Bp Ryszard Williamson

IMG3322
Biskup Ryszard Williamson

Jego Ekscelencja biskup Ryszard Williamson urodził się 8 marca 1940 roku w Anglii. Ukończył Uniwersytet w Cambridge i rozpoczął karierę nauczycielską. Następnie po nawróceniu z anglikanizmu na katolicyzm, w październiku 1972, wstąpił do seminarium w Ecône. Wyświęcony został na kapłana przez Arcybiskupa Marcelego Lefebvre w dniu 29 czerwca 1976 roku. Przez wiele lat był rektorem seminarium Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X w Stanach Zjednoczonych. W dniu 30 czerwca 1988 roku przyjął sakrę biskupią z rąk przez Arcybiskupa Marcelego Lefebvre, którego dzieło kontynuuje.


Komentarze Eleison J.E. Ks. Biskupa Ryszarda Williamsona


Komentarz Eleison nr CCCXXVII (327)

FRANCISZEK BEZBOŻNY

19 października 2013

Dziewięć cytatów z wywiadów Franciszka, które udowadniają, że nie ratuje on tonącego człowieka współczesnego, ale tonie razem z nim.

Katolicy, którzy zachowali jakikolwiek rzeczywisty zmysł swej wiary gorszą się słowami i czynami człowieka obecnie zasiadającego na Stolicy Piotrowej. Można się wręcz zastanawiać, czy nie został tam posadzony, aby zniszczyć to, co pozostało jeszcze z Kościoła katolickiego. Jak prawdziwe dziecko Soboru Watykańskiego II, odwraca się od Boga w stronę człowieka. Oto dla przykładu pierwsze dziewięć z jedenastu kluczowych cytatów wyjętych (nie przeze mnie) z wywiadu udzielonego 24 września przez Franciszka ateistycznemu redaktorowi włoskiej gazety.

Cytaty 2 do 5 dotyczą Kościoła (streszczam): 2 Administracja kościelna musi być bardziej horyzontalna, mniej wertykalna. 3 Kuria rzymska jest zbyt skupiona na sobie. Musi wyjść do ludzi. 4 Papież nie może już dłużej być królem otoczonym przez pochlebiających mu dworzan. 5 Zbyt wielu kapłanów jest skupionych na sobie i przeszkodą dla chrześcijaństwa. Otóż cytaty takie, jak te, spodobają się oczywiście nowoczesnej demokratycznej publice, która nigdy nie lubiła, jak oficjalny Kościół mówił jej, co robić, ale czy te cytaty są słuszne i sprawiedliwe wobec niezliczonych papieży, kurii, administracji i kapłanów, którzy poprzedzali Franciszka przez 1900 lat podtrzymując strukturę Kościoła dla zbawienia dusz? Czy Franciszek w przeciwieństwie do nich pozostawi po sobie jakąkolwiek trzymającą się na nogach strukturę, jakiekolwiek zbawione dusze?

Cytaty 1 i 6 dotyczą świata: 1 Pod moim nadzorem, Kościół pozostanie z dala od polityki. Aby pozwolić by demokratyczni ludzie rzucili się do piekła? 6 Najgorsze problemy świata dziś to bezrobocie młodych i samotność starszych. Otóż, są to dwa prawdziwe ludzkie problemy dnia dzisiejszego, ale dlaczego? Czyż nie dlatego, że właśnie ludzie Kościoła tacy jak Franciszek zostawiają politykę politykom, stawiającym pieniądze przed młodymi ludźmi? I ponieważ tacy ludzie Kościoła jak on odmawiają egzekwowania tych praw kościelnych, które zespalając rodzinę pomagają jej dbać o starszych?

Cytaty 7 i 9 dotyczą religii: 9 Jezus dał nam tylko jedną drogę zbawienia, miłość wzajemną (między ludźmi – przyp. tłum.). Ale miłość bliźniego bez uprzedniej miłości Boga staje się nienawiścią bliźniego, [jak] na przykład komunizm. 7a Nawracanie ludzi nie ma sensu. Ma jak największy sens, jeśli, a tak jest, nikt nie może pójść do nieba nie wierząc w Boga i Jego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa! 7b Wszyscy musimy się wymieszać i prowadzić się nawzajem ku Dobru. Ależ wszyscy musimy prowadzić się razem ku Bogu. Czymże innym jest Dobro? Jeśli Franciszek nie będzie wspominał o Bogu, kto będzie wierzył w Boga?

