Kryzys Kościoła

FILM O POSOBOROWEJ REWOLUCJI LITURGICZNEJ: OTO CO UTRACILIŚMY


introibo

KRÓTKA ANALIZA KRYTYCZNA NOVUS ORDO MISSAE


REFORMA LUTRA I NOWA MSZA – Arcybiskup Marcel Lefebvre

Maryja prowadzi ludzi na Kalwarię i do ołtarza

Najświętsza Maryja Panna jest przede wszystkim Matką Wiecznego Kapłana. Nasz Pan Jezus Chrystus jest Kapłanem na wieki, Kapłanem według obrządku Melchizedecha. Całe Jego życie podporządkowane było jednemu celowi – ofierze, ofiarowaniu samego siebie na Krzyżu. Taki był cel Jego ziemskiego życia – było ono zdominowane pragnieniem wzięcia na ramiona Krzyża. Jak często Pan Jezus o tym wspomina: „Jeszcze nie przyszła moja godzina”; „Nadchodzi moja godzina”, „Oto godzina moja”.

Dlaczego? Gdyż godzina naszego Pana była godziną Jego Ofiary. Skoro tylko został przybity do Krzyża i złożył z siebie Ofiarę, powiedział: „Dokonało się” – „Consumatum est”: „Wypełniłem moją pracę, osiągnąłem cel, dokonałem tego, po co się narodziłem, złożyłem Bogu ofiarę na odpuszczenie grzechów świata”.

To dla tej ofiary nasz Pan przyszedł na świat, to tego właśnie uczy nas Najświętsza Maryja Panna, która jest niejako zwierciadłem naszego Pana Jezusa Chrystusa. W Jej sercu wyryte jest Imię Jezusa i to Jezusa Ukrzyżowanego, gdyż Maryja towarzyszyła swemu Synowi wszędzie, nawet w Ofierze Krzyża. Była tam obecna, aby pouczyć nas, że towarzyszenie Zbawicielowi na Kalwarii podczas Ofiary Krzyża jest najdroższe Jej sercu. To właśnie tego Matka Boża uczy nas w bardzo specjalny sposób: kochać Ofiarę Krzyża; widzieć w naszym Panu Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego.

Również i my musimy mieć to pragnienie uczestnictwa w Ofierze Chrystusa i zjednoczenia się z Ofiarą Krzyża, abyśmy się stali prawdziwymi chrześcijanami zjednoczonymi z naszym Panem w Jego Ofierze jako żertwa. To właśnie oznacza bycie chrześcijaninem; to właśnie oznacza bycie katolikiem.

Najświętsza Panna, która stoi obok Krzyża, Matka Boża Współczująca, Współodkupicielka, Pośredniczka Wszelkich Łask, nieustannie zachęca nas do tego. W pewnym sensie, bierze Ona każdego z nas za rękę i prowadzi na Kalwarię, abyśmy mogli mieć udział w zasługach naszego Pana Jezusa Chrystusa.

W jaki sposób możemy mieć udział w zasługach naszego Pana i dostąpić odpuszczenia grzechów? Za pośrednictwem naszych kapłanów.

Pan Jezus pragnął, abyśmy mieli udział w Ofierze Krzyża i w zasługach jakie z niej wypływają, by nasze dusze oczyszczały się z grzechów przez kontynuację Ofiary Krzyżowej składanej za pośrednictwem Jego kapłanów. Podczas Ostatniej Wieczerzy powiedział: „Hoc facite in meam commemorationem”. Nie powiedział: „Opowiadajcie tę historię, wspominajcie moją Ofiarę”, powiedział: „facite”, „dokonujcie tej Ofiary”, „odnawiajcie tę Ofiarę”, „kontynuujcie tę Ofiarę”. „Hoc facite in meam commemorationem”. – Oto podstawowa różnica pomiędzy doktryną katolicką, której Kościół zawsze nauczał, a doktryną protestancką.

Protestanci zapominają lub nie chcą uznać, że nasz Pan powiedział „Hoc facite”, „Czyńcie to”! Wspominają oni jedynie to, co Chrystus czynił podczas Ostatniej Wieczerzy – nie kontynuują Jego Ofiary. Najświętsza Maryja Panna, Apostołowie, sam Chrystus Pan wreszcie uczą nas, że powinniśmy iść do ołtarza i łącząc się z kapłanem składać Najświętszą Ofiarę Mszy, że przez jego słowa Zbawiciel naprawdę zstępuje na ołtarz jako Żertwa. Chrystus Pan powiedział Apostołom: „Hoc facite”; powinniśmy stale prosić Najświętszą Dziewicę o dar głębokiej wiary w tę prawdę.

Ołtarz ofiarny

Kościół nie może obejść się bez Ofiary Ołtarza. Pomyślmy o wspaniałych kościołach zbudowanych jako miejsca Ofiary naszego Pana. Ołtarz Najświętszej Ofiary Mszy jest samym centrum Kościoła.

Musimy mieć głęboką wiarę w to, co dokonuje się na ołtarzu poprzez słowa kapłana. Kiedy wypowiada on słowa konsekracji, nasz Pan, tak jak na Krzyżu w Jeruzalem ponad XIX wieków temu, powraca na ołtarz, by kontynuować swą Ofiarę na odpuszczenie naszych grzechów.

To jest serce Mszy; to tego uczy nas Najświętsza Panna; tego uczą nas Apostołowie.

Pamiętamy z katechizmu, że Ofiara ołtarza jest prawdziwą ofiarą, i że różni się ona od Ofiary Krzyżowej jedynie tym, że jest bezkrwawa. To jedyna różnica pomiędzy Ofiarą Krzyża i Ofiarą Ołtarza; oto powód czci, jaką otaczają ją katolicy.

Zaprzeczać temu, twierdzić, że Ofiara Mszy jest jedynie posiłkiem czy wspomnieniem, przypomnieniem tego, co nasz Pan uczynił podczas Ostatniej Wieczerzy, to bluźnierstwo przeciwko doktrynie Kościoła, przeciwko temu, co Jezus Chrystus sam uczynił i co kazał kontynuować na ołtarzach.

Te błędne koncepcje rujnują kapłaństwo. Kapłan nie jest przewodniczącym pamiątkowego bankietu czy usługującym przy stole. Kapłan składa Ofiarę. To on powoduje, że Boska Żertwa staje się obecna, prawdziwie obecna, na ołtarzu.

Rozumiecie więc wielkość kapłana, który, by składać Świętą i Wieczną Ofiarę, musi posiadać niezatarte znamię, musi praktykować cnotę dziewictwa – celibat – ponieważ kapłaństwo jest dla niego nadzwyczajnym darem: może sprowadzać mocą swych słów Boga z nieba na ziemię. To właśnie dlatego kapłan pozostaje w celibacie, dziewiczy jak Najświętsza Panna Maryja. To z tego powodu nie wstępuje w związek małżeński, a nie dlatego, że odpowiedzialność za rodzinę mogłaby odciągać go od obowiązków jego apostolatu.

Tak więc Kościół naucza, że kapłaństwo ministerialne jest zasadniczo rożne od kapłaństwa wiernych, którzy nie przyjęli tego sakramentu, ale zarazem należą do Kościoła, zasadniczo potrzebującego kapłaństwa. Stąd bardzo stosowne jest, by to kapłaństwo związane było z celibatem i aby jego członkowie odróżnialni byli od wiernych przez szaty duchowne.

Wielkość Ofiary Mszy polega na tym, że jest to prawdziwa Ofiara, tak jak prawdziwą jest Ofiara Kalwarii. Taka jest wiara naszych przodków, taka jest wiara Kościoła. Nie jest w naszej mocy ją zmienić.

Monse_or_Marcel_Lefebvre_elevation

Uwielbienie Boskiej Żertwy

To właśnie dla Ofiary, a nie dla eucharystycznego posiłku, zbudowane zostały nasze piękne kościoły.

