Komentarze Eleison – A.D. 2019


Komentarz Eleison nr DCL (650)

28 grudnia 2019

ZABIERZ GŁOS!

Arcybiskup powiedział: Rzym nie jest już Rzymem,

Gdzie indziej jest dziś duchowy dom katolików.

Jeśli w przeszłości były wybitne osoby to dlatego, że rozważały one ważne sprawy, to znaczy rozważały wprost bądź domyślnie sprawy Boże. A jeśli były to naprawdę wybitne osoby, to owoce ich myślenia nie były destrukcyjne. Jedną z takich osób w Anglii był z pewnością William Shakespeare. Jako katolik zmagał się on z apostazją swojego kraju, która dopełniała się w czasie, w którym osiągnął on szczyt swojej kariery, tj, około 1600 roku. Jednakże ten zwrot Anglii w stronę protestantyzmu oznaczał, że jeśli nie chciał on zostać powieszony i poćwiartowany, to musiał zamaskować katolickie przesłanie. Udowadnia to Klara Asquith w swojej książce z 2005 toku pt. „Shadowplay”.

Zwróćmy uwagę na jeden przykład. Analizując w swojej książce Sonet 152 autorstwa Shakespeare pokazuje ona, jak od początku do końca obok oczywistego odniesienia do kobiety, Shakespeare z pełną świadomością ukrył zupełnie inne, drugie odniesienie do siebie samego, jako pisarza, któremu nie udało się ostrzec swoich rodaków w należy sposób. Oto 14 wersów tego sonetu odczytanych w ich pierwszym znaczeniu:

In loving thee thou know’st I am forsworn / Wiesz, że kochając się złamałem obietnicę,

But thou art twice forsworn to me love swearing / Jednak ty obiecując mi swoją miłość złamałaś dwie,

In act thy bed-vow broke and new faith torn, / Porzuciłaś łoże swego męża, by do niego wrócić,

In vowing new hate after new love bearing. / A to tylko po to, by go jeszcze raz porzucić .

But why of two oaths’ breach do I accuse thee, / Lecz czemu oskarżam cię o złamanie dwóch przysiąg?

When I break twenty? I am perjured most,I break twenty oaths? / Skoro ja złamałem dwadzieścia, oto jestem wielkim krzywoprzysięzcą.

For all my vows are oaths but to misuse thee, / Na twoją zgubę poprzysięgałem raz po raz,

And all my honest faith in thee is lost; / Twoją dobroć, choć wiedziałem, że nie jesteś dobra.

For I have sworn deep oaths of thy deep kindness, / Jednak przysięgałem, że jesteś tak  miła;

Oaths of thy love, thy truth, thy constancy, / Tak kochająca, tak prawdomówna, tak wierna,

And, to enlighten thee, gave eyes to blindness, / Aby przedstawić cię w dobrym świetle, wmawiałem sobie, że widzę coś, czego nie widziałem,

Or made them swear against the thing they see. / Bądź przysięgałem, że widziałem to, czego me oko nie widziało,

For I have sworn thee fair: more perjured eye, / A zatem przysięgałem, że byłaś dobra, co za straszliwe

To swear against the truth so foul a lie. / Krzywoprzysięstwo z mej strony, gdyż jest to wielkie kłamstwo!

Co ciekawe, tekst sonetu ma znacznie większy sens, kiedy zostanie odczytany w jego drugim, ukrytym znaczeniu, tj. w odniesieniu do sytuacji niewiernej Anglii niż w jego oczywistym na pierwszy rzut oka znaczeniu, tj. w odniesieniu do sytuacji niewiernej kochanki. Oto bowiem Merrie Englande [Szczęśliwa Anglia] przez 900 lat była zaślubiona z Kościołem katolickim. Kiedy król Henryk VIII wydał w 1534 roku tzw. Act of Supremacy [Akt Supremacji], Anglia zdradziła Kościół katolicki i uczyniła z protestantyzmu swojego kochanka. Następnie powróciła na krótko do Kościoła katolickiego pod rządami królowej Marii Tudor (1553-1558), ale po wstąpieniu na tron Elżbiety I w 1558 roku ponownie oddała się cudzołóstwu z protestantyzmem. Jednak William Shakespeare (1564-1616) obwiniał siebie samego za większą zdradę, oto bowiem przez te lata nieustanie gloryfikował Anglię rządzoną przez niewiernych władców i czynił to na jej szkodę. Jako katolik zdawał on sobie bowiem sprawę z tego, że protestantyzm doprowadzi do ruiny Merrie Englande [Szczęśliwa Anglia]. Dokładnie tak się stało!

A dziś? Ten schemat znów się powtarza na naszych oczach. Przez ponad 1900 lat katolicy zaślubieni byli z prawdziwym Kościołem. Ale od czasów Soboru Watykańskiego II (1962-1965) większość z nich podążyła za złymi przywódcami i oddała się cudzołóstwu ze współczesnym światem. Arcybiskup Lefebvre (1905-1991) przyprowadził wielu z nich z powrotem do prawdziwego Kościoła katolickiego, ale jego następcy na czele Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, które założył on w 1970 roku, zaczęli żywić cudzołożną tęsknotę za pojednaniem z posoborowym Rzymem oraz niechęć do przedsoborowej doktryny.

Wniosek? Każdy Shakespeare wśród nas i każdy katolik musi mówić głośno o tym, że Rzym Pachamamy jest jako taki niczym innym, jak ohydą spustoszenia, przed którą należy się strzec.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXLIX (649)

21 grudnia 2019

DWÓCH BISKUPÓW

Tylko półszlachetny człowiek wierzy w kompromis,

Ratunkiem jest poświęceniu Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi.

Kiedy to od lata 2012 roku stawało się coraz bardziej jasne, że dwóch z trzech biskupów Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X nie zajmuje już dłużej takiego stanowiska wobec relacji między Bractwem a Rzymem, jakie zajęli w liście z dnia 7 kwietnia 2012 roku skierowanym do Domu Generalnego, kapłani i wierni świeccy zastanawiali się, co było przyczyną tej zmiany. Wtedy i później jedynie nieliczni uznali zmianę stanowiska biskupów za owoc wpływu innych osób bądź ich charakterów. Skoro bowiem list ostrzegał bardzo ostro przed porzuceniem jasnej zasady Arcybiskupa Lefebvre polegającej na odrzuceniu kontaktów z nienawróconym Rzymem, większość uznała, że zmiana stanowiska biskupów oznacza, iż popierają oni politykę Przełożonego Generalnego: porozumienie przed nawróceniem. Jeśli jednak soborowy Rzym zmienił się między 1988 a 2012 tylko na gorsze, czemu zmieniło się stanowisko dwóch biskupów?

To pytanie jest aktualne także dziś.  Co bowiem ma zostać zyskane dzięki Bractwu dla katolickiej Wiary – nie dzięki katolickiej Wierze dla Bractwa! – poprzez przyjazne kontakty Bractwa z soborowym Rzymem pogrążonym w szatańskich oparach soborowego ekumenizmu do tego stopnia, że papież uczestniczy w kulcie pogańskiej bogini Pachamamy w Ogrodach Watykańskich? Jedno jest pewne: przez ostanie 20 lat Bractwo poświęciło wszystko dla przyszłości tej przyjaźni, więc wycofanie się teraz oznaczałoby przyznanie, że całe te 20 lat było wielką pomyłką. Dlatego też Bractwo, które ma teraz olbrzymią potrzebę zaangażowania nowych biskupów dla swojego tradycjonalistycznego apostolatu na całym świecie, nie może teraz samo wybrać i konsekrować katolickich biskupów, bo to z pewnością nie spodobałoby się posoborowym Rzymianom. Dwóch biskupów w 2012 toku wzięło na swoje własne plecy ciężki krzyż, który z każdym rokiem staje się coraz cięższy. Pomogli oni bowiem zaprowadzić Bractwo w ślepy zaułek – w 2019 roku nie może ono mieć, choć jednocześnie musi mieć, własnych biskupów.

Oto pewne informacje, które rzucają nieco światła na podjętą przez dwóch biskupów decyzję o porzuceniu zasady Arcybiskupa „najpierw nawrócenie, potem porozumienie”, przy której jeszcze niedawno trwali. Co się tyczy biskupa de Galarreta, to tuż po tym, gdy list z 7 kwietnia 2012 roku pojawił się w Internecie, udał się on do Domu Generalnego FSSPX, aby przeprosić Przełożonego Generalnego za to, iż list został opublikowany. Ale jak mógł on odciąć się od jego publikacji, nie odcinając się jednocześnie od jego treści? Wydaje się, że fakt opublikowania listu wywołał u niego lęk przed perspektywą wyrzucenia z Bractwa, choć przecież treść listu powinna była wywołać większy lęk przed zaprowadzeniem Bractwa w ślepy zaułek na skutek fundamentalnego porzucenie walki Arcybiskupa o Wiarę. Czy zachowanie jedności Bractwa było ważniejsze od zachowania wiary?

Biskupowi Tissier de Mallerais zajęło dłużej, można tak powiedzieć, wycofanie swojego podpisu spod listu z dnia 7 kwietnia 2012 roku. Ale już w 2013 roku było jasne, że zmienił on stanowisko. Jednemu z przyjaciół udzielił on następujących biskupich wskazówek: Nie możemy oczekiwać dziś, że Rzym się całkowicie nawróci. Oficjalne uznanie umożliwi nam bardziej owocną pracę wewnątrz Kościoła. Potrzebujemy cierpliwości i taktu, by wykorzystać nasz czas i nie denerwować Rzymian, którzy nie lubią naszej krytyki Soboru. Ale musimy iść naszą drogą stopniowo – czyż nie tak działali święci? Musimy kontynuować potępianie skandali i krytykowanie Soboru, ale musimy być inteligentni i rozumieć sposób myślenia naszych przeciwników, do których zalicza się także Stolica Apostolska. Polityka biskupa Fellay nie poniosła porażki: nic nie zostało podpisane 13 czerwca 2012 roku, nic katastrofalnego, nic wyjątkowego nie miało miejsca przez ostatnie 17 miesięcy. Nielicznie księża opuścili nas, ubolewam nad tym, ze względu na brak roztropności, ale to ich wina. Spróbuj zaufać bardziej innym, a mniej ufaj sobie. Złóż swoją nadzieję w Bractwie i jego przełożonych. Wszystko dobre, co się dobrze kończy. To powinien być duch, w którym będziesz podejmować dalsze decyzje i pisać.

I na tym kończy się uzasadnienie rady, jakiej biskup de Mallerais udzielił swojemu przyjacielowi, aby podążał za biskupem Fellay. Rodzi się jednak pytanie: czy biskup de Galarreta, biskup Tissier de Mallerais oraz biskup Fellay zrozumieli w pełni argumenty stojące za decyzją Arcybiskupa Lefebvre o zerwaniu kontaktów z posoborowymi Rzymianami? A może wszyscy trzej rażąco nie docenili bezprecedensowego, trwającego nieustannie kryzysu spowodowanego przez posoborowych hierarchów, którzy zdradzili Prawdę i Wiarę? Czy jakiś kompromis doktrynalny, czysto ludzkie politykierstwo z Rzymem może rozwiązać przedapokaliptyczny kryzys?

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXLVIII (648)

14 grudnia 2019

POWSTANIE MŁODYCH

Najlepsze dzieła zaczynają się od Wiary i Mszy,

Potem setki Różańców i zacznij działać!

Ilekroć wprowadza się skomplikowane i kontrowersyjne idee do społeczeństwa, klasyczną techniką propagandową jest zwrócenie uwagi ludzi na jakiś kontrowersyjny obraz, który pozostanie w ich umysłach, a wraz ze sobą będzie nieść tę nową ideę. Taka była też z pewnością rola figurek Pachamamy, które znajdował się w centrum wydarzeń od początku aż do końca ostatniego synodu biskupów w Rzymie, który podobno miał doradzać papieżowi w kwestiach dotyczących przyszłości Kościoła katolickiego. Sam papież powiedział, że były to figurki Matki Ziemi, czyli mówiąc wprost pogańskie bożki. Oczywistym jest, że przyciągnęły one uwagę katolików. Pewien młody chłopak z Austrii wraz ze swoim kolegą wyrzucił pięć z nich prosto w wody Tybru. Wywiad, którego udzielił on następnie Janowi Henrykowi Westen z Life Site News jest bardzo budujący i wśród otaczającego nas mroku zasługuje na to, aby został tu przedstawiony, choć jak zwykle w skróconej formie. Alexander Tschugguel ma 26 lat, latem tego roku zawarł związek małżeński i mieszka w centrum Wiednia.

Co skłoniło Pana do tego, aby wyrzucić te pogańskie figurki? Czy myślał Pan o karze, jaką może Pan ponieść?

Wraz z moją żoną zainteresowaliśmy się synodem. Nawiedzaliśmy kościoły, w których wystawiano amazońskie eksponaty. Natychmiast zrozumiałem, że czczenie figurek Pachamamy to kult pogański łamiący Pierwsze Przykazanie Boże. Motyw mojego działania był prosty – wyrzucić je z katolickiego kościoła, usunąć pogaństwo z katolickiego miejsca świętego. Co się tyczy możliwej kary, to nie myślałem o tym, co wydarzy się po ich wyrzuceniu. Myślałem raczej o tym, że jedyną prawdziwą konsekwencją kultu Pachamamy jest utrata nieba. W tym też kontekście moje działanie nie było niczym nadzwyczajnym.

Czy może nam Pan powiedzieć coś o swojej wierze?

Zostałem katolikiem, kiedy w wieku 15 lat nawróciłem się z luteranizmu. Im bardziej poznawałem katolicką wiarę, tym stawała się ona dla mnie piękniejsza. Nawet nie mógłbym sobie dziś wyobrazić, by nie być katolikiem.

W jaki duchowy sposób przygotował się Pan do wyrzucenia pogańskich bożków?

Poprzez wielką dawkę modlitwy. Codzienny różaniec i jeśli to było możliwe Msza święta. Modliliśmy się wchodząc do kościoła, by zabrać stamtąd pogańskie figurki, a nawet wówczas, kiedy wyrzucaliśmy je do Tybru. Duchowe przygotowanie było najważniejsze. Bez modlitwy absolutnie nie byłoby możliwe to, co zrobiliśmy. 

Czy bał się Pan władz, złamania prawa, możliwej konfrontacji?

Nie szukaliśmy wojny, po prostu pragnęliśmy usunąć pogańskiego bożka z kościoła. Weszliśmy do kościoła tuż po jego otwarciu, aby uniknąć konfrontacji. Nie ukradliśmy niczego dla osobistej korzyści, nie szukaliśmy ludzkiego podziwu. Jeśli miałoby nastąpić jakieś postępowania sądowe, to ufamy, że poradzimy sobie z nim ze spokojem i modlitwą.

Jak zareagował Pan później, kiedy biskup Rzymu przepraszał za to, w jaki sposób potraktował Pan te figurki?

Po pierwsze, on sam użył nazwy Pachamama, co oznacza, że wiedział, iż chodzi o pogańskie bóstwo. Po drugie, nie działaliśmy na szkodę ludzi w Amazonii, ale dla ich dobra, aby poznali prawdziwą religię katolicką. Niech papież zrozumie, my po prostu nie chcemy pogańskich bożków w Kościele. Pragniemy, aby Kościół podążał za Panem Jezusem i Tradycją.

Wielu ludzi mówi, że Pan nienawidzi papieża Franciszka.

Nigdy nie nienawidziłbym papieża, nikogo nie chcę nienawidzić. On potrzebuje naszej modlitwy i pomocy, aby nas zrozumieć. Jeśli Synod miał mu pomagać, to czemu nie mogliby mu pomóc świeccy.

Pana czyn wzbudził podziw w całym Kościele. Nawet wysocy hierarchowie nazwali go „heroicznym”.

Jestem nieco zawstydzony, bo przecież nigdy nie chodziło o nas. Po prostu chcieliśmy zrobić to, co jest słuszne w Bożych oczach. Pierwsze Przykazanie zabrania kłaniania się figurkom bożków. A tego właśnie byliśmy świadkami w Ogrodach Watykańskich.

Obserwował Pan synod. Jak Pan go ocenia, co z niego wynika?

Ogłoszono, że będzie się on zajmować kilkoma kwestiami, jak na przykład celibat czy rola kapłańska kobiet. To sprawiło, że zapaliła mi się czerwona lampka. Wówczas zwróciłem uwagę na całą ideologiczną stronę tego synodu – to była wielka mieszanka błędnych idei religijnych i politycznych. Rzekomo synod miał tylko doradzać. A teraz mówią m.in. w Niemczech, że jego postanowienia trzeba realizować. Ludzie muszą zdać sobie sprawę z tego, że za synodem stoi cały program globalistyczny.

Pan podjął działanie. Jak przekonać innych młodych ludzi, takich jak Pan, aby zaczęli działać?

Idźcie do najbliższego najbardziej tradycyjnego kościoła. Odmawiajcie różaniec całymi tonami. Czytajcie na temat filozofii i historii Kościoła. Rozmawiajcie ze swoimi rodzinami, innymi wiernymi, przyjaciółmi. Nie milczcie, zabierzcie głos! Zaangażujcie się w inicjatywy w obronie życie, rodziny, pomagajcie waszym kapłanom.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXLVII (647)

7 grudnia 2019

DOBRA LEKTURA

Czołg na wojnie potrzebuje paliwa i amunicji,

Katolicki rozum potrzebuje łaski i dobrej lektury.

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i pewnie wielu Czytelników zaczyna gorączkowo poszukiwać prezentów z nadzieją, że nie skończy się na kolejnym krawacie. W ostatnim roku zostało opublikowanych w języku angielskim kilka dobrych książek, bądź to po raz pierwszy, bądź to jako reprint. Książki te mogą pomóc ocalić swoje dusze tym katolikom, którzy nie godzą się na zamienienie ich rozumów w papkę. Poniżej przedstawione zostaną cztery książki bądź serie książek, a jeszcze niżej wskazane różne miejsca, gdzie można je nabyć (żadna z nich nie jest dostępna pod osobistym adresem biskupa Williamsona).

Po pierwsze, zacznijmy zatem od książek w porządku alfabetycznym:

“AS WE ARE?” [Jacy jesteśmy?] autorstwa Pana Seana Johnsona, który od wielu lat obserwuje sytuację w Bractwie Kapłańskim św. Piusa X. Tzw. Ruch Oporu wskazuje, że Bractwo odchodzi od stanowiska przekazanego mu przez Arcybiskupa Marcela Lefebvre (1905-1991), iż nie jest możliwe zawarcie porozumienia, bez uprzedniego nawrócenia, podczas gdy Bractwo zaprzecza takiej znaczącej zmianie. W swojej książce Pan Johnson prezentuje cały szereg dowodów, w tym także linków do stron internetowych, potwierdzających, iż Bractwo od dłuższego czasu zmierza w innym kierunku, niż Arcybiskup. Wynika to z faktu, iż jego następcy nigdy nie rozumieli tak jasno jak on całego zła Soboru oraz posoborowych Rzymian. Jest to konieczna lektura dla każdego katolika, który naprawdę chce ustalić, czy Bractwo się zmieniło czy też nie.

“ELEISON  COMMENTS” [Komentarze Eleison], autorstwa biskupa Williamsona, w trzech tomach obejmujących wydania numer 1-200, 201-400 oraz 401-600. Jest to zestaw cotygodniowych komentarzy od samego ich początku, kiedy zaczęły być publikowane w Argentynie w 2007 roku, aż do drugiego numeru ze stycznia tego roku opublikowanego z Broadstairs w Wielkiej Brytanii. Dotyczą one różnych tematów – filozofii, historii, polityki, sztuki, muzyki, teologii – ale może właśnie dzięki temu, że łączą i opisują razem wszystkie te sfery z punktu widzenia katolickiej wiary, mogą być pomocne. Nie są one nieomylne, ale zachęcają do myślenia. A mało prawdopodobne jest, aby człowiek, który szuka argumentów w dyskusji, pozwolił na to, by jego rozum zamienić w papkę.

“RECTOR’S  LETTERS” [Listy Rektora], także autorstwa biskupa Williamsona, w czterech tomach. Są to listy, które biskup Williamson pisał co miesiąc jako rektor seminarium duchownego FSSPX w USA między 1983 a 2003 rokiem. Są one poprzednikami Komentarzy Eleison, ale są od nich dwukrotnie dłuższe, gdyż publikowane były co miesiąc a nie co tydzień. Dokumentują one historię Bractwa w czasie wielu z jego najlepszych lat, ale przede wszystkim analizują zło naszych czasów w nieustannym świetle Boga i jego jedynego prawdziwego Kościoła. W tych Listach i Komentarzach pewna liczba dusz dzięki łasce Bożej odnalazła drogę do Niego i to pomimo całego zamieszania naszych ciemnych czasów. Bogu niech będą za to dzięki.

“VOICE of the TRUMPET” [Głos trąbki], ostatnia według kolejności, ale nie w znaczeniu, autorstwa Pana doktora Dawida White’a, emerytowanego profesora Akademii Morskiej Stanów Zjednoczonych Ameryki. Jest to biografia jego wieloletniego przyjaciela biskupa Ryszarda Williamsona. Jednak tylko pierwsza część książki na charakter biograficzny. Kolejne trzy części opisują w oryginalnym, ale ciekawym, charakterystycznym dla doktora White’a stylu, historię trwającej nieustannie walki biskupa z posoborowym Kościołem i nowoczesnym światem. Doktor White dzięki swojej mocnej wierze i dogłębnej znajomości światowej muzyki i literatury ma szczególną zdolność ukazywania związków i relacji między Kościołem Naszego Pana Jezusa Chrystusa i współczesnym światem. Lektura godna polecenia dla każdego katolika, który chce myśleć.

Po drugie, miejsca gdzie można nabyć wymienione wyżej książki, także w porządku alfabetycznym:

Akins, Hugh; strona internetowa www.ca-rc.com, gdzie nabyć można  “As we are?”, “Eleison Comments” oraz “Voice of  the Trumpet”;

Amazon Books, strona internetowa amazon.co.uk, gdzie nabyć można “Rector’s Letters” oraz “Voice of the Trumpet”;

Cathinfo;  strona internetowa: www.chantcd.com/book.html, gdzie nabyć można “As we are?”;

Johnson, Sean; adres e-mail: Resister54@gmail.com, gdzie nabyć można “As we are?”;

St. Marcel Initiative, strona internetowa: stmarcelinitiative.com, gdzie nabyć można “Rector’s Letters” oraz “Voice of the Trumpet”;

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXLVI (646)

30 listopada 2019

ZARÓWNO… JAK I…

Aby zwyciężyć wojnę potrzebuję mieć dobrą broń

Oraz dobrze zrozumieć mojego wroga.

Poszczególne wydania niniejszych Komentarzy można by z grubsza podzielić na takie, które zajmują się współczesnymi problemami oraz takie, które opisują katolickie rozwiązanie. Byłoby szkoda, gdyby część Czytelników interesowały tylko problemy, ale nie ich rozwiązanie, bądź też tylko rozwiązanie, ale nie problemy. Bowiem jeśli zdaje sobie sprawę z problemów, ale nie znam rozwiązania, mogę być kuszony, by wpaść w rozpacza, zwłaszcza dziś, kiedy Pan Bóg zezwala swoim wrogom, by niemal zniszczyli Jego Kościół. Z drugiej strony jeśli wiedza o rozwiązaniu prowadzi mnie do mylnego zrozumienia czy też umniejszenia problemów, wówczas problemy mogą dopaść mnie znienacka, gdy tylko pokonają moją niewystarczającą obronę przed nimi.

Św. Paweł jest klasycznym przykładem człowieka, który znał zarówno problem, jak i rozwiązanie, zrozumiał dogłębnie naukę Nowego Testamentu, rozwiązanie jakim jest Nasz Pan Jezus Chrystus (Rz 7, 24-25). Stało się tak dzięki temu, że na skutek tego, co grzeszni ludzie uczynili ze Starym Testamentem (I Kor 15, 8-10), był on gorliwym faryzeuszem.  Św. Paweł zrozumiał, że Stary Testament jest bezskuteczny jeśli chodzi o odpuszczenie grzechów, że odkupienie przynosi ludziom w Nowym Testamencie sam Chrystus. Innym wielkim konwertytą, który skorzystał z lat błądzenia, by stać się jednym z największych w historii Kościoła obrońców katolickiej Prawdy był św. Augustyn. Dlatego też słusznie Francuzi mawiają: Konwertyta jest wart dwóch apostołów.

Współcześni katolicy nie powinni gardzić wiedzą o wrogach Pana Boga, o tym, w jaki sposób z Nim walczą, bez względu na to, jak podła byłaby ta walka. Z kolei nie-katolicy nie powinni gardzić Kościołem katolicki, ponieważ nawet jeśli jest dziś tak bardzo uciskany, to tylko on ma prawdziwe rozwiązanie wszystkich prawdziwych, tj. naprawdę ludzkich, problemów. Wszystkie te problemy są zatrutym owocem grzechu, buntu przeciwko Panu Bogu w ludzkich duszach, gdzie tylko sam Bóg, a nie żadni psychologowie, może dotrzeć ze swoim przebaczeniem, którego udziela jedynie przez swojego Boskiego Syna i przez Kościół, który nabył On swoją własną krwią.

Dlatego pragnę dziś zachęcić wszystkich niekatolickich Czytelników niniejszych Komentarzy, aby zainteresowali się oni nie tylko analizowaniem współczesnej sztuki i polityki, ale także problemami, które mogą im się wydawać zaledwie jakąś sprzeczką między katolikami, tj. tym, co złego jest w Soborze Watykańskim II czy też czemu Bractwo Kapłańskie św. Piusa X coraz bardziej zbliża się do Kościoła posoborowego. Powód jest prosty: Kościół Katolicki stanowi jedyne prawdziwe rozwiązanie wszystkich problemów Czytelników, jednak to rozwiązanie jest narażone nieustannie na próby fałszowania przez grzesznych ludzi, a jeśli zostaje ono sfałszowane, to przestaje być rozwiązaniem, a staje się częścią problemu. Sobór Watykański II był logiczną kulminacją wielu stuleci, w których ludzie pragnęli umieścić człowieka na miejscu Pana Boga. Z kolei Bractwo, które zostało powołane do istnienia w 1970 roku, aby stawiać opór posoborowym błędom, w szczególności od 2012 roku znajduje się pod trującym wpływem tych błędów. Dlatego też nie-katolicy poszukujący prawdziwego rozwiązania współczesnych problemów, z których doskonale zdają sobie sprawę, muszą zainteresować się problemami związanymi z Soborem Watykańskim II i FSSPX.

Z kolei Czytelników katolickich zachęcam, by zajmowali się nie tylko dyskusjami dotyczącymi Vaticanum II oraz niebezpiecznego, konformistycznego zbliżania się Bractwa do współczesnego świata, ale także analizowaniem w szczegółach tego, co złego dzieje się w świecie. Czy nie jest bowiem tak, że przyczyną upadku przełożonych Bractwa jest to, że nie docenili oni problemów tego świata? Czyż nie biegną oni w kierunku porażki, gdy prowadzą wojnę bez znajomości wroga? Arcybiskup Lefebvre powiedział kiedyś, że cały Sobór Watykański II jest przesiąknięty subiektywizmem. Czemu więc biskup Fellay twierdzi, że 95% soborowych tekstów może zostać zaakceptowana? Arcybiskup Lefebvre mówił także często w różnych słowach, że trzeba zachować dystans i ostrożność w relacjach z dzisiejszym posoborowym Rzymem. Czy zatem następca biskupa Fellay, który naśladuje jego sposób działania, myśli, że przechytrzy rzymskie diabły? Prawdziwą siłą Arcybiskupa nie był jego spryt, ale jego wiara, jego wierność katolickiej Prawdzie. I to samo powinno mieć zastosowanie do Bractwa, które założył. Zatem drodzy katolicy Czytelnicy, rozważajcie zawarte w Komentarzach analizy współczesnego zepsucia i to bez względu na to, jak nieprzyjemne będą dla was te rozważania.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXLV (645)

23 listopada 2019

UPADEK ŚWIATA

Kto może wyobrazić sobie upadające wszystkie drzewa Amazonii?

Tylko patrz, Pan Bóg może to zrobić z łatwością!