Cytat 8 jest najcięższy ze wszystkich: 8a Wierzę w Boga, nie w katolickiego Boga, nie ma katolickiego Boga. To jest poważnie mylące. Prawda, Bóg jest Bogiem wszystkich ludzi, ale ustanowił dla wszystkich ludzi jedną religię i tylko jedną religię, a tą jest religia katolicka. Zatem Bóg katolicyzmu jest jednym jedynym prawdziwym Bogiem. 8b Jezus jest jego wcieleniem, moim nauczycielem i moim pasterzem, ale Bóg Ojciec, Abba, jest światłem i Stwórcą. Również poważnie mylące. Czyż to „ale” nie sugeruje, że Jezus nie jest Stwórcą? Czy Franciszek wierzy, że Jezus jest kimś więcej niż zwykłym człowiekiem? 8c Każdy ma swoje własne pojęcie dobra i zła i musi wybrać podążanie za dobrem i walkę ze złem takimi, jakie je pojmuje. To wcale nie jest mylące. To jest negacja wszelkiej obiektywnej moralności, negacja wszystkich zasad katolickiej moralności. Jest to zaproszenie dla wszystkich ludzi, by robili, co im się podoba. Pochodzące z ust człowieka, który według wszelkich pozorów jest katolickim papieżem, to czyste szaleństwo.

Papież Franciszek może się usprawiedliwiać, że próbuje dotrzeć do nowoczesnego człowieka, ale docieranie do niego bez Boga jest jak wskakiwanie do niebezpiecznej rzeki, aby pomóc tonącemu człowiekowi bez liny przywiązanej do brzegu. Po prostu utonie się z nim. Wasza Świątobliwość nie pomaga, tylko tonie!

Kyrie eleison.


List otwarty biskupa Ryszarda Williamsona do biskupa Bernarda Fellay z dnia 19 października 2012 roku dotyczący „wykluczenia” z FSSPX

Ekscelencjo,

Dziękuję za list z 4 października, w którym Ekscelencja informuje mnie na polecenie Rady Generalnej i Kapituły Generalnej o „uznaniu”, „deklaracji” i „decyzji”, że nie jestem już członkiem Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Powody decyzji o wykluczeniu Waszego sługi, jakie Ekscelencja mi przekazał, są następujące: kontynuowanie publikacji „Komentarzy Eleison”, atakowanie przełożonych Bractwa, prowadzenie niezależnego apostolatu, wspieranie zbuntowanych współbraci kolegów rebeliantów, formalne, uparte i zawzięte nieposłuszeństwo, odseparowanie się od Bractwa, brak podporządkowania władzom.

Czyż wszystkich tych powodów nie można by podsumować jako nieposłuszeństwo?  W ciągu ostatnich dwunastu lat sługa Waszej Ekscelencji pewnie wypowiedział słowa i robił rzeczy, które były przed Panem Bogiem niewłaściwe i przesadne, ale myślę, że wystarczyło mu je punkt po punkcie wskazać, aby za nie przeprosił, zgodnie z prawdą i sprawiedliwością. Bez wątpienia zgadzamy się jednak, że główny problem nie tkwi w tych szczegółach, że może być określony jednym słowem: nieposłuszeństwo.

Wskażmy zatem od razu, jak wielu mniej lub bardziej przykrym poleceniom Przełożonego Generalnego był niezawodnie posłuszny Wasz sługa. W 2003 roku opuścił ważny i owocny apostolat w USA, by przenieść się do Argentyny.  W 2009 roku opuścił stanowisko rektora seminarium i wyjechał z Argentyny, by przez trzy i pół roku próchnieć na londyńskim strychu bez wykonywania funkcji biskupich, których mu odmawiano. Jedyne co mu zostało jako posługa duszpasterska to właściwie cotygodniowe „Komentarze Eleison”. Odmowa zaprzestania ich publikowania stanowi znaczną część „nieposłuszeństwa”, o które jest oskarżany. A od 2009 roku przełożeni Bractwa pozwalali sobie na dyskredytowanie i znieważanie go ile tylko tego pragnęli, a członkowie Bractwa na całym świecie byli zachęcani ich przykładem do robienia tego samego, jeśli tylko mieli na to ochotę.  zachęcając do tego samego wszystkich chętnych członków Bractwa całego świata. Sługa Waszej Ekscelencji prawie nie reagował, przedkładając ciszę nad gorszące konfrontacje. Ktoś mógłby nawet powiedzieć, że uparcie odmawiał nieposłuszeństwa. Ale nie ważne, bo nie to jest istotą prawdziwego problemu.