Wspaniałe bazyliki i katedry wznoszone na całym świecie miały zapewnić godne miejsce kontynuowanej na ołtarzach Ofierze naszego Pana. Były prawdziwymi świątyniami, do których zstępowała Boska Żertwa, Ofiarnik z którym wierni jednoczyli się w Komunii i z którym ofiarowali samych siebie. Oto rzeczywistość Mszy i kapłaństwa. To właśnie dlatego wierni okazują tak wielką cześć ołtarzowi, na którym składana jest Bogu Ofiara oraz Św. Eucharystii, w której prawdziwie i substancjalnie obecne jest Ciało i Krew naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Podczas naszego ziemskiego życia nigdy nie zdołamy otoczyć dostateczną czcią i uwielbieniem Najświętszą Eucharystię. W związku z tym od stuleci istniał w Kościele zwyczaj przyklękania przy Komunii. Tak naprawdę Ciało naszego Pana powinniśmy przyjmować padając na twarz, a nie, jak wielu dziś czyni, na stojąco. Czy staliśmy się równi Temu, którego przyjmujemy? Czy to już nie On, który pewnego dnia przyjdzie nas sądzić? Czy to nie hańba dla naszych czasów, ta myśl, że nie musimy już odnosić się z należnym szacunkiem i czcią do naszego Zbawiciela? Pielęgnujmy w naszych sercach ten głęboki szacunek dla naszego Stwórcy, dla naszego Odkupiciela, który umarł na Krzyżu za nasze grzechy. To uwielbienie dla Boskiej Ofiary jesteśmy Mu co najmniej winni.

Ofiara i kapłaństwo

Co nastąpiło po II Soborze Watykańskim? Nie wolno nam zamykać oczu na powody, dla których księża tracą wiarę w swe kapłaństwo i w Ofiarę Mszy, dochodząc nawet do porzucenia stanu duchownego.

Dlaczego seminaria są puste? Dlaczego nie ma już nowych powołań? Dlatego, że nie rozumie się istoty Ofiary Mszy, a w konsekwencji roli kapłaństwa. Jeśli będziemy pamiętali czym jest Msza i jaki jest jej cel, jeśli pozostaniemy wierni temu, czego Kościół zawsze nauczał, powołania nie wygasną. Dowodem na to są moje seminaria; w seminarium Bractwa Św. Piusa X w Ecône (i w pozostałych) nie robię absolutnie nic ponad nauczanie prawd, których Kościół zawsze nauczał. W rezultacie młodzi ludzie przyjeżdżają do mnie z całego świata. Przyjeżdżają z powodu ołtarza i Ofiary Mszy św.

Jaka to wielka łaska dla młodego człowieka: być wezwanym do ołtarza jako sługa naszego Pana, stać się drugim Chrystusem, dopełniać tej samej Ofiary, którą złożył Zbawiciel! Nie ma nic większego, nic wznioślejszego na ziemi. By zbliżyć się do ołtarza Bożego warto wyrzec się wszystkiego, zostawić rodzinę, porzucić świat.

Jednak, jeśli nie ma już ołtarza i ofiary, nie ma też powodu pożądania kapłaństwa. Oto przyczyna, dlaczego seminaria są puste. Gdy tylko powróci się do koncepcji ofiary, zjednoczenia z naszym Panem Jezusem Chrystusem na ołtarzu – powołania rozkwitną na nowo.

Reformy Lutra

Teraz kilka słów o ewangelickiej mszy Marcina Lutra oraz o uderzającym podobieństwie między jego nowinkami liturgicznymi sprzed ponad 400 lat i obecnie promulgowanym nowym rytem Mszy, Novus Ordo Missae.

Prześledźmy sposób, w jaki Luter przeprowadził swoją reformę liturgii i wprowadził, jak ją sam nazywał, „mszę ewangelicką”. Zwróćmy uwagę na swoisty liberalizm, cechujący ten okres jego działalności.

Przede wszystkim – pisał – chcę pokornie, ze względu na miłość Boga prosić tych wszystkich, którzy znają ten obrządek służby [Bożej] lub pragną go naśladować: nie czyńcie go sztywnym prawem wiążącym sumienia, ale używajcie go w wolności chrześcijańskiej w takim zakresie, dopóki, kiedy, gdzie i jak będziecie to uważali za praktyczne i pożyteczne” (T. C. Tappert, Dzieła wybrane Marcina Lutra, t. 3, str. 397).

Kult – pisał dalej Luter – był uprzednio rozumiany jako oddawanie czci Bogu; odtąd będzie on skierowany na człowieka, aby go pocieszyć i oświecić. Podczas gdy uprzednio na honorowym miejscu znajdowała się ofiara, odtąd najważniejsze będzie kazanie” (Leon Christiani, Du lutheranisme au protestantisme, 1910, str. 312).

W swoim traktacie o Mszach prywatnych Luter usiłował wykazać, że katolickie kapłaństwo jest dziełem szatana. Oparł się na zasadzie, odtąd stale obecnej w jego pismach, że to, co nie znajduje się w Piśmie świętym, musi być wymysłem diabelskim. Konsekwentnie, jako że w Piśmie świętym nie ma wzmianki o widzialnym kapłaństwie, dla Lutra istnieje tylko jeden kapłan i pośrednik – Chrystus. Z Chrystusem wszyscy jesteśmy powołani do kapłaństwa, co czyni je jednocześnie czymś wyjątkowym, a zarazem powszechnym. Rozumując w ten sposób szaleństwem byłoby więc ograniczanie go do nielicznych chrześcijan. Cała więc, oparta o kapłaństwo hierarchia, jest dla Lutra dziełem Antychrysta (Christiani, ibid., str. 269).

W roku 1520 Luter napisał odezwę Do szlachty chrześcijańskiej narodu niemieckiego odnośnie do reformy państwa chrześcijańskiego, atakując katolicyzm i domagając się zwołania wolnego soboru:

Pierwszym murem wzniesionym przez Kurię Rzymską jest rozróżnienie pomiędzy klerem a świeckimi. Jest czystym wymysłem (…) oszustwem i hipokryzją, że papież czy biskup namaszcza, nadaje tonsurę, udziela święceń, konsekracji i przepisuje strój różny od stroju świeckiego (…) Ktokolwiek wychodzi z wody chrztu, może się szczycić, że jest już wyświęconym kapłanem, biskupem i papieżem (…)” (Tappert, ibid., t. 1, str. 265).

Opierając się na tej doktrynie, występował Luter przeciwko szatom duchownym i celibatowi. Zarówno on sam, jak i wielu jego uczniów porzuciło stan kapłański i złamało złożone śluby czystości.

Drugi poważny błąd doktrynalny Lutra wypływał z pierwszego i opierał się na jego głównej myśli: źródłem zbawienia jest sama wiara i zaufanie do Boga, a nie dobre uczynki, stąd negował wartość aktu ofiarnego, jakim jest katolicka Msza.

Dla Lutra Msza może być ofiarą pochwalną, aktem uwielbienia, dziękczynienia, ale z pewnością nie ofiarą przebłagalną, która kontynuuje Ofiarę Kalwarii i udziela jej zasług. Opisując, jak je nazywał, liturgiczne „wypaczenia”, zaobserwowane w pewnych klasztorach, Luter pisał: „Główny wyraz ich kultu, Msza, przewyższa wszystko bezbożnością i ohydą (…) Już to byłoby wystarczającym powodem do zrzucenia habitu, porzucenia klasztoru i ślubów” (Christiani, op. cit., str. 258).

Dla Lutra Msza, która jest po prostu ucztą, popadła w potrójną niewolę: świeccy zostali pozbawieni Komunii pod dwoma postaciami, zostali związani jako dogmatem tomistyczną opinią o Transsubstancjacji, a samemu obrzędowi nadano charakter ofiary.

Oto centralny punkt teologii Lutra. Konsekwentnie głosił on, że jest błędem i bezbożnością ofiarować czy przydzielać zasługi Mszy na wynagrodzenie za grzechy czy za zmarłych. Msza jest ofiarowana przez Boga człowiekowi, a nie przez człowieka Bogu (ibid.)

Co do Eucharystii, jako że powinna ona głównie i przede wszystkim przyciągać do wiary, jest stosowne, żeby była celebrowana w językach potocznych, aby wszyscy mogli pojąć wspaniałość Bożych obietnic danych człowiekowi (ibid.)

Logiczną konsekwencją tej herezji było zniesienie offertorium Mszy, które wyrażało niedwuznacznie pokutny i przebłagalny cel Ofiary. Usunął również Luter większą część Kanonu, pozostawiając jedynie podstawowe ustępy jako relację z Ostatniej Wieczerzy.  Aby uwypuklić to wydarzenie, dodał do słów Konsekracji chleba słowa „quod pro vobis tradetur” (‘które za was będzie wydane’) i usunął zarówno „mysterium fidei” (‘tajemnica wiary’), jak i „pro multis” (‘za wielu’).

