prawdę.

W ostatniej części Madiran podsumowuje swoje potępienie biednych francuskich biskupów. Cały współczesny świat nie jest dobry, ale bazuje na kłamstwie we wszystkich dziedzinach: ewolucja, “sześć milionów”, “zamachy z 11 września”, koronawirus, a to tylko kilka z wielkich oszustw. Ale co poszło nie tak? Studenci pewnie tego nie rozumieli, bo większości z nich wmówiono, że współczesny świat jest wspaniały. Jednakże Kościół katolicki, który nie wierzył w nowoczesność, wiedział dokładnie, gdzie leży problem. Dlatego w 1864 roku ogłosił listę 80 błędów, tzw. Syllabus papieża Piusa IX. To jest doktryna, którą biskupi powinni byli przekazać studentom, bo gdyby jej się dobrze nauczyli, to w latach sześćdziesiątych XX wieku mogliby odbudowywać zachodnią cywilizację. Tak się jednak nie stało, na Soborze Watykańskim II biskupi woleli przyłączyć się do komunistów, niż z nimi walczyć, studenci zostali zamienieni w barbarzyńców, a cała chrześcijańska cywilizacja została zdradzona.

Odnosząc się do biskupów Madiran dodaje ostatnie słowo: nikczemnicy!

Analiza herezji XX wieku jest jasna, a lekcja z 2020 roku dla USA jest szczególnie bogata. Jednak możliwe, że tylko olbrzymia katastrofa mogłaby sprawić, aby ludzie wyciągnęli wnioski. Jak powiedział w XVIII wieku biskup Butler: “Fakty są takie, jakie są. Ich konsekwencje będą takie, jakie będą. Dlaczego mielibyśmy oszukiwać samych siebie?”.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCI (701)

19 grudnia 2020

LOGIKA COVIDU

Szatan zawsze i wszędzie zostanie pokonany,

Ale nieustannie porywa on wiele dusz.

Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie (Mt 6, 34) powiedział Nasz Pan w Kazaniu na górze. Nigdy nie powinniśmy nadmiernie martwić się tym, co się może jutro wydarzyć, między innymi z tego powodu, że może się to nigdy nie wydarzyć. Z tego też powodu krążące plany kanadyjskiego rządu odnośnie Covid-19, które zostały krótko przedstawione w jednym akapicie niniejszych Komentarzy sześć tygodni temu, nie są tak interesujące jeśli chodzi o szczegóły i wskazany w nich czas realizacji. Oba te elementy mogą się przecież zmienić, zgodnie z zaleceniem Lenina, iż rewolucja pozostaje w najwyższym stopniu gotowa do dostosowywania się. Tym, co ma prawdziwą wartość dla dusz, jest dostrzeżenie logiki w poszczególnych elementach rewolucji, aby w ten sposób uniknąć całkowitego zamieszania wobec zdarzeń, które mogą zacząć się niedługo pojawiać.

W czasie dzisiejszego światowego kryzysu rewolucja uderzyła najpierw (w gruncie rzeczy w mającą trzeciorzędne znaczenie) ekonomię. Jesienią 2019 roku amerykańska Rezerwa Federalna zaczęła ratować coraz bardziej chwieją gospodarkę USA za pomocą coraz większych zastrzyków śmiesznych pieniędzy, zniewalając beneficjentów poprzez górę długów. Potem wiosną 2020 roku rewolucjoniści zaczęli zniewalać (drugorzędną) politykę na całym świecie za pomocą łańcucha covidowych kłamstw twierdząc bezpodstawnie, że koronawirus zaliczyć należy do wielkich zaraz stanowiących zagrożenie dla ludzi. Ten sprytnie wybrany przez rewolucjonistów argument zdrowia publicznego ukrywa zniewolenie (pierwszorzędnej) publicznej religii, co stanowi dla rewolucjonistów największy sukces. Ich podstawowym celem jest bowiem wojna przeciwko Bogu i sprowadzenie na drogę potępienia jak największej liczby dusz. Fakt, iż kościelni hierarchowie wyprzedzali władze państwowe i sami zamykali drzwi kościołów stanowi świadectwo tego, jak słaby stał się Kościół katolicki po Soborze Watykańskim II. Dlatego też nie pisnęli oni nawet słowa protestu przeciwko fałszywej „pandemii” Covid-19, o której nieustannie słyszymy od „naukowców” i polityków, iż zabije miliony i miliony ludzi.

Co za podłe kłamstwo! Statystyki z ostatnich dziesięciu miesięcy potwierdzają, że koronawirus jest trochę, o ile w ogóle, gorszy od przeciętnego zimowego wirusa grypy. To naukowe, medyczny i polityczne „autorytety” zaplanowały, by stworzyć i utrzymywać panikę wśród ludzi, aby nimi manipulować (strach jest słynnym manipulatorem). Rewolucja pochodzi od szatana, a szatan jest „kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8, 44). I tak to podłe kłamstwo trwało w listopadzie, kiedy wprowadzono drugi lock-down, który potrwa do początku kolejnego roku. Potem zaś w 2021 roku pojawi się Covid-21 wprowadzony zostanie trzeci lock-down, kiedy autorytety dla realizacji swoich celów wypuszczą wirusa znacznie niebezpieczniejszego niż Covid-19.

Wczesnym latem przyszłego roku Kanada po raz kolejny ucieknie się do wykorzystania ekonomii dla rewolucj. „Powszechny Program Dochodu Podstawowego” umożlwi rządowi przejęcie kontroli nad dochodem każdego człowieka. Wprowadzą pieniądz elektroniczny, tak równy, jak to tylko możliwe, ponieważ równość stanowi ważną część rewolucyjnego, sprzecznego z naturą planu wyeliminowania różnorodności i hierarchii, które Pan Bóg zaszczepił w swoje stworzenie. Okazją do tego będzie ogólnoświatowe załamanie gospodarcze, wywołane po to, by zmusić obywateli do przystąpienia do „Światowego Programu Resetu Długów”. Za jego pośrednictwem oddany mamonie Międzynarodowy Fundusz Walutowy dostarczy wszelkie śmieszne pieniądze potrzebne do spłacenia osobistych długów każdego obywatela (hipoteki, pożyczki, karty kredytowe itp.), w zamian za przekazanie już na zawsze własności nieruchomości oraz pozostałego majątku oraz zaakceptowanie przyjęcia podwójnego szczepienia, oczywiście by „chronić” obywateli przed covid-19 oraz covid-21. W zniknięciu własności prywatnej Czytelnicy mogą rozpoznać zarówno główny cel Protokołów Mędrców Syjonu, jak i tego, co niektórzy nazywają istotą komunizmu. Z kolei szczepienia przywołują na myśl słowa Henryka Kissingera sprzed dziesięciu lat: „Kiedy ludzie zgodzą się, na bycie zaszczepionym, to już po grze”, co oznacza, iż rewolucja ostatecznie zatryumfuje. Rewolucjoniści kompletnie nie rozumieją Boga.

Jednak są oni tak mocno przekonani o swoim ostatecznym zwycięstwie, że Kanadyjczycy, którzy odmówią przystąpienia do tego nowego porządku będą więzieni w nowych „ośrodkach izolacji”, które są teraz budowane w pośpiechu, tak długo, aż zmienią zdanie. Ponieważ oczywiście ci, którzy odmawiają przyjęcia szczepionki, stanowią „zagrożenie dla zdrowia publicznego”. Czyli zawsze to samo podstawowe kłamstwo, jakoby własze troszczyły się o nasze zdrowie. Ale nie lękaj się mało trzódko, która naprawdę miłujesz Pana Boga. On bowiem pragnie dać wam swoje Królestwo (Łk 12, 32) i nawet wszyscy mędrcy świata czy Syjonu nie mogą mu w tym przeszkodzić.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCC (700)

12 grudnia 2020

MADIRAN – 7 TWIERDZENIE

Pan Bóg dla wszystkich ludzi ma naturalne ramy i plan,

Ale współczesny człowiek jest od nich oddalony o lata świetlne.

Rozdział piąty z pewnością nie jest najłatwiejszym z sześciu rozdziałów książki Jeana Madiran (1920-2013) L’hérésie du vingtième siècle (Herezja dwudziestego wieku), ponieważ zajmuje się on kwestią prawa naturalnego, które jest koncepcją trudną do zrozumienia przez współczesne umysły. Dzieje się tak ponieważ wielki i dobry Pan Bóg, który jest twórcą i prawa naturalnego i jednocześnie wszczepia je w swoje stworzenia, stał się całkowicie obcy dla znaczącej większości współczesnych ludzi. Jednak kwestia prawa naturalnego jest dla Madirana tak ważna, gdyż pozwala ono dotrzeć do istoty herezji dwudziestego wieku. Dlatego też stanowi ono przedmiot siódmego i ostatniego twierdzenia, które zaczerpnął on z pism biskupa Schmitta z Metz we Francji, aby w ten sposób dać nieco formy tej bezkształtnej herezji. Twierdzenie to brzmi następująco:

7.  Prawo naturalne jest wyrazem zbiorowej świadomości ludzkości. Z czego wynika, że nie ma obiektywnego prawa moralnego ustanowionego przez Boga i wpisanego w serce każdego człowieka.

Powodem, dla którego biskup Schmitt negował istnienie takie Bożego prawa w człowieku wydaje się być to, że czyni ono życie społeczne ludzi zbyt mechanicznym, jakby rozwiązania wszystkich problemów ludzi mogło zostać odczytane z niego niczym z podręcznika. Ale przecież ten podręcznik, który ludzie otrzymali od Boga, pozostawia pełną wolność człowieka także w społeczeństwie. Podczas gdy odrzucenie prawa naturalnego, pisze Madiran, prowadzi do tego, że dobro i zło nie wynikają już z obiektywnego prawa Bożego, ale z subiektywnego ludzkiego sumienia, a więc ostatecznie prowadzą do tego, że prawo przestaje całkowicie istnieć. Człowiek jest wolny i odpowiada za swoje działania, ale nie ma wolności tworzenia swojego własnego prawa. Nauczanie społeczne Kościoła wypływa z Bożego prawa naturalnego, które jest stosowanie do olbrzymiej liczby różnych konkretnych sytuacji, jak w naszych czasach. Potrzebuje ono mnóstwa pracy, takiej, jaką wykonał w swym czasie papież Pius XII.

Ponadto, jeśli w człowieku nie byłoby żadnego prawa naturalnego i porządku, to czy mogłoby w ogóle istnieć coś nadprzyrodzonego? Co miałoby być ponad naturą? Nie mogłoby być Dziesięciu Przykazań, które wyrażają prawo naturalne. Nie byłoby miłości Boga i bliźniego, która stanowi początek i koniec Dziesięciu Przykazań. Nie byłoby religii naturalnej, która wynika z prawa naturalnego. Nie byłoby życia społecznego, które zakłada naturalną sprawiedliwość. Nie byłoby życia chrześcijańskiego, które zakłada naturalne cnoty itd. W rzeczy samej, jeśli nie byłoby prawa naturalnego, w ogóle pojęcie chrześcijańskiego społeczeństwa traci sens, bo przestaje istnieć zarówno społeczeństwo, jak i chrześcijaństwo.

Zastrzeżenie: każde dobre prawo jest jasne i pewne. Zatem skoro prawo naturalne wymaga takiego zaangażowania, to nie może być ani jasne ani pewne. Stąd też nie jest to dobre prawo. Odpowiedź: Czyń dobro, a unikaj zła. Prawo naturalne jest jasne i niezachwiane. Wszystko to, co opiera się na tym fundamencie, może nie być tak jasne dla nas ludzi żyjących na ziemi, a w konsekwencji może być wstrząsane i kwestionowane, ale jest jasne samo w sobie. Spójrzmy na przykład na dobrego sędziego, który drąży w poszukiwaniu sprawiedliwości w trudnej sprawie sądowej. Prawo naturalne jest nam znane zarówno od wewnątrz, poprzez rozum, jak i od zewnątrz poprzez Objawienie, jak choćby Dziesięć Przykazań objawionych ludziom poprzez Mojżesza.

Na koniec Madiran przedstawia duchowe konsekwencje zanegowania prawa naturalnego, które przypisał poprzez przedstawione powyżej siódme twierdzenie herezji dwudziestego wieku. W przypadku poszczególnych katolików prowadzi to do odejścia od prawdziwego rozumienia zarówno tego, czym jest życie chrześcijańskie, jak i tego, jak dalekie jest ich życie od tego ideału. Katolik nie ma już żadnego wyobrażenia o tym, że nadprzyrodzona łaska jest absolutnie konieczna, aby prowadzić chrześcijańskie życie. Zaczyna on myśleć, że dzięki własnym siłom prowadzi przyzwoite życie, przy czym 1, 2, 3 i 4 Przykazanie Boże z niego znikają, 5 i 7 czasem jeszcze żyją, ale 8 jest już znacznie osłabione, a 6, 9 i 10 także często znikają. Katolik myśli, że poprzez sentymentalną, wolną od obiektywnego prawa miłość do drugiego człowieka wypełnia Chrystusowe przykazanie, by kochać się wzajemnie, jak kochał nas Chrystus. Jest on więc bardzo zadowolony z siebie. W takim stanie, pisze Madiran, nie może się zbawić. Nie dziwi zatem, że tacy ludzie wzywają do „zmiany samej istoty koncepcji zbawienia, które przyniósł Chrystus”. I tak zatoczyliśmy koło i doszliśmy do pierwszego z siedmiu twierdzeń, za pomocą których Madiran podsumował herezję dwudziestego wieku.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXCIX (699)

5 grudnia 2020

POCHODZENIE COVID?

Otrzymali tyle darów, w tym samego Mesjasza,

Ale poprzez swą pychę ściągnęli na siebie przekleństwo.

Niniejsze Komentarze nieustannie podkreślają, że wszechmogący Bóg znajduje się w samym centrum sztormu wywołanego na całym świecie na podstawie antyprawdy, iż wirus Covid-19 stanowi największe zagrożenie dla rodzaju ludzkiego. Statystyki tymczasem pokazują, iż jest to zagrożenie niewiele większe od przeciętnego wirusa grypy. Całkiem realna jest jednak groźba, że znacząco zmieni on na całym świecie sposób życia, bo z całą pewnością właśnie po to został zaprojektowany przez judeomasońskich wrogów Boga. Nie wszyscy z nich są żydami i masonami, ale to żydzi i masoni knują razem, aby doprowadzić do powstania światowej tyranii i na złość Bogu posłać na wieczne potępienie w piekle wszystkie dusze, które On stworzył.

Owocem tego jest gigantyczna wojna między przyjaciółmi a wrogami Pana Boga, która tworzy historię ludzkości. Oczywiście Bóg w swej wszechwiedzy wie dokładnie, aż po najmniejszy szczegół, co planują obie strony i w swej wszechmocy może w każdej chwili zainterweniować, by pomóc swoim przyjaciołom, jak to niezwykle uczynił 2000 lat temu poprzez Wcielenie Syna Bożego. Ponieważ jednak głównym celem Pana Boga jest zapełnienie nieba istotami rozumnymi, które korzystały ze swoich umysłów tak, by spędzić z Bogiem, a nie bez Niego, całą wieczność, można powiedzieć, że daje on swoim wrogom wolności do kuszenia i dręczenia Bożych przyjaciół, zaś by wesprzeć przyjaciół interweniuje, by zapewnić im równe szanse. Bowiem wrogowie Boga mają po swojej stronie szatana i całą armię upadłych aniołów, którzy im pomagają do tego stopnia, że św. Paweł przestrzega chrześcijan, że nie toczą walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw diabłom (Ef 6, 12).

Zaprawdę diabelska jest przebiegłość z którą spiskowcy walczący z Bogiem ukrywają swoje prawdziwe intencje przed Jego przyjaciółmi. Sam Nasz Pan powiedział, że posyła swych Apostołów jak owce między wilki (Mt 10, 16). Jednym z działań podjętych przez Pana Boga, by wesprzeć przyjaciół, było ponad wiek temu umożliwienie ujawnienia Protokołów mędrców Syjonu. Mędrcy oczywiście stanowczo zaprzeczają od tamtej pory autentyczności;Protokołów, ale jak powiedział pewien Amerykanin słynący ze zdrowego rozsądku: „Jeśli chcesz wiedzieć, czy Protokoły są autentyczne, po prostu rozejrzyj się wokół”. Oto krótkie, ale trafne streszczenie:

Nie-żydzi są umysłowo gorsi od Żydów i nie mogą prawidłowo prowadzić swoich narodów. Dla dobra ich i naszego musimy usunąć ich rządy i zastąpić je jednym rządem. To wymaga długiego czasu i wiąże się z rozlewem krwi, ale przecież dla dobra sprawy. Oto to, co powinniśmy zrobić. Umieścić wszędzie naszych agentów i pomocników. Przejąć kontrolę nad mediami i wykorzystać je do propagandy na rzecz naszych planów. Wywołać walki między różnymi rasami, klasami społecznymi i religiami. Korzystać z przekupstwa, gróźb i szantażu, aby osiągnąć nasze cele. Wykorzystać loże masońskie, by przyciągnąć tych, którzy mają stanowiska i głaskać ego ludzi sukcesu. Ustanowić marionetkowych przywódców, których można kontrolować szantażem. Zastąpić rządy królewskie rządami socjalistycznymi, potem komunistycznymi, a potem despotycznymi. Znieść wszelkie prawa i wolności, z wyjątkiem prawa siły, z którego sami korzystamy. Poświęcać ludzi, w tym także żydów, jeśli to konieczne. Wyeliminować religię, zastąpić ją nauką i materializmem. Kontrolować system edukacji, aby rozpowszechniać mistyfikacje i niszczyć umysły. Napisać historię od nowa, by była korzystna dla nas. Tworzyć rzeczy, które zajmują i rozpraszają, psuć głowy plugastwami i rozrywkami. Zachęcać ludzi do tego, by się szpiegowali. Trzymać masy w ubóstwie i wiecznej pracy. Przejąć kontrolę nad wszystkim, co ma prawdziwą wartość, zwłaszcza nieruchomościami i złotem. Wykorzystać złoto, by manipulować rynkiem, wywoływać kryzysy i tak w kółko. Wprowadzić progresywny podatek od majątku, zastapić zdrowe inwestycje przez spekulacje, udzielać długookresowych oprocentowanych pożyczek rządom, udzielać złych rad rządzącym i komu się da. Będziemy wówczas obwiniać rządy gojów za powstały chaos, aż wreszcie goje będą tak wściekli na swoje rządy, że ochoczo przyjmą nasz rząd. Wówczas ustanowimy potomka Dawida królem świata, a pozostali jeszcze goiowie będą mu się kłaniać i go wielbić. Każdy będzie żył w pokoju będąc podddanym jego wspaniałemu panowaniu.

Czy ktoś może nie widzieć, co dzieje się w świecie wokół nas, jak widział to Henryk Ford? Czym jest ten covidowy kryzys?

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXCVIII (698)

28 listopada 2020

MADIRAN – 6 TWIERDZEŃ

Boże, przesuń się i zejdź nam z drogi.

Mamy Cię dość, Twój czas już minął!

Z prologu książki Jeana Madiran L’hérésie du vingtième siècle (Herezja dwudziestego wieku), który został krótko omówiony w Komentarzu numer 690 przed ośmioma tygodniami, Czytelnicy mogli zapamiętać, iż Madiran odrzucał tę herezję, którą uważał za „ciemność, pustkę i nicość”. Pomimo tego od czasów po Soborze Watykańskim II aż do dziś herezja ta okazuje się niezwykle silna w niszczeniu katolickiej Wiary, liturgii, Kościoła i dusz takich, jakimi były przed Soborem. Dlatego też Madiran przedstawia swoim czytelnikom na czym polega jej „nicość”. Czyni to w rozdziałach III, IV i V, gdzie analizuje siedem głównych twierdzeń herezji, czerpiąc z pism biskupa Schmitta, o którym Madiran uważał, że jasno pokazał jak niszczycielska jest nicość nowej soborowej religii. Oto pogrubione siedem twierdzeń, a następnie krótkie podsumowanie komentarzy Madirana.

  1. Współczesny zmieniający się świat narzuca zmianę samej istoty koncepcji zbawienia, które przyniósł Chrystus,
  2. pokazuje on,  iż rozumienie planu Bożego przez Kościół nie było wystarczająco ewangeliczne.
  3. Wiara wsłuchuje się w świat.
  4. Socjalizacja nie jest tylko nieuniknionym faktem w historii świata. To także łaska.
  5. Żadna epoka przed naszą nie była w stanie pojąć tak dobrze ewangelicznego ideału praktycznego braterstwa.
  6. W świecie zwróconym ku przyszłości chrześcijańska nadzieja nabiera pełni.
  7. Prawo naturalne jest wyrazem zbiorowej świadomości ludzkości (to siódme twierdzenie jest tak niszczycielskie, że Madiran poświęcił mu cały rodział V).

1. Pierwsze dwa twierdzenia zostały przeanalizowane przez Madirana już w poprzednim rozdziale, więc co do pierwszego dodaje on tylko, że jest to konieczny, a zarazem wystarczający fundament całej nowej religii. Można by podsumować: katolicyzm jest całą Tradycją, więc modernizm jest całą zmianą.

2. Twierdzenie 2 wyraża twierdzenie 1, tj. zaczyna określać, jaka zmiana jest pożądana. Podobnie jak niezliczone ideologie stawające w opozycji do katolicyzmu od czasów protestantyzmu, powołuje się fałszywie na Ewangelię, by zaatakować Kościół.

3. Twierdzenie 3 uzmysławia, że twierdzenie 1 oraz 2 zmieniają to, w co od tej pory mają wierzyć ludzie wierzący: kiedyś katolicy wierzyli w Boga, bo to Bóg, a teraz mają wierzyć w świat, bo to świat.

4. Z kolei wiara we współczesny świat oznacza wiarę w wielki ruch socjalizujący czy kolektywistyczny, czyli w komunizm, który jest nie tylko ruchem nieuniknionym, ale także łaską religijną (!).

5. Innymi słowy: „Chrystusowe zbawienie” (twierdzenie 1) oraz „Boży plan” (twierdzenie 2) stały się pustymi sloganami, zachowywanymi niczym jakiś relikt przeszłości, ale całkowicie pozbawionymi jakiegokolwiek znaczenia nadprzyrodzonego oraz pozbawione związku z rzeczywistością.

6. Podobnie wszelka nadprzyrodzona nadzieja i pragnienia osiągnięcia Bożego nieba są puste i spełnione przez nowoczesność. Oto bowiem nigdy wcześniej w ciągu dwudziestu wieków historii Kościoła chrześcijanie nie rozumieli chrześcijańskiej nadziei tak dobrze, jak współcześni ludzie, kroczący razem ku Nowemu Porządkowi Świata (!).

Końcowe uwagi Madirana dotyczą obserwacji, jak te sześć twiedzeń tworzy całość, co potwierdza biskup Schmitt. Twierdzenie 1 jest trampoliną dla wszystkich pozostałych. Ale skąd właściwie bierze się to obsesyjne pragnienie zmiany, które jest tak wyraźne także wśród wszystkich współczesnych polityków? Ponieważ przed epoką współczesną wszystko bazowało i obracało się wokół Pana Boga. Dziś jednak człowiek odrzuca Boga. Dlatego wszystko musi zostać zmienione, aby człowiek zajął najważniejsze miejsce (twierdzenie 2), a ludzki świat wyznaczył horyzont (twierdzenie 3). Tego skoncentrowania na człowieku nie można cofnąć (twierdzenie 4), jest ono niczym religia, a człowiek nigdy nie był bardziej zdolny do tego, by skupić się na sobie (twierdzenie 5) czy też zadbać o przyszłość ludzkości (twierdzenie 6). Zsynchronizowanie tego systemu z komunizmem jest widoczne, gdy tylko spojrzy się na wyelimionowanie Pana Boga oraz ubóstwienie człowieka. Stanie się ono jeszcze bardziej widoczne, gdy uwzględni się pragnienie usunięcia natury i prawa naturalnego. Letnie zamieszki w USA miały za cel właśnie ostateczne wyeliminowanie wszechmogącego Boga. Panie, miej nad nami litość!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXCVII (697)

21 listopada 2020

ODPOWIEDŹ ARCYBISKUPA VIGANO

Dzięki Bogu za jasny katolicki głos abp. Viganò,

Jego słowa mogą się często pojawiać w Komentarzach!

W sierpniu dziennikarz portalu Life Site News skierował do przebywającego w ukryciu abp. Viganò artykuł dotyczący codziennego życia katolików pragnących zachować wiarę we współczesnym świecie. Tytuł tego artykułu brzmiał: Pytanie do Viganò: Arcybiskup ma rację co do Vaticanum II, ale jak według niego powinni dziś działać katolicy? Arcybiskup odpowiedział 1 września zapewniając Stefana Kokx, że jest bardzo szczęśliwy mogąc ustosunkować się do pytań, które dotyczą „kwestii bardzo ważnych dla wiernych”. Odpowiedź abp. Viganò została streszczona poniżej, zaś na końcu niniejszego Komentarza podkreślono szczególnie jedną ważną kwestię.

Kokx zapytał abp. Viganò: kto należy do Kościoła katolickiego, a kto odłączył się od niego? Arcybiskup odpowiedział, iż ten, kto głosi oszukańcze nauczanie Soboru Watykańskiego II nie może być katolikiem. Podobnie nie może być katolikiem ten, kto przyjmuje to nauczanie mając świadomość tego, że stanowi ono zerwanie z niezmienną doktryną katolicką. Z drugiej strony jeśli dana osoba jest ochrzczona, pragnie być katolikiem i uznaje katolicką hierarchię, nie oznacza koniecznie, że akceptuje posoborową doktrynę czy popiera posoborowców zdając sobie sprawę z tego, że zerwali oni z katolicką Tradycją. Nie wszyscy posoborowi duchowni są koniecznie poza Kościołem. Ale ci hierarchowie, którzy mają autorytet w Kościele są wątpliwie katoliccy, jeśli przyjmują oni posoborowe nauczanie zdając sobie sprawę z tego, że jest ono sprzeczne z katolicką Tradycją. Mają oni zatem władzę w Kościele, ale nie mogą jej wykonywać. Tylko władza sprawia, że posoborowcy twierdzą, iż są katolikami, a nie członkami sekty.

Stwierdzić zatem należy, że tradycyjni katolicy należą do Kościoła, a moderniści nie. Ponadto świeccy wierni Tradycji często mogą, a wręcz muszą poszukiwać kapłanów, grup i zgromadzeń podobnie wiernych Tradycji, zwłaszcza w sprawowaniu Najświętszej Ofiary. Pod tym wględem duchowni są mniej wolni od świeckich, ponieważ należą oni do hierarchii, która normalnie wymaga posłuszeństwa. Ale przecież kapłani mają to samo prawo i obowiązek, by wyznawać Wiarę, które usprawiedliwia i wymaga, by posługiwać się starym rytem Mszy Świętej. Jeśli zatem Kościół katolicki powstanie po pokonanu horrorów Neo-Kościoła, to stanie się tak, zwróćcie uwagę, dzięki wierności prześladowanych wewnątrz Kościoła prawdziwych wyznawców, która to wierność jest konieczna, aby zwyciężyć nad modernizmem.

Arcybiskup Lefebvre trwający w Kościele katolickim był wzorem wierności w czasie prześladowania. Założone przez niego Bractwo Kapłańskie św. Piusa X było jak znak sprzeciwu wobec modernistów i przetrwało ono poprzez sakry biskupie w 1988 roku. Dzięki temu udało się zachować prawdziwą Mszę Świętą oraz zdemaskować Sobór Watykański II. Trzeba przyznać rację bp. Tissier de Mallerais, że obecnie pod jednym dachem są prawdziwy Kościół i fałszywy „kościół”. Ale ponieważ dach jest katolicki to należy on do prawdziwego Kościoła, podczas gdy fałszywy Kościół soborowy jest niczym innym, jak intruzem. Musimy mieć nadzieję i modlić się, by wielu śpiących dziś pasterzy obudziło się i zobaczyło, jak zostali zwiedzeni.

Jest wielkim zaszczytem, by móc uczestniczyć w tej walce dla Pana Jezusa i Matki Najświętszej i w ten sposób przyczyniać się do ożywiania honoru, wierności i heroizmu. Poprzez sakrament bierzmowania staliśmy się rycerzami Chrystusa. Chrześcijanie musieli raz po raz brać udział w kolejnych bitwach w obronie Prawdy, Dobra i Piękna. Stawiajmy zatem opór modernizmowi poprzez Prawdę i prawdziwą miłość bliźniego. To dusze pogrążone w moderniźmie są w błędzie, a nie my, którzy je demaskujemy! Niech świeccy za wszelką cenę uczestniczą we Mszy, która odżywia, a nie niszczy ich Wiarę! Pan Bóg przywróci nam prawdziwych pasterzy, a fałszywi wymrą. Niech świeccy troszczą się o dobrych kapłanów, odbudowywują prawdziwą miłość bliźniego, unikają podziałów i rewolucji, niech oferują swoje rady z szacunkiem, niech nie kwestionują katolickiego autorytetu, ale jego nadużywanie. Pan Bóg nie zapomni o wynagrodzeniu naszej wierności i przywróci blask swojemu Kościołowi, powołując do swej służby dusze z rodzin, które zachowują Wiarę. Wszystkie poważne problemy powstają przez ludzi. Wszystkie ludzkie problemy mają katolickie rozwiązanie.

A jaką ważną kwestię trzeba szczególnie podkreślić? Zwróćcie uwagę, że arcybiskup Viganò mierzy wszystko Prawdą i Wiarą.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXCVI (696)

14 listopada 2020

HEREZJA WG. MADIRANA

Tak jak sztorm na oceanie nie zatopi korka,

Tak też żadna herezja nie zdusi prawdy.

W swojej książce L’hérésie du vingtième siècle (Herezja dwudziestego wieku)  Jean Madiran (1920-2013) przedstawił ciężar herezji (prolog), stanowiącą jej podstawę filozofię (rozdział I) i biskupów za nią odpowiedzialnych (rozdział II). W rozdziałach III, IV i V przechodzi on do samej herezji, którą analizuje zgodnie z jej siedmioma twierdzeniami. W rozdziale III prezentuje dwa pierwsze z nich z uwagi na ich znaczenie. W rozdziale IV opisuje sześć z nich dość szczegółowo. W rozdziale V przedstawia siódme twierdzenie, które ma według Madirana przytłaczające znaczenie. Przyjrzymy się w tej edycji Komentarzy rozdziałowi III, który podzielony jest na sześć części.

W pierwszej części Madiran wskazuje, iż w przeddzień Soboru Watykańskiego II (1962-65), życie religijne było już generalnie zepsute. Wówczas biskup Metz we wschodniej Francji, biskup Schmidt, wyciągnął na światło dzienne tę niejasną truciznę poprzez dwa pierwsze fundamentalne dla herezji twierdzenia, które zaprezentował z całą powagą swojego biskupiego urzędu i w ten sposób ukazał w rzeczywistości nową religię. Pierwsze z tych twierdzeń zakłada, że zmieniający się dziś świat wymusza zmianę istoty koncepcji zbawienia dokonanego przez Jezusa Chrystusa. Drugie zaś, iż rozumienie planu Bożego przez Kościół nie było wystarczająco ewangeliczne. Z tego wynika, iż jak mówi biskup Metz (I) Kościół musi promować „socjalizację”, ponieważ (II) stary Kościół nie był wystarczająco wspólnotowy, a zbyt indywidualny w praktykowaniu Ewangelii. Madiran stwierdza, że to, co rzeczywiście promuje ten biskup, to po prostu komunizm.

Oto bowiem, jak wykazuje Madiran, „socjalizacja” opiera się na marksistowskim rozumieniu historii, materialistycznym i deterministycznym. To zaś oznacza, że biskup Metz stracił chrześcijańską wiarę, bo czy jest możliwe, aby duchowe cele religii chrześcijańskiej były zbieżne z materialistycznym celami komunizmu? Komunizm jest systemem społecznym, który musi zostać odrzucony z powodów religijnych, ponieważ zamierza on do zastąpienia systemu społecznego stworzonego przez Kościół, a w ten sposób do zniszczenia chrześcijaństwa.

W części trzeciej Madiran odrzuca twierdzenie biskupa Schmidta, iż ludzie dziś najlepiej ze wszystkich zrozumieli ewangeliczne braterstwo (porównaj twierdzenie II powyżej). Takie pomniejszanie roli w kształtowaniu społeczeństwa i osiągnięć przedsoborowego Kościoła jest poprostu śmieszne i dla katolików, jak pisze Madiran, jest to gorszący narcyzm posoborowia.

Zatem w 1967 roku, jak wskazuje Maduran w części czwartej, stało się jasne dla całego świata, że biskup Schmidt głosi nic innego, jak nową religię, czy też herezję, niszcząc całe wieki katolickiej tradycji. Francuscy biskupi okazali się być wandalami pozbawionymi inteligencji i charakteru. Od tego czasu to na świeckich spoczął obowiązek obrony katechizmu, czyli innymi słowy samych fundamentów Wiary!

W części piątej, wbrew duchowi naszych czasów, Madiran opowiada się za Pierwszym Przykazaniem, ponieważ to niezmienny Pan Bóg, a nie zmienny świat musi zajmować pierwsze miejsce w sercach i umysłach. Świat nigdy nie będzie z Kościołem, ponieważ Kościół jest z Naszym Panem Jezusem Chrystusem. Świat podziwia katolików żyjących duchem świata. Co zaś się tyczy zarzutu, iż Kościół nie praktykował wystarczająco Ewangelii, Madiran stwierdza, iż święci nigdy nie wynajdowali czegoś, by być „wystarczająco ewangelicznym”. Wręcz przeciwnie, święci zawsze starali się być wiernymi wobec Tradycji tak, jak to tylko było możliwe, bo właśnie w ten sposób realizowali oni Ewangelię.

W zakończeniu, w części szóstej, Madiran zaprzecza, iż w twierdzeniach biskupa Schneidera jest jakakolwiek prawda i stwierdza, że jego nowa religia chce, aby Kościół zdobył świat tracąc swoją duszę. Ta nowa religia nie posiada ani prawdziwego autorytetu ani prawdziwego posłuszeństwa. Słowa Madirana są prorocze i opisują katolicką Tradycję stawiającą opór posoborowym reformom poprzez to, że wolni ludzie szlachetnie klęczą przed swoim Bogiem w zgodzie z prawdziwym autorytetem i prawdziwnym posłuszeństwem. Tacy katolicy nigdy nie podążą za fałszywą religią żalosnych biskupów jak biskup Metz. Niech poczeka i się o tym przekona!