Gdzie zatem tkwi prawdziwy problem? W ramach odpowiedzi pozwól oskarżonemu przedstawić szybki przegląd historii Bractwa, od którego rzekomo sam się odseparował. Bowiem istota problemu sięga  naprawdę daleko wstecz.

Od czasów rewolucji francuskiej pod koniec XVIII wieku w wielu poprzednio chrześcijańskich państwach zaczął tworzyć się Nowy Porządek Świata, zaprojektowany przez wrogów Kościoła, by wypędzić Boga ze stworzonego przez Niego świata. Najpierw stary ład, w którym tron wspierał ołtarz, został zastąpiony przez rozdział Kościoła od państwa. W rezultacie społeczeństwo zostało zorganizowane w radykalnie odmienny sposób, co wiązało się z szeregiem trudności dla Kościoła, ponieważ państwo, będące odtąd domyślnie bezbożne, w ostatecznym rozrachunku było zobowiązane do tego, by walczyć z całych sił z religią Boga. Jak można się było spodziewać, masoni przystąpili do zastępowania prawdziwego kultu Pana Boga kultem wolności, a więc kultem, którego jedynie narzędziem jest państwo obojętne w sprawach religijnych. W ten oto sposób rozpoczęła się we współczesnych czasach bezwzględna wojna między religią Boga, bronioną przez Kościół katolicki, a religią człowieka, wyzwolonego od Boga i liberalnego. Te dwie religie są nie do pogodzenia jak Pan Bóg i diabeł. Trzeba dokonać wyboru między katolicyzmem a liberalizmem.

Jednak człowiek chce mieć ciastko i zjeść ciastko. On nie chce stawać wobec konieczności dokonania wyboru. On chce i tak, i tak. Dlatego w ślad za rewolucją francuską Félicité de Lamennais wynalazł liberalny katolicyzm i od tego momentu zaczął się on rozprzestrzeniać w Kościele jako próba pogodzenia rzeczy, których pogodzić się nie da. W swym miłosierdziu Pan Bóg przez 120 lat dawał Kościołowi szereg papieży, od Grzegorza XVI do Piusa XII, którzy w większości przypadków mieli trzeźwy ogląd rzeczywistości i twardo stąpali po ziemi, ale coraz większa liczba wiernych skłaniała się w stronę niezależności od Boga oraz materialnych przyjemności, co liberalny katolicyzm czynił po prostu bardziej przystępnym. Zepsucie rozprzestrzeniało się, aż zainfekowało biskupów i kapłanów, a wtedy Pan Bóg dopuścił, by wybierali takich papieży, jakich preferowali, a zatem takich, którzy udawaliby, że są katolikami, a w rzeczywistości byliby liberałami, których słowa byłby prawoskrzydłowe, ale działania  lewoskrzydłowe, którzy cechowaliby się sprzecznościami, dwuznacznością, heglowską dialektyką, czyli mówiąc krótko kłamstwami. Oto właśnie Neo-Kościół Soboru Watykańskiego II.

To musiało się tak skończyć. Tylko marzyciel może połączyć to, czego w rzeczywistości połączyć się nie da. Jednak Pan Bóg, jak mówił św. Augustyn, nie opuszcza dusz, które wpierw nie opuściły Jego. Dlatego przyszedł z pomocą do małej pozostałej garstki dusz, która nie chciała brać udziału w cichej apostazji Soboru Watykańskiego II. Powołał Arcybiskupa, by przeciwstawił się zdradzie soborowych hierarchów. Będąc realistą, nie pragnął on pogodzenia tego, czego połączyć się nie da, odrzucił mrzonki, Arcybiskup mówił jasno, a logika i prawda umożliwiają owcom rozpoznanie głosu Boskiego Mistrza. Bractwo Kapłańskie, które założył, by formować prawdziwie katolickich kapłanów, rozpoczynało działalność na małą skalę, ale poprzez swoje zdecydowane odrzucenie soborowych błędów i ich fundamentu w postaci liberalnego katolicyzmu przyciągnęło pozostałych na całym świecie prawdziwych katolików i stało się swoistym kręgosłupem całego ruchu w Kościele, który nazwano tradycjonalizmem.