Dla Lutra Msza jest przede wszystkim Liturgią Słowa, a później Komunią. Tym bardziej dziwne jest, że obecne reformy liturgiczne zaadoptowały te protestanckie w istocie zmiany. Jak dobrze wiemy, teksty używane dziś przez wiernych nie mówią o ofierze, ale raczej o „liturgii Słowa”, o „wieczerzy Pańskiej”, o „łamaniu chleba” lub o Eucharystii. Artykuł VII z instrukcji wprowadzającej nową liturgię wyraźnie potwierdza tę protestancką orientację. Wersja poprawiona, ogłoszona w reakcji na głosy oburzenia ze strony wiernych, jest absolutnie niesatysfakcjonująca.

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że te zmiany, połączone z wielką liczbą pomniejszych liturgicznych modyfikacji, przyczyniły się do zaszczepienia wiernym poglądów protestanckich, które poważnie zagrażają doktrynie katolickiej; przyczyniło się do tego zwłaszcza usunięcie kamienia ołtarzowego, używanie pojedynczego obrusa, odwrócenie kapłana w kierunku ludzi, dopuszczenie do użycia zwykłego chleba i naczyń liturgicznych z mniej szlachetnych kruszców, umieszczanie Hostii raczej na patenie niż na korporale itp.

Nie ma nic istotniejszego dla przetrwania Kościoła katolickiego niż Święta Ofiara Mszy; umniejszanie jej wstrząsa samymi jego fundamentami. Całe życie chrześcijańskie i kapłaństwo zbudowane są na Krzyżu i na odnawianiu Ofiary Krzyża na ołtarzach.

Luter zanegował Przeistoczenie i Rzeczywistą Obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Dla niego substancja chleba pozostaje nawet po wypowiedzeniu słów konsekracji. Według słów Melanchtona, który równie silnie sprzeciwiał się kultowi Najświętszego Sakramentu, „Chrystus ustanowił Eucharystię jako wspomnienie swej Męki. Czcić ją byłoby bałwochwalstwem”.

Konsekwentnie nic nie stoi na przeszkodzie, by Komunia była dawana na rękę i pod oboma postaciami, nie dziwi też traktowanie Komunii pod jedną postacią jako niekompletnej. I znów widzimy zadziwiające podobieństwo pomiędzy obecną „odnową” i reformą Lutra. Każde obecne rozporządzenie odnośnie Eucharystii zmierza do zmniejszenia czci, odwrotu od adoracji: Komunia na rękę i jej rozdawanie przez świeckich mężczyzn i kobiety, zmniejszona liczba przyklęknięć, których wielu księży w ogóle nie dokonuje; użycie zwykłych naczyń i zwykłego chleba – wszystkie te innowacje zmniejszają wiarę w Rzeczywistą Obecność.

Można jedynie skonkludować iż, jako że zasady nierozdzielne są od praktyki (lex orandi, lex credendi), obecna liturgia, naśladując reformę Lutra, prowadzi nieuchronnie do przyjęcia głoszonych przez niego idei. Doświadczenia lat, które minęły od promulgacji Novus Ordo, są na to wystarczającym dowodem. Konsekwencje tych tzw. ekumenicznych wysiłków mogą być tylko katastrofalne: deformują one wiarę, wypaczając istotę kapłaństwa i doprowadzając do znacznego spadku liczby powołań, generują podziały pomiędzy katolikami i w odbijają się na stosunkach pomiędzy Kościołem a protestantami i prawosławnymi.

Vaticanum II idzie dalej niż Luter

Ile reform Vaticanum II jest de facto odpowiedzią na postulaty Lutra? Porzucenie szat duchownych, małżeństwa księży sankcjonowane przez Stolicę Apostolską, stopniowe znoszenie rozróżnienia pomiędzy kapłanami i laikatem… W kolejnym etapie świeccy przejmują wiele funkcji liturgicznych zarezerwowanych do tej pory wyłącznie dla kapłanów.

Również zniesienie święceń niższych oraz subdiakonatu i wprowadzenie diakonatu mężczyzn żonatych przyczyniło się do pogłębienia owej czysto administracyjnej koncepcji kapłaństwa, z usz­czerbkiem dla jego sakramentalnego charakteru. Dziś wyświęconym jest się już nie dla składania Ofiary Jezusa Chrystusa, która jest przecież istotą katolickiej koncepcji kapłaństwa, ale po to, by służyć wspólnocie.

Księża-robotnicy, księża w związkach zawodowych, księża wynagradzani przez państwo w takim samym stopniu przyczyniają się do rozmycia różnicy pomiędzy kapłanami i świeckimi. De facto dzisiejszy innowatorzy idą dalej niż Luter i jego naśladowcy. I właśnie dlatego, że nie są to uzasadnione ani w zamierzeniu korzystne reformy przeprowadzone przez Kościół katolicki, nie potrafimy dostrzec w nich zwykłych znamion mądrości i umiarkowania, odnośnie do wiary i potrzeb duszpasterskich. W takich okolicznościach naszym obowiązkiem jest przylgnięcie do Tradycji, aby chronić naszą wiarę i zabezpieczyć ważność sakramentów.

„Ekumeniczny obłęd”

Pod pretekstem fałszywej miłości skierowanej na zjednoczenie wszystkich ludzi, różnice religijne zostały celowo zatuszowane czy nawet zupełnie zignorowane z pogardą dla Prawdy, Wcielonego Słowa, naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Jedności poszukiwano najpierw z prawosławnymi i protestantami, traktując to jako pierwszy krok ku szerszemu zjednoczeniu z innymi sektami. Obecność protestantów na II Soborze Watykańskim była wydarzeniem bezprecedensowym. Była widomym przejawem woli maksymalnego zredukowania istniejących różnic. Musimy jednak mieć świadomość, że jeśli już zbliżenie z prawosławiem jest zagrożeniem dla boskiej konstytucji Kościoła, to jeszcze niebezpieczniejsze jest szukanie za wszelką cenę zbliżenia z protestantami.

Wszystkich błędów i konsekwencji modernizmu, naturalizmu i liberalizmu należy się obawiać. Protestantyzm zaś nosi w sobie je wszystkie i jest zarazem źródłem wszystkich z nich. Próby usunięcia liturgicznych i kanonicznych barier, które dzielą nas od protestantów, bez wymogu wyparcia się przez nich tych błędów, doprowadzą w sposób nieuchronny do zaniku różnic filozoficznych i teologicznych, które były powodem wzniesienia tych barier.

Cały Kościół w swej konstytucji, w swej definicji, w swym stosunku do świata świeckiego, jego prawa, jednym słowem: cała Tradycja, jej koncepcja kapłaństwa i duch misyjny, socjologia, zostaną zburzone. Wprowadzenie naturalistycznego humanizmu, który przeczy całej Wierze, Łasce, Ofierze przebłagalnej i grzechowi pierworodnemu, zniszczy Kościół od podstaw do szczytów.

Aby doprowadzić do tego ekumenicznego pojednania i zjednoczenia poświęci się honor Kościoła; godność Piotra, godność katolickiego biskupstwa i nieporównywalne dostojeństwo katolickiego kapłaństwa; porzuci się mistyczne skarby liturgii, Ofiary i sakramentów. Nic nie ostoi się wobec tej szalonej żądzy fałszywej jedności; ani chwała Boga, ani Ciało i Krew naszego Odkupiciela Jezusa Chrystusa, ani zasługi męczenników, ani gorliwość misjonarzy. Wszystko to zostanie tanio sprzedane ze względu na puste marzenie jedności poczętej w błędzie i kłamstwie.

Zmiany te usprawiedliwia się fałszywą i bezsensowną odmianą ekumenizmu, który nie tylko nie przyciągnie pojedynczych protestantów do Kościoła, ale sprawi, że rzesze katolików stracą Wiarę a w umysłach wielu innych zapanuje chaos – nie będą już wiedzieli co jest prawdą a co fałszem.

Zastanówmy się na moment nad konsekwencjami, jakie ma dla Kościoła ten ekumeniczny szał, którego nic nie może już powstrzymać. Biada tym, którzy staną mu na drodze! Biada tym, którzy spróbują uratować coś ze skarbca Tradycji! Ale, powiadam, o wiele bardziej biada tym, którzy są odpowiedzialni za te bluźnierstwa i świętokradztwa! Biada tym, którzy ignorują chwałę Boga, niezmienność Jego Prawdy i Jego Słowa! Zaprawdę, będą oni cierpieć gniew Wszechmogącego Boga!

Posłuszeństwo w takich okolicznościach może polegać jedynie na odmowie przyjęcia tych reform, a nie na ich akceptacji.