Kyrie eleison


Komentarz Eleison nr DCXCV (695)

7 listopada 2020

KOLEJNY COVID?

Jezus Chrystus uczynił nas wszystkich wolnymi przez Prawdę,

Wybierając kłamstwa, doświadczymy niewoli.

Na całym świecie coraz więcej osób, obserwując całkowitą dysproporcję pomiędzy z jednej strony wielką covidową propagandą zbójeckich mediów oraz rządów, a z drugiej strony znikomą rzeczywistą śmiertelność z powodu covidu wszędzie dookoła nich, jest przekonanych, że w sprawie Covid-19 dzieje się dużo więcej, niż to co widoczne na pierwszy rzut oka. Bez wątpienia mają oni rację, ale to kim są przestępcy, którzy stoją za Covidem oraz czego oni chcą, nie jest do końca jasne. Materialistycznym liberałom trudno jest nawet sobie wyobrazić, że ktoś może być tak złym człowiekiem, gdyż muszą oni wierzyć, że wszyscy są miłymi ludźmi. Tymczasem wierzący katolicy mają możliwość zrozumienia tego, co się wokół nas dzieje, poprzez Wiarę.

Katolicy dzięki swojej Wierze rozumieją, że życie jest czasem i okazją daną przez Boga każdej duszy ludzkiej stworzonej przez Niego do dokonania wyboru pomiędzy szczęściem wiecznym w Niebie, które będzie polegać na służeniu i kochaniu Boga, lub niekończącymi się mękami piekielnymi wynikającymi z odtrącenia i odrzuceniu Boga. Ten sam wybór został dany zastępom aniołów, które zostały stworzone przed człowiekiem. Aż jedna trzecia z nich upadła i została strącona do piekła. Gorzko zazdroszczą one teraz ludziom ich możliwości dostania się do Nieba, którą to możliwość upadłe anioły odrzuciły. Jednocześnie czynią one wszystko co tylko w ich mocy, aby pociągnąć ze sobą ludzkie dusze do piekła. I stąd właśnie bierze się zło na ziemi.

Ale skoro Pan Bóg jest nieskończenie dobry i nieskończenie wszechmocny, a taki właśnie jest, jak to jest możliwe, że pozwala on złemu na działanie? Ponieważ Bóg nie chce w Swoim Niebie żadnych robotów.  Chce, aby były z Nim tam anioły oraz te dusze, które były w stanie dokonać całkowicie wolnego wyboru pomiędzy Bogiem a diabłem i wybrały Boga pomimo pokus tego świata, ciała i szatana. A jeśli diabłu uda się oślepić dusze błędem i zwieść je różnymi słodkimi pułapkami, wtedy Bóg ukarze takie dusze w ich krótkim życiu, aby przemyślały swoje postepowanie, powróciły do Boga i ocaliły się na życie wieczne. Św. Augustyn modlił się: „Panie Boże, zechciej karać mnie w tym życiu tak długo, żebyś nie musiał już mnie karać w życiu przyszłym”. Bóg często używa upadłych aniołów oraz niegodziwych ludzi do biczowania nas ilekroć wie, że jest to niezbędne dla zbawienia dusz.  Właśnie stąd bierze się wiele cierpienia na ziemi.

Wielkie kłamstwo covidowe może jeszcze przez jakiś czas się rozwijać, ponieważ dzisiaj wiele dusz tkwi głęboko w ateistycznym materializmie, który jest istotą komunizmu. Może być potrzebne wielkie cierpienie, żeby te dusze otrząsnęły się. Są ono bowiem oszukane przez błędne wyobrażenie o wolności (wolność wyboru pomiędzy dobrem a złem, zamiast pomiędzy dobrem i dobrem; nie mam żadnego niezbywalnego prawa, aby wybrać zło). Wojujący liberałowie promują cały czas wolność do wyboru zła oraz jak widzieliśmy podczas wakacyjnych zamieszek wolność do atakowania policji, niszczenia prawa oraz porządku, demolowania miast oraz wątłych pozostałości cywilizacji chrześcijańskiej, w skrócie wolność do prowadzenia wojny przeciwko Panu Bogu. Ponad 70 pełnych okropności lat komunizmu minęło, nim Rosja zaczęła powracać do Boga. Co musi się wydarzyć, aby cały bezbożny świat zaczął błagać Matkę Bożą o łaskę pełnego poświęcenia Rosji Jej Niepokalanemu Sercu?

Dlatego też musimy być gotowi na to, że jeszcze w 2020 roku, zgodnie z ostatnimi doniesieniami z Kanady, wprowadzony zostanie kolejny stopień obostrzeń związanych z lockdownem, a także nastapi nowy „wzrost” śmierci przypisanych covidowi oraz pośpieszne tworzenie „ośrodków izolacji” w całym kraju. Na przełomie roku oczekujcie podjęcia jeszcze bardziej restrykcyjnych środków związanych z lockdownem, a w nowym roku rozpoczęcia wprowadzania programu dochodu podstawowego wraz z nowym wirusem (Covid-21), który przytłoczy placówki medyczne. Na wiosnę zaplanowane zostały: trzeci, jeszcze bardziej restrykcyjny lockdown, narzucenie programu dochodu podstawowego i duże wstrząsy ekonomiczne. W celu pokonania międzynarodowego załamania gospodarczego zostanie zaoferowany ludziom przez rząd program całkowitego umorzenia długów w zamian za oddanie całej własności prywatnej, wszelkiego mienia i aktywów, oraz za przyjęcie szczepionki na Covid-19 i Covid-21. A co, jeśli obywatele odmówią? „Zostaną uznani za zagrożenie dla bezpieczeństwa i przeniesieni do ośrodków izolacji, a ich majątek zostanie przejęty.”

Zostaliśmy ostrzeżeni. Bóg nie pozwoli z siebie szydzić (Gal 6, 7).

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXCIV (694)

31 października 2020

BISKUPI WG. MADIRANA

Prawdziwi biskupi są darem od Pana Boga,

Jeśli ich nie wymodlimy, ludzkość wyda jęk.

Należy przypomnieć, że w prologu do swej książki L’hérésie du vingtième siècle (Herezja dwudziestego wieku) Jean Madiran słusznie i bezpośrednio obwinił za tę herezję katolickich biskupów, w szczególności biskupów francuskich, których najlepiej znał, a którzy najpierw doprowadzili, a następnie podążyli za Soborem Watykańskim II (1962-1965). Pierwszy rozdział jego książki pokazuje, podążając za wielką encykliką papieża św. Piusa X Pascendi z 1907 roku, jak umysły tych biskupów oderwały się od rzeczywistości, a co dopiero od katolickiej doktryny, na skutek subiektywizmu filozofii Kanta, która dziś króluje na wydziałach filozofii właściwie wszystkich „uniwersytetów”. W rozdziale drugim Madiran stawia czoła francuskim biskupom w sześciu luźno ze sobą związanych częściach.

Po pierwsze, chcąc podążać za tymi biskupami oznacza, że musimy wyrzucić prawdziwą skarbnicę katolickich skarbów, takich jak św. Pius X, śpiew gregoriański, tomizm, prawo kanoniczne, Matkę Najświętszą, patriotyzm, nasze dziedzictwo greckie i rzymskie, pobożność maryjną czy wreszcie pobożność starszych modlących się niewiast. Z naszej strony, jak pisze Madiran, odmawiamy okazywania wzgardy wobec tych znanych nam i bliskich skarbów katolicyzmu. Za nimi wszystkimi kryje się bowiem miłość do Chrystusa, podczas gdy za wszystkimi frazesami o „odnowie”, „uwspółcześnieniu” czy „ożywieniu” kryje się nienawiść. Za wszystkimi osiągnięciami zachodniej cywilizacji stoi wiara w Chrystusa, nie Indie, Afryka czy Chiny.

Po drugie, Neo-Kościół ogłosił wobec całego świata swoją apostazję. Misją Neo-biskupów nie jest już nawracanie kogokolwiek. Tymczasem zasady dotyczące życia i śmierci pozostają dokładnie takie same. Niech Kościół uczy nas jak żyć i umierać. Wszyscy jesteśmy przepełnieni duchem tego świata. Niech kapłani zaczną nas uczyć, jak powinniśmy iść do nieba!

Po trzecie, ci biskupi mówią, że „zmiany cywilizacyjne” wymagają „bardziej ewangelicznej koncepcji zbawiania. Nie chodzi im jednak o „nową formę słów”, choć twierdzą, że tylko o to im chodzi. Chodzi im o nową treść słów, a zatem chodzi o nową religię. Wasze Ekscelencje, nasza odpowiedź jest prosta: NIE! Co więcej, jaki ochrzczony katolik mam prawo domagać się od was prawdziwej Wiary, ponieważ wasza „nowa forma słów” w pogoni za „nową koncepcją zbawienia” musi zostać uznana za heretycką, nie tylko pokraczną, ale za nową religię, całkowicie sprzeczną z prawdziwą Wiarą.

Po czwarte, aż do 1966 roku ci biskupi nie stracili jeszcze całkowicie katolickiej Wiary, ale teraz mówią o sobie, że stanowią autentyczne chrześcijaństwo, podczas gdy ich „posoborowa mentalność” zrywa z katolicką Wiarą. Prawda jest taka, że jesteśmy pośrodku wojny między dwiema różnymi religiami. A wszyscy biskupi czy to przez swoje działania czy też przez zaniechania wspierają nową religię. Choć niektórzy katoliccy biskupi muszą wreszcie przemówić, bo dusze idą na zagładę! (Abp. Lefebvre, czy słuchasz?)

Nie potrzebujemy biskupów, którzy będą nam mówić, że musimy być nowocześni. Jesteśmy zbyt nowocześni. A katoliccy biskupi powinni trzymać się z dala od nowoczesnej teologii i filozofii. Znamy tych wszystkich piewców nowoczesności i gardzimy nimi. Wy ich nie znacie i ich kochacie. Marx, Nietzsche, Freuds to kłamcy. Obudźcie się!

Po piąte, Neo-Kościół zajmuje się nauczaniem i edukacją. Chcąc dać młodym ludziom tylko to, co jest nowoczesne, a czego mają już nadto, nie dajecie im niczego i sprawiacie, że żyją oni w przekonaniu, że już wszystko wiedzą. W ten sposób są oni opuszczeni i jutro staną się barbarzyńcami. W ten sposób zdradzacie nie tylko Wiarę, ale i cywilizację. Powróćcie do Tradycji! Panie Boże, daj nam prawdziwych biskupów!

Po szóste, autorytet biskupów bazuje wyłącznie na prawdzie, słuszności i prawie. Jeśli przyznalibyśmy rację francuskim biskupom, Kościół wierny Tradycji przestałby już istnieć. Ale skoro mają oni obowiązek przekazywania Prawdy, nie mają żądnego autorytetu, by zmieniać Wiarę. A jeśli tak czynią, nie mogą powoływać się na autorytet, by wymuszać posłuszeństwa czy oczekiwać, że zamilkniemy. Oczekujemy bowiem od nich pewności, czystości i świętości niezmiennej katolickiej Wiary.

W części 4 powyżej Arcybiskup Lefebvre nie został wspomniany z nazwiska, ale to o nim myślał Madiran. Dwa lata później Arcybiskup założył Bractwo Kapłańskie św. Piusa X. A dalsza historia jest już znana.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXCIII (693)

24 października 2020

SZCZĘŚLIWA RODZINA

Rodzina może przetrwać nawet w naszych czasach,

Z Bożą pomocą, bo gdzie chęć, tam znajdzie się i droga.

Kiedy horyzont wokół nas stał się, mówiąc po ludzku, tak ciemny i kiedy demoniczne siły skupiają się na rozrywaniu na strzępy rodzin, które zostały zaprojektowane przez Pana Boga, by w nich rozpoczynała się droga każdego człowieka do nieba, wówczas może to być dobry moment, aby streścić Czytelnikom niniejszych Komentarzy e-mail, który ich autor otrzymał od ojca rodziny z ośmiorgiem dzieci w USA, który to ojciec nie jest ani zrozpaczony ani zlękniony. Żyje on na kompletnym odludziu. Ma możliwość uczestniczenia we Mszy Świętej jedynie raz w miesiącu w niedalekiej kaplicy Tradycji. Nawet dziś zdrowie emocjonalne jest nawet możliwe. Oto istotne elementy jego e-maila:

W aspekcie duchowym i sakramentalnym możemy przeżyć dzięki comiesięcznej Mszy Świętej w kaplicy Ruchu Oporu, której koniecznie potrzebujemy by mieć dostęp do Najświętszej Ofiary i Sakramentów. I nie wydaje mi się, by ta wynikająca z kryzysu Kościoła konieczność miała wkrótce przestać istnieć. Kaplica się rozwija i działa, ale na ostatnich kilku Mszach była niższa frekwencja. Z różnych powodów, także niektórzy tradycyjni katolicy wydają się poddawać wywołanej przez media panice.

Naszej rodzinie wiedzie się dobrze i nie mamy na co narzekać. Spodziewamy się wkrótce narodzin naszego dziewiątego dziecka. Niedawno urodził nam się synek. Każdy widzi, jak chłopcy różną się od dziewczyn. On chce wszystko dotknąć, dostać się w każdy zakamarek, jest o wiele bardziej zainteresowany rzeczami, maszynami, sprzętem itp. niż ludźmi. Mając kilka córek na prawdę zauważamy wrodzoną różnicę między chłopcami a dziewczynami. Wszystkie nasze dzieci interesują się muzyką, ponieważ uczę je kochać i podziwiać muzykę z piękną melodią, harmonią, rytmem i dobrymi tekstami. Słuchamy muzyki ludowej, zwłaszcza irlandzkiej, różnej muzyki instrumentalnej, klasycznej i śpiewu. Wszelkie piosenki pełne lęku, rozpaczy, depresji itp. są złe, brzydkie i należy ich unikać.

Pracuje teraz na pełen etat z mojego biura w domu dla katolickiego przedsiębiorstwa, w którym zdają się z roku na rok coraz bardziej rozumieć powagę sytuacji, w przeciwieństwie do FSSPX, które kiedyś miało pełny pakiet prawdy, ale teraz z roku na rok go trwoni. Jeśli w miejscu, w którym pracuję, ludzie dalej będą coraz bardziej trwać przy Prawdzie, jak to już robią, to w pewnym momencie będą musieli albo stać się w pełni katolikami Tradycji, albo zmienić kurs i zdradzić. Nie ma innej opcji. Pracuję także fizycznie w naszym ogrodzie, który niedawno powiększyliśmy, po tym, gdy kilka lat temu dowiedzieliśmy się o metodzie ogrodniczej „Back to Eden” (Powrót do raju). Nasza gleba jest gliniasta i mało żyzna, ale dzięki mulczowaniu można naśladować stworzoną przez Pana Boga naturę, pozwalając na formowanie się żyznej ziemi przez rozkładanie się materii organicznej. Dzięki odkrytemu ostatnio źródle trocin, mogę teraz pozyskać duże ilości materiału do mulczowania. Dzieci pomagają mi teraz wykorzystywać tę nową technikę, by oporządzić nasze drzewa owocowe i zakładać nowe skrzynie ogrodowe do uprawiania roślin. Mam nadzieję, że już wkrótce będziemy w stanie uprawiać tu przyzwoitą ilość jedzenia. Nasze dwie skrzynie ogrodowe mają już powierzchnię około 150 metrów kwadratowych.

Szczególnie martwimy się wynikiem tegorocznych wyborów. Mam przeczucie, że w porównaniu z obecnym rokiem 2020, poprzedni rok wyborczy, tj. rok 2016, przypominał dziecięcą zabawę. Dziś musimy się bowiem zmierzyć z całym szaleństwem covidowym i ogarniąjącymi cały kraj rozróbami wywoływanymi przez czarnych ludzi nadużywających fentanylu. Może jest to tylko walka między do głębi złymi chłopakami (Deep State), a nieco mniej złymi czy rywalizującymi z nimi (Trump i jego towarzystwo). Może Trump jest zaledwie odrobinę mniej zły, tj. nie bierze udziału w składaniu ofiar z dzieci, w ich torturowaniu oraz całym diabelstwie, które jest udziałem pozostałych? Moja nadzieja jest bardzo ograniczona. Ale mimo wszystko nie sądzę, że Trump jest po stronie Deep State. Zagłosuję na niego ze względu na jego bezprecedensowe działanie przeciwko aborcji i w obronie wolności jako takiej.

Dzięki licznym błogosławieństwom ze strony Pana Boga finansowo wiedzie nam się dobrze. Za największe błogosławieństwo uznaje to, że już jako nastolatek zrozumiałem zło bankowej lichwy. Bez tego zrozumienia ekonomii, być może mógłbym żyć szlachetnie i z dala od grzechu, jednak zakłuty w długi i związane z nimi problemy. Także moja żona była zawsze skromna, więc zawsze żyliśmy stosownie do naszych możliwości, rezygnując ze zbytków i pracując ciężko, ale dziś czerpiemy z tego korzyści. Jesteśmy dziś wolni od jakichkolwiek długów i to pomimo tego, że wychowujemy ośmioro dzieci i mamy przeciętne wynagrodzenie. Zwracam uwagę moich dzieci na to, że wymagało to wiele lat oszczędności i ciężkiej pracy, ale ostatecznie można to osiągnąć.

Co się tyczy naszej kaplicy, wiele dusz przychodzi i potem odchodzi. Dziś sporo ludzi szuka Mszy trydenckiej, gdzie mogą przyjmować Komunię Świętą na język, co jest zakazane w oficjalnych diecezjach ze względu na „koronawirusa”. W taki sposób Tradycja rozwija się dzięki oficjalnemu Kościołowi! Często się zastanawiam, czemu Pan Bóg dopuszcza tyle trudności i porażek w Tradycji. Czy w ten sposób oczyszcza on tę pozostałą trzódkę, pragnąć raczej jakości niż ilości? Wszędzie, także w tradycyjnie katolickich rodzinach, nawet jeśli rodzice zdają się być mocni, nie widzę dzieci w pełni „zajmujących ich miejsce” w kolejnym pokoleniu. Fale tego świata uderzają o nie bezlitośnie, czasem lekko, czasem mocno, a czase, niszcząc wszystko. Zaiste, gdyby te dni nie zostały skrócone, nawet wybrani nie zostaliby ocaleni.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXCII (692)

17 października 2020

FILOZOFIA MADIRANA

Tak, jak współczesna „sztuka” odcina się od tego, co piękne,

Tak współczesne myślenie przynosi tylko chaos.

Podobnie jak papież św. Pius X w swojej wielkiej antymodernistycznej encyklice Pascendi z 1907 roku, Jean Madiran rozpoczyna swoją książkę  L’hérésie du vingtième siècle (Herezja dwudziestego wieku) od filozofii. Obaj zdawali sobie bowiem sprawę z tego, że problem będący dla współczesnych umysłów źródłem wielkiej trudności w zrozumieniu katolicyzmu ma charakter raczej filozoficzny niż teologiczny. Dlatego też pierwsza część książki Madirana nosi tytuł: Preambuła filozoficzna. Co zaskakujące, sam Madiran mówi czytelnikom, że jeśli chcą, to mogą ominąć tę część, ale czyni tak dlatego, żeby oszczędzić czytelników, którzy są słusznie uczuleni na przestępcze nonsensy, które pochodzą z dzisiejszych tzw. uniwersytetów. W rzeczy samej argumenty przedstawione w książce Madirana oparte i zależne są od prawdziwej filozofii, a niezależne od współczesnej „filosofistyki” czy pseudofilozofii.

Ale dlaczego i jak nadprzyrodzona wiara może tak zależeć od filozofii, która jest rozumowym badaniem całej naturalnej rzeczywistości, można powiedzieć podniesieniem (prawdziwego) zdrowego rozsądku z poziomu amatora na poziom profesjonalisty. Pomocne w zrozumieniu tego może być porównanie: dobry winiarz nie jest wprawdzie zależny od czystych i nieuszkodzonych szklanych butelek, by wyprodukować dobre wino. Jednak nie może on prowadzić winnicy bez takich butelek, ponieważ jeśli wszystkie butelki będą w środku brudne, nikt nie kupi jego wina, bez względu na to, jak ono jest wyborne. Dlatego oczywistym jest, że winiarz stara się o czyste butelki. W porównaniu z winem, pusta butelka nie ma prawie żadnej wartości, ale jednocześnie jest absolutnie niezbędna bez zabrudzeń i uszkodzeń, by winiarz mógł wlać swoje wino.

Ludzki rozum jest właśnie jak taka butelka. Jest on częścią natury, ale w chwili śmierci pod groźbą wiecznego potępienia musi on być wypełniony nadprzyrodzonym winem wiary (Mk 16, 16). Wiara jest najcenniejszym darem Pana Boga, poprzez który ludzki umysł jest w nadprzyrodzony sposób wznoszony, by wierzyć. Jednak, kiedy rozum jest zanieczyszczony ludzkimi błędami i fałszywymi wierzeniami, wówczas jak brudna butelka ryzykuje zanieczyszczenie Bożego wina wiary, bez względu na to, jak jest ono doskonałe. Zatem nawet trochę brudu w butelce psuje całe wlane do niej wino. Tymczasem modernizm w rozumie jest tak wielkim błędem, że psuje on czy wręcz całkowicie niszczy wszelką wiarę w takim rozumie. Tak jak wino wlane do brudnej butelki staje się zanieczyszczone i nie może w niczym pomóc, tak też i katolicka wiara wlana do zarażonego modernizmem rozumu nie może pomóc, bo jest zniszczona. Przestrzegali przed tym św. Pius X, de Corte, ks. Calderón i Madiran, wraz ze wszystkimi innymi, którzy pojęli pełnie obiektywnego zła modernistycznego rozumu.

W jaki sposób Madiran udowadnia, że francuscy biskupi w latach sześćdziesiątych XX wieku stracili katoliki rozum? Rozpoczyna on od ich oficjalnej deklaracji ogłoszonej w 1966 toku (s. 40), w której stwierdzają, że dla „rozumu filozoficznego” słowa „osoba” i „natura”, kluczowe dla chrystologii (katolickiej teologii dotyczącej Chrystusa), zmieniły swoje znaczenie od czasu Boecjusza (który wykuł definicję „osoby”) oraz św. Tomasza z Akwinu (który wykuł definicję „natury”). Innymi słowy, dla francuskich biskupów współczesna filozofia zostawiła w tyle klasyczną filozofię Kościoła osadzoną w niezmiennej doktrynie. Według nich tomizm jest przestarzały dla „rozumu filozoficznego” i musi zostać odrzucony.

Jednak dla Kościoła, którego doktryna zawsze odpowiadała temu, co nigdy się nie zmienia w prawdziwej rzeczywistości, ta perspektywa francuskich biskupów jest całkowicie rewolucyjna. Może ona oznaczać tylko to, że jak pisze Madiran (s. 43) akceptują oni rewolucję kopernikańską w filozofii przeprowadzoną przez Immanuela Kanta (1724-1804), który umieścił „rzeczywistość” już nie za zewnątrz, ale wewnątrz rozumu. Poza filozofią Kanta nie ma obowiązku akceptowania takiej internalizacji rzeczywistości, która prowadzi do nierealnych wniosków. Tymczasem francuscy biskupi dokonali moralnego wyboru i przedkładając Kanta nad św. Tomasza z Akwinu w rzeczywistości zademonstrowali w ten sposób swoją apostazję (s. 50) i sprzeczną z ludzką naturą wizję religii. Zadeklarowali swoją niezależność od Bożej Prawdy poprzez odrzucenie Bożej rzeczywistości oraz porządku, który sam Pan Bóg wszczepił w naturę (s. 60-63).

Madiran kończy część pierwszą pisząc, iż podczas gdy tomizm korespondował z ludzkim doświadczeniem wszystkich czasów i miejsc (s. 66), kantyzm zniszczył umysły francuskich biskupów i dryfują oni, jak współczesny świat, któremu tak bardzo pragnęli się przypodobać (s. 67).

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXCI (691)

10 października 2020

POWOŁANIA DZIŚ?

Matka Boża powiedziała, że papież musi poświęcić Rosję.

Dobry Boże, oby nie stało się to za późno!

Czy mogą nadal być powołania młodszych i starszych dusz do służby Bożej do seminariów, zakonów męskich i żeńskich pośród trudności, które dziś przeżywa Kościół katolicki? Odpowiedź może być tylko twierdząca, ponieważ faktem jest, iż Pan Bóg nieustannie wzywa do swej służby, a z faktami się nie dyskutuje. Z drugiej strony przełożeni seminariów i klasztorów muszą wziąć pod uwagę dwie szczególne okoliczności wynikające z obecnej sytuacji Kościoła, które należy badać uważniej niż kiedykolwiek wcześniej, gdy przyjmuje się powołanie pod dach. Po pierwsze, jest to nieustannie rosnąca niedojrzałość dusz żyjących we współczesnym świecie, zaś po drugie, nieustannie rosnąca zawodność kościelnych hierarchów.

Na początek musimy sobie przypomnieć, że Kościół katolicki został założony bezpośrednio przez Jezusa Chrystusa, który zachowa go aż do skończenia świata (Mt, 28, 20) i na całą wieczność. Jezus Chrystus wraz z Ojcem i Duchem Świętym ma całą potrzebną moc, i znacznie większą, by dać swojemu Kościołowi wszystkie środki niezbędne do jego przetrwania. Do środków tych należy koniecznie kapłaństwo, biskupi i kapłani w pewnej hierarchii, którzy zapewniają sakramenty niezbędne dla życia nadprzyrodzonej łaski w duszach członków Kościoła. Dlatego też aż do końca świata Nasz Pan będzie dawał wystarczająco dużo powołań wśród mężczyzn, aby Kościół miał kapłanów do sprawowania posługi. Co zaś się tyczy kobiet, w których naturę wpisane jest, by były pomocą dla mężczyzn (Rdz 2, 18), nie mogą one być kapłanami i nie są tak niezbędne Kościołowi jak kapłani. Jednak dzięki darom, które Pan Bóg dał im, a nie mężczyzną, mogą one uczynić tak wiele dobrego dla Kościoła, że nie można sobie wyobrazić Kościoła działającego bez żeńskich powołań. Na przykład, gdzie byłby dziś apostolat Kościoła bez modlitw sióstr zakonnych, babć itd.?

Jednak Bóg jest Bogiem i Jego drogi są nieodgadnione dla człowieka. Spójrzcie na zakończenie rozdziału XI Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian czy na Księgę Hioba, zwłaszcza rozdziały od XXXVII do XLI. Pan Bóg sięga daleko poza nasze ludzkie umysły, a mając na uwadze m. in. zawodność ostatnich sześciu papieży, zdaje się On sięgać już nawet ponad do, co katolickie umysły są w stanie znieść. Dlatego musimy czytać Księgę Hioba. Wszechmogący bowiem w żadnym razie jeszcze nie skończył. Matka Boża ostrzegała nas, że ogień spadnie z nieba i unicestwi większą część ludzkości, jeśli grzechy będą coraz liczniejsze i poważniejsze, nie będzie już dla nich przebaczenia. Zapowiedź, którą łatwiej zrozumieć, odkąd koronawirusowe oszustwo doprowadziło do tego, ze tak wielu duchownych zamknęło na cztery spusty konfesjonały. Módlmy się i działajmy dla Naszego Pana, by posłał robotników do swojej winnicy, ale nie próbujmy Mu mówić, ilu ich potrzebuje. Bo tylko On to wie.

Tymczasem my ludzie musimy wyznać, jak już wyżej wspomniano, że rzucamy dwie przeszkody na drodze powołania, poprzez które Pan Jezus wzywa dusze do swojej służby.  Pierwsza to niedojrzałość dusz prowadzących nowoczesne życie. Jeśli jest coś, co może sprawić, że chłopak czy dziewczyna dorosną, by być w stanie żyć w dyscyplinie życia religijnego czy znieść trudy życia małżeńskiego, to jest co cierpienie. Ale czy nie jest dziś powszechną iluzją, że cierpieniem można obarczyć kogoś innego, że można go uniknąć, że wcale nie trzeba go znosić? Charakterów dzieci nie można kształtować, kiedy rodzice coraz mniej i mniej rozumieją, na czym polega wychowanie. Nieponoszenie przez dzieci żadnej odpowiedzialności nie pomaga im w osiągnięciu dojrzałości. Miasta i miejski styl życia nie pomagają powołaniom.

Po drugie, chaos w Kościele także odstrasza powołania. Tak długo, jak Kościół był, abstrahując od ludzkich wad, doktrynalną i instytucjonalną skałą, jako młody człowiek mogłem powierzyć mu swoje życie i mieć pewność, iż kolejne stopnie przełożonych nade mną będą działać na fundamencie obiektywnej prawdy i sprawiedliwości. Jednak odkąd Sobór Watykański II zmienił doktrynę Kościoła i fundament jego działania, czy mogę mieć jakąkolwiek pewność, że otrzymam obiektywne i stabilne ramy, w których będę mógł prowadzić resztę mojego życia? Wielką lekcją z obecnego kryzysu Kościoła jest to, że Kościół katolicki bez papieża przypomina lalkę bez lalkarza. Staje się jak pogmatwana sterta sznurków i kawałków kolorowego drewna.

Oczywiście Pan Bóg może i zatroszczy się o dobro Kościoła, ale nie możemy oczekiwać, że dziś pojawi się tyle powołań, ile było ich wczoraj.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXC (690)

3 października 2020

PROLOG MADIRANA

Pan Bóg mógłby nie istnieć dla wspóczesnych ludzi?

Z pewnością nie dla dusz, które Go kochają, cierpią i modlą się.

W prologu do swej książki L’hérésie du vingtième siècle (Herezja dwudziestego wieku) Jean Madiran umieścił jasne stwierdzenie, że to katoliccy biskupi są odpowiedzialni za herezje dwudziestego wieku (strona 17 w reedycji książki z 2018 roku, którą zamówić można pod adresem: via.romana@yahoo.fr). Zdając sobie sprawę z tego, że jako świecki zostanie oskarżony o bezpodstawny atak na duchownych, stwierdził on dobitnie (s. 28), że kiedy pasterze czyli biskupi zamienili się w wilki czyli niszczycieli wiary, nie potrzebuje on, jako ochrzczony katolik, prosić ani otrzymywać żadnego zezwolenia, by bronić Wiary.

Madiran (s. 26) dokonuje kluczowego rozróżnienia, które zapowiada tezę całej jego książki. Herezja w ścisłym znaczeniu tego słowa oznacza świadome zaprzeczenie tego, co stanowi zdefiniowaną prawdę Wiary. Ale w szerokim sensie oznacza ona zaakceptowanie całego nauczania radykalnie obcego Wierze. Madiran atakować będzie herezje w tym szerokim sensie, wykraczającym poza zanegowanie tylko jednej prawdy Wiatry. Herezję dwudziestego wieku można bowiem znaleźć raczej „w ciemności, w pustce, w nicości”.

W jaki sposób francuscy biskupi stali się puści? Madiran pisze (s. 20), że przez sto lat, począwszy od początku dziewiętnastego wieku, nie byli oni ściśle zjednoczeni z Rzymem, w tamtym czasie prawdziwie katolickim Rzymem papieża Piusa IX i jego Syllabusa, ponieważ cała ich mentalność (s. 21) odsunęła się od Rzymu. Charakteryzowała ich katolicka dyscyplina, ale bez przekonania, katolickie posłuszeństwo, ale bez zrozumienia tego, po co ono jest. W zwięzłych słowach Madiran uderza w istotę problemu przedsoborowego Kościoła: pod wpływem współczesnego świata następowała stopniowa utrata katolickiej wiary, która doprowadziła do tego, że w Kościele trwały jeszcze zewnętrzne pozory, ale ukryta za nimi istota już zniknęła. To, w jako sposób prawdziwy Kościół powinien stawiać opór temu nowemu rewolucyjnemu światu, wskazywali w swym nauczaniu społecznym antyliberalni papieże, w szczególności Pius IX, Leon XIII i Piusa X. Ale o ich encyklikach Madiran pisze (s. 23), że w połowie dwudziestego wieku kompletnie nie znali ich biskupi.

Madiran stawia zatem, zapowiadając już część VI książki, bardzo poważny zarzut, iż herezją dwudziestego wieku tych biskupów była ich wszechogarniająca bezbożna mentalność, która negowała, że istnieją takie rzeczy jak np. prawo naturalne (s. 24). Oczarowani przez współczesny świat, zarażeni jego liberalizmem, przez długi czas odsuwali swoje umysły od Rzymu i odrzucali społeczne nauczanie papieży, choć w połowie dwudziestego wieku mieli jeszcze na ustach wiele formuł ze starego katechizmu. Jednak w ich sercach wszelki sens prawa naturalnego został już zagubiony. To zaś oznaczało, że już w latach następujących bezpośrednio po Soborze byli oni w stanie podnieść ręce na dogmaty i katechizm, które aż do tej pory pozostawili pozornie nietknięte. Tak więc odrzucenie przez nich społecznego nauczania Rzymu zawierało w sobie w niewidoczny sposób całkowite wyrwanie z korzeniami religii chrześcijańskiej, co stało się przyczyną dramatu całego Kościoła w następstwie Soboru Watykańskiego II (s. 25).

Jeśli bowiem nie ma prawa naturalnego ani racjonalnego porządku ustanowionego przez Pana Boga w całym stworzeniu, wówczas rozum i wiara stają się rozbitkami. Nawet jeśli słowa Ewangelii czy definicje dogmatyczne mogą być jeszcze przez chwilę dokładnie recytowane czy powtarzane, ich istota się ulotniła i cała religia została calkowicie zniszczona. Biskupi bez prawa naturalnego nie mogą zrozumieć Ewangelii czy dogmatów. Nie potrafią oni niczego uchronić ani przekazać innym (s. 26). Są zaś w stanie kroczyć w stronę współczesnego substytutu religii, którym jest komunizm (s. 26).