Nie tylko Bractwo Kapłańskie św. Piusa X podąża w złą stronę, ale poprzez ludzkie dusze cały świat zmienił swój kierunek. Starożytni Grecy mawiali: z niczego nie da się nic zrobić. W Anglii mamy przysłowie: bez słomy nie da się zrobić cegieł. Dlatego też nie można oczekiwać, że wczorajsze instytucje nie zostaną zamienione przez współczesnych ludzi w wydmuszki, że nie staną się jak dziurawe balony, z których uszło powietrze. Pewna osoba, która nie straciła jeszcze zdolności myślenia, udzieliła następującej odpowiedzi na pytanie, jak widzi przyszłość Ruchu Oporu, FSSPX, Kościoła i świata:

W Ruchu Oporu nie będzie wielkiego przyrostu liczebnego, wielkich żniw dusz, a to z tego powodu, że nie ma odpowiedniego materiały. Jak może powstać coś katolickiego z ludzi, którzy mają niewielkie pojęcie albo w ogóle nie mają pojęcia o tym co jest prawdą, a co fałszem, czym jest dobro, a czym zło, o tym, czemu trzeba stawiać opór? Prawda i dobro zostały podkopane i coraz więcej ludzi przestaje wierzyć w to, że mają one jakiekolwiek znaczenie. Po pierwsze, ponieważ człowiek jest istotą społeczną, która dostosowuje się do otoczenia, a dziś ludzie masowo porzucają prawdę i dobro. Po drugie, ponieważ życie jest o wiele łatwiejsze, jeśli prawda i dobro nie mają znaczenia. Wtedy ludzie mogą iść z prądem i nie ma już niczego, czemu mogliby stawiać opór.

Co się tyczy Bractwa, skoro biskup Fellay jest strachliwy, to ten strach rozprzestrzeni się na resztę Bractwa, a stąd na resztę Kościoła, podczas gdy Bractwo Arcybiskupa Lefebvre w czasie swojego rozkwitu wzmacniało kręgosłup Kościoła. Bez stawiania oporu zwycięży łagodne posoborowie z hybrydową Mszą, połączeniem Mszy trydenckiej i Nowej Mszy, z „hermeneutyką ciągłości”, która miesza katolicką nauką z II Soborem Watykańskim, z wątpliwymi kapłanami i rytami, a to wszystko by stworzyć iluzoryczny powrót do lat pięćdziesiątych XX wieku. Na koniec nie będzie już w Kościele nikogo, kto mówiłby jeszcze prawdę, „światło świata” będzie tylko płomykiem, „sól ziemi” będzie tak zwietrzała, że nie będzie już mogła zapobiec powszechnemu zepsuciu.

W konsekwencji świat będzie coraz bardziej zdegenerowany, sztuczny, podczas gdy wcześniej Kościół poprzez łaskę w duszach był nadprzyrodzonym opiekunem tego, co naturalne w Bożym stworzeniu. W tym nowym światowym porządku nawet pozostałości prawdziwego Kościoła będą prześladowane poprzez współczesne pasywno-agresywne zastraszanie. Oto bowiem pod pozorem neutralnej tolerancji wywierana jest dziś tak naprawdę bezlitosna presja, by się dostosować: „powinieneś być politycznie poprawny, jak wszyscy inny, w przeciwnym razie staniesz się wyrzutkiem”. Tej zewnętrznej presji odpowiada tajemnicza wewnętrzna słabość współczesnych rozumów, które nie potrafią trwać przy jakiejkolwiek prawdzie. Szatan wkracza do działania na tym przyrodzonym poziomie i kieruje umysł człowieka w lewo, jak najdalej od Pana Boga i sprawia, że katolicy zaczynają popadać w zwątpienie: Kim jestem, aby twierdzić, że Arcybiskup Lefebvre miał rację? Czy jego wrogowie byli naprawdę źli? Kim jestem, aby to oceniać? A w takim stanie umysłu bardzo łatwo o zdradę…

Sobór lat sześćdziesiątych wywołał ducha zamieszania lat siedemdziesiątych, który od tej pory miał pół wieku, aby się rozprzestrzenić, podczas gdy Bractwo Kapłańskie św. Piusa X od ostatnich dwudziestu lat pracuje w sekrecie dla wroga…

Ta wizja przyszłości jest ponura. Jednak na czysto ludzkim poziome jest to prognoza realistyczna. Jedna na szczęście Bóg jest Bogiem, On istnieje naprawdę, a Jego myśli nie są naszymi myślami, zaś Jego drogi nie są naszymi drogami. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi (Iz 55, 9). Ludzkie intrygi nie pokonają Pana Boga. Tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa. O tak, z weselem wyjdziecie i w pokoju was przyprowadzą. Góry i pagórki przed wami podniosą radosne okrzyki, a wszystkie drzewa polne klaskać będą w dłonie. Zamiast cierni wyrosną cyprysy, zamiast pokrzyw wyrosną mirty. I będzie to Panu na chwałę, jako znak wieczysty, niezniszczalny! (Iz 55, 11-13).

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXLIV (644)

16 listopada 2019

KOMENTARZ DO UPADKU

Bractwo podąża teraz za światem,

To zaś oznacza, że grozi mu śmierć.

Dwaj Czytelnicy ostatnich edycji niniejszych Komentarzy (nr 642 oraz 643) poczynili ciekawe uwagi dotyczące sytuacji Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Pierwszy z nich dotyczył doniesień o tym, iż Neo-Bractwo chciałoby podporządkować swojej władzy wszystkich tradycjonalistów, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz Bractwa. Zaś drugi z ich dotyczył informacji o podjęciu na nowo „dyskusji doktrynalnej” między FSSPX a Rzymem, a której w imieniu FSSPX prowadzić ma biskup Fellay. Pierwszy Czytelnik opisuje niezmienną taktykę rewolucji, zaś drugi los, który grozi Przełożonemu Generalnemu Bractwa, księdzu Pagliarani. Rozpocznijmy od spostrzeżeń pierwszego Czytelnika.

Obie te wiadomości są bardzo złe. Nawet jeśli osobiście nie mam złudzeń co do FSSPX, to boli mnie, gdy widzę Bractwo w stanie kompletnej kapitulacji wobec apostackiego Rzymu. Ilekroć rewolucja w Kościele czyni kolejny krok na przód, który może wywołać opór wśród katolików, ma ona zawsze przygotowaną już zawczasu alternatywę, ślepy zaułek, by unieszkodliwić tych, którzy mogliby stawiać opór. Obawiam się, że FSSPX jest teraz urządzane przez Rzym w ten sposób, by ogarnęło ono wszystkich katolików stawiających opór apostackiemu Bergoglio, a następnie prowadziło ich w kierunku Rzymu. Dość łatwo przewidzieć, że Rzym właśnie do tego zmierza.  Jak zawsze pozostaje w naszych rękach jedyna broń, Różaniec Święty, aby wymodlić poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Panie, zmiłuj się nad nami!

Takie komentarze Czytelników nie są ani „spiskową teorią” ani „sianiem zamętu”. Zwodniczy przywódcy współczesnego Kościoła i świata, którym Pan Bóg udziela w tym momencie wielkiej władzy, by ukarać Kościół i świat za ich apostazję, nie są uczciwymi ludźmi, którzy działają jawnie. Są oni raczej prawdziwymi, zajadłymi wrogami Pana Boga, nieuczciwymi rewolucjonistami, którzy muszą spiskować i działać podstępnie, by zamaskować to, co robią. Dlatego też ilekroć katolicy, którzy są nie tylko nieskazitelni jak gołębie, ale także roztropni jak węże (por. Mk 10, 16), ujawniają podstępy rewolucjonistów, są zaraz posądzani o to, że sieją zamęt, choć zarzut ten dotyczy tak naprawę samych rewolucjonistów.

Spójrzmy na przykład. W 1988 roku Arcybiskup Lefebvre zadał wielki cios liberałom poprzez konsekrowanie czterech wiernych (przynajmniej w tamtym czasie) biskupów, aby zapewnić przetrwanie Bractwa, którego zadaniem była walka w obronie wiary. Co zrobił wtedy liberalny Rzym? Natychmiast utworzył Bractwo Kapłańskie św. Piotra, aby przejąć i zneutralizować tych kapłanów FSSPX, którzy sprzeciwiali się sakrom biskupim.  Podobnie spostrzeżenia wspomnianego wyżej Czytelnika, iż w 2019 roku Rzym urządza Bractwo jako miejsce ucieczki dla wszystkich katolików, którzy stawiają opór Franciszkowi po to, aby następnie poddać całą opozycję pod kontrolę Rzymu, są bardzo dalekie od rzekomego „siania zamieszania”. Typowe dla wrogów Pana Boga jest bowiem to, że posądzają tych, którzy demaskują ich podstępy o to, co tak  naprawdę sami robią.

Przejdźmy do spostrzeżeń drugiego Czytelnika. Uważa on, że ksiądz Pagliarani w odniesieniu do błędnego ocenienia złych intencji Rzymu jest być może mniej winny niż jego poprzednik, tj. biskup Fellay, jednakże jeśli działa on jako Przełożony Generalny tak jak jego poprzednik, to on, ksiądz Pagliarani, musi przejąć odpowiedzialność za sparaliżowanie obrony wiary w Bractwie. Nikt nie może mu w nieskończoność pobłażać, gdyż staje się on coraz bardziej winny, kiedy działa tak, jak biskup Fellay. Oto komentarz drugiego Czytelnika:

Wiadomość o tym tym, iż wznowione rozmowy doktrynalne z Rzymem prowadzić ma w imieniu Bractwa biskup Fellay i jego współpracownicy, rzuca ciemny cień na księdza Pagliarani.  Nawet jeśli przyjąć, że ksiądz Pagliarani nie jest tak wielkim zwolennikiem porozumienia jak biskup Fellay, to wydaje się, że zniewolony jest on przez ten sam sposób myślenia. Albo uwolni się on od tego, albo przejdzie do historii jako grabarz Bractwa. Nie daj Boże! Modlę się w intencji jego i Bractwa, proszę Matkę Bożą, aby otworzyła jego oczy oraz jego dwóch asystentów.

Zwróćmy uwagę, iż obaj Czytelnicy widzą jedyny ratunek w modlitwie. Mówiąc po ludzku Bractwo jest w zasadzie, choć nie całkowicie, unieszkodliwione. Jeśli zdecyduje się ono przyłączyć do modernistycznego Rzymu, podzieli los posoborowego Kościoła.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXLIII (643)

9 listopada 2019

DALSZE PRZESUWANIE – II

Któż dał Rzymowi kij i przyzwolenie na to, by nas bić?

Rzym musi się świetnie bawić, widząc jak może nas traktować.

Jeśli któryś z Czytelników pomyślał, że przedstawiona w zeszłym tygodniu sierpniowa rozmowa między Ojcem Placydem z Bellaigue, a przełożonymi Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X nie jest wystarczającym dowodem na to, iż Bractwo odsuwa się nadal powoli od obrony wiary, oto kolejne doniesienia, która prowadzą to takiego wniosku. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Przełożony Bractwa udzielił uspokajającego wiernych wywiadu z dnia 12 września, powołał on trzyosobową komisję, która ma udać się do Rzymu i podjąć na nowo dyskusję teologiczną z posoborowymi Rzymianami, która miała już miejsce w latach 2009-2011 i skończyła się niczym. Któż został wybrany do reprezentowania FSSPX w tej dyskusji? Nie kto inny, jak biskup Fellay, ksiądz Pfluger i ksiądz Nely, a zatem triumwirat, który kierował Bractwem od 2006 do 2018 roku i który nie znalazł poparcia na Kapitule Generalnej w lipcu 2018 roku! Ponownie konieczne jest przedstawienie tła.

Na Kapitule Generalnej w 2006 roku czterdziestu kapłanów Bractwa pozostało wiernych, wprawdzie w mniejszym stopniu niż w 1994 roku (co przyznał sam biskup Fellay), jednak wiernych zasadzie Arcybiskupa Lefebvre zakorzenionej w katolickim rozsądku, zgodnie z którą, wobec tego, iż źródłem konfliktu między Bractwem a Rzymem jest poważne zagrożenie dla wiary, żadne porozumienie praktyczne bez porozumienia doktrynalnego nie może zakończyć tego konfliktu. Jednak biskup Fellay w 2006 roku nie brał już na serio kwestii doktrynalnych. Dla niego, tak jak dla Benedykta XVI, dla wszystkich modernistów i dla niemal wszystkich dzisiejszych mieszkańców ziemi, Boża Prawda jest mniej ważna, niż ludzka jedność. Jednak doskonale zdawał on sobie sprawę z tego, iż wewnątrz Bractwa liczni członkowie ciągle trwają wciąż przy stanowisku Arcybiskupa i podążają za jego zasadą pierwszeństwa Bożej Prawdy. Dlatego też poprosił on papieża Benedykta o rozmowy doktrynalne, aby FSSPX i Rzym mogły się pojednać.

Od samego początku ta prośba była sama w sobie szaleństwem, ponieważ doktryna katolickiej Tradycji i doktryna Soboru Watykańskiego II nie mogą być ze sobą pogodzone, tak jak nie można pogodzić twierdzenia, że 2+2=4 z twierdzeniem, że 2+2=5. Jednak najwyraźniej zarówno Benedykt XVI, jak i Przełożony Generalny Bractwa, dla których jedność jest wartością wyższą od Prawdy, mieli nadzieję, że obie strony zgodzą się na kompromis 2+2=4,5. Tak więc rozpoczęto dyskusję doktrynalną, która trwała od 2009 do 2011 roku. Jednak jeszcze w 2009 roku biskup Fellay musiał powołać jako reprezentantów Bractwa osoby, które z szacunkiem podchodziły do katolickiej Prawdy, zaś Rzymianie byli niewzruszeni w swoim przywiązaniu do posoborowych anty-prawd, tak więc dyskusja do niczego nie doprowadziła. Ludzkiej jedności nie udało się wówczas pokonać Bożej Prawdy.

Jednak w 2012 roku miała miejsce wewnętrzna (zwołana nie w celu dokonania wyboru przełożonych) Kapituła Generalna. Stanowisko wśród czterdziestu kapłanów Bractwo zmieniło się, tak iż porzucono zasadę Arcybiskupa Lefebvre: doktryna nade wszystko! i FSSPX oficjalnie zaakceptowało twierdzenie, że pierwszeństwo należy dać jedności. Jednakże, natychmiast pojawił się twardy opór wśród wiernych kapłanów Bractwa, co wzbudziło strach o jedność FSSPX. Na Kapitule Generalnej w 2018 roku czterdziestu kapłanów kochało Prawdę na tyle, by nie wybrać ponownie biskupa Fellay i jego dwóch asystentów. Jednak nowy Przełożony Generalny wraca do pomysłu dyskusji doktrynalnej z posoborowymi Rzymianami, pomysłu w swej istocie szalonego, ale pociągającego, bo jak mówi powiedzenie: chciałby mieć ciasto i zjeść ciastko. Dlatego wstępuje on na drogę do Rzymu, bo zarówno on jak i Rzymianie zdają się nadal marzyć o kompromisie 2+2=4,5, zaś „dyskusja doktrynalna” jest najwyraźniej w planie dalszego działania.

Jednak o ile w 2009 roku biskup Fellay musiał powołać jako reprezentantów Bractwa osoby, które z szacunkiem podchodziły do katolickiej Prawdy, to nowy Przełożony Generalny wybrał trzech dostojników, którzy przewodzili w 2012 roku Kapitule Generalnej, podczas której przedłożono jedność nad Prawdę! Kto chce tu kogo wykiwać? Jeśli nowy Przełożony Generalny oszukuje samego siebie, że możliwe jest porozumienie praktyczne bez doktrynalnego, biada Bractwu teraz i w dającej się przewidzieć przyszłości. Jeśli nie oszukuje siebie, to czy działa pod presją Rzymu lub opanowanego przez biskupa Fellay Domu Generalnego w Menzingen, a może obu? Tak naprawdę nie ma większej różnicy, ponieważ biskup Fellay zrobił wszystko co mógł, aby oddać Menzingen i Bractwo pod władzę Rzymu. Zatem to Rzym dyktuje warunki i przyciera nos Bractwu jak tylko chce. Czcigodny Księże Pagliarani! Jeśli nie chcesz brać odpowiedzialności za cały ten brud, szlachetną decyzją byłaby rezygnacja!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXLII (642)

2 listopada 2019

DALSZE PRZESUWANIE – I

„Wymazaliśmy Arcybiskupa Lefebre. Umrzemy zadowoleni”

Tacy przywódcy nie są zdeterminowani, by prowadzić do nieba.

Pojawiły się ostatnio znaki, które dawały nadzieję, iż Bractwo Kapłańskie św. Piusa X nie przesuwa się dalej pod władzę i kontrolę posoborowych hierarchów w Rzymie, ale zostały one przysłonięte przez dowody wskazujące na coś zupełnie przeciwnego. Oto w dniu 12 września nowy Przełożony Generalny ks. Dawid Pagliarani, który w lipcu zeszłego roku został wybrany w miejsce biskupa Fellay, udzielił wywiadu, w którym powiedział bardzo wiele dobrych rzeczy, tak, iż niejeden czytelnik niniejszych Komentarzy ucieszył się z tego, że zmienił się kierunek, w którym zmierza FSSPX. Niestety ostatnie informacje z Domu Generalnego Bractwa w Szwajcarii wywołują obawy, iż ks. Pagliarani przedstawia tak konserwatywne stanowisko, gdyż jest kierowany w celu zmylenia wszystkich tych tradycjonalistów, którzy nie obserwują jego działań. Spójrzmy zatem na tło i ostatnie odniesienia:

Katolicka Tradycja we Francji ma klasztory trzech wybitnych zakonów, które odegrały znaczącą rolę w historii Kościoła: benedyktynów w Bellaigue, dominikanów w Avrillé oraz franciszkanów w Morgon. Wszystkie te wspólnoty dokonując fundacji swoich klasztorów były wspierane i otaczane troską przez Arcybiskupa Lefebvre. Nigdy jednak nie rościł on sobie żadnej władzy nad żadnym z nich, wręcz przeciwnie, wprost odmawiał takich działań, ponieważ nie uważał on, iż Bractwo ma misję zmonopolizowania Tradycji czy też kontrolowania wszystkich tradycjonalistycznych inicjatyw. Od czasu swej fundacji, wszystkie trzy niezależne klasztory, relatywnie rzecz biorąc, rozkwitały i 2019 roku, co jest całkiem normalne dla zakonników, wszystkie trzy mają szczególny wpływ na  tradycjonalistów i to można światło powiedzieć na całym świecie.

Jednakże od czasu, kiedy zmiana kierunku Bractwa stała się jawna w 2012 roku, relacje klasztorów z Bractwem zaczęły stawać się coraz bardziej problematyczne, gdyż przełożeni FSSPX chcieli oczywiście, by także te wpływowe klasztory zmieniły swój kierunek. Kilka lat temu przełożeni Bractwa zerwali związki z dominikanami z Avrillé, których uznano za zbyt niezależnych. Z kolei franciszkanie w tym samym czasie musieli zacząć stosować ostrożną politykę balansowania między współpracą a niezależnością. Co zaś sie tyczy benedyktynów, ich młody, pochodzący z Brazylii przełożony, ojciec Placyd, w sierpniu tego roku znalazł się pod szczególnym naciskiem ze strony Bractwa.

Został on wezwany przez ks. Pagliarani do Menzingen, gdzie skarcono go za brak wpółpracy z Bractwem i przedłożono mu do podpisania dokument, na mocy którego miał on przekazać na rzecz FSSPX pełną kontrolę nad swym benedyktyńskim klasztorem! Kiedy –  mówiąc łagodnie –  nie przyjął on tej oferty, próbowano go zastraszyć tym, iż Dom Generalny ogłosi całemu światu, iż Bractwo zerwało wszelkie relacje z jego klasztorem. Ojciec Placyd odparł, iż oczywiście Dom Generalny może czynić to, co uzna za najlepsze. W odpowiedzi groźba została zmodyfikowana. Zagrożono mu, iż wszystkie przeoraty Bractwa otrzymają polecenie, by nie wysyłać już więcej powołań do Bellaigue. Ojciec Placyd odrzucił zaproszenie, by zostać w Menzingen na lunch. A groźba została już zrealizowana.

Powinniśmy zastanowić się nad tą rozmową. Jeśli chcemy dalej pokładać naszą nadzieję w ks. Pagliarani, możemy spekulować, iż on sam został przez kogoś pokierowany by użyć tak tyrańskiej taktyki wobec relatywnie młodego przełożonego benedyktynów. Ale nie może on uniknąć odpowiedzialności za co najmniej wyrażenie zgody na uczestnictwo w tym tyrańskim akcie. Sprawa jest jeszcze poważniejsza, gdyż tyrańskie działania wskazują, iż Rzym i Menzingen knują razem, by podporządkować Bractwu wszystkie obecnie niezależne tradycjonalistyczne wspólnoty, a następnie przeorganizować FSSPX i zastąpić je prałaturą personalną pod pełną kontrolą posoborowych Rzymian. Takie rozwiązanie miałoby dwie zalety dla Rzymu prowadzącego wojnę z Tradycją. Po pierwsze zniknęłyby niezależności i ślady Arcybiskupa w strukturze Bractwa, które on sam zaprojektował. Po drugie Rzym mógłby za jednym zamachem elegancko udusić wraz z Bractwem pozostałe tradycjonalistyczne wspólnoty i inicjatywy. A przełożeni Bractwa nie sprzeciwiliby się temu zamachowi, a wręcz przeciwnie, wprawdzie padliby oni trupem od rzymskiego uścisku, ale przynajmniej zostaliby oficjalnie uznani, czego od dawna tak bardzo pragną.

Tyle jeśli chodzi o zagubionych przywódców Bractwa. A co z ich zwolennikami, kapłanami i świeckimi?

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXLI (641)

26 października 2019

KSIĄDZ BRUEHWILER

Doktryna przede wszystkim! Tego nauczał nas zawsze Kościół.

Kto zdradza doktrynę, ten odwraca się plecami do Kościoła.

Poniższa analiza sytuacji, w której znajduje się Neo-Bractwo św. Piusa X, ukazała się w biuletynie parafialnym wspólnoty ks. Aloisa Brühwiler z St. Gallen (numer 3, na jesień tego roku). Ksiądz Brühwiler jest byłym członkiem FSSPX, który opuścił je w 2015 roku, gdyż nie mógł pogodzić się z fałszywym kierunkiem obranym przez Neo-Bractwo, dążące do uznania przez przywódców Neo-Kościoła w Rzymie i to pomimo tego, że jako nieodzowny warunek takiego uznania stawiają oni nieustannie przyjęcie przez Neo-Bractwo głęboko antykatolickich dokumentów Soboru Watykańskiego II. Artykuł ks. Brühwiler został tutaj skrócony i dopasowany do cotygodniowego formatu A4 niniejszych Komentarzy.

„W tym czasie poważnego kryzysu, kiedy fundamenty życia są atakowane, zaczynają się chwiać a możę nawet już się rozpadły, katolik powinien z całą pokorą i zaufaniem w opiekę wszechmogącego Boga skupić swoje duchowe i materialne życie na tym, co naprawdę jest konieczne. Nie powinien on buntować się przeciwko Panu Bogu, lecz tę dopuszczoną przez Wieczną Mądrość próbę przyjąć w pokorze jako przynoszący łaskę środek karania, oczyszczenia, uświęcenia i ratunku dla swego ciała i duszy.

Ponieważ od ostatniego Soboru poniżony, jakby zakuty w kajdany Kościół Swięty, jest cały czas zinfiltrowany i opanowany przez mroczne, masońskie siły działające w „Kościele posoborowym”, najłaskawsza Boża Opatrzność dała katolikom wiernego następcę Apostołów, Arcybiskupa Lefebvre, aby w ten sposób zagwarantować w tej  ektremalnie ciężkiej sytuacji dostęp do nieskażonego źródła Chrystusowej nauki. Im więcej Neo-Watykan mówi i działą pod wpływem „dymu szatana”, tym większą uwagę katolicy, jeśli chcą zbawić swoje dusze, muszą zwrócić na dziedzictwo pozostawione przez założyciela Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Tak jak św. Paweł przestrzegał Koryntian, by zachowali Ewangelię taką, jaką im głosił i jaką otrzymał od Chrystusa (por. 1 Kor 15, 1-3), tak dziś odejście od tego, co Arcybiskup nauczał o Nowej Mszy i Soborze prowadzić będzie de facto to porzucenia Chrystusowego nauczania.

Niestety wkrótce po śmierci Arcybiskupa w 1991 roku przełożeni Bractwa wyruszyli w nową drogą i od tej pory chcą  doprowadzić do „normalizacji” sytuacji kanonicznej Bractwa w Kościele posoborowym, tak jakby to Bractwo, a nie Kościół posoborowy było anormalne. Ta zmiana kierunku zaczęła się ujawniać w 2001 roku wraz z wysiłkami przełożonych Bractwa, by doprowadzić do pojednania z posoborowymi Rzymianami. Bardzo wyraźna stała się z chwilą wysłania przez trzech biskupów FSSPX, z których jeden został niedługo później wyrzucony, listu do przełożonych Bractwa datowanego na dzień 7 kwietnia 2012 roku. Bractwo zaczęło się dzielić, a ci, którzy wówczas poparli to wyrzucenie, dziś popierają nowych przyjaciół FSSPX, takich jak pewien szwajcarski neo-biskup, którego doktryna dotycząca Soboru i Mszy jest daleka od tego, co pisał Arcybiskup Lefebvre. Neo-Bractwo jest dziś formowane na bazie pierwszeństwa porozumienia praktycznego przed prawdą doktrynalną, co jest zasadą masońską, absolutnie niekatolicką. Dlatego coraz więcej i więcej zaślepionych kapłanów i świeckich zdaje się mieć nadzieję, że dojdzie do porozumienia między Rzymem a FSSPX.

Problem bierze swój początek z czasów Soboru Watykańskiego II (1962-65), kiedy wierni katolicy w swoich rodzinach i w pracy doświadczyli na własnej skórze, co oznacza odejście przez kościelnych hierarchów od katolickiej Prawdy. Katolicy nie mogli być dłużej posłuszni tym papieżom, biskupom i kapłanom, którzy wykonywali nad nimi władzę, gdyż katolicki autorytet ma służyć wierze i sprawiedliwości. Z kolei ogłoszone w 2007 roku przez Benedykta XVI motu proprio Summorum Pontificum, a także opublikowane w tym samym czasie dwuznaczne oświadczenie Przełożonego Generalnego to dwa przykłady braku poszanowania dla prawdy i sprawiedliwości. Biskup Tissier de Mallerais w 2016 roku powiedział: Msza motu proprio nie jest prawdziwą Mszą. My moglibyśmy powiedzieć: kształtujące się od 1991 roku Neo-Bractwo nie jest już prawdziwym Bractwem”.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXL (640)

19 października 2019

WSPÓŁCZESNY KONWERTYTA

Boża pomoc jest na wyciągnięcie ręki,

I to nawet dla najnędzniejszego człowieka.

Jeśli ktokolwiek ma pokusę, by myśleć, że wszechmogący Bóg zrezygnował z kierowania swoim Kościołem i światem, to do autora niniejszych Komentarzy docierają świadectwa, które –  przynajmniej w jego opinii – jasno pokazują, iż Duch Święty cały czas działa. Katolik, który porzucił wiarę, opowie poniżej o tym, w jaki sposób powrócił do Kościoła, jak następnie odnalazł katolicką Tradycję, a niedługo później Ruch Oporu, a także jak to wszystko rozumie. Pośród otaczającego nas zamieszania i uczucia zniechęcenia, które wszyscy znamy, pisze on z niezwykłą głębią i spokojem, co z pewnością jest znakiem, iż wskazuje mu drogę Pan Bóg.

Jestem małżonkiem, ojcem dwóch córek, jedna jest niemal nastolatką, a druga dzieckiem. Mój powrót do Wiary zawdzięczam mojej babci. Pięć lat temu przechodziłem pewnego dnia obok kościoła, kiedy nie wiadomo skąd pomyślałem o niej odmawiającej różaniec i nagle poczułem, że muszę wejść do kościoła i się pomodlić. Od tej chwili zacząłem na nowo modlić się i uczestniczyć we Mszy. Oczywiście na początku była to Nowa Msza, do czasu, gdy około trzy lata temu dowiedziałem się o istnieniu katolickiej Tradycji.

Od tego momentu moja rodzina i ja chodzimy do miejscowej kaplicy Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, gdzie zostaliśmy serdecznie przyjęci przez księdza oraz całą wspólnotę. Ale wkrótce odkryłem, że w kaplicy jest wiele podziałów i można sobie wyobrazić z jakim trudem przychodziło mi poukładanie tego wszystkiego, co się dzieje. Będąc tak nową osobą w Tradycji, potrzebowałem dużej dozy cierpliwości, odwagi i wytrwałości aby to wszystko wytrzymać i po prostu nie uciec w pierwszych sześciu miesiącach! Ale nasze pragnienie prawdy i poszukiwanie korzeni sprawiły, że pokonaliśmy nasze lęki i dzięki temu zostaliśmy, za co niech Bogu będą dzięki.

Zrozumiałem, że FSSPX jest naprawdę częścią prawdziwego Kościoła Katolickiego Naszego Pana Jezusa Chrystusa i dlatego przynajmniej na tę chwilę pozostaje wraz z rodziną przy Bractwie. Ale słucham uważnie cały czas tego, co mają do powiedzenia sedewakantyści oraz Ruch Oporu, aby móc wszystko analizować. Najwyższym podziwem darzę Arcybiskupa Lefebvre, prawdziwie Bożego człowieka, świętego następcy Apostołów. Bardzo ciężko jest znieść widok jego Bractwa chwiejącego się pod szatańskimi naciskami świata i z pewnością wymaga to od nas, aby jeszcze więcej się modlić.