Protestantyzm podbija Kościół

Protestanckie poglądy na zasadnicze kwestie dotyczące istoty Kościoła, kapłaństwa, ofiary i Eucharystii są nieodwołalnie przeciwne wierze katolickiej. Nie bez powodu zwołano Sobór Trydencki i nie bez powodu Magisterium Kościoła tak często zabierało głos w sprawie tych istotnych kwestii przez ostatnie ponad 400 lat.

Dla katolików niemożliwe jest z powodów zarówno psychologicznych, dusz­pasterskich, jak i teologicznych porzucić liturgię, która zawsze była prawdziwym wyrazem Wiary karmiącym ich pobożność, i przyjąć na jej miejsce nowe obrządki poczęte przez heretyków, bez wystawienia tej Wiary na bardzo poważne niebezpieczeństwoNie można bez końca naśladować protestantyzmu, nie stając się protestantem.

Jak wielu wiernych, jak wielu młodych księży, ilu biskupów straciło wiarę przez przyjęcie tych nowych reform liturgicznych? Nikt nie może obrażać Wiary i natury i oczekiwać, że się to na nim nie zemści.

Przykład: seminaria są wszędzie sprzedawane, a młodzi księża stają się zupełnymi marksistami. Arcybiskup Cincinnati przyznał ostatnio wobec Synodu Rzymskiego, że kryzys powołań bierze się z utraty tożsamości kapłańskiej. Co oznaczają te niewiarygodne słowa? Po prostu: kapłan nie wie, kim jest! Odkąd kapłan nie wie, kim czy czym jest?

Po dwóch tysiącach lat kapłaństwa w Kościele katolickim nagle nie wiemy, na czym polega jego istota! Dlaczego do tego doszło? Stało się tak, ponieważ zniszczyliśmy nasze ołtarze, zmieniając je w „stoły”, wyjęliśmy z nich kamienie ołtarzowe, które od IV wieku zawierały relikwie Męczenników. Ofiara tradycyjnie składana jest na kamiennym ołtarzu, dziś jednak nie ma ofiary, nie ma ołtarza, nie ma kamienia, nie ma relikwii.

Msza stała się posiłkiem. Relikwie przypominały, że Męczennicy ofiarowali własne życie w łączności z ofiarą naszego Pana. Ich usunięcie jest więc bardzo wymowne i pokazuje jasno, w jaki sposób manipuluje się dziś największymi świętościami religii katolickiej. A wszystkie te innowacje wprowadzane są od czasu II Soboru Watykańskiego.

Nowa Msza prowadzi do protestantyzmu

Wszystkie zmiany, które wprowadza nowa liturgia Mszy, mają bardzo niebezpieczne konsekwencje, zwłaszcza dla młodych księży. Nie są oni już karmieni doktryną Ofiary, Rzeczywistej Obecności i Transsubstancjacji. Rzeczy te nie mają dla nich żadnego znaczenia – w rezultacie wkrótce stracą intencję czynienia tego, co czyni Kościół. Nie będą już odprawiać ważnych Mszy.

Z drugiej strony starsi księża, nawet jeśli celebrują wg Novus Ordo, mogą zachować Wiarę katolicką. Przez całe lata odprawiali oni Mszę wg rytu trydenckiego i zgodnie z jego intencją, możemy więc zakładać, że ich Msze są ważne. W takim stopniu jednak, jak ta intencja zanika, nawet ważność ich Mszy może być wątpliwa.

Chciano doprowadzić do zbliżenia katolików i protestantów, ale widać jasno, że to raczej katolicy stają się protestantami niż odwrotnie. Sama Nowa Msza wyraża koncepcję protestancką i prowadzi do protestantyzmu – to właśnie z tego powodu nie widzimy możliwości odprawiania jej w naszych seminariach.

Definicja Mszy zawarta we Wprowadzeniu do Novus Ordo Missae jest czysto protestancka, i już to jest wielkim skandalem! Odtąd nacisk kładziony będzie na Wieczerzę, Posiłek, a nie na Ofiarę.

To przesunięcie akcentu musi z konieczności prowadzić – i rzeczywiście prowadzi – do zniszczenia doktryny katolickiej, zbudowanej na Ofierze Krzyża kontynuowanej na ołtarzach. Doprowadzi to w konsekwencji do utraty wiary w Rzeczywistą Obecność, do zrujnowania katolickiego kapłaństwa. Już samo to powinno wystarczyć do usprawiedliwienia naszego stanowczego odrzucenia reformy. Widać jasno, że nie może w tych kwestiach istnieć żaden kompromis. Niewątpliwie ci, którzy przyjmują Nową Mszę, biorą na siebie wielką odpowiedzialność.

Deformacja sakramentów pokuty i bierzmowania

Co stało się z sakramentem pokuty wraz z wprowadzeniem ogólnego rozgrzeszenia? (w Europie Zachodniej spowiedź indywidualna po Soborze zanikła niemal całkowicie, wyparta przez udzielane ogółowi wiernych generalne „rozgrzeszenie” – przyp. tłum.). Czy naprawdę można spodziewać się korzyści duszpasterskich z pouczania wiernych, że po generalnej absolucji mogą oni przyjmować Komunię pomimo grzechów śmiertelnych, że powinni jedynie skorzystać z okazji do spowiedzi w ciągu najbliższych 6 miesięcy czy roku? Kto odważy się powiedzieć, że to naprawdę dla dobra dusz? Jakie wyobrażenie o grzechu śmiertelnym będą mieli wierni po takim pouczeniu?

Podobnie z sakramentem bierzmowania. Powszechnie stosowaną formą są dziś słowa: „Znaczę cię znakiem Krzyża. Przyjmij Ducha Świętego”. Jednak przy administrowaniu bierzmowania biskup musi wskazać wyraźnie specjalną łaskę sakramentalną, mocą której udziela Ducha Świętego. Nie ma bierzmowania, jeśli nie wypowie się słów: „Umacniam cię w Imię Ojca…”.

Biskupi często zarzucają mi i wypominają, że udzielam sakramentu bierzmowania na terenie, na którym nie mam jurysdykcji. Odpowiadam im, że bierzmuję, ponieważ wierni boją się, że ich dzieci nie otrzymały łaski bierzmowania, ponieważ mają poważne wątpliwości co do ważności sakramentu udzielanego w ich kościołach. Więc, aby mieć pewność ważności łaski sakramentalnej, proszą mnie, abym bierzmował ich dzieci. I odpowiadam na ich błaganie, ponieważ wydaje mi się, że nie mogę odmówić tym, którzy domagają się po prostu możliwości ważnego przyjęcia sakramentu. Żyjemy w czasach, gdy boskie, naturalne i nadprzyrodzone prawo mają pierwszeństwo przed pozytywnym prawem Kościoła, jeśli to ostatnie sprzeciwia się prawu boskiemu, zamiast do niego kierować.

Liberalizm przenika Kościół

Duch liberalizmu przenika dziś Kościół, przenika go od II Soboru Watykańskiego, prawie nie kryjąc już swych haseł: wolność to wolność religijna; braterstwo to ekumenizm; równość to kolegializm. Oto trzy zasady liberalizmu, dziedzictwo XVIII–wiecznych filozofów i rewolucji francuskiej.

Przyjmując te zasady, całkowicie sprzeczne z naturą i Wiarą, Kościół pracuje dla swego własnego zniszczenia. Prawdziwa równość nie jest możliwa, wyjaśnił to już papież Leon XIII w swojej encyklice o wolności. A braterstwo! Jeśli nie ma już ojca, w jaki sposób możemy je osiągnąć? Jeśli nie ma Ojca, nie ma Boga, jak możemy być braćmi? Zbratamy się z wrogami Kościoła, komunistami, buddystami, masonami?

I choć w przeszłości papieże sprzeciwiali się liberalizmowi odgadując dobrze, czym jest on w istocie, można dziś powiedzieć bez żadnej przesady, że liberalizm obezwładnił Kościół. Przeniknął katolicyzm, przeniknął naszą kulturę, nasze społeczeństwa, nasze uniwersytety i nasze szkoły. Nie oparła mu się żadna sfera życia, nawet nasze rodziny nie zostały oszczędzone. Nasze seminaria zostały zainfekowane ideami szerzonymi przez ludzi takich jak Teilhard de Chardin, głoszącymi, że prawda jest względna, ewoluująca i osobista. Nie ma już niezmiennej Prawdy i niezmiennych dogmatów. A wszystko to wynikło, niestety, z II Soboru Watykańskiego.