Kończąc swój prolog Madiran przywołuje swego rodaka, którzy przewidział upadek duchowieństwa już przed I wojną światową. Charles Charles Péguy (1873-1914) napisał w 1909 roku, że duchowni skutecznie niszczą chrześcijaństwo, kiedy pragną, by rozwijało się ono w czasie (s. 30). Sami pozwolili na utratę wiary (s. 32), uznając jej zanikanie za coś naturalnego.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXXIX (689)

26 września 2020

PRZENIESIENIE ARCYBISKUPA

Następcy wielkiego stali się małymi grabarzami,

Boże bądź nam miłościw, gdy upadamy!

Dwa dni temu doczesne szczątki Arcybiskupa Lefebvre zostały przeniesione z krypty znajdującej się obok seminarium w Écône, gdzie spoczywały tymczasowo od jego śmierci w 1991 roku, do imponującego sarkofagu w krypcie pod kościołem seminaryjnym, przygotowanego specjalnie jako miejsce wiecznego spoczynku Arcybiskupa. Wszelki splendor pasuje jak najbardziej do grobu wielkiego Bożego człowieka, największego bohatera katolickiej Wiary we współczesnych czasach, Arcybiskupa, który niemalże samodzielnie ocalił katolicką doktrynę, sakramenty i kapłaństwo przez zgubą, wypaczeniem i zniszczeniem przez nowoczesnego człowieka, który przestał wierzyć w to, co Kościół katolicki przekazywał bez zmiany przez niemal 2000 lat.

Można powiedzieć, że po śmierci Arcybiskupa Lefebvre jego następcy kontynuowali jego dzieło mniej czy bardziej wiernie przez kolejne 20 lat. Jednak w 2012 roku doszło do tak fundamentalnych zmian w Bractwie Kapłańskim św. Piusa X, że wiele dusz zaczęło mówić o Neo-Bractwie, podobnie jak na widok zmian w Kościele wynikających z II Soboru Watykańskiego wielu katolików poczuło się zobowiązanych do mówienia o Neo-Kościele. Ceremonia przeniesienia doczesnych szczątków Arcybiskupa odzwierciedliła w symboliczny sposób zamianę jego dzieła z Bractwa w Neo-Bractwo. Oto bowiem była ona celebrowana nie przez obecnego Przełożonego Generalnego, ks. Dawida Pagliarani, ale przez jego poprzednika na stanowisku Przełożonego Generalnego, który ponosi główną odpowiedzialność za przekształcenie Bractwa w Neo-Bractwo. Wybór poprzednika ks. Pagliarani na celebransa tak wielkiego wydarzenia honorującego Założyciela Bractwa nie jest ani dobrym znakiem, ani przypadkiem. Przypomina on nam o słowach Pana Jezusa (Mt 23, 29-30):

Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo budujecie groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych, i mówicie: „Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków, nie byliśmy ich wspólnikami w zabójstwie proroków”.

Może być tak, że w naszych czasach powszechna hipokryzja świata odrzucającego Naszego Pana dotarła już tak głęboko, że wiele dusz uczestniczących dwa dni temu w ceremonii w Écône nie było ani świadomymi hipokrytami, Bóg to wie, ani nie zasłuży sobie na słowa surowego skarcenie, jakie Nasz Pan skierował do tych, którzy mieli go ukrzyżować. Zaiste źli przywódcy założonego przez Arcybiskupa Bractwa byli bardzo zdolni w zwodzeniu katolików, którzy naprawdę podążali za Arcybiskupem, którzy byli „nieposłuszni” kościelnym hierarchom prowadzącym ich w rzeczywistości od Bożej religii katolickiej do soborowej religii człowieka. Niemniej jednak, mówiąc po ludzku, analogia jest jasna.

Faryzeusze budowali grobowce ku czci proroków, których sami również by zabili. Neo-Bractwo buduje sarkofag dla Założyciela, a jednocześnie brata się z watykańskimi wyznawcami Pachamamy, których Arcybiskup by się po prostu brzydził.

Nasz Pan obiecał faryzeuszom, że wyśle do nich posłańców, by wytknęli ich niewierność, ale zostaną zabici. Do Neo-Kościoła i Neo-Bractwa Nasz Pan wysyła arcybiskupa Viganò, by przypomniał im o ich niewierności. Neo-Kościół chciałby go zabić. Neo-Bractwo robi wszystko co może, by nie zwracać na niego uwagi.

Pan Jezus przestrzegł faryzeuszy przed poważnymi konsekwencjami ich niewierności i zaiste w 70 roku po Chrystusie Jerozolima została kompletnie zniszczona. Neo-Bractwo prowadzi dzieło Arcybiskupa Lefebvre do całkowitej bezsilności. Oto bowiem stworzony przez niego na całym świecie front obrony Wiary potrzebuje nowych biskupów. Jednak Neo-Bractwo nie chce konsekrować nowych biskupów bez zgody watykańskich wyznawców Pachamamy i w ten sposób odmawia wiernym biskupów, którzy zachowują Wiarę jak Arcybiskup Lefebvre. Oczywistym jest bowiem, że watykańscy wyznawcy Pachamamy nigdy nie zgodzą się na sakrę biskupów, którzy będą bronić wiary.

W skrócie: członkowie Neo-Bractwa pozwolili, aby poprzednik ks. Pagliarani poświęcił miejsce spoczynku Założyciela, choć to właśnie biskup Fellay uczynił więcej niż ktokolwiek inny, by pogrzebać dzieło Arcybiskupa Lefebvre. Czy zdają sobie oni sprawę z tego, że stają się zgromadzeniem Neo-faryzeuszy?

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXXVIII (688)

19 września 2020

WPROWADZENIE DO MADIRANA

Dzisiejsze myślenie to rozkład.

Madiran? Obnaża ten rozkład!

Jako najstarsza córa Kościoła Francja miała zawsze myślicieli i pisarzy w pierwszym szeregu walki w obronie Kościoła, a czasy współczesne nie są w tym zakresie wyjątkiem. W czasie zamieszania i bałaganu, który zaczął narastać wśród katolików tuż po zakończeniu Soboru Watykańskiego II w 1965 roku, jednym z wybitnych pionierów tego, co w przyszłości miało zostać nazwane „myśleniem tradycjonalistycznym” był Francuz Jean Madiran (1920-2013), twórca i wydawca w latach 1956-1996 prawicowego i nacjonalistycznego miesięcznika “Itinéraires”. Był on szczerym obrońcą wiary już w czasach przed Soborem, następnie zaś uczynił ze swojego miesięcznika jeden z centralnych elementów obrony wiary po Soborze, kiedy stał się on podstawową lekturą dla wielu katolików starających się nie stracić głowy i wiary.

W latach sześćdziesiątych XX wieku Jean Madiran z pewnością przyczynił się do zachowania we Francji całej rzeszy ludzi czytających i myślących, którzy w latach siedemdziesiątych wsparła Arcybiskupa Lefebvre i sprawiła, że mógł poprowadzić „ruch tradycjonalistyczny” we Francji, by stawić czoła niszczeniu Kościoła przez posoborowe duchowieństwo. Madiran i jego miesięcznik pomogły także w znacznym stopniu w podjęciu przez Arcybiskupa kluczowej decyzji o założeniu we francuskojęzycznej części Szwajcarii Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, które przez kolejne 40 lat stanowczo walczyło, by zachować katolicką Tradycję. Autor niniejszych Komentarzy może sobie przypomnieć tylko jedną sytuację, w której widział, gdy Arcybiskup biegł. Było to podczas jednej z wizyt Madirana w seminarium w Écône, kiedy Arcybiskup musiał go jeszcze na chwilę zatrzymać tuż przed jego powrotem do Paryża.

Jednak ich współpraca zakończyła się, kiedy Jan Paweł II został papieżem w 1978 roku.  Madiran uwierzył, że pomoże on uratować Kościół. Jednak także dzięki dobrej działalności Madirana, „Tradycja” była już wówczas mocno ugruntowana.  Musimy dziś pamiętać, jak niewyobrażalne w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku było dla katolików wątpienie w duchowieństwo. Na tym polu Madiran miał duże zasługi, gdy prawdziwa niezłomna wiara zaczęła zanikać wśród niemal całej hierarchii, a wraz z nią odwaga, by pisać publicznie i przeciwstawiać się masie ludzi „wiernie” podążających za hierarchią przez wzgląd na „posłuszeństwo” albo bezbożnie radujących się z niszczenia Kościoła przez masonerię. Fakt, że sam Madiran został potem zwiedziony przez Jana Pawła II świadczy o sile oddziaływania Rzymu, którą w kluczowym momencie udało mu się przezwyciężyć w służbie dla katolickiej Prawdy.

Jednak na to, że w pewnych sprawach nigdy się on nie chwiał, wskazuje fakt, że wśród wielu książek, które napisał w ciągu swojego długiego i owocnego życia była ta, o której sam powiedział, że zawiera ona istotę tego, co chciał przekazać, a której przyjrzymy się na łamach niniejszych Komentarzy: L’hérésie du vingtième siècle, Herezja dwudziestego wieku. Została ona opublikowana w 1968 roku, innymi słowy w samym centrum narastającego sporu dotyczącego Soboru. Składa się ona z przedmowy oraz sześciu rozdziałów, co pozwoli być może na poświęcenie jej siedmiu wydań niniejszych Komentarzy, ponieważ książka ta jest wartą poznania klasyką, nawet jeśli nie ma ona licznych tłumaczeń.

Książka ta jest klasyką, ponieważ pokazuje ona jak filozof tomistyczny, którym był Madiran, radzi sobie z modernizmem, jak dokonuje analizy mgły. Co istotne, nie każdy filozof tomistyczny był w stanie do uczynić, gdyż zdecysowana większość biskupów biorących udział w Soborze Watykańskim II została wprawdzie wyćwiczona w seminariach w zasadach filozofii św. Tomasza z Akwinu. Jednak nie zrozumieli oni, jak te zasady zastosować do rzeczywistości. Wynikało to z tego, że stosunkowo łatwo można się tej filozofii nauczyć jak spójnej książki telefonicznej. Uczniowie są potulni i to wszystko sobie przyswoili, ale niekoniecznie pojęli, że jest to jedna i jedyna droga do zrozumienia jednej i jedynej rzeczywistości wokół nas. Ale kto może nauczyć rzeczywistości uczniów urodzonych w świecie centralnego ogrzewania i telewizji? Madiran należał do wcześniejszego pokolenia, co z pewnością mu pomagło. Ale by zrozumieć modernizm tak głęboko, jak on, trzeba mieć specjalną łaskę, jak św. Pius X, ks. Calderón czy nieliczni inni.

Zapnijcie pasy. Madiran jest tego wart. Być może za tydzień jego przedmowa.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXXVII (687)

12 września 2020

EKONOMICZNA RZECZYWISTOŚĆ

Człowiek chce być nieposłuszny Bożemu porządkowi?

W tym właśnie porządku będzie musiał za to zapłacić.

Bardzo krótkowzroczne jest stwierdzenie, że ekonomia nie ma nic wspólnego z religią, ponieważ ekonomia (materialne relacje między ludźmi) wynika z polityki (ludzkich relacji między ludźmi), zaś polityka (relacja człowieka do innych ludzi) pochodzi koniecznie z jego relacji z Panem Bogiem (czyli religii). W tym momencie USA zostały doprowadzone na krawędź straszliwego kryzysu ekonomicznego, a wraz z USA także cały pozostały świat. Spróbujmy spojrzeć na ten kryzys nie tylko z perspektywy materialnej, aby zapobiec sytuacji, w której wszystko wyda się nam bezsensowne, jeśli i kiedy wiele rzeczy niedługo się zawali.

Podaż pieniądza dla narodowej gospodarki odgrywa taką rolę, jak benzyna dla silnika samochodu i jest czymś normalnym, że rządy w każdym państwie chcą kontrolować kreowanie pieniądza w swych państwach. Nie jest natomiast czymś normalnym, by osoby prywatne kontrolowały podaż pieniądza w państwie, ponieważ rodziłoby to ryzyko, że czyniłyby to we własnym interesie, a nie dla dobra wspólnego. Na całym świecie podaż pieniądza jest dziś kontrolowana przez banki centralne, które są całkowicie niezależne od państw. Konstytucja USA z 1787 roku stanowiła, że podaż pieniądza powinna być podporządkowana i kontrolowana przez Kongres. Tak też było aż do 1913 toku, kiedy konsorcjum osób prywatnych, ludzi pieniądza, po wielu bezskutecznych próbach, udało się podstępem doprowadzić do tego, że Kongres przekazał tzw. Rezerwie Federalnej, czyli ich nowemu bankowi centralnemu, całą władzę nad pieniądzem w USA.

Ci ludzie pieniądza obiecali, że Fed, jak zaczęto mówić, rozwiąże problem nawracających kryzysów gospodarczych, jak na przykład cyklów wzrostów i spadków. Nic takiego nie zrobił, a wręcz przeciwnie, uczynił je jeszcze gorszymi w czasie tzw. wielkiego kryzysu z 1929 roku i lat następnych, czy też teraz w czasie kryzysu 2020 roku, przy którym kryzys z 1929 roku może okazać się piknikiem, doprowadzając do odarcia USA z dobrobytu i ograniczenia wolności poprzez uczynienie ze wszystkich Amerykanów niewolników długów. Klasa średnia może niedługi przestać istnieć. Czy mogłoby to się wydarzyć, gdyby słuchali Naszego Pana: Szukajcie najpierw Królestwa. Bożego i jego sprawiedliwości, a to wszystko będzie wam dodane? Nie. Jednak sami ludzie dali się zwieść przez obietnice Fedu dotyczące coraz łatwiejszych pieniędzy.

W rzeczywistym życiu nie jest łatwo zdobyć pieniądze i muszą zostać one zarobione poprzez pot na czole pracującego. To jest prawdziwa gospodarka, w której rachunki i czynsze muszą być płacone, w której wytwarza się prawdziwe towary i usługi tworzące prawdziwy dobrobyt, to był przemysł i handel, które stworzyły materialny sukces i prestiż USA. Ale dziś jest tam świat finansistów, który ujeżdża prawdziwą gospodarkę, w którym można znaleźć czy tworzyć konstrukcje oderwane od rzeczywistości takiej jak rachunki i czynsze, w którym pieniądze wyrastają z inwestycji, kombinacji i spekulacji, w którym jeden młody bankier może w kilka dni zniszczyć dwustuletni bank (Bank Barings w 1995). To świat otwarty szeroko na propagandę, manipulację i fantazję, który nie jest już ograniczony przez realny świat, który może zostać porwany przez marzenia o nieograniczonych bogactwach bez żadnego wysiłku. Takie marzenia nie są katolickie!

Jednak Fed pozwala na nie od 1987 roku, w szczególności w 2008 i 2019 roku. W 1987 roku Alan Greenspan został szefem Fedu i zaczął przedkładać ekonomię fantazji nad prawdziwą ekonomię. Bankom komercyjnym pozwolono na spekulowanie pieniędzmi ich klientów. W 2008 roku złe inwestycje wywołały wielki kryzys ekonomiczny „rozwiązany” przez Fed, który zaczął tworzyć „pieniądze” z powietrza.

Do 2019 roku, kiedy społeczeństwo stawało się coraz bardziej uzależnione od wymyślonych pieniędzy, bilans Fedu wszedł w świat absurdu, siedem trylionów dolarów i dalsze kalkulacje, a dziś Fed niszczy prawdziwą gospodarkę poprzez koronapanikę, jednocześnie „spłacając” swoimi trylionami długi, w które wszyscy wpadają, a w ten sposób stara się zamienić cały świat w prawdziwych niewolników.

Jakie jest rozwiązanie? Pan Bóg jest ponad tym wszystkim. Jeśli tylko ludzie zwrócą się do Niego i zmienią całkowicie swój sposób myślenia, wówczas te fantazje Bożych wrogów zaczną znikać, jak znika mgła w porannych promieniach słońca.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXXVI (686)

5 września 2020

PIELGRZYMKA DO WALSINGHAM

Kiedy po ludzku nie ma już żadnej nadziei,

Jedynym mądrym wyjściem jest zwrócenie się ku Maryi.

Inspiracją do zorganizowania pielgrzymki Ruchu Oporu, która zaplanowana jest za dwa tygodnie w najważniejszym angielskim sanktuarium maryjnym w Walsingham w hrabstwie Norfolk, we wschodniej Anglii, były słowa pochodzące od Matki Bożej, a wypowiedziane w Akicie w Japonii w dniu 13 października 1973 roku, zatem już 47 lat temu. Zwróćmy uwagę na dzień i miesiąc, które Matka Boża wybrała, by przekazać swoje przedapokaliptyczne przesłanie dla świata, a które otrzymała po ludzku niesłysząca siostra Agnes Sasagawa. Był to dzień i miesiąc wielkiego Cudu Słońca w Fatimie w 1917 roku. W czasie przeprowadzania oficjalnego dochodzenia dotyczącego prawdziwości objawień Matki Bożej ówczesny katolicki biskup Akity konsultował się z kardynałem Ratzingerem, który miał powiedzieć, że Akita jest kontynuacją Fatimy. W każdym razie biskup John Shojiro Ito oficjalnie zatwierdził kult Matki Bożej z Akity. Oto Jej Trzecie Przesłanie:

„Jak już ci powiedziałam, jeśli ludzie nie będą pokutować i nie poprawią się, Ojciec ześle straszną karę na całą ludzkość. Będzie to kara większa niż potop, taka jakiej nikt nigdy przedtem nie widział. Ogień spadnie z nieba i zmiecie z powierzchni ziemi wielką część ludzkości, zarówno dobrych jak i złych, nie oszczędzając ani kapłanów, ani świeckich. Ci, którzy przeżyją, poczują się tak opuszczeni, że będą zazdrościć umarłym. Jedyną bronią, jaka wam pozostanie, będzie Różaniec i Znak dany przez Mojego Syna. Każdego dnia odmawiajcie modlitwę różańcową. Odmawiajcie Różaniec za papieża, biskupów i kapłanów. Dzieło szatana przeniknie nawet do Kościoła w taki sposób, że kardynałowie wystąpią przeciwko kardynałom, biskupi przeciwko biskupom. Kapłani, którzy Mnie czczą, będą pogardzani i wystąpią przeciwko nim ich współbracia. Kościoły i ołtarze zostaną splądrowane, Kościół będzie pełen tych, którzy akceptują kompromisy. Z powodu działania szatana wielu kapłanów i poświęconych dusz porzuci swe powołanie. Szatan będzie występował szczególnie nieubłaganie przeciw duszom poświęconym Bogu. Myśl o utracie tak wielu dusz jest przyczyną Mojego smutku. Jeśli zwiększy się liczba i ciężar grzechów, nie będzie już dla nich przebaczenia”.

Sztucznie i w rażący sposób rozdmuchiwana wiosną 2020 roku panika związana z koronawirusem oraz groźba jej celowej powtórki jesienią, zaplanowane wprowadzanie komunistycznych ograniczeń i poddawanie całego świata ścisłej kontroli sprawiły, że wielu ludzi zaczęło lepiej rozumieć, dlaczego w 1973 roku Matka Boża w Akicie dodała do swojego przesłania następujące słowa: „Tylko ja jedna mogę was ocalić”. Rozwiązanie obecnych problemów Kościoła i świata, spowodowanych przez ludzi, jest już daleko poza ludzkim zasięgiem. Jeśli taka będzie wola Boża, bęziemy w Walsingham czynić dokładnie to, o co prosiła Matka Boża, aby otrzymać Jej, a nie nasze rozwiązanie!

Piątek, 18 września
Wejście do Walsingham o godzinie 16:00
Pierwszy cały Różaniec pielgrzymkowy (za papieża, biskupów i kapłanów)   17.15   Kaplica Trzewikowa
Dodatkowy Różaniec   20:00   miasteczko Walsingham

Sobota, 19 września
Drugi cały Różaniec pielgrzymkowy   10:00
(przejdziemy pieszo tzw. Świętą Milę od Kaplicy Trzewikowej)
Msza Święta   12:00   Opactwo Walsingham
Trzeci cały Różaniec pielgrzymkowy (za papieża, biskupów i kapłanów)   14:00   Opactwo Walsingham
Czwarty cały Różaniec pielgrzymkowy  16:30  miasteczko Walsingham
Dodatkowy Różaniec   20:00   miasteczko Walsingham

Niedziela, 20 września
Piąty cały Różaniec pielgrzymkowy (za papieża, biskupów i kapłanów)   9:30   Opactwo Walsingham
Msza Święta   10:30   Opactwo Walsingham
Błogosławieństwo za zakończenie   12:30   Opactwo Walsingham

Godziny podane są zgodnie z czasem londyńskim plus jedna godzina z uwagi na angielski czas letni. Mogą być one pomocne dla dusz, które wprawdzie będą daleko od Walsingham, ale jednak będą pragnęły łączyć się duchowo z pielgrzymami w Walsingham.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXXV (685)

29 sierpnia 2020

VIGANO ROZWADNIANY?

Pasterze otrzymali od Boga wolną wolę i mogą upaść?

Owce mają zaś katolicki zmysł, by przetrwać.

W serii publicznych oświadczeń, zwłaszcza w tym z dnia 9 czerwca br., włoski arcybiskup Karol Maria Viganò, nadal jeszcze jeden z członków oficjalnej kościelnej hierarchii, znacząco odróżnił się od innych hierarchów zajmując bardzo surowe stanowisko wobec Soboru Watykańskiego II.  I oto pojawił się włoski teolog o. Alfred Morselli, który chciałby złagodzić surowość arcybiskupa Viganò. Nie broni on Soboru wprost, ale twierdzi na przykład, że Sobór nie jest wyłącznie odpowiedzialny za kryzys, który objął Kościół w latach po jego zakończeniu. Przyjrzyjmy się jego tezom dotyczącym Soboru Watykańskiego II, które opublikował w dziewięciu głównych punktach i ośmiu podpunktach, które tu przedstawiamy skrócone:

1. Obecny kryzys jest bezprecedensowy, jeśli chodzi o jego powagę, w swej istocie neomodernistyczny, o wiele poważniejszy niż pierwotny kryzys modernistyczny na początku XX wieku.

2. Jednakże Sobór Watykański II nie jest po prostu przyczyną obecnego kryzysu, ponieważ:

2.1. Kryzys rozpoczął się długo przed 1960 rokiem,

2.2. jego neomodernizm nigdy nie zakorzeniłby się, gdyby nie głębokie zepsucie współczesnego człowieka

2.3. podobnie pontyfikat papieża Franciszka był przygotowywany długo przed XXI stuleciem.

3. Musimy rozróżnić między samym Soborem a Po-Soborem, tj. następstwami Soboru.

3.1. Soboru nie można obwiniać za wszystkie przypisywane mu błędy, nawet jeśli byłby dokonywane w jego imię,

3.2. Duch Święty był na Soborze, więc nikt nie może twierdzić, że nie było na Soborze nic dobrego.

4. Owszem, teksty soborowe zawierają dwuznaczne sformułowania, które otworzyły bramy dla neomodernizmu.

5. Niemal wszystkie te problemy zostały następnie rozwiązane przez oficjalne wyjaśnienia ze strony Kościoła.

6. Problemy nie wynikają z błędów, ale z pragnienia, by raczej łączyć, niż wykluczać.

7. Tragicznym przykładem tego pragnienia była odmowa potępienia komunizmu przez Sobór.

8. Nazywanie Sobory „duszpasterskim” nie oznacza, że w jego wypowiedziach nie ma niczego dogmatycznego.

9. Można krytykować Sobór tylko w zgodzie z nauczaniem Kościoła o wierze. Zatem:

9.1. Wiara oznacza wierzenie Panu Bogu, tj. przyjmowanie a nie wybieranie sobie tego, w co chce się wierzyć.

9.2. Magisterium Kościoła Katolickiego wskazuje, w które prawdy trzeba wierzyć.

9.3. To Magisterium nie podlega prywatnym interpretacjom. Tylko ono samo może interpretować swoje decyzje.

Teraz z kolei krótkie komentarze do każdego twierdzenia o. Morselli:

1. Ten pierwszy punkt pokazuje, jak daleko o. Morselli zgadza się z arcybiskupem Viganò. Brawo!

2. Któż winiłby za wybuch wyłącznie detonator? Oczywiście muszą być także i materiały wybuchowe.

2.1   Zaiste Sobór Watykański II ma wielu przodków, szczególnie protestancką „reformację” oraz rewolucję francuską.

2.2   Absolutnie prawda. Głębokie zepsucie współczesnego człowieka jest owocem procesu trwającego wieki.

2.3. To także prawda. Pięciu papieży neo-modernistycznych w swych zasadach przygotowało przyjście szóstego, który jest po prostu rażący w swej praktyce.

3. Uwaga! Czyż nie ten, kto otwiera zaryglowane drzwi stajni jest odpowiedzialny za to, że konie uciekły?

3.1. „Przecież nigdy nie chciałem, aby konie uciekły. Po prostu pragnąłem, by mogły swobodnie galopować w słońcu!”

3.2. Duch Święty powstrzymał Sobór przed byciem jeszcze gorszym, ale pozostawił biskupów z ich wolną wolą…

4. Śmiertelnie niebezpieczne dwuznaczności zostały zasadzone przez neomodernistów, a „katolicy” przeszli obok nich obojętnie.

5. Te „wyjaśnienia”, w które wierzy o. Morselli zwykle niczego nie wyjaśniały, ale zachowywały problem.

6. Niestety, to właśnie wielkie pragnienie łączenia sprawiło, że niegdyś mocno zamknięte drzwi otworzono ponownie dla błędu.

7. Arcybiskup Lefebvre mówił, że odmowa potępienia komunizmu za zawsze napiętnuje ten Sobór.

8. Straszliwa dwuznaczność: „duszpasterski” Sobór nie był dogmatyczny, ale należy go traktować jak dogmat!

9. Trucizna na sam koniec, czyli o. Morselli sięga znów po argument Autorytetu!

9.1. Oczywiście musimy wierzyć w to, co prawdziwie pochodzi od Pana Boga, a nie wybierać sobie tego, w co wierzymy.

9.2. I oczywiście, skoro Pan Bóg oczekuje wiary, daje nam nieomylne Magisterium, by rozstrzygało.

9.3. Ale to Magisterium przekazują omylni kościelni hierarchowie obdarzeni wolną wolą, której Pan Bóg nie zabiera i jeśli wyjątkowo przestają oni wykonywać swoje obowiązki, wówczas Pan Bóg oczekuje, by osądzić ich po ich owocach.

Reasumując: surowość arcybiskupa Viganò, który osądza Sobór Watykański II po jego owocach, prześciga Autorytet o. Morselli.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXXIV (684)

22 sierpnia 2020

PIENIĄDZE, PRAWDA

Bez względu na to, jak ciemne jest niebo nad nami,

Ponad nim jest wieczny majestat Boga!

Powaga paniki koronawirusowej wywołanej wiosną przez rządzących oraz letnie zamieszki z udziałem rządzonych, oba procesy sztuczne, ale razem zagrażające załamaniem cywilizacji, którą znaliśmy do tej pory, sprawiają, że wielu ludzi zaczyna myśleć. Co się właściwie dzieje? Co nas czeka jesienią? Widzą oni, jak rządy na całym świecie synchronizują działania, by wywołać lęk przez rzekomym zagrożeniem związanym z koronawirusem oraz fałszują statystki dotyczące osób zmarłych. Widzą oni uczestników zamieszek  zorganizowanych oraz opłacanych, by gromadzili się w całych Stanach Zjednoczonych i siali spustoszenie w licznych miastach. Skąd pochodzi ta powódź kłamstw i sprzeczności? Dokąd nad ona zaprowadzi? A przede wszystkim, kto stoi za tym zorganizowanym, zaciekłym atakiem na prawdę, prawo i porządek?

W odpowiedzi na ostatnie pytanie konieczne jest zastosowanie klasycznej zasady: cui bono? kto ma z tego korzyść? Nie są to rządzący, którzy kompromitują się przez swoje nieudolne szamotanie się z koronakryzysem i słabe reakcje wobec pustki niesionej przez uczestników zamieszek. Nie są to także rządzeni, którzy przecież nie chcą stracić swojego zwyczajnego życia i źródeł utrzymania. Czy nie jest zatem jasne, że ktoś wrogi wobec rządzących i rządzonych musi nimi manipulować? A kto ma niezbędne środki, aby manipulować? Rządzący mogą zostać przekupieni pieniędzmi, zwłaszcza wówczas, gdy je kochają (niektórzy mówią, że współczesne rządy są idealne do przekupywania). Z kolei rządzonych można wodzić za nos za pomocą sprzedajnych dziennikarzy, którzy nie przejmują się prawdą.

Co wynika z tego, że jak obserwujemy ludzie pieniądza w naszym świecie dbają o to, by kupić kontrolę nas mediami, naszymi gazetami i telewizją, a ostatnio tzw. mediami społecznościowymi? Ci ludzie pieniądza czy też banksterzy, banskterzy-gangsterzy z pewnością mają wystarczającą władzę, by manipulować koronakryzysem i zamieszkami oraz je synchronizować. Ale w jakim celu? Ludzie zawsze gonili za pieniędzmi, generalnie dla tych wszystkich rzeczy, które można za nie kupić, ale w szczególności ze względu na władzę. Pycha kocha władzę, pieniądze karmią pychę i władzę. A wydaje się, że właśnie teraz w 2020 toku stajemy się świadkami bezprecedensowego wykorzystywania globalnej władzy, co stało się możliwe dzięki współczesnej technologii.

Wymyślony i konsekwentnie realizowany od jesieni 2019 roku plan wywołania koronapaniki umożliwił, by rządy niemalże zamknęły gospodarki w swoich państwach i zniszczyły mnóstwo małych biznesów. Ale czy nie jest to samobójcze dla demokratycznych rządów? Banksterzy uratują je tworząc znikąd tyle pieniędzy, ile będą one musiały pożyczyć. W ten sposób poddadzą swojej kontroli rządy i narody, tak jak dłużnik jest pod kontrolą wierzyciela. Banksterom uda się zniewolić cały świat, który za bardzo kocha pieniądze, a za mało prawdę.

Jeśli tylko ludzie kochaliby bardziej prawdę, już dawno powstaliby przeciwko potokowi kłamstw pochodzących z mediów i nie przełknęliby ogromu oszustw związanych z tzw. koronawirusem, maseczkami i „dystansem społecznym”.  Jeśli tylko ludzie nie kochaliby za bardzo pieniędzy, nigdy nie pozwoliliby banksterom przekupić się i nie zaakceptowaliby systemu pieniężnego zbudowanego na oszustwach, szczególnie ułamkowych rezerwach bankowych, które prowadzą do zniewolenia rodzaju ludzkiego przez czyste nabieranie na wartość „pieniędzy” stworzonych przez klikanie cyferek na klawiaturach komputerów.

Co zatem możemy zrobić? Jak w 1973 roku Matka Boża mówiła w Akicie w Japonii: „Tylko ja jedna mogę was ocalić”. Powiedziała Ona także: „Na Różańcu módlcie się za papieża, biskupów i kapłanów”. Ci, którzy chcieliby poznać szczegóły weekendowej pielgrzymki do Walsingham w hrabstwie Norfolk w dniach od 18 do 20 września, w czasie której będziemy się modlić dokładnie o to, o co prosiła Matka Najświętsza, niech piszą na adres: respicestellam2015@gmail.com.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXXIII (683)

14 sierpnia 2020

MOC RÓŻAŃCA

Nasz zły świat stoi na krawędzi zagłady,

Różaniec to pas ratunkowy, byśmy nie utonęli.

Bez względu na to, jakie wydarzenia spadną nas tej jesieni i wkrótce potem, najistotniejsze dla wszystkich dusz, które mają to szczęście, że wierzą w Boga, będzie by zwrócić się do Niego w umyśle i sercu, ponieważ On jest w samym centrum tych wydarzeń i one nie mogą zostać zrozumiane bez Niego. Dlatego właśnie całe masy konserwatystów podobnie jak i liberałów „chodzi w ciemności”. Bowiem tylko dusze, które mają Wiarę mają „światło życia” (J 8, 12), które powala odczytać, co się dzieje.

Przez wieki tzw. cywilizacja zachodnia odwracała się od Pana Boga. Lecz to On sam stworzył duchową i rozumną duszę, która sama daje życie i wolną wolę każdemu żyjącemu człowiekowi. A uczynił to, aby umożliwić człowiekowi wybranie nieba, jeśli tylko będzie tego chciał. Jeśli człowiek odrzuci tę możliwość, to zasługuje jedynie na to, aby trafić do piekła, czego w istocie chciał odwracając się od Boga i umierając w staniu buntu przeciw Niemu. Tak więc wszystkie dusze na ziemi nieustannie albo kroczą drogą prowadzącą do Pana Boga albo drogą odwodzącą od Niego, spotykając przy tym Bożą sprawiedliwość łagodzoną przez Jego miłosierdzie. Nawet w samym sercu najbardziej zatwardziałego ateistycznego istnienia jest Pan Bóg.

Zwracanie się do Pana Boga lub odwracanie się od Niego jest tak naprawdę tym, co stanowi istotę ludzkiego życia na ziemi, bez względu na to, czy człowiek to uznaje czy temu zaprzecza. Do dziś, roku 2020, Bóg został zepchnięty na tak daleki plan, że wśród ludzi zarówno Jego przyjaciele jak i Jego wrogowie są bardziej nieświadomi niż świadomi bycia takimi, niemniej jednak tacy są i to kieruje ich życiem. Nieświadomych przyjaciół Pana Boga nazywamy „konserwatystami”, gdyż próbują oni zakonserwować ostatnie pozostałości cywilizacji chrześcijańskiej, dziś znanej raczej jako cywilizacja zachodnia. Nieświadomych wrogów Pana Boga nazywamy „liberałami”, gdyż usiłują oni wyzwolić się z tych samych ostatnich pozostałości Dziesięciu Przykazań.

To wielkość Pana Boga daje konserwatystom ich siłę, bez porównania większą, kiedy to rozumieją i zwracają się do Niego, a znaczą mniejszą, kiedy chcą oni czy próbują walczyć dla Niego bez Niego. Z tego też wynika, dlaczego politycy dziś nieustannie przesuwają się na lewo. Konserwatyści bowiem mają w sobie coraz mniej Pana Boga czy też coraz mniej walczą dla Niego. To oznacza coraz słabszego przeciwnika dla liberałów, którzy z religijnym fanatyzmem walczą o ich Nowy Porządek Świata bez Boga. Starcie między konserwatystami i liberałami w USA jest dziś na krawędzi wojny domowej, na krawędzi rozerwania narodu, ponieważ jest w to zaangażowany Pan Bóg.