Z pewnością Bractwo ma wiele pracy, ponieważ wciąż może ono robić wiele dobrego. Tak samo Ruch Oporu, który pełni rolę, i czyni to jak najbardziej słusznie, bariery kiedy tylko Bractwo zbacza z dobrego kursu i chwieje się pod wpływem ataków współczesnego świata i pokus podsuwanych przez posoborowych hierarchów. Jestem przekonany, że Ruch Oporu ma do odegrania kluczową rolę i Nasz Pan umożliwia jego istnienie dla wielkiego dobra, nawet wewnątrz Bractwa, jakkolwiek wydaje się on być poza nim. Osobiście zaliczam się do osób twardo stawiających opór wobec wszystkich, którzy nie atakują w sposób jasny i otwarty Drugiego Soboru Watykańskiego, który był zainspirowany przez siły diabelskie. Ostatecznie bowiem, jak ktokolwiek mógłby żyć jako prawdziwy katolik nie stawiając oporu złu zawsze i w każdym momencie? Czyż bycie katolikiem tu na tym ziemskim padole nie jest najtrudniejszą, ale i najpiękniejszą rzeczą, jaka tu jest? Dziękuję Ci, Babciu, za to, że modliłaś się za mnie do Pana Jezusa i Najświętszej Maryi Panny!

W tym życiu nie widzimy Pana Boga bezpośrednio, ale widzimy jak On działa. Modlitwa babci: modlitwa jest dla duszy pierwszym i najważniejszym krokiem. Następnym jest uczestnictwo we Mszy Świętej: nawet Nowa Msza daje łaskę, jakkolwiek bardzo byłaby ona szczątkowa. Pan Bóg ukazuje w jakiś sposób katolickiej duszy Tradycję i jest ona w tę stronę przyciągana: odnajduje ona schronienie w miejscowej kaplicy Bractwa i zadomowia się tam, ale już po chwili zaczyna się kolejna ciężka próba! Próba zostaje przetrwana dzięki poszukiwaniu korzeni oraz miłości i pogoni za prawdą, gdyż jest to potrzeba zakotwiczona w duszy i pośród całego zamieszania pozostaje ona zakotwiczona dzięki szacunkowi dla Arcybiskupa i sprzeciwowi wobec Soboru. Dusza, o której tu mowa, czerpie siły z tego, co może jej dać Bractwo i Ruch Oporu, przy czym na początku niczego nie wyklucza. Uznaje, że każdy katolik musi płynąc pod prąd i wreszcie wyraża wdzięczność za to, jak Pan Bóg ją prowadzi. Wiele lekcji w niewiele słowach. Niech Pan Bóg błogosławi autorowi listu i zachowa jego oraz jego rodzinę w wierności wierze aż do śmierci. Ma on na to duże szanse.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXXIX (639)

12 października 2019

OBECNOŚĆ I MOC

Wszystkie diabły mówią mi, że Bóg jest nieobecny i słaby.

Muszę zatem myśleć, bo prawda nie jest trudna do odkrycia.

Podczas gdy “cywilizacja zachodnia” kruszy się wokół nas coraz szybciej, bardzo ważne jest by pamiętać o tym, iż wspomożenie nasze w imieniu Pana oraz we wstawiennictwie Matki Bożej, a nie w kimkolwiek czy czymkolwiek innym. Ale niewiele osób, nawet katolików, zdaje sobie tak naprawdę sprawę z tego, jak blisko nas i jak potężny jest wszechmogący Bóg. Jeśli tylko ludzie zdaliby sobie z tego sprawę, wówczas łatwiej byłoby im poświęcić się modlitwie, która jest dziś jedyną poważną przeszkodą na drodze rozprzestrzeniającego się zła. Pan Bóg dopuścił, aby wszystkie inne środki znalazły się pod kontrolą jego wrogów, co jest sprawiedliwą karą za apostazję ludzkości.

Ale kim jest Pan Bóg? Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych

Po pierwsze, Ojciec. Twórca nieba i ziemi, ale nie tylko rzemieślnik, który tworzy jakieś dzieło i pozostawia je same sobie. Najlepszym porównaniem ilustrującym Bożą troskę i miłość do istot, które stworzył, jest miłość ludzkiego ojca do jego dzieci, która trwa aż do śmierci, a nawet poza nią. Ale miłość ludzkiego ojca jest ograniczona, ale Boża miłość nieskończona.

Po drugie, Wszechmogący. Być może najprostszym sposobem, by zrozumieć potęgę czy wszechmoc Pana Boga jest przylgnięcie do tego, co naucza Kościół – Bój jest Stwórcą i wszystko cokolwiek istnieje zostało przez Niego stworzone i to stworzone z niczego. Kiedy my ludzie coś „tworzymy”, wykorzystujemy zawsze uprzednio istniejący materiał, na przykład robimy krzesło z drewna, dom z cegieł, cegły z gliny itd. Im więcej o tym myślę, tym trudniejsze staje się uzmysłowienie, że wszystko zostało stworzone z niczego, gdyż wszystkie zmiany, które obserwuję wokół mnie dotyczą czegoś, co już jest. Jeśli jednak uda mi się pojąć, że coś może zostać stworzone z niczego, wówczas zacznę rozumieć, co znaczy Wszechmogący.

Po trzecie, Stwórca wszystkiego. Wszystkich rzeczy materialnych czy też „widzialnych”, aż po kres najdalszej galaktyki – św. Ignacy Loyola zwykł wychodzić w nocy ze swej celi w Rzymie i wpatrywać się w gwiazdy, aby w ten sposób kontemplować nieskończoną potęgę Pana Boga. Ale także wszystkich rzeczy duchowych czy też „niewidzialnych”, jak dusza dająca każdemu człowiekowi życie, obdarzona rozumem i wolną wolą, czy też dziewięć zastępów anielskich. Wątpisz w to, że istnieją, bo nie są cielesne? A czy masz wątpliwości, że jest coś daleko wyższego od ludzkiej inteligencji, co kieruje tym całym złem, które jest dziś wokół nas?

Choć wprawdzie wiele osób gotowe jest przyznać, że nic nie może powstać bez Stwórcy, to jedynie garstka pojmuje, iż to stwórcze działanie Pana Boga trwa w każdym momencie istnienia danego stworzenia tak, iż gdyby Pan Bóg choćby na chwilę przestał podtrzymywać istnienie stworzenia, wówczas natychmiast pogrążyłoby się ono w nicości, z której powstało. Pomocne może być porównanie. Aby ruszył tramwaj, motorniczy musi nie tylko pociągnąć tzw. czuwak (jego zadaniem jest sprawdzenie przytomności prowadzącego pojazd), ale musi go ciągnąc cały czas, by tramwaj mógł jechać, ponieważ czuwak jest tak skonstruowany, że gdy wraca na swoje miejsce, wówczas tramwaj staje. W ten sposób tramwaj jest chroniony przed niekontrolowaną jazdą naprzód, jeśli motorniczy np. umrze w czasie jazdy. A zatem tramwaj rusza po pociągnięciu czuwaka, a jednocześnie czuwak musi być cały czas ciągnięty, aby tramwaj jechał.

W taki też sposób Pan Bóg tworzy stworzenie u początku jego istnienia, ale pogrążyłoby się ono w nicości, jeśli On przestałby podtrzymywać swe stwórcze działanie, tj. zachowywać stworzenie w czasie jego istnienia. Innymi słowy, tak jak pierwsze pociągnięcie czuwaka porusza tramwaj, a jednocześnie czuwak musi być cały czas ciągnięty, aby tramwaj jechał, tak też jedyne różnica między Bożym stwarzaniem a zachowywaniem stworzenia to różnica między pierwszą chwilą ich istnienia a każdym następnym momentem. Zatem w każdym momencie, w którym ja istnieje, Pan Bóg działa wewnątrz mnie, stwarza i zachowuje zarówno moją duszę, jak i ciało. W ten sposób on jest obecny dla mnie bardziej, niż ja dla samego siebie, czyni to, co tylko Bóg może czynić, tj. podtrzymuje mnie z niczego. A ja wątpię w to, że On jest potężny? Czy też wątpię w to, że On jest blisko mnie? Czy też wątpię w to, że On troszczy się o mnie?

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXXVIII (638)

5 października 2019

LIST BISKUPÓW

Poprzez Vaticanum II diabeł wszedł do Rzymu,

Czy katolicy powinni myśleć, iż to nadal jego dom?

Jeden z Czytelników zapytał, jakie był okoliczności związane z powstaniem listu skierowanego w dniu 7 kwietnia 2012 roku przez trzech biskupów Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X do biskupa Fellay oraz jego dwóch asystentów. List ten stał się już niemal starożytną historią, ale Czytelnicy być może pamiętają, iż odegrał on ważną rolę w uświadomieniu tradycyjnym katolikom, iż od 15 lat dokonywana była po cichu znacząca zmiana kierunku Bractwa, z której wielu z nich nie zadawało sobie sprawy. Jednak w marcu 2012 roku zmiana ta wyszła na światło dzienne.

W tym to bowiem miesiącu w „Cor Unum”, informatorze Bractwa dla kapłanów publikowanym trzy razy w roku, Przełożony Generalny napisał, że nadszedł moment, by odejść od stanowiska Arcybiskupa Lefebvre, iż nie jest możliwe zawarcie porozumienia praktycznego bez porozumienia doktrynalnego, ponieważ wrogość rzymskich hierarchów wobec katolickiej Tradycji zmniejszyła się, a zatem zaufanie Bractwa wobec posoborowego Rzymu powinno wzrosnąć. Rzeczywiście już od 2000 roku co raz więcej księży i wiernych korzystających z posługi Bractwa podejrzewało, iż Bractwo zaczyna być prowadzone w innym kierunku niż dotychczas. Teraz sam Przełożony Generalny potwierdził te podejrzenia. To wydanie „Cor Unum” spowodowało spore zamieszanie wewnątrz Bractwa.

Przy stole w jadalni przeoratu Bractwa w Londynie autor niniejszych Komentarzy zastanawiał się głośno, czy napisać list protestacyjny do Przełożonego Generalnego przeciwko zmianie kierunku, w którym prowadzone jest Bractwo, a także czy wysłać ten list do biskupa Tissier de Mallerais w celu skonsultowania treści. Współbrat w kapłaństwie siedzący przy stole zasugerował, iż list powinien zostać przedłożony także biskupowi de Galarreta, aby mógł zostać wystały do Domu Generalnego Bractwa jako wspólny protest przeciwko tak poważnemu odejściu od tego, o czym stale mówił Arcybiskup: Doktryna na pierwszym miejscu. Pomysł ten był jak najbardziej dobry i tak powstałą idea listu trzech biskupów. Po konsultacji dotyczącej tego projektu biskup Tissier zarekomendował, aby stworzyć projekt listu, a kiedy został mu on przedstawiony, z entuzjazmem go zatwierdził. Następnie przygotowany projekt został przedłożony biskupowi de Galarreta, który go zatwierdził, ale także rozbudował przerabiając jego ostatnią część. Ostateczna wersja została podpisany przez trzech biskupów i wysłany do Menzingen do rąk Przełożonego Generalnego oraz obu Asystentów Generalnych.

Odpowiedź od nich przyszła już tydzień później. Dom Generalny zmieniał kierunek Bractwa ukrywając te zmianę. Uwierzyli oni, że posoborowy Rzym stawał się coraz bardziej katolicki i to w takim stopniu, iż w rezultacie poważne zastrzeżenia Arcybiskupa dotyczące współpracy z neomodernistami w Rzymie przestały być aktualne. Arcybiskup powiedział kardynałowi Ratzingerowi w 1988 roku, że współpraca jest niemożliwa, ponieważ FSSPX i Rzym zmierzają w dokładnie odwrotnych kierunkach – Rzym chciał zdechrystianizować społeczeństwo, podczas gdy FSSPX starało się zrechrystianizować społeczeństwo. Jednak w 2012 roku przełożeni FSSPX nieugięcie twierdzili, że sytuacja się zmieniła, a stojąc w opozycji do trzech biskupów, nie stoją w opozycji do Arcybiskupa. Ale co powiedziałby Arcybiskup o kombinacjach papieża Franciszka? Czy czegoś by nie powiedział? A oto w ostatnio opublikowanym w formie książki wywiadzie były Przełożony Generalny, biskup Fellay, zdecydowanie odrzuca nawet najmniejszą krytykę papieża Franciszka.

Ale przecież to on w uprzednio umówionym terminie w czerwcu 2012 toku stawił się w Rzymie wraz z zaufanym współpracownikiem, aby przypieczętować porozumienie, które miało doprowadzić do końca „niepotrzebną 37-letnią sprzeczkę” między FSSPX z Rzymem. Niepotrzebną? Sprzeczkę? Posoborowy Rzym jest w stanie wojny z katolicką Tradycją! Rzymianie oczywiście dowiedzieli się o liście trzech biskupów. W tej sytuacji jaką mieliby korzyść ze złapania w pułapkę przełożonych Bractwa, jeśli trzej z jego czterech biskupów nie wpadli w pułapkę? Tradycja ryzykowała rozpoczęciem wszystkiego od nowa. Zatem Przełożony Generalny w 2012 roku został odesłany z Rzymu z pustymi rękoma. Musiał się on zabrać do pracy, by udobruchać tych biskupów. Nie tracił on czasu…

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXXVII (637)

28 września 2019

ROSMERSHOLM HENRYKA IBSENA

Człowiek współczesny często odkrywa mroczną prawdę,

Jednak tak długo, jak brakuje mu Chrystusa, nie ma światła.

Henrik Ibsen (1828–1906) był słynnym norweskim dramatopisarzem, któremu często przypisuje się miano ojca współczesnego dramatu. Nie był on katolikiem, ale mówił o istotniej prawdzie, zaś św. Augustyn powiedział niegdyś, że wszelka prawda należy do katolików, wszak nasz Bóg jest Drogą, Prawdą i Życiem. Z tego też względu katolicy mogą docenić bardziej niż niekatolicy prawdę, o której mówią niekatolicy. Istotną prawdą, o której mówił Ibsen, jest to, iż nawet w purytańskiej i obłudnej Norwegii w końcu XIX wieku, gdzie życie i radość były duszone przez wagę umierających tradycji, ludzkie dusze wznosiły się i protestowały, gdyż wolały nawet śmierć od pozbawionej sensu egzystencji usidlonej przez pozory wolności.

Zilustrujmy ten protest przykładem trzech sztuk z późniejszego okresu twórczości Ibsena, w których skierował uwagę nie na tragedię współczesnego społeczeństwa, ale raczej tragedię indywidualnych osób. Rosmersholm (1886) kończy się samobójstwem głównego bohatera, które popełnia wraz z ukochaną. Bygmester Solness (1892) opisuje na końcu upadek głównego bohatera z wysokiej wieży, który kończy się śmiercią o charakterze samobójczym.  John Gabriel Borkman (1896) kończy się śmiercią głównego bohatera z zimna podczas quasi-samobójczej wspinaczki na skutą lodem górę. W każdym z tych przypadków główny bohater dążył do wolności ludzkiego ducha przeciwko światu, który chciał go zdusić. Poświęćmy chwilę sztuce Rosmersholm, której adaptacja została ostatnio wystawiona w Londynie z wielkim sukcesem. Ibsen nadal żyje!

Każdy dramat potrzebuje tragicznego starcia, w Rosmersholm dochodzi do starcia między z jednej strony starym światem rodziny Rosmer i jej domostwem wyróżnianym przez ostatnie 200 lat przez żołnierzy i pastorów, którzy dawali przykład i prowadzili cały region, a z drugiej strony powstającym nowym światem emancypacji i wolności od tych wszystkich wartości. Centralną postacią w tej sztuce jest ostatnia latorośl tej szlacheckiej rodziny, Jamm Rosmer, niegdyś pastor, który jednak stracił swoją chrześcijańską wiarę i jest teraz rozdarty między dwoma światami. Po jednej stronie znajduje się doktor Kroll, konserwatysta o zimnym sercu, starający się uratować Norwegię przed atakującym zewsząd liberalizmem, a którego żona i własne dzieci stają się liberałami. Po drugiej zaś stronie znajduje się wydawca lokalnej gazety, Mortensgaard, który jest podobnie jak doktor Kroll nieuporządkowany w swych staraniach, by przeciągnąć Rosmera na swoję stronę. W teorii ten nowy świat radości i wolności podbił Rosmera dzięki wpływowi Rebeki West, młodej czarującej kobiety, która od wielu lat była jego platoniczną towarzyszką.

Dramat osiąga swój punkt kulminacyjny, kiedy Rosmer mówi Krollowi o swojej utracie wiary oraz zamiarze publicznej walki dla liberałów. Doktror Kroll przystępuje wtedy do działania, stosując mniej lub bardziej adekwatne środki, aby powstrzymać Rosmera przed utratą prestiżu i zrujnowaniem siebie. Pod wpływem Krolla Rebeka zdaje sobie sprawę z tego, że jej wysiłki zmierzające do wyzwolenia Rosmera z jego szlachetnego, ale przytłaczającego pochodzenia, doprowadziły w rzeczywistości do tego, iż to ona sama uległa jego pochodzeniu, Rosmersholm. Ostatecznie jedyną drogą dla Johna i Rebeki, aby oboje mogli osiągnąć nową wolność zachowując przy tym dawne szlachectwo, jest wspólny skok w młyn wodny Rosmersholm. Innymi słowy, mówi Ibsen, stare szlachectwo jest pozbawione radości, nowy konserwatyzm jest pozbawiony serca a nowa emancypacja nie jest w niczym lepsza. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest śmierć, pozornie jedyna możliwe rozwiązanie dla pary, która wpadła w pułapkę sprzeczności.

Czy ten mroczny nonsens nie pasuje do dzisiejszych katolików? Wręcz przeciwnie, ten dramat jest realistycznym portretem naszego świata. Kiedy umiera wiara, jak u Rosmera i milionów dusz w naszych czasach, wówczas konserwatyzm (Kroll) ostatecznie jest pusty i niczego nie chroni, lewicowcy (Mortensgaard) dolewają bezbożnej oliwy do bezbożnego ognia społeczeństwa bez Boga, wyzwolenie (Rebeka) pozbawione jest wytrzymałości i pokonuje je liberalny instynkt samobójczy. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości (J 10, 10), zatem Rosmer musi przede wszystkim ożywić w sobie wiarę swoich szlachetnych przodków, a to znaczy cofnąć się przed swoich protestanckich przodków, aż do prawdziwie szlachetnych przodków katolickich, którzy uczynili Norwegię chrześcijańską. Jeśli Rosmer stałby się prawdziwie katolikiem, wówczas Kroll, Mordensgaard i Rebeka mogliby zobaczyć prawdziwe rozwiązanie i cały region rozbłysnąłby na nowo światłem Chrystusa.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXXVI (636)

21 września 2019

RODZINA NA CELOWNIKU

Odmawiany wspólnie różaniec jest tarczą,

Która chroni rodzinę przed ciosami.

Kiedy świat coraz bardziej odwraca się plecami do Pana Boga, On łagodnie się usuwa – choć wróci z całą mocą, czekajcie na to! -a w tym samym czasie równomiernie zanika jego niebiańska opieka nad jego własną glebą stworzoną dla rodzaju ludzkiego, nad rodziną. Najtrudniejszym ze wszystkich doświadczeń jest opuszczenie rodzin przez katolickich duchownych, które pozwala szatanowi atakować je z każdej strony. Najbardziej bolesne są ataki, które pochodzą z wewnątrz, od ukochanych członków rodziny. Poniżej przedstawiam taki przypadek, który jest typowym doświadczeniem dla tak wielu ludzi w dzisiejszych czasach. Ojciec rodziny pisze:

Wraz z żoną mamy dziesięcioro dzieci, z których troje jest już dorosłe, przeżyliśmy razem trudne chwile i kilka tragedii, ale teraz wypowiedziała mi ona wojnę. Około półtora roku temu z pełnym poparciem księdza z Kościoła posoborowego oraz wpływowych przyjaciół, podjęła kroki prawne zmierzające do wyrzucenia mnie z domu i pozbawienia kontaktu z dziećmi. Było to coś niewiarygodnego, a przy tym straszliwie bolesnego. To, iż całe prześladowanie miało w swej istocie charakter religijny potwierdziło się w chwili, kiedy zaproponowała mi ona, iż mogę zostać w domu jako człowiek odseparowany i żyć w piwnicy, jeśli tyko podpiszę deklarację prawną o zrzeczeniu się wszelkich praw dotyczących religijnej edukacji i formacji moich dzieci, a także zobowiąże się do uniemożliwiania im odwiedzania tradycjonalistycznych kaplic oraz porozumiewania się z jakimikolwiek tzw. tradycjonalistami. Oczywiście nie mogłem tego podpisać, a wówczas jej zgraja rzuciła się na mnie i na dzieci korzystając z różnych kruczków prawnych… i wszystko straciłem: żonę, dom, dzieci, pieniądze, samochód, ubezpieczenie zdrowotne i niemal cały mój biznes. Ponieważ moje dzieci były silne w wierze i nie chciały ulec dziwnemu i złemu postępowaniu Mamy oraz wolały być z Tatą, sprowadziła ona grupę „terapeutów” aby „oczyścić” ich umysły, aby znowu stały się „normalne”, wysłała ich do posoborowych szkół i zmuszała do uczestnictwa ze sobą w Novus Ordo.

Minął już ponad rok od chwili, kiedy ostatni raz widziałem moje kochanie dzieci. Najmłodszy ma teraz prawie 3 latka, a reszta niepełnoletnich jest starsza o 18-24 miesiące, aż do 16 lat. Nie mam żadnego dojścia, aby dowiedzieć się, co się z nimi dzieje, ani czy zachowują wiarę, ponieważ nie mogą oni spotykać się ani słuchać nikogo poza liberalnymi katolikami z Neo-Kościoła. Trójce starszych, którzy są już dorośli, udało się pozostać w kontakcie ze mną i być tak blisko, jak tylko mogli. Najstarszy z nich był w seminarium i skończył kurs filozofii, ale opuścił seminarium, z pewnością ze względu na szok jakiego doznał w wyniku rozpadu rodziny.Ale zachował nienaruszoną wiarę, prawie codziennie uczestniczy we Mszy Świętej i pracuje w świecie. Niestety drugie dziecko połknęło truciznę studiów, które miały być niezbędne do życia w przyszłości. Trzecie rozważa teraz pomysł rozpoczęcia studiów, ale nie straciło jeszcze z oczu woli Bożej.

Rozumiem, że Pan Bóg ma plan, że moje własne błędy i wady odegrały swoją rolę w tej katastrofie. Wiele lat temu pewien tradycjonalistyczny kapłan powiedział mi, że mam tak katolicką rodzinę, że diabeł na pewno nas nienawidzi. To jest z pewnością wściekły atak szatana, który chce zniszczyć wiarę moich dzieci i doprowadzić mnie do rozpaczy, ale moja wiara jest nadal silna i mam nadzieję, że poprzez tę gehennę niektórzy, wielu a może wszyscy z nas zostaniemy zbawieni. Ciągle jednak w mym sercu jest więcej bólu niż radości. Kiedyś byliśmy dobrym wzorem dla innych rodzin, a teraz jesteśmy przedmiotem litości i drwin… a ja jestem oskarżany o bycie „fanatykiem”, chorym umysłowo, niewystarczająco elastycznym i tak dalej. Gdybym nie znał licznych dusz oddanych prawdziwej wierze, które potrafią wyjaśniać i nazywać po imieniu obecne zło w Kościele i świecie, pewnie zgodziłbym się z moją żoną i jej otoczeniem, wiódłbym proste, wygodne, światowe życie. Owszem jestem cały czas słaby i czasem się zastanawiam, czy Tradycja nie jest jakimś szaleństwem – jak to możliwe, że rację ma te małe resztki katolików? Ale przecież na początku było zaledwie 12 Apostołów, a do tego jeden z nich był zdrajcą.

Opisane powyżej zachowanie matki nie jest absolutnie normalne, ale co jest dziś normalne? Jak ojciec może bronić swoją rodzinę przed taką reakcją? Jak mówi przysłowie: lepiej zapobiegać, niż leczyć. Bez względu na to, na kogo w rodzinie szatan przypuszcza atak, pierwszą linią obrony powinien być każdego dnia rodzinny różaniec. Poza tym, z czego zdał sobie sprawę ten katolicki ojciec: co nie może zostać wyleczone, musi zostać przetrwane. Musimy zaufać Panu Bogu.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXXV (635)

14 września 2019

BIAŁY RASIZM? – II

Biali ludzie muszą powrócić do Pana Boga, albo zginą,

On nie jest przestarzały, ani nie jest kwiatkiem do kożucha.

W reakcji na Komentarz Eleison z ostatniego tygodnia jeden z czytelników zauważył, iż powinien on być raczej zatytułowany „Rasizm wobec białych ludzi”. Oczywiście ma on rację w tym sensie, że wrogość okazywana jest dziś w znacznie większym stopniu przez nie-białych ludzi wobec białych, niż przez białych wobec nie-białych, jednak to co ma dla nas znaczenie, aby pokonać tę niechęć bez względu na to, z której strony pochodzi, to zrozumieć, co za nią stoi. Ostatecznie to liberałowie, którzy rządzą obecnie światem, chcą usunąć wszechmogącego Boga, aby móc zająć Jego miejsce. Jako prawdziwi „liberałowie” pragną oni bowiem nade wszystko wolności od Pana Boga. Jak mogliby byś wolni od wszystkiego i wszystkich, jeśli nie byliby wolni od Pana Boga i Jego Dziesięciu Przykazań?

Kiedy Syn Boży przyjął ludzkie ciało, założona przez Niego religia chrześcijańska rozpowszechniła się po całym świecie i – jak napisał św. Paweł – wszyscy, którzy zostali ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekli się w Chrystusa, tak, iż nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie (Ga 3, 27-29, Kol 3, 11). Doktryna to oznacza, iż tam gdzie zwycięża chrześcijaństwo, niechęć taka jak „antysemityzm”, „rasizm” czy „feminizm” zanika, gdyż wszystkie one zostają niejako zanurzone poprzez chrzest w Chrystusie. Ale co dzieje się, gdy człowiek odrzuca Pana Jezusa? Czyż nie pojawi się wówczas ponownie wrogość między Żydami a nie-Żydami, nie-białymi i białymi, mężczyznami i kobietami?

Oczywiście, że tak i będzie ona w fazie pochrześcijańskiej gorsza, niż wcześniej, ponieważ chrześcijaństwo pozwoliło człowiekowi poznać Pana Boga w taki sposób, w jaki nie było to wcześniej możliwe, a także poznać równość wszystkich ludzi przed Panem Bogiem, równość należącą do wieczności, która przyćmiewa liczne nierówności między ludźmi w trakcie ich krótkiego życia na ziemi. W epoce przedchrześcijańskiej ludzie w naturalny sposób akceptowali te nierówności jako część życia, gdyż głupotą byłoby buntowanie się przeciwko nim – te nierówności po prostu istniały. W czasach chrześcijańskich rodzaj ludzki nauczył się w nierównościach, które nadal są obecne, czerpać pociechę z przewyższającej je równości w wieczności. Jednak w fazie pochrześcijańskiej, Chrystusowa wiara, niebo i wieczność zostają odrzucone, a w konsekwencji nierówności w tym życiu, których nie da się odrzucić, są odczuwalne o wiele bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Zaiste liberałowie, którzy robią co tylko mogą, aby zniszczyć chrześcijaństwo, przejęli jednak od Chrystusowej religii poczucie np. równości wszystkich ludzi, choć oderwali je od Pana Boga, który jest prawdziwym fundamentem tej równości. Dlatego usiłują oni zamknąć równość wieczności w siedemdziesięciu czy osiemdziesięciu latach. To jakby próbować wlać pół litra płynu do ćwierćlitrowego słoiczka. To po prostu nie może się udać. Ale oni próbują to robić na siłę. Dlatego też liberałowie zawsze walczą z rzeczywistością. Są to chrześcijańscy apostaci usiłujący zamknąć w krótkim ludzkim życiu Chrystusowe ideały, które mają wymiar wieczny. Tęsknią za chrześcijaństwem, ale nie chcą Pana Jezusa, więc z całych sił dążą do stworzenia chrześcijaństwa bez Chrystusa, co jest oczywiście przedsięwzięciem skazanym na porażkę. Ale czy w tej sytuacji wrócą oni do Pana Jezusa? Nigdy! Wolność, równość, braterstwo!