Odrzućcie reformy – przylgnijcie do Tradycji

Zdajemy sobie sprawę, że żyjemy w czasach straszliwego kryzysu – jak więc można od nas wymagać przyjęcia nowinek, które go wywołały?

Gdzie są dobre owoce tych reform, reformy liturgicznej, reformy seminariów, reformy zgromadzeń zakonnych? Jaki jest pożytek z tych wszystkich Kapituł Generalnych, co stało się ze zgromadzeniami, które reprezentują? Życie duchowne prawie zanikło, nie ma już nowicjuszy, nie ma powołań!

Arcybiskup Bernardin z Cincinnati uznał istnienie tego problemu, kiedy oświadczył na Synodzie Rzymskim „W naszych krajach – wypowiadał się w imieniu krajów anglojęzycznych – nie ma już powołań, ponieważ kapłani utracili swoją tożsamość”. Jest więc niezmiernie ważne, byśmy pozostali wierni Tradycji, gdyż bez Tradycji nie ma łaski, nie ma ciągłości Kościoła. Jeśli porzucamy Tradycję, współpracujemy przy niszczeniu Kościoła.

Miałem okazję powiedzieć kardynałom: „Czy nie widzicie, że soborowa Deklaracja o wolności religijnej jest wewnętrznie sprzeczna? Podczas gdy we wstępie oświadcza się, że Sobór pozostawia nienaruszoną tradycyjną katolicką doktrynę, główna część dokumentu jest całkowicie sprzeczna z Tradycją; jest sprzeczna z nauczaniem Grzegorza XVI, Piusa IX i Leona XIII”.

Stoimy przed wyborem: albo pogodzimy się z soborową Deklaracją o wolności religijnej i wyprzemy nauczania papieży, albo pozostaniemy wierni temu nauczaniu i odrzucimy tę Deklarację. Jest absolutnie niemożliwe wyznawać te wzajemnie sprzeczne zasady równocześnie.

Ja dokonałem wyboru: wybrałem Tradycję. Przylgnąłem do Tradycji wbrew nowinkom, które są jedynie nowym wcieleniem liberalizmu potępionego przez Stolicę Apostolską 150 lat temu. Kryterium prawdy w Kościele jest Tradycja. W przypadkach wątpliwych do niej musimy się odwoływać.

Nie wybrniemy z tej ślepej uliczki, jeśli nie powrócimy do Wiary, czystej i integralnej. Wiara jest jedna i niepodzielna; nie dopuszcza żadnego kompromisu z błędem. Nie może być uwspółcześniana. Nie możemy zmienić XX wieków nauczania Kościoła… Czym jest Tradycja, jeśli nie nauczaniem Kościoła z XX wieków?

Bóg, Jezus Chrystus, dał nam siebie w Eucharystii. Co piękniejszego mógł zrobić? Często mówię do seminarzystów: jeśli Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X posiada szczególną duchowość (…) jeśli jest jakieś szczególne znamię wyróżniające nasze Bractwo, to jest to nabożeństwo do Najświętszej Ofiary Mszy.

Potrzebujemy tego, drodzy Przyjaciele. Musimy pozwolić, by ta duchowość Mszy zawładnęła nami. Dotyczy to nie tylko kapłanów, ale też naszych zgromadzeń zakonnych, naszych braci i sióstr, a także wiernych świeckich… Musimy żywić dla Ofiary Mszy nabożność większą nawet niż wcześniej, gdyż to ona jest prawdziwym kamieniem węgielnym naszej Wiary. Niezbędny jest powrót do Tradycji Kościoła, do Najświętszej Ofiary Wszechczasów, do sakramentów wszechczasów, do czci i uwielbienia dla naszego Pana, który jest jedyną droga zbawienia.

Mam nadzieję, że dzięki naszym modlitwom i ofiarom Bóg sprawi, że ci, którzy sprawują władzę w Kościele, zrozumieją konieczność powrotu do Tradycji.

Zwróćmy się ku Maryi

Jak wiele musimy się modlić!

Jesteśmy świadkami ataku szatana na Kościół o rozmiarach, jakiego nigdy dotąd nie widziano! Musimy nieustannie modlić się o pomoc do Najświętszej Dziewicy – gdyż nie wiemy, jakie koszmary może przynieść nam jutro. Bóg nie będzie tolerował w nieskończoność tych bluźnierstw i świętokradztw, popełnianych przeciwko Jego chwale i majestatowi!

Wystarczy tylko uświadomić sobie potworność aborcji, lawinowo rosnącą liczbę rozwodów, ruinę prawa moralnego i powszechną pogardę dla samej Prawdy. Niemożliwe, by stan taki mógł trwać długo nie doczekawszy się kary Bożej, Jego straszliwego napomnienia. Dlatego musimy błagać o miłosierdzie Boga dla siebie i całej ludzkości, musimy walczyć! Musimy walczyć nieustraszenie o zachowanie Tradycji, o uratowanie przede wszystkim liturgii Mszy, ponieważ jest ona samym fundamentem Kościoła i chrześcijańskiej cywilizacji. Gdyby prawdziwa Msza nie była już odprawiana, Kościół przestałby istnieć, zniknąłby.

Musimy więc chronić tę liturgię, tę Ofiarę. To dla tej Mszy, a nie innej, zostały zbudowane nasze kościoły: dla Ofiary Mszy, nie dla wieczerzy, dla posiłku, wspomnienia czy Komunii. Nasi przodkowie zbudowali wspaniałe katedry i kościoły nie jako miejsce posiłku czy wspominek, ale dla Ofiary naszego Pana Jezusa Chrystusa, która kontynuuje się na naszych ołtarzach.

Musimy też modlić się o ponowne odkrycie tajemnicy kapłaństwa – społeczeństwo chrześcijańskie nie może żyć bez kapłanów. Kościół bez kapłaństwa nie jest już Kościołem.

Dlatego proszę was o żarliwą modlitwę za młodszych księży. Módlcie się, drodzy bracia, do Najświętszej Dziewicy, gdyż Ona jest Matką kapłanów i Matką kapłaństwa. Módlcie się o łaski świętych powołań, o pomoc i oświecenie dla Rzymu.

Módlcie się za naszych księży, za naszych seminarzystów, ponieważ teraz to oni muszą trzymać pochodnię Wiary, Wiary, którą Apostołowie, święci i papieże przekazali nam przez wieki. To ci młodzi księża, ci młodzi seminarzyści, ci duchowni, muszą dalej szerzyć panowanie naszego Pana Jezusa Chrystusa, urzeczywistniać Jego Królestwo. Potrzebują oni w tych trudnych czasach specjalnych łask. Niech więc przylgną do prawdziwej Wiary i przekazują ją wam. Niech przekazują waszym dzieciom i waszym rodzinom prawdziwą religię naszego Pana Jezusa Chrystusa. Musicie nieustannie wspierać ich modlitwą.

Wiecie, że odkąd założyłem Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X, wyświęciłem około 250 kapłanów (stan na rok 1985 – przyp. red. Zawsze wierni). Rozjechali się oni na cały świat, do Ameryki Pd., Ameryki Pn., Kanady, Australii i Afryki Pd., po całej Europie, wkrótce będą też prawdopodobnie w Afryce Równikowej. Pomagajcie wszystkim tym kapłanom przez wasze modlitwy, aby pozostali oni wierni Tradycji, wierni Magisterium XX wieków Kościoła, i jeśli będzie to konieczne, by przelali swą krew za naszego Pana Jezusa Chrystusa, za jego Królestwo.

Módlmy się, by Najświętsza Dziewica Maryja pobłogosławiła tym kapłanom, by strzegła katolickiego kapłaństwa i zapewniła mu przetrwanie. Prośmy o łaskę licznych powołań i głębokiego przywiązania do Kościoła katolickiego młodych dążących do kapłaństwa. Ofiarujmy nasze modlitwy różańcowe za Kościół i w intencji Ojca Świętego, aby nasze seminaria stały się na powrót szkołami kapłaństwa; aby duchowni mogli na nowo odkryć drogę prawdy, odrodzić się i powrócić do wiary i Tradycji XX wieków.

Wszystkie te intencje powinniśmy składać u stóp Najświętszej Dziewicy, gdyż potrzebujemy kapłanów, wielu kapłanów – i to świętych kapłanów. Liczę na wasze modlitwy za moich seminarzystów, aby mogli stać się oni prawdziwymi kapłanami, kapłanami, którzy mają wiarę, aby mogli oni sprawować prawdziwe sakramenty i celebrować prawdziwą Świętą Ofiarę Mszy. Dziękuję Wam.