Jednak ten ruch jest nie do zniesienia dla dostojników Neo-Kościoła, którzy katolicyzm pragną zastąpić liberalnym katolicyzmem. Wspierani przez media i rządy robią wszystko, co tylko mogą, by zdyskredytować, obrzucić oszczerstwami i usunąć w cień odważnego Arcybiskupa. W 1975 roku Paweł VI nakłada na niego suspensę a divinis, a w 1988 roku Jan Paweł II „ekskomunikuje” go. Jest on wielkim problemem dla soborowych papieży, ponieważ jego głos prawdy demaskuje ich stek kłamstw i zagraża zdradzie, której pragną dopełnić. Pomimo bycia prześladowanym, nawet pomimo bycia „ekskomunikowanym”, on trwał niezłomnie, podobnie jak znaczna część kapłanów jego Bractwa.

Dzięki tej wierności wobec prawdy Pan Bóg udziela Bractwu kilkanaście lat wewnętrznego pokoju i zewnętrznego rozkwitu. W 1991 roku umiera wielki Arcybiskup, ale przez kolejne dziewięć lat jego dzieło jest kontynuowane, trwa wiernie antyliberalnym zasadom, na których zostało zbudowane. Cóż więc zrobią posoborowi Rzymianie, aby położyć kres temu ruchowi oporu? Zamienią kij na marchewkę.

W 2000 roku wielka pielgrzymka Bractwa do Rzymu z okazji Roku Jubileuszowego uwidacznia w bazylikach i na ulicach Rzymu siłę Bractwa. Rzymianie, czy tego chcą czy nie, są pod wrażeniem. Pewien kardynał zaprasza czterech biskupów Bractwa na wystawny obiad do swojego apartamentu. Trzej z nich zaproszenie przyjmują. Tuż po tym jakże braterskim spotkaniu kontakty między Rzymem a Bractwem, które przez ostatnie dwanaście lat były zdecydowanie chłodne, odżywają, a wraz z nimi rozpoczyna się potężny proces uwodzenia, można by powiedzieć, za pomocą purpurowych guzików i marmurowych sal.

Zaiste kontakty stają się coraz cieplejsze tak szybko, że już pod koniec roku wielu kapłanów i wiernych Tradycji zaczyna się obawiać próby pogodzenia katolickiej Tradycji z liberalnym Soborem. W tamtym momencie do tego jeszcze nie dochodzi, ale język Domu Generalnego Bractwa w Menzingen zaczyna się zmieniać, a przez następne dwanaście lat staje się coraz mniej niechętny wobec Rzymu, a coraz bardziej otwarty na Neo-Kościół, media i świat. Skoro na szczycie Bractwa przygotowywana jest droga do pogodzenia tego, czego pogodzić się nie da, to stosunek kapłanów i wiernych wobec soborowych papieży i soborowego Kościoła, wobec tego, co światowe i liberalne, staje się coraz bardziej łagodny. Ostatecznie, czy współczesny świat, który nas otacza, jest naprawdę tak zły, jak się wydaje?

Ten postęp liberalizmu w Bractwie spostrzeżony jedynie przez małą część księży i świeckich, a pozornie niezauważony przez znaczną większość, stał się ewidentny dla wielu wiosną tego roku, kiedy to po fiasku w 2011 roku rozmów doktrynalnych, które miały pogodzić doktrynę Tradycji i Soboru, katolickie stanowisko Bractwa: „Nie dla porozumienia praktycznego, bez porozumienia doktrynalnego” z dnia na dzień zamieniono na: „Skoro brak porozumienia doktrynalnego, to tak dla porozumienia praktycznego”. W połowie kwietnia Przełożony Generalny zaoferował Rzymowi, jako bazę dla porozumienia praktycznego, dwuznaczny teksy, otwarcie przychylny „hermeneutyce ciągłości”, która jest ulubioną receptą Benedykta XVI szczególnie na pojednanie Soboru z Tradycją! „Potrzebujemy nowego sposoby myślenia”, oświadczył Przełożony Generalny w maju podczas spotkania księży Bractwa z dystryktu austriackiego. Innymi słowy, przywódca Bractwa założonego w 1970 roku do stawiania oporu soborowym nowinkom, zaproponował pogodzenie Bractwa z tym Soborem. Dziś Bractwo jest ugodowe. Jutro będzie w pełni soborowe!