Dlatego też chrześcijańska wolność od grzechu dla nieba musi zostać zamieniona na wolność od wszelkich ziemskich ograniczeń, prawdziwych czy wyimaginowanych, wolność dla rewolucji; chrześcijańska równość wobec Pana Boga w wieczności, musi zostać zamieniona na wyrównywanie w dół wszystkiego, co na ziemi jest naprawę wzniosłe, co jednak się nie uda, bez względu na to, jak bardzo liberałowie będą się starać; i wreszcie chrześcijańskie braterstwo, prawdziwe braterstwo ludzi jako dzieci jedynego prawdziwego Boga, musi zostać zastąpione przez sztuczne stowarzyszenie ludzi w instytucjach takich jak ONZ, które skazane są na porażkę.

Resumując: biali ludzie otrzymali od Pana Boga specjalne dary, naturalne i nadprzyrodzone, aby głosić Chrystusa i Jego Kościół całemu rodzajowi ludzkiemu. Kiedy realizowali te misję, korzystała cała ludzkość i ludzie na całej ziemi kroczyli po drodze do nieba, nie żywiąc żadnej urazy, ale raczej wdzięczność wobec białych, którzy otworzyli im drogę do nieba. Jednak kiedy biali ludzie przestali realizować swą misję, wówczas pozostała część ludzkości instynktownie poczuła się zdradzona, a „rasizm” zaczął szaleć, jak nigdy przedtem. Biały człowieku, jeśli nie lubisz rasizmu wobec białych ludzi, złap za różaniec, 15 tajemnic każdego dnia.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXXIV (634)

7 września 2019

BIAŁY RASIZM? – I

Biali ludzie, jeśli tylko będziecie wierni swojej świętej misji,

Przyniesiecie całemu rodzajowi ludzkiemu Boże Słowo i błogosławieństwo.

Rasa białych ludzi, jak o niej się mówi, rozproszona jest po całej kuli ziemskiej, choć szczególnie zadomowiona jest w Europie. Jest ona obecnie pogardzana i prześladowana na całym świecie. Czyja to wina?  Przede wszystkim samych białych Europejczyków.

Tak zwany „rasizm”, czy też antagonizm między różnymi rasami ludzkimi, jest z pewnością problemem człowieka, gdyż wzbudza ludzkie namiętności, a jako prawdziwie człowieczy problem ma nie tylko wymiar materialny czy mechaniczny, ale także religijny. Dziś ostatnim kierunkiem, w którym zwróciłby się człowiek w celu rozwiązania problemów, jest Pan Bóg, choć tylko On jest prawdziwym rozwiązaniem. Ale skoro człowiek nie chce zwrócić się do Pana  Boga, problemy pozostają nierozwiązywalne, a świat współczesny pogrąża się coraz głębiej w chaosie. Ale jak zwrócenie się do Pana Boga może rozwiązać dzisiejszy problem „rasizmu”?

Pan Bóg i wyłącznie Pan Bóg stworzył i stwarza sam każdą duszę każdego człowieka, który kiedykolwiek żył i żyje, stworzył je z wielką różnorodnością, aby przygotować to, co wedle Jego woli ma być symfonią rodzaju ludzkiego. Poszczególne osoby stwarza On z niezmierną różnorodnością naturalnych darów i muszą oni uznać, tak jak wszyscy rodzice obserwujący, jak kompletnie różne są talenty i charaktery ich dzieci, że nie ma dwóch takich samych ludzi. Ale czy to ludzie stworzyli tę różnorodność? Oczywiście nie. Jedyną naturalną decyzją, którą podejmują rodzice jest decyzja, by począć dziecko (zabicie tego czy innego dziecka w łonie kobiety jest decyzją w najwyższym stopniu sprzeczną z naturą). A reszty dokonuje Pan Bóg. Należy jednak zwrócić uwagę, iż pochodząca od Niego różnorodność obejmuje także nierówność. Na przykład: rodzice mają obowiązek uznania absolutnej nierówności talentów wśród swoich własnych dzieci – niektóre mogą być bowiem znacznie bardziej utalentowane od innych. I nawet jeśli rodzice mogliby nie chcieć tej nierówności, to czy mogą z nią cokolwiek zrobić? Oczywiście nie. To Pan Bóg decyduje – naturalnie – nawet o płci ich dzieci.

Ta nierówność dotycząca talentów nie jest w żadnym stopniu niesprawiedliwa, ponieważ prawdziwie uprzywilejowane są te dzieci, które dzięki darom nadprzyrodzonym dostaną się do nieba. W tym celu konieczne jest, by dziecko samo współpracowało z Bożą łaską, zaś ta współpraca niekoniecznie ma coś wspólnego z darami naturalnymi. Jak niegdyś ktoś powiedział: piekło pełne jest talentów, podczas gdy niebo pełne jest cnót. Ponadto talenty dziecka, które otrzymuje ono od Pana Boga, odpowiadają miejscu, w którym zgodnie z wolą Bożą ma ono grać w symfonii rodzaju ludzkiego. Dziecko powinno robić to, do czego jest utalentowane.

To co dotyczy poszczególnych osób, dotyczy także rodzin, miast, krain, narodów i ras. Rodziny różnią się od siebie i nie są sobie równe. Miasta, prowincje, krainy i rasy są także różne i nierówne, częściowo ze względu na swoją pochodzącą od Pana Boga naturę, a częściowo na skutek wpływów i kształtowania przez człowieka. Na tyle, na ile różnice te są pochodzenia ludzkiego, Bóg umożliwia wpływ i kształtowanie przez człowieka, aby ludzie z całą różnorodnością swoich talentów czynili dobro i wzajemnie się o siebie troszczyli. Na przykład: miasto powinno pomagać mieszkańcom sąsiedniego, zalanego przez powódź, z danej krainy pochodzą artyści;  dany naród odgrywa ważną rolę na całym świecie, a rasa służy Kościołowi. Czy zatem nie jest jasne, dlaczego od setek lat rasa białych ludzi otrzymała, nie wyłącznie, ale w specjalny sposób wiele naturalnych i nadprzyrodzonych darów od Boga, by Mu służyć i rozpowszechnić Jego Kościół na cały świat? Nie jest to w żadnym razie niesprawiedliwe, ponieważ to,  jak biali ludzie wykorzystają te dary zależy tylko od nich. Mają oni wolną wolę, by wykorzystać albo zmarnować te dary, ale bezwzględnie otrzymali od Pana Boga misję. Jeśli prawidłowo wykorzystają otrzymane dary, skorzysta na tym cały świat. Jeśli je zmarnują, Pan Bóg ukaże ich w szczególny sposób.

W jaki sposób korzystają dziś biali ludzie z darów, które otrzymali od Pana Boga? Czyż od setek lat nie odwracają się oni od Niego powoli, ale konsekwentnie? I czyż nie są oni teraz dumni ze swego ateizmu? Czy zatem może dziwić, iż Pan Bóg posługuje się innymi rasami, narodami itp. by ukarać białych ludzi poprzez to, że stali się oni pogardzani i prześladowani przez resztę ludzkości? Z Bożego punktu widzenia: czyż to nie wiarołomny mężczyzna zdradził kobietę, którą miał prowadzić (do nieba)? czyż to nie zbuntowani biali ludzie zdradzili swoją misję wobec innych rasy? czyż to nie zbuntowane ludy chrześcijańskie zdradziły swoją misję wobec Żydów poprzez Sobór Watykański II? Czy ktokolwiek może być jeszcze zaskoczony szalejącym „feminizmem”, „rasizmem” czy „antysemityzmem”?

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXXIII (633)

31 sierpnia 2019

PONOWOCZESNOŚĆ – II

Bóg dał nam wolność, możliwość korzystania z wolnej woli,

Ale nie dał nam prawa do mieszania dobra i zła.

Ryzykując znużenie Czytelników różnymi ujęciami problemu Prawdy, niniejszy Komentarz zawiera kolejne uwagi dotyczące streszczenia książki Wojciecha Niemczewskiego Kultura jako religia, ponowoczesna interpretacja relacji między kulturą a religią, które zostało zamieszczone tydzień temu. Zaiste musimy zbawić nasze dusze, zaś wielkim niebezpieczeństwem na drodze do zbawienia jest zaślepienie naszej najwyższej zdolności, którą jest zdolność myślenia, po którym to następuje niezwłocznie zepsucie naszych serc. Największym zagrożeniem dla naszego rozumu jest dziś powszechne założenie, że idee nie mają znaczenia, że prawda nie jest istotna. Spójrzmy jak Sobór Watykański II przedłożył nowoczesność nad wierny Katolicyzm, szczególnie w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes, a następnie jak Bractwo Kapłańskie św. Piusa X przedłożyło posoborowych Rzymian nad swego wiernego Założyciela, zaś w każdym z tych przypadków spostrzeżemy, jak znaczna część kapłanów i świeckich podążyła w tym kierunku.

Zacznijmy od ułożenia w kolejności spostrzeżeń Niemczewskiego, abyśmy zobaczyli od czego zaczyna i dokąd zmierza: 1 Nie ma obiektywnie Boga, ponieważ „Bóg” jest subiektywnym tworem wewnątrz każdego z nas. 2 Dlatego też stare prawdy wczorajszej religii i filozofii nie mają żadnych podstaw.  3 Ponadto nie pasują już one do rzeczywistości dzisiejszego świata, który w każdym obszarze zmienia się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. 4 Co gorsze, one właściwie blokują współczesny postęp, czy też „kulturę wyboru”, która umożliwia nam przystosowanie się do zmian i która gwarantuje każdemu z nas wolność ułożenia życia wedle swojego upodobania. 5 Aby móc przystosować się do nowoczesności, człowiek ponowoczesny musi zaakceptować tę niby nieuniwersalną i nieobowiązkową „kulturę wyboru”, która nie nakłada na człowieka żadnych norm i nie podporządkowuje go żadnemu zwierzchnikowi. 6 Wniosek jest taki, iż prawda musi ustąpić wolności, religia kulturze, a kierowanie dryfowaniu. 7 Dlatego precz z Bogiem i Prawdą, a niech żyje „kultura wyboru”!

Pojawia się niestety problem dla ponowoczesnego człowieka – jest bowiem rzeczywistości poza jego umysłem, bliska mu tak jak jego własne ręce czy nogi i ma ona własne prawa, które nie są w żaden sposób zależne od ludzkiego umysłu. Na przykład: jeśli człowieka boli ząb, musi iść do dentysty a nie do sklepu rybnego. Prawa te mają wymiar nie tylko fizyczny, ale i moralny. Na przykład: jeśli godna politowania dziewczyna dopuści się aborcji, nie uniknie wyrzutów sumienia bez względu na to, jak bardzo by chciała. Wolna wola nas ludzi jest bezdyskusyjnie wolna – stąd możliwa jest opisana przez Niemczewskiego „kultura wyboru” – jednak ta kultura może funkcjonować jedynie wewnątrz, a nie poza ramami praw fizycznych  i moralnych istniejącej obiektywnie rzeczywistości. To zaś oznacza, iż jak najbardziej mogę wybrać moją wieczność w niebie albo piekle, ale nie jest możliwe, że zdecyduje się naruszyć poważnie prawo moralne i pójdę do nieba.

Starożytni Grecy w swym złotym wieku, setki lat przez narodzinami Pana Jezusa, nie byli obdarzeni nadprzyrodzoną łaską czy światłem. Ale już na poziomie naturalnym zaobserwowali – bynajmniej tego nie wynaleźli – poważne i nieuniknione konsekwencje, które ponieść musi człowiek buntujący się przeciwko moralnej konstrukcji ludzkiego życia i określili ten bunt greckim słowem hubris, a my dziś nazwalibyśmy pychą. Dlatego też zaprezentowany przez Niemczewskiego opis „kultury wyboru” zaczyna się od zakwestionowania Boga przez człowieka, a kończy na przeciwstawieniu się Mu. Jednak o ile możliwe jest nagięcie ludzkich umysłów na korzyść tej „kultury”, nie jest możliwe nagięcie ani wiecznego i nieomylnego Boga, ani też odwiecznej i absolutnej konieczności istnienia Prawdy. Spójrzmy, iż nawet jeśli ktoś twierdzi, że prawda nie istnieje, to traktuje przynajmniej to twierdzenie jako prawdę. Stąd taż tak naprawdę nikt nie jest tak dogmatyczny w negowaniu dogmatów jak masoni.  Zaś w subiektywnym podkopywaniu doktryny nie nie jest tak doktrynalny jak moderniści i neo-moderności.

W skrócie: człowiek opisany przez Niemczewskiego odmawia uznania tego, że wokół ludzkiej areny wyborów znajduje się krąg rzeczywistości, której człowiek nie wybiera. Hierarchowie Soboru Watykańskiego II odmawiają uznania tego, że depozyt wiary nie może zostać zmieniony. Z kolei przełożeni Neo-Bractwa św. Piusa X odmawiają uznania tego, że posoborowi Rzymianie są sprzedawcami baśni. „Kultura wyboru” będzie ich drogo kosztować. Może ona kosztować ich nawet wieczność, jeśli nie wrócą do katolickiego rozsądku.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXXII (632)

24 sierpnia 2019

PONOWOCZESNOŚĆ – I

Zatem prawda jest już przebrzmiała?

Dla człowieka nie ma większej straty, niż utrata prawdy!

Kiedy natykamy się na słowa „ponowoczesny” czy „ponowoczesność”, zastanawiamy się co one znaczą i do czego się odnoszą. Nasuwa się od razu myśl, iż słowo „nowoczesność” oznacza okres w historii, który rozpoczął się wraz z zakończeniem II wojny światowej w 1945 roku, kiedy cywilizacja musiała powstać z ruin i obrała nowy kurs. Ale od roku 1945 minęło już niemal trzy czwarte wieku, a 74 lata to dla świata za długi okres czasu, by poruszać się bez zmieniania się – świat zawsze się kręcił, volvitur orbis, ale jeszcze nigdy nie zdawał się on kręcić szybciej, niż w naszym XXI wieku. Dlatego też gdziekolwiek świat zmierza, jest to „ponowoczesność”.

Oczywiście pojawia się kolejne pytanie, a mianowicie dokąd zmierza świat? Być może istota „ponowoczesności” została ujęta w książce Kultura jako religia, ponowoczesna interpretacja relacji między kulturą a religią autorstwa Wojciecha Niemczewskiego. Poniżej przedstawiam w dwóch akapitach streszczenie jego tez:

Żyjemy w epoce zmian wszelkiego rodzaju, ale stare zasady religijne i filozoficzne hamują postęp i nie odpowiadają już rzeczywistości wokół nas, która zmienia się szybciej niż kiedykolwiek. Obecnie przeżywamy „kulturę wyboru”, która angażuje wszystkie elementy kulturowe, które możemy mieszać, aby stworzyć naszą własną wizję świata. Możliwość dokonania przez nad wyboru staje się znakiem wolności kosztem starych elementów prawdy i pozwala nam przystosowywać się do nowoczesnego życia.

W rezultacie ta ponowoczesna kultura nie narzuca żadnych norm, żadnych obowiązków, żadnych wniosków dotyczących życia. Nie wychodzi ona poza to życie, bo Bóg wprawdzie może istnieje, ale tylko w nas samych, tylko wewnątrz nas, tak naprawdę On jest od nas zależny! Człowiek ponowoczesny pragnie być w zgodzie z jego czasami, innymi słowy z ruchem i zmianą. Ale jest to niekończący się ruch i zmiana w kierunku czego? On nie ma pojęcia, ponieważ uczynił siebie samego niezdolnym do określenia, dokąd zmierza. Nawet ludzie przywiązani do tradycji są podatni na zachłyśniecie się tą nową kulturą.

W czasach Noego – jak opisuje to Księdza Rodzaju w rozdziałach od VI do IX, w zwłaszcza w rozdziale VI, 1-13 – ludzkość była tak zepsuta, że wszechmogący Bóg, aby ocalić choć niewielką liczbę dusz, musiał zesłać na cały świat karę, która mogła dać przynajmniej małej części rodzaju ludzkiego motywację i czas to wzbudzenia żalu za grzechy. I mając na uwadze grzech pierworodny logicznym jest, że tylko interwencja Pana Boga mogłaby odtąd spowolnić bądź odwrócić skłonność ludzkości do upadku. Oczywiście największą z takich interwencji było Wcielenie, ale im wyżej jesteś, tym twardszy upadek, zatem po blisko 2000 lat kondycja rodzaju ludzkiego będzie gorsza niż kiedykolwiek, jeśli Pan Bóg to dopuści. Jasnym jest (Łk 18, 8), że zdecydował się on dopuścić do niemal całkowitego zniknięcia Kościoła Jego Syna przed końcem świata. Jaką formę przybiera to zanikanie? Widzimy to dziś w opisie „nowej kultury” autorstwa Niemczewskiego. 

Jego opis powinien stać się dla nas inspiracją do dokonania następującego rozróżnienia między „nowoczesnym” a „ponowoczesnym”. Mianem „nowoczesnej” określić można obejmującą wszystkich kulturę nihilizmu, na której powstanie miała wpływ szczególnie druga wojna światowa – serca i umysły pozbawione wszelkich przekonań, wiary, nadziej czy zaufania, choć serca i umysły same w sobie jeszcze się nie zdegenerowały i ciągle obecne jest bolesne poczucie tego, co zostało utracone. Z kolei „ponowoczesność” jest logiczną konsekwencją tego bólu, mianowicie samozniszczeniem pozostałości serca i umysłu z zamiarem tego, aby ten ból nie był już odczuwalny. Celowo porzucam prawdę, aby mój rozum mógł pływać po idyllicznej krainie pięknych kłamstw i nie uświadamiam już sobie, że są to kłamstwa, a moje serce unosi się w krainie marzeń pełnej zwodniczych pragnień, gdzie wszystko jest miękkie oraz słodkie i zawsze takie będzie.

Ale jak mówi angielskie przysłowie: fakty są mocniejsze od lorda. Prawdą jest, że większość współczesnych umysłów i serc odcięła cumy, porzuciła kotwice, ale wiatr i fale pozostają wiatrem i falami, o czym nigdy nie zapominają niezmienni wrogowie niezmiennego Boga. Oni chcą ściągnąć wszystkie dusze, które naprawdę istnieją, do realnego piekła. Gdyby tylko przyjaciele Boga rozumieli rzeczywistość! 

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXXI (631)

17 sierpnia 2019

GŁOS LUDU – II

Diabeł zmaga się z Bogiem w każdej ludzkiej walce,

By doprowadzić do zguby jak najwięcej dusz.

Czerwcowy wywiad prezydenta Putina dla Financial Times, częściowo streszczony i cytowany w zeszłym tygodniu, stał się znany ze względu na stwierdzenie, iż „idea liberalna” przeżyła się i jest już przebrzmiała, zszokował zachodnich polityków i media. Zareagowali oni żywiołowo, niczym mrówki, których kopiec został uderzony kijem. Jakie jest znaczenie tego stwierdzenia i zachodniej reakcji na nie? Musimy zacząć od streszczenia streszczenia, aby zrozumieć jaka jest prawdziwa istota dyskusji. W swoim długim wywiadzie prezydent Putin mówił o różnych kwestiach, ale to co powiedział o liberalizmie było najistotniejsze.

Prezydent rozpoczął od praktycznego problemu ludzi żyjących na Zachodzie, tj. fali imigrujących do ich krajów cudzoziemców, którzy nie chcą się zasymilować. Już w swoich podstawach wielokulturowość po prostu nie funkcjonuje, ale liberalizm kierujący elitami rządzącymi Zachodem sprawia, iż traktują oni imigrację nie jako problem, ale postęp oświecenia, więc nie czynią nic, by ją zatrzymać i jest ona zupełnie niekontrolowana. Ale państwa nie mogą przetrwać bez pewnych podstawowych ludzkich zasad i wartości moralnych, które na Zachodzie zostały ukształtowane przez Pismo Święte. Ponieważ liberalne elity ignorują wartości biblijne podzielane przez wielu zwykłych ludzi, potwierdzają tym samym, iż liberalizm jest oderwany od rzeczywistości i przeżył się. Nie pozwólmy antyliberałom stać się kolejną tyranią, zaś obecna całkowita kontrola liberałów nad zachodnimi politykami i mediami jest prawdziwą tyranią, która musi się skończyć.

W skrócie: wartości liberalne są sprzeczne z wartościami biblijnymi. Wartości biblijne zbudowały Zachodnie narody. Wartości liberalne niszczą te narody. Najwyższy czas, bu liberalizm przestał niszczyć Zachód. W tym miejscu Putin ma do pewnego stopnia sporo racji, ale ponieważ jest politykiem, a nie teologiem, nie potrafi przedstawić istoty problemu w całej pełni, a zatem nie opiera się na Panu Bogu i Jego Dziesięciu Przykazaniach, tylko na obecności wartości biblijnych wśród ludzi na Zachodzie. Dziś, po siedemdziesięciu latach wielkich cierpień pod rządami żydowskiego komunizmu, Rosjanie wracają do Chrystusa i prawosławia, więc Putin może opierać się na powrocie jego własnego narodu do wartości biblijnych, jednak czy jest cokolwiek Chrystusowego w oporze ludzi na Zachodzie wobec masy imigrantów? Niewiele. A do tego mamy tu  decydujący udział wrogów Chrystusa w organizowaniu i finansowaniu masowej imigracji (czytelnicy niniejszych Komentarzy pamiętają być może szwedzką Żydówką, Barbarę Specter, która przechwalała się, że jej naród stoi za imigracją „konieczną, by uratować Europę” – oczywiście od Chrystusa).

Prezydent Putin opiera swoje argumenty dla narodów Zachodu na ich wierności wobec wartości biblijnych, jednak kto może zaprzeczyć temu, iż są coraz szybciej podważane? „Panie Prezydencie dziękujemy za to, że chce nas Pan bronić, ale szczerze mówiąc nie interesuje nas to. Kochamy nasz liberalizm, ponieważ daje nam wolność grzeszenia, jak tylko nam się podoba. Próbuje Pan ochronić nas przed nami samymi, ale my czcimy Mamonę oraz naszą wolność, równość i braterstwo. Wybraliśmy, by iść do piekła. Uprzejmie prosimy o zostawienie nas w spokoju. Zajęło nam wieki, aby pozbyć się Boga i nie chcemy do niego wracać”. Taka jest reakcja Zachodu, skryta bądź jawna, do politycznego stanowiska Putina. On potrzebowałby płomiennych apostołów, by móc wyrazić kwestie religijne w ich nadprzyrodzonym wymiarze:

Bóg istnieje, niezmienny od wieków. Zdecydował On w sposób wolny, by stworzyć istoty duchowe, anioły i ludzi, z materialną ziemią, aby z tymi istotami dzielić swoje nieskończone szczęście. Ale On nie chce w niebie robotów, więc każda istota duchowa użyła bądź używa swojej wolnej woli, by wybrać wieczność z Nim w niebie bądź bez niego w piekle. Jednak trzecia aniołów i pierwsi ludzie, nasi prarodzice wybrali piekło. On przygotował naród, by dać ludzkie ciało swojemu Boskiemu Synowi, by wykorzystać ludzką naturę do naprawienia tego upadku. Ten naród ukrzyżował Jego Syna i od tej pory walczył z Kościołem, który Jego Syn założył, by kontynuować zbawianie dusz aż do końca świata. Ta walka to prawdziwa kosmiczna wojna, siła napędowa historii świata.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXX (630)

10 sierpnia 2019

GŁOS LUDU – I

Przywódca Rosji ufa w wolę ludu,

Ale czy wola ludu zgadza się z wolą Bożą?

Na stronie internetowej en.​kremlin.​ru/​events/​president/​news/​copy/​60836 można znaleźć tekst wywiadu z prezydentem Putinem z czerwca, który został częściowo streszczony poniżej. Jego analiza zostanie umieszczona w kolejnym wydaniu niniejszych Komentarzy.

Co dzieje się na Zachodzie… także w Europie? Rządzące elity oderwały się od ludzi ze względu na przepaść między interesami elit i większości ludzi. To znaczy, że liberalizm przeżył się, ponieważ, jak przyznali nasi zachodni partnerzy, liberalne idee takie jak wielokulturowość okazały się niemożliwe do realizacji.

Kiedy powódź imigrantów zalewająca Europę Zachodnią zmusiła do zajęcia się zagadnieniem imigracji, wówczas wielu ludzi przyznało, że polityka wielokulturowości prowadzi do ślepego zaułka i że interesy rdzennych mieszkańców muszą zostać uwzględnione… Być może mur między Meksykiem a USA idzie za daleko… ale prezydent Trump przynajmniej szuka rozwiązania. Kto poza nim robi cokolwiek? Zwykli Amerykanie mówią, że to sprawny facet, bo przynajmniej szuka on jakichś rozwiązań.

Z kolei liberałowie nic nie robią. Siedzą w swoich wygodnych biurach i mówią, że wszystko jest w porządku, ale ci którzy muszą dzień w dzień mierzyć się z rzeczywistością na ulicach Teksasu czy Florydy nie są szczęśliwi, bo widzą zbliżające się poważne problemy… Czy ktokolwiek myśli o ludziach? To samo dzieje się w Europie. Rozmawiałem z wieloma moimi kolegami, ale nikt nie ma odpowiedzi. Mówią oni, że obecnie obowiązujące prawo wyklucza twardszą politykę… A zatem zmieńcie prawo! W Rosji dbamy o to, anu imigranci respektowali prawo, zwyczaje i kulturę Rosji, tak więc także w Rosji mamy problem z migracją, ale przynajmniej coś z tym robimy. 

Natomiast liberałowie wychodzą z założenia, że nic nie trzeba robić… Imigranci mogą bezkarnie zabijać, rabować i gwałcić, bo muszą być chronione ich prawa jako imigrantów. Co to za prawa? Każde przestępstwo musi zostać ukarane. Rzeczywiście liberalizm się przeżył. Wszedł on w konflikt z interesami przeważającej większości ludności. W imię liberalizmu można dziś twierdzić, że np. dzieci mogą pełnić pięć czy sześć ról płciowych… każdemu, kto szuka życia, wolności i szczęścia jakkolwiek by je rozumiał nie można pozwolić na deptanie kultury, tradycji i tradycyjnych wartości rodzinnych milionów ludzi stanowiących rdzenną ludność. 

Co się tyczy religii, to nie można jej usuwać z przestrzeni kulturowej. Nie można do tego dopuścić. Rosja jest krajem prawosławnym,  nie jest państwem katolickim, ale czasem mamy poczucie, że ten sam liberalizm działa, wykorzystując pewne elementy i problemy samego Kościoła, w celu zniszczenia Kościoła rzymskokatolickiego… Uważam to za fałszywe i niebezpieczne. Czy zapomnieliśmy, że wszyscy żyjemy w świecie zbudowanym na  biblijnych wartościach? Nawet żyjący na tym świecie ateiści czerpią korzyści z tych wartości. Nawet jeśli nie praktykujemy codziennie czy publicznie naszej religii, to przecież w głębi nas muszą być zakotwiczone pewne fundamentalne reguły i wartości moralne. Dlatego reż tradycyjne wartości są  dla milionów ludzi stabilniejsze i ważniejsze niż liberalizm, który w mojej opinii jest już u swego kresu.

Czy jeśli zakończy się liberalizm, oznacza to, że otwarta jest droga dla tyrani? Niekoniecznie. Pewna różnorodność opinii musi być zawsze możliwa. Co jednak istotne, nie można nigdy zapominać o interesach milionów ludzi żyjących swoim codziennym życiem… Dlatego nawet liberałowie powinni być traktowani z pewnym szacunkiem, ale liberałom nie wolno pozwolić na to, by rozkazywali każdemu, tak jak to robią od kilkudziesięciu lat, zarówno w mediach jak i w rzeczywistym życiu. Na przykład, dlaczego zakazali oni pewnych tematów? Pozwólmy im wyrażać swoje zdanie, ale absolutnie nie dopuśćmy, aby zdominowali oni publiczny dyskurs.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXIX (629)

3 sierpnia 2019

JEDNOŚĆ RUCHU OPORU

Bez autorytetu prawda nie może trwać,

Bez prawdy autorytet znika.

Ponieważ niniejsze Komentarze uważają za konieczność walkę z pychą, co do zasady rezygnują one ze stawiania w świetle reflektorów osiągnięć kapłanów i świeckich, którzy od 2012 roku zaangażowali się w to, aby zapewnić przetrwanie katolickich zasad oraz zwyczajów, w szczególności – ale nie wyłącznie – w Neo-Bractwie św. Piusa X, a zatem tym Bractwie, które coraz bardziej i bardziej wślizguje się w ramiona Rzymu. Oczywiście przywódcy Neo-Bractwa potępiają tzw. Ruch Oporu czy też Wierności, przy czym wskazują oni szczególnie na różnice zdań, które pojawiły się między jego kapłanami. Dlatego nadszedł moment, aby naświetlić stojącą ponad wszelkimi różnicami zdań jedność katolickiego Ruchu Oporu.