Niech Bóg pobłogosławi wam mnogością kapłanów, w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen


Posoborowa liturgia w Austrii


Rewolucja francuska w Kościele katolickim – ks. prof. Michał Poradowski

Przez przeszło dwieście lat, rewolucja francuska daremnie usiłowała rozciągnąć się także i na Kościół katolicki, a osiągnęła to dopiero w czasie Drugiego Soboru Watykańskiego (DSW). Co więcej, osiągnęła nie tylko pewne wpływy na obrady tegoż Soboru, ale także i oczywiste triumfy. Już na początku Soboru, wśród jego uczestników, wyraźnie zamanifestowały się trzy pozycje: gorących entuzjastów ideologii rewolucji francuskiej, zdecydowanych wrogów tejże, oraz osób niezdecydowanych. Tak entuzjaści, jak i wrogowie ideologii rewolucyjnej usiłowali pozyskać owych niezdecydowanych.

Ale kim byli ci “niezdecydowani”? Byli to prawie wyłącznie biskupi z krajów pozaeuropejskich, a więc azjatyckich, afrykańskich, amerykańskich, australijskich, czyli osoby, które niewiele wiedziały o historycznej roli rewolucji francuskiej, a przede wszystkim o jej zdecydowanie antychrześcijańskim charakterze.

Dlaczego jednak znaczna część biskupów z krajów europejskich z takim entuzjazmem odnosiła się do ideologii rewolucji francuskiej? Odpowiedź jest bardzo prosta: bo albo byli masonami, albo też byli zwolennikami ideologii masońskiej, bo przecież rewolucję francuską przygotowała masoneria i to głównie jeśli chodzi o samą ideologię rewolucji i jej charakter antychrześcijański. Jak wielu było masonów wśród Ojców Soboru świadczą ich przemówienia jakby żywcem brane z encyklik papieskich, które potępiały masonerię i jej ideologię. Wystarczy zajrzeć do owych encyklik papieskich, poczynając od Klemensa XII z roku 1738 aż do Piusa XII, aby stwierdzić, że opinie te dziwnie pokrywały się lub co najmniej zbliżały do błędów potępionych przez papieży we wspomnianych wyżej encyklikach. Zresztą porównanie między rewolucją francuską i Soborem przyszło niemal w początkach obrad i to ze strony entuzjastów rewolucji francuskiej, gdyż porównanie to po prostu narzucało się, zwłaszcza jeśli chodzi o przebieg początkowych obrad soborowych. Przypomnijmy, że zwołanie Stanów Generalnych przez króla Francji Ludwika XVI i z jego inicjatywy (choć można podejrzewać, że inicjatywa ta została mu przez kogoś podsunięta), oraz drobiazgowe przygotowania tematów obrad, które miały na celu unowocześnienie ustroju państwa, to wszystko zostało już w pierwszej sesji odrzucone, lub co najmniej nie brano tego pod uwagę, gdyż zgromadzeni postanowili zrobić wszystko po swojemu i z własnej inicjatywy.

12046665_892971830794756_1862726535451838807_n

To samo stało się z Drugim Soborem Watykańskim, jako iż Ojcowie Soboru odrzucili materiał przygotowany przez Stolicę Apostolską i postanowili wszystko zacząć na nowo, według własnej inicjatywy, okazując w ten sposób zupełny brak szacunku dla Kurii Rzymskiej i jej pracowników, a więc postąpili zupełnie tak samo jak stało się w czasie rewolucji francuskiej. Ale nie ograniczono się tylko do owych porównań formalnych, lecz świadomie żądano, aby “duch” rewolucji francuskiej zapanował na Soborze. Wszyscy pamiętamy, jak kardynał Suenens oświadczył, że “Vaticanum II to jest rok 1789 w Kościele”, a więc porównał Drugi Sobór Watykański z rewolucją francuską, nadto dominikanin Yves Congar poszedł jeszcze dalej i porównał Sobór do rewolucji październikowej (i słusznie, gdyż rewolucja październikowa była tym dla Rosji co rewolucja francuska dla Francji). A obaj powiedzieli to z zachwytem i z wielką radością. W ten sposób prawie wszyscy uczestnicy DSW uznali jednogłośnie, że triumfuje na nim ideologia rewolucji francuskiej; jedni stwierdzili to z radością, a drudzy z ubolewaniem, ale opinia na ten temat była niemal jednomyślna.

Wkrótce okazało się, że zwolennicy ideologii rewolucji francuskiej stanowili większość, stąd też bez większych trudności narzucali swoje opinie i żądali całkowitej zmiany, tak co do ustroju prawnego Kościoła, jak też co do tradycyjnej nauki Kościoła. Usiłowano więc wszystko zmienić, ale nie zawsze w sensie udoskonalania, lecz raczej z zamiarem zrobienia wszystkiego na odwrót.

13707723_1130296667027839_8500484126218121445_n

I tak, na przykład, od czasów apostolskich aż do II Soboru Watykańskiego, Kościół był zawsze monarchią i to nie jakąkolwiek, gdyż nawet Mesjasz był zapowiadany przez proroków jako król. Królowie, przybywający do Palestyny kierowani przez gwiazdę, zapytywali Heroda: gdzie się narodził przyszły król Izraela, stąd też i rzeź niewiniątek, zarządzona przez Heroda. Jezus z Nazaretu został skazany jako Bóg-człowiek, ale także jako król i sam bardzo często nauczał o Królestwie Bożym. Dlatego też Kościół od początku przyjął ustrój monarchiczny i zachował go aż do DSW, czego nie należy mieszać ze sprawą Państwa Kościelnego i jego ustroju monarchistycznego. Cały ustrój Kościoła, aż do DSW, był zawsze monarchiczny i to w sensie takim, że władza jego szła z góry, od Boga, od papieża aż do proboszcza wiejskiego, a prawo kanoniczne drobiazgowo określało odnośną jurysdykcję. Kościół był więc monarchią “par excellence” i to zupełnie niezależnie od zmiennych sytuacji politycznych, będąc już monarchią przed posiadaniem własnego Państwa, jak i też po jego utraceniu, czy też kiedy odzyskał je symbolicznie jako Citta del Vaticano. Miało to swoje ogromne konsekwencje praktyczne, jak na przykład pełnia władzy papieża, niezależność władzy biskupa w swej diecezji, czy też proboszcza w swej parafii, oczywiście zawsze według przepisów prawa kanonicznego.

Cała ta monarchiczna struktura Kościoła została zniszczona przez Drugi Sobór Watykański, a to głównie dlatego, że DSW, będąc entuzjastą ideologii rewolucji francuskiej, wprowadził do wewnątrz Kościoła ustrój demokratyczny i to demokracji nie starożytnej, a wiec ateńskiej, lecz demokracji rewolucji francuskiej, a wiec demokracji totalitarnej, bo russonianej. To już nie wola Boga, Chrystusa Króla, rządzi Kościołem-monarchią, przez swego wikariusza-papieża, ale “Lud Boży” przez nowoczesne struktury demokratyczne. Po DSW bowiem papieże nie mają już władzy królewskiej i we wszystkim, zgodnie z prawem kanonicznym już zdemokratyzowanym, muszą odwoływać się do najrozmaitszych instytucji demokratycznych, jak Sobory, Synody itd. i działać według “woli ludu”, jak w każdym ustroju demokratycznym. Podobnie też zmieniła się sytuacja wszystkich biskupów, gdyż zostali pozbawieni pełni władzy, którą mieli w dawnym ustroju monarchistycznym Kościoła, a obecnie zależą nie tylko od Rzymu, czyli od Stolicy Apostolskiej, lecz także od Synodów i ich postanowień, a przede wszystkim od Episkopatu i jego “demokratycznych” uchwał. To samo odnośnie proboszczów, którzy dawniej, w ustroju monarchistycznym Kościoła, mieli pełnie władzy w swych parafiach, podczas gdy obecnie ich władza została bardzo ograniczona, a to głównie przez swych własnych parafian, których muszą się radzić niemal we wszystkich sprawach i prosić o pozwolenie “rady parafialnej”. Stąd też zupełna zmiana w nowym kodeksie prawa kanonicznego.