Sprawy zaszły już tak daleko, że jak w 1973 roku Matka Boża mówiła w Akicie w Japonii: „Tylko ja jedna mogę was ocalić”. Powiedziała wówczas także: „Na Różańcu módlcie się za papieża, biskupów i kapłanów”. Zaiste serce dzisiejszych narodowych i międzynarodowych problemów leży w Kościele katolickim, ponieważ jedyny prawdziwy Bóg ma jedną jedyną instytucję na ziemi, którą sam założył, by prowadzić ludzi do nieba, a jest nią Kościół katolicki. Świat najpewniej nie znalazłby się w tych przeraźliwych kłopotach, w których dziś tkwi, gdyby agentom Nowego Porządku Świata nie udało się zinfiltrować i sparaliżować Kościoła katolickiego w czasie Soboru Watykańskiego II w latach sześćdziesiątych XX wieku.

W związku z powyższym niniejsze Komentarze nie mogą wierzyć w czy też promować różnego rodzaju akcji pełnych wprawdzie dobrych intencji, ale nieadekwatnych by ocalić Kościół i świat. Mogą one jednak wierzyć i wierzą w moc Różańca, którego podmuch będzie można przeżyć już za miesiąc, od piątku do soboty, od 18 do 20 września, w najważniejszym sanktuarium Matki Bożej w Anglii, czyli w Walsingham w hrabstwie Norfolk, 27 mil od miasta Norwich. Niech każdy, kto pragnie naprawdę pomóc w rozwiązaniu problemów Kościoła i świata nawiąże kontakt pod adresem e-mailowym: respicestellam2015@gmail.com, aby wziąć udział w odmawianiu pięciu całych różańców przez 40 godzin. Matko Boża, ratuj nas!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXXII (682)

8 sierpnia 2020

PAPIEŻ WEDŁUG KS. DREXELA

Liberalny papież miał szpony jastrzębia,

Którymi chciał uciszyć Arcybiskupa Lefebvre.

Początkowo ta ostatnia edycja Komentarzy Eleison poświęconych książeczce ks. prof. Alberta Drexela Wiara to więcej niż posłuszeństwo zamierzała przychylić się do zaprezentowanego w tej książeczce stanowiska, iż Paweł VI miał dobre intencje, kiedy stojąc na czele Kościoła Katolickiego w latach 1962-19665 przewodniczył Soborowi Watykańskiemu II, który doprowadził do rewolucyjnych zmian w Kościele. Oczywiście ludzkie intencje są sekretem, który tylko Pan Bóg może nieomylnie poznać, ale Nasz Pan powiedział nam, abyśmy poznawali drzewa po owocach i właśnie to obciąża Pawła VI. Pięćdziesiąt pięć lat po zakończeniu Soboru jasnym jest bowiem, że jego owoce są dosłownie katastrofalne dla katolicyzmu.

Dlatego też, do tak wielu interesujących rzeczy zawartych w książeczce ks. prof. Alberta Drexela Wiara to więcej niż posłuszeństwo trudno zaliczyć przedstawiony przez niego portret Pawła VI. Oto on w skrócie:

Paweł VI kochał Kościół: Cierpi on widząc dusze poświęcone Bogu, które odwracają się od Kościoła do świata (3 grudnia 1971); Jest on opuszczony przez wielu, którzy mogliby go wspierać z wigorem i lojalnością.  Ze łzami i potem stara się on ratować Kościół, cierpi przez niewiernych księży, smuci się jeszcze bardziej ze względu na biskupów zainteresowanych bardziej swoją wygodą niż troską o wiarę i dusze (4 grudnia 1972); Jest on otoczony przez złych doradców (1 sierpnia 1975); Jest on coraz bardziej samotny, a życzliwi mu są prześladowani (7 kwietnia 1972); On się modli i cierpi, jednak tak wielu traci wiarę (5 lipca 1974); Nigdy nie było tak wielu świętokradztw, jak od wprowadzenia nowej mszy, ale Paweł VI nie jest temu winien. Jego intencją jest wewnętrzne uczestnictwo w Najświętszej Ofierze z szacunkiem i miłością (…) ale kapłani grzeszą poprzez te świętokradztwa, bo działają wbrew słowom następcy św. Piotra (7 listopada 1975 roku).

Zwróćmy uwagę w szczególności na ostatni z cytatów, z listopada 1975 roku. Kategoryczne stwierdzenie, że Paweł VI nie ponosi odpowiedzialności za tak liczne świętokradztwa wynikające z Novus Ordo nie może być prawdą, bez względu na to, jak dobre mogłyby być jego intencje. Droga do piekła wybrukowana jest dobrymi chęciami. Ponieważ ludzie są omylni, popełniają błędy i to co zamierzają nie jest jest zawsze tym, co osiągają. Jednak gdy tylko dobre chęci wydają złe owoce, wówczas człowiek, który naprawdę chce osiągnąć coś dobrego, zmienia niezwłocznie to, co doprowadziło do złego rezultatu. Tymczasem Paweł VI w latach siedemdziesiątych XX wieku zmienił niewiele albo nic w stosunku do swojej liberalnej rewolucji z lat sześćdziesiątych XX wieku. Wręcz przeciwnie, uczynił on wszystko co tylko było w jego mocy, aby zniszczyć od wewnątrz Kościoła kontrrewolucjonistę Arcybiskupa Lefebvre. Dlatego też prawdziwą intencją Pawła VI nie było „wewnętrzne uczestnictwo w Najświętszej Ofierze”, lecz dostosowanie Kościoła do współczesnego świata, zaś Arcybiskup Lefebvre był w tym projekcie nieakceptowalną przeszkodą.

Jak mówił Arcybiskup, Paweł VI był liberalny katolikiem, innymi słowy człowiekiem głęboko rozdartym pomiędzy dwie niedające się pogodzić miłości: prawdziwą miłość do Kościoła,której źródłem jest wiara oraz fałszywą miłość do współczesnego świata, której źródłem jest liberalizm. Wewnątrz każdego człowieka te dwie miłości toczą śmiertelny bój. Wewnątrz Pawła VI katolicyzm nie umarł, więc pod koniec swojego życia opłakiwał utratę powołań kapłańskich, jednak jego liberalizm sięgał głębiej. Był on intelektualny, ideologiczny i nieprzejednany. Biada temu, kto wszedł czy wchodzi mu w drogę. Wówczas bowiem liberalny gołąbek wyciąga jastrzębie szpony. Taki własnie był Paweł VI. W porównaniu z jego liberalizmem, jego wiara była sentymentem. Stąd też jego Sobór i jego Msza.

Co w takim razie z księdzem Drexelem? Kiedy niebo posługuje się ludzkim posłańcem, pozostawia go z jego wolną wolą i osobowością. Dzieci są najbardziej posłusznymi posłańcami, najwierniejszymi wobec przesłania im powierzonego, ale mężczyźni…  Wielu mężczyzn walczyło za swoje poglądy na życie i mogą one świadomie czy nieświadomie wpływać na przesłanie z nieba przechodzące przez nich na ziemię. Jest prawdopodobne, że Nasz Pan przemawiał do księdza Drexela od lat dwudziestych XX wieku aż do jego śmierci w 1977 roku. Bardzo możliwe, że własne rozwiązanie księdza Drexela dotyczące bolesnego problemu papieża Pawła było rozwiązaniem przyjmowanym przez wielu pobożnych katolików po Soborze: papież chce dobrze, a biskupi są prawdziwym problemem. Niestety… podobnie jak dziś: biskupi byli problemem, ale takim samym problemem był papież.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXXI (681)

2 sierpnia 2020

BISKUPI WEDŁUG KS. DREXELA

Św. Jan Chryzostom troszcząc się o dusze ostrzegał,

Że piekło wybrukowane jest czaszkami biskupów.

Tydzień temu przypomnieliśmy sobie jak bardzo przesłania z lat siedemdziesiątych XX wieku opisane w książeczce ks. prof. Alberta Drexel Wiara to więcej niż posłuszeństwo pasują do sytuacji katolików w 2020 roku. Dziś przyjrzyjmy się, jak odnoszą się te przesłania do osi pomiędzy papieżem a kapłanami, tj. do biskupów. Przesłania są bardzo surowe wobec duchownych, którzy całkowicie opuścili swoje stado w następstwie Soboru Watykańskiego II, a zwłaszcza wobec biskupów, którzy oddali swoje powierzone im przez samego Pana Boga obowiązki w ręce stworzonych przez ludzi konferencji episkopatu (vide poniżej przesłanie z dnia 5 lipca 1975 roku).

31 grudnia 1971 roku

Największy ból mojemu sercu sprawiają ci, którzy powinni być pasterzami dla wiernych – czyli biskupów, którzy milczą, stali się obojętni i tchórzliwi. Nie tylko nieliczni, ale tak wielu z nich lęka się ludzi i opuściła ich bojaźń Boża. Z tego też powodu wilki były w stanie włamać się do stada, powodując tak wielkie zamieszanie, spustoszenie i zniszczenie w Kościele. Zaiste usiłują oni rozbić i zmiażdżyć skałę mojego Kościoła, a miliony dusz, nieśmiertelnych dusz idą na zatracenie. Za te dusze ci pasterze apostaci i letni biskupi będą musieli odpowiedzieć przede mną na sądzie! Niegdyś zapłakałem nad Jerozolimą i nad jego mieszkańcami, kapłanami i arcykapłanami. A przecież ich grzech nie był tak wielki jak grzech tych, którzy dziś w Kościele zamiast być przewodnikami stali się zwodzicielami, zamiast być pasterzami stali się najemnikami, zamiast być doradcami stali się zdrajcami.  Ale są jeszcze prawdziwi pasterze dusz i czujni biskupi, którzy z mocą i życzliwością stali przy następcach Piotra.

4 sierpnia 1972 roku

Smutek jest jeszcze większy z powodu tak wielu pasterzy, którzy na mocy swojego urzędu i powołania są zobowiązani, aby pomagać z umiejętnością i mocą głowie, przewodnikowi i ojcu wszystkich wiernych i by przestrzegać jego poleceń. Ale zamiast tego prowadzą oni wygodne życie, a przez swoje lenistwo i tchórzostwo przestają czuwać nad powierzonymi im parafiami, przestają troszczyć się o wiarę z wielką, wymagającą uwagą niezbędną dla utrzymania dyscypliny i zachowania wiary.

1 grudnia 1972 roku

Tak wielu wiernych spragnionych jest dobrych pasterzy. Tak, biskupi zostali powołani i ustanowieni jako pasterze. Ale stali się oni najemnikami i wilkami, ponieważ porzucili drogę wierności. Nadejdzie dzień, kiedy powierzone im dusze na sądzie Bożym złożą świadectwo przeciwko nim.

5 lipca 1974 roku

Udręka dusz woła do nieba. Tymczasem niepożądane osoby przejmują władzę w Kościele i na różnych zgromadzeniach. A to wszystko dzieje się przez biskupów, którzy ich nie powstrzymują i nie wyznaczają granic.

1 listopada 1974 roku

Rozważaj, jak wielkie zamieszkanie zasmuca mnie i prawdziwy Kościół. Książki pełne fałszywych twierdzeń i herezji są zatwierdzane przez biskupów, którzy rzekomo są pasterzami, podczas gdy pisma, które zawierają prawdę są odrzucane przez kościelnych hierarchów. Tak wielkie stało się zamieszanie!

2 lutego 1975 roku

Wielu spośród pasterzy i obrońców, którzy zostali namaszczeni (…) porzuciło wiarę i dało pełną wolność herezjom (…) Ahh, gdyby tylko ci wszyscy pasterze zrozumieli, jaką ponoszą odpowiedzialność i jak ta ich odpowiedzialność rośnie, gdy ci, którzy cały czas wierzą i modlą się nie mają znikąd ratunku i obrony.

2 lipiec 1976 roku

Dlaczego nie ma już obrońców, którzy strzegą wiarę, a w ten sposób wierny lud, młodzież i dzieci przed zamordowaniem ich dusz? Zaś ci którzy przeciwstawiają się niszczeniu wiary są prześladowani, a ich poważne i ciężkie cierpienia są nienawidzone i wyśmiewane.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXX (680)

25 lipca 2020

KRYZYS WEDŁUG KS. DREXELA

Nowy Porządek Świata? Chcą go uczynić jak najgorszym.

Katolicy potrzebują tylko jednego – Boga na pierwszym miejscu.

W latach siedemdziesiątych XX wieku, kiedy Nasz Pan (w co niektórzy wierzą) przekazał austriackiemu kapłanowi ks. prof. Albertowi Drexel przesłanie, które następnie opisane zostało w książeczce Wiara to więcej niż posłuszeństwo, katolicka Tradycja była jeszcze cały czas lekceważona ze względu na Sobór Watykański II. Katolicy po prostu nie mogli uwierzyć, że mogli zostać tak bardzo zdradzeni przez własnych kapłanów. Dopiero z upływem lat Tradycja zacznie odzyskiwać należne jej znaczenie w Kościele Naszego Pana Jezusa Chrystusa. Na początek małej serii niniejszych Komentarzy zaczerpniętych z książki księdza Drexela kilka fragmentów dotyczących tego jak poważny był i jest bezprecedensowy, trwający właśnie dramat Kościoła.

4 września 1970 roku

Liczba wiernych stanie się niewielka, ale odważne wyznawanie przez nich wiary będzie świecić jak światło dla świata i będzie pobłogosławione mocą i łaską Trójcy Przenajświętszej. Najświętsza Ofiara będzie składana w prywatnych domach, zamiast w kościołach, które zostaną zbezczeszczone.

6 listopad 1970 roku

Wśród buntowników będzie można odnaleźć coraz więcej i więcej poświęconych służbie Bożej sług Kościoła. Czynią się oni sami winnymi grzechu Judasza, który sprawił mi swym pocałunkiem największy ból, a nie okazał miłość. Z uwagi na pasterzy, biskupów, którzy zostali wyznaczeni do swej posługi, ale okazali się być słabi, dusze naprawę wierne muszą swoimi modlitwami, walką i cierpieniami nadrabiać to wszystko, co kapłani zaniedbali i zmarnowali. Dlatego też z wielkim współczuciem patrzę na ludzi, którzy się modlą, na ofiarne dusze. Wprawdzie cierpienie w ich sercach jest wielkie, jednak jak wspaniała i piękna będzie miłość, która czeka na nas za progiem wieczności.

4 czerwca 1971 roku

Wielu ludzi odwróci się ode mnie i od prawdziwego Kościoła, ponieważ stracili wiarę w Trójjedynego Boga i zostali zwiedzeni i oślepieni przez nikczemnych kapłanów i nauczycieli. Przepełnieni duchem pychy i zdrady mówią oni o religii bez jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, tajemnicy i modlitwy. Mówią oni tylko o człowieku, a nie mówią już o Bogu! Wywracają wszytko do góry nogami i czynią najważniejszą miłość bliźniego, a przy tym z szokującą arogancją zapominają, tracą i negują miłość wobec Boga. Usiłują założyć Neo-Kościół, w którym świat i człowiek znaczą wszystko, a Bóg i niebo nie mają żadnego znaczenia.

7 lipca 1971 roku

Czy ci, którzy są wierni i trwają w łasce powinny się z tego wszystkiego smucić? To prawda, że ja sam zapłakałem nad Jerozolimą, ponieważ jej mieszkańcy odrzucili moją łaskę. Ale jest wolą moją i Ojca, aby dzieci wiary były radosne, jak święty Franciszek, który chwalił niebo swym kantykiem i szczęśliwe, jak święta Tereska, która wypełnioną miłością do mnie, radośnie i z uśmiechem kroczyła przez ogród stworzenia.

4 maja 1973 roku

Tak licznie wierni Kościoła, których imiona zapisane są w księgach parafialnych, stracili poczucie tego, co jest Święte i kim są święci. Kapłani wyświęceni dla służby ołtarza i dusz zwracają się zamiast tego do świata zapominając i gardząc przykazaniami Bożymi, składają hołd tak niebezpiecznemu duchowi tego świata. Coraz więcej i więcej ludzi ulega zepsuciu moralnemu, które św. Jan w Apokalipsie nazywa babilońską nierządnicą. To, co mój wikariusz w Rzymie mówi o rozpadzie i rozmywaniu wiary w Kościele, jest tak naprawdę wyrzutem i oskarżeniem wobec niego.

7 grudnia 1973 roku

Modlitwy wiernych zatryumfują nad gadaniem i spotkaniami tych, którzy są zimni w wierze. Ci, którzy są wierni Bogu nadal cierpią, ale muszą oni wiedzieć i rozważać, że ofiara ich cierpienia ściąga błogosławieństwo na Kościół. Ci, którzy cierpią w ten sposób będą dzielić ze mną wieczną chwałę i miłość mojego serca.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXIX (679)

18 lipca 2020

POWRÓT KSIĘDZA DREXELA

Gdy pasterze łżą, tracą autorytet,

Owce zaś zdane są na siebie.

Drugi Sobór Watykański (1962-1965) był wielkim wydarzeniem w historii Kościoła, zaprojektowanym przez swoich ideologów w taki sposób, aby oszukać jak największą liczbę katolików, duchownych i świeckich, i podstępem zastąpić prawdziwy Kościół katolicki ich własnym Neo-Kościołem, dostosowanym do dzisiejszych czasów. Wywołało to prawdziwą męczarnię wierzących katolików, którzy widzieli, jak zdrada katolickiej Prawdy przyszła od kościelnych hierarchów, a przecież od kołyski byli uczeni, że mają być im posłuszni i nigdy ich nie krytykować. Nawet Nasz Pan oraz Matka Najświętsza, kiedy mówili do istot ludzkich, aby nie gorszyć katolickich dusz, rzadko krytykowali swych kapłanów.

Oto szczególnie interesujący fragment książki księdza Drexela Wiara to więcej niż posłuszeństwo. Jeśli bowiem przesłania, które przekazał nam ksiądz Drexel naprawdę pochodzą od Naszego Pana, a do tego pretendują, wówczas sam Pan Bóg był bardzo ostry w krytyce biskupów, teologów i kapłanów odpowiedzialnych za wyłonienie się z Soboru Neo-Kościoła i ewidentnie zwolnił katolików od obowiązującego w normalnych okolicznościach obowiązku nieatakowania duchownych. Oto bowiem Pan Bóg mówi katolikom, że masa pasterzy – ale nie wszyscy – zamieniła się w wilki. Przesłanie mówi: Wiem jakie udręki przechodzicie wy, dusze wierne, ale trzymajcie się waszej wiary i nie pozwólcie tym zdrajcom, aby ją zmieniki. Oni się mylą, wy macie rację, co pokaże czas. Wielka będzie wasza nagroda za waszą wytrwałość”.

Takie przesłanie mogło ulżyć męczarniom prawdziwych wierzących po Soborze, ale jednocześnie wywołuje kolejne udręki: co zatem z niewiernymi Kościelnymi hierarchami? W szczególności co z papieżem? Popularne rozumienie papieskiej nieomylności wykracza daleko poza jego ścisłą, obejmującą cztery warunki, definicję ogłoszoną w 1870 roku. Jak zatem Jan XXIII mógł zwołać Sobór wilków, jak Paweł VI mógł go poprowadzić do takiego zakończenia, a następnie po jego zakończeniu przewodzić jego wcielaniu w życie? Ta udręka jest dla wielu poważnych i wierzących katolików tak wielka, że od końca lat siedemdziesiątych XX wieku, a zatem krótko po śmierci księdza Drexela, zaczęli oni uciekać się na przykład do sedewakantyzmu, zgodnie z którym soborowi papieże w ogóle nie są papieżami. Tymczasem zgodnie z przesłaniem księdza Drexela to raczej Paweł VI nie był jednoznacznie wilkiem. Został on ostro skrytykowany (przynajmniej w dwóch przesłaniach), ale miał także dobre intencje, nie zdawał sobie do końca sprawy z tego, co czynią jego podwładni, męczyło go to, co działo się w Kościele.

Teraz ktoś mógłby powiedzieć, że Paweł VI ponosi osobistą odpowiedzialność za to, że posoborowa katastrofa była tak olbrzymia. Niektórzy tradycjonaliście mogliby stwierdzić, że Pan Jezus z przesłań księdza Drexela z pewnością nie jest prawdziwy, ale wyłonił się z własnych „pobożnych” refleksji tego kapłana. W takim przypadku moglibyśmy wytłumaczyć, że łagodność przesłania wobec Pawła VI stanowiła rozwiązanie udręki wielu „dobrych” biskupów i kapłanów w tamtych czasach, a mianowicie soborowy biskupi byli straszni, ale nie papież. Z drugiej strony, jeśli przesłanie pochodzi rzeczywiście od Naszego Pana, wówczas możemy przypuszczać, że Pan Jezus był łagodny wobec Pawła VI może właśnie po to, aby zapobiec reakcji katolików kuszonych mniej czy bardziej, by całkowicie zwątpić w widzialny Kościół Naszego Pana. On sam mówił bowiem, że jest w nim i nie musiał on kłamać, by to powiedzieć.

Jeśli taka będzie wola Boża, niniejszy Komentarz będzie preludium to drugiej małej serii zaczerpniętej z książki księdza Drexela Wiara to więcej niż posłuszeństwo, ze względu na wartość, którą zdają się mieć przesłania księdza Drexela z lat siedemdziesiątych XX wieku. Powinny ukazać się trzy części: o kryzysie Kościoła, o biskupach i o Pawle VI , które przedstawią stanowisko zawarte w książce Wiara to więcej niż posłuszeństwo. Czy przesłania pochodzą od Naszego Pana czy też nie będą mogli ocenić sami Czytelnicy niniejszych Komentarzy. Bez względu na wszystko jedno jest pewne, w czasie obecnego kryzysu Kościoła muszą oni myśleć.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXVIII (678)

11 lipca 2020

UDERZENIE MAMONY – II

Patrioci, zrozumcie, aby uratować nasz kraj,

Musicie zwrócić się o pomoc z nieba!

Kiedy zatem w 1913 roku ludzie pieniądza ostatecznie podstępem doprowadzili do utworzenia przez Kongres USA tzw. Rezerwy Federalnej jako banku centralnego kontrolującego podaż pieniądza w USA, zdawali sobie sprawę, że są na dobrej drodze do przejęcia pełnej kontroli nad całym państwem. Należy zwrócić uwagę na to, że jeśli wówczas więcej kongresmenów kochałoby bardziej swój kraj, a mniej pieniądze, ustawa powołująca do życia Fed z pewnością nie zostałaby uchwalona. Ale we współczesnych demokracjach to ludzie wybierają polityków, którzy tworzą prawo. Zatem niech nikt nie waży się twierdzić, że ludzie w demokracji nie mogą być obwiniani za nieszczęścia pochodzące od wybranych przez nich polityków. Pan Bóg ustanawia w każdym kraju takich rządzących (Prz 8, 15), na jakich ludzie zasługują.

Przez stulecie, które minęło od założenia Fedu, zyskiwał on władzę i wpływy. Pierwsza Wojna Światowa (1914-1918) wymagała pieniędzy. Fed je dostarczył. USA stały się światową potęgą. Druga Wojna Światowa (1939-1945) wymagała wielkich pieniędzy. Fed je dostarczył. Zwycięskie USA stały się światową super potęgą. Czy zatem nawet patrioci mogliby skarżyć się teraz na Fed? Nawet jeśli Woodrow Wilson, prezydent podczas całej pierwszej wojny światowej, napisał: „Niektórzy najwięksi ludzie w USA na polu handlu i produkcji czegoś się boją. Wiedzą, że jest gdzieś władza tak zorganizowana, subtelna, czujna, wszystko oplatająca, całkowita, przenikająca, że lepiej o niej w ogóle nie wspominać, jeśli miałoby się ją krytykować”. To jest władza, która od tamtej pory kierowała Fedem, a dla której jeden prezydent po drugim był zaledwie marionetką. Pieniądze motywują. Pan Bóg motywuje bardziej, ale w 1914 roku jedynie w garstce państw wystarczająco dużo ludzi zwróciło się do Boga, aby rozgromił władzę pieniądza.

Zatem obiecawszy zakończyć cykl zmian koniunktury na rynku, Fed w 1929 roku doprowadził do największego kryzysu gospodarczego w historii, tzw. wielkiego kryzysu, który w znacznym stopniu zwiększył potęgę Fedu. Przez lata wielu patriotów widziało jasno sytuację i próbowało przekonać Kongres do zlikwidowania Fedu, ale działająca w ukryciu władza pieniądza, służąca własnym interesom, była za silna i tak jest aż do dziś. W naszych czasach, we wrześniu ubiegłego roku, aby „uratować” pogrążoną w kryzysie gospodarkę USA przed katastrofą, Fed rozpoczął nagle pompowanie swoich pieniędzy, wziętych z powietrza, w rynek transakcji typu repo, któremu groził paraliż ze względu na brak wystarczającej ilości pieniędzy. Fed obiecał, że pompowanie pieniędzy będzie miało przejściowy charakter, ale od tamtej pory jedynie je zwiększają.  Następnie pojawiła się nakręcona panika koronawirusowa i zamknięcie tak wielu firm, że Fed ma doskonały pretekst, by zwiększać swoje zaangażowanie. Nie jest żadną przesadą stwierdzenie, że Fed wykupuje teraz cały świat. Dopóki ludzie mają zaufanie w dolarach, dopóty Fed może „ratować” swoimi „śmiesznymi pieniędzmi” systemy finansowe chylące się ku upadkowi na całym świecie, przynajmniej tak długo, jak jeszcze nie zginęło zaufanie. A do tego momentu wszystkie „uratowane” gospodarki będą zakute w łańcuchy długów i wierzytelności Fedu.

Panika koronoawirusowa i zamieszki po śmierci Georga Floyda to bezpośredni następcy tzw. zamachów z 11 września. Są to przykłady paniki wywołanej przez kłamstwa polityków i ich nikczemne media, raz „śmiertelnie niebezpieczni terroryści” raz „śmiertelnie niebezpieczny wirus”, podczas gdy wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że tzw. zamachy z 11 września były działaniem wewnętrznym, a koronawirus nie jest gorszy od innych wirusów grypowych. Co zaś się tyczy zamieszek, sekcja Floyda wykazała, że zmarł on nie w wyniku uduszenia przez policjanta, ale znacznego przedawkowania niebezpiecznych narkotyków. Jednakże opisania przez Woodrowa Wilsona władza pieniądza od dawna wie, że paniczny strach jest jedną z najlepszych metod manipulacji ludźmi, zatem oddani jej politycy i media cały czas głoszą jej kłamstwa jak choćby atak na Pearl Harbour w 1941 roku, zamach na prezydenta Kennedy’ego w 1963 roku itd. Kiedy ludzie odwracają się od Boga, który jest Prawdą i Życiem (J 14, 6), odwracają się od Prawdy, a zatem muszą się otworzyć na ojca kłamstwa (J 8, 44). Szatan zaś chętnie wkracza, oczywiście ukrywając się w przebraniu anioła światłości (2 Kor 11, 14-15).

Jak zatem w takiej sytuacji Przełożony Generalny Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X może teraz mówić, że koronawirusowa panika „to nie nasza sprawa”? Jak jakikolwiek katolicki duchowny może twierdzić, że te wielkie kłamstwa służące planom zniszczenie całego świata „to nie nasza sprawa”? Skąd pochodzą dusze, które powinny zostać zbawione i trafić do Królestwa Bożego, jeśli nie ze świata wokół nas? Czy jakikolwiek kościelny hierarcha może nie widzieć, że częścią jego obowiązków jest stawianie czoła tym kampaniom kłamstw, które Pan Bóg dopuszcza jako karę za brak miłości do Prawdy? (2 Tes 2, 11).

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXVII (677)

4 lipca 2020

UDERZENIE MAMONY – I

Każdy człowiek może odrzucić Pana Boga,

Ale potem nie ucieknie przed szatanem.

Nie możecie służyć Bogu i Mamonie, mówi Nasz Pan, ponieważ Mamona oznacza bogactwo czy raczej diabelską żądze pieniądza, więc albo będziemy służyć Bogu albo pieniądzom (Łk 16, 1-13). Współczesny świat, który odwraca się coraz bardziej plecami do Boga poddaje się władzy pieniądza. Dziś bankierzy, czy raczej banksterzy, rządzą światem i właśnie na naszych oczach podejmowane są kroki, by za pomocą pieniędzy przejąć pełną kontrolę nad całym światem.  Poniższe omówienie tych kroków zawdzięczamy amerykańskiemu komentatorowi publikującemu na stronie internetowej: Highimpactflix.com.

Od samego początku USA w 1776 roku toczyła się wielka walka o kontrolę nad nowym narodem. Prawdziwi patrioci jak prezydenci Jefferson i Jackson byli zdecydowanie przeciwni utworzeniu narodowego banku centralnego, ponieważ wiedzieli, że ludzie pieniądza będą kontrolować USA dla swoich, a nie narodowych interesów. Ta opozycja wobec mocy pieniądza trwała aż do roku 1913, kiedy to na skutek różnych wybiegów udało się ludziom pieniądza doprowadzić do przegłosowania przez Kongres ustawy tworzącej tzw. Rezerwę Federalną, pomysłową nazwę dla pierwszego amerykańskiego banki centralnego, gdyż w rzeczywistości nie ma ona nic wspólnego z federacją i rządem USA. Do dnia dzisiejszego Fed, jak jest powszechnie znany, należy do konsorcjum prywatnych bankierów, czyli innymi słowy do ludzi pieniądza. I zgodnie z oczekiwaniami, na początku obiecali położyć kres katastrofalnemu cyklowi zmian koniunktury na ryku, a w rzeczywistości kierują trwającemu już wiek spadkowi wartości amerykańskiego dolara, który jest dziś wart zaledwie ułamek tego, co był wart w 1913 roku.

Dziś, jak mówi autor strony Highimpactflix: „Fed był i jest zaangażowany w realizację globalnego planu zagrabienia światowych bogactw i poddania ludzkości kontrolo poprzez ekonomiczne rzucenie ich na kolana”. Niektórzy ludzie powiedzieliby, że ten plan ma już wiek. Inni, że powstał jeszcze wcześniej. To co zwraca tu naszą uwagę to fakt, jak ten plan wychodzi dziś na jaw. Poniżej przyjrzymy się głównym elementom tego planu.

Istotne jest to, aby zrozumieć, że Fed zawsze był niezależny od amerykańskiego rządu, a w 1913 roku oddano mu kontrolę nad podażą pieniądza w USA. To zaś zgodnie z myślą Amschela Rothschilda (1744-1812) oznacza faktyczną kontrolę nad każdym rządem. Kiedy po drugiej wojnie światowej USA zastąpiły Wielką Brytanie w roli światowego mocarstwa, wówczas dolar zastąpił funta w roli światowej waluty. Wartość dolara do 1971 roku powiązana była z amerykańskimi rezerwami złota, jednak w tym to właśnie roku zniesiony został tzw. parytet złota, a zatem dolar stał się zwykłym papierem, którego wartość wynika z jego światowego prestiżu i zaufania, którym jest cały czas darzony. W 2020 roku nie ma on nadal żadnego rywala w roli światowej waluty. Jednakże od kiedy dolary stały się zwykłymi papierami czy też elektronicznymi cyframi w komputerze, może on być w zasadzie bez limitu drukowany przez Fed, co daje stojącym za Fedem banksterom jeszcze więcej władzy, więc drukują oni dolary, aż staną się one kompletnie bezwartościowe.

Skoro zaś ludzie Zachodu przez kilka stuleci odwracali się co raz bardziej od Boga, to zwracali się co raz bardziej w stronę materializmu i pieniędzy, dając prestiż i władzę banksterom i ich bankom centralnym, które kontrolują rządy. Z kolei banksterzy utworzyli wokół banków centralnych, w swoim własnym interesie, system finansowy. Jest on tak głęboko zepsuty, że na początku XX wieku Henryk Ford powiedział, że dobrze, że ludzie nie rozumieją, jak działa zachodni system bankowy i monetarny, ponieważ był on przekonany, że gdyby zrozumieli, to jeszcze tej samej nocy doszłoby do rewolucji.

Dziś widzimy, jak dzięki dwóm okropnym oszustwom (panika koronoawirusowa i zamieszki po śmierci Georga Floyda) banksterzy załamują gospodarki narodów Zachodu i „ratują” je potopem oderwanych od rzeczywistości dolarów, wykorzystując zaufanie pozostałe w istniejących dolarach, a w ten sposób zadłużając narody w Fedzie i czyniąc z nich jego poddanych i niewolników banksterów. Sługą wierzyciela jest dłużnik (Prz 22, 7).

Za tydzień: dwa oszustwa, macki Fedu i Boży Sąd.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXVI (676)

27 czerwca 2020

DEKLARACJA WSPARCIA

Prośmy Boga, aby wielu przyjaciół abp. Viganò,

Chwyciło za miecz, by walczyć dla dobra Kościoła!

Wasza Ekscelencjo,

Księże Arcybiskupie Viganò!

Kilkanaście dni temu jeden z czterech biskupów starających się kontynuować w Kościele obronę Wiary zgodnie z przykładem pozostawionym przez Arcybiskupa Lefebvre napisał do Waszej Ekscelencji list z gratulacjami i wyrazami wsparcia w związku z listem Księdza Arcybiskupa z dnia 9 czerwca. W liście tym Wasza Ekscelencja opisał drogę od Soboru Watykańskiego II (1962-1965) do obecnego kryzysu Kościoła. Kierując niniejszy list wszyscy czterej z tych biskupów pragną publicznie złożyć gratulacje oraz udzielić wsparcia dla Waszej Ekscelencji w tych trudnych okolicznościach, w których znalazł się obecnie Ksiądz Arcybiskup. Co do istoty powtarzamy to, co napisał już Biskup Tomasz.

W naszych sumieniach czujemy się zobowiązani, aby poprzez niniejszy list w obliczu całego Kościoła publicznie wesprzeć Waszą Ekscelencję w akcie demaskowania kryzysu, który ogarnął Kościół oraz jego początku na Soborze Watykańskim II. Św. Tomasz z Akwinu naucza, że nie ma obowiązku głośnego wyznawania Wiary w każdym momencie, ale kiedy Wiara jest zagrożona, wówczas istnieje ciężki obowiązek jej wyznania i to nawet wówczas, jeśli wiązałoby się to z narażaniem własnego życia.