Jeden z wieloletnich obserwatorów poczynił następujące trafne spostrzeżenia: Głównym argumentem przełożonych Neo-Bractwa przeciwko Ruchowi Oporu jest zwracanie uwagi na różnice zdań między kapłanami Ruchu Oporu. Wprawdzie różni kapłani Ruchu Oporu mają całą rozmaitość związanych z powołaniem darów, dzięki którym powstają liczne dzieła (np. klasztory, seminarium, przeoraty, placówki misyjne itd.), to między nimi wszystkimi panuje godna uwagi jedność dotycząca celu, do którego dążą – zachowania katolickiej Wiary. Z kolei Neo-Bractwo jest kolosem na glinianych nogach, które trzyma się w dużym stopniu dzięki środkom dyscyplinującym, strachowi przed sankcjami i osobistym interesom, zaś w odniesieniu do celu, do którego zmierza, jest głęboko podzielone: tak czy nie dla porozumienia z Rzymem, tak czy nie dla udzielania małżeństw z udziałem oficjalnej hierarchii, tak czy nie dla flirtu z posoborowymi biskupami – we wszystkich tych kwestiach nie da się już dłużej ukryć głębokich rys wewnątrz Neo-Bractwa.

Po raz kolejny widzimy, jak wszyscy katolicy bez wyjątku są osłabieni przez rozłam między katolicką Prawdą a katolickim Autorytetem. Ten rozłam jest rezultatem świadomej bądź nieświadomej zdrady 2000 biskupów i dwóch papieży, którzy uczestniczyli w Soborze Watykańskim II. Dlatego też dziś, w 2019 roku,  z jednej strony Ruch Oporu, który trwa przy Prawdzie, z uwagi na brak Autorytetu doznaje zewnętrznych podziałów, gdyż oddolna potrzeba Autorytetu nie może stworzyć go w rzeczywistości, wszak Autorytet zgodnie ze swą definicją może pochodzić tylko z góry. Z drugiej strony Neo-Bractwo, które uznaje rzymski Autorytet, z uwagi na brak Prawdy doznaje wewnętrznych podziałów, ponieważ ten rzymski Autorytet trzyma się kurczowo posoborowych kłamstw.

Ale to Prawda jest celem Autorytetu, a nie odwrotnie. Piotrze prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci (Łk 22, 32). Innymi słowy: najpierw przylgnij poprzez swoją wiarę do Prawdy, a dopiero potem wykonuj swój Autorytet nad Apostołami. W upadłym świecie wewnętrzna Prawda potrzebuje zewnętrznego Autorytetu, aby ją bronił, a kiedy zewnętrzny Autorytet przestaje bronić Prawdę, wówczas traci swoją rację bytu i staje się celem samym w sobie, ostatecznie zaś tyranią, która służy osobistym interesom, jak to było w przypadku Pawła VI oraz następców Arcybiskupa Lefebvre.

Z powyższego wynika: bez względu na to, jak wielka byłyby osobista nieudolność poszczególnych wojowników Ruchu Oporu, tak długo jak trwają oni przy Prawdzie, Ruch Oporu przeżyje Neo-Bractwo, tak jak Bractwo Arcybiskupa Lefebvre, tak długo jak było wierne Prawdzie, triumfowało nas posoborowymi Rzymianami. Ostatecznym problemem nie jest bowiem kwestia osób czy Autorytetu, ale doktryny i Prawdy. Tak więc kiedy od 2000 roku ówczesny następca Arcybiskupa używał Autorytetu do likwidowania różnicy zdać wewnątrz Bractwa, wybrał już drogę Soboru, która polega na przedkładaniu Autorytetu nad Prawdę i woli nad rozum. W wyniku tego Bractwo stało się tyranią i choć tyran został pozornie usunięty w wyniku zeszłorocznego wyboru Kapituły Generalnej, to w rzeczywistości jest w centrum podejmowania decyzji. Taki jest właśnie nasz współczesny świat: pozory nie odpowiadają rzeczywistości.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXVIII (628)

27 lipca 2019

OGROMNA SPRZECZNOŚĆ

Kto nie rozpoznaje sprzeczności, nie potrafi myśleć,

I łatwo może poprowadzić katolicką Tradycję i dusze w przepaść.

Wróćmy jeszcze raz do biskupa Huondera, w żadnym razie nie po to, by zaatakować jego osobę, ale ze względu na powszechne zamieszanie, które on uosabia. W dniu, w którym zrezygnował ze stania na czele najważniejszej szwajcarskiej diecezji w Chur, aby zamieszkać w tradycjonalistycznej szkole dla chłopców w Wangs w diecezji St. Gallen, jego krok wydawał się tak zaskakujący, że tego samego dnia wydał on dwa oświadczenia, jedno dla tradycjonalistów, a drugie dla oficjalnego Kościoła. Poniżej zamieszczam kluczowe słowa z obu oświadczeń, żadne z nich nie są zniekształcone, choć są zacytowane poza kontekstem.

Swoim byłym kolegom i świeckim w diecezji Chur wyjaśnił swoją przeprowadzkę następującymi słowami: Zgodnie z życzeniem papieża Franciszka, będę dokładał wszystkich starań, by przysłużyć się tam [w Wangs] dla jedności Kościoła, gdyż pragnę nikogo nie wyłączać, ale pomóc rozróżniać, towarzyszyć i integrować. Dla tradycjonalistycznych katolików, wśród których miał zamieszkać, podpisał on wraz z Przełożonym Generalnym FSSPX księdzem Davidem Pagliarani wspólne oświadczenie, które zawierało następujące słowa: Powodem i celem tego kroku jest wyłącznie pragnienie oddania się modlitwie w ciszy, sprawowanie wyłącznie tradycyjnej Mszy Świętej oraz działanie na rzecz Tradycji katolickiej, jedynego środka odnowy Kościoła.

Ale jak Czcigodny Biskup mógł przeoczyć sprzeczność między tymi dwoma oświadczeniami? Kto, od kiedy Franciszek w 2013 roku został papieżem, nie przeżył niemal codziennej powodzi słów i czynów, poprzez które ten papież chce doprowadzić katolików do tego, aby porzucili Tradycję? Któż nie czuł jego głębokiego i instynktownego wstrętu, takiego, jaki żywią wszyscy kościelni dostojnicy, którzy przeprowadzali rewolucję Soboru Watykańskiego II, wobec Kościoła jaki był przed Soborem? Jak Biskup Huonder może zamykać swoje oczy przed faktem, iż między „życzeniem papieża Franciszka” a „Tradycją” istnieje wielka przepaść?

Jeśli uważa on, że „życzenie papieża Franciszka” jest czymś innym, niż jest, albo że mógłby doprowadzić Franciszka do zmiany nastawienia, wówczas papież z pewnością szybko i drastycznie wyprowadzi go z błędu co do tego, co naprawdę myśli. Z drugiej zaś strony, jeśli biskup wyobraża sobie lub ma nadzieję, że Tradycja jest czymś innym, niż jest, to z przykrością musimy stwierdzić, że został on oszukany przez trwający od dwudziestu lat proces przekształcania Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X takiego, jakie było ono w czasach Arcybiskupa Lefebvre, w Neo-Bractwo pod rządami jego następców. Pod rządami Arcybiskupa było ono największą twierdzą, która chroniła katolicką doktrynę, sakramenty i moralność, ale kiedy wraz z nim umarł w 1991 roku jego osobisty magnetyzm, w ciągu kilku lat wziął górę magnetyzm posoborowego Rzymu, który przyciągnął katolików, a wraz z założeniem GREC rozpoczęło się przekształcanie Bractwa w Neo-Bractwo, które dopasowuje się do rzymskiego Neo-Kościoła. Prawdopodobnie Biskup Huonder nie widzi żadnej sprzeczności, ponieważ chce on czynnie pomóc w tym przekształceniu.

A co z Przełożonym Generalnym Neo-Bractwa, księdzem Pagliarani, który wraz z biskupem Huonderem podpisał oświadczenie dla tradycjonalistów? Z pewnością doskonale zdaje on sobie sprawę z tego, co knuje papież Franciszek, i z pewnością wie, co Arcybiskup rozumiał pod pojęciem Tradycji. Czy wiedział on w chwili podpisania oświadczenia, ze Biskup Huonder w Wangs ma zamiar jednocześnie działać „zgodnie z życzeniem papieża Franciszka” „na rzecz katolickiej Tradycji”? A jeśli zdawał sobie sprawę z tego podwójnego zamiaru, czy nie widział żadnej sprzeczności? A jeśli widzi teraz tę sprzeczność, co zrobił on z tym koniem trojańskim, bez względu na jego intencje, który wprowadzony został w bramy Tradycji? Być może pomyślał sobie: Oh, to nie ma znaczenia. Arcybiskup chciał, żebyśmy troszczyli się o kapłanów Neo-Kościoła (tak, ale nie o konie trojańskie!). Biskup Huonder jest miłym człowiekiem. Wszyscy jesteśmy mili. Dogadamy się ze sobą. Sprzeczność jest problemem tylko w teorii, ale nie w praktyce itd.

Jeśli nowy Przełożony Generalny rzeczywiście tak myśli, to zaraził się posoborową chorobą, a Neo-Bractwo naprawdę tonie, szykując się radośnie do żeglowania po morzach papkowatego Kościoła zamieszania i sprzeczności. Jednak biada duszom!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXVII (627)

20 lipca 2019

KARDYNALSKA KLAROWNOŚĆ

Europa odpowiedziała kiedyś na miłość Boga,

Dziś musi znosić migrantów, którzy są Jego rózgą!

W jednej z niedawno opublikowanych książek autorstwa pewnego rzymskiego kardynała można odnaleźć niezwykle trafne zrozumienie kwestii fal imigrantów, które już od dziesięciu lat grożą zalaniem niegdyś wielkim narodom zachodniej Europy. Ale kardynał Sarah nie jest żadnym „rasistą” – pochodzi on z czarnej Afryki. Gdyby tylko Europejczycy, tak jak on, docenili Boże dary, jakie otrzymała Europa! Ale kto w Europie chce Boga? Ah, i tu jest cały problem, jak mówił Hamlet. 

Jestem oburzony ze względy na tych wszystkich ludzi umierających na morzu, handel ludźmi, mafijne sieci, zorganizowane niewolnictwo. Ci ludzie emigrują bez żadnych dokumentów, bez widoków na przyszłość czy rodziny. Czy oni myślę, że odnajdują tu raj na ziemi? Nie ma do na Zachodzie! Należy pomóc tym ludziom tam, skąd przychodzą, w ich własnych wioskach, pośród ich korzeni. Nie możesz przyjąć imigrantów z całego świata. Przyjąć znaczy nie tylko wpuścić ich do twojego kraju, to znaczy dać im pracę. Możesz to zrobić? Nie. To znaczy dać im miejsce do życia. Możesz to zrobić? Nie. Umieszczenie ich w niedostosowanych kwaterach, bez godności, bez pracy, to nie jest to, co ja nazywam witaniem ludzi. To raczej przypomina coś, co jest organizowane przez mafię! Kościół nie może współpracować w handlu ludźmi, który jest jak nowa forma niewolnictwa.

Za równie oburzające uważam używanie Słowa Bożego to usprawiedliwienia tego wszystkiego. Bóg nie chce migracji. Dzieciątko Jezus szukało schronienia w Egipcie ze względu na Heroda, ale następnie powróciło do domu. Bóg zawsze sprowadzał swój lud z powrotem do Izraela po każdym głodzie i niewoli za granicą. Kraj jest wielkim skarbem, to miejsce, gdzie się urodziliśmy, gdzie zostali pochowani nasi przodkowie. Gdy ktoś kogoś wita, to znaczy, że chce mu dać lepsze życie, a nie skierować do przepełnionego obozu. Jeśli ktoś jest karmiony bez żadnej pracy, to nie ma godności.

A jaką kulturę macie im do zaoferowania? Czy jesteście jeszcze zdolni do tego, aby dzielić z nimi waszą chrześcijańską kulturę i korzenie? Obawiam się, że demograficzna nierównowaga wywołana przez te fale imigracji pozbawi was waszej tożsamości i tego co czyni was tymi, kim jesteście. Europa ma specjalną misję, którą otrzymała od Boga. To dzięki wam, Europejczykom, poznaliśmy Ewangelię, wartość rodziny, godności osobistą i wolność. Jeśli zrezygnujecie ze swojej tożsamości, jeśli pozwolicie, by zalała was powódź ludzi, którzy nie cenią waszej kultury, wówczas ryzykujecie tym, że wasze chrześcijańskie wartości i tożsamość znikną. To samo stało się ze starożytnym Rzymem, kiedy został najechany przez barbarzyńców. Musicie postawić sobie pytanie, czy dzisiejsze fale imigracji nie są nową formą niewolnictwa organizowaną po to, aby zdobyć tanią siłę roboczą? Wszystkich tych ludzi, którzy tu przybywają, kusi marzenie o lepszym życiu. Co za kłamstwo! Co za cynizm! Papież Benedykt XVI był w odniesieniu do tych kwestii szczególnie klarowny i prorocki (…),

Wy, Europejczycy, zostaliście uformowani przez chrześcijaństwo, wszystko w Europie jest chrześcijańskie. Czemu ktoś miałby to negować? Żaden muzułmanin nie neguje swojej tożsamości. Jeśli nie powrócicie do tego, kim jesteście, znikniecie. A jeśli zniknie Europa, wówczas dojdzie do straszliwych wstrząsów: chrześcijaństwu zagrozi zniknięcie z powierzchni ziemi. Zobaczcie, jak zostaliście najechani przez islam: muzułmanie chcą opanować cały świat i mają do tego środki finansowe. Nie uda im się to, bo Pan jest z nami po wszystkie dni aż do skończenia świata. Ale nie możecie zaprzeczać temu, kim jesteście:  ci imigranci, których przyjmujecie, muszą zintegrować się z waszą kulturą. I trzeba jeszcze tego, abyście mieli kulturę: nie możecie zintegrować ich z waszym ateistycznym materializmem, bo oni po prostu go nie chcą.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXVI (626)

13 lipca 2019

DALSZE PODKOPYWANIE

Katolicy! Odłączcie elektronikę!

Ona zaciemnia prawdziwą rzeczywistość.

Niniejsze Komentarze polecały nie raz stronę Amerykanina doktora Paula Craig Roberts, na której komentuje on rozwój sytuacji politycznej i gospodarczej na świecie. Wprawdzie doktorowi Roberts brakuje pełnej perspektywy, którą może dać jedyna prawdziwa religia, ale w sprawach światowych często rozpoznaje on prawdę bardzo wyraźnie i pisze o niej na swojej stronie internetowej – paulcraigroberts.org – tak odważnie i wytrwale, że można stawiać sobie pytanie, kiedy zostanie zamordowany. Jedak morderstwo pozostawia po sobie zawsze ślady krwi, a ten, kto morduje osobę głoszącą jakiś przekaz ryzykuje, że ludzie zainteresują się tym przekazem. Tak czy inaczej, komentarze doktora Roberts czytane są przez wiele osób na całym świecie, a jeden z jego najnowszych artykułów całkowicie potwierdza, że ks. Calderón słusznie rozpoczął swoją analizę nowego człowieka Soboru Watykańskiego II (patrz Komentarz Eleison z dnia 22 czerwca br.) od subiektywizmu. Także doktor Roberts wskazuje bowiem na to, jak człowiek człowiek współczesny został odcięty od obiektywnej prawdy przez subiektywizm. Przykład tego procesu opisuje on w swoim artykule, który streścimy poniżej.

Doktor Roberts rozpoczyna od cytatu z prowadzonej przez osoby poszukujące prawdy strony internetowej Zero Hedge, zgodnie z którym „możliwość fałszowania rzeczywistości rośnie w bardzo szybkim tempie. Bezmyślni entuzjaści technologii cyfrowych rozwijają technologie, które czynią fałszywą rzeczywistość niemożliwą do odróżnienia od prawdziwej rzeczywistości. „Nie sądzę, że jesteśmy na to w ogóle przygotowani. I nie sądzę, że opinia publiczna jest świadoma tego, co nadchodzi” powiedział przewodniczący komisji Kongresu Stanów Zjednoczonych ds. służb specjalnych, komentując gwałtowny rozwój technologii syntetycznych. Ta nowa sztuczna inteligencja ma potencjał umożliwiający odpowiednio przygotowanym programistom tworzenie materiałów wideo i audio, w których dowolnie wybrana osoba może mówić dosłownie wszystko. Te projekcie nazywane są „deepfake” i bez względu na to, jak bardzo szokujące mogą być, są praktycznie niemożliwe do odróżnienia od rzeczywistości. Gdy przyzwyczailiśmy się do świata, w którym nasza rzeczywistość jest fałszowana, rzeczy, które są fałszywe, staną się naszą rzeczywistością.

„Zostaliśmy pokonani w ogniu”, powiedział zajmujący się technologią cyfrową ekspert kalifornijskiego uniwersytetu Berkeley. „Na jedną osobę, która dziś pracuje nad odkrywaniem „deepfake” przypada sto, które je tworzą”. Już dwie trzecie Amerykanów twierdzi, że sfałszowane obrazy i filmy stają się główną przeszkodą dla rozumienia podstawowych faktów dotyczących bieżących wydarzeń. Badacze, którzy zajmują się zjawiskiem dezinformacji przestrzegają przed rosnącym zjawiskiem „apatii dotyczącej rzeczywistości”: w obliczu wysiłku, jakiego wymaga odróżnienie tego co realne, od tego, co fałszywe, po prostu się poddajemy i zaczynamy polegać na naszych podstawowych instynktach, grupowych emocjach, impulsach. Zanurzeni w oszustwach naszych przywódców, przestajemy wierzyć w cokolwiek.

Na przykład, dwa tankowce stanęły w płomieniach, w niebo wznosiły się kłęby dymu. Jak na zawołanie pojawił się na nagraniu w kiepskiej jakości podejrzany statek irańskiej armii. Wirtualne obrazy zalały dziewięć miliardów monitorów na całym świecie. Każda strona opowiadała inną historię. Nikt za bardzo nie wiedział, komu powinien wierzyć. Pojawiły się liczne teorie spiskowe, a każdy kurczowo trzymał się tego, w co najbardziej chciał wierzyć. https://​www.​zerohedge.​com/​news/​2019-06-16/​hedge-fund-cio-i-dont-think-public-aware-whats-coming Dr Roberts kontynuuje: czemu technologiczni maniacy szczycą się tym, że rozwijają technologię, która czyni prawdę jeszcze trudniejszą do odnalezienia? Na jaką ułomność charakteru cierpią ci ludzie, że wynajdują metody niszczenia zdolności do poznania prawdy? Czy różnią się oni w ogóle od kogoś, kto rozpyla w powietrzy niewykrywalną substancję, która pozbawia życia? Jedynym pożytkiem tej technologii jest umożliwienie państwu policyjnemu sprawowania pełnej kontroli. Jest dziś możliwe, by włożyć w usta dowolnie wybranego człowieka słowa. których nigdy nie wypowiedział i przypisać czyny, których nigdy nie popełnił, a następnie udowodnić mu na podstawie sfałszowanych dowodów popełnienie przestępstwa, którego się nie dopuścił. Bez prawdy nie ma wolności, niezależnego myślenia i świadomości. Istnieje tylko Matrix, wirtualna rzeczywistość. Jak bardzo pogubiła się Ameryka, że korporacje, inwestorzy i naukowcy są zmotywowani do tworzenia technologii niszczących prawdę? Czy ci bezmyślni idioci nie są dziś naszymi prawdziwymi wrogami? Dziś najtrudniejszą rzeczą na świecie jest odkrywanie prawdy. Doktor Roberts kończy swój artykuł prośbą o wsparcie, na które z pewnością zasługuje.

Czytelnicy, przylgnijcie ze wszystkich waszych sił do prawdy, bo jest ona w błyskawicznym tempie podkopywana, gdy świat daje pierwszeństwo wolności robienia tego, na co ma się ochotę, przed prawdą i fantazji przez rzeczywistością. Skutki tego będą dla nas po ludzku katastrofalne.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXV (625)

6 lipca 2019

PROMETEUSZ IV – BAŁWOCHWALSTWO

Sobór Watykański II to kompletna katastrofa,

Ukryta trucizna, by odrzeć Boga z chwały.

Część I – istotą Soboru jest uwielbienie człowieka ubrane przez kościelnych hierarchów w szaty katolicyzmu. Część II – posoborowy nowy człowiek jest wolny: od rzeczywistości poprzez subiektywizm, od obiektywnej moralności przez sumienie i od łaski poprzez naturę. Część III – posoborowy Neo-Kościół nie jest już przeciwko światu, ani przeciwko innym religiom, to Neo-Kościół uprzejmości i dialogu z każdym. W IV części ks. Calderón stawia pytanie, czy Sobór Watykański II prowadzi do nowej religii i odpowiada na nie twierdząco, gdyż nie oddaje się już należnej czci Trójcy Przenajświętszej, ponieważ katolickie Objawienie i Tradycja, najważniejszy akt kultu oraz Wcielony Bóg zostały w swej istocie zmienione.

Doktryna prawdziwego Kościoła została zmieniona, gdyż katolik może wierzyć w sam obiekt, np. Wcielenie, czy też w obiektywne zdanie wyrażające ten obiekt, np. Bóg stał się człowiekiem. Zdanie takie wyraża tajemnicę w sposób niedoskonały, ale prawdziwy i jest dla wierzących wystarczająco jasne, by mogli zbawić swoje dusze. Jednak Neo-Kościół jest modernistyczny, a dla modernistów żadne zdanie nie może być obiektywne. Dlatego w Neo-Kościele jest miejsce jedynie dla subiektywnego doświadczenia tajemnicy (Dei Verbum, 2; Lumen Gentium 4), co czyni doktrynę zabawką w rękach różnych kapryśnych charyzmatycznych podmiotów. Skoro bowiem w Neo-Kościele tajemnica obecna jest w  żyjącej wspólnocie kościelnej, doktryna Objawienia i Tradycji może i musi dostosowywać nieustannie się do zmieniających się okoliczności historycznych. W ten sposób neo-wiara staje się pewną ramą dla umysłu, który umożliwia doświadczenie i interpretowanie tajemnicy. Wynikają z tego nowe formuły i wyznania wiary. Neo-Pismo Święte jest co najwyżej widocznym fundamentem dla doświadczeń, jakimś wzorem, za którym ma podążać Lud Boży. Neo-ortodoksja jest tożsama ze sposobem myślenia neo-wspólnoty kościelnej, a ten kto odrzuca ten neo-wspólnotę jest najgorszym heretykiem, jak na przykład Arcybiskup Lefebvre.

Co się tyczy kultu Bożego, to średniowieczna religia krzyża jest tak smutna! Dlatego Neo-Kościół zachowuje radość, ale usuwa ofiarę. Skoro zaś grzech doprowadził do tego, że ludzie stali się winowajcami wobec Boga, co z kolei doprowadziło do tego, że Chrystus odkupił winy poprzez swoją Ofiarę, to pozbądźmy się grzechu. Bóg jest ponad i poza cierpieniem, zatem grzechy ludzi nie mogą go ranić. On może je opłakiwać, ale przecież nikogo nie ukarałby wieczną karą w piekle. Chrystus umarł zaledwie jako instrument Ojca (Gaudium et spes, 22), by wyrazić swoją solidarność z ludźmi, a zatem to nie Chrystus, ale Ojciec nad ratuje i to nie przez krzyż, ale przez zmartwychwstanie, które zostało dokonane przez Ojca by uwielbić człowieka! W tym też kontekście nowe określenia liturgiczne, jak np. misterium paschalne, służą uwielbieniu człowieka, a Pan Bóg powinien być wdzięczny ludziom za to, że są dla niego tak pełni chwały! Ten łańcuch bałwochwalczych kłamstw, które w oczywisty sposób tworzą podstawę dla narzuconej Kościołowi w 1969 roku nowej Mszy, pojawia się już w dekrecie Soboru Watykańskiego II o liturgii Sacrosanctum Concilium, choć nie w sposób jasny, ale raczej ukryty, gdyż dokument ten powstał niedługo po rozpoczęciu Soboru, w czasie, kiedy moderniści musieli jeszcze działać ostrożnie. Ale po 1969 roku wszystkie hamulce puściły. W liturgii zapanował chaos.

Co zaś się tyczy Wcielonego Boga, Jezusa Chrystusa, który jest centrum chrześcijańskiej cywilizacji i prawdziwego Kościoła katolickiego, zajmują się Nim bezpośrednio dwa dokumenty Soboru Watykańskiego II: Gaudium et Spes oraz Ad Gentes. Dla ks. Calderón doktryna tych dokumentów jest ta sama: krzyż jest straszny, dlatego lepiej jest być zwykłym człowiekiem pokoju niż człowiekiem, którego Pan Bóg przyjął za swojego syna poprzez cierpienie. Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże (poprzez swą wolność), dlatego im więcej korzysta ze swej wolności, tym bardziej staje się boski. Jezus Chrystus stał się zatem człowiekiem nie po to, aby człowiek został przybranym dzieckiem Boga, ale po to, aby człowiek stał się w pełni człowiekiem! Poza tym podkreślić należy, iż Sobór Watykański II w żadnym dokumencie nie wspomina, że Jezus Chrystus jest prawdziwie i rzeczywiście Bogiem, nie czyni również żadnej wzmianki o unii hipostatycznej. Soborowi teologowie lawirują w swoim języku między Tradycją a neo-teologią, w zależności od odbiorcy, do którego się zwracają.

Wniosek ks. Calderón brzmi: godność człowieka jest ostatecznym celem Soboru, a cel ostateczny tworzy religie, zatem religia Soboru Watykańskiego II jest różna od katolicyzmu, którego celem jest chwała zewnętrzna Pana Boga. Skoro według Soboru łaska jest po to, by wyzwolić ludzką naturę, Jezus jest człowiekiem, który przyszedł, by uczynić nas bardziej ludzkimi, a Msza nie jest już należną Panu Bogu ofiarą, ale dziękczynieniem ludzkości koronującej Stwórcę, ponieważ – ze względu na swoją zdolność do wybrania zła – jest ona bardziej wolna niż On!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXIV (624)

29 czerwca 2019

PROMETEUSZ III – NOWY KOŚCIÓŁ

Sobór mówi, że wszyscy ludzie są dobrzy i zbawieni,

bez względu na to, jak źle by się prowadzili!

Po przeanalizowaniu w II części książki Prometeusz, religia człowieka wywodzącego się z Soboru nowego człowieka, w III części swojej książki dotyczącej Vaticanum II ks. Calderón analizuje posoborowy Neo-Kościół, doprawdy nowy Kościół. Jedyna prawdziwa religia jedynego prawdziwego Boga została założona przez Jezusa Chrystus, Wcielonego Boga, aby nauczać wszystkie narody (Mt 28, 19), aby dotrzeć do wszystkich dusz i zbawić tak wiele z nich, ile to to tylko będzie możliwe. Ten ambitny Kościół trzeba było jednak dostosować do współczesnego człowieka, by chronić nowoczesny humanizm, a w tym celu musiał on zostać przedefiniowany i zredukowany, radykalnie zmieniony, a jednocześnie należało ukryć tę zmianę. Dlatego też 1 Neo-Kościół nie prowadzi już misji wobec całego rodzaju ludzkiego i 2 nie będzie on już wtrącać się do spraw publicznych. 3 Nawet w sprawach religijnych nie będzie on już więcej jedynym Kościołem i będzie on musiał zmienić swoją istotę, by wypełniać nową rolę.

Katolicka Tradycja uczy, że Królestwo Boże i Kościół to dwa określenia wyrażające tę samą rzeczywistość. Mają one misję objęcia całego świata. Ale aby dostosować ten Kościół do świata, w którym staje się on każdego dnia coraz mniej powszechny, Sobór Watykański II rozróżnia między Królestwem Bożym, które jest powszechne w rzeczywistości, będąc obecne w niewidoczny sposób w ludzkich sercach, a Neo-Kościołem, który jest powszechny tylko w intencji,  budując w sposób widzialny i rozszerzając Królestwo Boże w ludzkim życiu. Nowy Kościół jest zatem powszechny będąc „sakramentem” czy też znakiem jedności wszystkich ludzi (Lumen Gentium, 1).

Następnie Neo-Kościół uwalnia światowe siły spod jakiegokolwiek wpływu Kościoła. Uwielbienie człowieka uczyniło uczestnictwo w Królestwie Bożym dla człowieka już nie tylko potencjalnym poprzez chrzest, ale faktycznym dla każdego człowieka poprzez naturę. Dlatego natura ludzka przejęła obowiązki religii i tak Neo-Kościół może sygnalizować powszechność Królestwa, ale nie może jej zapewniać ani sobie rościć. Stąd też sprawy publiczne wolne są od religii, a Neo-Kościół nie może się w nie mieszać. Oto nowy świat chrześcijański, w którym mamona może przejąć świat, co obserwujemy od czasów Soboru Watykańskiego II. Sobór był faktycznie jedynie logiczną konsekwencją długiego, trwającego od średniowiecza procesu upadku cywilizacji chrześcijańskiej. Ale czy nowy świat chrześcijański jest bezbożny? Nie, wprawdzie jest on niewierzący i nie jest ochrzczony, ale ciągle powołuje się na Chrystusa i pragnie chwały. 