I019_Abuse

Można dyskutować, czy ustrój poprzedni, a więc monarchistyczny, był lepszy od obecnego ustroju demokratycznego, ale nas interesuje tutaj zupełnie co innego, a mianowicie stwierdzenie, że rewolucja francuska, a według niektórych, jak widać, rewolucja październikowa czyli bolszewicka, odniosły triumf w Kościele, narzucając mu swoją ideologię polityczną, w miejsce zasad jakie dał mu sam Chrystus Pan. Łatwo jest zdać sobie sprawę z tej zasadniczej zmiany, porównując treść poprzedniego i obecnego Kodeksu Prawa Kanonicznego, i to nie tylko co do sprawy ustroju Kościoła, ale także i przede wszystkim odnośnie wszystkich zwyczajów życia chrześcijańskiego; wiele z tego co w dawnym Kodeksie Prawa Kanonicznego było zakazane, w obecnym Kodeksie jest nakazane lub co najmniej dozwolone. A nie są to sprawy banalne, bo za nimi znajdują się bardzo ważne zasady moralne i dogmatyczne. W dawnym ustroju monarchicznym spełniała się wola Boża, wola Chrystusa Pana, a w ustroju demokratycznym, obecnie zaprowadzonym, spełnia się wolę człowieka, wolę ludu i jego zachcianki, często całkowicie sprzeczne z wolą Boga i z nauką Chrystusa Pana. Nadto, ta “wola ludu” w praktyce sprowadza się do woli “większości głosów”, a więc decyduje liczba, a nie racja czy słuszność. Widzimy obecnie jak często, w parlamentach krajów tradycyjnie chrześcijańskich, przechodzą większością głosów ustawy całkowicie niezgodne z wolą Boga. Bóg mówi: “nie zabijaj”, a wola ludu uchwala ustawy pozwalające na zabijanie nienarodzonych. Bóg mówi przez słowa liturgii ślubnej do małżonków: “nie porzucę cię aż do śmierci”, a “wola ludu” uchwala ustawy o rozwodach. Trzeba pamiętać, że demokracja rewolucji francuskiej nie uznaje ani prawa naturalnego, ani też Dekalogu.

Wejście demokracji rewolucji francuskiej do wnętrza Kościoła spowodowało także zasadniczą zmianę roli Kościoła w społeczeństwie jako takim. Kościół monarchistyczny, rządzony przez Chrystusa Króla, służył Bogu, a obecny Kościół demokratyczny sam podkreśla w dokumentach II Soboru Watykańskiego, iż służy człowiekowi i ludzkości, a ta “ludzkość” często utożsamia się z tzw. “światem”, a przecież Chrystus Pan przestrzega nas przed “światem”, jako iż ten “świat” jest jeszcze często pod władzą szatana (wystarczy przypomnieć czasy Hitlera w Niemczech, czy też Stalina w Rosji). św. Jakub pisze: “…czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem?” (4,4). Niektóre idee rewolucji francuskiej wtargnęły do Kościoła już uprzednio, ale były przez autorytety kościelne zwalczane; dopiero w czasie Vaticanum II niektóre z nich zostały częściowo lub całkowicie przyjęte przez dokumenty soborowe, a wśród nich przede wszystkim sprawa poszanowania przekonań osobistych, czyli “głosu sumienia” i jego skutków, a więc uznania innych religii, nawet pogańskich, jako równych religii katolickiej. Przypomnijmy, że według biskupa Dillona był to główny postulat masonerii.

ew1

Cały szereg zasad i idei całkowicie obcych tradycyjnej nauce Kościoła, głoszonych przez entuzjastów rewolucji francuskiej, zaczęło przenikać do wnętrza życia religijnego Kościoła, mimo iż były one wielokrotnie przez poprzednich papieży odrzucane i napiętnowane jako heretyckie, lub co najmniej jako całkowicie niezgodne z nauką Kościoła, zwłaszcza przez ostatnich papieży przedsoborowych, a więc przez Piusa IX, Piusa X, Piusa XI i Piusa XII. Tak zwana “nowa teologia”, oparta na potępionym modernizmie, ukazuje się jeszcze przed drugą wojną światową, ale to dopiero po zwołaniu Vaticanum II i w czasie jego obrad zaczyna się proces asymilacji tych herezji wśród katolików i przesiąkanie ich do dokumentów II Soboru Watykańskiego, a zwłaszcza do ich interpretacji. Ta “nowa teologia” zrywa całkowicie z “teologią tradycyjną” Kościoła katolickiego, z nauką Kościoła niemal dwutysiącletnią, bo od czasów Chrystusa Pana i Apostołów aż do DSW. Teologia tradycyjna była i jest aż do dzisiaj oparta na tzw. “philosophia perennis”, czyli na filozofii chrześcijańskiej, wypracowanej przez Ojców Kościoła, jako podstawy teologii katolickiej, nie każda bowiem filozofia może być przydatną dla teologii katolickiej, a tylko takie filozofie, które szanują metafizykę, szukającą prawdy, jako iż właśnie z prawdą utożsamia się Chrystus Pan i Jego nauka. Nadto, aby prawda mogła być zrozumiale przedstawiona, konieczna jest odpowiednia terminologia, czyli dokładne określenie znaczenia słów i właśnie philosophia perennis jest jedyną filozofią, która dzięki nieustannej i żmudnej pracy filozofów, wypracowała konieczną terminologie. Było to dzieło wielu wieków, a skromne lecz bardzo ważne jej podstawy przygotowała już filozofia Sokratesa, Platona i Arystotelesa, dzięki czemu pierwsi Ojcowie Kościoła mogli wypracować podstawy terminologii teologicznej. Trudno tu nie wspomnieć głośnego filozofa chrześcijańskiego jakim był Boethius, który najbardziej przyczynił się do wypracowania terminologii filozoficzno-teologicznej, dzięki której powstała philosophia perennis, pozwalająca na uprzystępnienie wiernym największych tajemnic Wiary, jak np. Trójcy Przenajświętszej, czyli istnienia jednego Boga w trzech osobach, Ojca, Syna i Ducha świętego, czy też tajemnicy Chrystusa Pana jako Boga i człowieka, a więc jednej osoby, ale dwóch natur: boskiej i ludzkiej. Ta philosophia perennis pierwszych wieków została nadzwyczajnie wzbogacona i pogłębiona przez św. Tomasza z Akwinu, dając tak zwany “tomizm”, który stał się podstawą filozoficzną teologii.

judios2

Dopóki teologia chrześcijańska, a przede wszystkim teologia katolicka posługiwała się ową filozofią, a zwłaszcza tomizmem, wszystko w Wierze było jasne, zrozumiałe i poprawne, tak było w Kościele katolickim mniej więcej aż do drugiej wojny światowej, a jeśli pojawił się jakiś niedouczony teolog to Stolica Apostolska zabierała głos. Stąd też tak liczne encykliki wspomnianych już uprzednio papieży Piusów, od IX aż do XII. Przez niedouczonych teologów należy rozumieć tych, którzy odrzucili philosophia perennis, a przede wszystkim tomizm i zaczęli posługiwać się współczesnymi filozofiami, które absolutnie nie nadają się do rozważań teologicznych. Wspomniana już “nowa teologia” właśnie posługuje się owymi pseudofilozofiami współczesnymi, jak np. egzystencjonalizmem lub fenomenologią, a tym bardziej tzw. “filozofią działania” (Blondel). Wyjątkowo można by w pewnych wypadkach posługiwać się w teologii tzw. “filozofią czynu” Augusta Cieszkowskiego, ponieważ filozofia ta daje pierwszeństwo “prawdzie”, gdyż ta prawda metafizyczna dla Cieszkowskiego utożsamia się z Chrystusem Panem (zob. Cieszkowskiego Ojcze nasz).

Wszystkie współczesne pseudoteologie opierają się albo na egzystencjonalizmie, albo też na fenomenologii, stąd też nie są teologiami, lecz mają charakter wyłącznie osobistych opinii, a opinie te, jeśli chodzi o pisarzy przed II Soborem Watykańskiem, a więc jeszcze za życia papieży Piusów, zostały potępione i uznane za heretyckie. Niestety, mimo tych potępień, naucza się ich obecnie w Seminariach i na katolickich Wydziałach Teologicznych, stąd też zamęt jaki panuje obecnie w naszym życiu religijnym. Stąd też tylko powrót do philosophia perennis może położyć kres tym bałamuctwom.