Czy ktokolwiek mógłby dziś zaprzeczyć, że mamy dziś do czynienia z bezprecedensowym kryzysem Kościoła, uderzającym w fundamenty katolickiego kapłaństwa? Prawdziwie katoliccy kapłani są absolutnie konieczni do składnia Ofiary Mszy Świętej oraz zachowania świętej doktryny. Kiedy kościelni hierarchowie odmawiają działania zgodnie z dobrem Kościoła, żaden biskup nie może jedynie stawiać oporu w Wierze, jak człowiek świecki. W obliczu Boga, od którego otrzymaliśmy nasze biskupstwo, stwierdzamy na mocy naszych sakr i pełni kapłaństwa, że w czasie obecnego kryzysu jest nie tylko słuszne, ale jest naszym świętym obowiązkiem, by wykorzystać te władzę dla dobra dusz.

W swoim liście z dnia 9 czerwca z godną podziwu jasnością i szczerością wyznał Ksiądz Arcybiskup, że katoliccy duchowni i świeccy zostali oszukani, kiedy Sobór wprowadził nową orientację mającą swoje źródło w antychrześcijańskich spiskach. Przykre jest widzieć godną pożałowania ślepotę tak wielu biskupów i kapłanów, którzy nie widzą bądź nie chcą widzieć obecnego kryzysu i potrzeby stawiania oporu modernizmowi, który teraz niepodzielnie króluje oraz posoborowej sekcie, która okopała się na szczytach kościelnej hierarchii. Ten ruch oporu jest w pełni słuszny i zgodny z wolą nieprzemijającego Kościoła. W rezultacie biskup musi wypełniać powierzoną mu misję: przekazywać wszystko, co może i musi być przekazane poprzez pełnie jego kapłaństwa dla zachowania Wiary: Tradidi quod et accepi.

Dzięki swojemu antyliberalizmowi i antymodernizmowi w czerwcu 1988 roku Arcybiskup Marcel Lefebvre i Biskup Antonio de Castro Mayer, by zachować skarb Katolickiej Tradycji od modernizmu, Nowej Mszy i soborowych reform, konsekrowali czterech biskupów dokonując „operacji przeżycia”. W ten sposób zagwarantowali, że łaska i niezmieniona doktryna będą przekazywane dalej. Jako ich duchowi spadkobiercy pragniemy wyrazić nasze szczere poparcie dla stanowiska Waszej Ekscelencji wynikającego z wierności dla Kościoła Wszechczasów. Czyniąc to, nie chcemy robić nic innego, jak pić z tego samego źródła, którym jest Święty, Katolicki i Apostolski Kościół Rzymski, poza którym nie ma zbawienia.

Kiedy zaś ktokolwiek pyta nas, kiedy zostanie zawarte porozumienie z władzami w Rzymie, nasza odpowiedź jest prosta: kiedy Rzym powróci do Naszego Pana. W dniu, w którym rzymscy hierarchowie ponownie uznają Naszego Pana jako króla wszystkich ludzi i narodów, tego dnia to nie my wrócimy do Kościoła, ale ci, którzy usiłowali doprowadzić do upadku Kościoła katolickiego, którego my nigdy nie opuściliśmy. Tymczasem zaś sądzimy, że publicznie sprzeciwiając się i odrzucając soborowe błędy oraz tych, którzy je głoszą, czynimy to, co najbardziej konieczne w służbie dla Kościoła Naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Oby Najświętsza Maryja Panna, nasza Pani, która jako nasza Matka w Fatimie ostrzegała nas przed powagą naszych czasów, udzieliła papieżowi, biskupom i całemu światu łask niezbędnych do dokonania poświęcenia Rosji Jej Niepokalanemu Sercu oraz do rozprzestrzenienia od wschodu do zachodu wynagradzającego nabożeństwa pierwszych pięciu sobót miesiąca, aby w ten sposób porzucono modernizm i dusze wróciły do Katolickiej Wiary, pełnej i nienaruszonej, bez której nie można podobać się Panu Bogu.

Niech Bóg błogosławi Waszej Ekscelencji, Księdzu Arcybiskupowi Karolowi Marii Viganò.

+ Biskup Jan-Michał Faure                                            + Biskup Ryszard Williamson

+ Biskup Tomasz z Akwinu                                           + Biskup Gerard Zendejas


Komentarz Eleison nr DCLXXV (675)

22 czerwca 2020

GODNA PODZIWU ZMIANA KIERUNKU

Spójrz na horyzont! Tam promyk światła,

Kościelny hierarcha mówi prawdę!

Oto streszczenie publicznego listu arcybiskupa Viganò z dnia 9 czerwca 2020 roku dotyczącego Drugiego Soboru Watykańskiego:

Gratuluję, Księże Biskupie Schneider, Twojego ostatniego opracowania dotyczącego Drugiego Soboru Watykańskiego i fałszywej wolności religijnej. Ludzie mówią o „duchu soboru”. A czy kiedykolwiek mówiło się o „duchu Trydentu” czy jakiegokolwiek innego katolickiego soboru? Nie, nigdy, bo wszystkie inne sobory po prostu podążały za duchem Kościoła. Jakkolwiek dobry biskupie powinieneś strzec się wyolbrzymiana „nieścisłości”, które wymagały „prostowania” w dawnym nauczaniu Kościoła, bo bez względu na to, jakie by one były, to nie można ich zestawiać z tym, co zrobił Sobór Watykański II, który porównać można (nawet w treści) z Synodem w Pistoi w 1786 roku, który następnie został potępiony przez Kościół.

Podczas Soboru Watykańskiego II wielu z nas zostało oszukanych. W dobrej wierze zaufaliśmy w rzekomo dobre intencje tych, którzy promowali ekumenizm, który przemienił się w fałszywe nauczanie posoborowego Kościoła. Dziś większość katolików nie wierzy już w to, że poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia. To w dokumentach Soboru można znaleźć dwuznaczności, które otworzyły drogę do podkopywania wiary. Zaczęło się od spotkań międzyreligijnych, a ma się skończyć na uniwersalnej religii, z której prawdziwy Bóg zostanie wygnany. To wszystko zostało zaplanowane już dawno. Liczne współczesne błędy mają swoje korzenie w Soborze Watykańskim II, w którego tekstach można łatwo odnaleźć źródło tak częstych dziś aktów zdrady prawdziwej katolickiej wiary.  Sobór Watykański II jest teraz używany do usprawiedliwienia wszelkich aberracji, zważywszy, że jego teksty są niepowtarzalnie trudne do zinterpretowania i są sprzeczne z całą dotychczasową Tradycją Kościoła, czego nie uczynił nigdy żaden Sobór Kościoła.

Wyznaję teraz szczerze, że byłem w tamtym czasie zbyt bezwarunkowo posłuszny kościelnym władzom. Myślę, że wielu z nas nie mogłoby sobie nawet wyobrazić, że hierarchia może być niewierna wobec Kościoła, co widzimy szczególnie na przykładzie obecnego pontyfikatu. Wraz z wyborem Franciszka przynajmniej opadły maski spiskowców. Wreszcie uwolnili się od „pro-trydenckiego” Benedykta XVI, stali się wolni w dziele tworzenie Neo-Kościoła, aby zastąpić stary Kościół masońskim substytutem zarówno formy jak i istoty katolicyzmu.

Demokratyzacja, droga synodalna, kapłaństwo kobiet, powszechny ekumenizm, dialog, demitologizacja papiestwa, poprawność polityczna, teorie gender, sodomia, małżeństwa homoseksualne, antykoncepcja, kult imigrantów, ekologizm  jeśli nie zrozumiemy, że to wszystko ma swoje korzenie w Soborze Watykańskim II, nie zajdziemy lekarstwa.

Jednak zrozumienie tego wymaga wielkiej pokory. Przede wszystkim uznania, że przez dekady prowadzeni byliśmy w błędy, będąc w dobrej wierze, przez ludzi, którzy mieli autorytet, ale nie czuwali i nie strzegli Chrystusowego stada. Ci pasterze, którzy w złej wierze, wręcz z umyślnym zamiarem zdradzili Kościół, muszą zostać wskazani i ekskomunikowani. Mieliśmy bowiem zbyt wielu najemników, którzy bardziej niż o wierność wobec Kościoła troszczyli się o zadowalanie Chrystusowych wrogów.

Tak jak ja szczerze i ze spokojem byłem posłuszny wątpliwym poleceniom sześćdziesiąt lat temu, wierząc, że stanowią one pełen miłości głos Kościoła, tak dziś z taką samą szczerością i spokojem uznaję, że zostałem oszukany. Nie mogę teraz trwać w moim błędzie. Nie mogę też twierdzić, że wszystko widziałem jasno od początku. Wszyscy wiedzieliśmy, że Sobór był w mniejszym czy większym stopniu rewolucją, ale nikt z nas nie wyobrażał sobie, jak niszczycielska ona będzie. Moglibyśmy powiedzieć, że Benedykt XVI ją zwolnił, ale Franciszek udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że wśród pasterzy na szczycie Kościoła mamy do czynienia z czystą apostazją, podczas gdy owce są opuszczone i praktycznie pogardzane.

Deklaracja z Abu Dani („Bóg jest zadowolony z wszystkich religii”) jest dla katolika niewybaczalna. Prawdziwa miłość bliźniego nie szuka kompromisu z błędem. Jeśli któregoś dnia Franciszek odmówiłby dalszego grania w grę, zostałby usunięty, jak został usunięty Benedykt XVI, i zastąpiony. Ale Prawda pozostaje i zwycięży. Poza Kościołem nie ma zbawienia.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXIV (674)

13 czerwca 2020

ZŁO MODERNIZMU – V

Zła doktryna niekoniecznie oznacza, że dobra wola jest zła.

Dobra wola niekoniecznie oznacza, że mamy dobrą doktrynę.

Jest jeszcze przynajmniej jedna ważna myśl, którą należy omówić, nim pozostawimy modernizm samemu sobie (przynajmniej na tę chwilę). Chodzi o prorocze słowa księdza Fredericka Fabera (1814-1863), które dotyczą naszych czasów, a które nie raz pojawiały się na łamach niniejszych Komentarzy. Istota jego słów jest to, że w czasach ostatecznych ludzie będą czynić zło uważając, że czynią dobro.

Ma to sens. Bowiem nawet na końcu świata ludzie nadal będą mieć daną im przez Pana Boga naturę, która jako taka jest dobra, ale która leży u podstaw grzechu pierworodnego oraz ich grzechów uczynkowych, abstrahując od tego, jak ciężkie są one w ostatnich czasach (por. 2 Tm 3, 1-5). Przez wzgląd na ten fundament natury człowieka, który leży u podstaw nawet wrodzonego grzechu pierworodnego, ludzie mają w głębi duszy skłonność do dobra. Jednak masy ludzkie pod wodzą Antychrysta oraz tych, którzy będą przygotowywać jego przyjście, zgodzą się na jego zło, to aktualne oraz przyszłe. Jak to możliwe, że będą w nich jednocześnie dobro i zło?

Ludzka wola nie może chcieć niczego, co uprzednio nie zostało poznane za pomocą umysłu. Każde ludzkie pragnienie musi zostać poprzedzone ludzką myślą. Pragnienie nie-przedmiotu może być tylko nie-pragnieniem. Dlatego wola zależy od rozumu, który musi poznać obiekt pragnienia. Pomiędzy każdym pragnieniem a jego obiektem musi być rozum, zakładając zawsze, że rozum jest w stanie poznawać. I oto przychodzi Kant, który stwierdza, że umysł nie może poznać realnych obiektów i pojmuje jedynie to, co sam tworzy. Oznacza to, że wola oraz przedmiot pragnienia nie są już ze sobą połączone we właściwy sposób. Z tego zaś wynika, że dobra wola może pragnąć czegoś  w rzeczywistości złego, a zła wola może pragnąć czegoś w rzeczywistości dobrego. Jednakże biorąc pod uwagę grzech pierworodny, ta druga możliwość jest znacznie rzadsza. Gdy zatem Kant uwolnił umysł od obiektywnej rzeczywistości, sprawił jednocześnie, iż woli jest o wiele łatwiej pragnąc to, co wydaje się dobre, ale jest tak naprawdę złe. Dlatego w dzisiejszym świecie umysłów uwolnionych od obiektywnej rzeczywistości łatwo jest być człowiekiem dobrej woli, nawet jeśli to, czego się chce, nie jest w rzeczywistości dobre, ponieważ ludzki umysł został radykalnie okaleczony.

Oto co zapowiadał ks. Faber. Mówił on, że na końca świata prawdziwym problemem nie będą złe serca czy zła wola, ale dobre serca z okaleczonym umysłem, czyli innymi słowy dobre serca ze złymi zasadami. Co to oznacza w praktyce? Dokładnie to, iż dziś jest wielu katolików, którzy mogą mieć wiarę oraz którzy chcą dobrze, ale których umysły funkcjonują w sposób nieprawidłowy, ponieważ podążają oni – świadomie, choć częściej nieświadomie – za nauczaniem Kanta, tak że ich dobra wola jest w ten sposób prowadzona w złą stronę. Z tego też względu nie potrafią oni zobaczyć, że Neo-Kościół jest gangreną atakującą prawdziwy Kościół Katolicki, czy też tego, jak założone przez Arcybiskupa Lefebvre Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X jest infekowane gangreną przez jego następców. W wielu przypadkach ślepota takich dusz nie musi wynikać ze zjadliwości lub braku dobrej woli.

Z powyższego wynika, że w kontaktach z takimi duszami, w którym subiektywne przekonania są oderwane od obiektywnej rzeczywistości przez cały świat okaleczony przez Kanta, katolik może łatwo popełnić dwa przeciwstawne, choć łączące się ze sobą błędy. Bądź może on powiedzieć, że takie dusze są tak niewinne w sercu, że nie mogą się mylić w umyśle, dlatego Neo-Kościół nie może się mylić i należy dołączyć do niego, Pachamamy i spółki – jak zachowują się dziś przywódcy Neo-Bractwa i wszyscy, którzy za nimi podążają. Bądź to może on powiedzieć, że błędy w umyśle Neo-Kościoła oraz Neo-Bractwa dążącego do przyłączenia się do niego są tak poważne, że nie może to być ani prawdziwy Kościół, ani prawdziwe Bractwo i muszą zostać absolutnie odrzuceni – jak argumentują i zachowują się ci, którzy znani są jako sedewakantyści oraz ci, którzy odmawiają sobie etykiety sedewakantyzmu, ale przyjmują taką postawę.

Wręcz przeciwnie, jeśli zrozumiem, w jaki sposób Kant rozpoczął rozdzielanie podmiotu od przedmiotu, nie powiem ani tego, że takie dusze są dobrej woli i dlatego ich doktryna jest dobra, ani tego, że ich doktryna jest fałszywa, zatem muszą mieć złą wolę. Zamiast tego powiem, że subiektywnie mogą mieć oni dobrą wolę, ale w każdym razie obiektywnie mają tak złą doktrynę, że ze względu na moje wieczne zbawienie nie mogę za nimi podążać czy z nimi sympatyzować. Dlatego też ze świętym różańcem w ręku będę błagać Matkę Bożą, aby zachowała moje serce oraz umysł w prawdzie.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXIII (673)

6 czerwca 2020

ZŁO MODERNIZMU – IV

Soborowa perfidia nie ma precedensu,

Człowiek bez prawdy został skrzywiony przez Kanta.

Niniejsze Komentarze w dniu 21 marca 2020 roku wskazywały, że coraz bardziej widoczne są „niepojęta przewrotność, pycha i perfidia Kanta”. Wydawać się może, że w ustach katolika są to bardzo ostre słowa dotyczące słynnego i jedynie świeckiego filozofa. Jednak nie miał on wpływu tylko na sprawy świeckie. Wszyscy ci, którzy naprawdę rozumieją rewolucję w Kościele wywołaną przez Sobór Watykański II (1962-65) powinni rozpoznać jej cechy charakterystyczne: przewrotność, pychę i perfidię. Ponowne ostre słowa? Przyjrzymy się po pierwsze w jaki sposób te trzy cechy odnoszą się do zasady, iż rozum jest niezdolny do poznania przedmiotu, obiektywnie istniejącej poza nim rzeczywistości, do czego przecież został stworzony przez Pana Boga (jednak jak mówił wielki teolog o. Garrigou-Lagrange OP (1877-1964), kantyzm został zaprojektowany przez Kanta jako forteca mająca uniemożliwić dostęp Boga). Po drugie zaś, przeanalizujemy, jak te cechy charakterystyczne odnoszą się do zapoczątkowanego w latach sześćdziesiątych XX wieku posoborowia.

PRZEWROTNOŚĆ kantyzmu

Kiedy św. Tomasz z Akwinu w Summie Teologicznej (2a2ae, Q. 154, art. 12) pragnie wykazać najwyższe zło homoseksualizmu wśród innych grzechów przeciwko czystości, czyni to porównując go do zaprzeczenia wrodzonych, wynikających z natury zasad umysłu. Tymczasem Kant zaprzecza nie tylko jednej czy dwóm zasadom myślenia, lecz neguje zastosowanie każdej wrodzonej, wnikającej z natury zasady umysłu do zewnętrznej rzeczywistości. Kantyzm jest w najwyższym stopniu przewrotny i czyż nie potwierdza tego to, jak bardzo rozpowszechniony jest grzech przeciwko naturze wśród uczniów naszych kantowskich „uniwersytetów”?

i posoborowia

Wśród soborowych dokumentów odnajdziemy konstytucję Dei Verbum, która w rozdziale 8 paragrafie 2 podaje dwuznaczną definicję żywej Tradycji, w imię której Jan Paweł II potępił niezmienną Tradycję Katolicką, w imię której Arcybiskup Lefebvre konsekrował w czerwcu 1988 roku czterech biskupów. Innymi słowy, katolicka Prawda zmienia się przez wieki tak, iż nie jest już dłużej akceptowalne rozumienie Tradycji tak, jak czynił do Arcybiskup, tj. jako obiektywnej i niezmiennej. Takie rozmywanie katolickiej Prawdy jest całkowicie przewrotne.

PYCHA kantyzmu

Jeśli stworzona przez Pana Boga rzeczywistość taka, jaka jest, nie może zostać poznana przeze mnie, ponieważ nie mogę wyjść poza to, co pokazują mi zmysły i jeśli, jak twierdzi kantyzm, odtwarzam rzeczywistość z tych zmysłowych doświadczeń w zgodzie z wcześniejszymi zasadami mojego własnego umysłu, wówczas staje się twórcą rzeczywistości, wszystko jest wymyślane przez mnie, zajmuje miejsce Boga. Zaiste Pan Bóg bardzo rzadko czyni się dostrzegalnym dla ludzkich zmysłów, nawet gdy św. Tomasz dotykał Wcielonego, ten apostoł potrzebował aktu wiary, by wierzyć w Chrystusowe Bóstwo (J 20, 28). Zatem Bóg jest za tym, co poznajemy poprzez zmysły. Według Kanta oznacza to, że jest niedostępny dla mojego umysły. On zależy od tego, czy mam wolę wierzyć w niego. W ten oto sposób nie to co wiem, ale to co chcę jest prawdziwe. Teraz chcę Boga, więc Bóg istnieje. Czy można sobie wyobrazić bardziej kruchą podstawę Bożego istnienia? A jeśli Bóg zależy od tego, czy chcę albo nie, aby istniał, to czy istnieje bardziej szalona pycha?

i posoborowia

Jak przedstawił do szczegółowo ks. Calderón w swojej książce dotyczącej Soboru Watykańskie II pt. Prometeusz, religia człowieka, kluczowa dla współczesnego człowieka, do którego Sobór pragnie dopasować Bożą religię, jest wolność. Współczesny człowiek nie chcę zaakceptować żadnej obiektywnej prawdy, która uwięziłaby jego umysł, żadnego obiektywnego prawa moralnego, które kierowałoby jego wolą, żadnej łaski, która uzdrawiałaby jego naturę w jakimkolwiek innym celu, niż własna wolność tej natury. W skrócie: współczesny człowiek nie chce mieć nad sobą nikogo ani niczego. On jest najwyższym stworzeniem poprzez swą wolność. Człowiek jest nawet w wyższym stopniu wolny, niż Pan Bóg, ponieważ ma wolność wybierania zła, czego nie może zrobić Pan Bóg. Ponownie, czy może być bardziej szalona pycha?

PERFIDIA kantyzmu

Zaprzeczenie temu, że umysł może poznawać rzeczywistość poprzez zmysłowe doświadczenie, jak czyni to kantyzm, oznacza zaprzeczenie temu, że rzeczy są, czym są. To roszczenie sobie zupełnie absurdalnych pretensji, że od mojego umysłu zależy to, czym one są. W ten oto sposób, aby żyć czy wręcz przeżyć, mój wspaniały umysł ma obowiązek stwarzania posiłków na tym, co wydaje się być moim stołem w kuchni, w przeciwnym razie stanę się głodny. W ten sam sposób stwarzam wszystkie rzeczy potrzebne do życia codziennego. Dzięki temu mogę zachowywać się na co dzień jak normalny nie-kantysta i oszukiwać ludzi, że nie jestem kompletnym wariatem. Bowiem gdybym powiedział im, że mój umysł stwarza śniadanie wówczas zdaliby sobie sprawę, że mają do czynienia z szaleńcem. W ten sposób mogę ukryć moją wewnętrzną zdradę zewnętrznej rzeczywistości. To jest potencjalna perfidia.

i posoborowia

Sobór Watykański II jest nie tylko potencjalnie, ale rzeczywiście perfidny. Jak bowiem przedstawił to szczegółowo ks. Calderón, jego istotą było stworzenie nowego, skoncentrowanego na człowieku humanizmu, który byłby w stanie podawać się cały czas za ukierunkowany na Boga katolicyzm. Obiektywne pułapki i oszustwa zostały zapisane w soborowych dokumentach już od samego początku.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXII (672)

31 maja 2020

GODNY PODZIWU APEL

Wreszcie! Niektórzy hierarchowie nie są już mili,

Gdy walczą z diabłem, muszą ponieść trud!

Odkąd ponad dwa miesiące temu z powodu nieuczciwych doniesień o niebezpieczeństwie „koronawirusa” wypuszczonego z Chin rządy na całym świecie poddały kontroli życie mieszkańców, uczciwi eksperci nie przestają zaprzeczać tym doniesieniom. Elementem tej kontroli były także poważne środki zastosowane przeciwko katolikom pragnącym uczestniczyć we Mszy Świętej czy liturgii Wielkiego Tygodnia. W tamtym czasie przywódcy Kościoła i świeccy stawiali minimalny opór. Ale na początku tego miesiące pewni hierarchowie opublikowali „Apel do Kościoła i świata”, w którym otwarcie potępiono złowrogie siły stojące za tzw. pandemią, choć nie zostały jasno nazwane. Był to najwyższy czas, by katolicy usłyszeli od wysokich kościelnych dostojników, że są prowadzeni jak owce na rzeź przez wilki Antychrysta przebrane za przyjaciół ludzkości. Oto podsumowanie liczącego sobie 1375 słów Apelu:

W obliczu obecnego kryzysu, my, podpisani niżej hierarchowie Kościoła, uważamy za nasz obowiązek skierowanie Apelu do wszystkich katolików i ludzi dobrej woli. Prawa ludzi zostały bowiem naruszone poprzez środki podjęte przez rządy na całym świecie pod pretekstem walki z koronawirusem, które doprowadziły do szeregu ograniczeń, choć fakty jasno pokazują, że wywołana została w sposób nieuzasadniony i nieproporcjonalny panika medialna związana z wirusem. Uważamy, że istnieją siły, które mają interes w wywoływaniu paniki wśród ludności wyłącznie celem trwałego narzucenia niedopuszczalnych form ograniczania wolności, kontroli osób i śledzenia ich ruchów oraz  że jest to niepokojące preludium do powstania rządu światowego wymykającego się spod wszelkiej kontroli. Zastosowane środki zrujnowały gospodarkę, sprzyjają ingerencji sił zewnętrznych, podczas gdy rządy powinny chronić swych obywateli, a nie pozwalać na inżynierię społeczną zmierzającą do rozbijania rodzin i izolowania i izolacji poszczególnych osób. 

Niech naukowcy mówią prawdę i wystrzegają się podejrzanych interesów oraz koncernów farmaceutycznych szukających olbrzymich zysków z drogich metod leczenia nie tak groźnego wirusa. Niech rządy zdecydowanie unikają stosowania systemów śledzenia czy też innych form namierzania lokalizacji swoich obywateli. Niech nie popierają ukrytych intencji stworzenia ponadnarodowej instytucji, która ma do zrealizowania bardzo mocne interesy ekonomiczne i polityczne. Niech obywatelom zostanie zagwarantowana wolność odmowy szczepień, zaś samozwańczym eksperci nie zostanie przyznany żaden immunitet. Niech środki masowego przekazu mówią prawdę i nie stosując różnych form cenzury, jak to ma teraz miejsce, by narzucić jedną narrację, czyli de facto podstępną formę dyktatury, tym skuteczniejszą, że subtelną.

Wreszcie, niech wszyscy pamiętają, że Nasz Pan Jezus Chrystus udzielił swojemu Kościołowi pełnej autonomii od państwa, by sprawował Boży kult, uczył i kierował swoich członków zgodnie ze swym celem, którym jest chwała Pana Boga i zbawienie dusz. Państwo nie ma prawa ingerować w przepisy Kościoła dotyczące jego spraw, nie ma prawa w żadnym zakresie ograniczać suwerenności prawdziwego Kościoła Bożego, nie ma prawa w żaden sposób ograniczać czy zakazywać publicznego kultu czy wykonywania obowiązków przez katolickich kapłanów. Dlatego też wszystkie ograniczenia dotyczące katolickiego kultu winny zostać zniesione. Jeśli obywatele mają obowiązki wobec państwa, to mają także prawa, do których należy poszanowanie prawa naturalnego oraz pierwszeństwo spraw Bożych.

Walczymy przeciwko niewidzialnemu wrogowi, który stara się podzielić ludzi, oddzielić dzieci od rodziców, wnuków od dziadków, dusze od kapłanów, uczniów od nauczycieli itd., w skrócie wymazać całe wieki chrześcijańskiej cywilizacji poprzez nienawistną technologiczną tyranię, w której ludzie bezimienni i bez twarzy mogą decydować o losach świata, sprowadzając nas do wymiaru rzeczywistości wirtualnej. Ale Chrystus zwycięży. Modlimy się za rządzących, którzy poniosą specjalną odpowiedzialność przez Bożym Trybunałem. Błagamy Chrystusa Pana, by chronił swój Kościół. Oby Nasz Pan zniweczył plany dzieci ciemności.

Apel ten został podpisany przez wielu wybitnych świeckich oraz kilku hierarchów.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXXI (671)

23 maja 2020

WYBRAKOWANI MĘŻCZYŹNI

Czy mężczyźni będą znów mężczyznami, nie miękkimi i głupimi?

Jeśli nie, wówczas muszą wiele wycierpieć, czy tego chcą czy nie.

Kiedy Autorytet porzuca Prawdę w Kościele katolickim, jak to się dzieje od czasów Soboru Watykańskiego II, wówczas łatwiej jest powiedzieć, niż to zrobić, by kroczyć po cienkiej linii pomiędzy herezją po lewo i schizmą po prawo. Nie dziwi zatem, że ostrzejsze niż zwykle uwagi, jak komentarz Arcybiskupa Lefebvre cytowany w ostatnich wydaniach niniejszych Komentarzy, budzą zainteresowanie.

Pewien świecki powątpiewał nawet w prawdziwość tego komentarza. Czy słodki Arcybiskup naprawdę mógł powiedzieć coś takiego? Tak, zrobił to. Oryginale słowa są nawet nieco mniej eleganckie niż cytat, ale ich istota jest dokładnie taka: „Jedyne co możemy zrobić, to zabrać drabinę (tzn. zerwać kontakt). Nie możemy nic zrobić z tymi ludźmi (posoborowymi Rzymianami). Co mamy z nimi wspólnego? Nic! To nie jest możliwe. To nie jest możliwe” (6 września 1990 roku). Opis nagrania to: Audio Retrec – PASCALE90 lub SACERDOTALE90. Jednakże każdy, kto chciałby samemu sprawdzić cytat niech uważa na „poprawione” kolekcje nagrań Arcybiskupa, ponieważ każde z jego mocnych słów, jak tych dotyczących posoborowców w Rzymie, mogło zostać wycięte przez „redaktorów” z prorzymskiego Neo-Bractwa.

Innym czytelnikiem, który zareagował na cytat, jest ksiądz z Novus Ordo, obecnie przyjęty do jednego z przeoratów Neo-Bractwa w Szwajcarii (wedle naszej najlepszej wiedzy bez otrzymywania święceń sub conditione.). Uważa on, że „sytuacja jest dzisiaj naprawdę inna”, ponieważ obecne pokolenie hierarchów w Rzymie jest inną rasą niż ta, której Arcybiskup stawiał opór w latach osiemdziesiątych XX wieku, a najlepsi z nich pragną prawdziwej odnowy Kościoła. Jego zdaniem zastosowanie stanowiska Arcybiskupa w dzisiejszych czasach daje tylko dwie możliwości – albo Ruch Oporu albo sedewakantyzm.

Ale, Drogi Księże, jeśli obecne pokolenie kościelnych hierarchów miałoby być inne od tamtych duchownych-zdrajców z czasów Arcybiskupa, którzy robili wszystko co mogli, by zniszczyć prawdziwy Kościół, to czy zrozumieli oni (w ogóle przeczytali) encyklikę Pascendi? A jaką korzyść przynoszą słodcy hierarchowie o dobrych intencjach dla Wiary czy też Kościoła, FSSPX czy Ruchu Oporu, jeśli nie zrozumieli oni, że problemem jest umysł z gumy, które nie potrafi pojąć prawdy potępiającej błąd czy dogmatu potępiającego herezję. Gumowy umysł okazujący sympatię Tradycji w zasadzie nie nie jest dla Tradycji bardziej pożyteczny od gumowego umysłu potępiającego Tradycję. Nie jest prawdą, że sytuacja dziś jest „naprawdę inna” od czasów Arcybiskupa. Znakiem, że kapłan zrozumiał problem byłoby – mówiąc w przenośni –  że chce udać się do Rzymu z karabinem maszynowym, aby wysłać wszystkie słodziaczki na spotkanie z ich Stwórcą. Krótko mówiąc: Ruch Oporu musi pozostać na drodze, w innym razie droga popęka, by zrodzić kamienie, które będą krzyczeć prawdę w miejsce milczących pasterzy i ich niezdolnych do szczekania psów (por. Łk 19, 40). Ruch Oporu nie może się poddać i oby się nie poddał!

Na koniec stara się Ksiądz pocieszyć nas wieściami z Bractwa. Przełożony Generalny Neo-Bractwa powiedział w lutym na spotkaniu wszystkich przeorów Neo-Bractwa we Francji, iż rozmowy między FSSPX a Rzymem stoją w martwym punkcie, gdyż FSSPX naciska na pierwszeństwo kwestii doktrynalnych  dobra robota księże Pagliarani  – podczas gdy Rzym naciska na zawarcie najpierw porozumienia praktycznego. Ale czy Rzym ma się czym niepokoić? Czyż nie wystarczy jedynie czekać, aż dojrzałe owoce wpadną w jego ręce? Biskup Tissier czuje się już tak źle, że podobno w Écône zamieniono pokój w mały szpital, aby mógł się do niego wprowadzić. Tylko dwóch biskupów FSSPX pozostało, aby otoczyć opieką duszpasterską ogólnoświatowy apostolat. Albo Przełożony Generalny podporządkuje się warunkom Rzymu dotyczącym konsekracji kolejnych biskupów, kontynuując tym samym linie swojego poprzednika polegającą na udobruchaniu sobie kościelnych dostojników, którzy – jakkolwiek wydawać się mogą słodcy – stracili Wiarę, jak mówił Arcybiskup. Albo będzie on musiał doprowadzić do sakr bez papieskiego mandatu, jak zrobił Arcybiskup. Ale czy Neo-Bractwo podążyłoby heroiczną drogą Arcybiskupa przeciwstawiania się (przynajmniej) obiektywnym zdrajcom w Rzymie? Można w to wątpić.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXX (670)

16 maja 2020

ZABIERANIE DRABINY – III

Rzymianie zdają się gruchać jak gołębie

Lecz swoją zdobycz rozdzierają niczym sokół.

Dwa ostatnie wydania niniejszych Komentarzy nr 668 z dnia 2 maja oraz numer 669 z dnia 9 maja starały się bronić pozornej ostrości pożegnalnej rady Arcybiskupa Levebvre z 1990 roku przekazanej kapłanom Bractwa, które założył, a której istotą jest zalecenie, aby nie mieli nic wspólnego z hierarchami posoborowego Kościoła w Rzymie. Komentarz nr 668 podkreślał ciężar błędu subiektywizmu, który jak wskazywał Arcybiskup stanowił fundament głównych tekstów Soboru Watykańskiego II. Komentarz nr 669 z kolei podkreślał, że szacunek i miłość bliźniego są należne hierarchom Kościoła Naszego Pana, ale powtórzmy to jeszcze raz: subiektywizm, w którym tkwią jest wielkim błędem zagrażającym wierze Kościoła, zaś należny szacunek i miłość bliźniego muszą być proporcjonalne do wiary, a nie odwrotnie. Ponieważ jednak owa pozorna ostrość może wymagać dalszego wyjaśnienia, rozwiniemy zatem w niniejszym Komentarzu poprzednie wydania.

Po pierwsze, krótkie przypomnienie dotyczące historii Bractwa, a mianowicie okresu pomiędzy rokiem 1988 a rokiem 2012. W 1988 roku Arcybiskup Marcel Lefebvre u kresu swojej długiej i znakomitej służby dla Kościoła dokonał aktu pozornie szkodliwego dla Kościoła, tj. konsekrował czterech biskupów wbrew woli papieża Jana Pawła II w celu obrony Wiary i Kościoła przed zniszczeniem powodowanym przez nową posoborową religię, którą na całym świecie promował papież. Oczywiście Jan Paweł II nie zrozumiał działania Arcybiskupa i zachował się jak jedna ze świń, przed którymi jak przestrzegał Nasz Pan nie należy rzucać pereł, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, nas nie poszarpały. Zaiste do roku 2000 Jan Paweł II deptał Tradycję Kościoła, której bronił Arcybiskup, i robił co tylko mógł, aby rozszarpać Bractwo.