Aż trudno uwierzyć, że dzieło Arcybiskupa Lefebvre mogło wzgardzić zasadami, na których powstało, ale taka jest uwodzicielska moc fantazji naszego bezbożnego świata, modernistów i liberałów. Niemniej jednak rzeczywistość nie podporządkowuje się kaprysom i jest taka, że nie można odrzucić zasad fundatora nie niszcząc jednocześnie jego dzieła. Założyciel ma bowiem specjalne łaski, których nie ma żaden z jego następców.  Dlatego ojciec Pio, kiedy przełożeni jego zgromadzenia zaczęli je „odnawiać” zgodnie z nowym sposobem myślenia właśnie zakończonego Soboru, wykrzyknął: „Co wy robicie z naszym Założycielem?” Przełożony Generalny, Rada Generalna i Kapituła Generalna Bractwa zachowali co prawda Arcybiskupa Lefebvre jako maskotkę, ale to nic nie da, jeśli podzielają oni ten nowy sposób myślenia, który całkowicie ignoruje istotne powody, dla których założył on Bractwo. Dlatego bez względu na to, jak dobre byłyby ich intencje, prowadzą Bractwo do ruiny dokonując zdrady we wszystkich aspektach analogicznej do tej dokonanej na Soborze Watykańskim II.

Ale bądźmy sprawiedliwi i oddajemy każdemu to, co mu się należy. Od samego początku tego powolnego upadku Bractwa zawsze byli kapłani i wierni, którzy trzeźwo oceniali sytuację i robili co tylko mogli, by stawiać opór. Wiosną tego roku opór stał się na tyle mocny i znaczący, że lipcowa Kapituła Generalna postawiła jednak pewną przeszkodę na drodze do złego porozumienia między FSSPX a Rzymem. Ale czy ta przeszkoda okaże się skuteczna? Można się obawiać, że nie. We wrześniu Przełożony Generalny w obliczu czterdziestu kapłanów Bractwa zgromadzonych na rekolekcjach w Écône przyznał, odnosząc się do swojej polityki wobec Rzymu: „Myliłem się”. Ale kto był winien? „Rzymianie mnie zwiedli”. Stwierdził także, iż ten cały wiosenny kryzys spowodował „wielką nieufność wewnątrz Bractwa”, którą będzie trzeba uleczyć „poprzez czyny, a nie tylko słowa”. Ale czyja to była wina? Mając na uwadze jego działania od września, w tym także list z 4 października, stwierdzić należy, iż obwinia kapłanów i wiernych, którzy nie potrafili zaufać mu, jako przywódcy. Wygląda na to, że tak jak przez kapitułą, tak i po, nie toleruje on żadnego sprzeciwu wobec jego ugodowej i soborowej polityki.

To jest prawdziwy powód, dla którego Przełożony Generalny wydał kilka razy formalny nakaz zamknięcia „Komentarzy Eleison”. Zaiste Komentarze nie raz krytykowały pojednawczą politykę władz Bractwa wobec Rzymu, tym samym je pośrednio atakując. Jeśli w tej krytyce zdarzyło się, że nie zachowano respektu zwykle należnego z uwagi na urząd czy osobę przełożonych Bractwa, chętnie proszę o wybaczenie tych, którzy są dotknięci, jednak sądzę, że ktokolwiek czytałby poszczególne Komentarze stwierdziłby, że krytyka i ataki nie były skierowane wobec osób, ponieważ na szali są sprawy o wiele ważniejsze, niż li tylko osobiste.

Skoro zaś dochodzimy do wielkiego problemu przewyższającego dalece sprawy personalne, to musimy sobie uzmysłowić, iż jest nim olbrzymie zamieszanie królujące obecnie w Kościele, które naraża na niebezpieczeństwo wieczne zbawienie niezliczonych dusz. Czyż nie jest obowiązkiem biskupa odkrywanie prawdziwych korzeni tego zamieszania i publiczne ich potępianie? Ilu biskupów na całym świecie widzi sytuację jasno, jak widział Arcybiskup Lefebvre i ilu z nich naucza z odpowiednią jasnością? llu biskupów w ogóle uczy jeszcze katolickiej doktryny? Z pewnością bardzo niewielu. Czy jest to zatem odpowiedni moment, by usiłować uciszyć biskupa, który to robi, a dowodem tego jest liczba dusz, które trzymają się Komentarzy niczym koła ratunkowego? W szczególności czy może chcieć uciszyć go inny biskup, który właśnie przyznał swoim księżom, że pozwolił się przez wiele lat oszukiwać w kwestii tych samych wielkich pytań?