3 Za tym liberalnym pomniejszaniem roli Kościoła kroczy jego redukcja poprzez ekumenizm. Odkąd protestantyzm zerwał z Kościołem katolickim, oderwane fragmenty szukają jedności. Prawdziwy Kościół nie chciał i nie chce brać udziału w ich daremnym poszukiwaniu utraconej jedności, dopóki nie powrócą do Kościoła katolickiego. Ale gloryfikacja człowieka sprawia, że Neo-Kościół gloryfikuje niekatolików i pragnie do nich dotrzeć. Dlatego też gloryfikuje on pozbawione życia „ślady” katolicyzmu obecne wśród niekatolików, np. u prawosławnych ważne święcenia, choć bez jurysdykcji, u protestantów Pismo Święte, choć bez autorytatywnej interpretacji, i chciałby uczynić z ich żywe „elementy” (Unitatis Redintegratio). Wśród niechrześcijan chce on znaleźć „ziarna Słowa”, tj. jakąkolwiek prawdę i dobroć będące iskrami Słowa, które oświeca każdego człowieka, gdy na ten świat przychodzi (J 1, 9), ponieważ wszystkie istoty rozumne zostały wybrane przez Boga, by go wielbić, a wszyscy wybrani są zbawieni (Nostra Aetate).

Jak jednak Sobór może w ten sposób wywyższyć wszystkich niekatolików, nie umniejszając jednocześnie znaczenia katolików? Deklarując, że obejmujący wszystkich „Kościół Chrystusa” „trwa”, tj. istnieje w jakiś specjalny sposób, w Kościele katolickim (Lumen Gentium, 8). Ale to „trwa” to tylko sztuczka słowna – jeśli wywyższa niekatolików, to jak może nie poniżać katolików? Jeśli nie ukazuje prawdziwej roli niekatolików, jak może wywyższyć katolików?

4 Ostatecznie, jak Neo-Kościół ma zmienić swoją istotę, by wypełniać nową rolę? Ma stać się „Ludem Bożym”, koniecznie demokratycznym, tak aby kapłaństwo sakramentalne zostało zamazane przez „kapłaństwo” wynikające z chrztu (1 P 2, 5) i cały Neo-Kościół stanie się kapłański z misją do całego świata, a biskupi będą wezwani to rządzenia Kościołem wraz z papieżem (Lumen Gentium, 22). Zaś kolejnym wystarczająco niejasnym słowem, by odpowiadać niejasności poglądów Neo-Kościoła jest „Komunia”, a także główny przedmiot jego działalności czyli „Dialog” z każdym człowiekiem, dzięki czemu już nikt się nigdy nie myli i każdy może być dla każdego miły. Zapomnijcie o doktrynie i prawdzie!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXIII (623)

22 czerwca 2019

PROMETEUSZ II – NOWY CZŁOWIEK

Sobór wywrócił religię do góry nogami,

Teraz Bóg służyć ma człowiekowi, który zasiadł na tronie.

W swojej książce Prometeusz, religia człowieka ks. Alvaro Calderón wskazuje, że istotą Soboru Watykańskiego II jest humanizm przebrany przez kościelnych hierarchów w szaty katolicyzmu. To katolickie przebranie dało humanizmowi bezprecedensowy autorytet i wymagało niesamowitej zręczności. Oto bowiem humanizm pojawił się w XIV wieku, aby bronić czysto ludzie wartości przed podobno nieludzkim wymaganiami katolickiego średniowiecza: ubóstwem, czystością i posłuszeństwem, a także przed autorytetem Kościoła, który rzekomo traktował ludzi jak dzieci. Aby potwierdzić ludzką godność humanizm będzie żądać ludzkiej wolności i da początek liberalizmowi w XVII i XVIII wieku, a także superliberalizmowi w XX i XXI wieku. Zaś Sobór Watykański II będzie dążył do dostosowania prawdziwego Kościoła Bożego do fałszywej wolności tego superliberalizmu. Zatem Sobór „wyzwoli” ludzki rozum dzięki subiektywizmowi, ludzką wolę dzięki „sumieniu” i ludzką naturę, której nie ma być już udoskonalana poprzez łaskę, ale której łaska ma być poddana.

Błąd subiektywizmu polega na uniezależnieniu prawdy od obiektu i podporządkowaniu jej podmiotowi – człowiekowi. Ostatecznie prowadzi to do czystego szaleństwa, którego może Sobór chciał uniknąć, ale pragnął wystarczająco dużo subiektywizmu, by zagwarantować wolność myśli. Dlatego uciekł się do teorii „nieadekwatności formuł dogmatycznych”. Wprawdzie prawdą jest, że ludzkie słowa nie mogą powiedzieć wszystkiego i wyrazić w pełni rzeczywistości Bożej, ale mogą one coś o niej powiedzieć, np. zdanie „Bóg istnieje” jest prawdziwe, zaś „Bóg nie istnieje” jest fałszywe. Dlatego też nie można twierdzić, że słowa są całkowicie niezdolne to wyrażenia dogmatów, wręcz przeciwnie, jeśli wierzę w sformułowane słowami dogmaty, których katolików naucza Kościół, mogę zbawić moją duszę. Tymczasem Sobór Watykański II w konstytucji Dei Verbum twierdzi, że Bóg objawia siebie, ale nie doktrynę wyrażoną w słowach, można Go poznać przez subiektywne doświadczenie, ale nie przez obiektywne słowa. Dlatego doktryna może zmieniać nie dotykając stojącej za nią rzeczywistości, zaś Sobór Watykański II może zmieniać dogmaty nie odchodząc podobno od Prawdy i Tradycji! Dlatego dopuszczalna jest każda teologia i każda religia! Zatem wyższość chrześcijaństwa ma wymiar jedynie kulturowy!

Jak Sobór Watykański II wyzwolił ludzką wolę? Jest już ona wyzwolona. Jeśli nie ma już prawdy i fałszu, wówczas jednocześnie prawdziwe i fałszywe jest stwierdzenie, że złodziejstwo i oszustwo są złe. Ostatecznie, jak widzieliśmy wyżej, stanowisko takie prowadzi do czystego szaleństwa. Jak Sobór promując wolność umysłu chce zapobiec zniszczeniu wszelkiej moralności? Dzięki „sumieniu”. W sercu każdego człowieka, ale bez słów, mówi Bóg poprzez moralną skłonność do dobra i niechęć do zła, w sposób, który nie można wyrazić słowami, a której istota jest niezmienna przez wieki. Tak więc moja wola nie jest spętana pochodzącymi z zewnątrz Dziesięcioma Przykazaniami, ale ja w swym wnętrzu, mając wolność do robienia tego, co chcę, sam skłaniam się do dobra. Ale czy tak jest w rzeczywistości? Co z grzechem pierworodnym? W rzeczywistości reguły moralne są obiektywne, racjonalne i mogą, a nawet muszą być wyrażone przez uniwersalne zasady. Subiektywne „sumienie” jest za słabe, by przeciwstawić się grzechowi pierworodnemu. 

I wreszcie, jak Sobór Watykański II umieścił łaskę Bożą pod, zamiast nad ludzką naturą? Jak mówi klasyczna katolicka zasada: łaska udoskonala naturę, zatem łaska ma udoskonalać człowieka naprawiając jego najważniejszy przymiot, jego wolność, która zniewolona została poprzez grzech. Łaska Chrystusa ma wyzwalać i służyć ludzkiej naturze, objawiając człowieka samemu sobie poprzez Wcielenie. Ale czy poprzez Wcielenie to nie Bóg objawił się człowiekowi?

W zakończeniu ks. Calderón ukazuje, jak Sobór Watykański II, będąc w swej istocie humanistyczny, stroi się w katolickie szaty: wolność, tak, ale na obraz Boży! Subiektywizm, tak, ale powiązany z wewnętrzną prawdą obejmującą tajemnicę Bożą, która objawia misterium człowieka! Sumienie, tak, ale naturalnie uczestniczące w prawie wiecznym, które człowiek naturalnie wypełnia, tak, że wola Boża zobowiązana jest być zgodna z wolą człowieka! Łaska, tak, ale tylko udoskonalająca ludzką naturę poprzez wyzwalanie nas z niewoli grzechu! Jakże piękniejszym czyni humanizm bogactwo i dziedzictwo Kościoła!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXII (622)

15 czerwca 2019

PROMETEUSZ I

Nowy humanizm? To błąd stary jak górskie szczyty,

Lecz gdy wychodzi z Kościoła powoduje niesłyszane choroby.

Sobór Watykański II był katastrofą dla Kościoła katolickiego. Jest czymś istotnym dla przyszłości Kościoła, aby katolicy pragnący ocalić swoje dusze widzieli, czemu był taką katastrofą. Ks. Alvaro Calderón, profesor filozofii tomistycznej i teologii w seminarium Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X w La Reja w Argentynie napisał dziesięć lat temu książkę w której wykazuje, że Sobór z wewnątrz Kościoła zastąpił religię Boga religią człowieka. Pierwsza z czterech części książki, która opisuje czym był Sobór Watykański II, rozpoczyna się od trójczłonowej definicji: był on uwierzytelnieniem humanizmu ubranego w szaty katolicyzmu.

Przede wszystkim humanizm, czyli innymi słowy uwielbienie człowieka kosztem Pana Boga. Po okresie średniowiecza nastąpiła seria humanizmu: renesans, reformacja, rewolucja francuska, ale za każdym razem, jak pisze ks. Calderón, humanizm zanikał, ponieważ zrywał z Kościołem katolickim. Rezultat? Dwie wojny światowe. Ale tym razem to sami hierarchowie tworzą nowy humanizm, aby pozornie pasował on do Kościoła katolickiego. Stąd też bezprecedensowe uwierzytelnienie przez Sobór tego, co zawsze było potępiane przez Kościół jako poważny błąd. Jednak tym razem kościelni dostojnicy wiedzą, jak sprawić, by wydawało się to katolickie. Chcieli oni zatem poprzez swój nowy humanizm wyciągnąć rękę do skoncentrowanego na człowieku świata współczesnego, ale jednocześnie przykładali wagę do tego, by pozostać w Kościele, rzekomo pragnąc zachować współczesnego człowieka od bezbożności, a współczesny Kościół od sterylnej izolacji. W najlepszym wypadku biskupi Soboru Watykańskiego II mieli dobre intencje, w najgorszym wiedzieli, że upragnione przez nich pojednanie całkowicie przeciwstawnych sił nie zakończy się sukcesem, z wyjątkiem sukcesu w niszczeniu Kościoła, co było tym, czego pragnęli najgorsi z nich.

Ale czemu to pojednanie nie mogło się udać? Ponieważ Paweł VI chciał nowego humanizmu, nie takiego jak w średniowieczu, zorientowanego tylko i wyłącznie na Pana Boga (co uznano za krzywdzące dla człowieka), ani takiego jak w czasach współczesnych, ukierunkowanego wyłącznie na człowieka, lecz nowej równowagi między tymi dwoma skrajnościami, która pokazałby, że większa chwała Boża jest zbieżna z chwałą człowieka. Przykładowo: skoro człowiek jest najwspanialszym stworzeniem Stwórcy, to gloryfikowanie go jest także gloryfikowaniem Boga. Skoro człowiek na podobieństwo Boże jest wolny, to im bardziej jest wolny, tym bardziej gloryfikuje Boga. Dlatego też promowanie ludzkiej godności i wolności to gloryfikowanie nie tylko człowieka, ale także Boga. Jednakże czy ten, kto zaczyna od chwały ludzkiej, nie powinien widzieć ryzyka, że będzie czcić człowieka przed Panem Bogiem? Ponadto tylko Bóg jest jednym i jedynym całkowicie idealnym bytem, zatem nie potrzebuje i nie chce niczego poza swoją własną wewnętrzną chwałą. Tylko wtórnie, dla pomnożenia swojej zewnętrznej chwały ze strony czczących Go stworzeń,  może On chcieć czy pragnąć dobra jakiegoś stworzenia. Dlatego też prawdą jest, że zarówno Bóg jak i człowiek są zorientowani ku Bogu, zaś Bóg tylko wtórnie może być zorientowany ku człowiekowi.

Porównajmy to jednak z kilkoma cytatami z dokumentu Soboru Watykańskiego II Gaudium et Spes: wszystkie rzeczy, które są na ziemi, należy skierować ku człowiekowi, stanowiącemu ich ośrodek i szczyt (12) – a co z Panem Bogiem? Miłość Boga i bliźniego jest pierwszym i najważniejszym przykazaniem (24) – czy bliźni pojawia się w pierwszym przykazaniu? Człowiek będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego (24) – dla samego człowieka? Odchylenie od katolickiej nauki jest poważne, ale subtelne, w samych tekstach Soboru jest raczej ukryte niż wyraźne, ale ukazuje się jasno w nauczaniu Kościoła posoborowego, przykładowo w nowym Katechizmie (np. 293, 294, 299). W rezultacie, jak pisze ks. Calderón, Sobór umieścił człowieka na tronie stworzenia, a Boga poddał w jego służbę.

Podobnie Sobór Watykański II wywrócił do góry nogami autorytet. Humanizm jest zawsze przeciwko autorytetowi, ale nowy humanizm musi wyglądać na katolicki, więc musi szukać innej drogi dla Chrystusowego autorytetu nad współczesnym Kościołem i światem. Chrystus powiedział, że przyszedł służyć. Więc Neo-Hierarchia czyni się od dołu do góry demokratyczna by służyć współczesnemu człowiekowi w sposób, w jaki on to rozumie. Ale w takiej sytuacji gdzie w Neo-Hierarchii będzie Boży autorytet, by prowadzić ludzi do nieba? Został on zniszczony, a wraz ze zniszczeniem autorytetu w Kościele, jest on niszczony wszędzie, jak to widzimy wokół nas w roku 2019.

Dalsza analiza książki ks. Calderóna: część II nowy człowiek, część III nowy Kościół, część IV nowa religia.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXXI (621)

8 czerwca 2019

PROMETEUSZ – WPROWADZENIE

Hipokryzja ludzi nigdy nie ustanie,

A Sobór Watykański II jest jej arcydziełem.

Kiedy Arcybiskup Lefebvre myślał o przyszłym Bractwie Kapłańskim św. Piusa X, miał nadzieję, że weźmie ono udział w studiowaniu 16 dokumentów Soboru Watykańskiego II, ponieważ to była główna brama przez którą nadszedł w latach sześćdziesiątych XX wieku bezprecedensowy ogrom problemów, z którymi od tamtej pory boryka się Kościół i świat. Bez wątpienia Bractwo poświęciło się do pewnego stopnia takim studiom, ale czy borykałoby się obecnie z tak wielkimi problemami, jak niektórzy uważają śmiertelnymi, jeśli kapłani Bractwa lepiej zrozumieliby chorobę Soboru Watykańskiego II, atrakcyjną, wysoce zakaźną i śmiertelnie niebezpieczną dla prawdziwej wiary? Zastanówmy się.

W 2010 roku ukazała się w języku hiszpańskim świetna analiza autorstwa argentyńskiego kapłana Bractwa ks. Alvaro Calderóna, wyśmienitego tomisty, wykładającego filozofię i teologię w seminarium FSSPX w Argentynie. Jego książka zatytułowana jest: Prometeusz, religia człowieka, zaś jej podtytuł to: Próba zinterpretowania Soboru Watykańskiego II. Ta 320 stronicowa książka kończy się dramatycznym oskarżeniem Soboru o bałwochwalstwo, i to już w soborowych tekstach, a nie tylko następstwach. Podobno książka została przetłumaczona na francuski, ale jeśli takie tłumaczenie istnieje, to z pewnością nigdy się nie ukazało, najprawdopodobniej aby chronić posoborowy Neo-Kościół i jego nieprawego potomka Neo-Bractwo. Faktycznie książka ks. Calderóna powinna być przetłumaczona i wydana w jak największej liczbie języków.

Aby pomóc zrozumieć, dlaczego niniejsze Komentarze tak często wspominają Sobór Watykański II, przedstawię Czytelnikom streszczenie książki w kilku częściach. To ryzykowne przedsięwzięcie, aby w kilku artykułach liczących około 750 słów każdy zaprezentować książkę liczącą 320 stron, ale jest zbyt ważne, by katolicy zrozumieli złośliwość Soboru, aby nie podjąć takiego wysiłku. Zatem artykuły będę przeznaczone nie tyle dla profesjonalnych teologów, którzy potrzebują raczej głębokiej i precyzyjnej analizy, by dać się przekonać, ale dla zwykłych dusz szukających wyjaśnienia zniszczenia Kościoła i świata, które obserwują wokół siebie. Aby móc siać takie zniszczenie, Sobór musiał być głęboki i spójny. Niech niniejsze wydanie Komentarza pozwoli wskazać na tomistyczną głębię i spójność książki ks. Calderóna.

Oskarżenie, iż Sobór Watykański II jest bałwochwalczy nie byłoby tak poważne, gdyby nie fakt, że w książce jest ono udokumentowane przez liczne odniesienia do treści 16 dokumentów soborowych, w szczególności Gaudium et Spes i Lumen Gentium. Problem polega na tym, jak to wyjaśni ks. Calderón, że mając na uwadze doświadczenia historyczne autorzy Soboru dołożyli wszelkich starań, by zakamuflować swoją bałwochwalczą doktrynę, by nie rzucało się w oczy, że stanowi ona odejście od Katolickiej Tradycji. Arcybiskup Lefebvre podpisał wtedy 14 z 16 dokumentów, czego jednak nie zrobiłby kilka lat później, kiedy widoczne stały się owoce soborowego kamuflażu. Dokumenty Soboru są umiejętnie dwuznaczne, mają inną literę, a całkiem inny duch. Dlatego też do dziś zarówno szczerzy katolicy lojalni wobec Kościoła i moderniści starający się przekształcić Kościół mogą twierdzić i twierdzą, że litera tych dokumentów jest katolicka, ale wielką zaletą analiz takich jak ta ks. Calderóna jest wykazanie na podstawie samej treści dokumentów, że ich duchem jest stworzenie całkowicie nowej religii skupionej na człowieku. Dlatego też w rzeczywistości neomodernizm Soboru Watykańskiego II jest szczególnie oślizgły i zdradziecki.

Czy hiszpańskie wydanie książki ks. Calderóna jest nadal dostępne? Można mieć taką nadzieję. W każdym razie jako jej wydawca widnieje Luis Maria Campos 1592, Morón, Bs. As., Argentina, Tel. 4696-2094.  Na stronie internetowej PRH można znaleźć (a przynajmniej jeszcze przed chwilą można było znaleźć) tekst książki w języku hiszpańskim.

Książka składa się z czterech części: część I opisuje czym był Sobór Watykański II, a części II-IV co zrobił Sobór: część II nowy CZŁOWIEK, część III nowy KOŚCIÓŁ, część IV nowa RELIGIA. Cztery wydania Komentarzy Eleison poświęcone zostaną odpowiednio tym czterem częściom.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXX (620)

1 czerwca 2019

PONOWNIE HUONDERLAND

Kapłani Bractwa, trzymajcie się życia.

Zdrada jest wszędzie. Zdrada jest powszechna.

W dniu 20 maja, kiedy dobiegł kresu trwający od 2007 roku okres urzędowania Biskupa Huondera w największej szwajcarskiej diecezji w Chur, dyskutowana kwestia jego przyszłego miejsca zamieszkania na emeryturze została raz na zawsze rozwiązana przez wspólną deklarację podpisaną przez Biskupa Huondera i Przełożonego Generalnego FSSPX Księdza Davida Pagliarani – biskup będzie żyć w szkole Bractwa w Wangs ze wschodniej Szwajcarii. Wątpliwości dotyczącego tego, gdzie Biskup Huonder zamieszka na emeryturze, pojawiły się ze względu na naturalne nieprawdopodobieństwo tego, że posoborowy biskup osiądzie w tradycjonalistycznym domu, ale po obu stronach doktrynalnej przepaści między Drugim Soborem Watykańskim a Katolicką Tradycją, zwyciężyło antydoktrynalne marzenie o stworzeniu mostu ponad tą przepaścią. Sam Biskup Huonder napisał właśnie o swojej decyzji: W zgodzie z życzeniem papieża Franciszka, będę dokładał wszystkich starań, by przysłużyć się tam [w Wangs] dla jedności Kościoła. To wprawdzie szlachetna intencja, jednak pomija całkowicie zło wynikające z Soboru Watykańskiego II.

Jak na standardy współczesnego świata, a wraz z nim współczesnego Kościoła, a wraz z Neo-Kościołem także i Neo-Bractwa, Biskup Huonder jest przyzwoitym hierarchą o pozytywnym usposobieniu, pełnym dobrych chęci, które mogą sprawić, że każda „przyzwoita” osoba uzna go za dobre towarzystwo, za bezpieczne przebywanie z nim i wpuszczenie go do „przyzwoitej” szkoły. Oczywiście niektórzy mogą mieć nadzieję, że prawdziwie katolickie otoczenie w Wangs będzie mieć na niego dobry wpływ.

Ale z punktu widzenia Pana Boga i prawdziwego Kościoła Katolickiego, Biskup Huonder jest wyznawcą Soboru Watykańskiego II, dlatego też wierzy we współpracę z obecnym papieżem tego Soboru, Franciszkiem, a także we współpracę z tymi wszystkimi tradycjonalistami, którzy stracili zrozumienie obiektywnego zła wynikającego z dwuznaczności tego Soboru i sześciu posoborowych papieży. Zaiste zaś Sobór ten jest do głębi bezbożny i zanieczyszcza wszystko, czego się dotknie (ten temat omówiony zostanie w kolejnych Komentarzach Eleison) i wykoślawia prawdę we wszystkich, którzy w niego uwierzyli. Dlatego też z punktu widzenia zbawienia dusz – który to punkt widzenia jest punktem widzenia samego Pana Boga – Biskup Huonder jest mówiąc obiektywnie zanieczyszczony i wykoślawiony, nie jest zatem odpowiednim towarzyszem dla katolików czy też katolickiej szkoły, a jest to tym bardziej niebezpieczne, że subiektywnie wydaje się być przyzwoity, mieć pozytywne usposobienie, byś sympatyczny itp.

Nie musi być on obwiniany mniej czy bardziej od tysięcy innych “przyzwoitych” biskupów od czasu Soboru za dopuszczenie na zwiedzenie przez serię posoborowych papieży, nie musi być on obrażany jakby był bandziorem, ani nie musi być unikany w kontaktach między ludzkich jak społeczny parias, ale katolicy powinni absolutnie unikać każdego tego rodzaju kontaktu z nim, towarzyskiego czy innego, który mógłby doprowadzić do pokusy zachowywania z nim, ta długo jak wierzy w Sobór, jakiejkolwiek wspólnoty w sprawach wiary. Skoro zaś aby uniknąć takiej pokusy, należałoby unikać jego towarzystwa zupełnie, zatem należy zupełnie unikać jego towarzystwa. Pan Bóg i wiara muszą być „po pierwsze i przede wszystkim”, w przeciwnym razie zgubimy nasze dusze.

Podsumowując, możemy tylko życzyć Biskupowi Huonderowi na czas emerytury wszelkich łask Bożych, by zrozumiał perfidię Soboru, wszelkich łask Bożych dla jego tradycjonalistycznych towarzyszy w szkole Bractwa w Wangs, by swoim przykładem pomogli mu zrozumieć niebezpieczeństwo „życzeń” papieża Franciszka wobec Bractwa, których kolejny przykład ujrzał właśnie światło dzienne.

Oto w ostatnich dniach dotarła wiadomość z Rzymu, że argentyński kapłan, który został mianowany przez Biskupa Fellay Ekonomem Generalnym Bractwa, odszedł od jego następcy na czele Bractwa ks. Pagliarani, przyłączył się do Kościoła oficjalnego i został inkardynowany w diecezji rzymskiej, zamieszkał na życzenie papieża Franciszka w Domu Świętej Marty, gdzie mieszka sam Franciszek, i może zostać wyniesiony przez papieża Franciszka do godności biskupa. Jeśli te informacje okazałyby się choćby w połowie prawdziwe, czyż nie odsłaniałyby niezdolności i braku gotowości wysokich dostojników Bractwa do zrozumienia, że Arcybiskup Lefebvre walczył z Soborem Watykańskim II z powodów wynikających z wiary?

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXIX (619)

25 maja 2019

ZŁY ZNAK

Kapłani Bractwa, prosimy was, nie łudźcie się,

Nic nie zostało uratowane przez lipcową Kapitułę.

Drodzy Czytelnicy, przygotujcie się na kolejną porcję złych wiadomości. To nie koniec świata, ale kolejne zły znak, kolejne potwierdzenie, że wiatr wieje w złą stronę, choć mieliśmy nadzieję, że może zmienił kierunek na dobry. Po tym, gdy w lipcu 2018 roku na Kapitule Generalnej FSSPX wybrano nowego Przełożonego Generalnego Bractwa, czyż nie był to znak, że mocny wpływ liberałów na kierunek obierany przez FSSPX został osłabiony? Czy nie było nadziei, że nowy Przełożony Generalny mógłby skierować Bractwo w zdrowszym kierunku, niż ten obrany przez dwóch bezpośrednich następców Arcybiskupa?

Ta nadzieja zderzyła się z wielkim szokiem, kiedy dowiedzieliśmy się, że tuż przed zakończeniem kapituły, obok normalnego organu zarządzającego, jakim jest triumwirat Przełożonego Generalnego i jego dwóch Asystentów, stworzono dwa nowiutkie stanowiska Doradców, którzy mają doradzać temu triumwiratowi. I któż został wybrany na te dwa stanowiska ? Nikt inny, jak dwaj poprzedni Przełożeni Generalni! Na wypadek, gdybyśmy bali się, że ten wybór oznacza, iż nie będzie żadnej zmiany w pogłębiającym się od 20 lat koszmarze Bractwa, zostaliśmy zapewnieni, że ci dwaj nowy Doradcy będą doradzać jedynie w zakresie przyjmowania i wykluczania członków Bractwa czy też otwierania i zamykania domów Bractwa. I każdy chciał wierzyć, że te zapewnienia będą prawdziwe.

Ponadto, by rozwiać obawy, że na szczycie Bractwa im bardziej się rzeczy zmienia, tym bardziej pozostają one takie same, obawy, że Bractwo jest nadal pod mocnym wpływem swoich wewnętrznych wrogów, powiedziano nam, że były Przełożony Generalny nie będzie dłużej mieszkać w Domu Generalnym FSSPX w Menzingen, nieopodal Zurychu, ale za swoją rezydencję obierze główne seminarium Bractwa w Écône, z pasmem wysokich gór oddzielających to miejsce od Menzingen. Takie posunięcie zaniepokoiło niektórych z nas ze względu na cień rzucony na całe seminarium przez bliskość byłego Przełożonego Generalnego do formacji przyszłych francuskojęzycznych kapłanów Bractwa, ale przynajmniej nie rzucałby cienia na swojego następce w Menzingen. Przynajmniej w tym względzie moglibyśmy mieć nadzieję, że pozwoli swojemu następcy jako Przełożonemu Generalnemu na samodzielne kształtowanie przyszłości Bractwa. I z pewnością przeprowadzka z Menzingen do Écône miała sprawić, żebyśmy tak myśleli. Niestety wygląda na to, że po raz kolejny potraktowano nas jak głupków.

Oto bowiem najnowsza wiadomość, pochodząca z więcej niż jednego źródła i wystarczająco łatwa do zweryfikowania, że poprzedni Przełożony Generalny spakował właśnie swoje walizki w Écône i powrócił do Menzingen. Wydaje się, że albo ocenił on, że potencjalna reakcja na jego pozostanie w Domu Generalnym była mała czy też już ucichła, w każdym razie pająk może bezpiecznie wrócić do centrum swojej sieci, ponieważ żadna z much tego nie zauważy.

Kapłani Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X założonego przez Arcybiskupa Marcela Lefebvre, w jego imieniu apelujemy do was : wierzcie, jeśli musicie, że polityka podporządkowania posoborowemu Rzymowi nie jest samobójcza dla Bractwa oraz dla celu, dla którego zostało ono założone przez Arcybiskupa Lefebvre, ale jak powiedział Hamlet : nie kładź pochlebnej maści na duszę swoją, że zmiana Przełożonego Generalnego FSSPX w lipcu przyniesie zmianę tej polityki. Wygląda na to, że ta sama liberalna mafia nadal rządzi i w dalszym ciągu zamierza – oczywiście z najlepszymi intencjami – zniweczyć dzieło Arcybiskupa.

Problem jest głęboki, sięga daleko poza małe Bractwo – bądźcie czujni.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXVIII (618)

18 maja 2019

BREXIT DANIELA

Od modlitwy proroka Daniela, aż po doczesny wstyd Brytyjczyków,

Spraw Panie, by Twe imię rozbrzmiało w każdym narodzie!