Jednak na całym świecie było wielu poważnych i wierzących katolików, którzy w pełni zrozumieli i wspierali Arcybiskupa, zjednoczyli się wspierając go i w ten sposób Bractwo zapewne przeżywało swoje złote lata, kiedy broniło Wiary pomiędzy rokiem 1988 a rokiem 2000. W rezultacie deptanie Bractwa przez Rzym nie tylko nie przyniosło sukcesu, ale wywołało odwrotny od zamierzonego efekt, tj. przyciągało coraz więcej i więcej zainteresowanych odkryciem, dzięki Arcybiskupowi i jego Bractwu, prawdziwych pereł Tradycji Kościoła. Porażka planu hierarchów Neo-Kościoła, by wdeptać te perły w błoto stała się całkowicie jasna, kiedy wiosną 2000 roku Bractwo zorganizowało z sukcesem pielgrzymkę jubileuszową do Rzymu. Właśnie wtedy „rzymskie świnie” zmieniły swoją strategię. Zamieniły kij na marchewkę i zaczęły gruchać jak gołębie, by skusić Bractwo do wyjścia z niezdobytej twierdzy doktryny na ruchome piaski dyplomacji. Arcybiskup zmarł w 1991 roku, zatem jego charyzma i mądrość nie mogły zapobiec temu, by jego stosunkowo młody następca nie został zwiedziony przez gruchanie tych, którzy wydawali się być gołębiami.

W ten oto sposób linia frontu walki o Wiarę została nakreślona na nowo. Przełożeni Bractwa przeszli do wroga. Większy ich gniew wywołuje dziś mały Ruch Oporu niż głęboko posoborowy Rzym. Niemniej jednak obecni przełożeni Bractwa nie podpisali jeszcze aktu poddania się Rzymianom i nadal spora liczba kapłanów Bractwa jest przeciwna takiemu poddaniu. Niewątpliwie każdy katolik powinien sobie życzyć, aby Bractwo nigdy nie przestało walczyć o to, o co walczył Arcybiskup Lefebvre.

A co z jego „ostrością”? Pachamama jest zaledwie jednym, bardzo jasnym potwierdzeniem tego, jak bardzo miał on rację, kiedy bił na alarm i działał zdając sobie sprawę z tego, do czego zaprowadzi Sobór Watykański II. Takie same „świnie” gruchały jak gołębie także w czasie Soboru (1962-1965), aby oszukać wielką liczbę katolickich owiec i pasterzy w tamtym czasie. I większość z nich bynajmniej nie obudziła się później, przez kolejne 55 lat aż do dziś. Ale Arcybiskup rozumiał wartość dobrej filozofii, której uczył się w seminarium, a która wzmacnia rozsądek. Dlatego też oceniał on wszystko w świetle prawdziwych zasad i Wiary. W tym zaś świetle nowoczesny świat i jego nieszczęsny Sobór są godni ubolewania, bo mają jedynie pozory chrześcijaństwa, podczas gdy istota staje się kompletnie inna. Sam Pan Bóg powiedział do Lota, aby uchodził w góry i nie oglądał się za siebie. To dobra rada, choć trudna do zastosowania w świecie, który cały pogrążony jest w szaleństwie.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXIX (669)

9 maja 2020

ZABIERANIE DRABINY – II

Od Rzymu, tak długo jak króluje tam Pachamama,

Muszę trzymać się z daleka, to oczywiste!

Tydzień temu na łamach niniejszych Komentarzy zacytowane zostały słowa Arcybiskupa Lefebvre z 1990 roku dotyczące sposobu myślenia rzymskich hierarchów stojących na czele posoborowego Kościoła. Konkluzja była bardzo mocna:

Jedyne co możemy zrobić, to zabrać drabinę (tzn. zerwać kontakt). Nie możemy nic zrobić z tymi ludźmi, bo nie mamy z nimi nic wspólnego.

Może się wydawać, że w słowach tych brakuje miłosierdzia, a przynajmniej szacunku należnego dostojnikom Kościoła Naszego Pana, ale w rzeczywistości nie są one ani niemiłosierne ani lekceważące, a to dlatego, iż głównym celem Kościoła Chrystusowego jest (1) katolicka Wiara (2) na której bazuje miłość bliźniego oraz (3) szacunek wobec hierarchów, którzy mają za zadanie opiekować się Kościołem.

(1) Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu. Przystępujący bowiem do Boga musi uwierzyć, że Bóg jest i że wynagradza tych, którzy Go szukają (Hbr 6, 11). Zatem drodzy ateiści, uwierzcie w Pana Boga, zwróćcie uwagę, że on nagradza tych, którzy Go szukają, zatem jeśli będziecie wytrwali w szukaniu Go, waszą nagrodą będzie najpewniej to, że Go odnajdziecie, co potwierdzają liczne cytaty z Pisma Świętego, ale to historia na inny dzień! Wszystkie dusze, dzięki którym istnieją ludzie, pochodzą od Pana Boga, który pragnie, by krótkie ziemskie życie zostało przez nas wykorzystane do wybrania powrotu do Niego, do wybrania wiecznego szczęścia w niebie. Wprawdzie do takiego wyboru zachęca nas całe dobro istniejące w dziełach Stwórcy, jednak zniechęcani jesteśmy do dokonania takiego wyboru przez trzech wielkich wrogów dusz: świat, ciało i szatana, przez zło, które Pan Bóg zdecydował się dopuścić w swoim stworzeniu. Przed nami zatem fundamentalna decyzja, którą musimy podjąć, a która wymaga cnoty, gdyż bez niej skłonie się do zła i odejdę od Pana Boga.

W obliczu dobra istniejącego w dziełach Stwórcy św. Paweł Apostoł pisze o tych, którzy je widzą i nie wierzą w Boga, że nie mogą się wymówić od winy (Rz 1, 20). Niemniej sam Pan Bóg pozostaje co do zasady niewidzialny (por. Kol 1, 15), a zatem pierwszą cnotą konieczną, by kroczyć ku Niemu jest cnota wiary, poprzez którą niejako czynię skok od tego, co widzę moimi oczami do tego tego czy raczej Kogo, którego muszę poznać moim umysłem, a który jest za tym, co widzę moimi oczami. Stąd też Sobór Trydencki nazywa wiarę „początkiem zbawienia”, zaś Kościół katolicki w Credo po prostu wskazuje, w co muszę wierzyć, aby mieć wiarę w prawdę, a nie fałsz, o Panu Bogu.

(2) W ludzkiej woli nie może być pragnienia, którego nie poprzedza jakaś myśl w umyśle danego człowieka. Pragnienie bez przedmiotu nie jest pragnieniem. Zaś ten przedmiot jest przedstawiany woli przez umysł.

Skoro zatem miłość bliźniego jest pragnieniem tkwiącym w woli, wymaga ona uprzedniej myśli w ludzkim umyśle. Jeśli zaś miłość bliźniego ma być naprawdę nadprzyrodzona, a nie czysto ludzka czy sentymentalna, to wymaga ona nadprzyrodzonego obiektu w umyśle, obiektu, w który wierzymy poprzez wiarę. Dlatego też prawdziwa miłość bliźniego wymaga prawdziwej wiary, a bez prawdziwej wiary nie może być prawdziwej miłości bliźniego. Z tego zaś wynika, że jeśli współcześni rzymscy hierarchowie mają wiarę co najmniej poważnie zanieczyszczoną przez Sobór Watykański II, co z całą pewnością ma miejsce, wówczas wszyscy ludzie, którzy pragną zachować prawdziwą wiarę muszą być czujni i trzymać się z daleka od tych hierarchów, żeby nie zanieczyścić swojej wiary. Innymi słowy trzeba ich przestrzegać, że muszą „zabrać drabinę” (tzn. zerwać kontakt).

(3) Skoro zaś tym którzy zasiadali na katedrze Mojżesza (Mt 23, 2) należał się szacunek przez wgląd na katedrę Mojżesza, o ileż większy należy się Stolicy Piotrowej w Rzymie. Nie można jednak zapominać, ze kościelni dostojnicy mają obowiązki wobec dusz i za ich wypełnienia poniosą straszliwą odpowiedzialność na sądzie indywidualnym. Przede wszystkim wiara ma pierwszeństwo, tak iż ani miłość bliźniego ani szacunek do hierarchii nie może narażać ani mojej duszy, ani duszy kogokolwiek innego na zanieczyszczenie wiary przez nieroztropne kontakty, które na takie zanieczyszczenie narażają. Posoborowcy w 2020 roku są cały czas głosicielami bałwochwalczego kultu człowieka rozpowszechnionego przez ich paskudny Sobór. Arcybiskup miał rację – trzeba „zabrać drabinę”. Katolicy i posoborowcy są bowiem w stanie religijnej wojny i jest to wojna na śmierć i życie.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXVIII (668)

2 maja 2020

ZABIERANIE DRABINY – I

Na próżno Rzymianie atakowali.

Dlatego świnie gruchają teraz jak gołębie.

Wielu ludzi, którzy powinni słuchać Arcybiskupa Lefebvre już tego nie robi, jakby wiedzieli lepiej, albo jakby pod koniec swojego życia, po tym jak konsekrował czterech biskupów dla Bractwa Św. Piusa X, aby zapewnić mu przetrwanie, nie miał on nic więcej znaczącego do powiedzenia czy do zrobienia. Tymczasem we wrześniu 1990 roku Opatrzność dała mu możliwość wygłoszenia w Écône rekolekcji dla kapłanów, podczas których mógł przekazać im – a przynajmniej tym, którzy chcieli go słuchać – swoje wskazówki na temat ich przyszłości. Zacytujmy raz jeszcze jeden z najważniejszych fragmentów tych rekolekcji i westchnijmy ze smutkiem, że nie został on wysłuchany ani zrozumiany:

Ta walka między Kościołem a liberalnymi modernistami jest tą samą walką, jak w czasie Soboru Watykańskiego II. Nie jest ona aż tak skomplikowana. Ale efekty są daleko idące. Im bardziej analizuje się dokumenty Soboru Watykańskiego II wraz z interpretacją nadaną im przez władze Kościoła po Soborze, tym bardziej uświadamiamy sobie, że problemem nie są tylko pewne błędy, takie jak ekumenizm, wolność religijna, kolegialność czy jakaś forma liberalizmu, ale kompletne wypaczenie umysłu. Jest to nowa filozofia oparta na współczesnej filozofii modernizmu. Książka opublikowana właśnie przez niemieckiego teologa Johannes Dörmann i która mam nadzieję wkrótce znajdzie się w waszych rękach, jest bardzo pouczająca w tym względzie. Komentuje on sposób myślenia papieża Jana Pawła II, w szczególności na podstawie rekolekcji, które głosił w Watykanie jeszcze jako biskup. Dörmann pokazuje, że myślenie papieża jest całkowicie subiektywne. Gdy dokładnie czyta się jego przemówienia wówczas odkrywa się, że tak właśnie jest. Wbrew temu, jak to wszystko jest prezentowane, to nie jest katolickie.

Papieskie rozumienie Boga, Naszego Pana, pochodzi z głębi ludzkiej świadomości, a nie z obiektywnego Objawienia, któremu człowiek podporządkowuje swój umysł. Człowiek tworzy własną ideę Boga. Niedawno na przykład papież powiedział, że idea Trójcy Świętej mogła powstać dopiero niedawno, ponieważ wewnętrzna psychologia człowieka musiała być zdolna do wzniesienia się do Trójcy Świętej. Dlatego też idea Trójcy Świętej pochodzi nie z zewnętrznego objawienia, ale z wewnętrznej głębi ludzkiej świadomości. Oto zupełnie inna koncepcja Objawienia, Wiary i filozofii, to jest całkowite wypaczenie. Jak się z tego wydostać?  Nie mam pojęcia, w każdym razie taka jest rzeczywistość. To nie są małe błędy. Wchodzimy w nurt filozofii sięgającej Kartezjusza i Kanta, całej linii współczesnych filozofów, którzy utorowali drogę do rewolucji.

Arcybiskup cytuje następnie papieża Jana Pawła II, który mówi, że ruch ekumeniczny jest jego „pierwszorzędną troską duszpasterską”, jak widzimy wprowadzaną w życie przez nieustanne przyjmowanie delegacji pochodzących z różnego rodzaju sekt i religii, a jednak – jak wskazywał Arcybiskup – cały ten ekumenizm nie sprawił, że Kościół się rozrósł i nie może tego zrobić. Doprowadził on wyłącznie do utwierdzenia niekatolików w ich błędach, bez jakiejkolwiek próby ich nawrócenia. Wreszcie Arcybiskup przywołuje papieskiego Sekretarza Stanu kardynała Casaroli, a konkretnie jego przemówienie do Komisji Praw Człowieka ONZ, w którym – cytując z kolei papieża – wskazywał, że wolność religijna jest jak kamień węgielny budowy praw człowieka. Człowiek, i każdy człowiek, jest głównym przedmiotem troski Stolicy Apostolskiej, podobnie jak bez wątpienia także waszym (tj. ONZ), podsumował kardynał. A Arcybiskup tak kończy rekolekcje dla kapłanów Bractwa stojących przed nim –

Jedyne co możemy zrobić, to zabrać drabinę (tzn. zerwać kontakt). Nie możemy nic zrobić z tymi ludźmi, bo nie mamy z nimi nic wspólnego.

Jest to jedyny prawidłowy wniosek, kiedy staje się w obliczu ludzi, dla których fundamentem jest negowanie istnienia obiektywnej rzeczywistości poza ludzkim umysłem czy też zdolności umysłu do poznania obiektywnej rzeczywistości istniejącej poza nim. Są oni chorzy psychicznie, są jak świnie, przed którymi nie należy rzucać pereł, jak mówi nasz Pan, „by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały” (Mt 7, 6). A czyż posoborowy Rzym przez ostatnie 20 lat robił coś innego, niż szarpanie Bractwa, które poprzez kontakty stara się uzyskać oficjalne uznanie?

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXVII (667)

25 kwietnia 2020

KOŚCIÓŁ W UKRYCIU – II

Jakie rozwiązanie trzeba wskazać, by nas uratować,

Od czasu Fatimy wszyscy katolicy powinni je znać.

Dwa tygodnie temu w Komentarzu postawione zostało podwójne pytanie: jak Kościół katolicki w swym dzisiejszym tragicznym położeniu, porównywalnym do czasu, który Nasz Pan spędził w grobie po śmierci krzyżowej a przed zmartwychwstaniem, ma po pierwsze przetrwać w swoim grobie, a po drugie z niego powstać. W odpowiedzi na pierwszą część pytania ogólnie rzecz biorąc wskazałem, że Pan Bóg jest nieograniczony przez nasze ludzkie wyobrażenia w tym co może czy chce zrobić. Co więcej, można oczekiwać, że uczyni coś niespodziewanego. Gdy rozważamy piątą tajemnicę radosną Różańca Świętego dostrzec możemy, że Chrystusowa Matka była zaskoczona przez pozorną obojętność wobec jej radości po stronie jej zawsze posłusznego Syna.

Następnie przechodząc do szczegółów Komentarz sprzed dwóch tygodni wskazał, że czymś całkowicie nadzwyczajnym dla Kościoła jest przetrwanie w grobie, praktycznie bez pomocy ze strony prawowiernej hierarchii, papieża i biskupów, bez oficjalnych struktur diecezjalnych, parafialnych i zakonnych. Jednakże tam gdzie jest prawdziwa Wiara i choć minimum zdrowego rozsądku i miłości bliźniego, Kościół może przetrwać nawet w małych i rozproszonych grupach, przynajmniej przez pewien czas, aż Opatrzność przywróci normalną hierarchię by uporządkować wszechobecny nieład. Możemy dziś patrząc na otaczający nas chaos powiedzieć, że to koniec Kościoła. Jeśli jednak Pan Bóg to dopuścił to musimy być pewni, że nie jest to koniec Kościoła, bo tego Pan Bóg nigdy nie dopuści (Mt 28, 20).

Pozostaje jednak odpowiedź na drugą część pytania postawionego dwa tygodnie temu, mianowicie jak Kościół ma wydostać się czy powstać ze swojego obecnego grobu. Pytanie to jest szczególnie ważne, gdyż istnieje pokusa, by widzieć problem w zbyt ludzki sposób oraz szukać zbyt ludzkich odpowiedzi. Podczas gdy Arcybiskup Lefebvre zwykł mawiać, że rozwiązanie jest w Bożych rękach – i to jest prawda, a nie pójście na łatwiznę – jego następcy na czele Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X zajęli inne stanowisko. Uznali, że nie możemy nie wiadomo ile czekać na rozwiązanie niezadowalającego statusu kanonicznego Bractwa. Zamiast tego musimy starać się o jak najszybsze oficjalne uznanie dzięki lojalności Bractwa, które to uznanie będzie olbrzymią korzyścią dla Kościoła. Myśląc w ten sposób następcy Arcybiskupa w różnych momentach począwszy od 2012 roku radowali się nadchodzącą chwilą zawarcia porozumienia z Rzymem, które wreszcie dałoby Bractwu oficjalne uznanie, na które przecież zasługuje.

Ci przełożeni patrząc na jedno drzewo zapomnieli o całym lesie. Czym jest bowiem dzisiejszy Rzym, jeśli nie Rzymem zaślubionym i zespawanym z nową religią Pachamamy i Soboru Watykańskiego II? A czym było Bractwo założone przez Arcybiskupa, jeśli nie bastionem prawdziwej Wiary, bronionej dzięki formacji prawdziwych kapłanów, którzy mieli kontynuować prawdziwą katolicką religię, taką, jaką była przed Soborem? Musiał zatem pojawić się otwarty konflikt, ponieważ doszło do radykalnej zmiany religii. Dlatego jeśli dzisiejszy Rzym dał lud daje cokolwiek Bractwu to czyni to tylko dlatego, że przestało ono realizować swoją misję. W ten oto sposób przystawienie rzymskiej pieczęci pod małżeństwami i spowiedziami w Bractwie przyczyniło się w wielkim stopniu to rozbrojenia oporu wobec modernistycznego Rzymu, wobec jego posoborowej religii i powszechnej apostazji.

To czego nie zrozumieli następcy Arcybiskupa, a co on doskonale rozumiał, to nadprzyrodzona głębokość i szerokość tej apostazji. Są oni zbyt blisko niej. Są oni zbyt blisko nowoczesnego świata, z którego ona wypływa. Z tego też wynika, że szukają ludzkiej odpowiedzi na problem, który może mieć tylko Boże rozwiązanie. Bo ten problem jest daleko poza kalkulacjami, kombinacjami i gierkami ludzi, nawet tych w sutannie.

Jak niegdyś prorok Daniel, ludzie muszą zwrócić się do Pana Boga. A Pan Bóg wskazał nam jasno w 1917 roku w Fatimie, dokładnie wówczas, kiedy współczesne problemy ujawniły się z całą swoją siłą, którą pokazała pokazała komunistyczna rewolucja w Rosji, że musimy się do Niego zwrócić poprzez Jego Matkę. Rzeczywiście Pan Bóg dał nam nadprzyrodzone rozwiązanie dokładnie wówczas, kiedy diabeł musiał już myśleć, że zaczyna naprawdę wygrywać. Tym rozwiązaniem jest poświęcenie (nie zeświecczenie) Rosji (nie całego świata) Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny (nawet nie Najświętszemu Sercu Jezusowemu) dokonane przez papieża (nie przez zwierzchników jakiejkolwiek innej niż katolickiej religii) w łączności ze wszystkimi katolickimi biskupami na całym świecie (nie przez samego papieża). W ten oto sposób Kościół wyjdzie ze swojego grobu. I tylko tą właśnie drogą, o której mówiła Matka Boży. Oby także Bractwo Kapłańskie św. Piusa X zachęcało swych kapłanów i związanych z nim wiernych do gorliwego praktykowania nabożeństwa pierwszy pięciu sobót miesiąca, aby w ten sposób przyczynić się do uzyskania poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny.

Kyrie Eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXVI (666)

18 kwietnia 2020

MODLITWA DANIELA

To nasze grzechy są źródłem naszej niedoli,

Czyńmy pokutę, w przeciwnym razie będą problemy.

Internet jest dziś pełen komentarzy i analiz dotyczących koronawirusa i burzliwego stanu finansów na całym świecie, z których każdy jest jeszcze bardziej interesujący niż poprzedni, ale jedynie nieliczne komentarze dotykają tego, co najważniejsze w tym całym zamieszaniu, tj. relacji między ludźmi a ich Bogiem: powszechnej apostazji. Jest to wielka zbrodnia, zaś koronawirus w najmniejszym stopniu nie przypomina ciężaru kary, która spadnie na nas, jeśli ludzie nie nawrócą się do Pana Boga. Tymczasem jednak masa katolików ochoczo podąża za Soborem Watykańskim II, ponieważ poluzował on starą dyscyplinę i umożliwił im uwielbienie siebie w miejsce Boga. Wszyscy powinniśmy paść teraz na kolana i błagać Boga o przebaczenia, jak uczynił to niegdyś starotestamentalny prorok Daniel. Oto potężna modlitwa zapisana w rozdziale IX Księgi Daniela, dziś nieco zmieniona i dopasowana do Nowego Przymierza:

3 Zwróciłem więc twarz do Pana Boga, oddając się modlitwie i błaganiu w postach, pokucie i popiele. I modliłem się do Pana, Boga mojego, wyznawałem i mówiłem: „O Panie, Boże mój, wielki i straszliwy, który dochowujesz wiernie przymierza tym, co Ciebie kochają i przestrzegają Twoich przykazań. 5  Zgrzeszyliśmy, zbłądziliśmy, popełniliśmy nieprawość i zbuntowaliśmy się, odstąpiliśmy od Twoich przykazańNie byliśmy posłuszni Twoim sługom, wiernym papieżom z czasów przed Soborem Watykańskim II, którzy przemawiali w Twoim imieniu do naszych królów, do naszych przywódców, do naszych przodków i do wszystkich ludów świata

U Ciebie, Panie, sprawiedliwość, a u nas wstyd na twarzach, jak to jest dziś u nas  duchownych, u mieszkańców Rzymu i u wszystkich katolików, u bliskich i dalekich, we wszystkich krajach, dokąd ich wypędziłeś z powodu niewierności, jaką Ci okazali. Panie! Wstyd na twarzach u nas, u naszych królów, u naszych przywódców i u naszych ojców, bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie. Pan, Bóg nasz, zaś jest miłosierny i okazuje łaskawość, mimo że zbuntowaliśmy się przeciw Niemu 10 i nie słuchaliśmy głosu Pana, Boga naszego, by postępować według Jego wskazań, które nam dał przez swoje sługi11 Cały świat chrześcijański przekroczył Twoje Prawo i pobłądził, nie słuchając Twego głosu. Spadło na nas przekleństwo poparte przysięgą, które zostało zapisane w Prawie Mojżesza, sługi Bożego; zgrzeszyliśmy bowiem przeciw Niemu. 12 Spełnił więc swoje słowo, jakie wypowiedział przeciw nam i naszym władcom, którzy panowali nad nami, że sprowadzi na nas, na miasto Rzym, wielkie nieszczęście, jakiego nie było pod całym niebem13 Tak jak zostało napisane w Prawie Mojżesza, przyszło na nas całe to nieszczęście; nie przebłagaliśmy Pana, Boga naszego, odwracając się od naszych występków i nabywając znajomości Twej prawdy. 14 Czuwał więc Pan nad oczyszczeniem i sprowadził je na nas, bo Pan, Bóg nasz, jest sprawiedliwy we wszystkich swych poczynaniach, my zaś nie usłuchaliśmy Jego głosu. 

15 A teraz, Panie, Boże nasz, który przez dwa tysiące lat prowadziłeś swój Kościół mocną ręką, zyskując sobie imię, jak to jest dziś: zgrzeszyliśmy i popełniliśmy nieprawość. 16 Panie, według Twojego miłosierdzia, niech ustanie Twój zapalczywy gniew nad Twoim miastem, Rzymem, nad Twoją świętą górą. Bo z powodu naszych grzechów i przewinień naszych przodków stały się Rzym i Twój lud przedmiotem szyderstwa u wszystkich wokół nas. 17 Teraz zaś, Boże nasz, wysłuchaj modlitwy Twojego sługi i jego błagań i rozjaśnij swe oblicze nad świątynią, która leży zniszczona – ze względu na Ciebie, Panie! 18 Nakłoń, mój Boże, swego ucha i wysłuchaj! Otwórz swe oczy i zobacz nasze spustoszenie i Kościół, nad którym wzywano Twego imienia. Albowiem zanosimy swe modlitwy do Ciebie, opierając się nie na naszej sprawiedliwości, ale ufni w Twoje wielkie miłosierdzie. 19 Usłysz, Panie! Odpuść, Panie! Panie, miej na uwadze i działaj niezwłocznie, przez wzgląd na siebie samego, mój Boże! Bo Twojego imienia wzywano nad Twym miastem i nad Twym ludem.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXV (665)

11 kwietnia 2020

KOŚCIÓŁ W UKRYCIU – I

Poprzez małe ukryte grupy Kościół żyje

I rozkwitnie na nowo.

Jeśli wierzymy Matce Bożej z La Salette oraz Słudze Bożemu Bartłomiejowi Holzhauser wówczas możemy dojść do przekonania, że to, co dziś przeżywamy stanowi koniec piątej epoki historii świata i nie jest to jeszcze koniec siódmej, tj. ostatniej epoki. Piąta epoka ma zakończyć się wielkim oczyszczeniem, które będzie początkiem szóstej epoki, okresu największego i najwspanialszego tryumfu Kościoła w całej jego historii. Po niej nastąpi z kolei siódma epoka, w czasie której pojawi się Antychryst, będzie miało miejsce największe prześladowanie Kościoła w całej jego historii i skończy się świat, jaki znamy, by w tajemniczy sposób został zastąpiony przez nowe niebo i nową ziemią (2 P 3, 13). Jeśli właśnie to mieli na myśli św. Piotr, Sługa Boży Holzhauser oraz Matka Boża z La Salette, to z całą pewnością Kościół powstanie z grobu, w którym teraz się znajduje, na długo przed końcem świata. Pojawia się jednak pytanie, jak ma przetrwać i wydostać się z obecnego grobu?

Kościół kierowany jest przez Ducha Świętego, którego działanie można porównać do wiatru, który wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża (J 3, 8). Stąd też Boże myśli są nieskończenie ponad naszymi ludzkimi myślami i musimy przyzwyczaić się, że na przykład pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi (Mt 20, 16). W ten oto sposób Bractwo Kapłańskie św. Piusa X od swojego założenia w 1970 roku aż do 2012 roku, kiedy to jego przełożeni wkroczyli na drogę podporządkowania się posoborowym Rzymianom, walczyło na pierwszej linii frontu w obronie wiary, ale od 2012 stało się oficjalnie sługą Rzymian. Układ połknął Bractwo, przestało on być jednym z pierwszych, a zaczęło się stawać jednym z ostatnich, ponieważ diabeł nie pozwoli zatrzymać się w połowie drogi na dół.

W tym momencie wielu wiernych Tradycji życzyło sobie z całego serca, aby powstało nowe Bractwo, by zająć miejsce FSSPX. Ale takie nowe Bractwo mogło wcale nie być wolą Bożą. Czas po 2010 roku to nie lata siedemdziesiąte czy osiemdziesiąte XX wieku, kiedy Arcybiskup Lefebvre miał możliwość zbudowania na całym świecie swojego Bractwa. Degeneracje serc i umysłów była już bowiem znacznie bardziej zaawansowana niż w latach siedemdziesiątych XX wieku, a od 2012 roku nieustannie przyspiesza. Spójrzcie, jak mało rozsądku mają dziś ludzie, nieustannie mniej i mniej. Oczywiście łaska Boża może uczynić prawdziwego katolika nawet ze zdegenerowanych istot ludzkich, ale Pan Bóg rzadko chce wpływać siłą na wolną wolę człowieka. Jeśli zatem ludzie upierają się, by zamienić swoje serca w błotniste bagno, helikopter nadprzyrodzonej łaski Bożej może nawet nie próbować wylądować z obawy przed zniknięciem w błocie.

Z całą pewnością Pan Bóg będzie podtrzymywać Kościół przez cały 2020 rok. Czy za pomocą Ruchu Oporu, który nie posiada rozbudowanych struktur i organizacji, a  w którym pojawiają się także różne opinie i konflikty? Jeśli tylko wszyscy, którzy stawiają opór będą mieć tę samą prawdziwą wiarę, to Ruch Oporu będzie na pierwszej linii frontu walki w obronie wiary, zaś brak rozbudowanych struktur okaże się zaletą, gdyż nie ma jednego przywódcy, którego przejęcie oznacza upadek całej organizacji. A jeśli ci, którzy stawiają opór będą mieć do tego choć trochę zdrowego rozsądku i miłości bliźniego, będą się ze sobą rozumieć. A jeśli na etykietę Ruchu Oporu nie patrzą dobrze to wcale nie jest to złe, bo sytuacja jest bardzo poważna i przekracza jakiekolwiek etykietowanie.

Bez względu na wszystko, absolutnie konieczne dla katolików pragnących zbawić swoją duszę poprzez trwanie przy wierze jest zrozumienie jak i dlaczego świat wokół nad usiłuje podkopywać i niszczyć katolicką wiarę. Nie zawsze wynika to ze złej woli czy złych intencji. Podczas gdy pierwsi protestanci byli otwartymi i zajadłymi wrogami wiary, ich następcy, czyli liberałowie na całym świecie, mogą być szczerze mili dla katolików, ale tylko tak długo, jak katolicy zgadzają się z ich fundamentalną zasadą, że prawda może być tylko subiektywna, że jest tylko jeden dogmat, zgodnie z którym wszystkie dogmaty są fakultatywne, że przekonania nie mają znaczenia, że potrzebna jest tylko miłość, że wszystkie religie mają tego samego Boga itp. Ten liberalny dogmat stał się tak instynktowny, że nikt już z nim nie dyskutuje, dlatego jest on tak niebezpieczny. Prawda została wyrzucona z sądu nim jeszcze zdążyła wejść na salę rozpraw. Ale jeśli nie ma prawdy, to czy może być prawdziwy Bóg?

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXIV (664)

4 kwietnia 2020

WIELKOCZWARTKOWE MYŚLI

Kościół Naszego Pana, przyjaciele, kroczy po Bożej drodze,

A nie po ludzkiej, bez względu na to, jak tego byśmy chcieli.

Najprawdopodobniej większość Czytelników zna z liturgii Wielkiego Tygodnia, która powinna być celebrowana normalnie w przyszłym tygodniu, ewangeliczne opisy Męki Naszego Pana. Ale być może nie pomyśleli oni o tym, jak wiele momentów Pasji może zostać odniesione do dzisiejszej sytuacji katolików. Spójrzmy na przykład na pojmanie Pana Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Mówi On wówczas wiele rzeczy, z których każda ma niezwykle głębokie znaczenie.

W tamten czwartkowy wieczór Jerozolima pełna jest pielgrzymów z Judei, Galilei i innych regionów przybyłych na wielkie święto Paschy. Całe miasto żyje w napięciu, a to napięcie koncentruje się wokół Pana Jezusa. Jest On umiłowany przez swoich Apostołów i wielką liczbę ludzi, których nauczał i pocieszał, którym pomagał w czasie ostatnich trzech lat swego publicznego nauczania. Z drugiej strony przywódcy religijni w świątyni, arcykapłani, uczeni w Piśmie oraz faryzeusze potępiają Go surowo i absolutnie chcą się Go pozbyć. Czy zrobił coś złego? Co planują z nim zrobić? Całe miasto huczy.

W tej napiętej atmosferze Pan Jezus celebruje Ostatnią Wieczerzę z Apostołami, dodając przy tym nieznane, ale niezmiernie poważne ceremonie do tych starotestamentalnych oraz mówiąc tak, jakby miał ich opuścić. Odsyła Judasza Iskariotę i prowadzi pozostałych uczniów do Ogrodu Oliwnego. Apostołowie są wystraszeni i niepewnie, ale Piotr, który zabrał ze sobą miecz, gotów jest walczyć. Pan Jezus zostawia ośmiu z jedenastu uczniów i zabiera w głąb ogrodu Piotra, Jakuba i Jana. Prosi ich, aby się modlili, ostrzegając przy tym, że jeśli nie będą się modlić, wówczas mogą ulec pokusie. Następnie pozostawia także ich i rozpoczyna swoją samotną modlitwę przed straszliwą męką, trzykrotnie zastając uczniów pogrążonych we śnie. W końcu Judasz przyprowadza straż świątynną, aby pojmała Pana Jezusa w Ogrodzie Oliwnym z dala od ludu, który mógłby Go chronić i zdradza Go pocałunkiem. Piotr wpada w szał, wyciąga miecz i broniąc swojego Mistrza obcina ucho jednego ze sług arcykapłana, po czym Pan Jezus każe mu schować miecz. Zbawiciel wskazuje trzy powody.

Po pierwsze, kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Nasz Pan nie potrzebuje być dzikim wojownikiem z maczugą, ale Królem serc w czasie tej w swej istocie duchowej walce o zbawienie wieczne dusz. A tego nie może osiągnąć poprzez przemoc, która jedynie rodzi przemoc z drugiej strony. Po drugie, podobnie: Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? Zaiste Stwórca świata ma pełnię siły fizycznej, aby obalić całe armie wrogów Jego Syna, ale w ten sposób nie zdobędzie dusz, a w wręcz przeciwnie. Zastosowanie przez Pana Boga wielkiej siły mogłoby tylko zrazić fizycznie zmiażdżone dusze. Po trzecie: Jakże więc spełnią się Pisma, że tak się stać musi? Zgodnie z odwiecznym Bożym planem, zwartym w Piśmie Świętym, Pan Jezus ma dotrzeć do dusz (mniejszości) poprzez to, że sam zostanie zmiażdżony. Pan Jezus zwycięża będąc pozornie, jak to się dziś mówi, luzerem, czyli przegranym! W tym momencie jest tym, który wszystko traci, bo kompletnie nierozumiejąc swojego umiłowanego Mistrza po prostu ucieka, a za mim podążają pozostali Apostołowie.