10157347_787262741342863_6587589695326374882_n

Wielkim triumfem rewolucji francuskiej w Kościele katolickim jest porzucenie “teocentryzmu” i zastąpienie go “antropocentryzmem”. Cały światopogląd chrześcijański jest zbudowany na teocentryzmie i nie może istnieć światopogląd chrześcijański bez teocentryzmu, stąd też porzucenie teocentryzmu jest unicestwieniem chrześcijaństwa. Sprawa ta jednak nie jest taka prosta, gdyż wchodzi tutaj w grę także i fakt Wcielenia, a więc przyjęcia przez Słowo Boże natury człowieka. Stąd też kiedy papież Paweł VI z dumą głosił światu, oświadczając: “My również mamy kult człowieka”, wierzący katolicy odnieśli to oświadczenie do Jezusa z Nazaretu, czyli do człowieczeństwa Chrystusa Pana, który przez przyjęcie natury ludzkiej w łonie Najświętszej Dziewicy, stał się Bogiem-człowiekiem, stąd to i wyłącznie to człowieczeństwo Chrystusowe może odbierać kult religijny wśród chrześcijan, ale nigdy, w żadnym wypadku, jakiejkolwiek innej osoby, a nawet nie osoby Najświętszej Marii Panny. Kościół, w ciągu całej swej historii, zawsze rozróżniał między kultem religijnym Boga i kultem świętych, wyniesionych na ołtarze (figury, obrazy itd.). Kult Boga w Kościele katolickim zawsze był i jest uważany jako adoracja, zwany “latria”, kult zaś świętych tylko jako czczenie, a więc jako “dulia”, natomiast kult religijny Matki Bożej jako “superdulia”, a więc Kościół zawsze bardzo wyraźnie rozróżniał między kultem Boga i stworzeń boskich.

Tak więc, w czasie DSW, mimo dążności do zastąpienia tradycyjnego teocentryzmu przez antropocentryzm, istniała nadal świadomość, że “kult człowieka”, tak wychwalany przez papieża Pawła VI, nie ma nic wspólnego z antropocentryzmem ideologii rewolucji francuskiej, ale obecnie, trzydzieści lat po DSW, już nie przypomina się tajemnicy Wcielenia, lecz wprost mówi się o człowieku jako takim. Stąd też poprzedni antropocentryzm, usprawiedliwiany przez dogmat Wcielenia, został zastąpiony zwykłym i wulgarnym antropocentryzmem. Co więcej, zwolennicy Teilhard’a de Chardin, nawiązują nawet do ewolucji, uważając, że to dzięki niej małpa stała się człowiekiem. Jest to więc antropocentryzm zoologiczny, a więc jak najbardziej zgodny z ideologią rewolucji francuskiej. Tak zwana “nowa teologia” właśnie jest budowana na tym ewolucyjnym antropocentryzmie, a więc jest też całkowicie sprzeczna z teologią tradycyjną.

rohinga

Ten ewolucyjny antropocentryzm, głoszony w czasie DSW, jeszcze bardziej zapanował w życiu religijnym katolików, kiedy po Soborze zaczęto przeprowadzać najrozmaitsze reformy i zmiany w liturgii Kościoła katolickiego. Cała liturgia dwutysiącletnia była liturgią teocentryczną, poczynając od stylu budowy świątyń, kościołów i kaplic, które własną strukturą były skierowane ku Bogu, ku Niebiosom, ku wieczności. Przepiękne katedry średniowiecza do dziś mówią nam o Bogu, o Trójcy Przenajświętszej, o wieczności. Bardziej jeszcze mówią do nas witraże, obrazy, rzeźby, a to dlatego, że panował wśród wiernych teocentryzm. Obecnie, po reformach posoborowych, to co nowe, czy to budowle, czy malowidła, obrazy, figury, ołtarze niewiele mówią nam o Bogu i wieczności, gdyż są już przesiąknięte antropocentryzmem. Najbardziej widać to w zmianie liturgii. Ołtarz już nie jest ukierunkowany ku Bogu, ale ku ludziom. Celebrant też jest zwrócony ku wiernym, biorącym udział w ceremonii, a nie ku Bogu. Najświętszy Sakrament dawniej znajdował się w centrum kościoła, a dziś nieraz trudno go znaleźć. Cała liturgia Mszy świętej została tak zmieniona, że nic w niej nie zostało z teocentryzmu, gdyż wszystko zostało podporządkowane antropocentryzmowi. Nieliczni świeci, którzy ocaleli w okresie nowego obrazobórstwa posoborowego, chyba ze zdumieniem patrzą na to co się w świątyni obecnie dzieje; zapewne zapytują czy owe ceremonie mają coś wspólnego z dawną Mszą świętą, czy też są to jakieś protestanckie zebrania; i nic dziwnego skoro obecna liturgia mszalna została wzięta z protestanckiej ceremonii. Tak to antropocentryzm wyrugował teocentryzm.

Największe jednak spustoszenie dokonał w tak zwanej “nowej teologii”, której “nowość” polega właśnie na całkowitym zerwaniu z teologią tradycyjną i na powrocie do wszelkich poglądów heretyckich, jakie ukazywały się w ciągu dwutysiąclecia chrześcijaństwa.

wpid-wp-1440903218850_kindlephoto-103992393

Ta “nowa teologia” daje nam nowe pojęcie Kościoła, całkowicie niezgodne z pojęciem tradycyjnym. Aż do II Soboru Watykańskiego Kościół był pojmowany przede wszystkim jako Ciało Mistyczne Chrystusa Pana, według teologii św. Pawła. Do Kościoła należały tylko i wyłącznie osoby wierzące w Chrystusa Pana, jako Boga-człowieka i w naukę Kościoła, a przyjmowani byli do Kościoła przez Chrzest św. Natomiast “nowa teologia” pojmuje Kościół jako wspólnotę wszystkich ludzi, żyjących na planecie Ziemia, a więc także i nie wierzących i nie ochrzczonych, a nawet takich, którzy o Kościele nic nie słyszeli i go nie znają, ale przez “nową teologię” są uważani jako “chrześcijanie anonimowi”. Takie pojęcie Kościoła zrujnowało misjonarstwo, bo po co misjonarze mają nawracać pogan, jeśli ci, będąc poganami, i tak należą do Kościoła i będą zbawieni?

“Nowa teologia” narzuciła także katolikom nowe pojęcia ekumenizmu, który jest pojmowany jako zjednoczenie wszystkich religii, nawet pogańskich, które, aż do II Soboru Watykańskiego uważane były jako szatańskie, a to na podstawie psalmu 95, który mówi: “quoniam omnes dii gentium daemonia”, czyli: bożkowie pogan są demonami.

Tę “nową teologię” naszych czasów charakteryzuje także przesadny subiektywizm, czyli szukanie pewności tylko i wyłącznie we własnej świadomości, a więc w sobie samym, a nie w świecie zewnętrznym, czyli w Objawieniu zawartym w Piśmie św. i w Tradycji, ani też w oficjalnej nauce Kościoła, głoszonej w ciągu wszystkich wieków jego istnienia. Ta “nowa teologia” nie bierze więc pod uwagę Depositum Fidei, o którym tak gorliwie przypominał św. Paweł w liście do Tymoteusza (2 Tym. l, 12). Także tradycyjna nauka Kościoła nie interesuje tej “nowej teologii”, stąd też jej najrozmaitsze dziwactwa i bałamuctwa, jak np. że wszyscy ludzie będą zbawieni, niezależnie od tego w jaki sposób żyją, a więc że nie istnieje piekło, a przecież Chrystus Pan powiedział: “Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, zbawion będzie, a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (św. Mk 16, 15-16).

05-kswns

Ukazał się też w tej “nowej teologii” nowy personalizm, zupełnie inny niż ten tradycyjny, oparty na filozofii Boethiusa i św. Tomasza z Akwinu. Ten “nowy personalizm” to pogański kult człowieka, nawiązujący do myśli Spinozy, Kanta i Hegla, a przesiąknięty panteizmem.

Głównymi przedstawicielami tej “nowej teologii”, potępionej wielokrotnie przez ostatnich papieży przedsoborowych, są Karl Rahner, Yves Congar, Alois Grillmeier, Hans Kung, De Lubac, Semmelroth, Urs von Balthazar i Schillebeeck.

Oto niektóre triumfy rewolucji francuskiej w Kościele katolickim.

Największym jednak triumfem rewolucji francuskiej jest to, że w miejsce tradycyjnej zasady: “wszystko dla większej chwały Boga”, II Sobór Watykańskie wprowadził zasadę: “wszystko na ziemi powinno być podporządkowane człowiekowi” (Gaudium et Spes, 12, 1), czyli triumf antropocentryzmu nad teocentryzmem.

10505506_1437002229901924_1076632248362049063_n


KYRIE ELEISON!