Jeśli biedna Anglia potrzebuje niezwłocznie dogłębnie zrozumieć, czemu Europa zmierza w złą stronę, aby uratować Wielką Brytanię od podążaniem za nowym porządkiem świata, o ileż bardziej katolicy potrzebują dogłębnie zrozumieć, czemu ich Kościół zmierza w złą stronę po Soborze Watykańskim II, aby uratować cały świat przed odejściem od prawdziwego Boga. W Starym Testamencie sam Pan Bóg pobudził swego proroka Daniela, przebywającego z dala od domu w czasie Niewoli Babilońskiej (ca. 590-520 przed Chrystusem), do gorącej modlitwy przebłagalnej za grzechy Izraelitów, aby Bóg przebaczył swemu ludowi i udzielił mu łaski przywrócenia chwały Jego imienia poprzez dopuszczenie, by ponownie mógł praktykować swoją świętą religię w świętym mieście Jeruzalem. Nie trudno jest zaadaptować wielką modlitwę Daniela (rozdział IX) do Niewoli Kościoła Katolickiego w XXI wieku:

I modliłem się do Pana, Boga mojego, wyznawałem i mówiłem: „O Panie, Boże mój, wielki i straszliwy, który dochowujesz wiernie przymierza tym, co Ciebie kochają i przestrzegają Twoich przykazań. My katolicy zgrzeszyliśmy, zbłądziliśmy, popełniliśmy nieprawość i zbuntowaliśmy się, odstąpiliśmy od Twoich przykazań od czasów Soboru Watykańskiego IINie byliśmy posłuszni Twoim sługom, wiernym papieżom, którzy przemawiali w Twoim imieniu do naszych królów, do naszych przywódców, do naszych przodków i do całego ludu chrześcijańskiego

U Ciebie, Panie, sprawiedliwość, a u nas wstyd na twarzach, jak to jest dziś u nas – katolików, mieszkańców Rzymu i całego Kościoła, u bliskich i dalekich, we wszystkich krajach, dokąd ich wypędziłeś z powodu niewierności, jaką Ci okazali. Panie! Wstyd na twarzach u nas, u naszych królów, u naszych przywódców i u naszych ojców, bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie. Pan, Bóg nasz, zaś jest miłosierny i okazuje łaskawość, mimo że zbuntowaliśmy się przeciw Niemu 10 i nie słuchaliśmy głosu Pana, Boga naszego, by postępować według Jego wskazań, które nam dał przez swoje sługi, wiernych papieży i biskupów11 Cały świat chrześcijański przekroczył Twoje Prawo i pobłądził, nie słuchając Twego głosu. Spadło na posoborowych katolików przekleństwo poparte przysięgą, które zostało zapisane w Prawie Mojżesza, sługi Bożego; zgrzeszyliśmy bowiem przeciw Niemu. 12 Spełnił więc swoje słowo, jakie wypowiedział przeciw nam i naszym władcom, którzy panowali nad nami, że sprowadzi na nas wielkie nieszczęście, jakiego nie było pod całym niebem, a które dokonał Sobór Watykański II13 Tak jak zostało napisane w Prawie Mojżesza, przyszło na nas całe to nieszczęście; nie przebłagaliśmy Pana, Boga naszego, odwracając się od naszych występków i nabywając znajomości Twej prawdy. 14 Czuwał więc Pan nad oczyszczeniem i sprowadził je na nas, bo Pan, Bóg nasz, jest sprawiedliwy we wszystkich swych poczynaniach, my zaś nie usłuchaliśmy Jego głosu. 

15 A teraz, Panie, Boże nasz, który wyprowadziłeś swój lud katolicki z ziemi egipskiej mocną ręką, zyskując sobie imię, jak to jest dziś: zgrzeszyliśmy i popełniliśmy nieprawość. 16 Panie, według Twojego miłosierdzia, niech ustanie Twój zapalczywy gniew nad Twoim Kościołem, nad Twoją świętą górą. Bo z powodu naszych grzechów i przewinień ojców soborowych stał się Kościół katolicki przedmiotem szyderstwa u wszystkich wokół nas. 17 Teraz zaś, Boże nasz, wysłuchaj modlitwy Twojego sługi i jego błagań i rozjaśnij swe oblicze nad Twoim jednym świętym Kościołem, który leży zniszczony – ze względu na Ciebie, Panie! 18 Nakłoń, mój Boże, swego ucha i wysłuchaj! Otwórz swe oczy i zobacz nasze spustoszenie i Kościół, nad którym wzywano Twego imienia. Albowiem zanosimy swe modlitwy do Ciebie, opierając się nie na naszej sprawiedliwości, ale ufni w Twoje wielkie miłosierdzie. 19 Usłysz, Panie! Odpuść, Panie! Panie, miej na uwadze i działaj niezwłocznie, przez wzgląd na siebie samego, mój Boże! Bo imienia Twojego Jednorodzonego Syna Naszego Pana Jezusa Chrystusa wzywamy nad Twym Kościołem i nad Twym ludem”.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXVII (617)

11 maja 2019

BREXIT – II

Zwolennicy Brexitu, czy chcecie być szczęśliwi?

Szukajcie najpierw Królestwa Bożego, a reszta będzie wam dana.

Jest pewien zasłużenie znany angielski wiersz z XIX wieku, który rzuca światło na olbrzymie zamieszkanie, które zostało wywołane przez próbę ucieczki Brytyjczyków z pęt Unii Europejskiej. Wiersz „Wybrzeże w Dover” został napisany prawdopodobnie w 1851 roku przez Matthew Arnold (1822-1888) i przedstawia w czterech nierównych strofach jego głęboką melancholię, kiedy stał na brzegu Kanału La Manche i słuchał nieustającego uderzania fal morskich o plażę przed domem, w którym zatrzymał się na noc wraz ze swoją ukochaną, przypuszczalnie swoją żoną.

Pierwsza strofa jest pięknym opisem oświetlonego światłem księżyca brzegu morskiego oraz grzyw morskich fal, kończy się zaś słowami o „nucie wiecznego smutku”, którą autor zdaje się słyszeć w falach. Jako znakomity znawca kultury klasycznej, wspomina starożytnego greckiego dramaturga Sofoklesa (496-406 przed Chrystusem), który ponad dwa tysiące lat wcześniej na podobnej plaży oddalonej o tysiące kilometrów słyszał w takich samych falach odpływów i przypływów „mętny odpływ i przypływ ludzkiej nędzy”, co sprawiło, że umysł Arnolda zwrócił się ku wielkim problemom jego czasów, tj. epoki wiktoriańskiej. Arnold nie był nigdy katolikiem, ale w trzeciej strofie wywodzi te problemy z utraty wiary w XIX wieku, której „ ryk cofających się morskich odmętów” zdaje się słyszeć w odgłosach grzyw morskich fal, które odpływają przed nim.

W czwartym i ostatnim wersie przedstawia jedyne rozwiązanie jakie ma wobec problemu życia pozbawionego tego, co niegdyś było chrześcijańską cywilizacją, tj. zwraca się do swej stojącej obok ukochanej i błaga ją, by była wobec niego szczera, bo jedyne, co tak naprawdę mają, to siebie nawzajem. Dlatego też w pełnym mroku zakończeniu wiersza, wszystko inne

Nie ma ani radości, ani miłości, ani światła,

Ani pewności, ani pokoju, pomocy w bólu,

Na tej ciemnej równinie stoimy we dwoje

W szturmów, odwrotów dzikim, zmieszanym alarmie,

Gdy ścierają się wokół ślepe, wrogie armie.

Arnold miał zatem wystarczającą wiarę, by zrozumieć, że fundamentalnym problemem jego cywilizacji była utrata religii, ale brakowało mu wiary, aby uwierzyć w prawdziwą i istniejącą alternatywę dla ciemności i zamieszania, a mianowicie Kościół Katolicki. Podobnie zwolennicy Brexitu mają wystarczająco dużo zdrowego instynktu, by wyczuć, że Unia Europejska kroczy po złej drodze, ale mają w sobie jeszcze mniej religii niż miał Arnold, więc mają jeszcze mniejsze pojęcie niż on, w jaki sposób można uniknąć „ciemnej równiny”. Stąd też podczas dyskusji o Brexicie „ścierają się wokół ślepe, wrogie armie”, gdyż wszyscy starają się zamknąć ją w terminach ekonomicznych, podczas gdy w rzeczywistości prawdziwa dyskusja ma wymiar religijny, między ostatnimi pozostałościami chrześcijańskich narodów z jednej strony a zwolennikami Antychrysta i jego nowego światowego porządku z drugiej strony. I to właśnie wymiar religijny dodaje zapału obu stronom. Zaś brak religii po obu stornach wprowadza do dyskusji zamieszanie.

Zaiste Bóg jest wielkim Nieobecnym we współczesnej „cywilizacji”, ale jak niegdyś powiedział Kardynał Pie, jeśli On nie rządzi przez swoją obecność, będzie rządził przez swą nieobecność. Bez Niego dyskusja o Brexicie prowadzona jest głównie w kwestiach ekonomicznych, w związku z czym zwolennicy Brexitu są skazani na porażkę. Ale czy oni byliby skłonni zwrócić się ku Bogu? I oto jest pytanie.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXVI (616)

4 maja 2019

DIAGNOZA BREXITU

Ludu niegdyś Wielkiej Brytanii strzeż się,

Bez Boga, niewolnicy mamony cię ogołocą!

Już od miesięcy brytyjski parlament, niegdyś światowy lider, prezentuje całemu światu niegodny spektakl podziałów i niezdecydowania. Czemu kwestia opuszczenia Unii Europejskiej wywołała takie zamieszanie i tyle problemów? Pewnie dlatego, że kiedy w 2016 roku klasa polityczna dała ludziom możliwość zagłosowania w referendum w sprawie ich polityki realizującej nowy porządek świata, ludzie zagłosowali tak licznie, jak nigdy wcześniej i całkowicie zaskoczyli klasę polityczną, kiedy opowiedzieli się przeciwko nowemu porządkowi świata w proporcji 52% do 48%. Głosowanie za Brexitem, tj, wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, wytrąciło polityków z równowagi i od tej pory nie mogą jej odzyskać, tak bardzo i przez tak długi czas byli oni oczarowani – lub kupieni – przez nowy porządek świata.

Kupieni, ponieważ Unia Europejska i jej parlament w Brukseli reprezentuje mamonę, czyli politykę pieniądza. Oto bowiem cała ideologia Unii Europejskiej polegała na zapewnieniu dobrobytu materialnego w celu uzyskania poparcia bardzo różnych europejskich społeczności dla stopienia ich narodowej różnorodności w międzynarodowe europejskie państwo, które z kolei jest kluczowym elementem międzynarodowego światowego państwa, nowego porządku świata. Dlatego też judeomasońscy mistrzowie pieniądza stojący za nowym porządkiem świata przyjęli, że ich polityka zjednoczenia może zostać umocniona przez ekonomię jednej waluty – Euro. Zakładali oni, że Europejczycy tak się zakochają w materialistycznych ideach banksterów, że nie będą stawiać oporu wobec rozkładu ich narodów np. poprzez niekontrolowaną imigrację spoza Europy.

Jednak: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych (Mt 4, 4). W istocie natura rzeczy jest taka, że religia (człowiek do Boga) jest pierwszorzędna, polityka (człowiek do bliźnich) drugorzędna, zaś ekonomia (człowiek do pieniędzy) jest trzeciorzędna. Dlatego też jest sprzeczne z naturą, jeśli ekonomia prowadzi politykę, i nawet jeśli natura zostaje wywrócona przez rewolucję, to ma zawsze skłonność do przypominania o sobie, jak podczas głosowania o Brexicie, który został sprowokowany przez nienaturalne przyzwolenie przez polityków na wjazd do Wielkiej Brytanii hord cudzoziemców, którzy nie mają zamiaru się zasymilować. Jednakże, kiedy natura o sobie przypomina, współcześni politycy, niemal wyłącznie ateistyczni materialiści, są kompletnie zaskoczeni, jak w przypadku głosowania nad Brexitem. Prowadzą oni wojnę przeciwko naturze. Czy zatem są w stanie zrozumieć naturalne odruchy ludzi?

Któż jednak wybrał  tych wszystkich wojujących z naturą polityków? Któż inny, jak nie ludzie (nie tylko w Wielkiej Brytanii), oczywiście w zgodzie z najświętszymi zasadami demokracji? Najświętszymi? Tak, gdyż dzisiejsze wywrócenie natury jest całkowite, więc współczesna ekonomia wywróciła do góry nogami politykę, zaś współczesna polityka wywróciła do góry nogami religię tak, iż demokracja stała się substytutem religii, a wola ludu zastępuje Boga. To oznacza, że głosowanie w sprawie Brexitu było ważne nie tylko z uwagi na głos brytyjskiego społeczeństwa, 52% do 48%, ale dlatego, że było ono poparciem dla tego co naturalne, dla otrzymanej od Boga tożsamości i różnych darów europejskich narodów, zaplanowanych przez Boga po to, by tworzyć europejską symfonię, co zostało osiągnięte w czasie katolickiego średniowiecza. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość (religia), a to wszystko (polityka) będzie wam dodane (Mt 6, 33).

Czy to jednak oznacza, że Brytyjczycy, którzy głosowali za Brexitem, są tak religijni? Ledwie garstka! W znacznej części są ateistycznymi materialistami dojrzałymi w komunizmie tyrańskiej biurokracji w Brukseli, nie posiadającymi lepszej wizji niż politycy, na których zazwyczaj głosują i są całkowicie zdezorientowani. Ale Kanał La Manche daje im pewien dystans i perspektywę na to, co dzieje się w Europie, więc kiedy doszło do głosowania w sprawie Brexitu, obudziły się dawne naturalne instynkty,te same dzięki którym przetrwały pozory – ale nie istota! – katolickiej monarchii. Jednak jeśli Brytyjczycy nie będą ostrożni, jeśli nie będą „czuwać i modlić się” za swój kraj, owoce ich głosowania za Brexitem zostaną im zabrane w ten czy inny sposób przez banksterów. Nie ma żadnych wątpliwości, że już spiskują oni jakby tu obejść głupich i zacofanych Brytyjczyków. Pan Bóg jest niezwykle łaskawy, ale On nie pozwoli z siebie szydzić ani się oszukiwać!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCCXV (615)

27 kwietnia 2019

POSOBOROWA MENTALNOŚĆ

Posoborowi hierarchowie? Ślepy wiedzie ślepego,

Wiodą całą ludzkość do kompletnej ruiny!

W Komentarzu Eleison z dnia 6 kwietnia br. wspomniane zostało „dyskretne spotkanie” między Biskupem Huonderem oraz dwoma biskupami i pięcioma kapłanami FSSPX, które miało miejsce we wschodniej części Szwajcarii w dniu 17 kwietnia 2015 roku, a którego celem była dyskusja o posoborowym ekumenizmie. Półtora miesiąca później Dom Generalny FSSPX przesłał do kapłanów Bractwa „poufną notę” dotyczącą tego spotkania, która zawierała kilka szczegółów opisanych na łamach Komentarza z dnia 6 kwietnia br., tj. stanowisko Biskupa Huondera: porozumienia przed kwestiami doktrynalnymi, odpowiedź FSSPX zawierające prawdziwą doktrynę Kościoła dotyczącą ekumenizmu oraz obietnicę Biskupa Huondera, że przedstawi tę doktrynę w Rzymie. Warto przyjrzeć się argumentom Biskupa Huondera mającym uzasadniać postawienie doktryny na drugim miejscu, ponieważ odzwierciedlają one sposób myślenia, który niszczy Kościół.

Biskup Huonder przedstawił zgodnie z poufną notą osiem argumentów. Podaję ich treść, nieco zaadaptowaną. Poniżej zaś znajdą się odpowiedzi.

  1. Moją wielką troską jest to, by FSSPX zostało kanonicznie zintegrowane z oficjalnym Kościołem.
  2. Bez takiego statusu kanonicznego, FSSPX ma jedynie minimalny wpływ, gdyż jest marginalizowane. Konserwatywni biskupi chcą kanonicznej regulacji dla FSSPX, w przeciwnym razie wszyscy są przeciwko FSSPX.
  3. Nie sądzę, że chcecie być w schizmie. Chcecie udowodnić swoje niezawodne poszanowanie dla Autorytetu Kościoła.
  4. Magisterium Kościoła musi słuchać tego, co mówią teologowie, także ci z FSSPX, w duchu wzajemnego szacunku. Magisterium musi także sprawdzać, czy zmiany w Kościele od czasu Soboru są w zgodzie z katolicką Tradycją.
  5. To, iż Benedykt XVI zniósł ekskomuniki z 1988 roku oraz ułatwił możliwość odprawiania Mszy trydenckiej jest świadectwem dobrej woli po stronie Rzymu.
  6. Porozumienie z Rzymem będzie wsparciem dla Przełożonego Generalnego FSSPX i apostolatu Bractwa. Da ono także Bractwu możliwość zwracania się do Magisterium o wyjaśnienia.
  7. Kościół potrzebuje FSSPX do Nowej Ewangelizacji.
  8. Po uregulowaniu kanonicznym konieczne będzie zajęcie się problemami teologicznymi i ich rozwiązanie.

A teraz odpowiedzi:

  1. Czcigodny Księże Biskupie, to bardzo miło ze strony Księdza Biskupa, ale bycie miłym nie jest tym samym co bycie katolikiem.
  2. FSSPX miało duży wpływ tak długo, jak głosiło Prawdę, ale stosownie do tego, jak katolicką Prawdę porzucało, by stanąć po stronie Rzymu i reszty świata, ten wpływ zmniejszał się i zmniejsza się. Czy zachęcałbyś Pana Jezusa, by stanął po stronie faryzeuszów?
  3. Bractwo Arcybiskupa Lefebvre nigdy nie było w prawdziwej schizmie, ponieważ ono po prostu przedkładało Boga nas człowieka. Neo-Bractwo, tak jak Neo-Kościół, zmierza w stronę prawdziwej schizmy przedkładając człowieka nad Boga.
  4. Nie ma żadnego znaczenia czy jest błąd i jego trucizna, jak ta Soboru Watykańskiego II. Zarażone posoborową trucizną dzisiejsze Neo-Magisterium bardzo niedostatecznie kontroluje zmiany w Kościele.
  5. Posoborowa dobra wola, tak jak u Benedykta XVI, jest w najlepszym wypadku subiektywną dobrą wolą, ale by być rzeczywistą dobrą wolą musi być ukierunkowana na obiektywną prawdę, o której jako takiej wszelkie pojęcie stracili zwolennicy Soboru. Jak mówi stare mądre przysłowie: dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.
  6. Porozumienia z posoborowym Rzymem byłoby ostateczną śmiercią katolickiego FSSPX, która nie potrzebuje żadnej zgody z Rzymu, aby żądać od Rzymian zaprzestania zdradzania prawdziwej katolickiej Wiary.
  7. Prawdziwe Bractwo odrzuca „Nową Ewangelizację”, nierealne rozwiązanie realnego problemu Soboru Watykańskiego II.
  8. Innymi słowy: „porozumienia przed doktryną”. To olbrzymi błąd proponowany przez wszystkich zwolenników Soboru, ponieważ jeśli ktoś żyje w kłamstwie odpowiednio długo, to skończy wierząc w nie. Sobór Watykański II jest wielkim kłamstwem.

Podsumowując, osiem argumentów Biskupa Huondera to jedynie ludzkie przemyślenia, w istocie oderwane od obiektywnej Prawdy i prawdziwego Kościoła Katolickiego. Oby Bóg pozwolił mu zobaczyć, jak bardzo posoborowy Kościół zbłądził!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXIV (614)

20 kwietnia 2019

PRZYWRACANIE AUTORYTETU

Kto kocha swego syna, ten sięga po rózgę

I tylko dzięki Bożej rózdze może w nas dojrzewać posłuszeństwo.

Podczas gdy postchrześcijański poganin Jean-Jacques Rousseau (1712–1778)  twierdził, że człowiek jest ze swej natury antyspołecznym zwierzęciem, zaś ludzkie społeczeństwo jest tworem sztucznym, przedchrześcijański poganin Arystoteles (384–322), który był o wiele mądrzejszym człowiekiem, wiedział, że społeczeństwo jest czymś naturalnym, gdyż człowiek ze swej natury istotą społeczną –  wystarczy wszak spojrzeć na to, jak gromadzi się on wraz z innymi ludźmi w rozmaitych społecznościach, przede wszystkim w rodzinie. Jednak każdy człowiek posiada wolną wolą, zatem każda ludzka społeczność potrzebuje osób posiadających autorytet, aby brały w cugle wszystkie podmioty obdarzone wolną wolą i w ten sposób zapobiegały wybuchowi nieuniknionej anarchii. Z tego też powodu każda społeczność potrzebuje autorytetu, który jest dla ludzi tak samo naturalny i konieczny jak społeczeństwo. Przywołać w tym miejscu można setnika z Kafarnaum, który dzięki swojemu doświadczeniu jako dowódca w rzymskiej armii uznaje Pana Jezusa za autorytet (Mt 8, 8-9).

Skoro zaś autorytet jest dla ludzi tak naturalny jak ich społeczna natura, zaś ich społeczna natura pochodzi od Boga, każdy autorytet musi ostatecznie pochodzić od Boga (por. Ef 3, 15).  To jest z kolei przyczyną tego, że w czasie dzisiejszego zmierzchu cywilizacji, kiedy to niemal cała ludzkość odwraca się od Boga, ludzie buntują się przeciwko wszelkim autorytetom, tak iż wszelkie formy autorytetu stają się coraz bardziej kruche. Czyż nie jest coraz częściej tak, że żony ogłaszają swoją niezależność od mężów, zaś dzieci stawiają warunki rodzicom? To z pewnością nie jest naturalne w prawdziwym tego słowa znaczeniu, ale staje się coraz powszechniejsze, gdyż rewolucja przeciwko autorytetowi jest w naszej krwi. Jak zatem można przywrócić autorytet? Klasyczny przykład odnaleźć możemy w starotestamentalnej Księdze Liczb, w rozdziale 16.

Mojżesz i jego brat Aaron byli politycznymi i religijnymi przywódcami ludu izraelskiego w czasie jego wędrówki z Egiptu do Ziemi Obiecanej. Zostali oni wyznaczeni przez samego Boga, o czym lud doskonale wiedział, jednak Izraelici byli pysznym i upartym narodem, pewnego zatem dnia na pustyni doszło do tego, że Korach, kuzyn Aarona, który był zazdrosny o jego uprzywilejowanie, podburzył 250 mężczyzn z pokolenia Lewiego, a także dwóch przywódców z pokolenia Rubena, Datana i Abirama, do buntu, lud zgromadził się wokół buntowników i zwrócił się przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi. Obaj oni zwrócili się natychmiast o pomoc do Pana Boga, który im polecił, aby następnego dnia zgromadzili lud przed Przybytkiem Pańskim. Wówczas Mojżesz rozkazał ludowi, aby odszedł od namiotów Datana i Abirama, którzy stali tam z całymi swymi rodami, po czym otworzyła się ziemia i rebelianci wpadli prosto do piekła. Następnie spadł Boży ogień z nieba i strawił Koracha oraz 250 lewitów, którzy tak pragnęli prestiżu i przywilejów, których Pan Bóg udzielił wyłącznie rodowi Aarona.

W ten sposób sam Pan Bóg pokazał, komu dał władzę nad Izraelitami. Autorytet był dla nich tak ważny na pustyni, ponieważ pomimo cudownego przejścia przez Morze Czerwone (Wj 14) cały czas tęsknili oni za egipską cebulą i Datan uskarżał się na trudy pustyni (Lb 16, 13-14). Jednak Mojżesz nie był tyranem, ale najłagodniejszym z ludzi (Lb 12, 3), zaś Aaron nie uczynił ludowi niczego złego (Lb 16, 11). Jednakże jeśli Bóg nie ukarałby bezlitośnie rebeliantów, to zasadne byłoby pytanie, czy Mojżeszowi i Aaronowi udałoby się wprowadzić Izraelitów do Ziemi Obiecanej. Czy mniej drastyczna kara pozwoliłaby przywrócić ich autorytet? Z pewnością bez trudu można sobie wyobrazić, że po tym jak ziemia pochłonęła Datana i Abirama wraz z ich rodami, zaś Boży ogień strawił Koracha wraz z 250 lewitami, żaden Izraelita nie miał już więcej ochoty na to, by obmówić posłuszeństwa Mojżeszowi lub Aaronowi!

W 2019 roku rozwijający się na całym świecie materializm prowadzi do tego, że coraz mniej ludzi w ogóle wierzy w Boga, a co dopiero traktuje Go poważnie. Nauka i technologia wydają się gwarantować nam wszystkim dobre życie – kto jeszcze potrzebuje Boga? A bez Niego znika wszelki fundament autorytetu, w każdej ludzkiej społeczności zaczyna on zanikać, w szczególności  zaś w Kościele katolickim. Ponadto neo-modernizm trzyma swoje ofiary w takim uścisku, że wydają się być one dosłownie niezdolne do nawrócenia, gdyż są tak mocno przekonane, że są nadal katolikami. Jak zatem Kościół może przetrwać? Jeśli katolicki autorytet ma zostać przywrócony przed końcem świata, to czyż nie będzie konieczny kolejny cudowny i oczyszczający ogień z nieba, taki jak ten z historii Datana, Abirama i Koracha? Bóg nie pozwoli z siebie szydzić (Ga 6, 8).

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXIII (613)

13 kwietnia 2019

NAUKA WIELKIEGO TYGODNIA

Z krzyża Naszego Pana popłynęła jego Przenajdroższa Krew

oraz woda jako powódź Bożego oczyszczenia

Żadne ewangeliczne czytania nie są tak bogate, jak te w czasie Wielkiego Tygodnia. Oto kilka fragmentów opisujących Mękę Naszego Pana, zacytowanych w porządku chronologicznym, które mają szczególne znaczenie dla naszych czasów, czasów Męki Jego Kościoła.

Powiadam wam: Jeśli ci (uczniowie) umilkną, kamienie wołać będą (Łk 19, 40). Gdy Jezus wjeżdża do Jerozolimy w Niedzielę Palmową, lud głośno go wielbi. Faryzeusze skarżą się na hałas. Ale Boża prawda nie da zagłuszyć. Jeśli Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X będzie milczeć, wówczas ktoś inny musi mówić prawdę, którą niegdyś głosiło.

Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego (J 17,15). Po Ostatniej Wieczerzy, tuż przed opuszczeniem Wieczernika, Pan Jezus modli się do Ojca, który jest w niebie za swoich Apostołów, ale nie o to, aby ich życie było łatwe. Czemu więc życie miałoby być łatwe dla dzisiejszych katolików?

Uderzę pasterza, a rozproszą się owce (Mt 26, 31). Na Górze Oliwnej Pan Jezus zapowiada Apostołom, że wszyscy Go opuszczą i cytuje przy tym Stary Testament (Za 13, 7). Dziś kiedy papież jest okaleczony w wierze, cały Kościół Katolicki jest mniej lub bardziej sparaliżowany.

Czuwajcie i módlcie się (Mt 26, 40). W Ogrodzie Getsemani, gdzie Pan Jezus zostanie wkrótce zdradzony, ostrzega On swoich Apostołów, aby przygotowali się poprzez modlitwę na godzinę ich próby. Nie mówi On tylko „módlcie się”, czy nawet „módlcie się i czuwajcie”, ale „czuwajcie i módlcie się”, ponieważ jeśli nie będą trzymać swoich oczu otwartych, jeśli przestaną czuwać, przestaną się także modlić. Dziś wydaje się, że dla Kościoła zbliża się najwyższa godzina próby.

Skoro więc rzekł do nich: «Ja jestem», cofnęli się i upadli na ziemię (J 18, 6). Kiedy straż arcykapłańska zbliżyła się do Pana Jezusa, wówczas stanął On przed nimi nieustraszony i na chwilę okazał iskrę swej Boskiej mocy –  wszyscy upadli na ziemię. Taka iskra mogłaby dziś w mgnieniu oka uratować Kościół, ale to nie zdobyłoby ludzkich serc. Obecna próba Kościoła musi zostać wypełniona.

Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną (Mt 26, 51). Święty Piotr jest mężny, kocha swojego Mistrza, chce go koniecznie obronić, ale Go nie zrozumiał – Pan Jezus chce być królem serc, nie dzikim wojownikiem z maczugą. Dziś mężni mężczyźni chcą podjąć jakieś działania w obronie Kościoła, gdyż nie są zadowoleni „jedynie” z modlitwy. Powinni się jednak modlić, gdyż w przeciwnym razie uciekną jak Apostołowie (Mt 26, 56).

Lecz to jest wasza godzina i panowanie ciemności ( Łk 22, 53). Pan Jezus już za chwilę zostanie schwytany przez straż arcykapłańską. Łagodnie wypomina im, że nie pojmali go za dnia, kiedy jawnie nauczał w świątyni, ale przychodzą do pojmać w nocy, kiedy nie jest już otoczony przez tłum, który mógłby go chronić. Nigdy w całej historii Pan Jezus nie był tak opuszczony, nigdy czasy nie były tak pogrążone w ciemności, jak dziś.