Jak wielu współczesnych tradycjonalistów płci męskiej Piotr jest mężczyzną z krwi i kości, jest „maczo”. Nie brakuje mu wiary, odwagi i oddania wobec Boskiego Mistrza, ale w Ogrodzie Oliwnym zasnął zamiast się modlić. Jeśli modliłby się zamiast spać, myślałby po Bożemu, a nie po ludzku, zbyt ludzko. Mógłby zrozumieć, że Jezus szedł znacznie dalej niż Piotr, jakkolwiek był on odważny i oddany. Poprzez liberalizm czy sedewakatyzm dzisiejsi katolicy odcinają nie tylko ucho jednego ze sług arcykapłana, ale ścinają jego głowę poprzez miękką quasi-herezję czy quasi-schizmę. Ale czy Nasz Pan nie przestrzegał nas, że jego Kościół także ma zwyciężyć poprzez pozorną przegraną? Czy nie będzie tak, że niemal on zniknie? Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? (Łk 18, 8). Tajemnica…

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXIII (663)

28 marca 2020

TRANSFORMACJA ŚWIATA

Jeśli będziemy podążać za ziemskimi przywódcami,

Stracimy wieczne szczęście w niebie.

Dwa wydarzenia wstrząsają dziś światem: rozprzestrzenianie koronawirusa oraz upadek tego, co od dwóch stuleci stanowiło światowy system finansowy. Oba te wydarzenia pozostają ze sobą w związku. Niektórzy komentatorzy wspominają obecnie Wszechmogącego Boga, przynajmniej w związku z rozprzestrzenianiem na całym świecie koronawirusa, ponieważ jest on jak plaga. W dawnych czasach plagi często powodowały, że człowiek zwracał się do Pana Boga. W tych dwóch dzisiejszych wydarzeniach Pan Bóg odgrywa z pewnością większą rolę, niż myśli większość ludzi.

Czy to oznacza, że Pan Bóg dopuszcza infekcje koronawirusem? Tak, ale niebezpośrednio, jako że jedynie przewidział to przed wiekami i pozwolił, aby to miało miejsce. Czy jednak Pan Bóg może wyprowadzić z choroby większe dobro?  Widzimy, jak liczne rządy nakładają na mieszkańców tak wielkie ograniczenia, że całe państwa zostały niemalże sparaliżowane. To daje wielu ludziom pierwszą poważną okazję, by zdali sobie sprawę z tego, jak kruchy jest ich tak przechwalony nowoczesny sposób życia: nie jest on ani tak solidny, ani oni nie są panami życia, jak dotychczas myśleli. Ponadto na skutek poważnego zakłócenia ich powszedniego wyścigu szczurów mają oni teraz czas i możliwość, których normalnie by nie mieli, aby zastanowić się nad tym wyścigiem szczurów: kim właściwie jestem? jaki jest sens mojego życia? co ja właściwie z nim robię? dokąd zmierzam? Niestety wielu współczesnych obywateli, choć zostali zmuszeni przez Opatrzność do zwolnienia tempa swojego życia, nie może się już doczekać, kiedy tylko będą mogli przyspieszyć, by uciec od tych myśli, które przypominają im, że jest coś ważniejszego, niż ich tak absorbujący wyścig szczurów…

Innym powodem wskazującym na to, że Pan Bóg nie spowodował bezpośrednio rozprzestrzeniania się koronawirusa jest to, że istnieją w pełni uzasadnione podejrzenia, iż ten wirus nie pochodzi ze stworzonej przez Boga natury, ale z ludzkich laboratoriów, w których naturalne wirusy są w sztuczny sposób modyfikowane, by stały się bardziej szkodliwe i zaraźliwe, aby mogły służyć jako broń biologiczna. A jeśli to stąd pochodzi koronawirus, to człowiek nie może przypisać odpowiedzialności za niego nikomu innemu, jak tylko innym ludziom.

Kolejnym zagadnieniem obok stworzenia wirusa, jest jego rozprzestrzenianie: jak wydostał się on z laboratoriów, by zastraszać ludzkość? Czy był to przypadek, czy rozmyślne rozprzestrzenianie? Ponownie, istnieje w pełni uzasadnione podejrzenie, że to nie był przypadek, ale celowe działanie związane z krachem światowego systemu finansowego, który także został zaplanowany. Panika związana z wirusem pomaga w doprowadzeniu do krachu na dwa sposoby: po pierwsze, choć na krótko, ale doprowadzi do sparaliżowania znaczącej części światowej gospodarki, doprowadzając do fali bankructw oraz powszechnego wzrostu zadłużenia i zniewolenia przez światową finansjerę; po drugie, wyolbrzymiona panika związana z wirusem, która jest celowo nakręcana przez globalistyczne media, posłuży do odwrócenia uwagi ludzi od postępującego zniewolenia. Z pewnością, jeśli krach finansowy był zamierzony, to rozprzestrzenienie wirusa było wielką pomocą dla tych, którzy stoją za tym krachem.

Czy zatem ktoś stał lub też nadal stoi za marcowym krachem na światowych giełdach, który w żadnym wypadku się nie skończył? Oczywiście, że tak. Światowa finansjera, która kontroluje rządy i ma do swej dyspozycji tyle pieniędzy, że może dowolnie kołysać podobno wolnymi giełdami, w górę i w dół. Takie krachy jak ten, który obserwujemy, są zaprojektowane do tego, aby dokonać wielkiego transferu majątku z rąk małych inwestorów w ręce światowej finansjery. W tym celu tworzy ona od 1987 roku rosnące od 33 lat rynki giełdowe, aby przyciągnąć ludzi wizją zysku. A kiedy siedzą oni już w nich po uszy, wówczas kursy gwałtownie spadają i w ten sposób pozbawia się ludzi majątku, podczas gdy światowa finansjera zarabia na upadających rynkach i zdobywa fortunę. A rządy chronią ją, gdyż już dawno zostały przekupione.

Co na to wszystko Wszechmogący Bóg? „Moje dzieci! Jeśli wolicie czcić mamonę i materializm zamiast mnie, to nie dziwcie się, co was teraz spotyka. Wzgardziliście moją religią i zastąpiliście ją polityką. Oddawaliście cześć waszym rządom zamiast waszemu Bogu. Woleliście wierzyć w pieniądze zamiast w miłość wobec bliźnich. Jesteście teraz zdziwieni, że rządy, politycy i system finansowy mają was w pogardzie? Albo jesteście na mnie obrażani, że to dopuszczam? Moje dzieci! Ja chcę wam dać raj i to na wieki!”

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXII (662)

21 marca 2020

ZŁO MODERNIZMU – III

Jakże wyniosły był mój ludzki umysł,

Gdy odrzucił rzeczywistość stworzoną przez Boga!

Jeśli jest coś, co katolicki kapłan powinien dziś poznać i dogłębnie rozumieć, to jest to kluczowe zdanie pochodzące z wielkiej encykliki św. Piusa X Pascendi, która została ogłoszona w 1907 roku, aby bronić Kościół i ludzkość przed zabójczym zagrożeniem modernizmu. Modernizm jest sposobem myślenia i działania poprzez który człowiek rezygnuje z tego, aby dopasować świat do Chrystusa i Jego Kościoła, a zamiast tego stara się zmienić Chrystusa i Jego Kościół, aby pasowali do świata współczesnego. Jakie jest owo kluczowe zdanie z encykliki Pascendi, która wskazuje, w jaki sposób modernizm chce to osiągnąć? Oto ono:

Rozum ludzki jest całkowicie zamknięty w dziedzinie zjawisk, to znaczy tyleż, co powiedzieć: w tym, co jest widocznie, i w takiej postaci, w jakiej jest widoczne; ani z prawa, ani z władzy przyrodzonej nie może on wyjść z tych granic. 

To oznacza, że ludzki rozum, który przecież co oczywiste cały czas poznaje to, co kryje się za doświadczeniami zmysłowymi, zostaje ogłoszony przez współczesnego człowieka za niezdolny to wyjścia poza zmysłowe postrzeżenie! Innymi słowy, to co postrzegam jako drzwi, może być ścianą, a to co postrzegam jako ścianę może być drzwiami. A z tego wynika, że może lepiej próbować przejść przez ścianę niż przed drzwi! Oczywiście jest to tak kompletna głupota, że nikt nie powinien być zaskoczony, że nawet współcześni zwolennicy Immanuela Kanta (1732-1804), który wymyślił tę głupotę, raczej rzadko próbują przechodzić przez ścianę. To zaś oznacza, że żyją oni nie traktując poważnie swojej własnej filozofii. Nie dziwi też, że współczesna filozofia cieszy się tak złą sławą. A jednak kompletna głupota Kanta króluje dziś na wydziałach filozofii niemal wszystkich dzisiejszych „uniwersytetów”! Jak to możliwe?

Ponieważ Kant jest wielkim wyzwolicielem. To on ostatecznie wyzwolił rozum od rzeczywistości. To on ogłosił, że rozum jest wolny od otaczającej do rzeczywistości, bo nie ma do niej dostępu! Rozum nie może poznać rzeczywistości taką, jaką ona jest, „Ding an sich”, ponieważ nie może on wyjść poza to, co pokazują mu zmysły. Nie ma znaczenia, iż mogę żyć tylko przyjmując nieustannie, że za pomocą zmysłów odkrywam to, co jest wokół mnie oraz że mój rozum jest zdolny do rozszyfrowania i poznawania tego, co mówią mi zmysły. Od czasów Kanta rzeczywistość otaczająca człowieka jest coraz mniej interesująca. Liczy się „filozofia transcendentalna” jak ją nazywał, tj. myślenie, które ma wspiąć się na szczyty oraz poznać najgłębsze zakamarki mojej fantazji, w oderwaniu od prozy codziennej rzeczywistości, takiej jak drzwi i ściany.  Mój rozum odleciał! Mój rozum jest wyzwolony od rzeczywistości! Zatem wszystko, co chcę, jest „prawdą”! W sumie słowo „prawda” zmieniło całkiem swoje znaczenie, wszystkie słowa mają teraz nowe, wykraczające poza dotychczasowe znaczenie. Wolność zakrólowała w mojej głowie!

Jeśli jednak nalegasz, aby zatrzymać mnie w tym, co nazywasz realnym światem, wówczas przecież mogę sobie założyć, jak ci biedni ludzie, którzy nie skończyli studiów, że aby przetrwać (jakie okropne słowo!) w tym zwykłym świecie (jakie okropne określenie!), lepiej nie próbować przechodzić przez to, co wygląda na ścianę i lepiej nie jeść kamieni. Wprawdzie mój umysł jest ponad tym i wolny od wszystkiego, od waszego zdrowego rozsądku (jakie okropne słowo!), ale przecież mogę nadal postępować zgodnie z nim, kiedy to wybiorę, np. dla potrzeb życia powszedniego (jakie okropne określenie!).

Tak więc wolność stałą się prawdziwą religią współczesnego człowieka, w tym także pozorną religią, pełną sideł i pozbawioną istoty religii, w życiu tak wieku katolików. Jak pisał św. Paweł: A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne. Ludzie bowiem… będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy (por. 2 Tm 3, 1-5), innymi słowy będą zachowywać pozory, ale zanegują istotę. Czy są tacy katolicy? To dokładnie katolicy zapatrzeni w Kanta i moderniści. Dziś niemal każdy jest bowiem kantystą, ponieważ niemal każdy czci dziś wolność, a właśnie Kant dał klucz umożliwiający ucieczkę z więzienia Bożej rzeczywistości w chmury niezależnej od nikogo i niczego nowoczesności. Mogę wprawdzie podporządkować się Panu Bogu, kiedy będę miał na to ochotę, ale On nie może mnie już dłużej ograniczać. Jestem wolny, jestem wolny, jestem wolny…

Niepojęta przewrotność, pycha i perfidia Kanta ukazują się coraz bardziej. Dlatego wołajmy dziś jeszcze głośniej niż zwykle:

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLXI (661)

14 marca 2020

ZŁO MODERNIZMU – II

W obliczu Pana Boga człowiek musi być pokorny,

W obliczu Pana Boga pycha niszczy człowieka.

Zło modernizmu jest bardzo poważną sprawą, podobnie jak odwrócenie się świata od Stworzyciela, co stanowi uwieńczenie trwającego od wielu stuleci procesu. Rozpoczął się on w chwili, w której świat chrześcijański w średniowieczu wywrócił się i zamiast wzrastać dalej zaczął się staczać. Wzrost trwał od 33 roku po Chrystusie, kiedy Wcielone Słowo poprzez Ofiarę na krzyżu założyło jeden prawdziwy Kościół. Okres wieków średnich oznacza zaś trwający niemal tysiąclecie czas od pontyfikatu św. Grzegorza Wielkiego (590-604) do wybuchu rewolucji protestanckiej w 1517 roku.

Naturalnie była bardzo duża różnica w stosunku ludzi do Chrystusa i Jego Kościoła przed i po średniowieczu. Przed średniowieczem chrześcijaństwo odowadniało stopniowo coraz bardziej i bardziej, że jest najlepszym fundametem dla cywilizacji. Podczas gdy po średniowieczu było to dla wszystkich jasne, tak iż powszechnie uznawano jego wyższość nad wszystimi innymi religiami, choć w praktyce je odrzucano. To zaś oznacza, że wszystkie zamienniki katolicyzmu, które pojawiły sie po średniowieczu, charakteryzowała hipokryzja, musiały one działać bardzo subtelnie, aby móc podszywać się za zastępstwo katolicyzmu.

Spójrzmy na przykład: Luter odrzucił katolicyzm, ale jednocześnie stwarzał pozory i swoją rewolucję nazwał „reformacją”. Po tym, jak Kościół Katolicki wyrzucił Lutra, rewolucjonistyczni janseniści w XVI wieku stworzyli protestancką wersję katolicyzmu. Janseniści z kolei przekształcili się w XVII wieku w liberałów, twierdzących, że w swych masońskich lożach są bardziej oświeceni i mają doskonalszy kult od protestantów i katolików. Kiedy prawdziwy Kościół stanowczo od XVII wieku stanowczo potępiał masonerię, wówczas liberałowie w XIX wieku przebrali się za liberalnych katolików, zaś w XX wieku za modernistów. Św. Pius X błyskawicznie zdiagnozował i potępił modernizm w swej encyklice Pascendi. Oni jednak znów się przebrali, zaczęli mówić o katolicyźmie rozumiejącym świat współczesny i w czasie Soboru Watykańskiego II opanowali niemal cały Kościół. W XXI wieku to przebranie jest nadal tak dobre, że nawet Bractwo Kapłańskie św. Piusa X, założone by stawiać opór neomodernizmowi, w znacznej części także zostało opanowane.

Mówiąc po ludzku, czymś szokującym jest uświadomienie sobie, jak niewielu katolików w 2020 roku stawia opór tej szatańskiej rewolucji i diabelskim atakom na Kościół. Ale wszechwiedzący Bóg na to pozwolił i bez wątpienia nieustannie troszczy się o swoją małą trzódkę, jak nazywał ją Nasz Pan Jezus Chrystus: Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo. Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę! Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze (Łk 12, 32-34). Innymi słowy: porzućcie materialnizm, ponieważ Nasz Pan ostrzega nas, że nie możemy służyć jednocześnie dwóm panom, a kiedy służymy Mamonie, nie możemy służyć Bogu (Mt 6, 24).

Kiedy tylko zdamy sobie sprawę z tego, jak bardzo podatni jesteśmy na subtelne błędy, kłamstwa i błuźnierstwa diabła, które zalewają świat wokół nas, wówczas sięgnijmy po antidotum, odmawiajmy Różaniec Święty, najlepiej wszystkie 15 tajemnic każdego dnia, ponieważ Ona i tylko Ona trzyma go pod swoją stopą, o czym przypominają nam liczne Jej obrazy i posągi. Wobec tej powodzi zła w czasach dzisiejszych 15 tajemnic to nie jest za dużo, jeśli tylko jest to dla nas możliwe.

Jak to możliwe, że ta pokorna niewiasta z Nazaretu jest silniejsza od szatana i wszystkich jego starań jest tajemnicą Pana Boga, którą wyjawił zarówno Nasz Pan: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je pokornym (Mt 11, 25), jak i św. Paweł: Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć (1 Kor 1, 27). W przyszłym tygodniu przyjrzymy się bliżej hipokryzji modernizmu.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLX (660)

7 marca 2020

ZŁO MODERNIZMU – I

Katoliccy hierarchowie, czy kiedykolwiek zrozumiecie,

Plagę, która trzyma dziś Kościół w mocnym uścisku?

Jeśli Bractwo Kapłańskie św. Piusa X nie jest już niezrównanym ostrzem w obronie katolickiej Wiary, jakim było w czasach Arcybiskupa Lefebvre (1905-1991), to wynika to z pewnością z tego, iż jego następcy na czele Bractwa nigdy nie zrozumieli tak dobrze jak on całego zła tego błędu, który niszczy obecnie Kościół, tj. modernizmu. Arcybiskup miał nawet powiedzieć przed śmiercią, że jeśli wcześniej przeczytałby książkę ks. Emmanuela Barbier (1905-1925) pt. Historia liberalnego katolicyzmu we Francji od 1870 do 1914 roku, to w innym kierunku kształtowałby kleryków. Jeśli ta plotka byłaby prawdziwa, oznaczałoby to, że nowoczesności udało się prześcignąć nawet Arcybiskupa. Podobnie dzielny założyciel włoskiej gazety Si si no no, ks. Franciszek Putti (1901-1984) miał powiedzieć swojemu dobremu przyjacielowi, Arcybiskupowi Lefebvre, że połowa jego seminarzystów to moderniści.

Łatwe jest niedocenienie zła nowoczesności, ponieważ była ona tworzona na Zachodzie przez wieki, a ludzie Zachodu są w niej zanurzeni od kołyski aż po grób Z tej zaś nowoczesności przyszedł do Kościoła modernizm, aby go zmienić. Ta nowoczesność stanowiła grunt, z którego wywodzili się wszyscy ojcowie soborowi w latach sześćdziesiątych XX wieku praz następcy Arcybiskupa od lat osiemdziesiątych XX wieku do dziś W zasadzie tylko dzięki specjalnej łasce od Pana Boga Arcybiskup widział tak wyraźnie ten problem.

Zobaczmy, jak porażka w zrozumieniu modernizmu leży u podstaw większości błędów jego następców.

1. 95 % tekstów Soboru Watykańskiego II jest do zaakceptowania.

Wręcz przeciwnie, Arcybiskup Lefebvre mówił, że głównym problem z Soborem Watykańskim II to nawet nie tyle jego największe błędy dotyczące wolności religijnej, kolegialności czy ekumenizmu, ale subiektywizm przepełniający wszystkie jego teksty, poprzez który obiektywna prawda, Pan Bóg i katolicka wiara rozpływają się ostatecznie w nicości. Od czasów rewolucji kopernikańskiej w filozofii przeprowadzonej przez Kanta (1724-1804) i potępionej przez św. Piusa X w 1907 roku w encyklice Pascendi, to nie poznający podmiot jest podporządkowany obiektywnej rzeczywistości, ale rzeczywistość ma zostać podporządkowana podmiotowi. Cały światy żyje teraz w tym szaleństwie.

2. Dobrze, Sobór był zły, ale przecież dziś Rzymianie nie trzymają się go mocno.

Doprawdy? A Pachamama? Kiedy widzieliśmy publiczne bałwochwalstwo w Ogrodach Watykańskich i nawet w rzymskich kościołach?

3. Nie ma sensu, aby Bractwo czekało, aż Rzym porzuci modernizm. Ale jeśli chcą nas zaakceptować „takimi, jacy jesteśmy” to znaczy, że Rzym jest na drodze do nawrócenia, więc powinniśmy zawrzeć porozumienie.

Zaiste nie ma co liczyć na nawrócenie rzymskich modernistów, ponieważ są oni liberałami, a jak mówił ks. Vallet do nawrócenia liberała potrzeba cudu. Liberalizm jest bowiem wygodną i atrakcyjną pułapką, z której wydostanie się jest mówiąc po ludzku właściwie niemożliwe bez cudu, a takim cudem dla świata i Kościoła byłoby poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Pannie, a nie Bractwo kroczące drogą liberałów. Jeśli Rzym zaakceptuje stawiające niegdyś opór Bractwo  „takie jakie jest”, to stanie się tak tylko dlatego, że Bractwo nie jest już antyliberalne, jak kiedyś, gdyż sól ziemi straciła swój smak (por. Mt 5, 13).

4. Potrzebujemy cierpliwości i taktu, by zrozumieć sposób w jaki myślą Rzymianie oraz by ich nie urazić.

Aby zrozumieć jak myślą moderniści w Rzymie potrzebujemy pokory, realizmu oraz wstrząsającego przestudiowania encykliki Pascendi, by mieć pewność, że dobrze zrozumieliśmy wirus modernizmu, złośliwy i bardzo zaraźliwy, nim w ogóle się do nich zbliżymy. To czego oni najbardziej by potrzebowali, jeśli tylko mogliby to zrozumieć, to szok na widok ich własnego modernizmu, aż pojęliby słowa ks. Calmel, który mawiał: modernista to połączenie heretyka ze zdrajcą.

5. Ale przecież nie podpisano porozumienia z Rzymem, więc nic złego się nie stało.

Wielkim złem było zawarcie szeregu cząstkowych porozumień, np. co do spowiedzi i małżeństw, na skutek czego wielka liczba kapłanów i wiernych korzystających z posługi Bractwa rozumie coraz mniej i mniej, co miał na myśli jego założyciel, gdy napisał w swojej ostatniej książce, że każdy kapłan, który pragnie zachować wiarę powinien trzymać się z dala od Rzymian. Mogą oni być „miłymi” ludźmi. Mogą „chcieć dobrze”. Ale obiektywnie mordują naszą Matkę Kościół.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLIX (659)

29 lutego 2020

OWOCE VALTORTY

Gorąca opozycja, jaką spotyka Maria Valtorta,

Może pochodzić od diabła i zwiększa liczbę czytelników.

Nasz Pan Jezus Chrystus nigdy nie oczekiwał od swych owiec, aby były, a tym bardziej udawały że są, wybitnymi teologami. Oczekuje On jednak od nich, by miały na tyle rozsądku, aby potrafiły osądzać osoby lub rzeczy wywołujące zamieszanie po ich owocach. Poznacie ich po ich owocach (Mt 7, 15-20). Dzieła Marii Valtorty (przykutej do łóżka włoskiej panny, 1897-1961), a zwłaszcza jej Poemat Boga-Człowieka (1943-1947) budzą duże kontrowersje, mają zarówno entuzjastycznych obrońców jak i zagorzałych przeciwników. Jakie są jednak ich owoce? Oto fragment świadectwa, które  ostatnio otrzymał autor niniejszych Komentarzy:

Chciałbym podzielić się moim zdziwieniem dotyczącym Poematu Boga-Człowieka autorstwa Marii Valtorty. Wynika ono z cierpliwej lektury wszystkich dziesięciu tomów oraz dyskusji z wydawcą książki oraz osobami, które popierają Marię Valtortę. Niegdyś słyszałem, jak Wasza Ekscelencja prywatnie cytowała tę włoską mistyczkę. Jednak atak na Poemat ze strony księdza H. oraz jego stygmatyzacja przez Bractwo Kapłańskie św. Piusa X powstrzymywały mnie przez dziesięć lat przed zapoznaniem się z tym dziełem. Jednak ostatecznie Opatrzność włożyła mi w ręce egzemplarz tej bardzo szczegółowej wersji ewangelicznej historii, a także biografii Marii Valtorty, które uważnie przeczytałem, z ołówkiem w ręku, by robić notatki. Po pięciu miesiącach takiej ciężkiej pracy byłem zaskoczony, jak prawowierne są te książki i jak wiele dobrego dały mojej duszy oraz całej mojej rodzinie. 

Zostały one skrytykowane przez Dominikanów. Uważam to za niefortunne. Czy oni je w ogóle czytali? Mam wrażanie, że jest to temat, o którym nikt nie chce rozmawiać. Przestudiowałem wszystko, co dotyczyło powstania Poematu (został on pochwalony przez Piusa XII) i doszedłem do przekonania, że niesprawiedliwy jest sposób, w jaki tradycjonaliści postawili przed sądem Valtortę, tę szlachetną ofiarną duszę, a następnie ją potępili. Boje się o jej krytyków, gdyż jej objawienia prawdziwie pochodzą od Naszego Pana Jezusa Chrystusa i są przeznaczone na nasze czasy.  

Wydania niniejszych Komentarzy z 2011 i 2012 roku, które poruszały kwestię Poematu Boga-Człowieka, są prawdziwym pocieszeniem dla osób takich jak ja, które czują się tak, jakby popełniały błąd czytając codziennie jako duchową lekturę Ewangelię, jaka została mi objawiona (inny tytuł Poematu). Mamy do dyspozycji wiele wydań monumentalnego opisu życia Pana Jezusa: nie tylko dziesięć tomów dla dorosłych, ale również pięknie wydanie z obrazkami dla dzieci od ósmego roku życia, czy też skróconą wersję dla dzieci od 13 roku życia. Dzięki temu cała rodzina może być zjednoczona wokół tych pięknych stronic opisujących Boga-Człowieka, Jego relacje ze światem, z Matką, a w sposób szczególnie donosiły w naszych czasach także z Judaszem. Jego relacje z pozostałymi jedenastoma Apostołami, świętymi niewiastami oraz Jego wrogami są również budujące. 

Bardzo pomocne jest, aby zrozumieć dzisiejszą mękę Kościoła, cierpienie i zabijanie go rękoma jego własnych sług, porównanie współczesnych ludzkich charakterów z liberalną naturą Judasza, zdrajcy wewnątrz Kościoła, jak został on ukazany w Poemacie, z posoborowymi hierarchami, a dodałby także z zaspanymi liberalnymi „chrześcijanami” wewnątrz każdego z nas. Oto bowiem dramat rozgrywa się nie tylko na szczycie Kościoła, ale także w rodzinach, które rezygnują z walczenia o życie w zgodzie z Ewangelią, dokładnie jak to zostało objawione Marii Valtorcie… (na tym kończy się świadectwo Czytelnika).

Podsumowując stwierdzić należy, iż Poemat Boga-Człowieka Marii Valtorty budzi duże kontrowersje, choć nie musi. Z jednej strony nie jest on równy czterem Ewangeliom czy Pismu Świętemu, nie został uznany przez Kościół za autentyczny, nie jest konieczny do zbawienia, nie jest w guście wielu dobrych katolików, ani nie może być uważany za którąkolwiek z tych rzeczy przez rozsądnego katolika. Z drugiej strony, podobnie jak w przypadku Całunu Turyńskiego czy Tilmy Matki Bożej z Guadalupe, z biegiem czasu zdają się pojawiać kolejne zadziwiające wskazówki potwierdzające autentyczność Poematu. Niezliczone dusze wprowadził on na prowadzącą do zbawienia drogę nawrócenia i doskonałości. Był on gorąco polecany i pochwalany przez wielu poważnych katolików, także teologów i biskupów. Jak powiedział o Poemacie Piusa XII: kto przeczyta, ten zrozumie.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLVIII (658)

22 lutego 2020

AUTORYTET ARCYBISKUPA – II

Autorytet pochodzi z góry, a nie z dołu,

Jeśli się odetniesz od góry, nie będzie mógł on działać.

Komentarz nr 655 – w teorii: autorytet papieża jest nieodzowny dla Kościoła; Komentarz nr 656 – w teorii: kapłani potrzebują koniecznie papieża, by ich jednoczył; Komentarz nr 657 – w praktyce: autorytet Arcybiskupa był poważnie ograniczony przez to, że nie miał on za sobą żyjącego papieża; Komentarz nr 658 – w praktyce: Arcybiskup wykonywał autorytet, który jeszcze miał, przynajmniej na trzy sposoby. Zależało to od osób w stosunku do których go wykonywał, a które podzielić można na trzy grupy: tych, którzy prosili, by to czynił na jego warunkach, tych, którzy prosili o część autorytetu na własnych warunkach i tych, którzy nie prosili w żaden z tych sposobów.

Zwróćcie uwagę, że klasyfikacja ta oparta jest nie na autorytecie, ale na podziale osób w stosunku do których jest on wykonywany. Innymi słowy, to podmiot podlegający władzy jest tu decydujący. Ta nienormalna sytuacja w Kościele jest bezpośrednim rezultatem Soboru Watykańskiego II, podczas którego katolicki Autorytet w radykalny sposób sam siebie podminował przez masową zdradę katolickiej Prawdy. Sobór bowiem usiłował zastąpić obiektywną religię Boga ludzką podróbką i zamienić ukierunkowany ku Panu Bogu Kościół katolicki w skierowany na człowieka Neo-Kościół. Na skutek Soboru co do zasady wszyscy katoliccy duchowni przestali być szanowani, tak jest aż do dnia dzisiejszego i tak będzie do momentu, w którym hierarchowie wrócą do głoszenia Bożej Prawdy. Wówczas odzyskają oni pełnię swojego Autorytetu.

Po pierwsze, ci, którzy prosili Arcybiskupa o wykonywanie władzy na jego warunkach, byli oczywiście członkami katolickich zgromadzeń, które założył. Byli to przede wszystkim kapłani, ale także bracia i siostry zakonne oraz tercjarze. Tworzył on te zgromadzenia na tyle, na ile to tylko było możliwe, na normalnych zasadach, z różnymi stopniami posłuszeństwa wobec niego jako Przełożonego Generalnego, z przyrzeczeniami podczas udzielenia święceń kapłańskich i uroczystą oblacją przy wstępowaniu kapłanów, braci i sióstr do ich zgromadzeń. Śluby zakonne składa się Panu Bogu i w razie konieczności można zostać z nich zwolnionym (dyskretnie) przez Stolicę Apostolską. Oblacje zależą w większym stopniu od wyboru tego, kto je składa, tu zaś autorytet Arcybiskupa był poważnie podminowany, jak to wskazano w Komentarzu tydzień temu, na skutek oficjalnego potępienia przez papieża i innych biskupów. Kiedy zatem jakiś ksiądz decydował się opuścić Bractwo Kapłańskie św. Piusa X bądź to na lewo, w stronę liberalizmu, bądź to na prawo, w stronę sedewakantyzmu, jedyne co mógł zrobić Arcybiskup, jak sam mówił, to zerwać w przyszłości kontakty, by tacy kapłani nie mogli udawać, że mają dobre relację z Bractwem. Sami wybierali oni, by iść własną drogą.

Po drugie, tym, którzy prosili Arcybiskupa o wykonywanie władzy na swoich warunkach, np. pragnącym otrzymać sakrament bierzmowania, mógł on z łatwością pomóc na ile tylko było to możliwe w ramach norm Kościoła – oto bowiem kryzys Kościoła uczynił wątpliwym ważność bierzmowań udzielanych zgodnie z nowym rytem. Z jednej strony, jak mówił, katolicy mają prawo do bezsprzecznie ważnych sakramentów, a jeśli z drugiej strony takie osoby nie chciały z nim dalej współpracować, to był ich wybór i ich odpowiedzialność przez Panem Bogiem.

Po trzecie, dla tych wszystkich, którzy nigdy nie prosili go o wykonywanie nad sobą władzy, jak np. duża liczba tradycjonalistycznych kapłanów, którzy sympatyzowali z FSSPX, ale nie byli jego członkami, był on zawsze hojny jeśli chodziło o kontakt, przyjaźń, zachętę czy radę, o którą zawsze mogli oni go prosić, ale nigdy w najmniejszym stopniu nie rościł on sobie prawa czy nie zachowywał się tak, jakby miał nad nimi władzę. To samo dotyczyło wiernych świeckich. Wielu katolików nigdy nie zgodziło się ze stanowiskiem, które zajął, ale on był nieustannie uprzejmy i gotowy do odpowiadania na pytania, jeśli tylko pytający choć w najmniejszym stopniu był zainteresowany odpowiedzią. Zaś obiektywizm i racjonalność jego odpowiedzi zmieniła wielu wiernych Neo-Kościoła w tradycjonalistów, którzy oddali swoje dusze jego pasterskiej posłudze i kierownictwu jego kapłanów.

Reasumując: Sobór Watykański II okaleczył katolicki Autorytet, ale gdzie jest dobra wola, tak jest też rozwiązanie, choćby zastępcze, dla dusz szukających wiecznego zbawienia, którego osiągnięcie jest bardzo trudne bez kapłanów. Poprzez Arcybiskupa Lefebvre w sposób szczególny, ale nie wyłączny, Pan Bóg dał duszom taką zastępczą drogę, która cały czas istnieje.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLVII (657)

15 lutego 2020

AUTORYTET ARCYBISKUPA – I

Katoliccy kapłani, miejcie dla siebie wyrozumiałość,

Katolicy, módlcie się, by wasi kapłani się wspierali.

Spróbujmy przedstawić relację między katolicką Prawdą a katolickim Autorytetem na konkretnym przykładzie Atanazego dzisiejszych czasów, którego Pan Bóg dał nam aby wskazać drogę przez ten przedapokaliptyczny kryzys, tj. Arcybiskupa Marcela Lefebvre (1905-1991). Podczas gdy zdecydowana większość kościelnych hierarchów w czasie Soboru Watykańskiego II była przekonana, że trzeba zmienić istotę Wiary, a kilka lat później w imię posłuszeństwa porzucić ryt prawdziwej Mszy Świętej, dzięki sile swojej wiary Arcybiskup pozostał wierny wobec niezmiennej Prawdy Kościoła i pokazał, że jest to serce i dusza Bożego Autorytetu. Jak bowiem mówi hiszpańskie przysłowie: posłuszeństwo nie jest sługą posłuszeństwa.

Oczywistym jest, że Arcybiskup wierzył, że kościelny Autorytet ma za zadanie kierowanie wszystkimi członkami Kościoła dla zbawienia ich dusz. Dlatego też w pierwszych latach istnienia Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X (1970-74) starał się o to, aby być posłusznym Kodeksowi Prawa Kanonicznego i papieżowi Pawłowi VI, tak długo, jak tylko mógł. Kiedy jednak prałaci przysłani z Rzymu w celu przeprowadzenia wizytacji seminarium w Écône tak bardzo odeszli od katolickiej Prawdy w tym, co mówili klerykom, wówczas napisał słynną Deklarację z dnia 21 listopada 1974 roku, aby zaprotestować przeciwko całkowitemu porzuceniu przez Rzym katolickiej wiary na rzecz religii posoborowej. Jego Deklaracja stała się programem tradycjonalistycznego ruchu, który latem 1976 roku ukazał się podczas Mszy Świętej w Lille we Francji.  