Podobnie, jeśli ów zbuntowany biskup podjął – po raz pierwszy od niemal czterech lat – niezależny apostolat, czy można go potępiać za to, że przyjął pochodzące spoza Bractwa zaproszenie, by udzielić Sakramentu Bierzmowania i głosić słowa prawdy? Czyż dokładnie to nie jest istotą posługi biskupa? A jeśli oskarżany jest on o to, że jego nauczanie doprowadziło do „zamieszania”, to odpowiedź może być tylko jedna: to, co powiedziano w Brazylii może być ciężkie do zrozumienia tylko dla tych ludzi, którzy podążają za linią, która jest błędem, jak to wyżej przypomniano.

Jeśli zarzuca się mu, że sam od lat dystansował się od Bractwa, to prawda jest taka, że dystansował się od ugodowego Bractwa, ale nie od Bractwa Arcybiskupa. Jeśli zaś wydaje się nieposłuszny wobec poleceń wydawanych przez przełożonych Bractwa, to prawda jest taka, że dotyczyło to tylko poleceń sprzecznych z celami, dla realizacji których założone zostało Bractwo. Po prawdzie, to ile można wskazać innych poleceń,  poza zamknięciem „Komentarzy”, w stosunku do których można mu zarzucić, że był nieposłuszny w sposób „formalny, uparty i zawzięty”? Czy znalazłoby się choć jedno takie polecenie? Kiedy Arcybiskup odmawiał posłuszeństwa aktom kościelnej hierarchii, które niszczyły Kościół, jego nieposłuszeństwo było pozorne, a nie realne. Podobnie odmowa zamknięcia „Komentarzy” jest nieposłuszeństwem pozornym, a nie realnym.

Zaiste historia się powtarza i diabeł ciągle wraca. Tak, jak wczoraj Sobór Watykański II usiłował pogodzić Kościół katolicki ze współczesnym światem, tak można by powiedzieć, że dziś Benedykt XVI i Przełożony Generalny Bractwa chcieliby pogodzić Katolicką Tradycję i Sobór, a jutro, jeśli Pan Bóg w międzyczasie nie zainterweniuje, przywódcy katolickiego Ruchu Oporu mogą próbować pogodzić go z Tradycją w wydaniu soborowym.

Mówiąc krótko, Wasza Ekscelencja może iść naprzód i mnie wyrzucić, ponieważ przedstawione powyżej argumenty prawdopodobnie nie przekonają Waszej Ekscelencji, ale będzie to wykluczenie pozorne, a nie realne. Od czasów moich wieczystych oblacji jestem członkiem Bractwa Arcybiskupa. Jestem kapłanem Bractwa od 36 lat. Jestem jednym z jego biskupów, jak Wasza Ekscelencja, od niemal ćwierć wieku. Nie można tego wymazać jednym pociągnięciem pióra. Dlatego pozostaję członkiem Bractwa Arcybiskupa i czekam.

Jeśli pozostałbyś wierny dziedzictwu Arcybiskupa, zaś ja sam stałbym się jemu niewierny, wówczas uznałbym prawo do wykluczenia mnie. Lecz fakty są, jakie są. Mam nadzieję, że nie uchybię szacunkowi należnemu urzędowi Waszej Ekscelencji, ale pozwolę sobie zasugerować, że lepiej byłoby dla chwały Bożej, dla zbawienia dusz, dla wewnętrznego pokoju w Bractwie i dla zbawienia własnej duszy, byś zrezygnował z urzędu Przełożonego Generalnego, niż mnie wykluczał. Oby dobry Pan dał Waszej Ekscelencji łaskę, światło i siły potrzebne to dokonania takiego aktu pokory i poświęcenia dla wspólnego dobra wszystkich.

Tak, jak przez lata często kończyłem listy, które kierowałem do Waszej Ekscelencji,

Dominus tecum, niech Pan będzie z Toba.

+ Richard Williamson


Rzecznik prasowy FSSPX ks. Andreas Steiner w dniu 24 października 2012 roku oświadczył wobec agnecji prasowej DPA (religion.orf.at/stories/2555877) komentując decyzję o wykluczeniu biskupa Ryszarda Williamsona z Bractwa: „Die Entscheidung wird die Gespräche sicherlich erleichtern“/”Decyzja z pewnością ułatwi rozmowy”.


blason-mgr-williamson-2-e1327300287755

Herb Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ryszarda Williamsona


chrystus_rex_wiekowA.M.D.G.