A cały lud zawołał: «Krew Jego na nas i na dzieci nasze». Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie (Mt 27, 25-26). Oczywistym jest, że „lud” to nie tylko arcykapłani i starsi którzy namówili tłumy, żeby prosiły o Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa (Mt 27, 20), to cały tłum zgromadzony u Piłata, gotowy do wzniecenia zamieszek (Mt 27, 24), który sprawia, że Piłat ustępuje słysząc, że przyjmują na siebie i swoich potomków odpowiedzialność za bogobójstwo, tj. śmierć Boga w ludzkiej naturze. Tłum ten był w przeważającej części żydowski i jako taki się identyfikował (na nas i na dzieci nasze). Dlatego też wina za bogobójstwo spoczywa na tych potomkach, dopóki jako społeczność nie uznają i nie złożą hołdu prawdziwemu Mesjaszowi, ale jak mówi Pismo Święte, nastąpi to dopiero na końcu świata (por. Rz 11, 25-27). Jako prawdziwy katolik papież Leon XIII (1878-1913) modlił się, aby ta Krew spłynęła na Żydów nie jako przekleństwo, ale zdrój odkupienia i życia (Akt poświecenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa). Tymczasem Bóg posługuje sis nimi, by chłostać całą ludzkość za apostazję.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXII (612)

6 kwietnia 2019

ODWOŁANE ZAPROSZENIE

Jak piękny jest zły wilk, gdy szczerzy swoje zęby!

Stój! Przechodzą mnie ciarki, gdy pomyślę, co się za nimi kryje!

Biskup Vitus Huonder, wciąż ordynariusz dużej diecezji Chur, która położona jest we wschodniej Szwajcarii i obejmuje także Zurych, nie zamieszka jednak po swoim przewidzianym na ten miesiąc przejściu na emeryturę w szkole Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X w Wangs. W styczniu jego diecezjalny rzecznik prasowy ogłosił, iż biskup zamieszka na prośbę watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary w tej szkole, aby utrzymywać kontakty między Rzymem a Bractwem, ale w ostatnim miesiącu biskup poinformował, że jednak nie przeprowadzi się do szkoły Bractwa w Wangs. I tym sposobem jakże miłe spotkanie między rzymskim biskupem a szkołą Bractwa została odwołane. Kto nagle dostał pietra – Rzym, Bractwo, a może oboje? Tego nie wiemy. I w gruncie rzeczy nie jest to ważne. Istotne jest, aby widzieć jasno niekończący się konflikt między rzeczywistością Bożą a fałszywymi marzeniami ludzi i aby wybierać rzeczywistość Bożą.

W przedmiotowej sprawie rzeczywistość Boża jest taka, że nie można pogodzić Jego Kościoła i posoborowej rewolucji dokonanej przez hierarchów, choć wydaj się to być jak najbardziej możliwe w marzeniach kościelnych dostojników. Oto bowiem sam Bóg postawił Boga ponad ludźmi, podczas gdy Sobór Watykański II (1962-65) postawił człowieka ponad Bogiem. Te dwie postawy są dokładnie tak samo niemożliwe do połączenia jak Pan Jezus i szatan. Nasz Pan, Dobro najwyższe, może tylko odrzucać zło. Z kolei szatan, który upadł już wkrótce po swoim stworzeniu, jest całkowicie zatwardziały w tym, co złe i może tylko nienawidzić Boga, Jego Boskiego Syna i prawdziwego Kościoła Syna Bożego.  Ludzie od poczęcia aż do śmierci są rozdarci pomiędzy Bogiem i szatanem, ponieważ otrzymują od Boga fundament natury ludzkiej, a także mogą uzyskać łaskę uświęcającą, co też kieruje dusze ku Bogu, ale jednocześnie od upadku Adama dusza ludzka zraniona jest przez grzech pierworodny, co z kolei kieruje ludzi ku szatanowi i złu. Żaden żyjący człowiek nie uniknie tego konfliktu. Albo dąży on do tego, co dobre i wyzbywa się zła, albo też oddala się od dobra i pogrążą się w tym, co złe.

Dlatego też, jeśli biskup Huonder, który jest biskupem posoborowym, przeprowadziłby się do tradycjonalistycznej szkoły w Wangs, musiałaby nastąpić jedna z dwóch rzeczy. Albo udałoby się jemu uczynić szkołę mniej tradycjonalistyczną, albo szkole udałoby się uczynić go bardziej katolickim.  Skoro zatem rezygnuje się z jego przeprowadzki do Wangs, to albo Rzym wystraszył się tego, że stanie się on bardziej katolicki – choć wydaje się to mało prawdopodobne, gdyż biskup Huonder jest typowym krzyżowcem Neo-Kościoła – albo też Neo-Bractwo zmieniło zdanie i postanowiło trzymać się na dystans, zamiast wprowadzać posoborowego wilka do owczarni w Wangs, choć wcześniej się na to zdecydowało. Skąd ta zmiana zdania?

Są dwa możliwe wyjaśnienia. Albo Neo-Bractwo przestało dzięki cnotom, przynajmniej przejściowo, marzyć o wilkach, które nagle stały się miłe, albo podjęło ten krok ze względu na konieczność, ponieważ np. dwa dowody potwierdzające wilczy charakter gościa zmusiły do przełożenia chwili jego zaproszenia. Z jednej strony wyszły na jaw szczegóły tajnego spotkania, jakie miało miejsce w kwietniu 2015 roku w Oberriet w Szwajcarii pomiędzy biskupem Huonderem a biskupem Fellay, biskupem de Galarreta oraz pięcioma innymi kapłanami Bractwa, a które poświęcone było dyskusji o posoborowym ekumenizmie. Stanowisko biskupa Huondera można streścić w słowach: najpierw porozumienie, potem doktryna – co jest typowe dla posoborowego hierarchy. Biskupi i kapłani Bractwa odpowiedzieli w sposób godny Arcybiskupa Lefebvre, tj. wskazując na katolicką doktrynę dotyczącą ekumenizmu. Na zakończenie rozmów biskup Huonder obiecał wyjaśnić w Rzymie zarzuty Bractwa dotyczące posoborowego ekumenizmu. Jednak Rzymianie znają te zarzuty od podszewki – krótko mówiąc, argumenty biskupa Huondera potwierdzają, że jest on wiernym sługą posoborowego Rzymu. Z drugiej strony wyszły na jaw szczegóły dotyczące intensywnej działalności biskupa Huondera – zwłaszcza od 2011 roku – na rzecz przyjaźni pomiędzy Kościołem katolickim a judaizmem. Także takie działania są typowe dla zwolennika Soboru Watykańskiego II, który nie wie lub nie chce nic wiedzieć o ponad dwutysiącletniej, ciągłej i pełnej pychy nienawiści Żydów do Kościoła.

Ujawnienie oby wspominanych informacji potwierdziło, że biskup Huonder jest przesiąknięty posoborowym duchem i z tego też względu mógłby być potencjalnie niebezpiecznym mieszkańcem domu Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X. Prawdziwe Bractwo nie zaprosiłoby go nigdy więcej, ale Neo-Bractwo może chcieć jedynie odczekać, aż tradycjonaliści staną się na tyle miękcy, że zaakceptują pośród siebie przedstawiciela posoborowej ideologii.

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCXI (611)

BISKUP HUONDER

30 marca 2019

Drogi Biskupie H., nie możemy służyć dwóm panom,

Kompromisy w Kościele powodują katastrofy.

Powszechnie już wiadomo, że bp Huonder (BpH) z diecezji Chur w Szwajcarii po przejściu na emeryturę w wieku 77 lat w kwietniu zamierza obrać na oficjalną rezydencję na jesień swego życia szkołę prowadzoną przez Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X w Wangs w Szwajcarii. Krąży również pogłoska pochodząca od bliskiego współpracownika dwóch poprzednich Przełożonych Generalnych FSSPX, iż tenże posoborowy biskup będzie – z pełną aprobatą papieża Franciszka – konsekratorem dwóch kapłanów Bractwa, którzy staną się nowymi biskupami FSSPX, być może po Wielkanocy. Wprawdzie tak wczesna data na tak ważne wydarzenie wydaje się być bardzo nieprawdopodobna, ale w całej sprawie jest jakaś nieubłagana logika, jeśli tylko weźmie się pod uwagę dwudziestoletnią już politykę Neo-Bractwa mieszania się z Neo-Kościołem.

Ta sama logika stoi za decyzją BpH o zamieszkaniu na emeryturze w szkole Bractwa w Wangs. Będąc ordynariuszem jednej z największych diecezji Neo-Kościoła w Szwajcarii miał on wielokrotnie odwiedzać szkołę, zyskiwać popularność wśród kapłanów Neo-Bractwa oraz uczniów mieszkających w szkole. Ale bynajmniej nie zerwie on swoich kontaktów z Neo-Kościołem w Rzymie. Wręcz przeciwnie, jego obecny diecezjalny rzecznik prasowy w styczniu oznajmił, że zamieszkanie biskupa w Wangs w kwietniu: jest związane z misją powierzoną mu przez Kongregację Nauki Wiary w celu utrzymywania kontaktów z FSSPX. Jest oczywistym, że BpH, jak się o nim mówi osobisty przyjaciel papieża Franciszka, zamierza działać jako łącznik pomiędzy Neo-Kościołem a Neo-Bractwem, z nadzieją przybliżenia ich do siebie.

I ta nadzieja wcale nie musi być koniecznie nieszczera. Wielu hierarchów Neo-Kościoła nie może (lub nie chce) widzieć przepaści, jaka oddziela Bożą religię od posoborowej religii człowieka. Obie strony chciałyby udawać, że takiej przepaści nie ma. Z jednej strony katolikom ciężko jest znosić to, że są poza strukturą widzialnego kościelnego autorytetu, podczas gdy z drugiej strony zwolennicy Soboru Watykańskiego II potrzebują utwierdzenia w przekonaniu, że nie zerwali z prawdziwą, niezmienną Tradycją Kościoła. To może świadczyć dobrze o BpH, że chce osiąść w bardziej katolickim otoczeniu, niż posoborowa diecezja, gdzie być może nie potrafi odmówić Komunii Świętej nieprzyzwoicie ubranej młodej dziewczynie ani nie potrafi nie odwołać swoich całkowicie uzasadnionych uwag przeciwko homoseksualizmowi. Ale jak mówi angielskie przysłowie: fakty są mocniejsze od lorda.

Faktem jest zaś, że Sobór Watykański II był największym zerwaniem z katolicką Tradycją w całej historii Kościoła. Weźmy na przykład Nową Mszę, która jest owocem posoborowych reform w praktyce. Czy BpH zostanie poproszony o to, by nigdy nie odprawiać jej w szkole? Czy może zgodzić się z tym, by już nigdy jej nie odprawiać? A nawet jeśli może, czy mógłby przyznać, że teoria i praktyka jego kapłaństwa i biskupstwa są zanurzone w posoborowym procesie zaprzedania Kościoła Bożego bezbożnemu światu współczesnemu? Czy może on z dnia na dzień otrząsnąć się z tego wszystkiego, czym przesiąkł w czasie swojego zaangażowania w posoborowym Kościele? Czy może on przyznać, że jako wyświęcony na kapłana w 1971 roku i konsekrowany na biskupa w 2007 roku z zastosowaniem rytów rewolucjonisty Pawła VI, w celu wyeliminowania wszelkich wątpliwości związanyvch z  ważnością posoborowych rytów, powinien zostać warunkowo wyświęcony i konsekrowany? A może Neo-Bractwo nie będzie tego wymagać? Mając na uwadze ostatnią praktykę Bractwa, wydaje się to bardzo prawdopodobne, ale jak zareagują na to szwajcarscy tradycjonaliści? Wydaje się, że biskup Vitus Huonder może być uczciwy i mieć dobre intencje, ale jego uczciwość jest posoborowa, co oznacza, że jest on lojalny wobec głęboko nieuczciwego zepsucia katolickiej Wiary i Kościoła.

Niestety, na całym świecie tradycjonaliści są przyzwyczajani do zastąpienia Bractwa założonego przez Arcybiskupa Lefebvre przez Neo-Bractwo. Być może Biskup Fellay chciałby wprowadzić Bractwo w mury posoborowego Rzymu i działać jak koń trojański, by nawrócić posoborowy Rzym. Ale czy to nie BpH, nawet zakładając, że ma całą dobrą wolę, jaka jest na świecie, został wprowadzony w mury Bractwa jako koń trojański? Można oczywiście mieć nadzieję, że pobyt w szkole w Wangs umożliwi mu zrozumienie, jak wielka jest przepaść między Tradycją i Soborem, ale to tylko płomyk nadziei. Alicja była w Krainie Czarów (Wonderland). Neo-Bractwo jest teraz w Krainie Huondera (Huonderland).

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCIX (609)

NAWRÓCONY DZIŚ – III

16 marca 2019

Bóg nie może pozwolić odpłynąć duszy,

która uprzednio Go nie opuściła.

Drogi młody Przyjacielu!

Dwa tygodnie temu niniejsze Komentarze zrelacjonowały historię Twojego własnego nawrócenia od pustkowia nowoczesnego uniwersytetu do prawdy katolickiej religii. Zakończyła się ona prośbą o poradę, ponieważ zdałeś sobie sprawę z tego, że Bóg dał Ci poznać Prawdę, ale potrzebowałeś rozeznać się w tak bardzo pogmatwanej sytuacji Kościoła i świata. Komentarz z zeszłego tygodnia poświęcony został temu, aby wskazać podstawowe rady, które mają zastosowanie do nawróconych katolików co do zasady, tj. w każdym czasie i miejscu. Komentarz w tym tygodniu zostanie poświęcony wskazaniu szczególnych rad, które mogą Ci pomóc w zrozumieniu, gdzie się znalazłeś w czasie obecnego chaosu w Kościele, niemającego precedensu w liczącej sobie dwadzieścia wieków historii Kościoła.

Obecny kryzys jest bezprecedensowy ponieważ świat będzie mieć tylko jeden koniec i ku niemu się zbliżamy. Spójrz na to, jak sam Nasz Pan opisuje czasy ostateczne (Mt 24, Łk 21) i spójrz na ostrzeżenie św. Pawła z około 67 roku po Chrystusie (2 Tm 3, 1-9), a zwłaszcza na wersy 5 i 8: ludzie o spaczonym umyśle, którzy nie zdali egzaminu z wiary, Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I od takich stroń. Doskonała rada na Rok Pański 2019, ponieważ to ważne, by uświadomić sobie, że współcześni ludzie generalnie i katolicy w szczególności są co do zasady „nienormalni” i znajdują się na tragicznym końcu długiego procesu degeneracji. Uświadomienie sobie tego faktu nie może prowadzić ani do pogardy wobec nich, ani do popadnięcia w rozpacz, ale do podjęcia prawidłowych środków, aby żyć jako katolik w post- i antychrześcijańskim świecie. Jest to możliwe w Bogu – Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4, 13).

Chaos w Kościele jest obecnie wyjątkowy, ponieważ nigdy przed Soborem Watykańskim II (1962-1965), Kościół w Rzymie nie oddalił się oficjalnie od Wiary Katolickiej. Oto bowiem zgodnie z zamysłem Naszego Pana Katolicka Prawda i Katolicki Autorytet powinny iść ręka w rękę: gdy Chrystus powiedział do Piotra, że prosił za nim, żeby nie ustała jego wiara (Katolicka Prawda), dodał od razu, że Piotr (jako podmiot Katolickiego Autorytetu) ma utwierdzać w wierze swoich braci, tj. pozostałych Apostołów (por. Łk 22, 32). Dlatego też Prawda jest właściwym celem Autorytetu, a jednocześnie potrzebuje Autorytetu, by jej strzegł. Potrzebują się one zatem nawzajem, ale na Soborze Watykańskim II zostały od siebie oddzielone, ponieważ papież, kardynałowie i biskupi (podmioty Autorytetu), zafascynowani przez współczesny świat, porzucili starą religię (Prawdę). Od tego czasu wszyscy katolicy są jak schizofrenicy – albo przylgnęli do Prawdy i odrzucili fałszywy autorytet, albo przylgnęli do autorytetu i porzucili Prawdę albo też poszli gdzieś pomiędzy. Od tej pory każda katolicka owieczka musi odnaleźć drogę poprzez ciernie zasadzone przez złych posoborowych pasterzy.

Po owocach ich poznacie (por. Mt 7, 15-20). Droga Arcybiskupa Lefebvre polegająca na stawianiu oporu fałszywym pasterzom przy uznaniu ich autorytetu, okazała się jednym z najowocniejszych sposobów, aby w czasie zamieszania wywołanego przez Sobór zachować wiarę i rozum. Jednak jego następcy w Bractwie Kapłańskim św. Piusa X nie okazali się wierni zachowywanej przez niego równowadze między Prawdą i Autorytetem. Nawet dziś wielu czołga się do błądzącego Rzymu, choć błądzi on bardziej niż kiedykolwiek! Niech to będzie dla Ciebie ostrzeżenie przed tym, aby dziś myśleć, że zewnętrzny pozór katolicyzmu jest tym samym, co jego istota. Ale skąd masz wiedzieć, gdzie można odnaleźć istotę? Najlepszą odpowiedzią jest wspomniana wskazówka Naszego Pana – poznawanie po owocach. Ale jakich owocach? Po nadprzyrodzonej wierze, co właśnie Pan Bóg pozwolił Ci zrozumieć, i po szczerej nadprzyrodzonej miłości bliźniego.

Utrzymuj kontakty ze wszystkimi rodzajami katolików, ale więcej słuchaj, niż sam mów. Nie śpiesz się z dokonywaniem życiowych wyborów, ponieważ Pan Bóg nigdy się nie śpieszy (Ga 1, 18; 2, 1). Miej bezgraniczne zaufanie w Jego Mądrość i Opatrzność, ale nigdy nie ufaj jakiemukolwiek ludzkiemu przywódcy czy organizacji, nim Pan Bóg nie postawi swego Kościoła z powrotem na nogi (a z całą pewnością to zrobi). Zawsze okazuj szacunek swojemu ojcu i matce, bez względu na to jak bardzo mogą się mylić (Pan Bóg nie dał im tej łaski, którą dał Tobie, przynajmniej na razie). Miej niewyczerpane współczucie wobec masy zagubiony dusz wokół Ciebie, ale nigdy nie myl subiektywnej szczerości z obiektywną prawdą. Kochaj Matkę Bożą i odmawiaj każdego dnia jeśli tylko możesz wszystkie 15 tajemnic Różańca Świętego. Niech Bóg będzie z Tobą!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCVIII (608)

NAWRÓCONY DZIŚ – II

9 marca 2019

Gdzie jest pragnienie nieba, tam jest i droga,

Św. Benedykt wzywał chrześcijan: módl się i pracuj.

Drogi młody Przyjacielu!

Gratuluję otrzymania od Boga wielkiej łaski nawrócenia, która daje Ci szansę zbawienia duszy na wieczność w walce o wiarę! Możesz upaść jak każdy z nas (Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł – 1 Kor 10, 12) na wąskiej drodze prowadzącej do nieba (Mt 7, 14), ale jeśli pragniesz dostać się do nieba, wówczas stanie się tak dzięki łasce Bożej i to pomimo wszystkich kamieni, które na Twoją drogę rzucać mogą świat, ciało i szatan. Pamiętaj nieustannie, że ja i Ty żyjemy i jesteśmy katolikami po to, aby zbawić nasze dusze poprzez miłowanie Boga oraz miłowanie naszych bliźnich, jak nas samych. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy, wczoraj, dziś i jutro, aż do końca świata. I nawet współczesny świat nie zmieni tych wiecznych prawd.

Dlatego też obecna sytuacja Kościoła i świata może wydawać się bardziej przerażająca niż kiedykolwiek, ale Ty nie powinieneś się lękać. Jak wołał św. Paweł: jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym (Rz 8, 38). Jednak jest coś, co może nas oddzielić od Boga i wypełnia piekło potępionymi duszami większości istot ludzkich, które kiedykolwiek żyły bądź będą żyć (Mt 7, 13), i jest to grzech. Dlatego też cokolwiek robisz, zabiegaj o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem (Flp 2, 12), ponieważ perspektywa wiecznego potępienia jest przerażająca, zatem miej zawsze przed swymi oczami cztery rzeczy ostateczne: śmierć, sąd, niebo albo piekło. Rób wszystko, co w ludzkiej mocy, aby trwać przy Sakramentach, zwłaszcza Spowiedzi oraz Mszy Świętej i żyć w stanie łaski uświęcającej.

W związku z tym trzeba podkreślić, że ponieważ Matka Boża wie, jak ciężkim czynią życie katolików czasy współczesne, aby pomóc w zbawieniu dusze dała nam specjalny środek nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca. Dowiedz się o nim jak najwięcej, ze szczegółami, zwłaszcza za pomocą strony https://stmarcelinitiative.com/wp-content/uploads/2016/04/fatima-flyer.pdf  a następnie odpraw je tak szybko i tak pobożnie, jak to możliwe, ponieważ każdy katolik, który o nim wie i nie korzysta z tego wskazanego przez Matkę Bożą najprostszego możliwego środka pomagającego w osiągnięciu zbawienia, powinien pójść do lekarza przebadać swoja głowę.

Oferta Matki Bożej jest zbyt łaskawa, by mogła być prawdziwa? Nie, ona doskonale rozumie to, co sam z wielkim trudem odkryłeś, a mianowicie, że dzisiejszy ateistyczny materializm, kłamstwa i zepsucie, nadmierny komfort i wolność, wszystkie razem tworzą przeszkody pomiędzy jej dziećmi ludźmi a jej Boskim Synem, dlatego też Matka Boża wskazuje nam wyjście z tej krytycznej sytuacji. Drogi Przyjacielu, czyniąc dokładnie to, o co Ona prosi, będziesz jednocześnie robić także wszystko to, co możesz, by wyprosić dla papieża łaskę poświęcenia Rosji jej Niepokalanemu Sercu, co jest wskazanym przez Pana Boga kluczem do rozwiązania obecnych kłopotów całego świata.

Co się tyczy życia nadprzyrodzonego, wykorzystaj czas, którym dysponujesz, na modlitwę i naukę. Odmawiaj każdego dnia tyle z 15 tajemnic różańcowych, ile tylko możesz, bo jest to największa modlitwa po Mszy Świętej, a także studiuj wszystko, do czego będziesz mieć dostęp, a co zostało napisane bądź powiedziane przez Arcybiskupa Lefebvre, Bożego przewodnika w tym czasie bezprecedensowego kryzysu Kościoła. Czytaj także inne katolickie książki (sprzed lat sześćdziesiątych XX wieku), które wzbudzą Twoje zainteresowanie. Dobre, ale nieinteresujące książki, nie dadzą Ci tak dużo. Podobnie korzystaj, ale zachowując ostrożność, z Internetu, gdzie skarby otoczone są przez pułapki. Jak najbardziej spotykaj się z katolickimi kapłanami i ucz się od nich, ale pod żadnym pozorem nie daj się zwieść w sprawach wiary. Odwiedzaj katolickie wspólnoty i zostań tak długo jak to będzie możliwe w otoczeniu, gdzie znajdujesz Pana Boga.

Co się tyczy życia doczesnego, koniecznie znajdź przyzwoitą pracę, skoro jako mężczyzna tracisz bez niej równowagę, ale unikaj zobowiązań długoterminowych tak długo, jak nie będziesz mieć pewności, że odpowiadają one Bożej woli wobec Ciebie. Traktuj kobiety po rycersku i nie wybieraj żony tak długo, jak nie znajdziesz swojego życiowego zajęcia. Mądra dziewczyna trzyma się z daleka od mężczyzny, który jeszcze nie znalazł pracy dla siebie.

Niech Bóg Ci błogosławi, a Matka Najświętsza Cię strzeże. Idź z Bogiem!

Kyrie eleison.


Komentarz Eleison nr DCVII (607)

NAWRÓCONY DZIŚ – I

2 marca 2019

Człowiek, który pragnie tylko życia wiecznego,

Zawsze może wznieść się z Bogiem ponad troski.

Znajomy napisał właśnie do redaktora niniejszych Komentarzy, że sytuacja w Kościele jest o wiele gorsza niż myślał –Iluzją jest myśleć, że możemy wszystko przywrócić. Musimy być wierni i zachować te nieliczne dusze, którymi Bóg posłuży się, gdy nadejdzie czas. Redaktor zgadza się całkowicie, a na myśl przychodzi mu wers z Eneidy Wirgiliusza (II, 353): Dla skazanego na zgubę nadzieja leży w porzuceniu nadziei. Tym niemniej, dla naśladowców Chrystusa pokładanie ufności w człowieku jest nie mniej głupie niż nieufność wobec Boga. Oto ostatnia wiadomość e-mail do redaktora Komentarzy, która pokazuje jasno, że wszechmogący Bóg działa, nawracając młodą duszę, która wcześniej była daleko od Niego. W tym tygodniu prosi ona o radę, a zostanie jej ona przekazana na łamach Komentarzy Eleison w kolejnych dwóch tygodniach.

Ekscelencjo,

Jestem młodym mężczyzną, nieco zrozpaczonym, ponieważ nie wiem, co mam robić. Może Wasza Ekscelencja mogłaby mi dać jakieś wskazówki. Pozwolę sobie opisać krótko sytuację.

Aż do mniej więcej 18 roku życia byłem „normalnym” nastolatkiem, całkowicie zwiedzionym, ponieważ akceptowałem wszystko, co oferował mi świat współczesny. Próbowałem się do niego dopasować, ale zawsze czułem, że jest to wbrew ludzkiej naturze i w głębi duszy czegoś mi brakowało. Chociaż byłem ochrzczony, nigdy nie żyłem jak katolik, ani nawet nie myślałem naprawdę o Bogu, jako że byłem za bardzo pochłonięty przez ateistyczny materialistyczny świat. Wprawdzie byłem dobrym uczniem i moich rodziców było na to stać, więc w wieku 18 lat rozpocząłem studiować na uniwersytecie zarządzanie. Jednak wkrótce dzięki łasce Bożej zacząłem widzieć, że rzeczywistość nie wygląda tak, jak przedstawiają ją media i ludzie. Wypełniony gniewem i pogardą wobec współczesnego społeczeństwa ze względu na kłamstwa i zepsucie, rzuciłem studia i próbowałem kontynuować naukę w wojskowej szkole oficerskiej, gdyż zawsze byłem w dobrej kondycji, a także byłem gotowy przeciwstawiać się „miękkiemu lewackiemu społeczeństwu”.

Ale to także nie był Boży plan wobec mnie. Na obozie dla rekrutów Bóg udzielił mi olbrzymiej łaski rozpoczęcia nawrócenia i rozwijania mojej wiary. Kiedy po krótkim czasie stamtąd wyszedłem, byłem inną osobą, już nie pełną wściekłości i pogardy, ale rozczarowaną i zagubioną. Zdałem sobie sprawę z tego, jak słabe jest moje pokolenie przez liberalne rodzicielstwo i nauczanie oraz jak ciężko jest się temu przeciwstawić. Jesteśmy tak całkowicie zmienieni przez wygodę i pełną swobodę robienia tego, co nam się podoba, że to czyni nas bezużytecznymi. Ale moi liberalni rodzice cały czas wywierali na mnie presję, abym wbrew swojej woli wrócił na uniwersytet, tak, że musiałem to nie tak dawno zrobić. W tym momencie Bóg sprawił, że dzięki Arcybiskupowi Lefebvre znalazłem FSSPX i Ruch Oporu. Moja wiara zaczęła gwałtownie rosnąć, ponieważ odkrywałem Prawdę. Rozpocząłem lekturę Pisma Świętego i analizę problemów posoborowego Kościoła orz współczesnego świata, zacząłem rozważać 15 tajemnic Różańca Świętego, jako że nigdzie w pobliżu nie ma Mszy trydenckiej.

Teraz zastanawiam się, co powinienem robić. Czuję pragnienie porzucenia życia materialnego, aby zbliżyć się do Boga i dogłębnie poznać wiarę, aby nauczyć się wszystkiego o katolicyzmie i nawracać innych, jednak jako że jestem młody i nie mam żadnych umiejętności, pomyślałem, że byłoby lepiej, aby najpierw nauczyć się czegoś praktycznego, np. stolarstwa. W tym momencie nie wykluczam nawet powołania kapłańskiego. Moją największą walką jest usiłowanie przekonania moich rodziców i nawrócenie ich, ale oni myślą, że zwariowałem albo miałem jakieś załamanie i z tego powodu są w domu kłótnie o to, że nie chce chodzić na uniwersytet. Dlatego nie wiem, co robić. Jestem samotny, nikt w mojej rodzinie ani z grona moich przyjaciół nie jest tradycyjnym katolikiem. Ponieważ jestem na razie bezrobotny, pomyślałem o przeprowadzce w pobliże miejsca, gdzie znajduje się tradycyjna katolicka wspólnota. Co poradziłby mi Ksiądz Biskup?


Kyrie eleison.