Sam Arcybiskup zawsze stanowczo zaprzeczał temu, że jest przywódcą Tradycji, ponieważ aż do dnia dzisiejszego katolicka Tradycja jest nieoficjalnym ruchem i nie ma urzędowych struktur. Nie był on jedynym przywódcą wśród tradycjonalistów, nie wszyscy zgadzali się z nim i nie wszyscy oddawali mu hołd. Niemniej jednak wielka liczba katolików widziała w nim swojego przywódcę, ufała mu i podążała za jego przykładem. Dlaczego? Ponieważ widzieli w nim kontynuację tej katolickiej Wiary, która jedyna może zbawić ich dusze. Innymi słowy: Arcybiskup mógł nie mieć oficjalnego autorytetu nad nimi, ponieważ jurysdykcja jest prerogatywą kościelnych hierarchów wynikającą z ich powołania na urząd, ale aż do swojej śmierci zdobył niezwykły moralny autorytet poprzez swoją wierność wobec prawdziwej Wiary. Można zatem powiedzieć, że jego wierność wobec Prawdy stworzyła jego autorytet, nieoficjalny ale realny, podczas gdy odejście od Prawdy przez kościelnych hierarchów rozmywa od tamtej pory ich autorytet. Zależność autorytetu, a przynajmniej katolickiego Autorytetu, od prawdy, była całkowicie oczywista.

Jednakże sytuacja Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, które Arcybiskup założył w 1970 roku była nieco inna, ponieważ w tym przypadku otrzymał on jurysdykcję od oficjalnego Kościoła, a mianowicie od biskupa Charrière, biskupa ordynariusza diecezji Lozanny, Genewy i Fryburga. Arcybiskup cenił sobie tę jurysdykcję ponieważ potwierdzała ona, że nie wymyśla on sobie niczego, ale tworzy dzieło dla Kościoła. Dlatego też starał się kierować FSSPX jak zwykły przełożony zwykłego katolickiego zgromadzenia pod zwierzchnictwem Rzymu, do czego pełne prawa dawała mu jego walka w obronie prawdziwej Wiary. Jednak rzymscy urzędnicy wykorzystali całą swoją władzę, aby obrzucić Arcybiskupa oszczerstwami, a poprzez to zrazić do niego jak największą liczę katolików, którzy w przeciwnym razie poszliby za nim.

Co więcej, tworzenie wokół niego Neo-Kościoła oznaczało, że nawet wewnątrz Bractwa  autorytet Arcybiskupa był poważnie osłabiony. Na przykład, jeśli przed Soborem kapłan niezadowolony ze swojego biskupa diecezjalnego składał prośbę o przyjęcie do innej diecezji, wówczas biskup tej diecezji konsultował się oczywiście z jego dotychczasowym biskupem, a jeśli ten doradził drugiemu, by nie miał nic do czynienia z danym kapłanem, wówczas odrzucano jego wniosek. Z kolei, gdy niezadowolony kapłan Bractwa składał prośbę o przyjęcie do diecezji Neo-Kościoła, wówczas biskup Neo-Kościoła witał go jako „powracającego do oficjalnej owczarni” uciekiniera ze „schizmy Lefebvre’a”. Zatem Arcybiskup nie był wspierany przez braci w biskupstwie, co oznaczało, że nie mógł on dyscyplinować kapłanów wewnątrz Bractwa tak, jak powinien on być w stanie. Jego władza kroczyła po skorupce od jajka, skoro nie miał on do dyspozycji żadnych sankcji, za pomocą których mógł trzymać w ryzach rozkapryszonych księży. W ten oto sposób brak Prawdy w Neo-Kościele doprowadził do tego, że Prawda w Bractwie pozbawiona została należytego Autorytetu, który mógł ją chronić.

Dlatego też by zrekompensować brak jedności w Prawdzie pochodzący od hierarchii, tradycjonalistyczni kapłani muszą dziś okazywać sobie nawzajem większą wyrozumiałość niż normalnie, zaś katolicy wierni Tradycji muszą modlić się bardziej niż zazwyczaj za swoich kapłanów o tę wyrozumiałość. To nie jest niemożliwe.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLVI (656)

8 lutego 2020

NIEODZOWNOŚĆ PAPIEŻA – II

Drodzy Tradycjonaliści! Tradycja uczy,

Że niemożliwa jest jedność z niewiernym papieżem.

W zeszłym tygodniu niniejsze Komentarze przypisały odpowiedzialność za trwający już od ponad 50 lat bezprecedensowy kryzys Kościoła katolickiego niewierności katolickiego Autorytetu wobec katolickiej Prawdy. Logicznym wnioskiem było to, że kryzys zakończy się wtedy, kiedy katolicki Autorytet powróci do Prawdy, gdyż Prawda jest niezmienna i nie może dostosować się do papieża i biskupów, których powinnością jest jej obrona. Ponadto stwierdzono, że papież musi przywrócić biskupów oraz że tylko sam Pan Bóg może przywrócić papieża i że Pan Bóg postawi papieża z powrotem na nogi, dopiero gdy  wyciągniemy wnioski z tej naszej lekcji. A to dlatego, że gdyby Pan Bóg podniósłby nas za wcześnie z tej lawiny błota to wówczas my, niegrzeczni ludzie, skorzystalibyśmy z tego tylko po to, aby ponownie się stoczyć. Pan Bóg nie może sobie pozwolić na to, by być zbyt szczodrym dla naszego zepsutego pokolenia. Ale właściwie jaka lekcja lub jakie lekcje są nam potrzebne?

Między innymi ta, że świat nie może funkcjonować bez zdrowego Kościoła, a Kościół musi mieć zdrowego papieża, któremu należy się posłuszeństwo. Oto przykład: kiedy pod koniec 1965 roku kończył się Sobór Watykański II kościelni dostojnicy rozpaleni byli żarem apostazji. Jednak Pan Bóg nawet wówczas dał ludzkości jeszcze jedną szansę. Paweł VI stanął przed palącym zagadnieniem sztucznych środków kontroli urodzin, w skrócie antykoncepcji. Warunki panujące w nowoczesnych miastach przekonywały zdecydowaną większość biskupów, kapłanów i wiernych, że złagodzić trzeba surowe i wiekowe potępienie ze strony Kościoła, że nowoczesne miasta mają rację i że niezmienna zasada Kościoła, czyli innymi słowy samego Pana Boga, jest błędna. Także Paweł VI chciał uczynić reguły łatwiejszymi.

Jednakże kiedy komisja ekspertów powołana do zbadania tej kwestii przedstawiła swój raport, wówczas on sam zobaczył, że nie można poluzować zasad. Chociaż jego argumenty za utrzymaniem dotychczasowych zasad nie mają w sobie tej mocy, którą mają wiekowe argumenty oparte na niezmiennym prawie naturalnym, jednak Paweł VI bronił istoty tych zasad w swojej encyklice Humanae Vitae z 1968 roku. Kiedy tylko ją opublikował, wówczas w Kościele rozpętało się piekło. A w 1969 roku narzucił on całemu Kościołowi Novus Ordo Missae. Choć to tylko czysta spekulacja, ale czy gdyby biskupi i kapłani posłuchali wówczas Pawła VI zamiast odrzucać niezmienne prawo Boże, to może Pan Bóg ochroniłby ich przed nową Mszą? Tymczasem było tak, że okazując nieposłuszeństwo papieżowi, kiedy był on wierny Bożemu prawu, wszyscy oni wzięli udział w rozpadzie Autorytetu w Kościele. Wszystko się wówczas zmieniło i wewnątrz Kościoła zapanował chaos.

Jest to klasyczny przykład potwierdzający to, że Prawda potrzebuje Autorytetu, że świat potrzebuje Kościoła, a Kościół papieża. Szczególnie w dzisiejszych wielkich miastach ludzie nie widzą niczego złego w antykoncepcji, wręcz przeciwnie, wydaje się być ona po prostu zgodna ze zdrowym rozsądkiem. A jeśli do tego nie ma Autorytetu zakazującego antykoncepcji, to już nic i nikt inny nie przeciwstawia się ludzkim namiętnościom, które prowadzą do jej stosowania. Sam Sobór Watykański II (Gaudium et Spes, 48) sugerował, że w akcie małżeńskim przyjemność jest ważniejsza od przekazania życia, a w ten sposób otworzył bramy dla rozwodów, cudzołóstwa, antykoncepcji, aborcji, eutanazji, homoseksualizmu, zmiany płci i jeszcze innych póki co nieznanych horrorów, których ukrytym źródłem jest odrzucenie podporządkowania przyjemności darowi przekazywania życia. Święta Matka Kościół zawsze rozumiała, że rozbicie aktu małżeńskiego oznacza stopniowe rozbicie małżeństwa, poszczególnych osób, rodziny, społeczeństwa, narodu i świata. To jest właśnie chaos, w którym dziś jesteśmy. Dlatego tak wielka jest potrzeba Autorytetu.

Najważniejszym zaś Autorytetem jest Autorytet Kościoła, który nakłada na błądzące umysły ludzi nieomylną Bożą Prawdę, zaś na ich rozkapryszoną wolę wieczne Prawo Boże, aby mogli oni iść do Jego nieba i uniknąć swojego piekła. Aby temu Autorytetowi nadać widzialną postać i postawić go ludziom przed oczyma, Wcielony Bóg założył swój jedyny Kościół katolicki jako monarchię, której jedynym władcą jest papież rzymski. Tylko papież otrzymał misję i łaskę, by rządzić i gromadzić, w katolickiej Prawdzie, wszystkich członków Kościoła. To zaś oznacza, że jeśli porzuca on Prawdę, jak to się stało po Soborze Watykańskim II,  wówczas nieuniknione jest to, że owce zostają rozproszone, ponieważ nikt poza papieżem nie otrzymał od Pana Boga misji i łaski, by je zjednoczyć (por. Łk 22, 32).

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLV (655)

1 lutego 2020

NIEODZOWNOŚĆ PAPIEŻA – I

Wiele owiec idzie chwiejnym krokiem,

A tylko papież może zjednoczyć Kościół.

Wraz z upływem lat, wobec braku poprawy nienormalnej sytuacji Kościoła, katolicy wierni Tradycji zadają sobie pytanie, dlaczego przynajmniej nasi tradycyjni kapłani nie mogliby się zebrać i przestać zwalczać? Wszyscy oni wierzą w tę samą Tradycję Kościoła, wszyscy są zgodni co do tego, że Sobór Watykański II był dla Kościoła katastrofą. Wszyscy oni wiedzą, że konflikty między kapłanami są dla wiernych Tradycji nieprzyjemne i zniechęcające. Dlaczego więc nie mogą zapomnieć o różnicach i skupić się na tym, co ich wszystkich łączy, czyli na tym, co Kościół uczy i czyni, na tym, co zawsze uczył i czynił, aby zbawić dusze? Jest odpowiedź na to pytanie i aby pomóc katolikom wytrwać w wierze, trzeba o niej co jakiś czas przypominać.

Przyjmując zawsze, że obecny kryzys Kościoła nie jest niczym normalnym w jego historii, ale jest integralną części okresu prowadzącego do jednego i jedynego końca świata, niniejsze Komentarza posługują się najczęściej parą słów do opisania struktury tego kryzysu, tj. Prawda i Autorytet. Początków kryzysu należy upatrywać znacznie wcześniej niż w czasach Soboru Watykańskiego II, a mianowicie w znacznej mierze w reformacji, którą rozpoczął Marcin Luter (1483-1546). Aż do Soboru Watykańskiego II Kościół Katolicki walczył o utrzymanie protestanckiej trucizny poza swoimi murami. Jednak w czasie Soboru najwyższy katolicki Autorytet, dwóch papieży i 2 tysiące biskupów, zrezygnowało z tej walki i wpuściło truciznę do środka. Oznacza to, że teksty soborowe charakteryzuje dwuznaczność, należało bowiem zachować katolicki wygląd, ale pod tymi pozorami ukryć prawdziwe uderzenie,  tzw. „duch Soboru”, zmierzające w stronę zaakceptowania liberalizmu i modernizmu, które wynikały z protestantyzmu, a które zniszczą pozostałości katolicyzmu katolicyzm, gdy tylko zostaną dopuszczone.

Z tego wynika, że na Soborze katolicki Autorytet dogłębnie odszedł od katolickiej Prawdy, aby dostosować doktrynę do oczekiwań nowoczesnych czasów. A od kiedy katolicki Autorytet i katolicka Prawda przestały iść w parze, wierni katolicy, aby pozostać katolikami, musieli – i nadal muszą – dokonać strasznego wyboru: albo pozostaną przy Autorytecie, począwszy od papieża, poprzez biskupów, aż do kapłanów i porzucą doktrynę, albo pozostaną przy doktrynie i porzucą Autorytet, albo też wybiorą jeden z wielu możliwych kompromisów znajdujący się pomiędzy tymi dwoma biegunami. W każdym razie owce pozostają rozproszone, choć nie ze swej winy. Winę za to przypisać bowiem należy dwóm papieżom i dwóm tysiącom biskupów, którzy są odpowiedzialni za to, że na Soborze Autorytet zdradził Prawdę. Źródłem trwającego już pół wieku kryzysu jest właśnie rozdźwięk pomiędzy Prawdą a Autorytetem.

Skoro zaś Prawda jest istotą jedynej prawdziwej religii jedynego prawdziwego Boga, a Jego własny autorytet jest konieczny dla obrony tej jedynej Prawdy przed wszelkimi skutkami grzechu pierworodnego w ludziach, to jedynym możliwym rozwiązaniem kryzysu, które położy kres schizofrenii i rozproszeniu owiec, będzie powrót Pasterza i pasterzy, tj. papieża i biskupów, do katolickiej Prawdy. Z pewnością powrót ten nie następuje jeszcze ani w Kościele, ani w Bractwie Kapłańskim Św. Piusa X, które w dalszym ciągu – jak wszystko na to wskazuje – dąży do oddania się pod władzę posoborowych hierarchów. (A Arcybiskup Lefebvre? „On nie żyje”, powiedzą niektórzy!)

Dlatego dopóki wszechmogący Bóg – nikt inny nie może tego uczynić! – nie postawi papieża z powrotem na nogi, a papież z kolei nie będzie utwierdzał swoich braci (Łk 22, 32), innymi słowy nie naprostuje biskupów na całym świecie, obecny kryzys może się tylko pogłębiać, aż wyciągniemy wnioski z tej lekcji, a Pan Bóg zmiłuje się nad nami. Do tego czasu, jak mówi angielskie przysłowie: co nie może zostać wyleczone, musi zostać zniesione.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLIV (654)

25 stycznia 2020

NA POKUSZENIE

Pan Bóg dopuszcza próby, karze i uczy pokory,

Ale grzeszenie nie jest moim przeznaczeniem.

Jeden z Czytelników zadał klasyczne pytanie dotyczące fragmentu Modlitwy Pańskiej: nie wódź nas na pokuszenie. Niewątpliwie pokusy dotyczą zła. Jak zatem nieskończenie dobry Bóg może prowadzić nas do zła? Skoro bowiem modlimy się do niego, aby nie wiódł nas na pokuszenie, to znaczy, że może to czynić. Ale jak to możliwe? Nie wódź nas na pokuszenie jest dosłownym tłumaczeniem oryginalnego tekstu greckiego – μη εισενεγκης ημας εις πειρασμον – i Kościół naucza, że ten grecki tekst pochodzi od samego Pana Boga. Jak zatem Pan Bóg może sam deklarować, że może nas wodzić na pokuszenie? Musimy tu wyjaśnić cztery  prawdy.

Po pierwsze, Pan Bóg może chcieć zła fizycznego, jak np. choroby, aby ukarać złych moralnie ludzi, ale absolutnie niemożliwe dla Pana Boga jest, aby chciał zła moralnego, ponieważ to jest grzech, a Pan Bóg nie może nawet potencjalnie grzeszyć, gdyż jest pełnym Dobrem, Bytem, który jest samym Istnieniem. Skoro bowiem cokolwiek istnieje, to musi istnieć pierwsza przyczyna istnienia, która nie może mieć żadnych ograniczeń dotyczących swojego istnienia wyznaczonych przez jakąś inną, wcześniejszą przyczynę, a zatem jest to nieograniczone Istnienie. Tam zaś, gdzie jest istnienie, jest także dobro i odwrotnie. W istocie są to elementy idące w parze – zło jest zawsze jakimś brakiem w istnieniu, np. ślepota nie jest złem w kamieniu, ale w istocie, która normalnie ma zmysł wzroku. Dlatego nieskończone Istnienie jest nieskończenie dobre, jest pełnym Dobrem, niezdolnym do tego, aby wprost pragnąć lub czynić zło moralne. Niewiele jest rzeczy tak pewnych.

Jednak Pan Bóg może dopuścić moralne zło, ponieważ może On i zawsze wyciąga z niego większe dobro. My ludzie bynajmniej nie możemy zawsze zobaczyć, na czym to większe dobro polega, ale najpóźniej na Sądzie Ostatecznym wszyscy zrozumiemy wyższy sens każdego moralnego zła, które Pan Bóg dopuścił. Oto pomocne porównanie: widząc spód tkanego dywanu mogę jedynie przypuszczać, jak piękny jest wzór na jego powierzchni. Ale to piękno istnieje, bez niego nie widziałbym bowiem spodu, który przynajmniej pozwala mi przypuszczać, jak piękna jest niewidoczna od spodu powierzchni.

Zarzut: ale Pan Bóg wciąż działa, by dopuścić zło moralne, np. pokusę do grzechu. Na przykład w licznych wersach rozdziałów VII-XIII Księgi Rodzaju czytamy, że Bóg uczynił twardym serce faraona, aby grzeszył przeciwko Izraelitom. Odpowiedź: nie, kiedykolwiek Pan Bóg dopuszcza moralne zło, On nigdy nie popełnia czynu, On jedynie powstrzymuje udzielenie łaski czy pomocy dzięki której grzesznik nie dopuściłby się grzechu. Ale przecież decydując się na to, by pozwolić faraonowi na grzech, bezwzględnie wiódł go na pokuszenie i do grzechu.  Nie, ponieważ Pismo Święte mówi: Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania abyście mogli przetrwać (1 Kor 10, 13). Zatem grzesznik, który jest kuszony otrzymuje od Pana Boga wszystkie łaski, które są niezbędne, by nie popełnić grzechu. Jego własną winą jest, jeśli ulegnie pokusie.

Jednak ilekroć grzesznik ulega pokusie, Pan Bóg przewidywał, że tak się  stanie. Dlaczego zatem prowadzi do tego, skoro to dopuszcza i powstrzymuje się od udzielenia łask potrzebnych, by tego uniknąć?  Jeśli  grzesznik ulega pokusie, to jest to zawsze tylko jego wina. Św. Ignacy Loyola w swych Ćwiczeniach Duchowych wskazuje na trzy powody, dla których Pan Bóg może dopuścić duchowe spustoszenie duszy i te same powody mają zastosowanie także do pokus duchowych. Pan Bóg może wykorzystać pokusy moralne do dobrego by nas ukarać, wypróbować lub nauczyć. Może karać nas kolejną pokusą za ostatni grzech, który popełniliśmy. Z kolei wypróbowując nas poprzez pokusę umożliwia nam zdobywanie wielkich zasług tak długo, jak stawiamy opór i nie upadamy. Ojciec Pio mówił: Jeśli tylko dusze wiedziałyby, jak wiele zasług mogą zdobyć poprzez pokonywanie pokus, wówczas prosiłby o nie. I wreszcie Pan Bóg może uczyć nas za pomocą pokus, które pokazują jak nędzni i słabi jesteśmy, że zaiste jesteśmy zależni od jego pomocy.

Reasumując: jest tak wiele dobra dla nas grzesznych, które Pan Bóg może wywieść z dopuszczania pokus, że powinniśmy prosić nie o to, byśmy nie byli kuszeni, ale o łaskę, by nie ulegać pokusom, kiedy jesteśmy kuszeni. Panie, niech ogranie mnie ogień, ale oby nigdy mnie nie spalił. Pozwól mi poprzez pokusy zdobywać zasługi, ale nie pozwól, bym im uległ.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLIII (653)

18 stycznia 2020

PROFESOR DREXEL – III

Do tego czasu siedź spokojnie duszo moja.

Złe czyny ujawnią się, choć świat je przysłania. (Hamlet)

W niniejszym wydaniu Komentarza Eleison odnajdziemy po raz trzeci i ostatni fragment godnej podziwu książki z lat siedemdziesiątych XX wieku autorstwa ks. prof. Alberta Drexel z Austrii pt. Wiara to więcej niż posłuszeństwo. Mamy prawo sądzić, że to są słowa Pana Jezusa, gdyż przesłanie jest w pełni prawowierne, a w kontekście zamieszania w Kościele wynikającego z Soboru Watykańskiego II (1961-65), jest ono jasną wskazówką, iż oficjalny Kościół szedł w XX wieku złą drogą, co zresztą czyni do dziś. Dla katolickiego duchowieństwa to przesłanie jest jasnym ostrzeżeniem: jeśli będziecie nalegać, by podążać w nowym, ludzkim kierunku i porzucicie prawdziwą religię Boga, wówczas czeka na was po śmierci straszliwe potępienie w piekle. Dla wiernych świeckich zachęta jest równie jasna: jeśli z wiarą i odwagą pozostaniecie wierni prawdziwemu Kościołowi, wasza nagroda w niebie będzie wielka. Zarówno dla duchownych, jak i wiernych świeckich całe przesłanie pozostaje jak najbardziej aktualne w 2020 roku.

Maj 1974 roku

Nie stań się przygnębiony ze względu na błędu i herezje niewiernych kapłanów odstępców, dla których ciało i rozkosze zmysłowe liczą się bardziej niż miłość do mojego Kościoła i nieśmiertelnych dusz. Niech wszyscy moi prawdziwi i wierni wyznawcy wiedzą, że wszyscy wewnętrzni i zewnętrzni nieprzyjaciele Kościoła zginą na wieki, jeśli ze skruszonym sercem nie wrócą do jednej i jedynej doktryny Kościoła.

Powiadam wam: powstaną kapłani, nawet już są kształceni, ukryci w ciszy dla przyszłości i dla czasów, które nadchodzą, kiedy z duchem apostolskim, podążając śladami świętych, z miłości do Bożego porządku i jedności mojego katolickiego Kościoła, której pragnę, wystąpią oni ze świętą czcią by sprawować Święte Tajemnice i cud Najświętszej Ofiary (Jest to najpewniej proroctwo dotyczące młodych kapłanów Tradycji, którzy począwszy od 1976 roku zaczną być wyświecani w Écône).

Lipiec 1975 roku

Mój Kościół żyje otoczony apostazją i spustoszeniem. Żyje w licznych wiernych i oddanych duszach. W historii mojego Kościoła zawsze były czasy kryzysu, odstępstwa i zniszczenia, ze względu na złych kapłanów i letnich pasterzy. Ale moc Boża jest silniejsza, na ruinach i cmentarzach niewierności i zdrady podnosi ona Kościół i sprawia, że rozkwita na nowo, choć mniej liczebny niż wcześniej. Dzieło mojego sługi Marcela w Écône nie zginie! (Ów Marcel to oczywiście Arcybiskup Lefebvre, który w 1970 woku założył seminarium Tradycji w Écône).

Marzec 1976 roku

Mój wierny syn Marcel, który tak wiele cierpi dla wiary, jest na dobrej drodze. Jest on niczym światło i filar prawdy, którą tak wielu moich kapłanów zdradza. Wiara to więcej niż posłuszeństwo. Dlatego też jest moją wolą, aby dzieło edukacji kapłanów kontynuować dla zbawienia dusz i ratowania mojego jedynego i prawdziwego Kościoła w duchu mojego syna Marcela (Ten, kto ma uszy do słuchania, odnajduje to jasne poparcie dla katolickiej Tradycji).

Grudzień 1976 roku

Ci, którzy przygotowują się do kapłaństwa i wstępują do seminarium diecezjalnych nie mają pełnej i głębokiej wiary w Przeistoczenie. Wielu seminarzystów nosi w sobie ideę, by pewnego dnia się ożenić. Dlatego też zbliża się czas, kiedy ludzie w wielu miejscach nie będą mieć kapłanów.

Ci kapłani, którzy postrzegają Najświętszą Ofiarę Mszy Świętej jako najprawdziwszą i najświętszą ofiarę, którzy ze świętą czcią sprawują tajemnicę mojego Ciała i Krwi, jak to czyni mój godny sługa Marcel, są prześladowani, pogardzani i wyjęci spod prawa.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLII (652)

11 stycznia 2020

PROFESOR DREXEL – II

Im większe tu na ziemi cierpienia i udręka,

Tym większa nagroda czeka w niebie!

Tak jak w przypadku większości domniemanych objawień, rację miałby ten, kto powiedziałby, że istota przesłań, które otrzymał ks. prof. Drexel w latach 1970-77, zawarta jest już w Ewangelii, a mianowicie:  Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie (Mt 5, 11-12). Ale jeśli ktoś powiedziałby, że te przesłania były nie potrzebne, bo ich istota jest już w Ewangelii, ten bardzo byłby się mylił. W 1970 roku rozpoczęły się bowiem moralne tortury wielu dobrych katolików rozdartych przez hierarchów Soboru Watykańskiego II między katolicką wiarą a posłuszeństwem. Dlatego też Pan Jezus powtarzał raz po raz takim duszom jak ks. prof. Drexel, że zdradzili go jego właśni kapłani.

Oto bowiem katolicy, którzy przez 400 lat ratowani byli przez swoje posłuszeństwo wobec wiernego Soboru Trydenckiego (1545-1563), nie mogli pojąć, że nie mogą tego samego posłuszeństwa okazać niewiernemu Soborowi Watykańskiemu II (1962-65). Do roku 2020 wierność Arcybiskupa Lefebvre wobec nieskażonej wiary i Mszy miała czas, by zasiać Tradycję na całym świecie (choć jest jeszcze tyle miejsc, gdzie musi dotrzeć), ale w 1970 roku było czymś całkowicie niewyobrażalnym i tylko nieliczne dusze widziały, że papież, biskupi i kapłani mogą niszczyć Kościół. Stąd też tak potrzebne były takie przesłania Naszego Pana (jak możemy wierzyć), jak to z dnia 4 lipca 1970 roku, skierowane do ks. prof. Drexela:

Bądź dobrej myśli i nie daj się zniechęcić ani przez niepokoje i próbę zniszczenia mojego Kościoła, ani przez wywracanie porządku na świecie. Prawdą jest, że szatan i jego demoniczne moce działają tak mocno, jak jeszcze nigdy w historii rodzaju ludzkiego i Kościoła. Ale czy dzięki Bożej łasce i działaniu Ducha Świętego nie powstaje w ten sposób dzieło, które bardziej niż jakiekolwiek inne przyzywa pomocy aniołów, nadprzyrodzonej mocy tych duchowych istot? To dzieło ma Boże pochodzenie! Niech wszyscy wierni mojego Kościoła idą w stronę przyszłości w pokoju i z mocną wiarą!

Szatan będzie szaleć, a jego najlepszymi pomocnikami są księża, którzy wewnętrznie i zewnętrznie odeszli od wiary i swego kapłaństwa. Ale Niepokalana Maryja Panna, nietknięta jakąkolwiek zmazą grzechu, odniesie zwycięstwo. Choć moje stado, które podąża za mną i moim krzyżem, które jest wierne i pełne miłości wierzy w Rzeczywistą Obecność mojego Ciała i Krwi, będzie nieliczne, jednak wiara i modlitwa, wyznawanie wiary i nadzieja oraz umiłowanie prawdy na końcu zwyciężą. Wichury będą szaleć. Mogą one kruszyć skały i rozsadzać tamy. Ale Bóg jest wszechmogący, prawda jest silniejsza, łaska bogatsza i obfitsza, dlatego Skała, którą ja ufundowałem, będzie trwać do końca!

Słowa w tym samym tonie odnajdziemy w przesłaniu, które otrzymał ks. prof. Drexel w dniu 5 marca 1971 roku:

Nie zniechęcaj się ze względu na obecny, wewnętrzny i zewnętrzny, ucisk mojego Kościoła. Wynika on z tego, że osoby poświęcone służbie Bogu stały się niewierne wobec swojego powołania i łaski (…) Są to kapłani i teologowie, jak sami o sobie mówią, którzy mnie opuścili i zdradzili, którzy ciągle mnie prześladują. Ich liczba rośnie (…) Od kiedy chodziłem po ziemi wśród ludzi, cierpienia mojego jedynego i prawdziwego Kościoła nie były tak wielkie, jak w obecnym czasie, a ta udręka jest coraz większa.

Jednak nie ulegaj rozpaczy. Nawet jeśli stado o którym mówiłem jako Boski Dobry Pasterz stanie się bardzo małe, ten Kościół, który założyłem na Piotrze i który porównywałem do skały, nie zostanie zniszczony ani z zewnątrz, ani z wewnątrz. Ale Ty i wszyscy, którzy zostaną Ci dani przez Ojca, musicie kontynuować pracę dla Kościoła, dla wiary i dla dusz. Ludzie wspierający Cię zbiorą plon błogosławieństw za swoje dobre uczynki, a tych błogosławieństw nie da się porównać z niczym na tym świecie.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCLI (651)

4 stycznia 2020

PROFESOR DREXEL – I

Błogosławiona dusza, która przetrwa czas próby,

Zwłaszcza wówczas, gdy próba jest ciężka.

Podczas gdy z roku na rok kryzys Kościoła i całego świata nieubłaganie narasta, początek kolejnego roku może być dobrym momentem, aby zwrócić uwagę na przesłanie Naszego Pana z początku lat siedemdziesiątych XX wieku, kiedy niezliczone rzesze dobrych katolików zaczęły poważnie cierpieć na skutek zamieszania i przykrości związanych z narzuceniem im nowej religii Soboru Watykańskiego II, który zakończył się w 1965 roku. Jedną z takich ofiar był ks. Albert Drexel (1889-1977), poważany profesor filozofii z Vorarlberg w Austrii oraz pobożny katolicki kapłan, któremu od 1922 roku objawiał się w każdy pierwszy piątek miesiąca Pan Jezus.

Przesłania spisywał on począwszy od 1970 roku aż do swojej śmierci, po której to zostały one opublikowane w formie małej książeczki dostępnej do dziś, a zatytułowanej: Wiara to więcej niż posłuszeństwo. Żaden katolik nie jest zobowiązany do wierzenia, że są to słowa Pana Jezusa, ale w tych pierwszopiątkowych przesłaniach z lat 1970-1977 wiele owiec rozpoznaje głos Mistrza. Oto na przykład przesłanie z dnia 5 marca 1976 roku, z których zaczerpnięty został tytuł książki i to właśnie w czasie, kiedy konflikt pomiędzy wiarą prawdziwego Kościoła a posłuszeństwem wobec fałszywego Kościoła wchodził w najostrzejszą fazę:

Przyszłość dla Ciebie jest mroczna. Znana mi jest Twoja wewnętrzna walka o prawidłowe postrzeganie i droga, które prowadzi do zamieszania. Dlatego pragnę dać Ci światło. Mój wierny syn Marcel [Arcybiskup Lefebvre], który tak wiele cierpi dla wiary, jest na dobrej drodze. Jest on niczym światło i filar prawdy, którą tak wielu moich kapłanów zdradza. Wiara to więcej niż posłuszeństwo. Dlatego też jest moją wolą, aby dzieło edukacji kapłanów kontynuować dla zbawienia dusz i ratowania mojego jedynego i prawdziwego Kościoła w duchu mojego syna Marcela.

Duch tego świata przeniknął do Kościoła, a duch Boży zniknął z wielu serc, które zostały wezwane, by głosić prawdę. Mówią oni o zupełnie innych rzeczach i wpadają w szatańską pułapkę. W ten sposób psują wiernych, w tym także dzieci (…). Ten światowy duch przeniknął duchownych, klasztory męskie i żeńskie, ponieważ zakonnicy i zakonnice stracili oraz porzucili ducha założycieli swoich zgromadzeń. Stali się oni zgorszeniem dla wiernych i świata. Nie mają oni już miłości do mojej najświętszej Matki, ani czci wobec mojej Realnej Obecności w Najświętszym Sakramencie. Zamiast tego zakonnicy mówią o sprawach doczesnych, dostatku, życiu pełnym przyjemności, a zakonnice nie mówią już o aniołach, a wiele z nich już nawet nie wspomina najświętszej Dziewicy i Matki Maryi. Wciąż jeszcze istnieją miejsca ciszy i modlitwy, szczególnie sanktuaria w których czczona jest Maryja, moja Matka i Matka łaski. 

Być może to przesłanie z 1976 roku stało się nieco nieaktualne, gdyż w międzyczasie różnica między owocami Soboru Watykańskiego II a dzieła Arcybiskupa Lefebvre stała się tak wyraźna, że oczywistym jest, gdzie odnaleźć można prawdziwego ducha Bożego. Trzeba przy tym zauważyć, że dziś dzieło Arcybiskup wydaje coraz więcej i więcej owoców poza ramami Bractwa, które założył. Niemniej jednak prawdziwy Kościół Boży cały czas rozrywany jest na strzępy przez modernistyczne wilki przebrane za owce i tak wiele dusz jest kuszonych, by porzucić prawdziwą Wiarę i prawdziwy Kościół. Może warto zwrócić im uwagę na przesłania ks. Drexela, np. z dnia 1 stycznia 1971 roku:

Mrok zawisł nad moim świętym Kościołem. Zamieszanie rośnie, coraz więcej i więcej kapłanów staje się niewiernych swojemu powołaniu i kapłańskiej łasce (…) o ile owocem nikczemnych i bezbożnych jest zepsucie, to owocem wiernych będzie rozkwit czystego i jeszcze piękniejszego Kościoła. Chwała tym, którzy zrozumieją ten czas i pozostaną wierni mojej miłości, będą wyznawać moją Matkę, będą podążać drogą świętych i zaufają w opiekę aniołów. Te wierne dusze będą świecić w mroku, nie zachwieją się wobec ataków i nie zostaną złamane pośród prób…

Kyrie eleison.